niedziela, 30 października 2016

Na szarlotkę zawsze jest dobry czas.



Lepiej nie pytać mnie czy może przypadkiem mam ochotę na szarlotkę. Bo to jedyne ciasto, na które mam ochotę ZAWSZE. Po prostu zawsze. Czy to lato, czy zima (jesień i wiosna też). Zdrowa, czy chora. Zapracowana, czy nie. W domu, czy na wakacjach. Okoliczności czasu, przyrody i wszelkie inne są zupełnie bez znaczenia. Bo szarlotki i jabłeczniki wszelkiej maści to moje słodkie uzależnienie.
Na blogu zagościło już kilka wariantów jabłkowego szaleństwa. Znalazły się tu i szybkie, najprostsze szarlotki kruszonkowe, i cudownie kruche o dość wyczuwalnej nucie karmelowej, i w pikantnym keksie, i w tartach, i ciastach ucieranych, a nawet w przerobionym przeze mnie „Pleśniaku”. Czego tam nie ma przy tych jabłkach: i orzechy, i i imbir, a nawet borówki i rozmaryn.


wtorek, 25 października 2016

Energetyczna fasolowa z dynią i jarmużem



Tej jesieni postawiłam na aktywność ruchową. Brzmi jakbym dotąd tylko leżała, zatem stop…i jeszcze raz... :)
Tej jesieni postawiłam na zwiększoną ilość ruchu. Do dotychczasowej, wcale nie małej aktywności fizycznej, dołożyłam kolejne „co nieco”: sporo fitnessu na trampolinach i trochę zumby. Nowe wyzwania zabierają mi niemało czasu, ale też i przynoszą mnóstwo radości. Pot się leje przez całe 60 intensywnych minut, 5 dni w tygodniu.