<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396</id><updated>2012-01-28T14:43:12.715+01:00</updated><category term='Groszek zielony'/><category term='Mięsa'/><category term='Mięso wołowe'/><category term='Brukselka'/><category term='Fasolka szparagowa'/><category term='Wytrawne wypieki'/><category term='Azjatyckie przysmaki'/><category term='Botwinka'/><category term='Na wynos'/><category term='Rukola'/><category term='Ziemniaki'/><category term='Ciecierzyca'/><category term='Masło orzechowe'/><category term='Pietruszka'/><category term='Mandarynki'/><category term='Mozzarella'/><category term='Brzoskwinie'/><category term='Zapowiedzi'/><category term='Ryż'/><category term='Szpinak'/><category term='Morele'/><category term='Małe słodkości'/><category term='Mięso wieprzowe'/><category term='Małe co nieco'/><category term='Twaróg'/><category term='Buraki'/><category term='Łosoś'/><category term='Migdały'/><category term='Warzywa'/><category term='Kasza'/><category term='Z patelni'/><category term='Rabarbar'/><category term='Pesto'/><category term='Kalafior'/><category term='Kurki'/><category term='Jagody'/><category term='Wiśnie'/><category term='Banany'/><category term='Feta'/><category term='Koper włoski'/><category term='Czekolada'/><category term='Uroczystości'/><category term='Bulgur'/><category term='Por'/><category term='Pitne'/><category term='Ciasteczka'/><category term='Fasola'/><category term='Śliwki'/><category term='Tuńczyk'/><category term='Orzechy'/><category term='Bób'/><category term='Pieczywo'/><category term='Desery'/><category term='Bakłażan'/><category term='Boże Narodzenie'/><category term='Sałatki i Sałaty'/><category term='Zapiekanki'/><category term='Owoce morza'/><category term='Cukinia'/><category term='Drób'/><category term='Bakalie'/><category term='Ryby'/><category term='Marchewka'/><category term='Wegetariańskie'/><category term='Imbir'/><category term='Mango'/><category term='Kuskus'/><category term='Truskawki'/><category term='Kapusta'/><category term='Dynia'/><category term='Kawa'/><category term='Papryka'/><category term='Makarony'/><category term='Zupy'/><category term='Strączkowe'/><category term='Gruszki'/><category term='Papaje'/><category term='Pomidory'/><category term='Soczewica'/><category term='Karczochy'/><category term='Maliny'/><category term='Rzodkiewki'/><category term='Ricotta'/><category term='Różne'/><category term='Ciasta'/><category term='Czerwona porzeczka'/><category term='Lawenda'/><category term='Spiżarnia'/><category term='Bataty'/><category term='Pomidory suszone'/><category term='Daktyle'/><category term='Żurawina'/><category term='Ogórek'/><category term='Brokuł'/><category term='Ser pleśniowy'/><category term='Szparagi'/><category term='Czereśnie'/><category term='Jabłka'/><category term='Lody'/><category term='Pieczarki'/><category term='Przekąski'/><category term='Awokado'/><category term='Figi'/><category term='Mascarpone'/><category term='Borówka amerykańska'/><category term='Gorący kociołek'/><title type='text'>pieprz czy wanilia</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>352</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-7659017833024265121</id><published>2012-01-28T09:50:00.001+01:00</published><updated>2012-01-28T14:24:55.150+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na wynos'/><title type='text'>A jak wygląda Twoje drugie śniadanie?</title><content type='html'>Bułka owinięta w papier śniadaniowy?&lt;br /&gt;Domowa sałatka, ale tylko przy wielkiej okazji, bo częściej to kłopot...?&lt;br /&gt;A może codzienny wyskok do pobliskiego baru szybkiej obsługi na cokolwiek?&lt;br /&gt;A szkolny posiłek naszych dzieci? Czy mamy pewność, że 5 złotych wciśnięte w kieszeń, zostało spożytkowane wystarczająco dobrze? Czy nie zostało wydane na chipsy i najsłodszy ze słodkich napoi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-SkEbmQmtA78/TyOzqBEYAAI/AAAAAAAADoQ/Xb-LLpF2J50/s1600/lunch+box_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-SkEbmQmtA78/TyOzqBEYAAI/AAAAAAAADoQ/Xb-LLpF2J50/s1600/lunch+box_1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czy przygotowywanie i pakowanie drugich śniadań przysparza  kłopoty? &lt;br /&gt;Osobiście, nie raz ciężko wzdychałam, przeglądając anglojęzyczne strony internetowe, na których prezentowano bogaty zestaw śniadaniowy, zapakowany w estetyczne pudełka...&lt;br /&gt;Któż z nas nie zna hasła &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bent%C5%8D"&gt;&lt;i&gt;Bentō&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, czyli posiłku na wynos o japońskich, niezwykle starych korzeniach (jak niosą wieści, sięgające V w n.e.)? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NlzroeOrHNk/TyOz1_BMsmI/AAAAAAAADog/Xpnt2fZRXK8/s1600/logo.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-NlzroeOrHNk/TyOz1_BMsmI/AAAAAAAADog/Xpnt2fZRXK8/s1600/logo.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Obecnie i ja stałam się posiadaczką naprawdę fajnych, porządnie wykonanych lunch boxów, które i Wam chciałam gorąco polecić.&lt;br /&gt;Jeśli przypadkiem temat śniadań na wynos nie jest Wam obcy – zachęcam – zajrzyjcie na stronę &lt;a href="http://twojlunchbox.pl/"&gt;&lt;b&gt;Twój Lunchbox&lt;/b&gt; (klik)&lt;/a&gt;, do Ali i Joasi. Dwie, sympatyczne mamy, same zmagały się z problemem, by nie było „bułek z masłem” (jak w znanym z mojego dzieciństwa wierszu „O pewnym Grzesiu”). :) A dzisiaj mają do zaoferowania fantastyczne, porządne pudełka śniadaniowe, również (a może przede wszystkim) z niezwykle użytecznymi przegródkami, w których zmieści się nie tylko kanapka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-WxDca_bQF28/TyOzqvDedGI/AAAAAAAADoU/wammaCAWcKM/s1600/lunch+box_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-WxDca_bQF28/TyOzqvDedGI/AAAAAAAADoU/wammaCAWcKM/s1600/lunch+box_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ja i moje pudełko już się zaprzyjaźniliśmy (może od czasu do czasu pokażę Wam co zabieram w nim do pracy :)), a teraz powiem Wam, że nowy lunch-box mojego syna (widoczny na zdjęciach) to prawdziwy hit. :) Pojemny, solidnie wykonany i z prostym zamknięciem, które dobrze trzyma, a zawartość poszczególnych przegródek cały czas zostaje w swoim miejscu.&lt;br /&gt;Zdarzyło mi się raz podkraść go i zabrać do pracy. :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak wyglądają Wasze śniadania na wynos? Szykujecie je w domu, czy jednak wolicie zjeść szybki posiłek na mieście?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-7659017833024265121?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/7659017833024265121/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=7659017833024265121&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7659017833024265121'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7659017833024265121'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2012/01/jak-wyglada-twoje-drugie-sniadanie.html' title='A jak wygląda Twoje drugie śniadanie?'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-SkEbmQmtA78/TyOzqBEYAAI/AAAAAAAADoQ/Xb-LLpF2J50/s72-c/lunch+box_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3994938176981585808</id><published>2012-01-22T16:53:00.000+01:00</published><updated>2012-01-22T16:53:42.829+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Twaróg'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe słodkości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasteczka'/><title type='text'>Film o niczym</title><content type='html'>To najsmutniejsza zima ostatnimi laty jaką pamiętam... Nie, nie jestem fanką mrozów i śnieżnych zasp, w których brodzi się aż po pas.  Ale jakoś ten wszechobecny smutek szarych ulic i jeszcze bardziej szarego nieba udziela mi się negatywnie. Poranne otwarcie powiek graniczy z cudem. Kawa z ledwością podnosi na nogi. Ciężko wykrzesać energię potrzebną na cały dzień pracy i obowiązków. Sprawy toczą się gdzieś obok, jakbym oglądała zamglony film ze mną w roli głównej... I nie jest to dobry film. Nie cieszy, nie wciąga, nie intryguje. Film o niczym.&lt;br /&gt;Jest słońce – jest życie. Te słowa często mawiała moja Babcia.&lt;br /&gt;Tęsknię za światłem, za zielenią, za świergotem ptaków... Za wiosną. Za radością życia, którą ona niesie... Tęsknię...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-4N6Bd_Xudms/Txwv1Z81L4I/AAAAAAAADoI/hHXUSwQY8Qk/s1600/DSC_3269_.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-4N6Bd_Xudms/Txwv1Z81L4I/AAAAAAAADoI/hHXUSwQY8Qk/s1600/DSC_3269_.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Drożdżowe ślimaczki z twarożkiem&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ciasto drożdżowe:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;600g (4 szkl.) mąki&lt;br /&gt;2 i ¼ łyżeczki suchych drożdży&lt;br /&gt;1 szklanka mleka&lt;br /&gt;100 g cukru&lt;br /&gt;120 g masła&lt;br /&gt;2 duże jajka - rozkłócone&lt;br /&gt;¼ łyżeczki soli&lt;br /&gt;1 łyżeczka cynamonu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Nadzienie:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;500g twarożku 3-krotnie mielonego (użyłam Delfiko)&lt;br /&gt;skórka otarta z 1 cytryny&lt;br /&gt;ok. ¾ szkl. cukru pudru (ilość dostosować do smaku)&lt;br /&gt;2 żółtka&lt;br /&gt;ok. ¾ szkl. rodzynek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Dodatkowo:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;3 łyżki cukru&lt;br /&gt;ok. ½ łyżeczki cynamonu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mleko lekko podgrzać, masło rozpuścić. Drożdże zmieszać z łyżeczką cukru, łyżką mąki i zalać 1/4 szklanki mleka. Wymieszać i zostawić na 5-10 minut. Rozczyn dodać do pozostałych składników ciasta i  wyrobić miękkie, elastyczne ciasto - zostawić do wyrośnięcia na ok. 1-1,5 godz. (ciasto powinno w tym czasie podwoić swoją objętość).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie przygotować nadzienie:&lt;br /&gt;Jeśli rodzynki są mocno wysuszone – moczyć przez kilka minut we wrzątku. Odcedzić z wody i porządnie osączyć na sicie. &lt;br /&gt;Żółtka utrzeć z cukrem pudrem. Dodać twarożek i drobniutko utartą skórkę z cytryny. Wszystkie składniki dobrze połączyć. Na koniec wmieszać rodzynki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotować 2 duże blachy, wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;br /&gt;Wyrośnięte ciasto podzielić na 3 równe części – z każdej wałkować  prostokąt  gr. ok. 5mm (prostokąt powinien być zdecydowanie podłużny). Wzdłuż dłuższego boku prostokąta wyłożyć 1/3 nadzienia i rozsmarować w kierunku środka ciasta.  Zwinąć jak roladę, począwszy od dłuższego boku z nadzieniem – w kierunku krawędzi bez nadzienia. Pokroić ciasto delikatnie (aby się nie spłaszczyły) w plastry ok.  2 cm grubości i układać w  na blasze. Można układać je blisko siebie, by w trakcie rośnięcia się połączyły (powstaną miękkie bułeczki „odrywane”) lub z większymi odstępami, by upiekły się z chrupkimi brzegami. &lt;br /&gt;Posmarować z wierzchu roztopionym masłem. Oprószyć cukrem zmieszanym z cynamonem.&lt;br /&gt;Piec około 10 minut w temperaturze 200 st.C. Studzić na kratce. &lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3994938176981585808?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3994938176981585808/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=3994938176981585808&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3994938176981585808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3994938176981585808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2012/01/film-o-niczym.html' title='Film o niczym'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-4N6Bd_Xudms/Txwv1Z81L4I/AAAAAAAADoI/hHXUSwQY8Qk/s72-c/DSC_3269_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-7473487511115960524</id><published>2012-01-09T22:13:00.000+01:00</published><updated>2012-01-09T22:13:50.140+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kapusta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fasola'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zupy'/><title type='text'>Z toskańskich wspomnień - ribollita</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-7u-X6c9VRps/TwtXBkQF7BI/AAAAAAAADng/FJm_RgwxcoU/s1600/ribollita_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-7u-X6c9VRps/TwtXBkQF7BI/AAAAAAAADng/FJm_RgwxcoU/s1600/ribollita_1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Im bardziej ponuro za naszymi oknami, tym częściej wspominam upalne lato w Toskanii. Wracam myślami do falujących winnic, które miękko pokryły wzgórza. Do palonej sieny toskańskich pól. Do średniowiecznych miasteczek, w których niemal każdy kamień pamięta dużo, albo i jeszcze więcej... Do uśmiechniętych, życzliwych ludzi. Do targów i sklepików pełnych lokalnych smakołyków. Do najlepszych na świecie lodów. I zupy tak tak gęstej i pożywnej, że wydaje się być idealna na zimowy czas.&lt;br /&gt;Ribollita... zupa, w której łatwo się zakochać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pahq8ARjC60/TwtXCOeCWDI/AAAAAAAADnk/ubFtsjTGlbE/s1600/ribollita_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-pahq8ARjC60/TwtXCOeCWDI/AAAAAAAADnk/ubFtsjTGlbE/s1600/ribollita_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ribollita&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;(inspirowane przepisem Jamie Oliver'a „Włoska wyprawa Jamiego”, z moimi małymi modyfikacjami)&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok. 300g białej, drobnej  fasoli cannellini (suszona lub świeża w sezonie letnim)&lt;br /&gt;pół niedużej kapusty włoskiej pokrojonej w cienkie paski (w oryginale cavolo nero – dla mnie niedostępne)&lt;br /&gt;listek laurowy&lt;br /&gt;1 cebula – drobno posiekana&lt;br /&gt;2 ząbki czosnku – utarte&lt;br /&gt;1 ziemniak – pokrojony w kosteczkę&lt;br /&gt;3 łodygi selera naciowego – pokrojone&lt;br /&gt;2 marchewki – pokrojone w talarki lub kostkę&lt;br /&gt;oliwa z oliwek&lt;br /&gt;mała szczypta utartych nasion kopru włoskiego&lt;br /&gt;mała szczypta chilli&lt;br /&gt;kilka gałązek świeżego tymianku&lt;br /&gt;1 puszkę (400g) pulpy pomidorowej – polecam wybierać dobrej jakości, np. Mutti, a w sezonie zamienić na pyszne, dojrzałe pomidory&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;2 kromki czerstwego chleba – pokrojone w kostkę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oraz najlepszą oliwę z oliwek tłoczoną na zimno&lt;br /&gt;ewentualnie dodatkowe kromki czerstwego chleba *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Suszoną fasolę namoczyć w wodzie i pozostawić na noc (jeśli fasola jest świeża – etap namaczania pomijamy). &lt;br /&gt;Ugotować fasolę w świeżej wodzie wraz z listkiem laurowym i pokrojonym ziemniakiem. Odcedzić, zachowując wywar. Połowę fasoli pozostawić w całości , a połowę  rozgnieść widelcem lub zmiksować. &lt;br /&gt;W rondlu rozgrzać kilka łyżek oliwy (ilość taka, by zakryła dno rondla). Na małym ogniu  delikatnie zeszklić cebulę. Dodać pokrojone warzywa: seler naciowy, marchewki i kapustę, oraz utarty czosnek, szczyptę chili, koper włoski i świeże listki tymianku – całość krótko dusić. &lt;br /&gt;Wlać ok. 1 szkl. wody z gotowanej fasoli, oraz pulpę pomidorową – doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu ok. 30 min. Dodać fasolę (w całości i miksowaną) i jeszcze trochę gotować – do miękkości warzyw. Wmieszać pokrojony w kostkę chleb. Doprawić do smaku solą i pieprzem. &lt;br /&gt;Podawać z odrobiną oliwy extra vergine. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* W Toskanii podawano nam ribolittę z dodatkowymi kromkami czerstwego chleba na dnie talerza. &lt;br /&gt;** Najsmaczniejsza jest odgrzewana w kolejnych dniach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-7473487511115960524?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/7473487511115960524/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=7473487511115960524&amp;isPopup=true' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7473487511115960524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7473487511115960524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2012/01/z-toskanskich-wspomnien-ribollita.html' title='Z toskańskich wspomnień - ribollita'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-7u-X6c9VRps/TwtXBkQF7BI/AAAAAAAADng/FJm_RgwxcoU/s72-c/ribollita_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-7863637508474436280</id><published>2012-01-03T19:27:00.001+01:00</published><updated>2012-01-03T19:49:46.230+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pitne'/><title type='text'>Z Aniołami w tle...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9mr9utw0KW0/TwM6CLUUcFI/AAAAAAAADm4/PQFR3b482JA/s1600/korzenna+herbata+w+winem_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-9mr9utw0KW0/TwM6CLUUcFI/AAAAAAAADm4/PQFR3b482JA/s1600/korzenna+herbata+w+winem_1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Po kuchni rozchodzą się dźwięki z filmowego „City of Angels”.&lt;br /&gt;Może już zbyt stare, może dawno niemodne...&lt;br /&gt;Nic na to nie poradzę, że mnie nieustannie wzruszają.  &lt;br /&gt;Tym mocniej, im więcej doświadczeń za sobą zostawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ZLDDFvTXrq8/TwM6DWwMHNI/AAAAAAAADnE/FWN-iBEScP8/s1600/korzenna+herbata+w+winem_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZLDDFvTXrq8/TwM6DWwMHNI/AAAAAAAADnE/FWN-iBEScP8/s1600/korzenna+herbata+w+winem_3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Odgrzebuję w pamięci chwile i gesty, te zupełnie odległe i te całkiem świeże, które wcale nie odchodzą w zapomnienie wraz z kolejnym Nowym Rokiem. &lt;br /&gt;Niektóre są tak stare, że w całości pokryły się kurzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Hih2Jg4pYVc/TwM6C5DU5cI/AAAAAAAADm8/H6op2uWGie0/s1600/korzenna+herbata+w+winem_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-Hih2Jg4pYVc/TwM6C5DU5cI/AAAAAAAADm8/H6op2uWGie0/s1600/korzenna+herbata+w+winem_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Przerzucam pożółkłe kartki rozpadających się książek i przypadkiem odnalezionych  zapisków sprzed 20 laty i z uśmiechem wspominam niedawne spotkanie przy kubku herbaty z rumem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Px_dGponhU0/TwM6EK9bg6I/AAAAAAAADnQ/xP23Mqnl9oU/s1600/korzenna+herbata+w+winem_4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-Px_dGponhU0/TwM6EK9bg6I/AAAAAAAADnQ/xP23Mqnl9oU/s1600/korzenna+herbata+w+winem_4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zbieram garściami pąki dobrych emocji i związuję w pęczek.  &lt;br /&gt;Wystawię do słońca i poczekam, aż rozkwitną kwiaty. &lt;br /&gt;A Anioły trzepoczą skrzydłami... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-1JWmFf0ULmY/TwM6FKheWPI/AAAAAAAADnY/ta0Kktt5uxc/s1600/korzenna+herbata+w+winem_5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-1JWmFf0ULmY/TwM6FKheWPI/AAAAAAAADnY/ta0Kktt5uxc/s1600/korzenna+herbata+w+winem_5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Korzenno - cytrusowa herbata z czerwonym winem (lub rumem)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzbanuszku (ewentualnie bezpośrednio w kubeczku) zaparzyć ulubioną herbatę (np. czarną), dodając 2-3 goździki, kawałek kory cynamonowej i/ lub 1 gwiazdkę anyżu. Pozostawić pod przykryciem do naciągnięcia naparu. &lt;br /&gt;Dodać kilka cząstek wyszorowanej cytryny i pomarańczy. Wlać odrobinę czerwonego wina. Dosłodzić miodem, jeśli preferujemy herbatę słodką.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-7863637508474436280?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/7863637508474436280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=7863637508474436280&amp;isPopup=true' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7863637508474436280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7863637508474436280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2012/01/z-anioami-w-tle.html' title='Z Aniołami w tle...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-9mr9utw0KW0/TwM6CLUUcFI/AAAAAAAADm4/PQFR3b482JA/s72-c/korzenna+herbata+w+winem_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5476876789565993048</id><published>2011-12-30T15:59:00.000+01:00</published><updated>2011-12-30T15:59:44.087+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroczystości'/><title type='text'>Migawki 2011</title><content type='html'>Koniec roku, to zwykle czas podsumowań, więc śladem zeszłorocznego pomysłu - pokusiłam się i tym razem o bardzo skrótowe podsumowanie kulinarne mijającego starego 2011 roku. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;A ponieważ koniec roku to również czas życzeń, więc wszystkim stałym i niestałym Czytelnikom Pieprzu czy Wanilii życzę, by Nowy Rok przyniósł nowe nadzieje, rozwiązał co zawiązane i obfitował w same szczęśliwe chwile!&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt; Niech to będzie Rok spełniających się marzeń. :)&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EfjjUgrqNDI/Tv3LT-61cGI/AAAAAAAADmM/Dcs-RgyPv1M/s1600/2011_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-EfjjUgrqNDI/Tv3LT-61cGI/AAAAAAAADmM/Dcs-RgyPv1M/s1600/2011_1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-cLasld_leZ8/Tv3LVa2hsZI/AAAAAAAADmY/IsJ5EaotYY4/s1600/2011_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-cLasld_leZ8/Tv3LVa2hsZI/AAAAAAAADmY/IsJ5EaotYY4/s1600/2011_3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-JENYBnXTe4Y/Tv3LUpjnbuI/AAAAAAAADmQ/oI9254__ULI/s1600/2011_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-JENYBnXTe4Y/Tv3LUpjnbuI/AAAAAAAADmQ/oI9254__ULI/s1600/2011_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-T4lXyOJF12o/Tv3LV6mBioI/AAAAAAAADmg/JHju3n0qUs4/s1600/2011_4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-T4lXyOJF12o/Tv3LV6mBioI/AAAAAAAADmg/JHju3n0qUs4/s1600/2011_4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-gIeI4h1XClg/Tv3LWmaj5RI/AAAAAAAADmo/GqYWV-Ku2L4/s1600/2011_5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-gIeI4h1XClg/Tv3LWmaj5RI/AAAAAAAADmo/GqYWV-Ku2L4/s1600/2011_5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5476876789565993048?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5476876789565993048/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5476876789565993048&amp;isPopup=true' title='Komentarze (36)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5476876789565993048'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5476876789565993048'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/12/migawki-2011.html' title='Migawki 2011'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-EfjjUgrqNDI/Tv3LT-61cGI/AAAAAAAADmM/Dcs-RgyPv1M/s72-c/2011_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>36</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-9216337144333381677</id><published>2011-12-27T20:09:00.001+01:00</published><updated>2011-12-27T20:21:03.209+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Śliwki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Boże Narodzenie'/><title type='text'>Ostatnia deska do trumny kontra sernik pomarańczowy ze śliwką</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Qvh4m_aYc6M/TvoUf8ut_oI/AAAAAAAADls/smMDBhWYMDY/s1600/sernik+pomarancz+ze+sliwka_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-Qvh4m_aYc6M/TvoUf8ut_oI/AAAAAAAADls/smMDBhWYMDY/s1600/sernik+pomarancz+ze+sliwka_1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dzięki niezawodnej komunikacji kolejowej wkroczyłam dziś do pracy spóźniona o całe 15 min. W ręku dzierżyłam torbę wypchaną pudełkami. A w pudełkach... &lt;br /&gt;Naiwności ty moja! Skąd powzięłam cichą nadzieję, że niezauważenie upłynnię świąteczne wypieki, których przygotowałam tego roku mniej niż zwykle, a których i tak zostało stanowczo zbyt wiele – tego nie wiem...&lt;br /&gt;Spojrzałam na nasz pracowy wielofunkcyjny blat i jęknęłam w duchu... Zamiast sterty rysunków i tomiszczy dokumentacji – pyszniły się ciasta...&lt;br /&gt;Widać nie ja jedna nie miałam apetytu. :D Albo nie ja jedna powzięłam postanowienie nie przybrać przez święta na wadze. :D &lt;br /&gt;Dołożyłam swoje trzy słodkie grosze i jak się okazało - był to ostatni gwóźdź do trumny.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;„No tak Tiffi..., teraz już nic więcej nie pozostaje, tylko się dobić...”&lt;/i&gt; skwitowała Pamelka zaglądając do talerzy. &lt;br /&gt;I miała rację.  :D&lt;br /&gt;Pies z kulawą nogą nie zajrzał dziś do pracowni, by wspomóc nas w poświątecznej konsumpcji... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z ciast, które przywiozłam do pracy – był &lt;b&gt;sernik ze  śliwką w czekoladzie&lt;/b&gt;. Idea na na taki właśnie sernik pochodzi z bloga &lt;b&gt;&lt;a href="http://whiteplate.blogspot.com/2010/12/sernik-sliwka-w-czekoladzie.html"&gt;White Plate (klik)&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.  &lt;br /&gt;Co prawda nie korzystałam w całości z przepisu Liski, nie robiłam  śliwkowego spodu typu brownie, nie polewałam sernika białą czekoladą – wybrałam z niego po prostu sam pomysł wykorzystania czekoladowych cukierków ze śliwką. A pomysł – uwierzcie na słowo – jest przepyszny!&lt;br /&gt;Śliwki wrzuciłam do środka ciasta, a pozostając w klimacie zimowo – świątecznym, do serowej masy dałam dużo drobno startej skórki z pomarańczy i podkręciłam dodatkowo smak pomarańczowym alkoholem. &lt;br /&gt;Potraficie wyobrazić sobie ten smak?  Osobiście radzę pójść o krok dalej i nie poprzestać na wyobrażeniach... :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-KqrttRi12CI/TvoUgE-SBxI/AAAAAAAADlw/8902VgDQCxw/s1600/sernik+pomarancz+ze+sliwka_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-KqrttRi12CI/TvoUgE-SBxI/AAAAAAAADlw/8902VgDQCxw/s1600/sernik+pomarancz+ze+sliwka_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sernik pomarańczowy ze śliwką w czekoladzie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://whiteplate.blogspot.com/2010/12/sernik-sliwka-w-czekoladzie.html"&gt;(inspirowany przepisem na „Sernik śliwka w czekoladzie” z bloga White Plate)&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 kg twarogu 3-krotnie mielonego (u mnie Delfiko)&lt;br /&gt;5 jaj&lt;br /&gt;220g cukru&lt;br /&gt;2 łyżki cointreau (można pominąć)&lt;br /&gt;2 łyżki maizeny (skrobi kukurydzianej)&lt;br /&gt;skórka drobno otarta z 2 pomarańczy &lt;br /&gt;300g cukierków śliwka w czekoladzie (&lt;i&gt;za radą Liski – wybrałam cukierki Nałęczowskie&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temp. 180st.C (grzałki góra – dół). &lt;br /&gt;Przygotować kąpiel wodną. *&lt;br /&gt;Okrągłą foremkę o średnicy 25cm – wysmarować masłem i delikatnie oprószyć mąką, lub wyłożyć papierem do pieczenia. &lt;br /&gt;Śliwkę w czekoladzie pokroić na niezbyt drobne kawałki (np. na ćwiartki).&lt;br /&gt;Jaja ubić z cukrem. Cały czas mieszając - dodać cointreau, maizenę i skórkę pomarańczową. Dołożyć twaróg i delikatnie (jeśli robotem, to na niskich obrotach, by zbytnio nie napowietrzyć masy) – wymieszać. &lt;br /&gt;Wlać połowę masy serowej do foremki. Wyłożyć równomiernie pokrojone cukierki czekoladowe, a na wierzch wlać resztę masy. &lt;br /&gt;Piec w kąpieli wodnej * przez ok. 60 min. W trakcie pieczenia (mniej więcej po 20-30 min.) warto foremkę przykryć od góry folią aluminiową, aby wierzch sernika nie zbrązowiał zbyt mocno. Folię usunąć pod koniec pieczenia. &lt;br /&gt;Uwaga! Patyczek włożony w środek sernika nie będzie suchy. Sernik „zastygnie” w trakcie chłodzenia.&lt;br /&gt;Ostudzić w temp. Pokojowej, a następnie chłodzić w lodówce (pod przykryciem) – najlepiej przez całą noc. &lt;br /&gt;Smacznego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;* kąpiel wodna polega na tym, że foremkę z surową masą wkłada się do większej formy częściowo wypełnionej gorącą wodą (u mnie rolę większej formy pełniła duża blacha z rantami z  wyposażenia  piekarnika)&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-9216337144333381677?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/9216337144333381677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=9216337144333381677&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/9216337144333381677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/9216337144333381677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/12/ostatnia-deska-do-trumny-kontra-sernik.html' title='Ostatnia deska do trumny kontra sernik pomarańczowy ze śliwką'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Qvh4m_aYc6M/TvoUf8ut_oI/AAAAAAAADls/smMDBhWYMDY/s72-c/sernik+pomarancz+ze+sliwka_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-9060372199011725641</id><published>2011-12-24T00:16:00.000+01:00</published><updated>2011-12-24T00:16:10.511+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uroczystości'/><title type='text'>Wesołych Świąt!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Lz2c26RCO-Q/TvULVaZLd4I/AAAAAAAADlU/3lhGsvIvE50/s1600/swieta+2011.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-Lz2c26RCO-Q/TvULVaZLd4I/AAAAAAAADlU/3lhGsvIvE50/s1600/swieta+2011.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-9060372199011725641?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/9060372199011725641/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=9060372199011725641&amp;isPopup=true' title='Komentarze (37)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/9060372199011725641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/9060372199011725641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/12/wesoych-swiat.html' title='Wesołych Świąt!'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Lz2c26RCO-Q/TvULVaZLd4I/AAAAAAAADlU/3lhGsvIvE50/s72-c/swieta+2011.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>37</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-7566285651026661311</id><published>2011-12-19T20:26:00.000+01:00</published><updated>2011-12-19T20:26:52.043+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bakalie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Boże Narodzenie'/><title type='text'>Keks polski wg Pierre Hermé</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-GZSFWLlVKy8/Tu-N0TH2JJI/AAAAAAAADlE/SxlW5Pmt5Bk/s1600/keks+polski_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-GZSFWLlVKy8/Tu-N0TH2JJI/AAAAAAAADlE/SxlW5Pmt5Bk/s1600/keks+polski_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;O ile z łatwością potrafię zrezygnować z przygotowania świątecznych makowców (w moim przypadku to nadzwyczaj proste :D makowce bowiem co roku piecze moja osobista  Mama, a wcześniej robiła to Babcia :D), o tyle keksom nie odpuszczam nigdy. Mam do nich prawdziwą słabość. &lt;br /&gt;Mam swoją ulubioną recepturę, którą już kiedyś pokazywałam na blogu. Jest to &lt;a href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2008/12/keks-angielski.html"&gt;&lt;b&gt;keks angielski &lt;/b&gt;autorstwa   Pierre Hermé 'a&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;Dzisiaj kolejny przepis tego słynnego francuskiego cukiernika. Przepis, tak jak i poprzednio,  pochodzi z jego książki &lt;i&gt;„Desery”&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Keks polski&lt;/b&gt; jest również bardzo smaczny i zdecydowanie bardziej nadaje się dla dzieci, ponieważ w odróżnieniu od tego pierwszego – nie zawiera ani kropli alkoholu. :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-DRgq8i96Nm4/Tu-NzwrvqfI/AAAAAAAADlA/OOyZ3QttCCU/s1600/keks+polski_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-DRgq8i96Nm4/Tu-NzwrvqfI/AAAAAAAADlA/OOyZ3QttCCU/s1600/keks+polski_1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Keks polski&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;inspirowane przepisem z książki „Desery” Pierre Hermé &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;300g mąki&lt;br /&gt;1 łyżeczka proszku do pieczenia&lt;br /&gt;200 g masła w temp. pokojowej&lt;br /&gt;200g cukru pudru&lt;br /&gt;2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią&lt;br /&gt;5 jajek (oddzielnie żółtka i białka)&lt;br /&gt;mała szczypta soli &lt;i&gt;(mój dodatek)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;400g mieszanki bakalii (np. orzechy włoskie i laskowe, migdały, suszone figi, śliwki, rodzynki, kandyzowana skórka pomarańczowe, etc.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;dodatkowo:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;odrobina mąki do obtoczenia bakalii&lt;br /&gt;masło do posmarowania formy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C. Dwie nieduże foremki keksowe (lub jedną o długości 28cm) posmarować masłem, lub wyłożyć papierem do pieczenia i natłuścić papier. &lt;br /&gt;Bakalie grubo posiekać i obtoczyć w mące. &lt;br /&gt;Do osobnej miski przesiać mąkę i proszek do pieczenia.&lt;br /&gt;W drugiej misce masło utrzeć z cukrem pudrem i cukrem waniliowym – na puszystą masę.  Cały czas ucierając – dodawać po jednym żółtku, a potem dosypując po kilka łyżek mąki. &lt;br /&gt;Do białek dodać szczyptę soli i ubić je na sztywną pianę. Dodać do ciasta i bardzo delikatnie wymieszać (najlepiej ręcznie, żeby piana zbyt mocno nie opadła - np. silikonową szpatułką). Dodać bakalie i raz jeszcze ręcznie przemieszać.&lt;br /&gt;Ciasto przełożyć do przygotowanych keksówek i wyrównać szpatułką powierzchnię. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok. 1 godz. Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić czy patyczek wetknięty w środek ciasta wychodzi suchy. Jeśli ciasto zbyt szybko się rumieni, a środek nie jest dopieczony należy przykryć je folią aluminiową i dopiekać.&lt;br /&gt;Upieczone keksy studzić na kratce.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-7566285651026661311?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/7566285651026661311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=7566285651026661311&amp;isPopup=true' title='Komentarze (29)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7566285651026661311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7566285651026661311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/12/keks-polski-wg-pierre-herme.html' title='Keks polski wg Pierre Hermé'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-GZSFWLlVKy8/Tu-N0TH2JJI/AAAAAAAADlE/SxlW5Pmt5Bk/s72-c/keks+polski_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>29</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-6252744776201180046</id><published>2011-12-17T20:56:00.000+01:00</published><updated>2011-12-17T20:56:54.094+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Drób'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ziemniaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zapiekanki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mięsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Brukselka'/><title type='text'>A w Lublinie dobrze karmią...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-2rXqIqiwprw/TuzwX91OcOI/AAAAAAAADkU/cLz9KHNdRnA/s1600/lublin_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-2rXqIqiwprw/TuzwX91OcOI/AAAAAAAADkU/cLz9KHNdRnA/s1600/lublin_1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ziemia lubelska przywitała mnie (a ściślej mówiąc „nas”) mleczno-szarym niebem, bardzo piękną, choć mocno zaniedbaną architekturą, oraz przepyszną kuchnią. I choć w żadnej mierze nie był to pobyt turystyczny, a na miejscu czekało nas sporo pracy – to tych kilka mniej „formalnych” chwil spędzonych w sercu Starego Miasta – okazały się nadzwyczaj pyszne.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ihUTliBNiWk/TuzwYga05iI/AAAAAAAADkY/6_924br4qnA/s1600/lublin_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-ihUTliBNiWk/TuzwYga05iI/AAAAAAAADkY/6_924br4qnA/s1600/lublin_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To była moja pierwsza wizyta w tych okolicach i teraz już wiem, czym schaboszczak „po lubelsku” różni się od tego, którego podaje się w moich okolicach; jak pyszna może być zasmażana kapusta z grzybami; jakie wnętrze kryje krokiet  podawany z  barszczykiem; jak pięknie może prezentować się zwykła golonka i po raz kolejny upewniłam się, że wprost uwielbiam dobrze i uczciwie przyrządzone pielmieni. Placki ziemniaczane z wołowym gulaszem, choć do specjałów tych okolic nie należą – też były bardzo, bardzo dobre! &lt;br /&gt;Lokalnej „Perły” nie spróbowałam, ale tylko dlatego, że piwa nie lubię, nie pijam i nie umiem się nim zachwycać, choćby było najlepsze na świecie. :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-NLBUC3rgGSk/TuzwhItBXbI/AAAAAAAADks/0fYHCrFqCaM/s1600/kurczak+pieczony+z+ziemn+i+bruksleka_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-NLBUC3rgGSk/TuzwhItBXbI/AAAAAAAADks/0fYHCrFqCaM/s1600/kurczak+pieczony+z+ziemn+i+bruksleka_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem święta mocno za pasem, a ja klimatu świątecznego nijak w tym roku nie czuję. Może anty-zimowa aura mi nie pomaga, a może zwykłe zabieganie. &lt;br /&gt;Nasze ulubione &lt;a href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2008/12/pierogi-z-ziemniakami.html"&gt;pierogi z nadzieniem ziemniaczanym&lt;/a&gt;, oraz &lt;a href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2008/12/wigilijne-paszteciki.html"&gt;wigilijne paszteciki&lt;/a&gt; do barszczyku – i owszem, szczęśliwie już gotowe - ale to by było na tyle w kwestii przygotowań... W szał wypieków, zwłaszcza tych słodkich, wpadnę zapewne już w najbliższych dniach. &lt;br /&gt;Na razie, króluje całkiem zwykłe menu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-j7V7-7YE3JQ/TuzwgevJhII/AAAAAAAADkk/svE1KChihrc/s1600/kurczak+pieczony+z+ziemn+i+bruksleka_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-j7V7-7YE3JQ/TuzwgevJhII/AAAAAAAADkk/svE1KChihrc/s1600/kurczak+pieczony+z+ziemn+i+bruksleka_1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kawałki kurczaka  pieczone z ziemniakami i brukselką&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3-4 kawałki kurczaka o soczystym mięsie (u mnie udźce)&lt;br /&gt;kilka ziemniaków &lt;br /&gt;ok. 500g  brukselki&lt;br /&gt;ok. 100 g boczku wędzonego, pokrojonego w kostkę&lt;br /&gt;oliwa do smażenia i pieczenia&lt;br /&gt;garść świeżych listków rozmarynu – drobno posiekane &lt;br /&gt;sól, pieprz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C (grzałki góra- dół). Przygotować większe naczynie żaroodporne - skropić oliwą. &lt;br /&gt;W międzyczasie przygotowujemy &lt;br /&gt;Ziemniaki obrać, umyć i osuszyć (można też przygotować wersję z łupinkami – wtedy szorujemy szczoteczką porządnie całe ziemniaki, potem kroimy). &lt;br /&gt;Pokroić na grubsze kawałki (np. w ćwiartki). Wrzucić do miski, oprószyć solą, posiekanym rozmarynem i skropić 2 łyżkami oliwy. Wymieszać. &lt;br /&gt;Kawałki kurczaka umyć, osuszyć. Oprószyć solą i pieprzem. Na patelni rozgrzać olej i bardzo krótko, ale za to na większym ogniu -  obsmażać kurczaka z obu stron. &lt;br /&gt;Na dnie formy  żaroodpornej układamy obsmażone kawałki kurczaka, na wierzchu rozkładamy otoczone w oliwie i rozmarynie ziemniaki. &lt;br /&gt;Pieczemy ok. 30 min. &lt;br /&gt;W międzyczasie przygotowujemy brukselkę. Wrzucić umytą do osolonego wrzątku i blanszować (po ponownym zagotowaniu się wody – gotować jeszcze ok. 1 -2 min. i odcedzić warzywa. Zostawić do odparowania.&lt;br /&gt;Wyjmujemy z piekarnika naczynie żaroodporne. Warto przemieszać ziemniaki, a mięso przerzucić z dna na wierzch. Dokładamy brukselkę i pokrojony boczek. Dopiekamy jeszcze ok. 10 min.&lt;br /&gt;Podawać gorące.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-6252744776201180046?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/6252744776201180046/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=6252744776201180046&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6252744776201180046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6252744776201180046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/12/w-lublinie-dobrze-karmia.html' title='A w Lublinie dobrze karmią...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-2rXqIqiwprw/TuzwX91OcOI/AAAAAAAADkU/cLz9KHNdRnA/s72-c/lublin_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5604742399507958904</id><published>2011-12-10T09:08:00.006+01:00</published><updated>2011-12-10T09:34:40.943+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe słodkości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasteczka'/><title type='text'>W oczekiwaniu na powrót</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-PTJedfZEexs/TuMXvWCGRrI/AAAAAAAADjc/aPuTRoOXyho/s1600/rogaliki%2Brozane_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-PTJedfZEexs/TuMXvWCGRrI/AAAAAAAADjc/aPuTRoOXyho/s800/rogaliki%2Brozane_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5684413256807368370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie narzekam ostatnimi czasu na nudę. W pracy dość gorąca atmosfera, i raczej nie  z powodu zbliżających się świąt.&lt;br /&gt;W domu czeka przygotowana lista typu „nie zapomnij!”. Ta też nie dotyczy przygotowań świątecznych. Przede mną pożegnanie z rodziną (na szczęście tylko małe!) . Boję się dziecięcych łez. Przed wyjazdem przygotuję pociechom ich najukochańszy przysmak – blok czekoladowy. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę osłodzę to, co w takich momentach gorzkie.&lt;br /&gt;Jeszcze jestem tutaj, a już czekam na powrót.&lt;br /&gt;To tylko kilka dni, ale będę tęskniła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-8rQDleaPenc/TuMXZGkBPCI/AAAAAAAADjQ/4Dch9F_bfkc/s1600/rogaliki%2Brozane_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-8rQDleaPenc/TuMXZGkBPCI/AAAAAAAADjQ/4Dch9F_bfkc/s800/rogaliki%2Brozane_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5684412874697554978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A kulinarnie...&lt;br /&gt;Sądzę, że wczorajsze zdjęcie z cyklu „blogowe zapowiedzi” było aż nazbyt oczywiste.  Zaczyn w kubeczku i konfitura mogły oznaczać tylko jedno: rogaliki bądź bułeczki drożdżowe. :)&lt;br /&gt;Ciasto z tego przepisu jest mało problematyczne. Łatwo się obrabia, łatwo wałkuje. Główna słodycz pochodzi z konfitury, ciasto bowiem nie zawiera zbyt dużo cukru. Kto lubi mocno słodkie ciasta – może cukru dodać więcej, chociaż osobiście uważam, że szkoda zagłuszać nim smak pysznej konfitury różanej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-9xhpyiNPYFI/TuMT04qUikI/AAAAAAAADjE/MNtgVNUX-Qk/s1600/rogaliki%2Brozane_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-9xhpyiNPYFI/TuMT04qUikI/AAAAAAAADjE/MNtgVNUX-Qk/s800/rogaliki%2Brozane_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5684408953955715650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rogaliki z nadzieniem różanym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;36 malutkich rogalików lub 24 nieco większych&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;125 ml mleka&lt;br /&gt;60g masła&lt;br /&gt;1 duże jajko - rozkłócone&lt;br /&gt;60g cukru&lt;br /&gt;300g mąki&lt;br /&gt;1 łyżeczka drożdży instant&lt;br /&gt;szczypta soli&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;oraz:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;konfitura różana, lub płatki różane ucierane z cukrem&lt;br /&gt;1 żółtko&lt;br /&gt;1 łyżka śmietanki lub mleka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mleko wlać do garnuszka i delikatnie podgrzać (powinno być tylko letnie) . Drożdże zmieszać z łyżeczką cukru, łyżką mąki i zalać 1/4 szklanki mleka. Wymieszać i zostawić na 10 minut (zaczyn „podrośnie”). Do pozostałego mleka dodać masło i ponownie podgrzewać, aż masło się rozpuści. Zdjąć z ognia i przestudzić.&lt;br /&gt;Mąkę, jajko, cukier i  drożdżowy rozczyn połączyć i wyrobić miękkie, elastyczne ciasto  (robotem lub ręcznie). Zostawić do wyrośnięcia na ok. 1-1,5 godz. (ciasto powinno w tym czasie podwoić swoją objętość).&lt;br /&gt;Wyrośnięte ciasto podzielić na 3 w miarę równe części.&lt;br /&gt;Każdą część ciasta rozwałkować cieniutko na okrąg o średnicy ok. 30 cm. Pokroić go bardzo ostrym nożem na ćwiartki, a następnie każdą ćwiartkę na 3 równe trójkąty (albo na 2 – wtedy rogaliki będą większe).&lt;br /&gt;W pobliżu dolnej, szerszej krawędzi układać po płaskiej łyżeczce konfitury różanej, delikatnie rozsmarować, nie zbliżając się zbytnio do pozostałych krawędzi ciasta. Każdy trójkąt ciasta zrolować, poczynając od szerszej krawędzi ku ostremu czubkowi. Palcami uformować kształt rogalika.&lt;br /&gt;Układać na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostawić na ok. 30 min. Do ponownego podrośnięcia ciasta.&lt;br /&gt;W międzyczasie rozgrzać piekarnik do 180 st.&lt;br /&gt;Żółtko jajka wymieszać ze śmietanką lub mlekiem. Smarować delikatnie rogaliki.&lt;br /&gt;Piec w nagrzanym piekarniku ok. 15 min. aż rogaliki się ładnie zarumienią. Ostudzić.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5604742399507958904?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5604742399507958904/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5604742399507958904&amp;isPopup=true' title='Komentarze (29)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5604742399507958904'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5604742399507958904'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/12/w-oczekiwaniu-na-powrot.html' title='W oczekiwaniu na powrót'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-PTJedfZEexs/TuMXvWCGRrI/AAAAAAAADjc/aPuTRoOXyho/s72-c/rogaliki%2Brozane_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>29</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-8200215479990858050</id><published>2011-12-08T20:15:00.004+01:00</published><updated>2012-01-24T17:49:41.325+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zapowiedzi'/><title type='text'>W natarciu z różą</title><content type='html'>Cd. niebawem... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-35YHzmhnj64/TuEM7HqWd0I/AAAAAAAADgk/Nba__XRMcjY/s1600/rozane_1.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683838414526773058" src="http://2.bp.blogspot.com/-35YHzmhnj64/TuEM7HqWd0I/AAAAAAAADgk/Nba__XRMcjY/rozane_1.jpg" style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-8200215479990858050?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/8200215479990858050/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=8200215479990858050&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/8200215479990858050'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/8200215479990858050'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/12/w-natarciu-z-roza.html' title='W natarciu z różą'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-35YHzmhnj64/TuEM7HqWd0I/AAAAAAAADgk/Nba__XRMcjY/s72-c/rozane_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-532630877472817525</id><published>2011-12-02T16:49:00.009+01:00</published><updated>2011-12-02T17:06:18.690+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ryby'/><title type='text'>Śniadaniowe trele – makrele :)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-efoI0JHVoeo/Ttj0sE1KtqI/AAAAAAAADgY/bwqoChrxxRk/s1600/smarowidlo%2Bz%2Bmakreli_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-efoI0JHVoeo/Ttj0sE1KtqI/AAAAAAAADgY/bwqoChrxxRk/smarowidlo%2Bz%2Bmakreli_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5681559967976044194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na mojej północy - zimy ani słychu, ani widu...&lt;br /&gt;Czekam więc, aż chłodny dywan zaściele ulice, a białe płatki pokryją mi czapkę w drodze do pracy.&lt;br /&gt;Za to w moich garnkach i na talerzach nieco  kaloryczniej, nieco tłuściej...&lt;br /&gt;Po domu rozszedł się  już nawet aromat pierniczków, które jak co roku trafią do szkoły syna na świąteczny festyn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-TDNIEJGWcXo/Ttj0mhUvyqI/AAAAAAAADgM/_mzE44W99Ns/s1600/smarowidlo%2Bz%2Bmakreli_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-TDNIEJGWcXo/Ttj0mhUvyqI/AAAAAAAADgM/_mzE44W99Ns/smarowidlo%2Bz%2Bmakreli_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5681559872545475234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A w kuchni &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lawendowego Domu&lt;/span&gt; (&lt;a href="http://issuu.com/lawendowy-dom/docs/lawendowydom-zima2011"&gt;klik&lt;/a&gt;)  zawrzało i zapachniało świętami.&lt;br /&gt;Zajrzyjcie koniecznie do magazynu! Znajdziecie tam mnóstwo inspiracji na pyszne, zimowe kucharzenie.&lt;br /&gt;Ja ze swej strony zapraszam do działu śniadaniowego. A w nim  „Trele – makrele”, niekoniecznie dietetycznie. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-7vlYfIlCE3Q/Ttj0hnIeNrI/AAAAAAAADgA/pkEqI6Mn1K4/s1600/smarowidlo%2Bz%2Bmakreli_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-7vlYfIlCE3Q/Ttj0hnIeNrI/AAAAAAAADgA/pkEqI6Mn1K4/smarowidlo%2Bz%2Bmakreli_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5681559788205258418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-LAIDID76QCM/Ttj0czPI_2I/AAAAAAAADf0/5LUdQqyHb6k/s1600/smarowidlo%2Bz%2Bmakreli_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-LAIDID76QCM/Ttj0czPI_2I/AAAAAAAADf0/5LUdQqyHb6k/smarowidlo%2Bz%2Bmakreli_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5681559705555107682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Smarowidło z wędzonej makreli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 wędzona makrela&lt;br /&gt;1 łyżka marynowanych kaparów&lt;br /&gt;10-15 szt. czarnych oliwek&lt;br /&gt;duża garść natki pietruszki&lt;br /&gt;kawałek świeżej papryczki chili (lub małą szczyptę suszonych płatków)&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;ok. 2 łyżki majonezu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z makreli zdjąć skórę, a jej mięso oddzielić od szkieletu, zwracając uwagę, by usunąć jak najwięcej ości.&lt;br /&gt;Mięso przełożyć do miski, dodać kapary (czasem wymagają przepłukania pod bieżącą wodą), pokrojone w plasterki oliwki, poszatkowaną natkę pietruszki i drobno pokrojoną papryczkę chili (jeśli suszone płatki – to roztarte w dłoniach). Dodać majonez i doprawić do smaku solą, i pieprzem. Delikatnie wymieszać. Najlepiej pozostawić na godzinę do przegryzienia smaków. Przechowywać w lodówce pod przekryciem z folii spożywczej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-532630877472817525?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/532630877472817525/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=532630877472817525&amp;isPopup=true' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/532630877472817525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/532630877472817525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/12/sniadaniowe-trele-makrele.html' title='Śniadaniowe trele – makrele :)'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-efoI0JHVoeo/Ttj0sE1KtqI/AAAAAAAADgY/bwqoChrxxRk/s72-c/smarowidlo%2Bz%2Bmakreli_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5966299791733636350</id><published>2011-11-20T14:14:00.004+01:00</published><updated>2011-11-20T14:18:55.615+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makarony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karczochy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zapiekanki'/><title type='text'>Karczochy w muszlach</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-aHx-HycYfC8/Tsj9djTM2qI/AAAAAAAADfo/52UYtVHZXUU/s1600/conchiglioni%2Bnadziewane%2Bmiesem%2Bi%2Bkarczochami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-aHx-HycYfC8/Tsj9djTM2qI/AAAAAAAADfo/52UYtVHZXUU/conchiglioni%2Bnadziewane%2Bmiesem%2Bi%2Bkarczochami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677066014434319010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wpadły mi w ręce karczochy. Trzeba dodać, że pierwszy raz w formie „świeżej”. Co prawda określenie „świeży” w tym przypadku wydaje się być bardzo nie na miejscu. Zmęczenie ich dochodziło chyba do granic możliwości (co widać na zdjęciach). Ale to pierwszy raz, gdy ot tak, po prostu dostępne były w sprzedaży. Kupiłam, nie mając pojęcia czy w ogóle będą jadalne. Wspomnienie jednak smaku rozpływających się w ustach karczochów – wzięło górę.&lt;br /&gt;Rozprawiłam się z nimi, choć nie wiem, czy to one nie rozprawiły się bardziej ze mną. :D Obieranie ich było dość koszmarne, a palce u rąk zabarwiły się na mało atrakcyjny kolor (do zapamiętania: rękawiczki kuchenne niezbędne!).&lt;br /&gt;Przy tych konkretnych okazach nie było mowy o wykorzystaniu miąższu zawartego w płatkach. Zadowoliłam się sercami, które nota bene najbardziej mi smakowały, gdy miałam okazję zajadać się we Włoszech.&lt;br /&gt;Liczę na to, że będzie jeszcze okazja przygotować je w całości. Tymczasem moje bidule skończyły swój żywot w farszu, którym nadziałam makaronowe muszle.&lt;br /&gt;I też było smacznie, choć karczochy ewidentnie pierwszych skrzypiec tu nie zagrały. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-E2hejnKTdgc/Tsj9Y7QwoWI/AAAAAAAADfc/ZcEAEeYeOuI/s1600/conchiglioni%2Bnadziewane%2Bmiesem%2Bi%2Bkarczochami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-E2hejnKTdgc/Tsj9Y7QwoWI/AAAAAAAADfc/ZcEAEeYeOuI/conchiglioni%2Bnadziewane%2Bmiesem%2Bi%2Bkarczochami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677065934967185762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zapiekane conchiglioni, nadziewane mięsem mielonym i sercami karczochów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(proporcje na 25 muszli)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 serca karczochów&lt;br /&gt;cytryna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;500g mięsa mielonego (u mnie indycze)&lt;br /&gt;1 łyżka oliwy do smażenia&lt;br /&gt;1 łyżeczka świeżo utartych ziarenek kolendry&lt;br /&gt;1 b. duży ząbek czosnku - utarty&lt;br /&gt;sól, pieprz - do smaku&lt;br /&gt;1 lub 2 kulki mozzarelli&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sos: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;1 puszka (400g) pulpy pomidorowej  (używam Mutti – jest pyszna!)&lt;br /&gt;ok. 1 łyżeczka octu balsamicznego&lt;br /&gt;2-3 łyżeczki oliwy&lt;br /&gt;1 ząbek czosnku –  utarty&lt;br /&gt;szczypta suszonego tymianku&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie składniki sosu pomidorowego wymieszać w naczyniu i pozostawić do „przegryzienia”.&lt;br /&gt;Sprawić karczochy, wycinając z nich serca.  Skropić cytryną lub zanurzyć w roztworze wody i soku cytrynowego, aby karczochy nie ściemniały. Zagotować lekko osoloną wodę z sokiem z cytryny. Obgotować serca karczochów (wystarczy, że będą al dente).&lt;br /&gt;Wyjąć z wody, ostudzić, a następnie pokroić w niedużą kostkę.&lt;br /&gt;Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić mielone mięso, lekko przesmażyć. Doprawić utartą kolendrą, a następnie dodać czosnek. Smażyć, mieszając, aż mięso się zetnie. Wlać połowę przygotowanego sosu pomidorowego, dodać pokrojone serca karczochów i jeszcze dusić na niewielkim ogniu kilka minut, aż mięso  wyraźnie zmięknie. W razie potrzeby doprawić do smaku solą i pieprzem. Farsz zdjąć z ognia i lekko przestudzić.&lt;br /&gt;W międzyczasie w dużej ilości osolonej wody ugotować al dente muszle makaronowe (conchiglioni). Odcedzić z wody i opryskać oliwą, aby się do siebie nie sklejały. Poczekać aż odparują.&lt;br /&gt;Rozgrzać piekarnik do temp. 180st.C. Przygotować 4 mniejsze naczynka, lub jedną dużą żaroodporną  formę. Na dnie naczyń rozprowadzić połowę pozostałego sosu pomidorowego.&lt;br /&gt;Muszle nadziewać farszem i układać w naczyniach. Z wierzchu posmarować resztą sosu. Rozkładać porwane kawałki mozzarelli.&lt;br /&gt;Zapiekać w piekarniku ok. 20min. Podawać gorące.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5966299791733636350?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5966299791733636350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5966299791733636350&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5966299791733636350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5966299791733636350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/11/karczochy-w-muszlach.html' title='Karczochy w muszlach'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-aHx-HycYfC8/Tsj9djTM2qI/AAAAAAAADfo/52UYtVHZXUU/s72-c/conchiglioni%2Bnadziewane%2Bmiesem%2Bi%2Bkarczochami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3949482548471173384</id><published>2011-11-18T18:36:00.003+01:00</published><updated>2011-11-18T18:42:19.426+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zapowiedzi'/><title type='text'>Położyła kucharka na stole...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-ket1HLDWNFs/TsaX9Ps7RzI/AAAAAAAADfQ/Kj9jv_lckg0/s1600/karczochy_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ket1HLDWNFs/TsaX9Ps7RzI/AAAAAAAADfQ/Kj9jv_lckg0/karczochy_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676391458789869362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3949482548471173384?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3949482548471173384/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=3949482548471173384&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3949482548471173384'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3949482548471173384'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/11/poozya-kucharka-na-stole.html' title='Położyła kucharka na stole...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ket1HLDWNFs/TsaX9Ps7RzI/AAAAAAAADfQ/Kj9jv_lckg0/s72-c/karczochy_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-960677724407948844</id><published>2011-11-13T20:03:00.010+01:00</published><updated>2011-11-13T20:39:06.077+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe słodkości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasteczka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Migdały'/><title type='text'>Cantuccini</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-ErisSQdQpig/TsAU2i8fBtI/AAAAAAAADe4/HkfxzhavNvk/s1600/cantuccini_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ErisSQdQpig/TsAU2i8fBtI/AAAAAAAADe4/HkfxzhavNvk/cantuccini_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674558457812813522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-k0c6L--4ShI/TsAWID_4IvI/AAAAAAAADfE/IK3WMXvRsBA/s1600/bannerorzechowy2011.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-k0c6L--4ShI/TsAWID_4IvI/AAAAAAAADfE/IK3WMXvRsBA/s200/bannerorzechowy2011.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674559858254815986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Włosi chrupią je, popijając  Vin Santo.&lt;br /&gt;Mnie to połączenie średnio zachwyca, choć nie omieszkałam z wakacyjnych wojaży przytargać dwie bursztynowe butle.&lt;br /&gt;Na przekór wszelkim zachwytom – nie zostałam  fanką tego słodkiego wina likierowego.&lt;br /&gt;Wybieram inny zestaw: cantuccini i gorącą kawę.&lt;br /&gt;Migdałowy sucharek zamoczony w moim ukochanym trunku nabiera  szczególnego  smaku. Tak smakuje mi o niebo! o niebo bardziej. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dołączam dzisiejszy przepis do  &lt;a style="font-weight: bold;" href="http://atinabc.blox.pl/2011/11/Zaproszenie-na-Orzechowy-Tydzien.html"&gt;Orzechowego Tygodnia&lt;/a&gt;, pod gospodarską pieczą Atiny z bloga &lt;a href="http://atinabc.blox.pl/html"&gt;Tak sobie pichcę&lt;/a&gt;. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-MxMMT_gbzLg/TsAUwwuAwSI/AAAAAAAADes/DlbsXEQrimE/s1600/cantuccini_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-MxMMT_gbzLg/TsAUwwuAwSI/AAAAAAAADes/DlbsXEQrimE/cantuccini_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674558358430990626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-axYnMyL9lJ4/TsAUsRqHm4I/AAAAAAAADeg/lFnHDRjh3Po/s1600/cantuccini_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-axYnMyL9lJ4/TsAUsRqHm4I/AAAAAAAADeg/lFnHDRjh3Po/cantuccini_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674558281373686658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cantuccini&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 b. duże jaja&lt;br /&gt;1 szkl. cukru&lt;br /&gt;2 szkl. mąki&lt;br /&gt;mała szczypta soli&lt;br /&gt;1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (można pominąć)&lt;br /&gt;1 łyżeczka proszku do pieczenia&lt;br /&gt;starta skórka z 1 dobrze wyszorowanej cytryny&lt;br /&gt;200g blanszowanych migdałów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temp. 190 st.C (grzałki góra - dół). Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;br /&gt;Mąkę, sól i proszek do pieczenia przesiać do osobnej miski.&lt;br /&gt;Jaja ubić z cukrem i otartą skórką cytryny. Cały czas ucierając, dodać ekstrakt migdałowy, a następnie mąkę. Wmieszać blanszowane migdały.&lt;br /&gt;Ciasto podzielić na 4 (w miarę równe) części. Masa będzie dość klejąca, ale wystarczy trochę oprószyć dłonie mąką i uformować wałeczki grubości ok. 1cm i szerokości ok. 4cm.&lt;br /&gt;Ułożyć wałeczki na blasze. Piec ok. 20 min. Wyjąć z piekarnika, studzić ok. 10 min., a następnie bardzo ostrym nożem – pokroić na paseczki szerokości ok. 1-1,5 cm (równolegle do krótszego boku wałeczka). Rozłożyć ciasteczka ponownie na blasze. Dopiekać jeszcze po kilka minut (ok. 7-8) z obu stron aż do zezłocenia.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-960677724407948844?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/960677724407948844/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=960677724407948844&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/960677724407948844'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/960677724407948844'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/11/cantuccini.html' title='Cantuccini'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ErisSQdQpig/TsAU2i8fBtI/AAAAAAAADe4/HkfxzhavNvk/s72-c/cantuccini_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-6755148308912152754</id><published>2011-11-09T21:03:00.007+01:00</published><updated>2011-11-09T21:08:54.580+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czekolada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe słodkości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasteczka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Morele'/><title type='text'>Rzecz o ciasteczkach...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-gVqHztIe-g8/TrrcwYU4-EI/AAAAAAAADdk/fgCRZ8SPv_g/s1600/ciasteczka%2Bowsiane%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Bcbiala%2Bczeko_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width:520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-gVqHztIe-g8/TrrcwYU4-EI/AAAAAAAADdk/fgCRZ8SPv_g/ciasteczka%2Bowsiane%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Bcbiala%2Bczeko_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5673089404348463170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czy poziom szczęścia można policzyć na ilość zjedzonych słodkich okruszków?&lt;br /&gt;Czy wypada podbierać je swoim pociechom?&lt;br /&gt;Czy to nie dziecinne nosić domowe ciastka w kieszeni?&lt;br /&gt;Albo w torebce?&lt;br /&gt;I podjadać jedno w skm-ce, zanurzywszy nos w książce?&lt;br /&gt;Dlaczego kawa bez małej słodyczy smakuje inaczej?&lt;br /&gt;I czy to prawda, że  słodkości częściej wybierają kobiety, niż mężczyźni?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytania ot tak, bezwolnie snują się po głowie. Bez potrzeby znajdowania odpowiedzi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Lf06vTg5V-Y/TrrcsYfq0WI/AAAAAAAADdY/9fde06pt1vk/s1600/ciasteczka%2Bowsiane%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Bcbiala%2Bczeko_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Lf06vTg5V-Y/TrrcsYfq0WI/AAAAAAAADdY/9fde06pt1vk/ciasteczka%2Bowsiane%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Bcbiala%2Bczeko_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5673089335674196322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ciasteczka owsiane z suszoną morelą i białą czekoladą &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;(na ok. 25 ciasteczek)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;100g suszonych moreli&lt;br /&gt;100g białej czekolady&lt;br /&gt;150g masła w temp. pokojowej&lt;br /&gt;60g cukru trzcinowego&lt;br /&gt;1 bardzo duże jajko (lub 2 małe) w temp. pokojowej&lt;br /&gt;1 łyżeczka ekstraktu waniliowego&lt;br /&gt;130g mąki (1 szkl.)&lt;br /&gt;160g płatków owsianych (ok. 1 ½  szkl.)&lt;br /&gt;½ łyżeczki sody oczyszczonej&lt;br /&gt;¼ łyżeczki soli&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temp. 190st. C. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;br /&gt;Suszone morele pokroić  na niezbyt duże kawałki. Czekoladę posiekać w kosteczkę.&lt;br /&gt;Mąkę przesiać wraz z sodą oczyszczoną i solą do osobnej miski.&lt;br /&gt;Masło utrzeć z cukrem trzcinowym na puszystą masę. Cały czas ucierając dodać jajko i ekstrakt waniliowy. Dodać mąkę i płatki owsiane. Na koniec wmieszać morele i czekoladę.&lt;br /&gt;Na blachę układać  ciasto małą gałkownicą do lodów, albo po 1 łyżce  (rozkładać z odstępami w rzędach pionowych i poziomych 5x5).&lt;br /&gt;Piec ok. 15 min. aż ciasteczka się zezłocą. Ostudzić.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-6755148308912152754?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/6755148308912152754/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=6755148308912152754&amp;isPopup=true' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6755148308912152754'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6755148308912152754'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/11/rzecz-o-ciasteczkach.html' title='Rzecz o ciasteczkach...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-gVqHztIe-g8/TrrcwYU4-EI/AAAAAAAADdk/fgCRZ8SPv_g/s72-c/ciasteczka%2Bowsiane%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Bcbiala%2Bczeko_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-4421574962583058130</id><published>2011-11-06T20:21:00.010+01:00</published><updated>2011-11-06T20:40:29.792+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dynia'/><title type='text'>Listopadowe chwile</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-_boVY8wDmjE/TrbfG8a85jI/AAAAAAAADcQ/0L3hulubu6I/s1600/jesien_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 340px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_boVY8wDmjE/TrbfG8a85jI/AAAAAAAADcQ/0L3hulubu6I/jesien_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671966091111097906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kulinarnie miniony tydzień był zupełnie do niczego. Nie licząc dwóch razy, gdy zamiast ciepłego obiadu – zjedliśmy pyszne sałaty na bazie rukoli z ulubionymi dodatkami (kawałki kurczaka, oliwki, feta, pomidorki i czosnkowe grzanki na dokładkę). Pozostałe dni polegały na wyjadaniu różności pozostałych z dni wcześniejszych, tudzież nalot na mamę i jej pierogi, lub szybki posiłek na mieście.&lt;br /&gt;Czuję, że powoli ogarnia mnie jesień. Jesień w mojej głowie, bo ta za oknem po prostu nadeszła, jak co roku.&lt;br /&gt;Już nie tak chętnie wchodzę do kuchni. Już z mniejszą radością łączę składniki. Zbyt szybko zapadający zmrok zabiera mi radość życia.&lt;br /&gt;Listopad...&lt;br /&gt;Senny listopad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-eOpyLk67p00/TrbfCnPCS3I/AAAAAAAADcE/R_hwJhZEwdI/s1600/jesien_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-eOpyLk67p00/TrbfCnPCS3I/AAAAAAAADcE/R_hwJhZEwdI/jesien_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671966016704498546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Listopad zawsze nastraja mnie przygnębiająco. To jedyny miesiąc w roku, gdy chciałabym po prostu zwinąć się w kłębek i przespać. Albo przeczytać.&lt;br /&gt;Czytam na setki. Czytam w każdej wolnej chwili. Czytam w drodze do pracy, czytam w drodze powrotnej. Gdyby jeszcze dało czytać się przez sen...&lt;br /&gt;A między jedną książką, a drugą - chwytam garściami tych kilka krótkich chwil, gdy promienie słońca przedzierają się przez chmury. Razem z Majeczką idziemy na spacer po naszych stałych, przydomowych  trasach. Nowy hełm na Ratuszu Głównym przyciąga wzrok, choć nie skrzy się już tak mocno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-0Nu02GVUJN0/Trbe9BcBgTI/AAAAAAAADb4/j4InDu0q_cU/s1600/jesien_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-0Nu02GVUJN0/Trbe9BcBgTI/AAAAAAAADb4/j4InDu0q_cU/jesien_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671965920659079474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niezagarnięte liście szurają nam pod nogami.  Na ulicach jeszcze ich sporo, ale drzewa prezentują się już coraz smutniej.  Omijam kałuże. Maja wprost przeciwnie, żadnej nie przepuści. Nawet ta wielkości naparstka musi zostać zaliczona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-nqHkd5bRizI/TrbezpoZt-I/AAAAAAAADbs/27PCwnS1WBw/s1600/bagietka%2Bz%2Bdynia_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-nqHkd5bRizI/TrbezpoZt-I/AAAAAAAADbs/27PCwnS1WBw/bagietka%2Bz%2Bdynia_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671965759649724386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W domu ciepła herbata. I przegryzka przygotowana na szybko.&lt;br /&gt;Zaskoczyłam samą siebie. Na świeżutką, chrupiącą bagietkę położyłam kawałki upieczonej dyni. Rukola, pomidorki i trochę dressingu jak do sałaty.&lt;br /&gt;Dziwna kanapka, prawda? :) Ale listopad też jest dziwny. Inny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czy Wy lubicie listopad i jego specyficzną aurę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-cxNrab09hbY/Trbeu9x8H8I/AAAAAAAADbg/zBFLfxRJIKU/s1600/bagietka%2Bz%2Bdynia_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-cxNrab09hbY/Trbeu9x8H8I/AAAAAAAADbg/zBFLfxRJIKU/bagietka%2Bz%2Bdynia_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671965679159091138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-NuoHdkGYei4/Trbei1cRVpI/AAAAAAAADbU/U_wovybTijg/s1600/czlowiek_roku_znaczek.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 286px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-NuoHdkGYei4/Trbei1cRVpI/AAAAAAAADbU/U_wovybTijg/s320/czlowiek_roku_znaczek.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671965470762292882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Na koniec jeszcze słowo skierowane do znawców lub wielbicieli dobrych win.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Redakcja „Czasu Wina” zaprasza serdecznie na uroczystą Galę powiązaną z wyborem &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic; font-weight: bold;" href="http://czaswina.pl/aktualnosc/czlowiek-roku-magazynu-czas-wina-wybrany"&gt;„Człowieka Roku”&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. To wyróżnienie, którym redakcja magazynu honoruje dokonania wyjątkowych osobowości świata winiarskiego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gala odbędzie się 17 listopada (początek o godz. 19), w podkrakowskim &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic; font-weight: bold;" href="http://dworsierakow.pl/"&gt;Dworze Sieraków&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. Będzie można spotkać tegorocznych nagrodzonych, nie zabraknie dobrego jedzenia i najlepszych win.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wszelkie &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic; font-weight: bold;" href="http://czaswina.pl/aktualnosc/czlowiek-roku-magazynu-czas-wina-wybrany"&gt;szczegóły (klik)&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; znajdziecie na stronie internetowej magazynu "Czas wina".&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-4421574962583058130?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/4421574962583058130/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=4421574962583058130&amp;isPopup=true' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4421574962583058130'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4421574962583058130'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/11/listopadowe-chwile.html' title='Listopadowe chwile'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-_boVY8wDmjE/TrbfG8a85jI/AAAAAAAADcQ/0L3hulubu6I/s72-c/jesien_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-2891244553053071662</id><published>2011-10-31T21:14:00.009+01:00</published><updated>2011-11-01T09:52:10.749+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gruszki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dynia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Orzechy'/><title type='text'>Strachy na lachy i ciasto z charakterem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-OPNXBSWGhhY/Tq8B5JU59II/AAAAAAAADa8/kJbuyRgoDF0/s1600/ciasto%2Bdyniowe%2Bz%2Bgruszkami%2Bi%2Borzechami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-OPNXBSWGhhY/Tq8B5JU59II/AAAAAAAADa8/kJbuyRgoDF0/ciasto%2Bdyniowe%2Bz%2Bgruszkami%2Bi%2Borzechami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5669752537150518402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj pod sklepem, w którym przyszło robić nam szybkie zakupy - przemknęła grupka przebierańców. Byli dość straszni. Mieli doprawione rogi na głowie, czarne placki na policzkach i natapirowane włosy. Brakowało tylko ogonów. Wyglądało na to, że diabeł w nich wstąpił. ;-) Osobiście nie czuję tych amerykańskich  halloween'owych tradycji, ale najwyraźniej młode pokolenie ma inne zapatrywania. No cóż, duch czasu... ;-)&lt;br /&gt;Tak czy siak, jeśli już musi mnie „coś” straszyć na ulicach – to wolałabym, żeby były to czarownice na miotłach, a nie diablęcia. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-u99fES92Bgo/Tq8B1ZF315I/AAAAAAAADaw/VPplXrZtatw/s1600/ciasto%2Bdyniowe%2Bz%2Bgruszkami%2Bi%2Borzechami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-u99fES92Bgo/Tq8B1ZF315I/AAAAAAAADaw/VPplXrZtatw/ciasto%2Bdyniowe%2Bz%2Bgruszkami%2Bi%2Borzechami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5669752472662955922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-7oQ3cnW8cPE/Tq8CgTS5kCI/AAAAAAAADbI/4aEyKEDqWgY/s1600/festiwal_dyni2011.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 136px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-7oQ3cnW8cPE/Tq8CgTS5kCI/AAAAAAAADbI/4aEyKEDqWgY/s200/festiwal_dyni2011.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5669753209841356834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Na parapecie w domu (a mam bardzo fajny, szeroki i pojemny parapet :)) stoi kilka dorodnych dyni. Kupując je starałam się wybierać różne jej odmiany. Jedna z nich okazała się wielce zagadkową, której w żaden sposób nie potrafiłam rozszyfrować. Razem z &lt;a href="http://www.beawkuchni.com/category/dynia-festiwal-dyni"&gt;Beą&lt;/a&gt;, dyniową znawczynią – przeprowadziłyśmy śledztwo. Nie było łatwo, a efekt poszukiwań pozostał co najmniej wątpliwy. :D Pozostaje jednak nadzieja, że okaz jest jadalny.  Co oczywiście w swoim czasie zamierzam sprawdzić. :D&lt;br /&gt;I choć kończy się właśnie &lt;a href="http://www.beawkuchni.com/2011/10/festiwal-dyni-2011-zaproszenie.html"&gt;Festiwal Dyniowy&lt;/a&gt; prowadzony przez Beatkę, to wcale nie kończy się sezon dyniowych przysmaków. U mnie pojawi się jeszcze niejedno danie wytrawne i słodkie.&lt;br /&gt;Tymczasem na  pożegnanie blogowej akcji kulinarnej – ciasto. Oczywiście dyniowe, oczywiście jesienne i co może mniej oczywiste – naprawdę smaczne. :)&lt;br /&gt;Kwintesencja tego co o tej porze najsmaczniejsze: dynia, gruszki (jesienne konferencje!) i orzechy włoskie. I rozgrzewające przyprawy.&lt;br /&gt;Jeśli nie lubicie ciast z charakterem – lepiej zmniejszcie ilość imbiru. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-NUtojAJqgHM/Tq8BxaSt-SI/AAAAAAAADak/-Li8lu3K4PU/s1600/ciasto%2Bdyniowe%2Bz%2Bgruszkami%2Bi%2Borzechami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-NUtojAJqgHM/Tq8BxaSt-SI/AAAAAAAADak/-Li8lu3K4PU/ciasto%2Bdyniowe%2Bz%2Bgruszkami%2Bi%2Borzechami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5669752404265793826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pikantne ciasto dyniowe z gruszkami i orzechami włoskimi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;270g mąki&lt;br /&gt;2 łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;2 łyżeczki cynamonu&lt;br /&gt;1 łyżeczka imbiru w proszku&lt;br /&gt;szczypta soli (ok. ¼ łyżeczki)&lt;br /&gt;szczypta utartego kwiatu muszkatołowca (lub utartej gałki muszkatołowej)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;150g masła w temp. pokojowej&lt;br /&gt;ok. 130g  cukru trzcinowego&lt;br /&gt;2 b. duże jaja lub 3 mniejsze w temp. pokojowej&lt;br /&gt;250g puree dyniowego (ok. 1 szkl.) *&lt;br /&gt;ok. 1 szkl. wyłuskanych orzechów włoskich (z grubsza posiekać)&lt;br /&gt;2 duże gruszki (u mnie odmiana „konferencja”) - obrane i pokrojone w plastry gr.  ok. 1Cm (albo trochę mniej)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;* puree dyniowe powinno być bardzo dobrze odsączone z płynu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C. foremkę 22x22cm wysmarować masłem i oprószyć mąką, lub wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;br /&gt;Wszystkie suche składniki: mąkę, proszek do pieczenia, cynamon, imbir, utarty kwiat muszkatołowy – przesiać do osobnej miski.&lt;br /&gt;W osobnej misie utrzeć masło z cukrem trzcinowym na puszystą masę. Cały czas ucierając dodawać po 1 jajku. Następnie wmieszać puree dyniowe (masa może zacząć się rozwarstwiać), oraz przesianą mąkę z przyprawami. Na koniec dodać ¾ wszystkich orzechów.&lt;br /&gt;Wylać ciasto do foremki. Na wierzchu ułożyć plastry gruszki i ozdobić pozostałymi orzechami.&lt;br /&gt;Piec w 180st.C przez ok. 40 min. Patyczek włożony  w środek ciasta powinien być suchy.&lt;br /&gt;Ostudzić ciasto i oprószyć cukrem pudrem.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-2891244553053071662?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/2891244553053071662/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=2891244553053071662&amp;isPopup=true' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2891244553053071662'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2891244553053071662'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/strachy-na-lachy-i-ciasto-z-charakterem.html' title='Strachy na lachy i ciasto z charakterem'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-OPNXBSWGhhY/Tq8B5JU59II/AAAAAAAADa8/kJbuyRgoDF0/s72-c/ciasto%2Bdyniowe%2Bz%2Bgruszkami%2Bi%2Borzechami_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3692175891230402609</id><published>2011-10-27T20:01:00.013+02:00</published><updated>2011-10-27T20:22:42.361+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Jesień w obiektywie...</title><content type='html'>...dość szczególnie, bo na moim ulubionym targu... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-zXQCqrrNfhY/TqmdRjAFNRI/AAAAAAAADaM/5sa85xVCP7g/s1600/jesien%2Bna%2Btargu_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-zXQCqrrNfhY/TqmdRjAFNRI/AAAAAAAADaM/5sa85xVCP7g/jesien%2Bna%2Btargu_2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668234530801399058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-tnE8n4hJzUc/TqmdWYVQ2FI/AAAAAAAADaY/bzsgtdikGto/s1600/jesien%2Bna%2Btargu_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-tnE8n4hJzUc/TqmdWYVQ2FI/AAAAAAAADaY/bzsgtdikGto/jesien%2Bna%2Btargu_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668234613836798034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-scW-K_Un87A/TqmdNK7PwrI/AAAAAAAADaA/6xUGdF72xq4/s1600/jesien%2Bna%2Btargu_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-scW-K_Un87A/TqmdNK7PwrI/AAAAAAAADaA/6xUGdF72xq4/jesien%2Bna%2Btargu_3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668234455619191474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-5mI_q5Gs7KM/TqmdHroTTeI/AAAAAAAADZ0/l8tZwPTtam0/s1600/jesien%2Bna%2Btargu_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-5mI_q5Gs7KM/TqmdHroTTeI/AAAAAAAADZ0/l8tZwPTtam0/jesien%2Bna%2Btargu_4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668234361318886882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-A8-XnABuZx4/TqmdCIh4b2I/AAAAAAAADZo/oYeevnb4xjI/s1600/jesien%2Bna%2Btargu_5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-A8-XnABuZx4/TqmdCIh4b2I/AAAAAAAADZo/oYeevnb4xjI/jesien%2Bna%2Btargu_5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668234265997373282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-MkED681YEyw/TqmcpEmWpoI/AAAAAAAADZc/m9wCdoTQRA4/s1600/jesien%2Bna%2Btargu_6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-MkED681YEyw/TqmcpEmWpoI/AAAAAAAADZc/m9wCdoTQRA4/jesien%2Bna%2Btargu_6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668233835445659266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-o_l-HJyx4EU/TqmcjO1jyrI/AAAAAAAADZQ/abV9MyqDR5g/s1600/jesien%2Bna%2Btargu_7.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 758px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-o_l-HJyx4EU/TqmcjO1jyrI/AAAAAAAADZQ/abV9MyqDR5g/jesien%2Bna%2Btargu_7.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668233735114574514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3692175891230402609?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3692175891230402609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=3692175891230402609&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3692175891230402609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3692175891230402609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/jesien-w-obiektywie.html' title='Jesień w obiektywie...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-zXQCqrrNfhY/TqmdRjAFNRI/AAAAAAAADaM/5sa85xVCP7g/s72-c/jesien%2Bna%2Btargu_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-1540002404229256058</id><published>2011-10-24T19:11:00.008+02:00</published><updated>2011-10-24T19:21:05.903+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bataty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dynia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pietruszka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wytrawne wypieki'/><title type='text'>Trochę słodko, trochę ostro</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-rencjNhXR3I/TqWcz2XN34I/AAAAAAAADYs/glFeMfAMiIM/s1600/pieczona%2Bdynia%2Bz%2Bzielonym%2Bdressingiem_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-rencjNhXR3I/TqWcz2XN34I/AAAAAAAADYs/glFeMfAMiIM/pieczona%2Bdynia%2Bz%2Bzielonym%2Bdressingiem_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667108120695791490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-6gBs1lZabtw/TqWco2M6fOI/AAAAAAAADYg/2aucjAm8FPo/s1600/festiwal_dyni2011.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 136px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-6gBs1lZabtw/TqWco2M6fOI/AAAAAAAADYg/2aucjAm8FPo/s200/festiwal_dyni2011.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667107931674016994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; To pewne, dynię najbardziej lubię w postaci upieczonej. Co z nią zrobię potem, do czego dodam - to sprawa w zasadzie drugorzędna. Czy doprawię ją ziołami, czy kuminem, czy jedną z mieszanek curry – też nie ma większego znaczenia. Uwielbiam każdą wersję,&lt;br /&gt;Co prawda, to prawda (jak mawiała moja Babcia :)) - gdy już piekę dynię, to zawsze z  zapasem, bo zanim podam właściwe danie – niepostrzeżenie trochę znika w tak zwanym „międzyczasie”. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-jYajyAKk_sw/TqWcijUQMiI/AAAAAAAADYU/m9KneiSQY3o/s1600/pieczona%2Bdynia%2Bz%2Bzielonym%2Bdressingiem_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-jYajyAKk_sw/TqWcijUQMiI/AAAAAAAADYU/m9KneiSQY3o/pieczona%2Bdynia%2Bz%2Bzielonym%2Bdressingiem_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667107823525311010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No chyba, że obiad od razu z piekarnika, gorący i pachnący trafia na stół...&lt;br /&gt;W międzyczasie powstaje co najwyżej dressing, który zaostrza smak i jest w kontrze do lekko słodkiej upieczonej reszty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-d0nBBsTn-OY/TqWcca0V5JI/AAAAAAAADYI/tKjqPuYcsSY/s1600/pieczona%2Bdynia%2Bz%2Bzielonym%2Bdressingiem_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-d0nBBsTn-OY/TqWcca0V5JI/AAAAAAAADYI/tKjqPuYcsSY/pieczona%2Bdynia%2Bz%2Bzielonym%2Bdressingiem_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667107718164767890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pieczona dynia, bataty i pietruszka z zielonym dressingiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 dynia piżmowa&lt;br /&gt;2 bataty&lt;br /&gt;2 większe korzenie pietruszki&lt;br /&gt;kilka gałązek świeżego tymianku&lt;br /&gt;oliwa (nadająca się do pieczenia)&lt;br /&gt;sól&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warzywa umyć, osuszyć, obrać ze skórek (dynię wydrążyć z gniazda nasiennego) i pokroić np. w talarki.&lt;br /&gt;Piekarnik nagrzać do temp. 200 st.C. Blachę z piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia.  Ułożyć warzywa, oprószyć solą, posypać listkami świeżego tymianku i spryskać oliwą.&lt;br /&gt;Piec ok. 20 min. aż warzywa zmiękną i staną się złociste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zielony dressing&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok. ½ bardzo dużego pęczka natki pietruszki (jeśli jest mały to cały)&lt;br /&gt;sok z ½ cytryny&lt;br /&gt;mały ząbek czosnku&lt;br /&gt;ok. 3-4 oliwy extra vergine&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;oraz dodatkowo:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;garść uprażonych orzeszków piniowych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie składniki (poza orzeszkami) dokładnie zmiksować (np. blenderem).&lt;br /&gt;Upieczone warzywa posypać uprażonymi orzeszkami piniowymi. Podawać z zielonym dressingiem.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-1540002404229256058?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/1540002404229256058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=1540002404229256058&amp;isPopup=true' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/1540002404229256058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/1540002404229256058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/troche-sodko-troche-ostro.html' title='Trochę słodko, trochę ostro'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-rencjNhXR3I/TqWcz2XN34I/AAAAAAAADYs/glFeMfAMiIM/s72-c/pieczona%2Bdynia%2Bz%2Bzielonym%2Bdressingiem_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3630003757806941191</id><published>2011-10-23T14:55:00.003+02:00</published><updated>2011-10-23T14:59:02.867+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zapowiedzi'/><title type='text'>Już pachnie dynia...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-yPCZdtKqK90/TqQO08VrV1I/AAAAAAAADX8/wsfzfLuNuvg/s1600/dynia_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-yPCZdtKqK90/TqQO08VrV1I/AAAAAAAADX8/wsfzfLuNuvg/dynia_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666670533851961170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak ją podam? O tym wkrótce. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3630003757806941191?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3630003757806941191/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=3630003757806941191&amp;isPopup=true' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3630003757806941191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3630003757806941191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/juz-pachnie-dynia.html' title='Już pachnie dynia...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-yPCZdtKqK90/TqQO08VrV1I/AAAAAAAADX8/wsfzfLuNuvg/s72-c/dynia_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-7063981060679749634</id><published>2011-10-21T19:16:00.009+02:00</published><updated>2011-10-21T19:34:33.317+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Papryka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dynia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kasza'/><title type='text'>Risotto z kaszy w dyniowym kolorze. Festiwal Dyniowy 2011</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-zqH-57QM8_M/TqGpLg1ibXI/AAAAAAAADXk/gog51umKBvU/s1600/risotto%2Bz%2Bkaszy%2Bjeczmien.%2Bz%2Bpieczona%2Bdynia%2Bi%2Bpapryka_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-zqH-57QM8_M/TqGpLg1ibXI/AAAAAAAADXk/gog51umKBvU/risotto%2Bz%2Bkaszy%2Bjeczmien.%2Bz%2Bpieczona%2Bdynia%2Bi%2Bpapryka_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665995821466938738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-vlrhsxvSyL8/TqGpUa4hItI/AAAAAAAADXw/sjkPrpHZHnU/s1600/festiwal_dyni2011.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 136px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-vlrhsxvSyL8/TqGpUa4hItI/AAAAAAAADXw/sjkPrpHZHnU/s200/festiwal_dyni2011.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665995974487646930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Jeśli  na coś szczególnie niecierpliwie czekam każdej jesieni – to zdecydowanie jest to dynia. Najsympatyczniejszy owoc o tej porze roku.&lt;br /&gt;Przez cały rok, zwracam szczególną uwagę na każdy napotkany przepis z jej udziałem. Mam tyle ich naszperanych, że już sama się  gubię. Książki i czasopisma upstrzone żółtymi post-it przypominają „tutaj warto ponownie zajrzeć”. I jest ich bardzo, bardzo, baaardzo dużo...&lt;br /&gt;Czasem podpatrzone w magazynie danie po prostu zapada w pamięć. Jak to, które przygotowałam na dzisiaj.&lt;br /&gt;Nie odnalazłam oryginalnego przepisu, ale z całą pewnością był to któryś z archiwalnych numerów „Delicious”. Gotowałam więc intuicyjnie, dobierając składniki i proporcje dość swobodnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-b-imonh5TXg/TqGpGvlvejI/AAAAAAAADXY/X_TWt0OwgKw/s1600/risotto%2Bz%2Bkaszy%2Bjeczmien.%2Bz%2Bpieczona%2Bdynia%2Bi%2Bpapryka_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-b-imonh5TXg/TqGpGvlvejI/AAAAAAAADXY/X_TWt0OwgKw/risotto%2Bz%2Bkaszy%2Bjeczmien.%2Bz%2Bpieczona%2Bdynia%2Bi%2Bpapryka_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665995739527871026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest to moja pierwsza w tym  roku propozycja, ze specjalną dedykacją na &lt;a style="font-weight: bold;" href="http://www.beawkuchni.com/2011/10/festiwal-dyni-2011-zaproszenie.html"&gt;Festiwal Dyniowy&lt;/a&gt;. :)&lt;br /&gt;Gospodyni &lt;a href="http://www.beawkuchni.com/"&gt;Beatce&lt;/a&gt;, przesyłam mnóstwo uścisków za to, że w tym roku po raz czwarty postanowiła namówić nas na dyniowe szaleństwo. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-LcPexI1xRj8/TqGo_B_YL-I/AAAAAAAADXM/AP5EmOTvInA/s1600/risotto%2Bz%2Bkaszy%2Bjeczmien.%2Bz%2Bpieczona%2Bdynia%2Bi%2Bpapryka_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-LcPexI1xRj8/TqGo_B_YL-I/AAAAAAAADXM/AP5EmOTvInA/risotto%2Bz%2Bkaszy%2Bjeczmien.%2Bz%2Bpieczona%2Bdynia%2Bi%2Bpapryka_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665995607028281314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kasza jęczmienna a'la risotto z pieczoną dynią i papryką&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(podpatrzone w którymś archiwalnym numerze „Delicious”)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;na 3 duże porcje (lub 4 mniejsze)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok. 0,5 – 0,7kg  dyni (u mnie połowa niewielkiej dyni „hokkaido”)&lt;br /&gt;1 duża czerwona papryka&lt;br /&gt;kilka gałązek świeżego tymianku&lt;br /&gt;sól&lt;br /&gt;oliwa do skropienia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 czubata szkl. kaszy jęczmiennej (użyłam pęczaku)&lt;br /&gt;1 średniej wielkości cebula&lt;br /&gt;2-3 łyżki oliwy do smażenia&lt;br /&gt;ok. 100ml wina białego dobrej jakości&lt;br /&gt;ok. 0,5 – 0,7l bulionu warzywnego (najlepiej wrzącego)&lt;br /&gt;2-3 gałązki świeżego tymianku&lt;br /&gt;pieprz do smaku&lt;br /&gt;garść świeżych ziół (u mnie natka pietruszki i bazylia)&lt;br /&gt;garść płatków parmezanu (u mnie mocno dojrzałe pecorino)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blachę z piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;br /&gt;Dynię wydrążyć z pestek, obrać ze skórki i pokroić w grubą kostkę (ok. 1,5x1,5cm). Paprykę umyć, osuszyć. Pokroić na pół i wydrążyć z gniazda nasiennego. Wyłożyć  na  przygotowaną blachę, skropić oliwą, posolić, popieprzyć i posypać listkami tymianku. Całość przemieszać, tak by oliwa dość równomiernie otoczyła warzywa.&lt;br /&gt;Piec w piekarniku nagrzanym do temp. ok. 190-200 st.C ok. 20 min. (dynia wyraźnie zmięknie, a skórka na papryce pomarszczy się i  sczernieje).&lt;br /&gt;W międzyczasie drobno posiekać cebulę.&lt;br /&gt;Gotowe warzywa wyjąć z piekarnika. Z papryki usunąć skórkę, a następnie pokroić w paseczki. Odstawić na bok.&lt;br /&gt;W głębokiej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia.  Wrzucić kaszę jęczmienną - chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Wlać chochelkę wrzącego bulionu,(garnuszek z bulionem najlepiej trzymać na maleńkim ogniu, tak by bulion cały czas był bardzo gorący). Dodać listki tymianku i gotować, od czasu do czasu mieszając, aż do wyparowania płynu.  Bulion dolewać partiami (po 1 chochelce) do momentu, aż kasza zmięknie (jednak nie polecam jej zbyt mocno rozgotowywać). Gdy kasza będzie już prawie gotowa (mnie zajęlo gotowanie ok. 20min.) – wmieszać przygotowaną wcześniej dynię i paprykę.  Doprawić do smaku pieprzem. Zdjąć z ognia. Wmieszać poszatkowaną natkę pietruszki z bazylią. Nałożyć porcje na talerze. Posypać świeżo utartymi płatkami parmezanu (lub pecorino). Od razu podawać.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-7063981060679749634?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/7063981060679749634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=7063981060679749634&amp;isPopup=true' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7063981060679749634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7063981060679749634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/risotto-z-kaszy-w-dyniowym-kolorze.html' title='Risotto z kaszy w dyniowym kolorze. Festiwal Dyniowy 2011'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-zqH-57QM8_M/TqGpLg1ibXI/AAAAAAAADXk/gog51umKBvU/s72-c/risotto%2Bz%2Bkaszy%2Bjeczmien.%2Bz%2Bpieczona%2Bdynia%2Bi%2Bpapryka_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-2440887909919479196</id><published>2011-10-18T19:44:00.009+02:00</published><updated>2011-10-18T20:17:48.386+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Figi'/><title type='text'>Figa z makiem!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-1P-AvBvLhsM/Tp28rrvGaCI/AAAAAAAADW0/9_2vlTSo-8c/s1600/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Bfigami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-1P-AvBvLhsM/Tp28rrvGaCI/AAAAAAAADW0/9_2vlTSo-8c/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Bfigami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664891364962625570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po raz pierwszy od bardzo dawna pomalowałam paznokcie. Zważywszy na częstotliwość  z jaką to robię (raczej bliska zero)  – intensywny wrzosowy kolor wydaje się być nadzwyczaj odważny.&lt;br /&gt;Co tam! Miałam potrzebę  uzewnętrznienia różnych swoich radości.&lt;br /&gt;Ale jak są radości, to i cień podstępny musi się pojawić.&lt;br /&gt;Dzisiaj mam ochotę zmyć kolor, a uśmiech schować głęboko do kieszeni.&lt;br /&gt;Najchętniej oddałabym też cały pakiet należący do zawodu architekta: stres, nieustające bóle kręgosłupa, zapalenia spojówek i sto spraw zawiązanych węzłem gordyjskim.&lt;br /&gt;Mam ochotę zaszyć się w samotności, ewentualnie wręcz odwrotnie – przydzwonić gdzieś z całej siły.&lt;br /&gt;Zaciskam więc zęby i krzyczę: figa z makiem! Chcę przespać złość i jutro znów cieszyć się drobiazgami. Nawet gdyby miały to być tylko pomalowane paznokcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-akStjHk3iP8/Tp28nD3-BOI/AAAAAAAADWo/qZCGaooHwbY/s1600/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Bfigami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-akStjHk3iP8/Tp28nD3-BOI/AAAAAAAADWo/qZCGaooHwbY/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Bfigami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664891285542929634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ciacho nie jest dzisiejsze. Gdybym teraz je piekła niechybnie wyszedłby zakalec. Na szczęście placek z figami trafił na dużo lepszy moment i nie przelałam na niego złych emocji. ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Q_nCgzMk3h0/Tp28f9UnQKI/AAAAAAAADWc/WuVgk7RfryU/s1600/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Bfigami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Q_nCgzMk3h0/Tp28f9UnQKI/AAAAAAAADWc/WuVgk7RfryU/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Bfigami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664891163524939938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Placek drożdżowy z figami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na foremkę 20x20cm&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 jaja&lt;br /&gt;100g cukru&lt;br /&gt;150ml letniego mleka&lt;br /&gt;300g mąki&lt;br /&gt;skórka z cytryny - drobno starta&lt;br /&gt;1 ½  łyżeczki drożdży instant&lt;br /&gt;szczypta soli&lt;br /&gt;100g masła – rozpuszczonego i ostudzonego&lt;br /&gt;listki świeżego tymianku (ok. ½ łyżeczki)&lt;br /&gt;4-5 dojrzałych fig&lt;br /&gt;2-3 łyżki kryształków  cukru (niekoniecznie)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaja ubić z cukrem. Dodać przesianą mąkę, szczyptę soli, drożdże oraz lekko podgrzane mleko (co najwyżej letnie, w żadnym wypadku gorące!). Wyrabiać ciasto kilka minut robotem lub ręcznie, aż będzie dość gładkie. Dodać rozpuszczone i ostudzone masło, oraz drobno utartą skórkę cytryny i listki tymianku i ponownie wyrabiać, aż ciasto „wchłonie” masło. Ciasto będzie dość mokre i klejące – nie należy dodawać więcej mąki.&lt;br /&gt;Żyć ciasto do miski,  przykryć ściereczką lub folią spożywczą  i pozostawić do pierwszego rośnięcia na ok. 1 - 1,5 godz. (czas w zależności od tego jak szybko ciasto będzie rosło – powinno podwoić swoją objętość).&lt;br /&gt;Przygotować foremkę 20x20cm, wysmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;br /&gt;Ciasto przełożyć do foremki i palcami rozciągnąć w miarę równomiernie.&lt;br /&gt;Figi umyć, osuszyć i pokroić na ósemki. Porozkładać na cieście w kilku rzędach. Posypać grubym cukrem.&lt;br /&gt;Pozostawić do ponownego rośnięcia na ok. 1 godz.&lt;br /&gt;Rozgrzać piekarnik do temp. 180st.C. Piec placek przez 45-50min. Przed wyjęciem z piekarnika  sprawdzić, czy patyczek włożony w środek ciasta jest suchy. W razie potrzeby pozostawić w piekarniku na kilka dodatkowych minut.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-2440887909919479196?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/2440887909919479196/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=2440887909919479196&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2440887909919479196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2440887909919479196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/figa-z-makiem.html' title='Figa z makiem!'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-1P-AvBvLhsM/Tp28rrvGaCI/AAAAAAAADW0/9_2vlTSo-8c/s72-c/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Bfigami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-642914087769947912</id><published>2011-10-13T20:38:00.007+02:00</published><updated>2011-10-13T20:45:04.411+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jabłka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><title type='text'>Jabłka w kropki i keks imbirowy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-gyTQW8D0CQQ/TpcwiR4XeLI/AAAAAAAADWQ/sPWKeaqpuGY/s1600/keks%2Bimbirowy%2Bz%2Bjablkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-gyTQW8D0CQQ/TpcwiR4XeLI/AAAAAAAADWQ/sPWKeaqpuGY/keks%2Bimbirowy%2Bz%2Bjablkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663048421915195570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niezbyt doskonałe, jeśli porównywać do wypolerowanych Granny Smith, czy Ligola.&lt;br /&gt;Nie tak krągłe i bez imponujących rozmiarów.&lt;br /&gt;Nie grzeszą pięknem.&lt;br /&gt;Te czerwone nakrapiane jak biedronki.&lt;br /&gt;A mimo wszystko czarują jak potrafią najlepiej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-eQtF4O_AXio/TpcwT_3RNzI/AAAAAAAADVs/kwkxEPNkxW0/s1600/keks%2Bimbirowy%2Bz%2Bjablkami_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-eQtF4O_AXio/TpcwT_3RNzI/AAAAAAAADVs/kwkxEPNkxW0/keks%2Bimbirowy%2Bz%2Bjablkami_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663048176560584498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pachną ogrodem.&lt;br /&gt;Nieskoszoną jesienną trawą.&lt;br /&gt;I poranną mgłą.&lt;br /&gt;Pachną koszem wiklinowym, albo spadającym liściem.&lt;br /&gt;Słodkie. I kwaskowe jednocześnie.&lt;br /&gt;Najlepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-jNx8ly366t4/TpcwdxXQq3I/AAAAAAAADWE/_CM1meqQdl0/s1600/keks%2Bimbirowy%2Bz%2Bjablkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-jNx8ly366t4/TpcwdxXQq3I/AAAAAAAADWE/_CM1meqQdl0/keks%2Bimbirowy%2Bz%2Bjablkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663048344466926450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Moje dziecię pojechało na harce do kolegi. Za miasto. Wróciło do domu obdarowane dużą torbą owoców. Cała kuchnia napełniła się winnym zapachem. Dużo jabłek po prostu schrupaliśmy. Trochę jeszcze zostało. A w międzyczasie piekę na bieżąco ciasta.&lt;br /&gt;Znikają szybko. Zwłaszcza to, imbirowe – znalazło wielkie uznanie. Lekko pikantne, puszyste, niezbyt suche. Z dodatkiem jabłek i orzechów nerkowca. Trochę jak piernik. Ale tylko trochę. :)&lt;br /&gt;Polecam, bo pyszne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-q154tyCdXtk/TpcwZPVF_XI/AAAAAAAADV4/gIRYaVILIxc/s1600/keks%2Bimbirowy%2Bz%2Bjablkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-q154tyCdXtk/TpcwZPVF_XI/AAAAAAAADV4/gIRYaVILIxc/keks%2Bimbirowy%2Bz%2Bjablkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663048266611555698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Keks imbirowy z jabłkami i orzechami nerkowca&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;inspirowany przepisem w Delicious nr 10/2011 z moimi zmianami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;150g masła w temperaturze pokojowej&lt;br /&gt;70g brązowego cukru trzcinowego&lt;br /&gt;2 jaja&lt;br /&gt;70g syropu złocistego (golden syroup)&lt;br /&gt;150ml mleka&lt;br /&gt;250g mąki&lt;br /&gt;1 łyżeczka cynamonu&lt;br /&gt;1 łyżeczka imbiru w proszku&lt;br /&gt;1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok.80g orzechów nerkowca (w oryginale proponowano pekany)&lt;br /&gt;3-4 duże jabłka (u mnie 8 mniejszych)&lt;br /&gt;1 łyżka syropu imbirowego&lt;br /&gt;2 łyżeczki brązowego cukru trzcinowego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jabłka obrać, wydrążyć z gniazd nasiennych i pokroić w ósemki.&lt;br /&gt;Przygotować dużą foremkę keksową (u mnie 30x11cm) – wysmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temp. 180st.C.&lt;br /&gt;Mąkę przesiać wraz z cynamonem, imbirem w proszku i proszkiem do pieczenia do osobnej miski.&lt;br /&gt;Masło utrzeć z 70g cukru trzcinowego. Wlać kolejno po jednym jajku i syrop złocisty.&lt;br /&gt;Cały czas mieszając – dodawać partiami po kilka łyżek mąki i mleka, aż do wyczerpania składników.&lt;br /&gt;Wyłożyć ciasto do foremki.  Ósemki jabłek powtykać pionowo dość głęboko w ciasto. Z wierzchu posypać orzechami nerkowca, a następnie skropić syropem imbirowym i posypać równomiernie 2 łyżeczkami cukru trzcinowego.&lt;br /&gt;Piec przez ok. 1 godzinę w temp. 180st.C (grzałki góra – dół).&lt;br /&gt;Patyczek wetknięty w środek ciasta powinien być suchy. Ostudzić.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-642914087769947912?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/642914087769947912/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=642914087769947912&amp;isPopup=true' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/642914087769947912'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/642914087769947912'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/jabka-w-kropki-i-keks-imbirowy.html' title='Jabłka w kropki i keks imbirowy'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-gyTQW8D0CQQ/TpcwiR4XeLI/AAAAAAAADWQ/sPWKeaqpuGY/s72-c/keks%2Bimbirowy%2Bz%2Bjablkami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-2396403175204530001</id><published>2011-10-12T21:04:00.004+02:00</published><updated>2011-10-12T21:10:23.688+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zapowiedzi'/><title type='text'>Mamo, przywiozłem jabłka!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-92QbQXopPHQ/TpXk7r6aMTI/AAAAAAAADVg/AfMH5fzkPqM/s1600/jablka.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-92QbQXopPHQ/TpXk7r6aMTI/AAAAAAAADVg/AfMH5fzkPqM/jablka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5662683820539392306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już wkrótce o tym, jak smakują jabłka prosto z drzewa... :)&lt;br /&gt;A tymczasem dobrej nocy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-2396403175204530001?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/2396403175204530001/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=2396403175204530001&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2396403175204530001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2396403175204530001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/mamo-przywiozem-jabka.html' title='Mamo, przywiozłem jabłka!'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-92QbQXopPHQ/TpXk7r6aMTI/AAAAAAAADVg/AfMH5fzkPqM/s72-c/jablka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5074615577200609298</id><published>2011-10-10T20:51:00.006+02:00</published><updated>2011-10-10T21:03:41.866+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe słodkości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gruszki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Desery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Migdały'/><title type='text'>Czerwony zalew, a na deser frangipane</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-6ptJHiNhc2E/TpM_CdJ8tLI/AAAAAAAADVY/Jpcx_sNtw-U/s1600/frangipane%2Borzechowe%2Bz%2Bgruszkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-6ptJHiNhc2E/TpM_CdJ8tLI/AAAAAAAADVY/Jpcx_sNtw-U/frangipane%2Borzechowe%2Bz%2Bgruszkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661938467953489074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W weekend wjechało mi do domu 40 kg  pomidorów.  To o połowę mniej, niż w latach poprzednich. Żal mi ogromnie, ale jakoś wirusy tej jesieni szczególnie mnie sobie upodobały i skutecznie odebrały ochotę na większe prace kulinarne. Postawiłam więc na półśrodek. Mniej pomidorów, mniej pracy, mniej zmęczenia.&lt;br /&gt;Co z tych pomidorów? Cel jak co roku ten sam: prawdziwy, zdrowy przecier, który zamykam w słoiki i pasteryzuję. Bez dodatków. Tylko „czyste” pomidory. Potem całą zimę i wiosnę  wykorzystuję do sosów, gęstych zup, czy innych „jednogarnkowców”.&lt;br /&gt;Trudno, ten sezon nie będzie tak obfity w zasoby domowe. Plus jest taki, że tym razem przepracowanie mi nie grozi. A trzeba przyznać, że monotonnej pracy przy przerabianiu jest sporo. Na szczęście moja  czerwona maszyna – najgorszą część wykonuje za mnie.  Nie mogę więc narzekać... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Nbf7OaWXOz0/TpM--m9QGyI/AAAAAAAADVQ/bcDfvsKdFm0/s1600/frangipane%2Borzechowe%2Bz%2Bgruszkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Nbf7OaWXOz0/TpM--m9QGyI/AAAAAAAADVQ/bcDfvsKdFm0/frangipane%2Borzechowe%2Bz%2Bgruszkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661938401865112354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tym sposobem jest jeszcze czas na jakiś dobry wypiek. Poprawiacz humoru.&lt;br /&gt;Te małe naczynka na zdjęciach - zawierają frangipane z mielonych orzechów laskowych z gruszką w środku. Zamiast orzechów można użyć mielone migdały. Zresztą, każda wersja dobra. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-oqkVjmUmlHo/TpM-4oXaWbI/AAAAAAAADVI/zNhAOGw9_NQ/s1600/frangipane%2Borzechowe%2Bz%2Bgruszkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-oqkVjmUmlHo/TpM-4oXaWbI/AAAAAAAADVI/zNhAOGw9_NQ/frangipane%2Borzechowe%2Bz%2Bgruszkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661938299164055986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Frangipane orzechowe z gruszkami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;(na 6 foremek o średnicy 11cm)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;100g masła w temperaturze pokojowej&lt;br /&gt;100g cukru trzcinowego&lt;br /&gt;1 b. duże jajko w temperaturze pokojowej (jeśli małe to 2 szt.)&lt;br /&gt;20g mąki&lt;br /&gt;100g mielonych orzechów laskowych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 gruszki – obrane, przekrojone na pół i wydrążone z gniazd nasiennych&lt;br /&gt;ok. 3 łyżeczki cukru trzcinowego (opcjonalnie, można pominąć)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temperatury 190 st.C. Foremki do mini tart wysmarować masłem i obsypać lekko mąką.&lt;br /&gt;Masło utrzeć  z cukrem na puszystą masę. Dodać jajko. A w następnej kolejności – cały czas ucierając – mąkę i mielone orzechy.&lt;br /&gt;Foremki wypełnić mniej więcej do połowy wysokości ciastem. Do każdej foremki włożyć w środek połówkę gruszki (można ją lekko  ponacinać) i wcisnąć głębiej.&lt;br /&gt;Piec ok. 20 min. (patyczek wetknięty w środek ciasta powinien być suchy).&lt;br /&gt;Ostudzić.&lt;br /&gt;Opcjonalnie: przed podaniem można posypać gotowe frangipane ½ łyżeczką cukru trzinowego i skarmelizować przy pomocy ręcznego palnika kuchennego. Ten etap można z powodzeniem pominąć.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5074615577200609298?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5074615577200609298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5074615577200609298&amp;isPopup=true' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5074615577200609298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5074615577200609298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/czerwony-zalew-na-deser-frangipane.html' title='Czerwony zalew, a na deser frangipane'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-6ptJHiNhc2E/TpM_CdJ8tLI/AAAAAAAADVY/Jpcx_sNtw-U/s72-c/frangipane%2Borzechowe%2Bz%2Bgruszkami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-6017210520390725346</id><published>2011-10-04T19:06:00.006+02:00</published><updated>2011-10-04T19:13:45.942+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Figi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe co nieco'/><title type='text'>O okruchach dnia codziennego...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-WEhl-cX8SNA/Tos9Qx6xfPI/AAAAAAAADVA/vD9rKFMzTy8/s1600/zapiekane%2Bfigi%2Bi%2Bserkiem%2Bkozim_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-WEhl-cX8SNA/Tos9Qx6xfPI/AAAAAAAADVA/vD9rKFMzTy8/zapiekane%2Bfigi%2Bi%2Bserkiem%2Bkozim_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659684715208211698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chciałam napisać o ciepłym wietrze, który przyjemnie rozwiewa mi włosy, gdy idę ulicą.&lt;br /&gt;O tym, że już powoli liście szeleszczą pod nogami.&lt;br /&gt;Że ich jesienna czerwień jest piękniejsza niż wiosenna zieleń.&lt;br /&gt;O tym, że jak co roku kasztany mnie rozczulają swoją piękną barwą i teksturą.&lt;br /&gt;O tym, że coś zgubiłam i coś znalazłam.&lt;br /&gt;O tym, że poranki bywają dla niektórych twórcze i w drodze do pracy, w „nie-zaciszu” kolejki miejskiej, ktoś namalował mi portret.&lt;br /&gt;O tym, że moja Pszczółka nie chce polubić swojego przedszkola.&lt;br /&gt;I o tym, że po raz pierwszy w moim życiu figi na straganach są tańsze niż gałka lodów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-s1iE_dUuGHM/Tos9M93ov0I/AAAAAAAADU4/pAgIPmchItE/s1600/zapiekane%2Bfigi%2Bi%2Bserkiem%2Bkozim_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-s1iE_dUuGHM/Tos9M93ov0I/AAAAAAAADU4/pAgIPmchItE/zapiekane%2Bfigi%2Bi%2Bserkiem%2Bkozim_2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659684649696804674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poniższa propozycja zapiekanych fig - nie będzie każdemu smakowała. Polecam tylko tym osobom, którzy lubią zestawienie słodkich owoców z wytrawnymi dodatkami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-1ULrt2MgnVU/Tos9JferyqI/AAAAAAAADUw/XawHL1mSwck/s1600/zapiekane%2Bfigi%2Bi%2Bserkiem%2Bkozim_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-1ULrt2MgnVU/Tos9JferyqI/AAAAAAAADUw/XawHL1mSwck/zapiekane%2Bfigi%2Bi%2Bserkiem%2Bkozim_3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659684589999475362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zapiekane figi  z serkiem kozim, tymiankiem i orzeszkami piniowymi &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4 figi&lt;br /&gt;4 czubate łyżeczki miękkiego serka koziego (użyłam smakowego, z dodatkiem ziół i czosnku)&lt;br /&gt;gałązka świeżego tymianku&lt;br /&gt;4 łyżeczki orzeszków piniowych&lt;br /&gt;kilka cieniutkich plasterków szynki długo dojrzewającej &lt;br /&gt;kilka listków świeżej bazylii&lt;br /&gt;ocet balsamiczny do skropienia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orzeszki piniowe lekko podprażyć na suchej patelni. &lt;br /&gt;Serek kozi wymieszać z listkami tymianku i ok. 2 łyżeczki orzeszków piniowych.&lt;br /&gt;Figi umyć, osuszyć i odciąć ogonki. Nożem wykonać nacięcie na krzyż (po tej stronie, gdzie był ogonek). Naciętą figę lekko ścisnąć palcami po stronie przeciwnej do nacięcia (u nasady), dzięki czemu figa lekko się otworzy.  &lt;br /&gt;Do wnętrza każdej figi włożyć po czubatej łyżeczce serka. Przygotowane owoce ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, lub w naczyniu do zapiekania. &lt;br /&gt;Zapiekać w piekarniku rozgrzanym do temp. 180 st.C przez ok. 10-12 min.&lt;br /&gt;Podawać ciepłe z dodatkiem plasterka szynki i listkami bazylii. Posypać pozostałymi orzeszkami piniowymi. Skropić octem balsamicznym.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-6017210520390725346?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/6017210520390725346/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=6017210520390725346&amp;isPopup=true' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6017210520390725346'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6017210520390725346'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/10/o-okruchach-dnia-codziennego.html' title='O okruchach dnia codziennego...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-WEhl-cX8SNA/Tos9Qx6xfPI/AAAAAAAADVA/vD9rKFMzTy8/s72-c/zapiekane%2Bfigi%2Bi%2Bserkiem%2Bkozim_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-4207084789093117700</id><published>2011-09-27T20:14:00.008+02:00</published><updated>2011-09-28T16:01:00.124+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makarony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kurki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mięsa'/><title type='text'>Domowe pappardelle z sosem mięsnym i kurkami</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-hw9pITEgJps/ToISwoxMN5I/AAAAAAAADUg/wRI51qDHzas/s1600/pappardelle%2Bz%2Bsosem%2Bmiesnym%2Bi%2Bkurkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-hw9pITEgJps/ToISwoxMN5I/AAAAAAAADUg/wRI51qDHzas/pappardelle%2Bz%2Bsosem%2Bmiesnym%2Bi%2Bkurkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657104708717524882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od czasu do czasu nawet mnie (zielskożercę, ale wcale nie wegetariankę) bierze ochota na kawałek mięsa. Im rzadziej je jem, tym bardziej mi smakuje. Gulasz pojawia się u mnie niezbyt często, ale gdy się już decyduję – to ciężko mi się powstrzymać i podjadam wprost  z garnka, podczas gotowania. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-7P6SysIWzrI/ToIS6cMEZII/AAAAAAAADUo/mR7EEEShsMg/s1600/pappardelle%2Bz%2Bsosem%2Bmiesnym%2Bi%2Bkurkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-7P6SysIWzrI/ToIS6cMEZII/AAAAAAAADUo/mR7EEEShsMg/pappardelle%2Bz%2Bsosem%2Bmiesnym%2Bi%2Bkurkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657104877139289218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Lubię, gdy sos jest dość gęsty, zawiesisty i smakuje, oraz pachnie czymś więcej niż tylko mięsem. Tymianek nadaje się idealnie. Kurki  też.&lt;br /&gt;Podałam z domowym makaronem, przygotowanym na bazie semoliny. Dzieci wołały o dokładkę.  Ja też bym zawołała, gdyby nie zdrowy rozsądek. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-QxMyg3gvDbk/ToISrz6rYMI/AAAAAAAADUY/qFmOAtMB3Ro/s1600/pappardelle%2Bz%2Bsosem%2Bmiesnym%2Bi%2Bkurkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-QxMyg3gvDbk/ToISrz6rYMI/AAAAAAAADUY/qFmOAtMB3Ro/pappardelle%2Bz%2Bsosem%2Bmiesnym%2Bi%2Bkurkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657104625810759874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gulasz mięsny z kurkami i tymiankiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kawałek mięsa wołowego lub wieprzowego (u mnie tym razem karkówka wieprzowa, ok. 700g)&lt;br /&gt;ok. ½ szkl. mąki&lt;br /&gt;ok. 2 + 3 łyżki oleju do smażenia (np. Z pestek winogron, słonecznikowy, etc.)&lt;br /&gt;ok. 500ml bulionu (lub wody)&lt;br /&gt;kilka gałązek świeżego tymianku lub ok. ½ łyżeczki suszonego&lt;br /&gt;ok. 300g świeżych kurek&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurki oczyścić i pokroić (mniejsze pozostawić w całości). Na patelni rozgrzać 2 łyżki oleju i przesmażyć lekko kurki (można dodatkowo wrzucić świeże listki z gałązki tymianku). Zdjąć patelnię z ognia.&lt;br /&gt;Mąkę przesiać do większej miski.&lt;br /&gt;Mięso umyć, osuszyć, pokroić w kostkę (niezbyt grubą, ok. 1x1cm). Wrzucić do przygotowanej miski (najlepiej partiami) i obtoczyć w mące. W międzyczasie rozgrzać olej w garnku o grubszym dnie. Włożyć mięso i przesmażyć do lekkiego zrumienienia. Wlać płyn, dodać tymianek i gotować do czasu gdy mięso będzie średnio miękkie (wołowina potrzebuje więcej czasu, niż wieprzowina). Włożyć do garnka przygotowane kurki (2-3 łyżki można pozostawić do ozdobienia potrawy) i doprawić do smaku solą. Gotować, aż mięso będzie miękkie. Pod koniec gotowania dosmczyć pieprzem.&lt;br /&gt;Podawać ze świeżo ugotowanym makaronem pappardelle. *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;* Naddatek gulaszu zjeść następnego dnia np. z kaszą gryczaną. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pappardelle (porcja na 2-3 os.)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 jajka&lt;br /&gt;ok. 230g semoliny (lub innej mąki, np. krupczatki)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z jajek i semoliny zagnieść elastyczne ciasto makaronowe. Ciasto nie powinno być zbyt mokre i klejące. W zależności od wielkości użytych jajek – może okazać się konieczne dosypanie 1-2 łyżek mąki. Zawinąć ciasto w folię spożywczą, uprzednio uformować w kulę lub wałek) i pozostawić na kilka minut (ciasto powinno „odpocząć” przed wałkowaniem).&lt;br /&gt;Podzielić ciasto na 3 lub 4 części i po kolei dość cienko wałkować (u mnie ok. 0,5 – 0,6 mm).  Kroić radełkiem lub nożem na wstążki szer. ok. 1 - 1,5cm.&lt;br /&gt;Gotować al dente w dużej ilości osolonej wody. Podawać od razu po odcedzeniu z wody.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-4207084789093117700?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/4207084789093117700/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=4207084789093117700&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4207084789093117700'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4207084789093117700'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/09/domowe-pappardelle-z-sosem-miesnym-i.html' title='Domowe pappardelle z sosem mięsnym i kurkami'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-hw9pITEgJps/ToISwoxMN5I/AAAAAAAADUg/wRI51qDHzas/s72-c/pappardelle%2Bz%2Bsosem%2Bmiesnym%2Bi%2Bkurkami_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3083713761286729366</id><published>2011-09-25T20:35:00.009+02:00</published><updated>2011-09-28T16:21:33.532+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Śliwki'/><title type='text'>Wrzosy, fiolety i śliwki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-f-IH0DjoaVY/Tn90s3mMJMI/AAAAAAAADUI/CswDh0IMExo/s1600/ciasto%2Bze%2Bsliwkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-f-IH0DjoaVY/Tn90s3mMJMI/AAAAAAAADUI/CswDh0IMExo/ciasto%2Bze%2Bsliwkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5656367971187827906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jesień bez ciasta ze śliwkami – to nie jesień.&lt;br /&gt;Dlatego obchodzę wszystkie stoiska na targu i wybieram to, na którym wśród dyni i bakłażanów pysznią się najpiękniejsze śliwki. A raczej śliweczki, bo do wypieków wybieram raczej nasze małe, poczciwe węgierki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-pfmYGelGxrU/Tn900z1ireI/AAAAAAAADUQ/y8jhpI63Rbc/s1600/ciasto%2Bze%2Bsliwkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-pfmYGelGxrU/Tn900z1ireI/AAAAAAAADUQ/y8jhpI63Rbc/ciasto%2Bze%2Bsliwkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5656368107617431010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Biorę też inne odmiany, większe i mocno dojrzałe. Te do zjedzenia „od ręki”. I do pogryzania, gdy wieczorem będę przeglądać kulinarne magazyny (zawsze gdy to robię – łapie mnie wilczy głód. :) I do pracy na drugie śniadanie.&lt;br /&gt;A ciasto... takie zwykłe. Jesienne. W moim ulubionym kolorze. Otaczam się fioletami i wrzosami, i wyglądam złotej, polskiej jesieni za oknem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-dKGC5NwKoFg/Tn90oy1VcQI/AAAAAAAADUA/ouCu950_Iec/s1600/ciasto%2Bze%2Bsliwkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-dKGC5NwKoFg/Tn90oy1VcQI/AAAAAAAADUA/ouCu950_Iec/ciasto%2Bze%2Bsliwkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5656367901189697794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ciasto ze śliwkami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;180g masła w temp. pokojowej&lt;br /&gt;3 jaja (w temp. pokojowej)&lt;br /&gt;80g brązowego cukru trzcinowego &lt;br /&gt;180g mąki&lt;br /&gt;1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;szczypta utartych drobno goździków (ok. 4 goździki)&lt;br /&gt;ok. 1/3  łyżeczki sproszkowanej gałki muszkatołowej&lt;br /&gt;3 łyżki mielonych orzechów laskowych&lt;br /&gt;1 + 1 łyżki brązowego cukru trzcinowego&lt;br /&gt;350 - 400g śliwek (użyłam węgierek)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temperatury 180st.C. Przygotować tortownicę o średnicy 20-22cm. Wysmarować masłem i oprószyć lekko mąką, lub wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;br /&gt;Śliwki umyć, osuszyć, przekroić wzdłuż na połówki  i usunąć pestki.&lt;br /&gt;Mąkę przesiać wraz z proszkiem do pieczenia, gałką muszkatołową i utartymi goździkami  do osobnego naczynia. &lt;br /&gt;Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Cały czas ucierając, wbijać po jednym jajku. Dodać przesianą mąkę z proszkiem i przyprawami – i wymieszać (nie ucierać już zbyt długo).&lt;br /&gt;Przełożyć ciasto do foremki. Mielone orzechy pomieszać z 1 łyżką cukru trzcinowego i posypać równomiernie po wierzchu ciasta. Wyłożyć połówkami śliwek (skórką do dołu) i posypać kolejną łyżką cukru trzcinowego.&lt;br /&gt;Piec ok. 45 min. Patyczek włożony w środek ciasta powinien być suchy.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3083713761286729366?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3083713761286729366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=3083713761286729366&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3083713761286729366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3083713761286729366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/09/wrzosy-fiolety-i-sliwki.html' title='Wrzosy, fiolety i śliwki'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-f-IH0DjoaVY/Tn90s3mMJMI/AAAAAAAADUI/CswDh0IMExo/s72-c/ciasto%2Bze%2Bsliwkami_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-728120175842130413</id><published>2011-09-18T19:51:00.008+02:00</published><updated>2011-09-28T16:23:34.681+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bakłażan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Przekąski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pomidory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe co nieco'/><title type='text'>Crostini. Z bakłażanem i pomidorami.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-aP9ZmFVcjrU/TnYwCBk6MhI/AAAAAAAADT4/euVososRj78/s1600/crostini%2Bz%2Bbaklazanem%2Bi%2Bpomidor_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-aP9ZmFVcjrU/TnYwCBk6MhI/AAAAAAAADT4/euVososRj78/crostini%2Bz%2Bbaklazanem%2Bi%2Bpomidor_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5653759193551352338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Włosi podaliby je z całą pewnością jako przystawkę bezpośrednio przed głównym posiłkiem. I zapewne znalazł by się na nim jakiś pyszny pasztecik. Swoją drogą, każda moja wizyta we włoskich restauracjach przynosiła niewiarygodne zdumienie: gdzie oni mieszczą tak rozbudowane wieczorne posiłki? Jak później zasnąć bez uczucia przejedzenia...? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-F4fQmgfynhY/TnYv8H2iyPI/AAAAAAAADTw/vB7V_9tVCMY/s1600/crostini%2Bz%2Bbaklazanem%2Bi%2Bpomidor_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-F4fQmgfynhY/TnYv8H2iyPI/AAAAAAAADTw/vB7V_9tVCMY/crostini%2Bz%2Bbaklazanem%2Bi%2Bpomidor_2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5653759092156713202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A u mnie ani przed obiadem, ani z żadnym „Pâté”. Ale tak po prostu, z tym co miałam  pod ręką sezonowego – przygotowane  jako przegryzka w ciągu dnia. &lt;br /&gt;Moja Babcia dawnymi czasy smażyła kromki zwykłego chleba oliwskiego i nacierała je mocno czosnkiem. Jako dziecko ogromnie je lubiłam, mimo, że było to jedzenie raczej kryzysowe. &lt;br /&gt;Crostini z bakłażanem, pomidorem i oliwą extra vergine wydają się być luksusowe w stosunku do grzanek sprzed lat. Kto wtedy w Polsce słyszał o oberżynie... &lt;br /&gt;Pyszne, chrupiące i bardzo aromatyczne. A surowy czosnek w tej chwili jak najbardziej na czasie, gdy przeziębienia atakują ze wszech stron.&lt;br /&gt;Ja właśnie toczę nierówną walkę z niechcianą zarazą...&lt;br /&gt;Pozdrawiam! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-hPihowhb0Nc/TnYvr6W7LII/AAAAAAAADTo/wsHqwmsQ5XM/s1600/crostini%2Bz%2Bbaklazanem%2Bi%2Bpomidor_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-hPihowhb0Nc/TnYvr6W7LII/AAAAAAAADTo/wsHqwmsQ5XM/crostini%2Bz%2Bbaklazanem%2Bi%2Bpomidor_3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5653758813656525954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Crostini z bakłażanem i pomidorami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 nieduży bakłażan (najlepiej „chudy”, nie pękaty)&lt;br /&gt;3-4 pomidory (mogą być kolorowe)&lt;br /&gt;ok. 1 łyżki  poszatkowanej drobno natki pietruszki&lt;br /&gt;ok. 1 łyżeczka świeżych listków tymianku&lt;br /&gt;ok. 1 łyżka oliwy (nadającej się do smażenia)&lt;br /&gt;sól (u mnie Maldon), pieprz do smaku&lt;br /&gt;bagietka&lt;br /&gt;ząbek czosnku&lt;br /&gt;oliwa extra vergine – do skropienia &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umytego i osuszonego bakłażana pokroić w plastry gr. ok. 5 mm, a następnie w kosteczkę. Jeśli nasza oberżyna jest jednak bardziej pękata, a środku ma sporo pestek, to wcześniej plastry bakłażana – lekko posolić i zostawić na ok. 15-20 min. W tym czasie bakłażan puści sok (wraz z goryczką). Osuszyć papierowym ręcznikiem i dopiero wtedy pokroić w kostkę.&lt;br /&gt;Pomidory umyć, osuszyć. Pokroić w kostkę, odrzucając środkowe gniazdo  z  pestkami.&lt;br /&gt;Na patelni rozgrzać bardzo mocno oliwę do smażenia. Wrzucić bakłażana i smażyć na małym ogniu, często mieszając ok. 4-5 min., aż bakłażan się zeszkli i zmięknie (bakłażan bardzo mocno pije tłuszcz; można oczywiście smażyć na większej ilości oliwy, ale i tak wszystko wchłonie, a my będziemy mieć tłustą oberżynę). &lt;br /&gt;Na pół minuty przed końcem smażenia – dodać ok. ¾ przygotowanych pomidorów, tymianek oraz natkę pietruszki. Posolić do smaku. Wszystko krótką chwilkę razem przesmażyć i zdjąć z ognia. &lt;br /&gt;Bagietki pokroić na kromeczki. Można lekko zwilżyć oliwą (choć niekoniecznie) i z obu stron zezłocić na patelni grillowej. &lt;br /&gt;Ciepłe grzanki natrzeć czosnkiem. Na każdą grzankę ułożyć po czubatej łyżce warzyw. Wierzch ozdobić dodatkowo pozostałymi, świeżymi  pomidorami. Doprawić do smaku solą  i pieprzem. Skropić oliwą extra vergine.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-728120175842130413?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/728120175842130413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=728120175842130413&amp;isPopup=true' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/728120175842130413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/728120175842130413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/09/crostini-z-bakazanem-i-pomidorami.html' title='Crostini. Z bakłażanem i pomidorami.'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-aP9ZmFVcjrU/TnYwCBk6MhI/AAAAAAAADT4/euVososRj78/s72-c/crostini%2Bz%2Bbaklazanem%2Bi%2Bpomidor_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-2363462366656509751</id><published>2011-09-13T19:42:00.009+02:00</published><updated>2011-09-28T16:25:17.107+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kurki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z patelni'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ryż'/><title type='text'>3 zboża. Risotto z kurkami i suszonymi pomidorami</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-wGGJ-lMNbFU/Tm-WNYZVsSI/AAAAAAAADTg/A53QVbWRCQ8/s1600/risotto%2B3%2Bzboza%2Bz%2Bkurkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-wGGJ-lMNbFU/Tm-WNYZVsSI/AAAAAAAADTg/A53QVbWRCQ8/risotto%2B3%2Bzboza%2Bz%2Bkurkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651901214004457762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A u mnie znów ryżowo, choć w takim trochę niecodziennym towarzystwie. Kupiłam bardzo fajną zbożową mieszankę, w skład której wchodzą: ryż, pszenica i kasza jęczmienna perłowa. Chwilę podumałam co z tym kulinarnym fantem poczynić. Najpierw był pomysł na kolejną sałatkę (i pewnie jeszcze będzie, choć akurat nie tym razem). Jednak pomysł sałatkowy  został wyparty przez wielką ochotę  na risotto grzybowe.&lt;br /&gt;Risotto z kurkami tego lata jadaliśmy nadzwyczaj często. Jakoś tak się nam składało z leśnymi  owocami. Ale ograniczałam się do tradycyjnego przygotowania na canaroli lub arborio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-nfQEXOEw_T0/Tm-WH42XKuI/AAAAAAAADTY/8H01H8U9dQQ/s1600/risotto%2B3%2Bzboza%2Bz%2Bkurkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-nfQEXOEw_T0/Tm-WH42XKuI/AAAAAAAADTY/8H01H8U9dQQ/risotto%2B3%2Bzboza%2Bz%2Bkurkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651901119636908770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ryzyk – fizyk! - pomyślałam – Wyjdzie, albo nie wyjdzie.&lt;br /&gt;I prawdę mówiąc, byliśmy zachwyceni!&lt;br /&gt;Mieszanka zbożowa idealnie sprawdziła się w roli. Co ważne, ziarenka równomiernie się gotowały, tak więc nic w zębach nie trzeszczało zbyt mocno, ani nic nie było zbyt rozgotowane.  A do tego ciekawy, zróżnicowany smak i odrobinę więcej zdrowia na talerzu.&lt;br /&gt;Prima sort!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-MmvCE7x2MjE/Tm-WD_lmgAI/AAAAAAAADTQ/ixBlbxJdpAo/s1600/risotto%2B3%2Bzboza%2Bz%2Bkurkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-MmvCE7x2MjE/Tm-WD_lmgAI/AAAAAAAADTQ/ixBlbxJdpAo/risotto%2B3%2Bzboza%2Bz%2Bkurkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651901052726181890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Risotto z 3 zbóż z kurkami i suszonymi pomidorami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na 2 spore porcje&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 szkl. mieszanki 3 zbóż: ryż, pszenica, kasza jęczmienna perłowa (kupiłam gotową mieszankę ziaren Gallo)&lt;br /&gt;ok. 150g świeżych kurek&lt;br /&gt;1 cebula&lt;br /&gt;1-2 ząbki czosnku, drobno utartego&lt;br /&gt;kilka suszonych pomidorów z zalewy oliwnej, lub suchych (u mnie 5 połówek)&lt;br /&gt;ok. 100 ml białego wina wytrawnego&lt;br /&gt;ok. 500-700 ml wrzącego bulionu (u mnie warzywny )&lt;br /&gt;2 łyżki oleju roślinnego do smażenia&lt;br /&gt;pieprz do smaku&lt;br /&gt;duża garść poszatkowanej drobno natki pietruszki&lt;br /&gt;garść płatków parmezanu (lub pecorino)&lt;br /&gt;2 łyżeczki oliwy extra vergine&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurki oczyścić. Jeśli są bardzo zabrudzone – przepłukać pod bieżącą wodą i osuszyć papierowym ręcznikiem. Pokroić dowolnie (malutkie grzybki można pozostawić w całości).&lt;br /&gt;Cebulę drobno posiekać.&lt;br /&gt;Jeśli korzystamy z suszonych pomidorów z zalewy oliwnej wystarczy pokroić je w cienkie paseczki. Jeśli pomidory są  ususzone i widać na nich ziarenka soli – wpierw zalać je wrzątkiem i pozostawić do namoczenia na ok. 5 min. Potem odcedzić i pokroić.&lt;br /&gt;W głębokiej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Dodać kurki i smażyć kilka minut na niewielkim ogniu. Potem dodać czosnek, a następnie wrzucić  mieszankę ziaren - chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Wlać chochelkę wrzącego bulionu (garnuszek z bulionem najlepiej  trzymać na maleńkim ogniu, tak by bulion cały czas był bardzo gorący). Gotować, często mieszając, aż do wyparowania płynu. Wrzucić pokrojone suszone pomidory. Bulion dolewać partiami (po 1 chochelce) do momentu, aż ziarna zmiękną. Doprawić do smaku pieprzem. Zdjąć z ognia. Wmieszać natkę pietruszki. Nałożyć porcje na talerze. Skropić każdą 1 łyżeczką oliwy i posypać świeżo utartymi płatkami parmezanu (lub pecorino). Od razu podawać.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-2363462366656509751?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/2363462366656509751/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=2363462366656509751&amp;isPopup=true' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2363462366656509751'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2363462366656509751'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/09/3-zboza-risotto-z-kurkami-i-suszonymi.html' title='3 zboża. Risotto z kurkami i suszonymi pomidorami'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-wGGJ-lMNbFU/Tm-WNYZVsSI/AAAAAAAADTg/A53QVbWRCQ8/s72-c/risotto%2B3%2Bzboza%2Bz%2Bkurkami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3001528065603450269</id><published>2011-09-10T20:01:00.006+02:00</published><updated>2011-09-28T16:26:00.411+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sałatki i Sałaty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ryby'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fasolka szparagowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Łosoś'/><title type='text'>Gdy fasolka z łososiem w jednej wylądują misce...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-7NLevBMpZfc/TmumS7DbvQI/AAAAAAAADTI/zojYn8XyFcE/s1600/salatka%2Bz%2Bryzu%252C%2Blososia%2Bi%2Bfasolki_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-7NLevBMpZfc/TmumS7DbvQI/AAAAAAAADTI/zojYn8XyFcE/salatka%2Bz%2Bryzu%252C%2Blososia%2Bi%2Bfasolki_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5650793001486368002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przytargałam do domu fasolkę szparagową. I choć to już ostatnie dni lata, to jeszcze całkiem niemało jej na straganach. Najbardziej lubię jeść ją klasycznie, mam ochotę powiedzieć, że „po polsku”  - z dodatkiem świeżego masła lub jeszcze bardziej z okrasą z bułki tartej. Mmmm... Tak podawała fasolkę babcia, podawała mama i ja podaję dokładnie tak samo. W tej postaci potrafię zjeść naprawdę nieprzyzwoicie dużo... :)&lt;br /&gt;Ale fasolka jest bardzo wdzięcznym warzywem i  gdzie by ją nie wrzucić, z czym nie wymieszać – będzie dobrze. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-_AR-dqEvtXU/TmumN2RngWI/AAAAAAAADTA/w5NjAHjCXX8/s1600/salatka%2Bz%2Bryzu%252C%2Blososia%2Bi%2Bfasolki2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_AR-dqEvtXU/TmumN2RngWI/AAAAAAAADTA/w5NjAHjCXX8/salatka%2Bz%2Bryzu%252C%2Blososia%2Bi%2Bfasolki2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5650792914304336226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tym razem zainspirował mnie &lt;a href="http://www.deliciousmagazine.co.uk/recipes/wasabi-dressed-salmon-and-basmati-salad"&gt;przepis w Delicious Magazine&lt;/a&gt;. Trochę go uprościłam,  odejmując kilka składników i przystosowując tym samym do własnego gustu.&lt;br /&gt;To proste danie, ale dzięki łososiowi dość syte. Osobiście bardzo mi smakowało. Rafałowi również. Dzieci jednak nie dały się namówić na spróbowanie. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Nk3YIn24bAg/TmumIkF3P_I/AAAAAAAADS4/9phP7bEhdtw/s1600/salatka%2Bz%2Bryzu%252C%2Blososia%2Bi%2Bfasolki3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Nk3YIn24bAg/TmumIkF3P_I/AAAAAAAADS4/9phP7bEhdtw/salatka%2Bz%2Bryzu%252C%2Blososia%2Bi%2Bfasolki3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5650792823523852274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dziki ryż z łososiem, fasolką szparagową i dressingiem z wasabi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;inspirowane przepisem w  &lt;a href="http://www.deliciousmagazine.co.uk/recipes/wasabi-dressed-salmon-and-basmati-salad"&gt;Delicious Magazine&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 saszetka (100g) mieszanki ryżu dzikiego i parabolicznego&lt;br /&gt;duża garść (ok. 200g) fasolki szparagowej&lt;br /&gt;kawałek fileta z łososia (bez skóry)&lt;br /&gt;sok z 2 cytryn&lt;br /&gt;ok. ½ łyżeczki pasty wasabi (lub do smaku)&lt;br /&gt;garść świeżych liści mięty&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łososia umyć, osuszyć, posolić i skropić sokiem z 1 cytryny. Pozostawić na ok. 30 min.&lt;br /&gt;Dziki ryż ugotować na sypko.&lt;br /&gt;Fasolkę szparagową umyć, pokroić na kawałki ok. 2-3cm długości. Wrzucić do garnka z osolonym wrzątkiem i gotować bez przykrycia krótko (ok. 4-5 min.). Fasolka powinna być lekko twarda i wciąż zielona. Odcedzić z wrzątku i przepłukać zimną wodą. Pozostawić na sicie do ocieknięcia.&lt;br /&gt;Łososia dowolnie: ugotować na parze, lub upiec w piekarniku lub zgrillować. Podzielić na małe kawałki.&lt;br /&gt;Przygotować dressing: sok z cytryny wymieszać z pastą wasabi i pieprzem.&lt;br /&gt;W naczyniu wymieszać razem ryż, fasolkę i kawałki łososia. Posypać listkami mięty i polać dressingiem.&lt;br /&gt;Podawać na zimno.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3001528065603450269?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3001528065603450269/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=3001528065603450269&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3001528065603450269'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3001528065603450269'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/09/gdy-fasolka-z-ososiem-w-jednej-wyladuja.html' title='Gdy fasolka z łososiem w jednej wylądują misce...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-7NLevBMpZfc/TmumS7DbvQI/AAAAAAAADTI/zojYn8XyFcE/s72-c/salatka%2Bz%2Bryzu%252C%2Blososia%2Bi%2Bfasolki_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5326421630510273031</id><published>2011-09-05T20:52:00.008+02:00</published><updated>2011-09-28T16:26:46.622+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Spiżarnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Śliwki'/><title type='text'>Bez szału przetwarzania</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-UxIj5YxqbFI/TmUaq08hpQI/AAAAAAAADSo/dArAve9niYU/s1600/chutney%2Bsliwkowy_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-UxIj5YxqbFI/TmUaq08hpQI/AAAAAAAADSo/dArAve9niYU/chutney%2Bsliwkowy_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648950630675490050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś go przeszłam. Szał przetwarzania. Kilka lat wstecz przerabiałam obficie co się  dało i w ilościach raczej nieprzyzwoitych. Jego skutkiem regały w piwnicy pękały w szwach, dźwigając wiele, wiele dziesiątek słoików z najróżniejszą zawartością. Przypominało to bardziej okopy, niż domową spiżarkę. Niektóre ze słoików (zwłaszcza te z frakcji dżemowo – konfiturowej) stoją nienaruszone do dziś. Jakoś nie ma w domu amatorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-1aKTZoE3YEQ/TmUalWgjZfI/AAAAAAAADSg/zIGua2Cr034/s1600/chutney%2Bsliwkowy_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-1aKTZoE3YEQ/TmUalWgjZfI/AAAAAAAADSg/zIGua2Cr034/chutney%2Bsliwkowy_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648950536605754866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pewne jest to, że dzięki tamtemu doświadczeniu – mam dzisiaj mniej pracy.  Nie przetwarzam  i jest mi z tym dobrze, a nawet do twarzy. :)&lt;br /&gt;Są jednak małe, maleńkie wyjątki. Dzisiaj jeden z nich,  zdecydowanie w ilościach degustacyjnych, a nie hurtowych.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.beawkuchni.com/2009/09/sliwki-chutney.html"&gt;Chutney śliwkowy z przepisu Bey&lt;/a&gt;, zrobiłam na próbę w zeszłym roku i jeszcze w zeszłym... Bardzo mi przypadł do gustu, więc w tym roku mała powtórka. Podoba mi się w nim zestawienie smaków słodkich z pikantnymi. Poza tym to po prostu bardzo fajny i bardzo smaczny chutney. Polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-kONgNbEhwMU/TmUag8GSI-I/AAAAAAAADSY/bIeXSy4k4Oo/s1600/chutney%2Bsliwkowy_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-kONgNbEhwMU/TmUag8GSI-I/AAAAAAAADSY/bIeXSy4k4Oo/chutney%2Bsliwkowy_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648950460796773346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chutney ze śliwek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;&lt;a href="http://www.beawkuchni.com/2009/09/sliwki-chutney.html"&gt;cytuję za Beą&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;800 g śliwek&lt;br /&gt;200 g czerwonej cebuli&lt;br /&gt;150 g rodzynek&lt;br /&gt;90-100 ml czerwonego wytrawnego wina&lt;br /&gt;40 ml octu balsamicznego&lt;br /&gt;100 g miodu&lt;br /&gt;50 g cukru muscovado&lt;br /&gt;1/2 - 3/4 łyżeczki imbiru w proszku (lub ok. 1/2 łyżki świeżego, startego)&lt;br /&gt;1 łyżeczka kardamonu&lt;br /&gt;1/8 łyżeczki zmielonych goździków&lt;br /&gt;szczypta pieprzu kajeńskiego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śliwki umyć, osuszyć, wypestkować i pokroić na 4-6 mniejszych części. Cebulę drobno poszatkować. Wszystkie składniki umieścić w rondlu i smażyć na wolnym ogniu aż masa dobrze zgęstnieje, regularnie mieszając (u mnie trwało to nieco ponad godzinę). Następnie przełożyć do wyparzonych słoików i pasteryzować jak zazwyczaj.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5326421630510273031?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5326421630510273031/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5326421630510273031&amp;isPopup=true' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5326421630510273031'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5326421630510273031'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/09/bez-szau-przetwarzania.html' title='Bez szału przetwarzania'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-UxIj5YxqbFI/TmUaq08hpQI/AAAAAAAADSo/dArAve9niYU/s72-c/chutney%2Bsliwkowy_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-6086611090959461324</id><published>2011-09-01T20:12:00.006+02:00</published><updated>2011-09-28T16:29:24.056+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szpinak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ricotta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pomidory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe co nieco'/><title type='text'>Jesień w Lawendowym Domu i wciąż zielone śniadanie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-4wwh1JKbeOs/Tl_IpKCZ5zI/AAAAAAAADSA/2tO34j0EzYY/s1600/racuchy%2Bz%2Bricotty%2Bzeszpinakiem_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-4wwh1JKbeOs/Tl_IpKCZ5zI/AAAAAAAADSA/2tO34j0EzYY/racuchy%2Bz%2Bricotty%2Bzeszpinakiem_1.jpg" border="0" height="783" width="520" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jesień zbliża się wielkimi krokami. Gorąca herbata z cytryną zastąpi orzeźwiającą lemoniadę. A nieśmiertelna szarlotka ze szczyptą cynamonu w końcu wyprze letnie, kolorowe  desery. Może częściej zaszyjemy się w domu i zamiast rowerowej przejażdżki wybierzemy książkę, lub lekturę w sieci... Zanim jednak deszcz i wiatr pomaluje nasz świat na szaro i buro, może skusicie się na lekkie, zielone śniadanie z dodatkiem soczystych, pachnących pomidorów?&lt;br /&gt;Dzisiaj i ja, ze swoim małym, kulinarnym wkładem,  mam przyjemność zaprosić Was wszystkich do lektury nowego, gorącego jeszcze, najsmaczniejszego  kwartalnika w sieci.  Jesienne wydanie &lt;a href="http://www.lawendowydom.com.pl/"&gt;Lawendowego Domu&lt;/a&gt; jest całe dla Was!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MiU9VEe0LSU/Tl_JzLr7vXI/AAAAAAAADSQ/iAww_YmbTZc/s1600/racuchy%2Bz%2Bricotty%2Bzeszpinakiem_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-MiU9VEe0LSU/Tl_JzLr7vXI/AAAAAAAADSQ/iAww_YmbTZc/racuchy%2Bz%2Bricotty%2Bzeszpinakiem_2.jpg" border="0" height="783" width="520" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Racuchy z ricotty ze szpinakiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;prezentowane  w &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://issuu.com/lawendowy-dom/docs/lawendowydom-jesien2011/81"&gt;Lawendowym Domu - Jesień 2011&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1  duży pęczek szpinaku (lub zamiennie ok. 200g mrożonego)&lt;br /&gt;1 łyżka oliwy&lt;br /&gt;2-3 ząbki czosnku&lt;br /&gt;szczypta soli i pieprzu&lt;br /&gt;1 łyżeczka colombo lub dowolnej mieszanki curry&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;oraz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;500g ricotty&lt;br /&gt;3 jajka (4  jeśli są małe)&lt;br /&gt;5-6 łyżek przesianej mąki pszennej&lt;br /&gt;sól,  pieprz (do smaku)&lt;br /&gt;½ łyżeczki colombo lub dowolnej mieszanki curry&lt;br /&gt;olej do smażenia (np. słonecznikowy lub z pestek winogron)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szpinak umyć, osuszyć, pokroić w paski. Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić szpinak i czosnek - króciutko przesmażyć. Doprawić colombo, solą i pieprzem – mieszając, smażyć jeszcze ok. 1 min.&lt;br /&gt;Zdjąć z ognia i pozostawić do ostygnięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie w misie rozkłócić jajka. Mieszając, dodawać kolejno ricottę, mąkę i colombo. Na koniec, do gładkiej masy wmieszać ostygnięty szpinak i doprawić do smaku solą i pieprzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czystej patelni rozgrzać olej. Nakładać łyżką  kopczyki masy, lekko rozpłaszczyć i smażyć z obu stron na złoty kolor. Gotowe odkładać z patelni na papierowy ręcznik (wchłonie nadmiar tłuszczu z racuchów).&lt;br /&gt;Podawać na ciepło z sałatką pomidorową.&lt;br /&gt;Na zimno również są smaczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pomidory z dressingiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3-4 pomidory&lt;br /&gt;garść listków świeżej bazylii&lt;br /&gt;ok. 3 łyżki oliwy extra vergine&lt;br /&gt;ok. 1 łyżeczki octu balsamicznego&lt;br /&gt;sól, pieprz (do smaku)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomidory umyć, osuszyć, pokroić na duże kawałki. Wrzucić do miseczki. Dodać oliwę, ocet balsamiczny i porwane listki bazylii. Wymieszać. Doprawić do smaku solą i pieprzem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-6086611090959461324?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/6086611090959461324/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=6086611090959461324&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6086611090959461324'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6086611090959461324'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/09/jesien-w-lawendowym-domu-i-wciaz.html' title='Jesień w Lawendowym Domu i wciąż zielone śniadanie'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-4wwh1JKbeOs/Tl_IpKCZ5zI/AAAAAAAADSA/2tO34j0EzYY/s72-c/racuchy%2Bz%2Bricotty%2Bzeszpinakiem_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-2212496176377374834</id><published>2011-08-30T19:47:00.014+02:00</published><updated>2011-09-28T16:30:43.517+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cukinia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ryby'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pomidory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Łosoś'/><title type='text'>Łosoś z kutra i kilka słów o oliwnej przesyłce</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-XmGyfzMQSsE/Tl0jn7sx1oI/AAAAAAAADR0/66UT7Ngy0BI/s1600/nad%2BWisla.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-XmGyfzMQSsE/Tl0jn7sx1oI/AAAAAAAADR0/66UT7Ngy0BI/nad%2BWisla.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646708676739847810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wspominałam w ostatnim wpisie, że w ramach weekendowego odpoczynku udam się na dłuuugi spacer, by przegonić różne takie pracowe stresy. I pewnie  właśnie tak by się skończyło, gdyby nie fakt, że pogoda cudownie dopisała i  spontanicznie wyjechaliśmy za miasto. Wcale nie daleko. Nad Wisłę, blisko ujścia rzeki do morza. W sympatycznych okolicznościach przyrody rodzinnie rozłożyliśmy się z grillem, a gromadka dzieci  chlapała się w dmuchanym baseniku (notabene, woda w Wiśle ma tak paskudny, bury kolor, że strach stopę weń włożyć; dzieci dostąpiły zatem zaszczytu pluskania się w wodzie mineralnej :D).&lt;br /&gt;Skutkiem poniekąd ubocznym naszego nadwiślańskiego wypadu stal się zakup świeżutkiej ryby. Świeższej już się nie da, bo prosto z łodzi, którą rybacy właśnie co wracali z połowu. Ledwo dobili do brzegu, a męska część naszego grona już wybierała co piękniejszą sztukę łososia bałtyckiego. 4-kilogramowy okaz przyjechał z nami do domu. Mnóstwo pysznego rybiego mięsa! Ale uczta!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/--CTFO1Vb5wQ/Tl0ji4wMk_I/AAAAAAAADRs/_fm4RLE0iPk/s1600/monini.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 266px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/--CTFO1Vb5wQ/Tl0ji4wMk_I/AAAAAAAADRs/_fm4RLE0iPk/s400/monini.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646708590049530866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zbaczając na chwilę z tematu rybnego...&lt;br /&gt;Jakiś czas temu otrzymałam bardzo sympatyczną przesyłkę od &lt;a style="font-weight: bold;" href="http://www.monini.pl/"&gt;Monini&lt;/a&gt;. Spodziewałam się w niej oliwy z oliwek – sztandarowego (jak sądziłam) produktu firmy. Tymczasem spotkała mnie niespodzianka, bo oprócz znanych mi już oliw extra vergine (klasycznej i smakowej), z kartonu wyjęłam ocet balsamiczny, olej ryżowy i... coś jeszcze...&lt;br /&gt;Z wszystkich produktów chętnie korzystam w kuchni i nie boję się ich polecić. &lt;a href="http://www.monini.pl/produkty/oliwy-i-oleje/olej-ryzowy/"&gt;Olej ryżowy&lt;/a&gt; używałam po raz pierwszy i od razu go polubiłam za jego subtelny  smak. Dodatkowy atut: nadaje się zarówno do spożycia na zimno, jak i do smażenia czy pieczenia. Zwłaszcza to ostatnie wykorzystuję nader chętnie.&lt;br /&gt;W kwestii wspomnianego wyżej „czegoś”, powiem tylko tyle, że moje dłonie pokochały go od pierwszego razu. :) Mówię o największej niespodziance, jaką sprawiła mi Monini – krem z wyciągiem oliwy z oliwek. Jest wspaniały!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-3ne4GpqSZYo/Tl0jb-lKQCI/AAAAAAAADRk/zVpY-JzHoXE/s1600/losos%2Bpieczony%2Bz%2Bpomidorami_1"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-3ne4GpqSZYo/Tl0jb-lKQCI/AAAAAAAADRk/zVpY-JzHoXE/losos%2Bpieczony%2Bz%2Bpomidorami_1" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646708471354769442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wracając z powrotem do łososia. Kawałek po prostu upiekłam. Porcje ryby skropione olejem ryżowym, doprawione tymiankiem - zawinęłam wraz z pomidorami i cukinią w papier do pieczenia. Pomidory puściły podczas pieczenia sporo soku, dzięki czemu ryba wyszła bardzo aromatyczna i  soczysta. Pyszny obiad mieliśmy! Co by nie powiedzieć - świeża ryba „od rybaka”  smakuje o niebo lepiej, niż ta sklepowa o niewiadomym czasie „leżakowania” w lodówce...&lt;br /&gt;Pozostała część łososia została potraktowana grubą warstwą morskiej soli. Za 2-3 dni opłuczę ją,  a skruszone mięso pokroję w cieniutkie plasterki i zaleję olejem (zapewne właśnie ryżowym, nadaje się do tego idealnie). To przysmak mojego męża. Ja osobiście jednak wolę rybę nieco mniej surową. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-TyW7kgSg810/Tl0jVbez4mI/AAAAAAAADRc/k5fUY3oTKFs/s1600/losos%2Bpieczony%2Bz%2Bpomidorami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-TyW7kgSg810/Tl0jVbez4mI/AAAAAAAADRc/k5fUY3oTKFs/losos%2Bpieczony%2Bz%2Bpomidorami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646708358853681762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Łosoś w papilotach z pomidorami i cukinią&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(2 porcje)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 porcje łososia (mogą być dzwonki lub tuszki)&lt;br /&gt;1 średnia cukinia lub 2 małe&lt;br /&gt;1-2 pomidory żółte (u mnie odmiana lima)&lt;br /&gt;1-2 pomidory czerwone (u mnie odmiana lima)&lt;br /&gt;kilka gałązek świeżego tymianku&lt;br /&gt;ok. 2 łyżeczki delikatnego w smaku oleju roślinnego do pieczenia (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;użyłam olej ryżowy Monini&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;sól gruboziarnista (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;u mnie Maldon&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;pieprz&lt;br /&gt;opcjonalnie 1- 2 łyżeczki oliwy z oliwek (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;użyłam oliwę extra vergine „garlic &amp;amp;chili” Monini&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;1 cytryna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik nagrzać do temp. 180st.C (grzałki góra - dół). Przygotować 2 duże arkusze papieru do pieczenia.&lt;br /&gt;Łososia umyć, osuszyć i delikatnie posolić. Warzywa umyć i osuszyć. Pomidory pokroić w ćwiartki (wyciąć stwardniałe fragmenty gniazda nasiennego). Cukinię pokroić w plasterki.&lt;br /&gt;Na środek każdego arkusza układać warstwami: plasterki cukinii – porcję łososia – plasterki cukinii – ćwiartki kolorowych pomidorów. Z wierzchu ponownie delikatnie posolić, popieprzyć, ułożyć gałązki tymianku i skropić olejem roślinnym, nadającym się do pieczenia. Boki papieru poskładać do środka, w taki sposób, by powstały zamknięte paczuszki (papiloty).&lt;br /&gt;Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec ok. 20 min. Po tym czasie można papiloty otworzyć i przez kolejnych ok. 5 min. podpiekać (na ten czas włączyłam funkcję górnego opiekacza).&lt;br /&gt;Wyjąć z piekarnika. Bezpośrednio przed podaniem skropić oliwą extra virgine i sokiem z cytryny.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-2212496176377374834?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/2212496176377374834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=2212496176377374834&amp;isPopup=true' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2212496176377374834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2212496176377374834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/08/osos-z-kutra-i-kilka-sow-o-oliwnej.html' title='Łosoś z kutra i kilka słów o oliwnej przesyłce'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-XmGyfzMQSsE/Tl0jn7sx1oI/AAAAAAAADR0/66UT7Ngy0BI/s72-c/nad%2BWisla.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-741760387495413100</id><published>2011-08-26T20:06:00.010+02:00</published><updated>2011-09-28T16:31:25.886+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe słodkości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maliny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasteczka'/><title type='text'>Jak dobrze, że już piątek wieczorem...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-HuPQMdn5IF0/Tlfg8KBU_QI/AAAAAAAADRM/SNqhrLNQzEM/s1600/babeczki%2Bjogurtowe%2Bz%2Bmalin%2Bi%2Bczeko_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-HuPQMdn5IF0/Tlfg8KBU_QI/AAAAAAAADRM/SNqhrLNQzEM/babeczki%2Bjogurtowe%2Bz%2Bmalin%2Bi%2Bczeko_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645227982018903298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie tak znów często mówię głośno, że cieszę się  z nadejścia weekendu. Zwykle gęba mi się śmieje równie szeroko w poranne poniedziałki, co i w pozostałe dni tygodnia. Tak samo dobrze mi w pracy, jak i w domu z rodziną. Ale mijający właśnie tydzień pracy był dla mnie szczególnie stresujący i z ulgą zamknęłam za drzwiami pracowni wszystkie ważne i niecierpiące zwłoki sprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-2tD9EJPDOqI/Tlfg0k3tpJI/AAAAAAAADRE/Wns5QjajNa8/s1600/babeczki%2Bjogurtowe%2Bz%2Bmalin%2Bi%2Bczeko_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-2tD9EJPDOqI/Tlfg0k3tpJI/AAAAAAAADRE/Wns5QjajNa8/babeczki%2Bjogurtowe%2Bz%2Bmalin%2Bi%2Bczeko_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645227851787379858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Myśl o dwóch dniach odpoczynku trzyma mnie na nogach. Mam zamiar robić tylko to co sprawia mi przyjemność. Pójdę na długi spacer, zabiorę aparat i nie poświęcę ani jednej chwili sprawom, które wprawiają mnie w zły nastrój.&lt;br /&gt;Baterie zaczynam ładować już dzisiaj. W poniedziałek znów będę jak nowo narodzona.&lt;br /&gt;Wszystkim tu zaglądającym życzę miłego odpoczynku, dużo słońca i ani jednej kropli deszczu! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-WEMScqMdEpA/Tlfgv6MYflI/AAAAAAAADQ8/LgtVzOkKq9w/s1600/babeczki%2Bjogurtowe%2Bz%2Bmalin%2Bi%2Bczeko_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-WEMScqMdEpA/Tlfgv6MYflI/AAAAAAAADQ8/LgtVzOkKq9w/babeczki%2Bjogurtowe%2Bz%2Bmalin%2Bi%2Bczeko_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645227771611872850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Babeczki jogurtowe z malinami i białą czekoladą&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;12 babeczek z formy mufinkowej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 jaja&lt;br /&gt;150g cukru&lt;br /&gt;1 łyżeczka ekstraktu z wanilii&lt;br /&gt;150g jogurtu greckiego&lt;br /&gt;200 ml oleju roślinnego&lt;br /&gt;200g mąki&lt;br /&gt;1 łyżeczka proszku do pieczenia&lt;br /&gt;½ łyżeczka sody oczyszczonej&lt;br /&gt;100g białej czekolady&lt;br /&gt;ok. ½ pojemniczka malin (po 3-4 szt. na 1 babeczkę)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik (grzałki góra – dół) rozgrzać do temp. 180 st.C. Foremkę muffinkową  wyłożyć papierowymi papilotkami.&lt;br /&gt;Mąkę przesiać do oddzielnej miski wraz z proszkiem do pieczenia i sodą oczyszczoną.&lt;br /&gt;Czekoladę połamać lub posiekać nożem na niewielką kostkę.&lt;br /&gt;Oddzielić żółtka jaj od białek. Białka ubić na sztywną pianę.&lt;br /&gt;Żółtka utrzeć z cukrem. Dodawać kolejno olej roślinny, jogurt, oraz ekstrakt waniliowy.&lt;br /&gt;Nie przerywając ucierania – dodawać po trochę mąki i czekoladę.&lt;br /&gt;Na koniec włożyć całą pianę i bardzo delikatnie wymieszać masę.&lt;br /&gt;Wlewać ciasto  do ok. 2/3 wysokości foremek.  Do każdej babeczki powtykać po 3-4 maliny.&lt;br /&gt;Piec ok. 25 - 30 min.  Patyczek włożony w środek babeczki powinien być suchy.&lt;br /&gt;Pozostawić przez kilka minut (do odparowania) w foremce, a potem wyjąć babeczki i w samych papilotkach  dostudzać na kratce.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-741760387495413100?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/741760387495413100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=741760387495413100&amp;isPopup=true' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/741760387495413100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/741760387495413100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/08/nie-tak-znow-czesto-mowie-gosno-ze.html' title='Jak dobrze, że już piątek wieczorem...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-HuPQMdn5IF0/Tlfg8KBU_QI/AAAAAAAADRM/SNqhrLNQzEM/s72-c/babeczki%2Bjogurtowe%2Bz%2Bmalin%2Bi%2Bczeko_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-2672253380891906040</id><published>2011-08-21T19:56:00.011+02:00</published><updated>2011-09-28T16:32:15.210+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Morele'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Migdały'/><title type='text'>Morele i migdały</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-QAiK3JA3bZ8/TlFHW0ATj5I/AAAAAAAADQ0/RpaKBVir8t4/s1600/ciasto%2Bmigdalowe%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Btymiankiem_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-QAiK3JA3bZ8/TlFHW0ATj5I/AAAAAAAADQ0/RpaKBVir8t4/ciasto%2Bmigdalowe%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Btymiankiem_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643370265314561938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Morele tego lata mają u nas duże wzięcie. Które notabene wcale nie przekłada się na morelowe wypieki. Znikają w sporych ilościach świeże i to zanim zdążę pomyśleć o innym przeznaczeniu dla nich. Maja wprost nie daje mi szansy na kulinarne poczynania i  owoce zjada aż miło! Podczas toskańskich wojaży domagała się ich równie często co ukochanych lodów. :) A i powrocie do domu – fascynacja szczęśliwie nie maleje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-WtwKN_K1PUU/TlFHTpHG4uI/AAAAAAAADQs/n-EKz9IwBM0/s1600/ciasto%2Bmigdalowe%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Btymiankiem_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-WtwKN_K1PUU/TlFHTpHG4uI/AAAAAAAADQs/n-EKz9IwBM0/ciasto%2Bmigdalowe%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Btymiankiem_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643370210850693858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tym razem jednak mając na uwadze, że to ostatnie morelowe chwile na straganach – zdecydowana byłam na szybką utylizację i to najlepiej w ukryciu. Oczywiście plan nie mógł się powieść, bowiem Pszczółka równie mocno lubi kręcić się po kuchni, co jej mama. :) Na szczęście zakupy były z przewidzianym zapasem, więc starczyło i do brzuszka, i do foremki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-0VGs2v3BXXQ/TlFHQPw5HmI/AAAAAAAADQk/6HxC87qX5L4/s1600/ciasto%2Bmigdalowe%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Btymiankiem_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-0VGs2v3BXXQ/TlFHQPw5HmI/AAAAAAAADQk/6HxC87qX5L4/ciasto%2Bmigdalowe%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Btymiankiem_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643370152507022946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A ciasto przygotowałam z rodzaju tych, co w środku więcej mielonych migdałów mają, niż mąki. Jest dość tłuste, ale jednocześnie raczej kruche. Lepiej jeść je na talerzyku, bo złapane w rękę może się rozpaść.&lt;br /&gt;Upiekłam w podłużnej, wysokiej foremce, ale post factum uważam, że lepszym pomysłem jest użycie foremki na przykład kwadratowej i niższej. Niski wypiek łatwiej będzie kroić i mniej będzie okruchowych strat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-tGL7HkQDNlY/TlFHMJaX09I/AAAAAAAADQc/ZT9FoSq7Mtg/s1600/ciasto%2Bmigdalowe%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Btymiankiem_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-tGL7HkQDNlY/TlFHMJaX09I/AAAAAAAADQc/ZT9FoSq7Mtg/ciasto%2Bmigdalowe%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Btymiankiem_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643370082082477010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ciasto migdałowe z morelami i tymiankiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(na foremkę prostokątną 30x11cm  lub kwadratową 20x20cm)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;150g masła w temperaturze pokojowej&lt;br /&gt;150g cukru&lt;br /&gt;2 bardzo duże jaja (lub 3 mniejsze) w temperaturze pokojowej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;170g mąki&lt;br /&gt;200g mielonych (obranych) migdałów&lt;br /&gt;1 łyżeczka proszku do pieczenia&lt;br /&gt;ok. 1 łyżeczki świeżych listków tymianku&lt;br /&gt;garść płatków migdałowych (do posypania wierzchu ciasta)&lt;br /&gt;ok. 500g moreli&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotować foremkę, wysmarować masłem i oprószyć odrobiną mąki, lub wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do temperatury 180 st.C.&lt;br /&gt;Morele umyć, osuszyć, przekrajać na pół i wypestkować.&lt;br /&gt;Mąkę przesiać wraz z proszkiem do pieczenia do osobnego naczynia.&lt;br /&gt;Masło utrzeć z cukrem na gładką, puszystą masę. Cały czas ucierając, dodawać po jednym jajku, a następnie stopniowo dodawać przesianą mąkę. Na koniec wmieszać mielone migdały i listki tymianku.&lt;br /&gt;Wlać masę do foremki. Połówki moreli wtykać dość gęsto w ciasto. Z wierzchu posypać płatkami migdałów.&lt;br /&gt;W przypadku użycia foremki wąskiej i wysokiej – piec ok. 60 min. Jeśli używamy foremki 20x20 czas pieczenia powinien być krótszy (ok. 40 min.).&lt;br /&gt;W obu przypadkach należy przed wyjęciem z pieca włożyć w środek ciasta patyczek i sprawdzić czy jest suchy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-2672253380891906040?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/2672253380891906040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=2672253380891906040&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2672253380891906040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2672253380891906040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/08/morele-i-migday.html' title='Morele i migdały'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-QAiK3JA3bZ8/TlFHW0ATj5I/AAAAAAAADQ0/RpaKBVir8t4/s72-c/ciasto%2Bmigdalowe%2Bz%2Bmorelami%2Bi%2Btymiankiem_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-7377402413856342818</id><published>2011-08-17T21:08:00.009+02:00</published><updated>2011-09-28T16:34:22.639+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mascarpone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czerwona porzeczka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Desery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Borówka amerykańska'/><title type='text'>Letni deser kremowy z owocami</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-fsj0VQ1ZxIQ/TkwSOeWqDPI/AAAAAAAADQM/uaF-aVyBppE/s1600/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-fsj0VQ1ZxIQ/TkwSOeWqDPI/AAAAAAAADQM/uaF-aVyBppE/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641904473063951602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak trudno wraca się do zwykłej codzienności po urlopowym lenistwie – wie na pewno każdy.  Może gdybym urlopów i wyjazdów doświadczała kilka razy do roku – z większą łatwością przechodziłabym z jednego stanu ducha do drugiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-rGati736q2g/TkwSJYn2tiI/AAAAAAAADQE/Uj7fpU01aY4/s1600/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-rGati736q2g/TkwSJYn2tiI/AAAAAAAADQE/Uj7fpU01aY4/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641904385626125858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem nie ma lekko, do następnego wypoczynku daleko, daleko... i chciałam tego, czy nie – do zwykłego cyklu dnia na nowo trzeba się było przyzwyczajać. Początki trudne były nie tylko w pracy, w domu też łapałam się li tylko szybkich i niezbędnych prac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-LZqijxUMu-8/TkwSFt3NSzI/AAAAAAAADP8/COo0vRwb9zI/s1600/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-LZqijxUMu-8/TkwSFt3NSzI/AAAAAAAADP8/COo0vRwb9zI/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641904322608188210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Podobnie było w kuchni. Byle po najniższej linii oporu, byle bez większego wysiłku, wliczając w to, ku uciesze dzieci -  obiady „wyjściowe” na mieście (ale również u Babci, która jak wieść niesie robi najlepsze "schaboszczaki":)). Ale nawet, gdy taki leń pourlopowy człowieka trzyma w garści – to jakoś trzeba zrekompensować sobie różne takie niedogodności. I to najlepiej w postaci słodkości. No niestety! Gotować się nie chce, ale na słodkie nijak ochota odejść nie zamierza. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-D2BsPvCvgLA/TkwSBHgkHyI/AAAAAAAADP0/geJxv8vJbr0/s1600/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-D2BsPvCvgLA/TkwSBHgkHyI/AAAAAAAADP0/geJxv8vJbr0/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641904243593191202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przygotowując ten deser, zdecydowanie się nie napracowałam. Tak naprawdę wystarczy pomachać kilka razy łyżką i krem gotowy. Już kiedyś pokazywałam na niego &lt;a href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2010/08/w-strugach-deszczu.html#uds-search-results"&gt;przepis&lt;/a&gt; (a sam pomysł na krem bez dodatku jajek pochodzi &lt;a href="http://www.cincin.cc/index.php?showtopic=24498"&gt;stąd&lt;/a&gt;) . Tym razem to tylko mała powtórka z nową aranżacją smaków. Nic wielkiego, ale jaka przyjemność... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-R9-D3ETBwWU/TkwR6obAVaI/AAAAAAAADPs/LpchHEABTAE/s1600/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-R9-D3ETBwWU/TkwR6obAVaI/AAAAAAAADPs/LpchHEABTAE/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641904132169160098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kremowy deser z czerwoną porzeczką i borówką amerykańską&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(na  5 porcji – np. szklanki  pojemności 200ml)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;500g mascarpone&lt;br /&gt;ok. 2/3 puszki zagęszczonego mleka skondensowanego (u mnie mleko z Gostynia, 1 puszka = 533g)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;oraz dodatkowo:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;drobno otarta skórka z 1 cytryny&lt;br /&gt;sok z ½ cytryny&lt;br /&gt;1 łyżka limoncello&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kilka biszkopcików savoiardi&lt;br /&gt;ok. 200g borówki amerykańskiej&lt;br /&gt;ok. 200 g czerwonej porzeczki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mascarpone, mleko zagęszczone, limoncello, sok i skórkę z cytryny – włożyć do miski i mieszać ręcznie lub robotem na wolnych obrotach, aż do połączenia składników.&lt;br /&gt;Przygotować szklaneczki lub inne naczynka. Napełniać warstwami: pokruszone biszkopciki  savoiardi - krem – owoce – krem – owoce  (albo w dowolnej innej kombinacji).&lt;br /&gt;Owinąć naczynka folią spożywczą i schować do lodówki na min. 2-3 godziny do schłodzenia (a najlepiej na całą noc).&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-7377402413856342818?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/7377402413856342818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=7377402413856342818&amp;isPopup=true' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7377402413856342818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7377402413856342818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/08/letni-deser-kremowy-z-owocami.html' title='Letni deser kremowy z owocami'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-fsj0VQ1ZxIQ/TkwSOeWqDPI/AAAAAAAADQM/uaF-aVyBppE/s72-c/kremowy%2Bdeser%2Bz%2Bowocami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-4459609226062828942</id><published>2011-08-13T19:45:00.017+02:00</published><updated>2011-08-13T21:06:13.165+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Toskania - notki wakacyjne. cz.6 (i ostatnia)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-LboP5viHpPw/Tka41hQcquI/AAAAAAAADOc/zXdAswIO_04/s1600/Toskania_66.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-LboP5viHpPw/Tka41hQcquI/AAAAAAAADOc/zXdAswIO_04/Toskania_66.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640398812928060130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style=" font-style: italic;font-family:verdana;" &gt;na targu w Montepulciano&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzień 10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiatr dął przeraźliwie przez całą noc, a ja dzięki temu prawie nie zmrużyłam oka. Skoro świt jestem na nogach. Za oknem już cisza. Przecieram oczy ze zdumienia i zastanawiam się czy to co widzę, to omamy jakieś, czy rzeczywiście na trawie przed domem skacze... dudek. Najprawdziwszy. Długi dziób,  grzebień na główce. Naiwna, miotam się z aparatem, przepinam zwykły obiektyw na tele z nadzieją, że zdążę. Nie zdążyłam! I tyle go widziałam.&lt;br /&gt;Skoro już wybiegłam z aparatem, to nie wracam. Robię obchód, zaliczając wszystkie ścieżki, krzaki, a nawet chwasty. Tu pstryknę, tam pstryknę, a głównie gonię za motylami (one też jakieś ranne ptaszki). Tyle ich tutaj, co i jaszczurek – zatrzęsienie. Ganiam więc aż do śniadania. Nazwijmy to porannym joggingiem.:D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-PSjOY01pxqM/Tka4oPkKqWI/AAAAAAAADOU/VypRd8dH2io/s1600/Toskania_65.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-PSjOY01pxqM/Tka4oPkKqWI/AAAAAAAADOU/VypRd8dH2io/Toskania_65.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640398584840628578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style=" font-style: italic;font-family:verdana;" &gt;na targu w Montepulciano&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;   &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Dalszych wyjazdów dzisiaj nie będzie. Zostajemy na miejscu, by pobyczyć się na basenie.&lt;br /&gt;Korzystamy jedynie z faktu, że w Montepulciano odbywa się &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mercato&lt;/span&gt;. To dla mnie już  ostatnia okazja, by nacieszyć oko lokalnym kolorytem targowisk. Fajnie jest tak snuć się między straganami i podglądać co chętnie kupują mieszkańcy. Nieodmiennie zachwycają mnie wielkie udźce surowej, podsuszanej szynki  parmeńskiej. Nie jestem wielką fanką wędlin, ale te włoskie naprawdę są świetne.  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Prosciutto&lt;/span&gt; – wiadomo, wspaniała klasyka, ale i tutejsze salami (w wielu odmianach) są  po prostu przepyszne. Najbardziej smakuje nam chyba &lt;span style="font-style: italic;"&gt;finocchiona&lt;/span&gt; – odmiana salami, do której dodawany jest owoc kopru włoskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-CTo7xCiV_P0/Tka47SNZzlI/AAAAAAAADOk/cFmfQl7ag-o/s1600/Toskania_67.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-CTo7xCiV_P0/Tka47SNZzlI/AAAAAAAADOk/cFmfQl7ag-o/Toskania_67.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640398911967972946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style=" font-style: italic;font-family:verdana;" &gt;na targu w Montepulciano&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Sery to osobna bajka i dostaję zawrotu głowy od ilości wystawianych krążków. Trochę kosztuję różnych odmian &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pecorino&lt;/span&gt;. Różnice w smaku są wyczuwalne. Mnie najbardziej zachwycają ostre w smaku i mocno dojrzałe.&lt;br /&gt;Na straganach warzywnych królują melony i pomidory. Dużo też brzoskwiń i moreli. Niestety brakuje pomidorów suszonych  na słońcu. Domyślam się, że te zeszłoroczne „wyszły”, a na tegoroczne trzeba jeszcze poczekać. Na szczęście wcześniej dokonałam stosownych zapasów. Powinny wystarczyć na kilka najbliższych miesięcy. :)&lt;br /&gt;Na odchodne zahaczamy o stoisko z wszelakimi morskimi stworami. Oprócz świeżych, oferują również smażone na bieżąco na miejscu. Bierzemy po trochę różności: krewetek, krążki kalmarów i „pączusie” z kwiatów cukinii. Chrupiemy od razu, póki gorące, wędrując sobie uliczkami miasteczka.&lt;br /&gt;Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie mieszkam tutaj na stałe... Mogłabym się przyzwyczaić nawet do upałów... :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-8s0dky6mux8/Tka4hh8VseI/AAAAAAAADOM/2KPBADWvB-A/s1600/Toskania_64.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-8s0dky6mux8/Tka4hh8VseI/AAAAAAAADOM/2KPBADWvB-A/Toskania_64.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640398469514768866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzień 11&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od samego rana chłodniej. Nie żeby od razu zimno, ale w stosunku do ostatnich upałów,  25 st. wydaje się dawać rześką przyjemność. :D&lt;br /&gt;Na śniadanie skubiemy tutejsze wędliny. Zagryzamy domowymi konfiturami z pigwy i śliwek, którymi wraz ze słoiczkiem swojskiego miodu - obdarował nas  Paolo - właściciel „naszego” Il Casalone. Paolo, sprawił nam jeszcze inną przyjemność – w dniu naszego zameldowania – wywiesił polską flagę na wjeździe do gospodarstwa. :) Strasznie było nam miło, gdy to odkryliśmy. :) Powiewa przez cały czas naszego pobytu, w towarzystwie flagi włoskiej i francuskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-ulwrobLO1gs/Tka4_dT4AqI/AAAAAAAADOs/n0C8NwhmRQc/s1600/Toskania_68.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ulwrobLO1gs/Tka4_dT4AqI/AAAAAAAADOs/n0C8NwhmRQc/Toskania_68.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640398983667384994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;kościół Tempio di San Baggio&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Plany na dzisiejszy dzień są jakby to powiedzieć... „bezplanowe”. Co nam dzień przyniesie – to weźmiemy.&lt;br /&gt;W związku z powyższym bezplanowo wyruszamy niemal po sąsiedzku do kościoła &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tempio di  San Baggio&lt;/span&gt;, który wypatrzyłam już na początku pobytu, ale chyba był zbyt blisko, bo ciągle nie było okazji by o niego zahaczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-FlKNwjEzInQ/Tka5E2OogzI/AAAAAAAADO0/ympoDEf-9zY/s1600/Toskania_69.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-FlKNwjEzInQ/Tka5E2OogzI/AAAAAAAADO0/ympoDEf-9zY/Toskania_69.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640399076255630130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;zabudowania przy kościele Tempio di San Baggio&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;San Baggio, leży poniżej murów Montepulciano, trochę jakby na przedmieściach miasteczka. Ze wszech stron otoczony zielenią. Prowadzi do niego dość długa, cyprysowa aleja. Fajny to widok, na końcu alei wyłania się kościelna wieża, która swą strzelistością i kształtem, trochę jak ten cyprys wygląda. :)&lt;br /&gt;Wnętrze kościoła przepiękne, mocno rozrzeźbione, dość mroczne przy tym. Cisza taka, że aż w uszach dzwoni...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-H_RXEuP-gVg/Tka5IhB2W2I/AAAAAAAADO8/5ZA1cDE-TA8/s1600/Toskania_70.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 340px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-H_RXEuP-gVg/Tka5IhB2W2I/AAAAAAAADO8/5ZA1cDE-TA8/Toskania_70.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640399139284343650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Chianciano Terme&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Znów bez większego planu wsiadamy w auto i jedziemy do pobliskiego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chianciano Terme&lt;/span&gt;, o którym wiemy tylko tyle, że słynie ze swoich źródeł termalnych. No i rzeczywiście, turystów tutaj wprost zatrzęsienie, a co krok -  wejście do jakiegoś hotelu, czy innego dobrodziejstwa typu spa. Nie bardzo nam się tu podoba. Trochę się kręcimy, ale nie zbyt długo i uciekamy z tego ścisku.&lt;br /&gt;Na parkingu  odkrywam drzewa piniowe, a pod nimi całe mnóstwo brązowych, twardych łupinek. I to pełnych! Zupełnie nie mam pojęcia kiedy szyszki piniowej sosny dojrzewają, nie wiem więc czy te orzeszki tutaj są świeże, czy może leżą od dawna. Rozgniatamy więc kilka na próbę i wewnątrz śmieją się do nas piękne pinole. :)  Nazbieraliśmy pokaźny woreczek orzeszków. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-0Fdw2yF1TOE/Tka5NlBM__I/AAAAAAAADPE/9JnNcjkjEn8/s1600/Toskania_71.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-0Fdw2yF1TOE/Tka5NlBM__I/AAAAAAAADPE/9JnNcjkjEn8/Toskania_71.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640399226254721010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;tereny Val di Chiana&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style=" font-style: italic;font-family:verdana;" &gt; - na horyzoncie góra Amiata&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wracamy do Montepulciano i odbijamy w przypadkową drogę w kierunku góry &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Amiata&lt;/span&gt;, której wysoki szczyt każdego dnia widzę na horyzoncie z naszego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Il Casalone&lt;/span&gt;.  Wokół widoki  fantastyczne,  chyba piękniejsze, niż wszystko co do tej pory przyszło nam tutaj oglądać. Jak okiem sięgnąć z wszystkich stron falują wzgórza pokryte dywanem pól. Okolica wprost zjawiskowa. A Amiata rośnie i rośnie. Żałuję, że nie zajechaliśmy bliżej... Może przy kolejnej toskańskiej podróży...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-JRTBIDiEGYE/Tka5RjP18mI/AAAAAAAADPM/ODU_WvWalXs/s1600/Toskania_72.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-JRTBIDiEGYE/Tka5RjP18mI/AAAAAAAADPM/ODU_WvWalXs/Toskania_72.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640399294498730594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;po lewej: owoce morza smażone w głębokim tłuszczu; po prawej: małże w sosie pomidorowo - winnym&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na ostatnią kolację wybieramy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Il Povo&lt;/span&gt; w Montepulciano. Kuba wolałby znów zjeść  u „pana Ciastka” (to jego autorska nazwa &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fattorii Pulcino&lt;/span&gt;, w której tak pysznie karmią), ale ja mam ochotę na owoce morza, a w Pulcino ich nie serwują. Tutaj za to jest ich sporo, pod różną postacią. Decyduję się na muszle / małże w sosie pomidorowo – winnym. Rafał tym razem stawia jednak na mięso i wybiera stek z sosem balsamicznym ze świeżą rukolą. Co do dzieci, wolę przemilczeć, bo u nich repertuar jest nudy aż do bólu. Do kompletu dorzucamy jeszcze maleńkie gnocchi z sosem z gorgonzoli i białe wino pochodzące z okolic San Gimignano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-9ZsyW9tQqls/Tka5Vil2AzI/AAAAAAAADPU/sx6LR8bmYbc/s1600/Toskania_73.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 447px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-9ZsyW9tQqls/Tka5Vil2AzI/AAAAAAAADPU/sx6LR8bmYbc/Toskania_73.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640399363042050866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;stek z sosem balsamicznym na świeżej rukoli&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pomijając fakt, że obsługa pomyliła zamówienia , przez co czas oczekiwania znacznie się wydłużył – kolacja okazała się pyszna. Może tylko Rafał odrobinę kręcił nosem , bo nasze osobiste  pojęcie „średnio wysmażonego mięsa” najwyraźniej się trochę  różni od standardów europejskich. :D Ale poza tym – palce lizać. Zwłaszcza świeżutkie małże wprawiły mnie w błogostan. A ten sos do nich (dlaczego w menu widnieje jako &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mussels soup&lt;/span&gt;?) -  delicja, prawdziwa delicja...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-WP5DF13NtWw/Tka5bEJLwUI/AAAAAAAADPc/7aABqm2jxTI/s1600/Toskania_74.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-WP5DF13NtWw/Tka5bEJLwUI/AAAAAAAADPc/7aABqm2jxTI/Toskania_74.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640399457947992386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;gnocchi z sosem z gorgonzoli&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Niestety, jak zawsze, wszystko co piękne szybko się kończy. To nasz ostatni dzień toskańskich wakacji. Jutro  raniutko wyruszamy w powrotną podróż.&lt;br /&gt;Już tęsknię...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niniejszym zamykam cykl toskański... I już wkrótce zapraszam na pyszne małe co nieco, prosto z domowej kuchni. :) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-4459609226062828942?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/4459609226062828942/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=4459609226062828942&amp;isPopup=true' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4459609226062828942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4459609226062828942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/08/toskania-notki-wakacyjne-cz6-i-ostatnia.html' title='Toskania - notki wakacyjne. cz.6 (i ostatnia)'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-LboP5viHpPw/Tka41hQcquI/AAAAAAAADOc/zXdAswIO_04/s72-c/Toskania_66.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-2984048269185940324</id><published>2011-08-10T19:56:00.014+02:00</published><updated>2011-08-10T20:41:27.585+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Toskania - notki wakacyjne. cz.5</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-hSwgoE2fnEA/TkLHnkiDMqI/AAAAAAAADOE/8LlOCfXHNWQ/s1600/Toskania_63.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-hSwgoE2fnEA/TkLHnkiDMqI/AAAAAAAADOE/8LlOCfXHNWQ/Toskania_63.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639289166056600226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;mozaika wyeksponowana pod szkłem w chodniku - Chiusi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzień 9&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj śniadanie polsko - włoskie. Polska jajecznica na włoskim boczku i włoskich jajkach.&lt;br /&gt;Ciekawe czy jaszczurki lubią jajecznicę?  Chętnie bym im zostawiła trochę na progu drzwi. :)&lt;br /&gt;One, niby takie płochliwe, a gdy człowieka w pobliżu nie widać – biegają po cokole budynku i schodach zewnętrznych. Już kilka razy o mały włos nie wpadły nam przez otwarte drzwi do mieszkania. Dzieci są zachwycone ich obecnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-SqQMQLSuIok/TkLHhXYU9AI/AAAAAAAADN8/M7M2xaHswwo/s1600/Toskania_62.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-SqQMQLSuIok/TkLHhXYU9AI/AAAAAAAADN8/M7M2xaHswwo/Toskania_62.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639289059446944770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uliczki Chiusi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na popołudniową wycieczkę wybieramy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chiusi&lt;/span&gt;. Jak zwykle skupiamy się na starej części, zupełnie pomijając współczesne przedmieścia.&lt;br /&gt;Już dawno po sjeście, a miasteczko jakby wymarłe. Mieszkańców bardzo mało, zwiedzających jeszcze mniej. Także sklepów „dla turystów” jak na lekarstwo. Czyżby mało się ich tu zapuszczało, w te mocno południowe rejony Toskanii?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/--xSqxh_1_pI/TkLHXVehxEI/AAAAAAAADN0/tfvTpiGwBos/s1600/Toskania_61.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width:682px; height: 512px;" src="http://3.bp.blogspot.com/--xSqxh_1_pI/TkLHXVehxEI/AAAAAAAADN0/tfvTpiGwBos/Toskania_61.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639288887137387586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uliczki Chiusi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tu i ówdzie odnajdujemy etruskie ślady, jak choćby misterną, kamienną mozaikę- widoczną pod grubą taflą szkła, osadzoną pod poziomem obecnej ulicy. Piękna jest!&lt;br /&gt;W kwestii pradawnych dziejów, miasteczko szczyci się etruskim muzeum, ale tylko przemykamy obok niego, nie zachodząc do środka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Gs7Ma6Ff2Is/TkLHTIoYN3I/AAAAAAAADNs/H4me5Cfmv14/s1600/Toskania_60.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Gs7Ma6Ff2Is/TkLHTIoYN3I/AAAAAAAADNs/H4me5Cfmv14/Toskania_60.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639288814969567090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=" font-style: italic;font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;Chiusi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt; - po prawej krużganki Museo della Catedralle&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zaglądamy za to do kościołów, snujemy się wąskimi uliczkami, jak to zwykle w Toskanii –  ukwieconymi. W kilku miejscach na budynkach odkrywamy kamienne kajdany. Ojjj... chyba były postrachem minionych czasów i jego ludzi...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Museo della Catedralle&lt;/span&gt;, usytuowane na tyłach romańskiej katedry zachęca otwartą bramą. A za nią  krużganki, otaczające wewnętrzne, zielone patio. Bardzo proste, wręcz surowe, ale pełne uroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Sm2breDLXN8/TkLHO55DCsI/AAAAAAAADNk/KK47bsAHOKU/s1600/Toskania_59.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Sm2breDLXN8/TkLHO55DCsI/AAAAAAAADNk/KK47bsAHOKU/Toskania_59.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639288742293473986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czego nie może zabraknąć w drodze?  Ha! No jasne! Lodów! :) I znów trafiamy na fantastyczną lodziarnię. Czuję się absolutnie rozanielona. Jak ja wytrzymam w domu bez włoskich &lt;span style="font-style: italic;"&gt;gelato&lt;/span&gt;???&lt;br /&gt;Posileni słodkościami – pniemy się uliczkami pod górkę w kierunku punktu widokowego. Panorama jaka się z góry rozpościera..., no cóż, po prostu zapiera dech w piersiach. Słowa nie oddają tego, co oczy widzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-uUfe5GF2M7Q/TkLHIrzCmbI/AAAAAAAADNc/S2iF51AerEE/s1600/Toskania_58.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-uUfe5GF2M7Q/TkLHIrzCmbI/AAAAAAAADNc/S2iF51AerEE/Toskania_58.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639288635430967730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;panorama rozpościerająca się z punktu widokowego w Chiusi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W drodze powrotnej przypadkiem przejeżdżamy obok centrum handlowego. Takich dużych, skupionych pod jednym dachem sklepów – niezbyt tu wiele. Szybka decyzja: wjeżdżamy...! No to siup do środka! Zakupy, owszem, całkiem  się udały (mam już swoją kawiarkę!śliczną, niebieściutką :)).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-fmpn-RVb_Ys/TkLG9RgZ0II/AAAAAAAADNU/DyVDhQVvX2U/s1600/Toskania_57.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 372px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-fmpn-RVb_Ys/TkLG9RgZ0II/AAAAAAAADNU/DyVDhQVvX2U/Toskania_57.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639288439394914434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;przedmieścia Chiusi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wracamy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Montepulciano&lt;/span&gt; i głodni jak wilki zatrzymujemy się na kolację w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fattoria Pulcino&lt;/span&gt;, która położona jest  poniżej Starego Miasta. Już z daleka czuć zapach pieca opalanego drewnem. Tutaj można nie tylko przepysznie zjeść, ale też zaopatrzyć się w produkty lokalne: wina, oliwy, wędliny, sery i słodkości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-q8lUQ0tIbzw/TkLG2I8IWAI/AAAAAAAADNM/C7M2dNPhaZ0/s1600/Toskania_56.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 413px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-q8lUQ0tIbzw/TkLG2I8IWAI/AAAAAAAADNM/C7M2dNPhaZ0/Toskania_56.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639288316836206594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;panorama rozpościerająca się z punktu widokowego w Chiusi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zajmujemy stolik na zewnętrznym, ogromnym tarasie, który usytuowany jest tak, że w trakcie posiłku można podziwiać fantastyczny widok na pnące się na wzgórzu miasteczko.&lt;br /&gt;Karta menu nie jest wcale szalenie długa, ale brzmi naprawdę pysznie. Podglądając konsumujących sąsiadów – mniemam, że króluje tutaj słynna na całym świecie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bistecca alla fiorentina&lt;/span&gt;. My jednak krwiste mięso sobie dzisiaj odpuszczamy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-TZUM_dGBFpo/TkLGqWIgAvI/AAAAAAAADNE/Q6MkVJfTKRg/s1600/Toskania_55.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-TZUM_dGBFpo/TkLGqWIgAvI/AAAAAAAADNE/Q6MkVJfTKRg/Toskania_55.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639288114219320050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zamawiamy antipasti w postaci talerza wędlin i pecorino, a także  zupę (do wyboru tylko ribollita) i makaron pici z truflami i grzybami. Dzieci, jak zwykle wybierają pizzę. Wszystko jest przepyszne (a już pasta wymiata) i aż żal, że nasze żołądki więcej nie mieszczą, choć oczy by chciały.&lt;br /&gt;Aura niespodziewanie się zmienia. Do domu wracamy targani prawdziwie górskim, porywczym wietrzyskiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-2984048269185940324?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/2984048269185940324/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=2984048269185940324&amp;isPopup=true' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2984048269185940324'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2984048269185940324'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/08/toskania-notki-wakacyjne-cz5.html' title='Toskania - notki wakacyjne. cz.5'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-hSwgoE2fnEA/TkLHnkiDMqI/AAAAAAAADOE/8LlOCfXHNWQ/s72-c/Toskania_63.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5625357793941721100</id><published>2011-08-05T20:12:00.027+02:00</published><updated>2011-09-26T19:09:43.401+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Toskania - notki wakacyjne. cz.4</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-u7k9BjCs5sY/Tjw3jIsC1VI/AAAAAAAADM8/7EVy_NGjoqk/s1600/Toskania_54.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 340px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-u7k9BjCs5sY/Tjw3jIsC1VI/AAAAAAAADM8/7EVy_NGjoqk/Toskania_54.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637441910328186194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzień 6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od samego rana dzieciaki prowadzą kampanię wodną. Konsumujemy śniadanie na łonie, a potem niestety okupujemy okolice basenu aż do obiadu („niestety” bo ja oczywiście wolałabym wędrować po okolicach bliższych, lub dalszych). W międzyczasie gonię z aparatem za okolicznymi mieszkankami. :D Gospodarstwo bowiem obfituje w żywe gadziny. :D  Całe mnóstwo jaszczurek. Są niewielkie i bardzo płochliwe. Muszę się nieźle nagimnastykować, by złapać choć jedną w kadrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-QO0KTdE4TsU/Tjw0JgInWDI/AAAAAAAADMs/Ep9oBWMtSFs/s1600/Toskania_53.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 340px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-QO0KTdE4TsU/Tjw0JgInWDI/AAAAAAAADMs/Ep9oBWMtSFs/Toskania_53.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637438171410552882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;widok na Montepulciano&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Obiad postanawiam wyprodukować sama, korzystając z darów tutejszego ogródka. Robię zatem rekonesans. Na grządkach znajduję różne odmiany pomidorów, piękne bakłażany, karczochy, sałatę,  fasolę, cukinię, trochę ziół, w tym przeogromne krzaki rozmarynu.&lt;br /&gt;Zaopatruję się w pomidory, bakłażana i rozmaryn. Spaghetti gotowe w pół godziny, wliczając w to buszowanie po ogrodzie. Nie ma głupich! Urlop mam i nie zamierzam spędzić ani minuty więcej, niż nakazuje to poczucie obowiązku. Sos zrobiłam najprostszy z najprostszych, a warzywa w 100%  ekologiczne. Całość paluszki lizać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-FagPGOYkQws/Tjw0EmNv2eI/AAAAAAAADMk/pKIpmq-ngM4/s1600/Toskania_52.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 340px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-FagPGOYkQws/Tjw0EmNv2eI/AAAAAAAADMk/pKIpmq-ngM4/Toskania_52.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637438087143348706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family:verdana;" &gt;widok na Montepulciano, poniżej murów miasta - kościół S. Baggio&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na deser &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Montepulciano&lt;/span&gt;. Parkujemy w niedalekiej odległości kościoła S. Agnese i absolutnym spacerkiem wciąż i wciąż pod górkę – zagłębiamy się w miasteczko. Turystów mało, a miasteczko wydaje się być nieco senne przy dzisiejszej niedzieli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-R6Ygi6vStGs/Tjw0AbGZ7XI/AAAAAAAADMc/dwT-7iTKKCA/s1600/Toskania_51.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-R6Ygi6vStGs/Tjw0AbGZ7XI/AAAAAAAADMc/dwT-7iTKKCA/Toskania_51.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637438015440285042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uliczki Montepulciano&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Lodów, jak zwykle nie potrafimy sobie odmówić, ale... o dziwo – kompletnie nas nie zachwycają.&lt;br /&gt;Zważywszy na niewielki rozmiar miasteczka – rzuca mi się zadziwiająco duża ilość kościołów (naliczyłam 5). W większości puste, nie licząc pojedynczych turystów. Dzisiaj ubrałam się stosownie, więc zaglądam do każdego. Chciałabym powiedzieć, że chłonę przede wszystkim ich architekturę, tymczasem chłonę i owszem, ale głównie ich miły chłód, będący w mocnym kontraście do zewnętrznych temperatur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-GSFicKtrb80/Tjwz7YN7gpI/AAAAAAAADMU/hnzNB7s7Oqw/s1600/Toskania_50.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-GSFicKtrb80/Tjwz7YN7gpI/AAAAAAAADMU/hnzNB7s7Oqw/Toskania_50.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437928767193746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uliczki Montepulciano&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W pobliżu  Piazza Grande trafiamy na lokalny jarmark &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"antico"&lt;/span&gt;. Jak dla mnie nazwa mało adekwatna, bo staroci na nim tyle co kot napłakał.  Cała reszta nie odbiega zbytnio od tego, co dostępne w sklepikach dla turystów.&lt;br /&gt;Gorąco! W miarę możliwości trzymamy się stron ocienionych. Dobrze chociaż, że teraz już z górki.  W pobliżu jednej z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;enotec&lt;/span&gt;  dopada nas niemiłosierny smród. :D Nie trudno domyśleć się winowajcy. Sery! Wiedziona sadystycznym odruchem – wstępuję do wnętrza sklepu. Zapach jeszcze gorszy. To mnie zastanawia, bo jak dotąd nie trafiłam na takie „radości powonienia”, a przecież  lokalnie  sklepów z serami zatrzęsienie... Nie da się tutaj wytrzymać, czym prędzej więc biorę nogi za pas, starając się nie oddychać. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracamy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;S. Agnese&lt;/span&gt;, w którym odprawiana jest niedzielna msza. Mało mieszkańców. To mnie dziwi. Jako turyści, mocno się wyróżniamy, co mnie już nie dziwi wcale. Mam nieodparte wrażenie, że proboszcz (wikary?) jest zaskoczony widząc nieznane twarze.  Czyżby nieczęsto miewał gości, którzy nie tylko zwiedzają...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-uzqw7Xji9Ks/Tjwz2uOsDBI/AAAAAAAADMM/YLoB4RcApKw/s1600/Toskania_49.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-uzqw7Xji9Ks/Tjwz2uOsDBI/AAAAAAAADMM/YLoB4RcApKw/Toskania_49.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437848776608786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uliczki Montepulciano&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzień 7&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powietrze od rana tak gęste i gorące, że siekierę można powiesić. Skutki wczorajszego basenu czerwonym i bolesnym rakiem wylazły na moje plecy i ramiona. No i masz babo placek!&lt;br /&gt;Po śniadaniu znów wybieramy się do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Montepulciano&lt;/span&gt;, tym razem jednak tylko celem dokonania zakupów spożywczych. Po czym, najszybciej jak się da uciekamy z powrotem do domu. Obolała zaszywam się wewnątrz domu i ani nosa nie wyściubiam. Nawet basen odkładamy na później.&lt;br /&gt;Obiad znów domowy, choć  z lokalnych produktów. Grillowane kiełbaski (podobne do naszej rodzimej białej, surowej) mocno traktuję rozmarynem i całymi ząbkami czosnku. Pieczone pomidory dopełniają smaku.  Takie proste, a takie dobre. Pieczywo maczamy w powstałym podczas pieczenia sosie pomidorowo -oliwnym. Mmmm... Ale pachnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-UpxtHP1a95U/TjwzyAlLWbI/AAAAAAAADME/e-WjwC-YeHA/s1600/Toskania_48.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-UpxtHP1a95U/TjwzyAlLWbI/AAAAAAAADME/e-WjwC-YeHA/Toskania_48.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437767803427250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji tematu kiełbasianego... Pierwszy raz w życiu spotykam się z mięsożernymi osami... Konkretnie jedną, która do upadłego atakuje talerz Mai. Trudno się jej pozbyć. Koniec końców, „wczepioną pazurami” w kawałek kiełbasy – wynoszę ją w odległe krzaki. Kiełbasiana osa! Koniec świata! :D&lt;br /&gt;Potem już tylko lenistwo, a to w wodzie, a to z książką w nosie, a to biegając za jaszczurkami lub motylami. Zwłaszcza te pierwsze powodują u dzieci mnóstwo radości.&lt;br /&gt;Przypominam sobie, że podczas porannych zakupów w Montepulciano – mignął mi drogowskaz prowadzący do &lt;span style="font-style: italic;"&gt; S.Baggio&lt;/span&gt;. Obraz przedstawiający ten kościół wisi w  tutejszym naszym mieszkaniu i pokazuje go w przepięknych okolicznościach przyrody. Muszę się tam wybrać przy najbliższej okazji.&lt;br /&gt;Dzień mija na „nicnierobieniu”, leczeniu poparzeń i podjadaniu co pyszniejszych kąsków.  Wieczór przynosi upragniony delikatny chłód, kieliszek wina, porchettę, oliwki i ser.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-5VjQhsBJDOQ/TjwztVMEi6I/AAAAAAAADL8/Vqh_PUbh4g8/s1600/Toskania_47.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-5VjQhsBJDOQ/TjwztVMEi6I/AAAAAAAADL8/Vqh_PUbh4g8/Toskania_47.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437687435922338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzień 8&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od samego rana pośpiech. W planach mamy dwa miejsca: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;S. Quirico d'Orcia&lt;/span&gt; i&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Pienza&lt;/span&gt;. Łamiemy zasadę popołudniowych wycieczek  i wyruszamy zaraz po śniadaniu, bowiem w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;S.Quirico&lt;/span&gt; wypada dzisiaj &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mercato&lt;/span&gt;. Jest targ – jest zabawa. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-yLAglpAtLNI/TjwznBXSxeI/AAAAAAAADL0/P_suxqIjjj0/s1600/Toskania_46.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-yLAglpAtLNI/TjwznBXSxeI/AAAAAAAADL0/P_suxqIjjj0/Toskania_46.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437579035067874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;tereny Crete Senesi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy krętymi drogami, raz z górki, raz pod górkę.  Widoki po obu stronach niesamowite! Pola, pola, pola! W dziesiątkach odcieni beży, falujących na wzgórzach. Hipnotyzują. Wprost nie sposób oderwać od nich oczy. Tu i ówdzie krajobraz co najmniej księżycowy. To ziemia wypalona przez silne słońce przywołuje takie skojarzenia.&lt;br /&gt;Przed nami pnie się w górę kamienna &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pienza&lt;/span&gt;. 10 km dalej zachwycamy się malowniczym położeniem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;S.Quirico d'Orcia&lt;/span&gt;. Jak one to robią – te miasteczka toskańskie – że wszystkie tak dostojnie się prezentują?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Xq9yD-yjCk0/TjwzbCiWRgI/AAAAAAAADLs/1NBoPyHr8xQ/s1600/Toskania_45.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Xq9yD-yjCk0/TjwzbCiWRgI/AAAAAAAADLs/1NBoPyHr8xQ/Toskania_45.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437373191439874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uliczki S. Quirico d'Orcia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie wiemy, gdzie odbywa się targ, ale tu wszystko jest mikre - naprawdę nie trudno  cokolwiek odnaleźć. Przecinamy główne &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Piazza&lt;/span&gt; z ratuszem i proszę... oto jest.&lt;br /&gt;Zakupy lądują w aucie, a my wracamy by jeszcze pospacerować po uroczych uliczkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-mDFIGI-E4WY/TjwzWMCfiAI/AAAAAAAADLk/acXmenf0pBY/s1600/Toskania_44.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-mDFIGI-E4WY/TjwzWMCfiAI/AAAAAAAADLk/acXmenf0pBY/Toskania_44.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437289842837506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;ekspozycje sklepowe w  S. Quirico d'Orcia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Miasteczko jest naprawdę niewielkie. Na upartego w kilka minut można by starą jego część przejść wzdłuż i wszerz. Nam oczywiście zajmuje sporo więcej, bo przecież koniecznie muszę się pozachwycać każdym detalem, każdą napotkaną donicą, każdą wystawą sklepową, wejść do wnętrza kościoła (przepiękny! romański, surowy w swej formie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-M9pX4vjvMGY/TjwzRrwIEWI/AAAAAAAADLc/etih28OOd_E/s1600/Toskania_43.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-M9pX4vjvMGY/TjwzRrwIEWI/AAAAAAAADLc/etih28OOd_E/Toskania_43.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437212456391010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uliczki S. Quirico d'Orcia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Mijamy zakład fryzjerski. Pewnie nie zwróciłabym na niego najmniejszej uwagi, gdyby nie fakt otwartych drzwi. A za nimi... O matko i córko! Czuję, że cofam się w czasie i przestrzeni, i to o dobrych 30 lat, jak nie więcej. To wnętrze, to jeden wielki zabytek. Mam nadzieję, że jest pod surową ochroną konserwatorską. :D&lt;br /&gt;Zaglądam do sklepu typu „Dom toskański”. A w środku... cudowności! Króluje piękne, stare drewno, wspaniała ceramika (daleka od „Cepelii” :D), wiklina i materiały. Tu też królują barwy ziemi. Oczy się śmieją do każdej rzeczy na półkach. Niestety... drogo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-8pVxifMghVg/TjwzMoB1xgI/AAAAAAAADLU/vMd3YRN7zys/s1600/Toskania_42.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-8pVxifMghVg/TjwzMoB1xgI/AAAAAAAADLU/vMd3YRN7zys/Toskania_42.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437125557601794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;zakład fryzjerski i pomnik kierowcy rajdu Mille Miglia  w S. Quirico d'Orcia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Przemykamy między uliczkami. Gdzieś na obrzeżach miasteczka senną ciszę przerywa gromki okrzyk Rafała: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„ Mille miglia! O qrcze! Mille miglia!”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Co jest??? Udaru dostał, czy co?&lt;br /&gt;Przed nami pomnik faceta w mycce na głowie. Dalej nie wiem o co biega, ale mycka i gogle na czole faceta jakieś mi nie obce... z wyglądu... Gdy masz za męża fanatyka motoryzacji, znawcę i wielbiciela każdej jednej zabytkowej sztuki – wiesz już, że coś jest na rzeczy...&lt;br /&gt;Oto, w tej maleńkiej toskańskiej mieścinie Rafał odkrywa ślady słynnego rajdu „tysiąca mil” (mille miglia). Napisy na murze, pomnik zwycięzcy rajdu z 1930r. - Tazio Nuvolari... Ha! Taki mały akcent, a tyle radości... :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-P5uU38_s4tw/TjwzI1V8KPI/AAAAAAAADLM/YZgOW7-5Vcg/s1600/Toskania_41.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-P5uU38_s4tw/TjwzI1V8KPI/AAAAAAAADLM/YZgOW7-5Vcg/Toskania_41.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637437060412090610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;S. Quirico d'Orcia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt; - akcenty rajdu Mille Miglia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Opuszczamy S.Quirico d'Orcia i podążamy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pienzy&lt;/span&gt; – słynnej ze swojego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pecorino&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Już w drodze mijamy wiele gospodarstw oferujących te przepyszne sery.&lt;br /&gt;W samej Pienzie sklepików  z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;prodotti di tipico&lt;/span&gt; również nie brakuje. Każdy zachęca do wejścia  swoją przepiękną ekspozycją, zarówno przed sklepem, jak i wewnątrz. W sery zaopatrzyłam się na targu, więc daruję sobie nowe zakupy, ale nie potrafię odmówić sobie kolejnej butelki oliwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-dn4ycdR5p_g/TjwzEn_etHI/AAAAAAAADLE/LJvKPwnNn6g/s1600/Toskania_40.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-dn4ycdR5p_g/TjwzEn_etHI/AAAAAAAADLE/LJvKPwnNn6g/Toskania_40.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637436988108747890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style=" font-style: italic;font-family:verdana;" &gt;okolice Pienzy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A propos serów... W tutejszych sklepach nie śmierdzi. :D Jakoś wciąż nie potrafię zapomnieć tego strasznego  zapachu z Montepulciano. :D Chodzi za mną i straszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-7WVBkHnu2rA/TjwzAjR4w3I/AAAAAAAADK8/7hZbd8xwIr0/s1600/Toskania_39.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-7WVBkHnu2rA/TjwzAjR4w3I/AAAAAAAADK8/7hZbd8xwIr0/Toskania_39.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637436918124299122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Crete Senesi - okolice Pienzy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Spacer po Pienzie, owszem jest miodem dla oczu, ale jednocześnie goryczą dla ciała. Odkryty w jednej z restauracji zewnętrzny termometr – pokazuje 36 st.C w cieniu! O mamma mia! Ileż zatem jest w słońcu? Boję się myśleć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-HFLbCe0tDj8/Tjwy8CYbCsI/AAAAAAAADK0/CBt5LLMaAJI/s1600/Toskania_38.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-HFLbCe0tDj8/Tjwy8CYbCsI/AAAAAAAADK0/CBt5LLMaAJI/Toskania_38.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637436840573864642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Pienza&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Przy zewnętrznych murach miasta podziwiamy panoramę rozpościerającą się daleko przed nami. Widoki wspaniałe. Mogłabym tak cały dzień tutaj spędzić i po prostu patrzeć. Dzieci niekoniecznie.  Te, by tradycji stało się zadość domagają się jak zwykle lodów. No i dobrze, nie żałujemy sobie w ogóle. Jeśli o mnie chodzi mogłabym startować w zawodach. Nie mam wątpliwości, w możliwościach konsumpcyjnych pierwsze miejsce murowane. :D&lt;br /&gt;Lodziarnię znajdujemy na obrzeżach miasteczka (przy Viale Enzo Mangiavacchi 3). Zewnętrznie jest nieciekawa i raczej przypadkiem zwracamy na nią uwagę. Jednak „nie sądź po wierzchu” ma tutaj ogromne zastosowanie. Lody są doskonałe, a porcje oooolbrzymie! Wybór smaków zachwycający. Od nas wszystkich otrzymują piątkę z plusem, a nawet szóstkę. Po stokroć polecam każdemu, kto tu zawita...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Jdm-j68kcho/Tjwy4Q5I4fI/AAAAAAAADKs/DFgA-zMp6c4/s1600/Toskania_37.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Jdm-j68kcho/Tjwy4Q5I4fI/AAAAAAAADKs/DFgA-zMp6c4/Toskania_37.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637436775749706226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Pienza&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5625357793941721100?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5625357793941721100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5625357793941721100&amp;isPopup=true' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5625357793941721100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5625357793941721100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/08/toskania-notki-wakacyjne-cz4.html' title='Toskania - notki wakacyjne. cz.4'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-u7k9BjCs5sY/Tjw3jIsC1VI/AAAAAAAADM8/7EVy_NGjoqk/s72-c/Toskania_54.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-1884607949658148801</id><published>2011-07-29T21:04:00.020+02:00</published><updated>2011-07-29T22:30:37.447+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Toskania - notki wakacyjne. cz.3</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ouKKoq-x0V4/TjMNllRL9ZI/AAAAAAAADKk/41_6RpV1L48/s1600/Toskania_23.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ouKKoq-x0V4/TjMNllRL9ZI/AAAAAAAADKk/41_6RpV1L48/Toskania_23.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634862498081142162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;targ w Colle di val D'Elsa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;Dzień 4&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po śniadaniu wyruszamy na targ. Akurat w piątki najbliższy wypada w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Colle di val D'Elsa&lt;/span&gt;. Jestem pełna nadziei na smaczne zakupy ogólnospożywcze. Poza tym przecież ja wprost uwielbiam targi! Zwłaszcza jeśli dużo na nich zielska wszelakiego. :)&lt;br /&gt;Kramy tutejszego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mercato&lt;/span&gt; rozkładają się wprost na ulicach i placach. To dzisiejsze zajęło główne &lt;span style="font-style: italic;"&gt;piazza&lt;/span&gt; i przyległości. Nie trudno więc trafić. Gorzej z miejscem do parkowania. Teraz rozumiem, dlaczego Toskańczycy jeżdżą w przeważającej większości maleńkimi autami. My nie w każdą wolną lukę jesteśmy w stanie się zmieścić... A było się odchudzić przed wyjazdem! :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-8eHByHlQPVI/TjMNcyRMrAI/AAAAAAAADKc/c7vIHeIrzIA/s1600/Toskania_24.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-8eHByHlQPVI/TjMNcyRMrAI/AAAAAAAADKc/c7vIHeIrzIA/Toskania_24.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634862346952027138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Eee tam... Jestem rozczarowana... 90% opanowane zostało przez ciuchy, torebki, buty, etc... Część spożywcza jest naprawdę minimalna: zaledwie kilka stoisk. Wystarczyłoby palców u jednej ręki, żeby policzyć. Z tęsknotą wspominam tamte sprzed pięciu laty... I te z Rzymu, sprzed kilku miesięcy... Ech...&lt;br /&gt;Nic to! Kupujemy trochę owoców, świeżutkie kwiaty cukinii, czarne oliwki (sprzedawca chętnie częstuje; rany jakie one pyszne! w żadnej tam dziwacznej zalewie, jak w naszych rodzimych sklepach), sery: mocno dojrzałe &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pecorino&lt;/span&gt; (kosztuję też &lt;span style="font-style: italic;"&gt;fresco&lt;/span&gt;, ale  zupełnie mi nie smakuje, za bardzo czuć mlekiem), oraz wędzoną &lt;span style="font-style: italic;"&gt;scamorzę&lt;/span&gt;, zanurzoną w oliwie, oraz pyszność nad pysznościami: kilka plastrów &lt;span style="font-style: italic;"&gt;porchetty&lt;/span&gt; (czyli pieczonego w całości  prosięcia, które trochę straszyło nas swoją głową).&lt;br /&gt;Zakupy uznaję za średnio udane. Trzeba będzie wyczaić miejsce kolejnego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mercato&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-fUVbQo7Xmdg/TjMNXh6UxgI/AAAAAAAADKU/YXGW5V3qIuQ/s1600/Toskania_25.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-fUVbQo7Xmdg/TjMNXh6UxgI/AAAAAAAADKU/YXGW5V3qIuQ/Toskania_25.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634862256661775874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie mam zielonego pojęcia jak tutejsze kobiety dowożą do domów - kwiaty cukinii w stanie nienaruszonym? Moje po godzinie od zakupu, wyglądają dość smętnie. Zupełnie nie przypominają tych ślicznotek ze straganu. A może Włoszki wcale nie mają takich dylematów?&lt;br /&gt;Decyduję się na przyrządzenie najprostszej przekąski. Rach – ciach! plus kilka plamek na bluzce od  pryskającego bezlitośnie tłuszczu i chrupiemy kwiaty smażone w głębokim tłuszczu. Dooobre. Chociaż stanie przy rozgrzanym garze oleju w tym upale, to mimo wszystko dość szalony pomysł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-2zz8Z-qXVzA/TjMNSLyL5HI/AAAAAAAADKM/n65q39bAXqg/s1600/Toskania_26.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-2zz8Z-qXVzA/TjMNSLyL5HI/AAAAAAAADKM/n65q39bAXqg/Toskania_26.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634862164822713458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sjesta? Sjesta! Jeśli wejdziesz w gniazdo wron musisz krakać tak jak one. W końcu,  odpoczynek w porze największego upału  – gdy się nad tym zastanowić, naprawdę ma sens i uzasadnienie. Rafał i dzieci ani myślą się temu przeciwstawiać. Ze mną trochę gorzej. Niespokojność duszy. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Zf_fWWTMBTo/TjMNMydz0RI/AAAAAAAADKE/SgZQcC75J-Y/s1600/Toskania_27.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Zf_fWWTMBTo/TjMNMydz0RI/AAAAAAAADKE/SgZQcC75J-Y/Toskania_27.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634862072127017234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wyruszamy na łowy największych skarbów Toskanii. Nie mamy daleko, raptem drzwi obok. Tak się bowiem składa, że gospodarze „naszego” &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Casale dello Sparviero&lt;/span&gt; (w moim wolnym tłumaczeniu „Dom z jastrzębiem”)  nie tylko uprawiają winorośle i gaje oliwne, ale też zajmują się produkcją i sprzedażą swoich wyrobów..&lt;br /&gt;Drzwi do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Uffici&lt;/span&gt; otwarte na oścież. Nie trzeba się jakoś specjalnie umawiać. Można wpaść niemal w dowolnym czasie. No może poza sjestą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-O5sz_vGoyio/TjMNIHUDTTI/AAAAAAAADJ8/4dxwWrDsqkw/s1600/Toskania_28.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-O5sz_vGoyio/TjMNIHUDTTI/AAAAAAAADJ8/4dxwWrDsqkw/Toskania_28.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634861991823887666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: verdana; font-style: italic;font-size:78%;" &gt;prezentacja wina w Casale dello Sparviero&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Uczestniczymy w krótkiej prezentacji wyrobów, prowadzonej przez przystojnego Filippo (ach ci Włosi!).  Jakie to proste, parę uśmiechów, trochę drobniutkich łyczków i już kilka butelek wina jest nasza... Decydujemy się i na delikatne różowe, i te wytrawne, czerwone – w tym  takie, które opatrzone są znakiem czarnego koguta.&lt;br /&gt;Jeszcze tylko łyk oliwy (zielonkawa i pikantna w smaku) i kolejny zakup dokonany. Okazuje się, że swoją ostrość oliwa zawdzięcza liściom papryczek pepperoncino, które włączane są w procesie wyciskania oliwy z oliwek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-pKznRmo3pK8/TjMNDgh-fTI/AAAAAAAADJ0/KFdhQyhxv_4/s1600/Toskania_29.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-pKznRmo3pK8/TjMNDgh-fTI/AAAAAAAADJ0/KFdhQyhxv_4/Toskania_29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634861912693833010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: verdana; font-style: italic;font-size:78%;" &gt;prezentacja wina w Casale dello Sparviero&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Z zapłaconym rachunkiem wędrujemy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;cantina&lt;/span&gt;, gdzie uśmiechnięta od ucha do ucha Włoszka pakuje w karton nasze zakupy. A od siebie dorzuca jeszcze w prezencie spory słoik miodu, oczywiście z etykietą jastrzębia.&lt;br /&gt;Proponuje nam oprowadzenie po wytwórni. Fajnie! :) Co  prawda małą komplikacją jest fakt, że w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;cantina&lt;/span&gt; nikt nie mówi po angielsku, więc raczej musimy się domyślać co jest co i jak działa. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-0YSLaON4qIY/TjMM-oWGCQI/AAAAAAAADJs/c829W1GImzs/s1600/Toskania_30.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-0YSLaON4qIY/TjMM-oWGCQI/AAAAAAAADJs/c829W1GImzs/Toskania_30.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634861828892133634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Castellina in Chianti&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Castellina in Chianti&lt;/span&gt;. Na dzień dobry rzucamy się na lody. &lt;span style="font-style: italic;"&gt; Gelateria&lt;/span&gt; znajduje się na obrzeżu miasteczka i oferuje absolutny raj w gębie.&lt;br /&gt;Ledwo zagłębiamy się w pierwszą uliczkę prowadzącą w kierunku starej części i nagle spływa na mnie olśnienie... Przecież my tu już dawniej byliśmy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-VpQo3pCJHe4/TjMM5zq5S6I/AAAAAAAADJk/xPHdrjIcaCQ/s1600/Toskania_32.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-VpQo3pCJHe4/TjMM5zq5S6I/AAAAAAAADJk/xPHdrjIcaCQ/Toskania_32.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634861746032823202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Castellina in Chianti&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Spacerując, co chwilę odkrywam zapomniane szczegóły: tędy szliśmy! O! Ten sklep nic się nie zmienił! Kościół! Pamiętasz Rafał? Wtedy też fotografowałam tę wieżę i ciebie na schodach!&lt;br /&gt;I ten przedziwny kamienny tunel, przekryty kolebkowym sklepieniem... Mam wrażenie, że prowadzi przez całą długość miasteczka. On też się nie zmienił. Chociaż...chyba zyskał nowe oświetlenie...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieszkańcy wysypują się przed domy i przysiadają na ławeczkach. Zasadniczo normalny widok. Okupuję schody kościółka i obserwuję jedną z takich scen: dwie starsze panie prowadzą żywą konwersację, a towarzyszący im mężczyzna regularnie przysypia. Przy czym siedzi prosto i ani przez chwilę nie zdradza swojej małej tajemnicy. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-pvIednoQJDI/TjMM07DFosI/AAAAAAAADJc/zvoA_p-0NPo/s1600/Toskania_33.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-pvIednoQJDI/TjMM07DFosI/AAAAAAAADJc/zvoA_p-0NPo/Toskania_33.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634861662113997506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;zwykły dzień w Castellina in Chianti&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Opuszczamy maleńką Castellinę, a w drodze powrotnej zatrzymujemy się na kolację w tym przedziwnym miejscu, do którego trafiliśmy pierwszego dnia (Abbadia a Isola). Lokujemy się w jednym z dwóch sąsiadujących ze sobą lokali. Kryteria wyboru są proste: dzieci koniecznie chcą pizzę. Jeden ją oferuje, drugi nie. Karta dań jest bardziej niż skromna i czuję, że dzisiaj nie pojem. Ostatecznie decyduję się na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ribollitę di toscana&lt;/span&gt; (gęstą zupę warzywną, z fasolą i pieczywem na dnie; do zupy podano osobno krążki surowej cebuli i tarty parmezan – z cebuli raczej nie skorzystam), a dla wszystkich po pizzy. Każdy inną, więc tak sobie próbujemy i porównujemy. Szczerze mówiąc, szału nie ma i o powrocie do tego miejsca nawet nie myślę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-K50r7Tv1JFk/TjMMv6xOzEI/AAAAAAAADJU/JISWJO7Jzy4/s1600/Toskania_34.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-K50r7Tv1JFk/TjMMv6xOzEI/AAAAAAAADJU/JISWJO7Jzy4/Toskania_34.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634861576139754562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;ribbolita di toscana&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Kolacja zakończona. Nikt z obsługi się nami nie interesuje. Ruszamy więc na poszukiwania personelu celem uiszczenia rachunku. Nie do wiary! Żywego ducha w całym lokalu! Ani za barem, ani przed barem, ani nigdzie, przed lokalem też pusto... O rany, wszyscy się ulotnili! :D Czy to znak dla nas, że my też powinniśmy? :D Wracamy do stolika. Czekamy, czekamy, czekamy...czekamy... O matko i córko! cóż to za miejsce? :D&lt;br /&gt;W końcu pojawia się... boski &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Adonis&lt;/span&gt;... Adonis może i jest piękny, i ma milion czarnych loków na głowie, ale ani pół słowa po angielsku nie czai... :D Nawet na migi nie chwyta, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;finito&lt;/span&gt;, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bill&lt;/span&gt;, że  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;buonanotto&lt;/span&gt;... Adonis nie zważając na naszą obecność, ochoczo porządkuje nam stół, przerzucając resztki jedzenia z talerza na talerz i gubiąc sztućce po posadzce.&lt;br /&gt;Nie wytrzymam! Gdzie jest ten pierwszy (mniej boski), co w ludzkim języku gadał?!&lt;br /&gt;Czeski film, słowo daję! Kropkę nad „i” stawia Maja, prezentując, że surową cebulę, posypywaną tartym parmezanem można jeść jak jabłko. Czy to moje dziecko???&lt;br /&gt;Koniec końców stary kelner się odnajduje, rachunek zostaje uregulowany, a my czym prędzej uciekamy z tego miejsca. :D&lt;br /&gt;Uwaga! Nie polecam! :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-UrUeH8-9brY/TjMMqlhohUI/AAAAAAAADJM/FsFKaBK6eL8/s1600/Toskania_35.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-UrUeH8-9brY/TjMMqlhohUI/AAAAAAAADJM/FsFKaBK6eL8/Toskania_35.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634861484537840962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzień 5&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj żegnamy się z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Casale dello Sparviero&lt;/span&gt;. Nie musimy się spieszyć, bo primo: nie mamy określonego czasu wymeldowania, a secundo: w nowym miejscu oczekują nas nie wcześniej niż o 14. Tak więc wykorzystuję jeszcze ostatnie chwile na złapanie kilku kadrów okolicy (pomijam fakt, że wszystkie możliwe popełniłam już wcześniej). Maja mi towarzyszy, więc skrzętnie wykorzystuję sytuację, by skraść jej obiektywem kilka uśmiechów (ostatnio to coraz trudniejsze). Tutejszy kot chyba właśnie zażywa sjesty, bo ani myśli współpracować w kwestii: fotograf – model. Phi! Ale na drapanko chętnie przybiegał! A teraz taka zapłata. Koci niewdzięcznik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-i3QZxiamhr8/TjMMly2U73I/AAAAAAAADJE/Qe9VOFZeQFw/s1600/Toskania_36.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-i3QZxiamhr8/TjMMly2U73I/AAAAAAAADJE/Qe9VOFZeQFw/Toskania_36.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634861402214952818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;popularny widok terenów Crete Senesi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Bagaże czekają. Pakujemy się do auta i... żegnaj &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chianti&lt;/span&gt;! Udajemy się na południe Toskanii. W bezpośredniej okolicy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Montepulciano&lt;/span&gt; czeka nas druga część naszego urlopu.&lt;br /&gt;Podróż trwa 1,5 godziny. Widoki po prawej i lewej zmieniają swój charakter. Im dalej od Chianti – stają się coraz mniej zielone, coraz mniej winne. W zamian całe połacie pól przybierają barwy żółci, ochry, beży. To pola zbóż ścielą się po wzgórzach i pagórkach toskańskich. Albo to co po zbożach zostało, bo w wielu miejscach już po żniwach.&lt;br /&gt;Docieramy do Montepulciano, a w chwilę potem meldujemy się w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Agriturismo „Il Casalone”&lt;/span&gt;. Ależ tu inaczej!&lt;br /&gt;Tam w Chianti - bardziej ascetycznie, bardziej toskańsko „pocztówkowo”, a tutaj raczej sielsko, wiejsko i swobodnie.&lt;br /&gt;Robimy krótki obchód po posiadłości. Dom gościnny typu bungalow, „toskanizujący”, mnóstwo lawendy wokół,  altanki, kamienny grill, i wytęskniony przez dzieci basen. Jest też ogród warzywny i sporo drzew owocowych, dostępne dla wszystkich gości. I drzewa piniowe.&lt;br /&gt;Dzieci oczywiście cały czas marudzą, że chcą do wody. Nie ma rady,  żywioł wzywa! Idziemy się chlupać. I nie wychodzimy z wody aż do kolacji. W końcu było to do przewidzenia, prawda? :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-1884607949658148801?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/1884607949658148801/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=1884607949658148801&amp;isPopup=true' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/1884607949658148801'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/1884607949658148801'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/07/toskania-notki-wakacyjne-cz3.html' title='Toskania - notki wakacyjne. cz.3'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ouKKoq-x0V4/TjMNllRL9ZI/AAAAAAAADKk/41_6RpV1L48/s72-c/Toskania_23.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-490792412245695853</id><published>2011-07-25T22:13:00.016+02:00</published><updated>2011-07-25T23:34:23.472+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Toskania - notki wakacyjne. cz.2</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-AeQfGZfKk5I/Ti3P3FqE_OI/AAAAAAAADIc/zH4Bofea1TA/s1600/Toskania_12.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-AeQfGZfKk5I/Ti3P3FqE_OI/AAAAAAAADIc/zH4Bofea1TA/Toskania_12.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633387254228778210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzień 3&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu się wyspałam. Nawet ptasi koncert wdzierający się przez otwarte okna – nie wygrał z moim zmęczeniem.&lt;br /&gt;Plan na dzisiaj: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;San Gimignano&lt;/span&gt;. Sentymentalna wizyta, bo miejsce piękne, warte powrotu po latach.  Ale to dopiero po południu, po sjeście. Założyliśmy z Rafałem dwie rzeczy: primo: realizujemy turystyczne wyjścia popołudniami; tak będzie najrozsądniej ze względu na dzieci i zważywszy na obecne tutaj warunki pogodowe. Może i mniej zobaczymy, ale... secundo: nie jesteśmy przecież rodziną Griswaldów. :D W sumie jest jeszcze po trzecie: sporą część Toskanii  zwiedziliśmy poprzednio, więc tym razem  na luzie. Więcej odpoczynku, więcej laby i więcej czasu na delektowanie się małymi przyjemnościami.&lt;br /&gt;Teraz lecę z kawą pod drzewo  pooddychać gorącym powietrzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uhuhu! Przed domem właśnie zakwita przyjaźń polsko – włoska, w rozmiarze XXS. :) Ha! Ha! Oczywiście przy garach. No bo jakżeby inaczej! :)&lt;br /&gt;Maja z włoską rówieśniczką, uroczą Franceską gotują. Mieszają w garach aż miło!&lt;br /&gt;Początki znajomości nie były łatwe. No bo jak tu dojść do porozumienia, gdy druga strona w przedziwnym języku gada? :D  W pierwszym rzucie pomoc matczyna okazała się niezbędna. Ale już wkrótce nawet angielski matek nie był potrzebny. Okazuje się, że w kuchni z różowymi garnuszkami nie ma barier.  Dziewczyny mieszają w garnkach i „konwersują” jak stare. Praca w kuchni wre, a na kamiennej ławce lądują: błotniste tiramisu, gnocchi z kamyków i spaghetti z piasku.&lt;br /&gt;Wygląda na to, że kulinarny język jednak jest uniwersalny... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-hCUHXdwjCIc/Ti3Px10LjEI/AAAAAAAADIU/4o-HpP_htYY/s1600/Toskania_13.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-hCUHXdwjCIc/Ti3Px10LjEI/AAAAAAAADIU/4o-HpP_htYY/Toskania_13.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633387164076837954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czas na nas. Wyruszamy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;San Gimignano&lt;/span&gt;. Rafał raczył był nie do końca dogadać się ze swoim GPS-em i zamiast wybrać całkiem prostą drogę do wcale nie tak odległego miasteczka (jakieś 15 min. jazdy autem) – wybiera trasę, jak się przekonujemy w trakcie: mocno krajobrazową, mocno krętą, mocno to pod górkę, to z górki i ze trzy razy dłuższą. Nie powiem, widoki fantastyczne, ale te serpentyny, których końca nie widać – przysparzają mnie o zawroty głowy. Dobrze, że dzieciom zaaplikowałam przed wycieczką Lokomotiv, inaczej czarna rozpacz byłaby murowana. A Rafał... zadowolony, „uchachany” i wprost w swoim żywiole, wchodząc w kolejny zakręt , jakby w rajdzie brał udział... Pooomoooocy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-JBnVafm7Lh4/Ti3PtSDp-oI/AAAAAAAADIM/7ShePaPCBCI/s1600/Toskania_14.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-JBnVafm7Lh4/Ti3PtSDp-oI/AAAAAAAADIM/7ShePaPCBCI/Toskania_14.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633387085758593666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdzieś w połowie trasy, pomiędzy Colle di Val d'Elsa, a San Gimignano otwiera się przed nami słoneczny krajobraz. Słoneczniki! Całe przeolbrzymie połacie słoneczników! Jak na toskańskich pocztówkach i obrazach. Z daleka można by sądzić, że ktoś porozścielał żółte dywany. Coś fantastycznego! Żałuję tylko, że w miejscach, gdzie moim zdaniem rozpościerają się najpiękniejsze widoki – nie bardzo można się zatrzymać. Zbyt wąskie drogi i brak wystarczająco szerokich poboczy. :( Muszę zadowolić się mniej wytrawnymi kadrami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-XA6cFUUnhjg/Ti3PdwZBqTI/AAAAAAAADH8/kO7hw3S67uM/s1600/Toskania_16.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-XA6cFUUnhjg/Ti3PdwZBqTI/AAAAAAAADH8/kO7hw3S67uM/Toskania_16.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633386819023382834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;San Gimignano wita nas upałem (też mi nowina!), choć mam wrażenie, że wśród tych wąskich, średniowiecznych uliczek, przy których budynki rzucają sporo cienia – jest ciut przyjemniej i chłodniej.&lt;br /&gt;13 kamiennych wież majestatycznie góruje ponad miastem. Skoro i dzisiaj sprawiają wrażenie, to wyobrażam sobie jaki wydźwięk musiały mieć dawniej.&lt;br /&gt;Przemykamy uliczkami. Turystów, takich jak my – oczywiście zatrzęsienie. Sklepików ulokowanych w parterach budynków równie dużo. Asortyment głównie „turystyczny”, ale jak najbardziej nadający koloryt temu miejscu. Znów króluje lokalna „Cepelia” i gadżety wszelakie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-hkbu2whTdLk/Ti3Pks5ZddI/AAAAAAAADIE/HLWazb3_erI/s1600/Toskania_15.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-hkbu2whTdLk/Ti3Pks5ZddI/AAAAAAAADIE/HLWazb3_erI/Toskania_15.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633386938344502738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sporo sklepików z wyrobami z drewna. W tym utensylia kuchenne. Owszem, piękne, bo drewno (jeśli się nie mylę - piniowe) zapewne przedniej jakości i ze wspaniałymi słojami. No ale te ceny... Dla przykładu, drewniana deska o mocno nieregularnym kształcie (może być do krojenia, jak kto lubi to czemu nie; ja bym polubiła :D), wielkości ok. 60x30cm w cenie 210 Euro! O żesz qrcze blade! to ja już wolę w inny sposób spożytkować te pieniądze. Na ten przykład kupujemy wino. O wieeele, wieeeele tańsze, niż wspomniana deska.&lt;br /&gt;Swoją drogą, to ciekawe, że choćby nie wiem co - na półkach zawsze w pierwszej kolejności wypatruję gadżety do kuchni. :D Jakoś te wszystkie inne zupełnie nie pchają mi się do oczu. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-wgCDwO3oWso/Ti3PXX1eWRI/AAAAAAAADH0/w-nT52h8lv8/s1600/Toskania_17.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-wgCDwO3oWso/Ti3PXX1eWRI/AAAAAAAADH0/w-nT52h8lv8/Toskania_17.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633386709352601874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W kwestii win też można dostać zawrotu głowy. Enotec oferujących wina - od groma i ciut ciut. Od samego oglądania można się upić. Zakup winnego trunku to już prawdziwa loteria,  zwłaszcza  gdy w temacie winnym człowiek ma wiedzę co najwyżej mocno podstawową.&lt;br /&gt;Wstępuję do Enoteki ulokowanej bezpośrednio przy bramie północnej (przy Via San Matteo). Właściciel sklepu, starszy, bardzo postawny i elegancki mężczyzna nie chce gadać po angielsku.&lt;br /&gt;Nie umie, czy nie chce...? Mam wrażenie, że jest znudzony. A może po prostu już zmęczony? W każdym razie na jego pomoc nie mam co liczyć. Trudno. Zdaję się więc na intuicyjne „chybił – trafił” i wybieram Chianti Colli Senesi. W końcu Chianti to Chianti. Klasyka. A opis DOCG znalazł się na etykiecie chyba nie od parady? Zakładam, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„controllata e garantita„&lt;/span&gt; gwarantuje wszystko co trzeba.  Smak też. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-m8NeQgqOTf8/Ti3PS-oTalI/AAAAAAAADHs/BCRkcJlu0ZQ/s1600/Toskania_18.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-m8NeQgqOTf8/Ti3PS-oTalI/AAAAAAAADHs/BCRkcJlu0ZQ/Toskania_18.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633386633866996306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;kamienne wieże przy Piazza del Duomo w San Gimignano&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie targam ze sobą przewodnika. Najlepszym przewodnikiem jest Rafał. Wystarczy krótka chwila, a topografię miejsca ma w głowie i choćby zrzucić go w losowo w wybranym punkcie – doskonale wie gdzie iść, by dojść. :)  No to idziemy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Piazza del Duomo.&lt;/span&gt; Siedzimy na pnących się schodach przed Kolegiatą. Mam wrażenie, że dokładnie to samo robi każdy turysta, który tu zawitał. Te schody wprost zapraszają do odpoczynku. Z wszystkich czterech stron placu wyrasta jakaś wieża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-1IBo1rdX_BI/Ti3PI_XpzAI/AAAAAAAADHk/fPCi6KdTKHk/s1600/Toskania_19.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-1IBo1rdX_BI/Ti3PI_XpzAI/AAAAAAAADHk/fPCi6KdTKHk/Toskania_19.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633386462266903554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style=" font-style: italic;font-family:verdana;" &gt;Piazza della Cisterna w San Gimignano&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Z jednych schodów – przenosimy się na kolejne, zaraz po sąsiedzku, przy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Piazza della Cisterna&lt;/span&gt;.  To drugi obowiązkowy punkt programu – przykucnąć przy kamiennej studni. Podsiadamy więc często i gęsto. Poza tym to miejsce potrzebne jest jeszcze do czegoś...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-mXX9_H9MGU8/Ti3PCVRbcZI/AAAAAAAADHc/Ip-SbsixKW8/s1600/Toskania_20.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-mXX9_H9MGU8/Ti3PCVRbcZI/AAAAAAAADHc/Ip-SbsixKW8/Toskania_20.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633386347887292818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=" font-style: italic;font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;słynna lodziarnia przy Piazza della Cisterna w San Gimignano&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Być bowiem w San Gimignano i nie spróbować lodów z lodziarni, nagrodzonej tytułem „Gelato World Champion 2006-07/2008-09” to zbrodnia popełniona na osobie własnej i bliskich. Lodziarnia umiejscowiona jest właśnie przy Piazza della Cisterna i trudno ją przeoczyć.&lt;br /&gt;Siedzimy przy  studni i rozpływamy się z zachwytu . Zresztą lody rozpływają się dokładnie tak jak my, choć z przyczyny zgoła odmiennej.&lt;br /&gt;Lody są doskonałe i bez trudu wyczuwa się w nich prawdziwe owoce, prawdziwą czekoladę, prawdziwe orzechy, prawdziwe likiery, etc. Nie są tłuste, ani ciężkie. Ajjj... skończyło się dokładką. :)  Smaki przeróżne, do koloru, do wyboru. Ja zaserwowałam sobie: maracuję, caffe, limoncello, vin santo i orzeszki piniowe. Dzieci postawiły na owoce, raczej tradycyjne, typu truskawka i brzoskwinie, a Rafał  na smaki skierowane w czekoladę i orzechy.&lt;br /&gt;Ojjj, te lody znów będę długo pamiętać... A jak już zapomnę ich smak, to będzie sygnał, że czas na nową toskańską wyprawę. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Qf75RegZOsk/Ti3O8HEAg-I/AAAAAAAADHU/YtB9sUcCdms/s1600/Toskania_21.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Qf75RegZOsk/Ti3O8HEAg-I/AAAAAAAADHU/YtB9sUcCdms/Toskania_21.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633386240993690594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uliczki San Gimignano&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze trochę wałęsania się po uliczkach, najpierw tymi głównymi, potem wąziutkimi, bocznymi. I punkt widokowy, z którego rozpościera się piękna panorama na przyległe winnice. I umęczeni po pachy (chodzeniem, siedzeniem, jedzeniem, gorącem, a generalnie wakacyjnym nic nie robieniem) –  opuszczamy mury miasta.&lt;br /&gt;Do domu szczęśliwie wracamy już mniej krętą trasą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Rkjsxu--wwQ/Ti3O0JlKbdI/AAAAAAAADHM/j2AmaZKuCOI/s1600/Toskania_22.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Rkjsxu--wwQ/Ti3O0JlKbdI/AAAAAAAADHM/j2AmaZKuCOI/Toskania_22.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633386104230669778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;uliczki San Gimignano&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;cdn.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-490792412245695853?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/490792412245695853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=490792412245695853&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/490792412245695853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/490792412245695853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/07/toskania-notki-wakacyjne-cz2.html' title='Toskania - notki wakacyjne. cz.2'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-AeQfGZfKk5I/Ti3P3FqE_OI/AAAAAAAADIc/zH4Bofea1TA/s72-c/Toskania_12.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-7540896176156438132</id><published>2011-07-23T10:38:00.021+02:00</published><updated>2011-07-23T19:09:21.592+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Toskania - notki wakacyjne. cz.1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-X8uk7UShlCI/TiqJbEqT3NI/AAAAAAAADGs/BJDulzwVHEk/s1600/Toskania_01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-X8uk7UShlCI/TiqJbEqT3NI/AAAAAAAADGs/BJDulzwVHEk/Toskania_01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632465382180904146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family:verdana;font-size:78%;"  &gt;Casale dello Sparviero, okolice Castellina in Chianti&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Dzień pierwszy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;800 m szutrową, kamienistą drogą,  od początku do końca objęte szpalerem cyprysów.  Wciąż pod górę. Mniej więcej w połowie drogi rytm zaburzony wysokim, rozłożystym drzewem piniowym.  Po prawej i lewej stronie dojazdu -  winnice, wydawałoby się, że aż po horyzont. A na samej górze prawdziwy, najprawdziwszy, „z krwi i kości” toskański dom. Takim widokiem wita nas &lt;a href="http://www.casaledellosparviero.it/english.html"&gt;Casale dello Sparviero&lt;/a&gt;. Tutaj, w tym gospodarstwie  spędzimy najbliższe dni, zanim wyruszymy dalej.  Miód rozlewa się na moją duszę. Wiedziałam! Wiedziałam, że żadne zdjęcia wcześniej oglądane w internecie - nie oddają prawdziwego uroku. To co natura tutaj rozgrywa – to czysta bajka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co tam bagaże, czekające na rozpakowanie! Kolacja też poczeka! Nic, ale to absolutnie nic nie jest w stanie powstrzymać mnie od „achów i ochów”, które koniecznie muszę właśnie w tej chwili uwiecznić. Złote promienie słońca ścielą się na przyległych polach, ślizgają  po murach przepięknego, kamiennego budynku naszych gospodarzy. Chciałoby się powiedzieć: cud – miód i orzeszki piniowe. :) Nawet tutejszy kot nie omieszkał wystawić leniwie pyszczka do ostatnich promieni, przy tym modelowo pozując do zdjęć. Tak więc pierwsze migawki poczynione. Na start, na dzień dobry, choć właściwsza byłaby forma „na dobranoc”, bo przecież słońce już coraz mocniej chyli się ku zachodowi...&lt;br /&gt;A wkrótce potem zapada ciemność. Jakoś tak szybko, niespodziewanie spadła gęsta ciemność nad winnice Chianti. Chciałoby się powiedzieć, że wraz z nią nastała cisza, jak makiem zasiał... Ale gdzież tam! Toż tu za oknem prawdziwa orkiestra gra! Cykanie świerszczy jest tak potężne..., nic tylko wsłuchiwać się w koncert na wiele głosów (a może instrumentów?).&lt;br /&gt;Tak czy siak o sen w takich okolicznościach przyrody – trudno... A i żal uronić choćby jednej chwili...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-ZdPO0HlE09I/TiqJRrbxkKI/AAAAAAAADGc/dMi5muO58h0/s1600/Toskania_03.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZdPO0HlE09I/TiqJRrbxkKI/AAAAAAAADGc/dMi5muO58h0/Toskania_03.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632465220790227106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Dzień drugi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świt. Koncert za oknem trwa. Tylko orkiestra się zmieniła. Wczorajsze świerszcze zostały zastąpione ptactwem wszelakim. Planowałam się porządnie wyspać, ale nic z tego. Świergolenie ptaków jest tak głośne, że niemal skoro świt otworzyłam oczy.  Nie..., nie jestem zła. Chyba nawet wdzięczna, bo za oknem rozpościera się ten sam cudny widok co wczoraj, tyle, że w zupełnie innej oprawie świetlnej. Chmury spowiły toskańskie niebo, ale już zaawansowane w swej wędrówce po nieboskłonie słońce, dzielnie próbuje wyzierać przez pierzaste luki. Lekka mgła spływa na okoliczne pola i winnice. Cyprysy (ciągle w szpalerach, nic się nie zmieniło, a zatem nie śniłam wczoraj) dumnie pną się w górę. Co za dostojny widok!  Najprościej mówiąc: dech zapiera.&lt;br /&gt;Zza opadających mgieł, na mocno odległym wzgórzu „rośnie” mi w oczach jakieś miasteczko? Ciekawe, wczoraj go nie dostrzegłam. Chyba za bardzo byłam zaaferowana „wszystkim na raz”. Co to za miejsce...? Przydałoby się jakieś śledztwo małe... Ale to potem, potem...&lt;br /&gt;Tymczasem siedzę przy otwartym na oścież oknie kuchennym, lekki poranny chłód owiewa moją twarz i ramiona, i oddaję się regularnym zachwytom.&lt;br /&gt;I wciąż nie mogę w to uwierzyć: ZNÓW TU przybyłam! Po 5 latach niemal zapomniałam jakich doznań dla oczu i ducha przynosi toskańska, sielska wieś. A przecież to dopiero początek naszej podróży. Wszystko co najpiękniejsze chyba dopiero przed nami?&lt;br /&gt;(PS. Tak naprawdę, Toskanii nigdy się nie zapomina. Właśnie tęsknota za jej pięknem  - przygnała nas tu z powrotem.)&lt;br /&gt;Słowo „Toskania” powtarzam uparcie, często i gęsto. Ale jak nie powtarzać, gdy brzmi najpiękniej na świecie? Toskania, Toskania, Toskania...! :) Toskania! :) Toskania! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-g68biXL1YeU/TiqJW1ZovhI/AAAAAAAADGk/Esb2lTVh0zs/s1600/Toskania_02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 381px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-g68biXL1YeU/TiqJW1ZovhI/AAAAAAAADGk/Esb2lTVh0zs/Toskania_02.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632465309364960786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;tereny Chianti Classico - widok o świcie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Do południa raczej lenistwo. Rafał zmęczony dwudniową podróżą za kierownicą auta – odmawia dzisiaj wszelkim bardziej oddalonym wycieczkom. Trudno się dziwić, ale mnie oczywiście roznosi, więc chociaż z aparatem po terenie gospodarstwa sobie biegam. Skwar z nieba się leje. Sjesta. Nikt i nic nie wyściubia z domów nosa. Nikt, oprócz mnie, rzecz jasna. Kot też schował się za grubymi murami domu. Pewnie nasi Gospodarze mają mnie za szaleńca. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-xYeBYIhAH6Q/TiqJMP5S74I/AAAAAAAADGU/gUGjxQrQzbI/s1600/Toskania_04.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 383px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-xYeBYIhAH6Q/TiqJMP5S74I/AAAAAAAADGU/gUGjxQrQzbI/Toskania_04.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632465127498510210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Winnice na terenie Chianti Classico&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Przed domem ściele się przyzwoity trawnik, na nim stoliki i krzesła dla gości. I jedno, jedyne drzewo, rozłożyste, dające przyjemny cień. To idealne miejsce na  kawę.&lt;br /&gt;Już myślałam, że skazana będę (przynajmniej tu - „miejscowo”) li tylko na kawę rozpuszczalną. A tymczasem niespodzianka. W kuchennych szafkach naszego apartamentu znalazłam najprawdziwszą kawiarkę. Przyznaję, że to będzie mój debiut w takim parzeniu kawy, bo w domu rolę tę załatwia ukochany ekspres ciśnieniowy.&lt;br /&gt;Zatem wśród dzisiejszych zakupów żywieniowych w pobliskim sklepie (tutaj „pobliski” oznacza kilka kilometrów) – do koszyka wpadła  Lavazza. Idę parzyć. Mam nadzieję, że nic mi w rękach nie wybuchnie. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-0qAXwzSnr-o/TiqJH9aWLoI/AAAAAAAADGM/zv7EX71yW7o/s1600/Toskania_05.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-0qAXwzSnr-o/TiqJH9aWLoI/AAAAAAAADGM/zv7EX71yW7o/Toskania_05.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632465053817384578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie wybuchło. :) Donoszę, kawa jest znakomita. Nie wiem, czy jej „znakomitość” wynika z tego, że naprawdę jest wyśmienita, czy dlatego, że kosztowana na tzw. „łonie” (a jak wiadomo, na „łonie” wszystko smakuje lepiej :D), czy może po prostu, jestem tak zafascynowana miejscem, że nie potrafię obiektywnie spojrzeć na cokolwiek. ;-)&lt;br /&gt;Chyba chcę mieć kawiarkę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ukHC1XnA9Mw/TiqJEYW7KBI/AAAAAAAADGE/Cj3YBQc9yi4/s1600/Toskania_06.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ukHC1XnA9Mw/TiqJEYW7KBI/AAAAAAAADGE/Cj3YBQc9yi4/Toskania_06.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632464992331311122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ciągle gorąco. Choć mam wrażenie, że teraz tylko żar leje się z nieba. Wcześniej był żar z ukropem razem wzięte. Jedziemy rozejrzeć się po najbliższej okolicy.&lt;br /&gt;W pierwszym rzucie zatrzymujemy się w  Abbadia a Isola. Przedziwne miejsce. Pięć domów na krzyż (dosłownie),  stacja benzynowa jak z innej epoki,  miejscowa speluna (doprawdy, trudno nazwać to inaczej :D) z mocno podchmielonym sprzedawcą, nieczynny  kościółek i dwie restauracje (dwie w tak maleńkim miejscu?! u nas padłyby już obie...)&lt;br /&gt;Z murów budynków mieszkalnych wyrastają przeróżne dziwaczne konstrukcje, chyba samoróbki. Wypisz – wymaluj – jak huby na drzewach.&lt;br /&gt;W patio zwyczajny, włoski widok: seniorzy siedzą na ławeczkach i konwersują. Od razu wiadomo, że sjesta zakończona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-M1zQTexdBgw/TiqUiu2X3SI/AAAAAAAADG0/bINZwqqwxJM/s1600/Toskania_10.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 451px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-M1zQTexdBgw/TiqUiu2X3SI/AAAAAAAADG0/bINZwqqwxJM/Toskania_10.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632477608392776994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style=" font-style: italic;font-family:verdana;" &gt;Abbadia a Isola w pobliżu Monterrigioni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy dalej. Przed nami Monteriggioni. Na wzgórzu wyrasta twierdza z murami obronnymi i (jak podaje przewodnik) z 14 wieżami. Na dole – parking. Schodami okolonymi z obu stron krzakami lawendy – wspinamy się do góry. Na szczęście nie wysoko. Chłopcy odpłatnie okupują mury obronne, a my kobiety i dziewczynki z dołu podziwiamy średniowieczną twierdzę. Założenie nie jest duże, zasadniczo nawet w kilka-, kilkanaście minut można je obejść wzdłuż i wszerz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-VUeDy6_0DHQ/TiqJA_-jG6I/AAAAAAAADF8/3oDUhnGu1CE/s1600/Toskania_07.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 343px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-VUeDy6_0DHQ/TiqJA_-jG6I/AAAAAAAADF8/3oDUhnGu1CE/Toskania_07.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632464934247013282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Osada i twierdza średniowieczna w Monteriggioni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ale...oj! Ile tu pięknych zakamarków! W maleńkich domkach ( kamiennych, a jakże) ulokowały się trattorie i sklepiki z pamiątkami. Głównie odpowiednik naszej rodzimej „Cepelii”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-BOVGNupLFrk/TiqI7W5bzgI/AAAAAAAADF0/amRiVABDlwQ/s1600/Toskania_08.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-BOVGNupLFrk/TiqI7W5bzgI/AAAAAAAADF0/amRiVABDlwQ/Toskania_08.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632464837320363522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:verdana;font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Monteriggioni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Godziny są  lekko przedwieczorne, w związku z czym słońce cudnym złotem maluje mury. Ogrom detali przyciąga wzrok. Tu donice z kwiatami, tam przed wejściem lilipucie, kolorowe, drewniane krzesełka; tam butelka po winie w wiklinowym koszu wisząca na ścianie. Przed sklepem ze skórzanym obuwiem ekspozycja drewnianych chodaków, które nie wiedzieć czemu kojarzą mi się z Pinokiem... (sic! To sklep typowo turystyczny, z cenami jeszcze bardziej turystycznymi... Głowę dam, że żaden tubylec się tu nie zaopatruje).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-xgtXTn8Fzas/TiqI2kFllAI/AAAAAAAADFs/SRegVAxuPVg/s1600/Toskania_09.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-xgtXTn8Fzas/TiqI2kFllAI/AAAAAAAADFs/SRegVAxuPVg/Toskania_09.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632464754961650690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:verdana;font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Monteriggioni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Osada może i mikra, ale jak na średniowieczne założenie przystało – kościółek z wieżą być musi. Wewnątrz jego murów niewiele zobaczę, bowiem nie do końca stosownie raczyłam się  ubrać (ale jak się ubrać stosowniej, jak temperatury nieprzyzwoite?). Więc tylko głowę wściubiam  na króciutką chwilę, a kadłubek pozostawiam w kruchcie. :) Niby zakazu „pisemnego” nie ma, ale... no, szacunek się należy. Tak mam i już.&lt;br /&gt;Zbieramy się do powrotu. Właściciele sklepików też się zbierają. Jeden po drugim zamyka drzwi. Dobranoc Monteriggioni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-N2JFYlt_3Dk/TiqVWxWCxwI/AAAAAAAADG8/qlv6j2tf_Do/s1600/Toskania_11.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-N2JFYlt_3Dk/TiqVWxWCxwI/AAAAAAAADG8/qlv6j2tf_Do/Toskania_11.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632478502415681282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatniej nocy nic mi się nie przyśniło. Mam nadzieję, że dzisiaj będą to winnice albo średniowieczne mury. Halo! Czy moje zamówienie zostało odebrane? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;style type="text/css"&gt; &lt;!--   @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm }   P { margin-bottom: 0.21cm }  --&gt;  &lt;/style&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: italic;"&gt;Ponieważ  pytacie o książkę, o której dość tajemniczo &lt;a href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/07/zegnajac-sie-z-truskawkami-nie.html"&gt;niedawno wspominałam&lt;/a&gt; – donoszę, że jak nie trudno się domyśleć, była to lektura traktująca właśnie o życiu w Toskanii. Myślę, że wielu z Was zna tą książkę. Ja trafiłam na nią zupełnym przypadkiem i zaczytywałam się do upadłego. :)  &lt;/p&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mowa o &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://toskania.matyjaszczyk.com/p/moje-ksiazki.html"&gt;„Toskania dzień po dniu”&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; (oraz &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://toskania.matyjaszczyk.com/p/moje-ksiazki.html"&gt;„Mój pierwszy rok w Toskanii”&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; jako pierwsza część z cyklu toskańskiego) autorstwa pani Małgorzaty Matyjaszczyk, Polki, która mieszka i pracuje na toskańskiej plebanii.Pani Małgosia prowadzi również &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://toskania.matyjaszczyk.com/"&gt;bloga&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. To na podstawie zapisków z bloga  - powstały drukiem książki - pamiętniki. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-7540896176156438132?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/7540896176156438132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=7540896176156438132&amp;isPopup=true' title='Komentarze (37)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7540896176156438132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7540896176156438132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/07/toskania-dzien-po-dniu-cz1.html' title='Toskania - notki wakacyjne. cz.1'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-X8uk7UShlCI/TiqJbEqT3NI/AAAAAAAADGs/BJDulzwVHEk/s72-c/Toskania_01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>37</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5773529109667969761</id><published>2011-07-20T18:35:00.009+02:00</published><updated>2011-07-20T18:54:54.637+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Powroty są trudne...</title><content type='html'>...zwłaszcza, gdy zostawia się za sobą krajobrazy jak z bajki... &lt;br /&gt;Przy takich właśnie zasypiałam i budziłam się w ostatnich dniach... Wystarczyło wyjrzeć przez okno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-KeaaYb-ikog/TicEFtlUH9I/AAAAAAAADEk/gVkSHorJlfM/s1600/wakacje2011_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 681px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-KeaaYb-ikog/TicEFtlUH9I/AAAAAAAADEk/gVkSHorJlfM/wakacje2011_2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631474355232055250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-z5himAUZevg/TicELMxeWyI/AAAAAAAADEs/0yGjbtrEydM/s1600/wakacje2011_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-z5himAUZevg/TicELMxeWyI/AAAAAAAADEs/0yGjbtrEydM/wakacje2011_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631474449503902498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-pxhQqns-KkU/TicES6Ays4I/AAAAAAAADE0/K0dy_MrZKQE/s1600/wakacje2011_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 340px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-pxhQqns-KkU/TicES6Ays4I/AAAAAAAADE0/K0dy_MrZKQE/wakacje2011_3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631474581906830210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-agDPOYzgFvU/TicEbZbqHmI/AAAAAAAADE8/Wp8hQlgiJxI/s1600/wakacje2011_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 383px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-agDPOYzgFvU/TicEbZbqHmI/AAAAAAAADE8/Wp8hQlgiJxI/wakacje2011_4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631474727779966562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5773529109667969761?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5773529109667969761/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5773529109667969761&amp;isPopup=true' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5773529109667969761'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5773529109667969761'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/07/powroty-sa-trudne.html' title='Powroty są trudne...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-KeaaYb-ikog/TicEFtlUH9I/AAAAAAAADEk/gVkSHorJlfM/s72-c/wakacje2011_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-6828958053642481758</id><published>2011-07-02T18:47:00.011+02:00</published><updated>2011-09-28T16:34:58.837+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Truskawki'/><title type='text'>Żegnając się z truskawkami, nie odrywając nosa od książki...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ZXyEZEQVzL8/Tg9L1e_IyGI/AAAAAAAADD8/WJxNrR8tnOw/s1600/kaszubskie%2Bwidoki_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ZXyEZEQVzL8/Tg9L1e_IyGI/AAAAAAAADD8/WJxNrR8tnOw/kaszubskie%2Bwidoki_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5624797841832069218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jakoś mi tak dziwnie spoglądać w okno, za którym szare niebo i mokre ulice...&lt;br /&gt;Kilka dni temu spędzaliśmy rodzinny dzień nad jednym z kaszubskich jezior. Woda, słońce, wiatr, grill, radośnie biegające dzieci  i łaciate krowy za sąsiadki. Może nie było idealnie, ale wystarczająco dobrze, by nie chcieć spędzać wolnego czasu w domu. A zaraz potem szast – prast i pooooszłooo!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-HCEu5u_jtog/Tg9L9JbabJI/AAAAAAAADEE/51xIwqo57Q0/s1600/truskawki_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-HCEu5u_jtog/Tg9L9JbabJI/AAAAAAAADEE/51xIwqo57Q0/truskawki_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5624797973484039314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W taki dzień jak dzisiaj   miasto powinno tętnić życiem, a tłumy turystów przelewać się uliczkami Głównego i Starego Miasta, które już zdecydowanie jest gotowe na ich przyjęcie. Ogródek przy ogródku. Parasole i kwiaty. Mnóstwo kwiatów. Tylko słońca brak. No i w sumie turystów też jakoś mało. Nie żebym narzekała. Mnie w końcu wygodniej poruszać się po mieście, gdy nie przeciskam się na każdym kroku przez tłumy, no ale ich brak jakoś dziwnie nie chce się kojarzyć z wakacjami. A przecież są!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-gTmbNMYEvwY/Tg9MeEXqCUI/AAAAAAAADEc/NsEJybgB4jc/s1600/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Btruskawkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-gTmbNMYEvwY/Tg9MeEXqCUI/AAAAAAAADEc/NsEJybgB4jc/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Btruskawkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5624798539061791042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dobrze chociaż, że mam piękną, mocno wciągającą lekturę. Bardzo gorącą, bardzo wakacyjną, chociaż wcale nie  traktuje li tylko o wakacjach. Jest o życiu w pięknym miejscu.  Przedziwnym zbiegiem okoliczności rozpoczęłam czytanie od drugiej części. Wiem, że powinnam przerwać i poszukać w bibliotece lub w  księgarni  tom pierwszy. Ale nie potrafię się oderwać.  Szczęśliwie nie idzie tu o określoną fabułę, intrygi, kolejność wydarzeń i wątków. Niech więc już będzie bez chronologii, byle tylko chłonąć dalej...&lt;br /&gt;Proszę nie pytać co czytam, nie odpowiem dopóki nie skończę. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-B-PrFlHx2-Y/Tg9MNyzAQaI/AAAAAAAADEU/OQupB6PO1fE/s1600/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Btruskawkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-B-PrFlHx2-Y/Tg9MNyzAQaI/AAAAAAAADEU/OQupB6PO1fE/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Btruskawkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5624798259466748322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A kulinarnie przeżywam fakt, że truskawek już coraz mniej na straganach. I już nie tak piękne, i nie tak czerwone jak jeszcze tydzień temu. Przedwczoraj kupiłam dużą porcję. Nie wiem, czy nie był to ostatni kilogram tego lata. W sporej części wylądowały w jogurtowym placku (takim jak ten niedawno prezentowany - &lt;a href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/06/placek-jogurtowy-z-rabarbarem.html"&gt;klik&lt;/a&gt;) . Placek pojechał wraz ze mną do pracy. Do domu wróciłam z pustym pudełkiem. :)&lt;br /&gt;A zatem niech i tutaj zagoszczą truskawki. Zapewne po raz ostatni w tym sezonie. Zapraszam na placek z ich udziałem, ale nie ten, o którym wspomniałam powyżej. Na pożegnanie ciasto drożdżowe. Bardzo maślane i z cytrynową nutką. Bo takie lubię najbardziej. Naprawdę bardzo pyszne i mięciutkie. Jutro mam w planach upiec podobne, choć tym razem już nie  z truskawkami. Na szczęście jest w czym wybierać, bo owocowy sezon przecież w pełni. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-oCri7KvkQNY/Tg9MFsQ3c4I/AAAAAAAADEM/UQEOrZ531Mc/s1600/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Btruskawkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 682px; height: 512px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-oCri7KvkQNY/Tg9MFsQ3c4I/AAAAAAAADEM/UQEOrZ531Mc/placek%2Bdrozdzowy%2Bz%2Btruskawkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5624798120273998722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Placek drożdżowy z truskawkami  (z dodatkiem kardamonu i skórki cytrynowej)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;400g mąki  (przesianej)&lt;br /&gt;ok. 150g mleka&lt;br /&gt;7g suchych drożdży&lt;br /&gt;100g cukru&lt;br /&gt;2 duże jaja&lt;br /&gt;skórka otarta z 1 dużej cytryny&lt;br /&gt;¼ łyżeczki kardamonu (zmielonego lub drobno utartego)&lt;br /&gt;szczypta soli&lt;br /&gt;200g masła w temperaturze pokojowej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok. 500g truskawek&lt;br /&gt;cukier puder do oprószenia ciasta&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Suche drożdże rozprowadzić  w kilku łyżeczkach lekko podgrzanego mleka z łyżeczką cukru i odrobiną mąki (składniki odejmować z ogólnej puli), wymieszać i pozostawić na kilkanaście minut do wyrośnięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaja roztrzepać z cukrem i solą. Dodać pozostałą mąkę, drożdżowy rozczyn, kardamon  i drobno utartą skórkę z cytryny. Połączyć wszystkie składniki. W trakcie zagniatania dodać masło. Zagniatać aż do uzyskania gładkiego ciasta. Ciasto powinno być miękkie i dość klejące.&lt;br /&gt;Jeśli będzie się zbyt mocno kleiło do rąk, to najlepiej nie podsypywać go mąką, ale lekko nasmarować dłonie oliwą. (Ja wyrabiałam ciasto robotem).&lt;br /&gt;Włożyć ciasto do miski, przykryć ściereczką i pozostawić  do wyrośnięcia na ok. 1,5 godz.&lt;br /&gt;Przygotować dużą, prostokątną foremkę (35x25cm). Wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować masłem i oprószyć mąką.&lt;br /&gt;Do formy wyłożyć ciasto, rozciągając palcami. Zostawić do ponownego wyrośnięcia na ok. 1 godz.&lt;br /&gt;Na wierzchu ułożyć umyte i osuszone truskawki (kroiłam je na połówki).&lt;br /&gt;Wstawić do nagrzanego do 180st. C piekarnika. Piec ok. 25-40min (u mnie grzałki: góra - dół).&lt;br /&gt;Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić czy patyczek włożony w środek ciasta wychodzi suchy.&lt;br /&gt;Ostudzone ciasto posypać cukrem pudrem.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-6828958053642481758?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/6828958053642481758/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=6828958053642481758&amp;isPopup=true' title='Komentarze (35)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6828958053642481758'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6828958053642481758'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/07/zegnajac-sie-z-truskawkami-nie.html' title='Żegnając się z truskawkami, nie odrywając nosa od książki...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ZXyEZEQVzL8/Tg9L1e_IyGI/AAAAAAAADD8/WJxNrR8tnOw/s72-c/kaszubskie%2Bwidoki_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>35</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3009417716704813220</id><published>2011-06-25T22:06:00.013+02:00</published><updated>2011-09-28T16:41:03.849+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Warzywa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fasola'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Groszek zielony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fasolka szparagowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zupy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bób'/><title type='text'>Jest lato! jest zabawa! I zielsko jest! :)</title><content type='html'>Biała koszula, ciemne spodnie. I ostatni dzień w szkole.&lt;br /&gt;Świadectwo odebrane. Łzy wzruszenia uronione (nawet całkiem sporo). I bynajmniej nie przez świeżo upieczonego ucznia klasy trzeciej, ale jego nieznośnie płaczliwą matkę (a przy tym bardzo dumną z syna :)). :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-3QUi91T5NrA/TgZAq3WNXPI/AAAAAAAADD0/QdRi_01545E/s1600/dzieci_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-3QUi91T5NrA/TgZAq3WNXPI/AAAAAAAADD0/QdRi_01545E/dzieci_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622252289974426866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Spacer ulicami miasta w jedynym słusznym kierunku takiego dnia jak ten. Lody w legendarnym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Misiu”&lt;/span&gt;, który od lat co najmniej „-dziestu” rezyduje niezmiennie w tym samym, skromnym, lilipucim wręcz lokalu. I tak jak lat „-dzieści” temu, tak i teraz smaków do wyboru jest dosłownie garstka.  Za to smakują dokładnie tak samo jak wtedy, gdy to ja byłam dzieckiem. Nie potrzeba niebieskich barwników, czy wymyślnych, egzotycznych dodatków.  To prawdziwe lody. Uwielbiają je dzieci. Kochają je dorośli.&lt;br /&gt;Każda okazja jest dobra, żeby zajrzeć do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Misia”&lt;/span&gt;. Tego dnia to niemal powinność... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-SXsu2mSyNM0/TgZAnOHW17I/AAAAAAAADDs/7lycIM5JLiQ/s1600/dzieci_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-SXsu2mSyNM0/TgZAnOHW17I/AAAAAAAADDs/7lycIM5JLiQ/dzieci_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622252227366672306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Potem grill w ogródku z rodziną. Nadmiar szczęścia z wakacyjnej wolności.&lt;br /&gt;Wiwat lato! Wiwat wakacje! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-pA-zDwluLLk/TgZAiTP7oNI/AAAAAAAADDk/d_sDHOk29H4/s1600/zupa%2Bletnia%2B%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-pA-zDwluLLk/TgZAiTP7oNI/AAAAAAAADDk/d_sDHOk29H4/zupa%2Bletnia%2B%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622252142845468882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio ktoś znajomy nieoczekiwanie zaserwował mi słowa: „te twoje zielska... :)”.&lt;br /&gt;No cóż, moje zielska są po prostu moje ulubione. :)&lt;br /&gt;Smakują lepiej, wyglądają lepiej, łatwiej i szybciej dają się przyrządzić, a do tego są bardziej fotogeniczne.  Dla mnie same zalety. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-goz1wjfJ9eQ/TgZAcn_fVaI/AAAAAAAADDc/BVf062av_Xw/s1600/zupa%2Bletnia%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-goz1wjfJ9eQ/TgZAcn_fVaI/AAAAAAAADDc/BVf062av_Xw/zupa%2Bletnia%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622252045334435234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pozostając więc w temacie zielska i wakacji jednocześnie, proponuję bardzo lekką zupę, pełną letnich warzyw. To właściwie całkiem zwyczajna zupa, najzwyklejsza jarzynowa, choć bez kawałka mięsa. Różnica jest taka, że nie gotowałam jej tradycyjnie, aż do porządnej miękkości warzyw.  Proces warzenia był stosunkowo krótki, a warzywa wrzucane były do  bulionu tylko na kilka minut. Dzięki temu pozostały jędrne, chrupkie i bardzo pyszne. Zupełnie jak w moich warzywnych sałatach.&lt;br /&gt;Ale uwaga! To nie jest zupa dla każdego. Nie posmakuje ona temu, kto lubuje się tylko w rozgotowanych jarzynkach... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-fFugjWsNw1s/TgZATF2GK7I/AAAAAAAADDU/FaA0k9HT-BY/s1600/zupa%2Bletnia%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_4.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 682px; height: 512px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-fFugjWsNw1s/TgZATF2GK7I/AAAAAAAADDU/FaA0k9HT-BY/zupa%2Bletnia%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622251881549409202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A korzystając z okazji, chciałam zachęcić do lektury mojego pierwszego, drukowanego artykułu. Zaproszona do współpracy przez magazyn &lt;a href="http://czaswina.pl/"&gt;„Czas Wina”&lt;/a&gt; - popełniłam debiutancki tekst. Temat oczywiście mocno kulinarny. :) Kogo interesuje  świat dobrych win – może skusi się na wersję drukowaną (dwumiesięcznik dostępny jest w Empikach). O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Wyznaniach lawendowej kosmitki”&lt;/span&gt; można też poczytać on-line (&lt;a href="http://czaswina.pl/artykul/wyznania-lawendowej-kosmitki"&gt;tutaj - klik&lt;/a&gt;). &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Miłego (mam taką nadzieję) czytania! :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-vSewXhgWjrE/TgZAMN7BQ-I/AAAAAAAADDM/P7ft_fARpqg/s1600/zupa%2Bletnia%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-vSewXhgWjrE/TgZAMN7BQ-I/AAAAAAAADDM/P7ft_fARpqg/zupa%2Bletnia%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622251763458458594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Letnia zupa z chrupiącymi warzywami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok. ½ szkl. drobnej białej fasolki (świeżej lub suszonej, w wersji leniwej ostatecznie gotowa z puszki)&lt;br /&gt;nieduży por (tylko jasna część)&lt;br /&gt;ok. 1 szkl. wyłuskanego świeżego bobu&lt;br /&gt;ok. ¾ szkl. wyłuskanego zielonego groszku&lt;br /&gt;garść zielone j fasolki (ok. 150g)&lt;br /&gt;ok. 750 ml gorącego bulionu (dowolnie: warzywny lub mięsny)&lt;br /&gt;1 duży młody ziemniak&lt;br /&gt;ok. 2 łyżek oliwy lub oleju roślinnego&lt;br /&gt;garść mieszanki świeżych ziół ( u mnie: tymianek + oregano + majeranek)&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli używamy suszonej białej fasoli – dzień wcześniej zalać zimną wodą i pozostawić na noc do napęcznienia. Następnego dnia odcedzić, zalać świeżą wodą i  ugotować fasolę do miękkości. Odcedzić.&lt;br /&gt;Warzywa umyć i osuszyć. Zioła posiekać.&lt;br /&gt;Ziemniaka pokroić w niedużą kostkę. Pora pokroić w piórka. Zieloną fasolkę pokroić na kawałki ok. 2-3 cm.&lt;br /&gt;W garnku rozgrzać oliwę, wrzucić pokrojonego pora i lekko zeszklić. Dodać ziemniaka i razem podsmażać ok. 1-2 min. na  niedużym ogniu. Wlać gorący bulion, dodać przygotowaną wcześniej białą fasolkę  i  – doprowadzić do wrzenia.*  Gotować pod przykryciem, aż ziemniaki zmiękną (ok. 10 min.). Teraz kolejno wrzucać warzywa: bób i fasolkę – gotować już bez przykrycia ok. 5 min. (warzywa powinny być lekko twardawe), a na sam koniec wrzucić zielony groszek i zostawić zupę na ogniu jeszcze przez 1 minutę.**&lt;br /&gt;W razie potrzeby doprawić solą i pieprzem do smaku.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;* Jeśli używamy fasolki z puszki – to przepłukaną i odcedzoną dodać dopiero na sam koniec gotowania wraz z groszkiem zielonym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;** To jest zupa z chrupiącymi, lekko twardawymi warzywami. Jeśli nie lubicie takich – należy samodzielnie dostosować czas gotowania. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3009417716704813220?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3009417716704813220/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=3009417716704813220&amp;isPopup=true' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3009417716704813220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3009417716704813220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/06/jest-lato-jest-zabawa-i-zielsko-jest.html' title='Jest lato! jest zabawa! I zielsko jest! :)'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-3QUi91T5NrA/TgZAq3WNXPI/AAAAAAAADD0/QdRi_01545E/s72-c/dzieci_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-4233759499752248364</id><published>2011-06-19T21:28:00.008+02:00</published><updated>2011-09-28T16:41:43.823+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Truskawki'/><title type='text'>Czerwień jej słodka, głęboka...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-ROM4bUVb5QQ/Tf5OVk5Hd0I/AAAAAAAADDE/pv_LydnGTPo/s1600/sernik%2Bcytrynowy%2Bz%2Btruskawkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ROM4bUVb5QQ/Tf5OVk5Hd0I/AAAAAAAADDE/pv_LydnGTPo/sernik%2Bcytrynowy%2Bz%2Btruskawkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5620015517592418114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czerwcowa czerwień zdominowała tak niedawną zieleń maja.&lt;br /&gt;Moje ulubione, codziennie odwiedzane  stragany uginają się pod ciężarem  pachnących truskawek i rubinowych czereśni.&lt;br /&gt;Właśnie rozpoczął się sezon na kaszubski skarb. Truskawki, które tutaj rosną mają mocno intensywny smak. Są słodkie jak żadna inna znana mi odmiana. Pachną też inaczej.&lt;br /&gt;Kilogram dziennie  przyniesiony do domu – to stały rytuał.&lt;br /&gt;Dzieci najczęściej domagają się gęstego, mocno owocowego koktajlu. Różowe wąsy są miarą zadowolenia. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-3whKVgwCpLo/Tf5OKk7E9ZI/AAAAAAAADC8/_Q6_KyKQ3sY/s1600/sernik%2Bcytrynowy%2Bz%2Btruskawkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-3whKVgwCpLo/Tf5OKk7E9ZI/AAAAAAAADC8/_Q6_KyKQ3sY/sernik%2Bcytrynowy%2Bz%2Btruskawkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5620015328622081426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mnie najbardziej cieszą zjedzone tak po prostu – saute. Ewentualnie z odrobiną cukru, pokłute lekko widelcem i pozostawione na parę minut, by puściły pyszny sok. Wylizuję go do ostatniej kropelki. :)&lt;br /&gt;A w tak zwanym międzyczasie ciasto się pojawia. Ostatnio piekłam sernik. Cytrynowy. A na wierzchu świeże, słodkie truskawki pod cytrynową galaretką. To wypiek już archiwalny, sprzed tygodnia.  Upiekłam za jednym zamachem dwa. Jeden, z okazji  imienin  trafił do pracy, a drugim zajadaliśmy się w domu.  Oczywiście ciasto jest już tylko wspomnieniem uwiecznionym na zdjęciach. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-jPpboFNct1g/Tf5OFvKoVyI/AAAAAAAADC0/liV1NR7WzUo/s1600/sernik%2Bcytrynowy%2Bz%2Btruskawkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-jPpboFNct1g/Tf5OFvKoVyI/AAAAAAAADC0/liV1NR7WzUo/sernik%2Bcytrynowy%2Bz%2Btruskawkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5620015245472323362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sernik cytrynowy z truskawkami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;podłużna forma 30x11cm lub okrągła o średnicy 20cm&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ciasto kruche:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;100g mąki&lt;br /&gt;szczypta soli&lt;br /&gt;50g zimnego masła&lt;br /&gt;60g cukru trzcinowego&lt;br /&gt;1 żółtko&lt;br /&gt;1 łyżka syropu złocistego (golden syroup)*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* jeśli nie mamy –  w zamian można dać syrop klonowy, albo po prostu 1-2 łyżki zimnej wody (dla związania ciasta)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mąkę przesiać  wraz z solą do misy lub na stolnicę. Dodać zimne masło i posiakać nożem. Dołożyć cukier i żółtka i bardzo krótko wyrobić (ciasto będzie mocno grudkowate). Wlać syrop złocisty (lub wodę) i  wyrobić, aż ciasto uzyska formę zwartej kuli.&lt;br /&gt;Zawinąć ciasto w folię spożywczą i wstawić do lodówki na ok. 30 min. do schłodzenia.&lt;br /&gt;Rozgrzać piekarnik do 180 st.C. Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować masłem i oprószyć delikatnie mąką lub bułką tartą.&lt;br /&gt;Schłodzone ciasto rozwałkować do wymiaru wielkości dna foremki (polecam metodę wałkowania pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia). Wyłożyć na dnie foremki, widelcem ponakłuwać w kilku miejscach. Podpiec ok. 10 min. w nagrzanym piekarniku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Masa serowa:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;3 jaja&lt;br /&gt;110g cukru (ok. ½ szkl.)&lt;br /&gt;100g śmietany 36% (polecam bardzo gęstą śmietanę w kubeczkach firmy Piątnica)&lt;br /&gt;2 łyżki maizeny (skrobii kukurydzianej)&lt;br /&gt;1 łyżka limoncello – można pominąć&lt;br /&gt;skórka z 2 cytryn&lt;br /&gt;500g twarogu 3-krotnie mielonego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie, gdy spody się studzą – przygotować masę serową.&lt;br /&gt;Jajka utrzeć z cukrem do białości. Cały czas ucierając dodawać kolejno: śmietanę, maizenę, limoncello i skórkę z cytryn. Na sam koniec wmieszać bardzo delikatnie twaróg (jeśli robotem to na najniższych obrotach).&lt;br /&gt;Wylać masę na podpieczony spód.&lt;br /&gt;Przygotować „kąpiel wodną”. Jeśli mamy dużą blachę z  rantem z wszystkich stron (taką w wyposażeniu piekarnika) to wlewamy do niej gorącą wodę (ilość taka, by się nie przelewało). W innym wypadku potrzebna będzie  dodatkowa foremka  o średnicy większej, niż foremka, w której pieczemy sernik. Wkładamy mniejszą foremkę do większej i wlewamy  wodę (wystarcz mniej więcej do połowy wysokości mniejszej foremki).&lt;br /&gt;Piec ok. 45 - 50 min. W 180 st.C.  Patyczek włożony w środek ciasta nie powinien być mokry.  Studzić ciasto na kratce – nie wyjmować z foremki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dodatkowo:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;ok. 250g  świeżych truskawek&lt;br /&gt;sok wyciśnięty z 2 cytryn&lt;br /&gt;ok. 60 ml wody (= ok. ¼ szkl.)&lt;br /&gt;ok. 3 łyżki cukru (a najlepiej do smaku)&lt;br /&gt;4 listki żelatyny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Listki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie.&lt;br /&gt;Sok z cytryn wymieszać z wodą i cukrem. Zagotować. Do gorącego płyny dodać mocno odciśniętą żelatynę i wymieszać. Pozostawić do schłodzenia. Odparowany płyn można dla szybszego ścinania włożyć do lodówki.&lt;br /&gt;W międzyczasie umyć i bardzo dokładnie osuszyć i odszypułkować truskawki. Każdą pokroić na plasterki (ok. 3-4 mm grubości). Ułożyć „na zakładki” na ostudzonym serniku.&lt;br /&gt;Gdy galaretka cytrynowa zacznie już lekko tężeć  - zalać nią ciasto. Przykryć folią alu lub spożywczą i wstawić do lodówki do całkowitego stężenia.&lt;br /&gt;Przed spożyciem najlepiej wyjąć sernik na min. 30 min. do odtajenia.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-4233759499752248364?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/4233759499752248364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=4233759499752248364&amp;isPopup=true' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4233759499752248364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4233759499752248364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/06/czerwien-jej-sodka-geboka.html' title='Czerwień jej słodka, głęboka...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ROM4bUVb5QQ/Tf5OVk5Hd0I/AAAAAAAADDE/pv_LydnGTPo/s72-c/sernik%2Bcytrynowy%2Bz%2Btruskawkami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5652822443098134476</id><published>2011-06-15T22:22:00.008+02:00</published><updated>2011-09-28T16:42:47.356+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ryby'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zapiekanki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szparagi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Łosoś'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wytrawne wypieki'/><title type='text'>Tarta z łososiem, szparagami i koperkiem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Us0dpB5EJIo/TfkU1rbmsKI/AAAAAAAADCs/RT-8Opyk5dk/s1600/tarta%2Bz%2Blososiem%2Bi%2Bszparagami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Us0dpB5EJIo/TfkU1rbmsKI/AAAAAAAADCs/RT-8Opyk5dk/tarta%2Bz%2Blososiem%2Bi%2Bszparagami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5618544922545533090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Liczę dni. Ściślej mówiąc: odliczam. Dlaczego tak się niemiłosiernie wloką???&lt;br /&gt;Odpowiadam więc sama sobie: szalona! co za bzdury, wcale się nie wloką! Przeciwnie, lecą jak szalone,  nawet szybciej, niż bym tego sobie życzyła. Wciąż i wciąż czekają odkładane sprawy i spotkania (bo ciągle „coś”); letnia sukienka jeszcze wisi w sklepie zamiast na wieszaku w mojej szafie; synek ledwo co rozpoczął kolejny rok szkolny, a już lada dzień go kończy; córeczka zrobiła się samodzielna nie wiadomo kiedy; mężowi w międzyczasie wybiła równa „dziesiątka”, a mnie przybyła kolejna zmarszczka. :)&lt;br /&gt;W takich właśnie okolicznościach narzekam na czas. Nie ma co ukrywać, powód jest tylko jeden: urlop. :) Wyczekany, wytęskniony, zaplanowany... Żeby już był! Najchętniej już! Teraz! W tej chwili!&lt;br /&gt;Mojego zniecierpliwienia nie polepsza sytuacja w pracy. Wszyscy albo dopiero co z wczesnego urlopu wrócili, albo właśnie spacerują po plażach greckich wysp... A ja czekam... i czekam..., i czekam... Uchhhhhh....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-mznm7C6Z3fU/TfkUwGQt-FI/AAAAAAAADCk/jP6yEjbmRAk/s1600/tarta%2Bz%2Blososiem%2Bi%2Bszparagami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-mznm7C6Z3fU/TfkUwGQt-FI/AAAAAAAADCk/jP6yEjbmRAk/tarta%2Bz%2Blososiem%2Bi%2Bszparagami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5618544826668415058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tyle dobrego w tym czekaniu, że sezon truskawkowy w pełni, jest więc smaczny czynnik zastępczy i umilający czas. Taki trochę na otarcie łez.  I szparagi, których na mojej północy ciągle jeszcze nie brakuje na straganach. Nie przeszkadza mi, że zjadłam już w tym sezonie pokaźną liczbę pęczków. W końcu to smakołyk, a zdrowych smakołyków żal sobie odmawiać.&lt;br /&gt;Zatem czekam dalej, podjadam coś smacznego...odliczając dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-ktsiXDTp5UM/TfkUqCjyoqI/AAAAAAAADCc/3R30mfJxt4M/s1600/tarta%2Bz%2Blososiem%2Bi%2Bszparagami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ktsiXDTp5UM/TfkUqCjyoqI/AAAAAAAADCc/3R30mfJxt4M/tarta%2Bz%2Blososiem%2Bi%2Bszparagami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5618544722595455650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tarta z łososiem, szparagami i koperkiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;lekko inspirowane przepisem w „Delicious” nr 5/2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(kwadratowa blaszka 20x20 cm; 3- 4 porcje lub 2 dla bardzo głodnych)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kruche ciasto:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;160g mąki pszennej&lt;br /&gt;½ łyżeczki soli&lt;br /&gt;1 łyżeczka cukru&lt;br /&gt;80g zimnego masła – pokrojonego w małą kostkę&lt;br /&gt;2 łyżki bardzo zimnej wody&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mąkę przesiać wraz z solą i cukrem na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać 1 łyżkę zimnej wody i zagnieść ciasto, aż będzie gładkie. Gdyby wciąż było zbyt suche – dodać drugą łyżkę wody.&lt;br /&gt;Uformować kulę, spłaszczyć ją dość mocno, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nadzienie:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;ok. 150 g świeżego łososia bez skóry&lt;br /&gt;½ pęczka zielonych szparag (najlepiej grubszych)&lt;br /&gt;ok. 8-10 pomidorków koktajlowych&lt;br /&gt;100ml śmietanki 30 lub 36%&lt;br /&gt;2 jaja&lt;br /&gt;150g mozzarelli&lt;br /&gt;dużą garść posiekanego koperku&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mozzarellę pokroić na kawałki. Najlepiej przygotować ją przynajmniej 2-3 godziny wcześniej i pozostawić na sicie, by dobrze odsączona została z płynu.&lt;br /&gt;Łososia umyć, osuszyć i pokroić w grubą kostkę (ok. 2x2cm).&lt;br /&gt;Umytym i osuszonym szparagom odkroić główki, a łodyżki pokroić na ok. 2cm kawałki. Pomidorki podzielić na połówki.&lt;br /&gt;Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia, lub wysmarować masłem i oprószyć delikatnie mąką,&lt;br /&gt;Schłodzone kruche ciasto rozwałkować do wielkości foremki, dodając zapas po ok. 1,5 - 2cm z każdej strony (u mnie był to kwadrat 24x24cm). Spód podpiec przez ok. 10 min. W temp. 180st.C. Wyjąć z piekarnika i lekko ostudzić.&lt;br /&gt;Na przygotowany spód ułożyć kolejno pasy nadzienia:  szparagi -łosoś – szparagi – pomidorki – łosś - szparagi , etc, lub w dowolnie innej kombinacji.&lt;br /&gt;Śmietankę rozkłócić wraz z jajami, doprawić ok. 1/3 łyżeczką soli i pieprzem, oraz wmieszać posiekany koperek. Masą jajeczną zalać warzywa na tracie. Na wierzchu ułożyć kawałki mozzarelli.&lt;br /&gt;Piec ok. 30 min. w piekarniku nagrzanym do 180st. C. pod przykryciem z folii ALU. Po tym czasie zdjąć folię i przez kolejne ok. 10 min. jeszcze podpiekać, pozwalając  by ser się lekko zarumienił.&lt;br /&gt;Podawać ciepłe. Na zimno też całkiem nieźle smakuje.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5652822443098134476?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5652822443098134476/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5652822443098134476&amp;isPopup=true' title='Komentarze (34)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5652822443098134476'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5652822443098134476'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/06/tarta-z-ososiem-szparagami-i-koperkiem.html' title='Tarta z łososiem, szparagami i koperkiem'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Us0dpB5EJIo/TfkU1rbmsKI/AAAAAAAADCs/RT-8Opyk5dk/s72-c/tarta%2Bz%2Blososiem%2Bi%2Bszparagami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>34</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-211037854420670913</id><published>2011-06-07T19:48:00.007+02:00</published><updated>2011-09-28T16:43:12.263+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rabarbar'/><title type='text'>Placek jogurtowy z rabarbarem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-eFMK2eF9URo/Te5km3KQJrI/AAAAAAAADCU/Wl3M_m42HVo/s1600/placek%2Bjogurtowy%2Bz%2Brabarbarem_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-eFMK2eF9URo/Te5km3KQJrI/AAAAAAAADCU/Wl3M_m42HVo/placek%2Bjogurtowy%2Bz%2Brabarbarem_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615536404182345394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie nie pamiętam kiedy ostatni raz przygotowałam ciasto z kremem... Musiało minąć naprawdę wiele czasu, skoro nie potrafię odgrzebać w pamięci tego faktu. Kremy lubię, owszem, ale nie jakoś namiętnie. Jeśli już się decyduję – to wolę deser z dodatkiem kremu (na przykład taki letni i bardzo pyszny, mniammmm... - &lt;a href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2010/08/w-strugach-deszczu.html"&gt;klik&lt;/a&gt;). Ciasta z kolei to ja najchętniej przygotowuję i zjadam, takie zwykłe, ucierane, albo kruche. Proste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-UlTE1Is571U/Te5khGo-QtI/AAAAAAAADCM/qyijubfK-vc/s1600/placek%2Bjogurtowy%2Bz%2Brabarbarem_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-UlTE1Is571U/Te5khGo-QtI/AAAAAAAADCM/qyijubfK-vc/placek%2Bjogurtowy%2Bz%2Brabarbarem_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615536305258513106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A że wciąż jeszcze sezon na rabarbar trwa (już niedługo!) - to placek z rabarbarem upiec się musiał. Nie sam. Trochę mu pomogłam. :) Połowę zjadła rodzina, a połowę zaniosłam do pracy. Zjedzone zostało do ostatniego okruszka, więc myślę, że taki znów najgorszy nie był. :D &lt;br /&gt;Od siebie tylko dodam, że to całkiem fajny, puszysty placek. I owoce można w nim zmieniać do woli. Truskawki też będą super. :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-gOxlPi_sKZQ/Te5kc4wwZxI/AAAAAAAADCE/tiOwC3VaxgQ/s1600/placek%2Bjogurtowy%2Bz%2Brabarbarem_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-gOxlPi_sKZQ/Te5kc4wwZxI/AAAAAAAADCE/tiOwC3VaxgQ/placek%2Bjogurtowy%2Bz%2Brabarbarem_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615536232813586194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jogurtowy placek z rabarbarem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5 jaj&lt;br /&gt;400g cukru&lt;br /&gt;1 łyżeczka ekstraktu z wanilii&lt;br /&gt;200 ml oleju roślinnego (u mnie z pestek winogron)&lt;br /&gt;220g jogurtu naturalnego (dałam gęsty, typu „grecki”)&lt;br /&gt;500g mąki&lt;br /&gt;2,5 łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;oraz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;ok. 500 g rabarbaru&lt;br /&gt;2 łyżki cukru brązowego&lt;br /&gt;ok. 50g płatków migdałowych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;cukier puder do posypania wierzchu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C. Dużą blaszkę (35x25cm) wyłożyć papierem do pieczenia, lub wysmarować masłem i oprószyć mąką.&lt;br /&gt;Rabarbar umyć, osuszyć, pokroić na kawałki ok. 1-1,5 cm grubości. Posypać 2 łyżkami cukru – wymieszać.&lt;br /&gt;Mąkę przesiać do oddzielnej miski wraz z proszkiem do pieczenia.&lt;br /&gt;Oddzielić żółtka jaj od białek. Białka ubić na sztywną pianę.&lt;br /&gt;Żółtka utrzeć z cukrem. Dodawać kolejno olej roślinny, jogurt, oraz ekstrakt waniliowy.&lt;br /&gt;Ciągle ucierając – dodawać po trochę mąki.&lt;br /&gt;Na koniec włożyć całą pianę i bardzo delikatnie wymieszać masę (najlepiej ręcznie łopatką silikonową).&lt;br /&gt;Wyłożyć ciasto na przygotowaną blaszkę, Na wierzchu rozłożyć rabarbar. Posypać migdałami w płatkach.&lt;br /&gt;Piec ok. 45 - 50 min. Gdyby ciasto zbyt szybko się rumieniło – przykryć z wierzch folią ALU.&lt;br /&gt;Patyczek włożony w środek ciasta powinien być suchy.&lt;br /&gt;Ostudzone ciasto oprószyć cukrem pudrem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-211037854420670913?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/211037854420670913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=211037854420670913&amp;isPopup=true' title='Komentarze (39)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/211037854420670913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/211037854420670913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/06/placek-jogurtowy-z-rabarbarem.html' title='Placek jogurtowy z rabarbarem'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-eFMK2eF9URo/Te5km3KQJrI/AAAAAAAADCU/Wl3M_m42HVo/s72-c/placek%2Bjogurtowy%2Bz%2Brabarbarem_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>39</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-2934440140239493364</id><published>2011-06-01T21:16:00.010+02:00</published><updated>2011-09-28T16:43:58.876+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sałatki i Sałaty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Warzywa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Brokuł'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Przekąski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szparagi'/><title type='text'>W oczekiwaniu na wakacyjny podmuch</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ZXyCrtTgtMs/TeaQXeV9WnI/AAAAAAAADB4/4x58Rhn--EY/s1600/salata%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ZXyCrtTgtMs/TeaQXeV9WnI/AAAAAAAADB4/4x58Rhn--EY/salata%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613332718520457842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj był upał prawie nie do wytrzymania... Jak w środku gorącego lata.&lt;br /&gt;W pracy zakończyliśmy pewien bardzo długi etap. Tak długi, że gdy opasłe tomiska dokumentacji w końcu zostały zamknięte i pożegnane – wszyscy poczuliśmy się jak za szkolnych lat... Zupełnie jak dzień, w którym odbiera się cenzurkę, zamyka pewien okres życia pracowitego, a otwiera czas wakacji, zabawy i odpoczynku. Uczucie dość surrealistyczne, zważywszy na to, że nikogo z nas nie czeka dwumiesięczna przerwa od obowiązków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-4gnV55K3GFo/TeaQQfvZgLI/AAAAAAAADBw/68_YuYc3KW4/s1600/salata%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-4gnV55K3GFo/TeaQQfvZgLI/AAAAAAAADBw/68_YuYc3KW4/salata%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613332598636511410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I już nic mi się nie chciało. Tylko leniuchować. I zajadać lodami. :) Obiad po najniższej linii oporu. Ale w wiosenno – letnim tonie.&lt;br /&gt;A dzisiaj, znów nastał dzień jak co dzień. Zwykła droga do pracy, zwykłe obowiązki, nowe tematy, chłodny wiatr, brak upału i niechciany bąbel na stopie. Wakacyjny podmuch po nocy gdzieś odpłynął. To bez znaczenia, bo ten prawdziwy dopiero przede mną. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-CJvQN0Km6Ls/TeaQLmU6RxI/AAAAAAAADBo/l8D2aZrgLag/s1600/sa%25C5%2582ata%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-CJvQN0Km6Ls/TeaQLmU6RxI/AAAAAAAADBo/l8D2aZrgLag/sa%25C5%2582ata%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613332514505115410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sałata wiosenna mocno zielona&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;2-3 porcje&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2-3 garści rukoli&lt;br /&gt;pęczek zielonych szparag&lt;br /&gt;nieduży brokuł&lt;br /&gt;garść świeżo ukrojonych płatków parmezanu lub pecorino&lt;br /&gt;garść orzeszków piniowych&lt;br /&gt;ok. 2 łyżeczki gęstego octu balsamicznego&lt;br /&gt;ok. 2 łyżeczki oliwy z oliwek extra vergine&lt;br /&gt;sól do smaku (najlepiej gruboziarnistą – użyłam „maldon”)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szparagi i brokuła umyć. Szparagom odciąć zdrewniałe łodyżki, a z brokuła powycinać różyczki.&lt;br /&gt;W dużym garnku zagotować osoloną wodę. Różyczki brokuła i szparagi wrzucić na wrzątek i gotować ok. 3-5 min. (nie dłużej, warzywa powinny być lekko twarde, a nie rozgotowane). Odcedzić i zahartować  zimną wodą. Odłożyć warzywa na papierowy ręcznik, aby wchłonął wodę.&lt;br /&gt;Orzeszki piniowe uprażyć na suchej patelni.&lt;br /&gt;Rukolę, szparagi i brokuła rozłożyć na talerze. Posypać płatkami  parmezanu, orzeszkami, i solą, oraz skropić odrobiną oliwy, i octem balsamicznym.&lt;br /&gt;Podawać od razu.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-2934440140239493364?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/2934440140239493364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=2934440140239493364&amp;isPopup=true' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2934440140239493364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2934440140239493364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/06/w-oczekiwaniu-na-wakacyjny-podmuch.html' title='W oczekiwaniu na wakacyjny podmuch'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ZXyCrtTgtMs/TeaQXeV9WnI/AAAAAAAADB4/4x58Rhn--EY/s72-c/salata%2Bz%2Bzielonych%2Bwarzyw_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-2770189763976243013</id><published>2011-05-27T22:05:00.007+02:00</published><updated>2011-09-28T16:44:42.177+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szpinak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Warzywa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Botwinka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wytrawne wypieki'/><title type='text'>Zielsko, a dobre! Czyli rzecz o tarcie z wiosennym wnętrzem.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-hmfZteXuOI4/TeAEWQ65iyI/AAAAAAAADBg/gy1NrMtcuuw/s1600/tarta%2Bz%2Bbotwina%2Bi%2Bszpinakiem_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-hmfZteXuOI4/TeAEWQ65iyI/AAAAAAAADBg/gy1NrMtcuuw/tarta%2Bz%2Bbotwina%2Bi%2Bszpinakiem_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611489916249279266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeśli jest coś, co ostatnimi czasy smakowało nam  tak bardzo, że słowa tego nie oddadzą – to z pewnością była tym czymś właśnie ta tarta.&lt;br /&gt;Rafał po pierwszym kęsie ze zdumieniem wyraził swoją pochwałę:&lt;br /&gt;„O rany! Samo zielsko, a taaakie dobre!”.&lt;br /&gt;No cóż, zdecydowanie podzieliłam opinię mojego męża. Nadzienie z botwinki, szpinaku, czosnku  i świeżego rozmarynu było przepyszne.  Wprost G E N I A L N E !&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-9vl5Qhljx7A/TeAEQXgj5II/AAAAAAAADBY/TLO4Gd0GSo0/s1600/tarta%2Bz%2Bbotwina%2Bi%2Bszpinakiem_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9vl5Qhljx7A/TeAEQXgj5II/AAAAAAAADBY/TLO4Gd0GSo0/tarta%2Bz%2Bbotwina%2Bi%2Bszpinakiem_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611489814938641538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nawet  zielone szparagi, które są moim corocznym wiosennym hitem, podawanym we wszelkich możliwych  kombinacjach – zwyczajnie zostały przyćmione. Tarta bezkonkurencyjnie położyła wszystko inne co ostatnio jedliśmy na łopatki.&lt;br /&gt;Mam pomysł na ponowne wykorzystanie tego nadzienia. Przymierzam się do botwinkowo – szpinakowych pierożków.  Czuję, że to będzie kolejny nasz domowy hit. :)&lt;br /&gt;Tymczasem zachęcam – komu zielsko nie straszne – wypróbujcie tartę w barwach czerwieni! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-GDOLrAL8ABY/TeAELky5xhI/AAAAAAAADBQ/ljbT22sMdyg/s1600/tarta%2Bz%2Bbotwina%2Bi%2Bszpinakiem_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-GDOLrAL8ABY/TeAELky5xhI/AAAAAAAADBQ/ljbT22sMdyg/tarta%2Bz%2Bbotwina%2Bi%2Bszpinakiem_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611489732605888018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tarta z botwinką i szpinakiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;okrągła forma wielkości ok. 25-26cm&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kruche ciasto:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;150g mąki pszennej&lt;br /&gt;½ łyżeczki soli&lt;br /&gt;1 łyżeczka cukru&lt;br /&gt;75g zimnego masła – pokrojonego w małą kostkę&lt;br /&gt;2 łyżki bardzo zimnej wody&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mąkę przesiać wraz z solą i cukrem na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać 1 łyżkę zimnej wody i zagnieść ciasto, aż będzie gładkie. Gdyby wciąż było zbyt suche – dodać drugą łyżkę wody.&lt;br /&gt;Uformować kulę, spłaszczyć ją dość mocno, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nadzienie:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;1 pęczek botwinki wraz z buraczkami&lt;br /&gt;1 pęczek szpinaku&lt;br /&gt;3 ząbki czosnku&lt;br /&gt;2 łyżki oliwy (do smażenia)&lt;br /&gt;1 gałązka świeżego rozmarynu&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;100ml śmietanki 30%&lt;br /&gt;2 duże jaja&lt;br /&gt;ok. ½ łyżeczki soli&lt;br /&gt;pieprz&lt;br /&gt;duża garść parmezanu w cienkich płatkach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozgrzać piekarnik do 180 st.C. Przygotować formę żaroodporną do tarty o średnicy 25 -26cm. Wysmarować masłem, lub spryskać oliwą i oprószyć mąką. Nadmiar mąki strząsnąć.&lt;br /&gt;Kruche ciasto rozwałkować dość cienko, tak by uzyskać średnicę o ok. 3-4 cm większą niż foremka. Wykleić dno formy i ścianki.  Widelcem zrobić kilka nakłuć.  Włożyć do piekarnika i podpiekać ok. 10-12 min. Spody mają się ściąć i bardzo delikatnie zezłocić. (Można zastosować metodę podpiekania „na biało” czyli pod ciężarem np. z ziaren fasoli czy grochu).&lt;br /&gt;Wyjąć formę z piekarnika i pozostawić na kratce do lekkiego ostudzenia.&lt;br /&gt;W tym czasie przygotować nadzienie.&lt;br /&gt;Szpinak i botwinkę dokładnie umyć, osuszyć (np. papierowymi ręcznikami). Liście i łodygi botwinki pokroić dość drobno, a buraczki – w słupki. Szpinak w zależności od wielkości listków pokroić lub pozostawić w całości. Czosnek i listki rozmarynu drobniutko posiekać.&lt;br /&gt;Na głębokiej patelni rozgrzać 2 łyżki oliwy. Wrzucić botwinkę i mieszając od czasu do czasu dusić kilka minut, aż buraczki i liście zmiękną. Dorzucić szpinak, posiekany czosnek i rozmaryn. Smażyć kolejne ok. 3 min. Doprawić do smaku solą i pieprzem.&lt;br /&gt;Jajka rozkłócić w misce wraz ze śmietankę. Doprawić solą i pieprzem.&lt;br /&gt;Na ostudzony spód tarty wyłożyć warzywa. Zalać masą jajeczną (można trochę nożem „wymieszać” masę z   nadzieniem warzywnym). Na wierzchu ułożyć płatki parmezanu.&lt;br /&gt;Piec ok. 30 min. Do momentu aż masa jajeczna się zetnie, a góra tarty ładnie się zezłoci.&lt;br /&gt;Podawać na ciepło. Na zimno również pyszne.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-2770189763976243013?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/2770189763976243013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=2770189763976243013&amp;isPopup=true' title='Komentarze (31)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2770189763976243013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/2770189763976243013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/05/zielsko-dobre-czyli-rzecz-o-tarcie-z.html' title='Zielsko, a dobre! Czyli rzecz o tarcie z wiosennym wnętrzem.'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-hmfZteXuOI4/TeAEWQ65iyI/AAAAAAAADBg/gy1NrMtcuuw/s72-c/tarta%2Bz%2Bbotwina%2Bi%2Bszpinakiem_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>31</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-6853970923187239300</id><published>2011-05-21T10:33:00.006+02:00</published><updated>2011-09-28T16:45:11.791+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makarony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szparagi'/><title type='text'>Szczęśliwe dziewczynki lubią makaron</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-dKAB4534yMo/Tdd5IGsdPtI/AAAAAAAADBI/9QCCkg7_yzU/s1600/Maja.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 680px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-dKAB4534yMo/Tdd5IGsdPtI/AAAAAAAADBI/9QCCkg7_yzU/Maja.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609085041056235218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co robią małe dziewczynki na spacerze z mamą w słoneczny dzień?&lt;br /&gt;Moja na przykład robi widowisko przed Dworem Artusa, tańcząc a'la „prima balerina”, tudzież śpiewając kompozycje własne. Tekst oczywiście tworzony jest na potrzebę chwili, nigdy dwa razy się nie powtarza i opiewa dziwy przyrody, tudzież zjawiska nadprzyrodzone. Jednym słowem, znaleźć tam można wszystko co w duszy gra niespokojnej duchem i ciałem czterolatce. :D&lt;br /&gt;Ile dmuchawców jest w stanie „rozebrać” mała dziewczynka? Dostatecznie dużo, by mama dziewczynki:&lt;br /&gt;a) poczuła się znudzona przedłużającą się zabawą&lt;br /&gt;b) wyczerpała pomysły na milionowe ujęcie foto szczęśliwej Mai&lt;br /&gt;a) zgłodniała w międzyczasie. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szybki posiłek jak zwykle prędki w przygotowaniu makaron.  Ta wersja jest dość kaloryczna, więc nie polecam przesadzać z częstotliwością. Ale smakuje... mniammmm... :) My zajadaliśmy się wczoraj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-eHgDr8gBRxY/Tdd5DkroGKI/AAAAAAAADBA/v2AE5tl_-oc/s1600/rigatoni%2Bz%2Bserem%2Bplesniowym%2Bi%2Bszparagami.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 520px; height: 783px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-eHgDr8gBRxY/Tdd5DkroGKI/AAAAAAAADBA/v2AE5tl_-oc/rigatoni%2Bz%2Bserem%2Bplesniowym%2Bi%2Bszparagami.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609084963206469794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rigatoni w sosie z gorgonzolą, szparagami i tymiankiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na 3 porcje&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pęczek zielonych szparag&lt;br /&gt;makaron rigatoni (u mnie po 2 duże garście na / 1 os.)&lt;br /&gt;100 g boczku wędzonego&lt;br /&gt;ok. 400g kwaśnej śmietany 18% (lub 22%)&lt;br /&gt;ok. 100g gorgonzoli lub innego sera pleśniowego&lt;br /&gt;kilka gałązek świeżego tymianku&lt;br /&gt;pieprz do smaku&lt;br /&gt;ew. sól&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szparagi umyć, osuszyć, odciąć główki (odłożyć osobno), łodyżki pokroić na kawałki ok. 2cm długości.&lt;br /&gt;Boczek pokroić w cieniutkie plasterki.&lt;br /&gt;Na rozgrzaną, głęboką patelnię wrzucić boczek i smażyć kilka minut, aż lekko się zezłoci. Gdyby wytopiło się zbyt dużo tłuszczu - odlać. Wlać śmietanę, dodać listki tymianku, oraz wkruszyć ser. Gotować na niewielkim płomieniu, mieszając od czasu do czasu. Ser powinien się w całości rozpuścić, a śmietana nieco zgęstnieć. Na sam koniec doprawić do smaku pieprzem (ja daję sporo), oraz ewentualnie solą (tylko ostrożnie, bo ser pleśniowy jest słony sam w sobie!)&lt;br /&gt;W tym samym czasie gdy przygotowujemy sos, należy gotować makaron (al dente) w dużej ilości osolonej wody. Ok. 5 minut przed końcem gotowania (a więc gdy makaron jest jeszcze nieco twardawy), do garnka dorzucić pokrojone szparagi i gotować razem. A na ok. 1-2 min. przed odcedzaniem dodać jeszcze główki szparag.&lt;br /&gt;Gotowy makaron ze szparagami odcedzić i wrzucić do gorącego sosu śmietanowo - serowego. Wymieszać. Podawać od razu.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-6853970923187239300?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/6853970923187239300/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=6853970923187239300&amp;isPopup=true' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6853970923187239300'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6853970923187239300'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/05/szczesliwe-dziewczynki-lubia-makaron.html' title='Szczęśliwe dziewczynki lubią makaron'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-dKAB4534yMo/Tdd5IGsdPtI/AAAAAAAADBI/9QCCkg7_yzU/s72-c/Maja.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3774642184144862516</id><published>2011-05-15T13:12:00.011+02:00</published><updated>2011-09-28T16:46:41.488+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sałatki i Sałaty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rzodkiewki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rukola'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Awokado'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe co nieco'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szparagi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kuskus'/><title type='text'>Kuskus ze szparagami na piknik lub do pracy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-huhEZ9DyJ5U/Tc-1iVZXywI/AAAAAAAADA4/te5RSJJ1ZR8/s1600/kuskus%2Bz%2Bnowalijkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-huhEZ9DyJ5U/Tc-1iVZXywI/AAAAAAAADA4/te5RSJJ1ZR8/kuskus%2Bz%2Bnowalijkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606899662563298050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nareszcie zalała mnie wiosna. Również ta kulinarna. Długo na nią czekałam,  zabiegana i zbyt zajęta, by poświęcić jej należną uwagę.  Od kilku dni w końcu mam czas, by się nią  delektować. Rano w drodze do pracy nasłuchuję szczebiocących wróbli. Przyglądam się ukwieconym drzewom i nie dowierzam, że tak prędko przekwitają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-gRQ0zfHCjFo/Tc-1eXzmCDI/AAAAAAAADAw/qJeifG9H7B4/s1600/kuskus%2Bz%2Bnowalijkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-gRQ0zfHCjFo/Tc-1eXzmCDI/AAAAAAAADAw/qJeifG9H7B4/kuskus%2Bz%2Bnowalijkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606899594490677298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W pracy z koleżankami analizujemy wpadające promienie słoneczne, a widok  z naszego okna kuchennego na ogródek (w samym środku miasta) pozwala zrelaksować zmęczony od komputera wzrok. W drodze powrotnej do domu kupuję szparagi. Jak zwykle zielone, bo właśnie te lubię najbardziej.  Wiem, że jak zawsze skończą się prędko, zanim zdążę się prawdziwie nimi nacieszyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ZSGwiA4Ja4M/Tc-1aUtWwJI/AAAAAAAADAo/rez4Y1cUHhs/s1600/kuskus%2Bz%2Bnowalijkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZSGwiA4Ja4M/Tc-1aUtWwJI/AAAAAAAADAo/rez4Y1cUHhs/kuskus%2Bz%2Bnowalijkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606899524939726994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby – sałatka. Chociaż wcale nie taka „niby”... Całkiem wiosenna i dość pożywna. Trochę nowalijek, kuskus, cytryna i oliwa.  Zaletą tego typu potraw jest ich prostota i uniwersalność.  Sprawdzają się w różnych sytuacjach. W ostatnich dniach podałam ją na późną obiado-kolację. To co pozostało zabrałam następnego dnia w szczelnym pudełeczku do pracy na drugie śniadanie. A wczoraj fajnie spędziliśmy czas w ogrodzie u przyjaciół. Przygotowałam podobną sałatkę, jako dodatek do grillowanych mięs.&lt;br /&gt;Na majówkę, czy piknik w parku, albo na plaży też by się sprawdziło. Polecam. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-FGEF76fgX3s/Tc-1UWKFeRI/AAAAAAAADAg/a4_LuSFLvVM/s1600/kuskus%2Bz%2Bnowalijkami_4.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 682px; height: 512px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-FGEF76fgX3s/Tc-1UWKFeRI/AAAAAAAADAg/a4_LuSFLvVM/kuskus%2Bz%2Bnowalijkami_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606899422249449746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wiosenny kuskus ze szparagami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;½ szkl. kuskusu&lt;br /&gt;1 pęczek zielonych szparagów&lt;br /&gt;½ pęczka rzodkiewki&lt;br /&gt;1 dojrzałe awokado&lt;br /&gt;kilka sztuk suszonych pomidorów z zalewy oliwnej&lt;br /&gt;duża garść świeżej bazylii&lt;br /&gt;garść rukoli&lt;br /&gt;sok z 1-1 ½  cytryny (a najlepiej do smaku)&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;2-3 łyżki oliwy z oliwek extra vergine (u mnie ta, którą zalewałam suszone pomidory)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuskus przygotować na sypko (wg instrukcji na opakowaniu; nie zapomnieć o posoleniu).&lt;br /&gt;Szparagi umyć, osuszyć, usunąć zgrubiałe końcówki. Przygotować al dente na parze lub  włożyć do wrzącej wody i gotować ok. 4-5 min. (główki szparag powinny wystawać ponad wodę; zmiękną pod wpływem gorącej pary wodnej). Gotowe szparagi wyjąć z wrzątku i zahartować zimną wodą. Odciąć główki, a łodyżki pokroić na kawałki ok. 1-2cm długości.&lt;br /&gt;Rzodkiewkę umyć, osuszyć, odciąć ogonki i pokroić na cieniutkie plasterki. Suszone pomidory pokroić w paseczki lub kosteczkę. Bazylię porwać (raczej nie kroić nożem, bo listki ściemnieją). Awokado przekroić na pół, usunąć pestkę, wydrążyć miąższ dużą  łyżką z łupinki i pokroić w niezbyt drobną kostkę. Wszystkie składniki wrzucić do miski i od razu wlać sok z cytryny (zatrzyma ona proces utleniania się awokado). Dodać oliwę z oliwek, oraz sól i pieprz do smaku.  Wymieszać. Można podawać od razu, ale najlepiej smakuje po kilku godzinach chłodzenia w lodówce (smaki się przegryzą).&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3774642184144862516?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3774642184144862516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=3774642184144862516&amp;isPopup=true' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3774642184144862516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3774642184144862516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/05/kuskus-ze-szparagami-na-piknik-lub-do.html' title='Kuskus ze szparagami na piknik lub do pracy'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-huhEZ9DyJ5U/Tc-1iVZXywI/AAAAAAAADA4/te5RSJJ1ZR8/s72-c/kuskus%2Bz%2Bnowalijkami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-8403865951931069791</id><published>2011-05-07T20:31:00.003+02:00</published><updated>2011-05-07T20:39:09.014+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>A jeśli macie ochotę...</title><content type='html'>...dowiedzieć się co mnie inspiruje kulinarnie, to zapraszam Was do lektury na portal &lt;a href="http://www.we-dwoje.pl/salaty;i;salatki;-;przepisy;kulinarne;z;bloga;pieprzy;czy;wanilia,artykul,1456.html"&gt;We-dwoje&lt;/a&gt;. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-8403865951931069791?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/8403865951931069791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=8403865951931069791&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/8403865951931069791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/8403865951931069791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/05/jesli-macie-ochote.html' title='A jeśli macie ochotę...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-7365820913741000034</id><published>2011-05-05T21:44:00.006+02:00</published><updated>2011-09-28T16:50:21.544+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe słodkości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jagody'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasteczka'/><title type='text'>Zanim wrócę...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-31jB1L5mU3g/TcL-eQ8SuCI/AAAAAAAADAY/QRWhoLp3VMM/s1600/serniczki%2Bz%2Bjagodami%2Bi%2Bkruszonka_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-31jB1L5mU3g/TcL-eQ8SuCI/AAAAAAAADAY/QRWhoLp3VMM/serniczki%2Bz%2Bjagodami%2Bi%2Bkruszonka_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5603320682299701282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przychodzą do mnie maile. I pytania. Zatroskane.&lt;br /&gt;Padły nawet nieoczekiwane dla mnie prośby, abym nie kasowała bloga...&lt;br /&gt;Chciałam Was uspokoić. I usprawiedliwić się.&lt;br /&gt;Mój brak aktywności blogowej jest chwilowy (choć przedłużający się).&lt;br /&gt;Nie zamierzam niczego kasować.&lt;br /&gt;Nie zamykam bloga.&lt;br /&gt;Oddaliłam się, ale tylko na trochę.&lt;br /&gt;No tak już jest, że w życiu są sprawy ważne i ważniejsze. :)&lt;br /&gt;Mnie teraz pochłaniają te ważniejsze.&lt;br /&gt;Wszystko inne, czy mam na to ochotę, czy też nie, musiałam odłożyć na potem.&lt;br /&gt;Ale już niedługo. Niedługo wrócę. :) Obiecuję.&lt;br /&gt;I zrobię to mocno stęskniona.&lt;br /&gt;Tymczasem dziękuję za wszystkie miłe słowa, którymi mnie obdarzyliście.&lt;br /&gt;Dzięki nim łatwiej mi znosić blogową rozłąkę...&lt;br /&gt;Jeszcze tylko troszeczkę. Mam nadzieję, że zdążę  z wiosennymi smacznymi propozycjami. :)&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich! I życzę mnóstwo promieni słonecznych! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-P1Yj567W_Js/TcL-adJdncI/AAAAAAAADAQ/3o4x-2BsFUo/s1600/serniczki%2Bz%2Bjagodami%2Bi%2Bkruszonka_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-P1Yj567W_Js/TcL-adJdncI/AAAAAAAADAQ/3o4x-2BsFUo/serniczki%2Bz%2Bjagodami%2Bi%2Bkruszonka_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5603320616856690114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Serniczki z jagodami i kruszonką&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(12 serniczków wielkości mufinek)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ciasto kruche:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;100g mąki (u mnie krupczatka)&lt;br /&gt;szczypta soli&lt;br /&gt;50g masła&lt;br /&gt;60g cukru trzcinowego&lt;br /&gt;1 żółtko&lt;br /&gt;1 łyżka syropu klonowego*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;* Syrop klonowy bardzo przyjemnie wzbogaca smak ciasta i nadaje mu lekko "orzechowo - karmelowy" posmak. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie składniki, oprócz żółtka, posiekać nożem, a następnie ugnieść kruszonkę. Podzielić na dwie części. Jedną część kruszonki odstawić do lodówki. Do drugiej – dodać żółtko i wyrobić kruche ciasto (powinno być dość gładkie). Gotowe ciasto podzielić na 12 części.&lt;br /&gt;Przygotować formę do mufinek. Wyłożyć papierkami mufinkowymi. Dno każdego wgłębienia wylepić dość cienko jedną częścią kruchego ciasta. Wstawić do lodówki na ok. 30 min. Do schłodzenia.&lt;br /&gt;Następnie rozgrzać piekarnik do 180 st.C i spody w foremkach podpiec ok. 10 min. Wyjąć z piekarnika i lekko przestudzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Masa serowa:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;1 jajo&lt;br /&gt;50g cukru pudru&lt;br /&gt;2 łyżki maizeny (skrobii kukurydzianej)&lt;br /&gt;2 łyżki ajerkoniaku (niekoniecznie)&lt;br /&gt;skórka z 1 cytryny&lt;br /&gt;250g twarogu 3-krotnie mielonego&lt;br /&gt;oraz&lt;br /&gt;ok. ½  szkl. Jagód (użyłam mrożonych**)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;** jagody rozmroziłam, a następnie przez 3 godziny trzymałam na sicie, aby maksymalnie odsączyć&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie, gdy spody się studzą – przygotować masę serową.&lt;br /&gt;Jajko utrzeć z cukrem do białości. Cały czas ucierając dodawać kolejno: maizenę, ajerkoniak i skórkę z cytryny. Na sam koniec wmieszać bardzo delikatnie twaróg (jeśli robotem to na niskich obrotach).&lt;br /&gt;Rozlać masę na podpieczone spody. Na środek każdej wyłożyć po 1 łyżeczce jagód, a na wierzchu posypać schłodzoną kruszonką.&lt;br /&gt;Piec ok. 30 min. W 180 st.C. Serniczki (w papierkach) w miarę szybko wyjąć z formy mufinkowej (gdy tylko przestaną parzyć w dłonie). Dostudzić na kratce.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-7365820913741000034?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/7365820913741000034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=7365820913741000034&amp;isPopup=true' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7365820913741000034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7365820913741000034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/05/zanim-wroce.html' title='Zanim wrócę...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-31jB1L5mU3g/TcL-eQ8SuCI/AAAAAAAADAY/QRWhoLp3VMM/s72-c/serniczki%2Bz%2Bjagodami%2Bi%2Bkruszonka_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-216896240035540464</id><published>2011-04-17T19:55:00.011+02:00</published><updated>2011-09-28T16:51:09.232+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bakalie'/><title type='text'>Trzysta i 4</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-HtDFZDnG9IA/TasqOnfZZbI/AAAAAAAADAA/dFxfEDNMthw/s1600/keks%2Bdrozdzowy_5.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-HtDFZDnG9IA/TasqOnfZZbI/AAAAAAAADAA/dFxfEDNMthw/keks%2Bdrozdzowy_5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596613392545179058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wiem, wiem. Trochę mnie nie było. Tutaj. Bo gdzie indziej duuużo mnie i intensywnie.&lt;br /&gt;Nigdzie nie zaginęłam.&lt;br /&gt;Nie wyjechałam.&lt;br /&gt;I nawet nie zapomniałam.&lt;br /&gt;Tak zwyczajnie, czas nie guma. Choć nie powiem, szkoda.&lt;br /&gt;Bo robiłam tyyyle rzeczy.&lt;br /&gt;Przemierzyłam tyyyle kilometrów na nogach. Bynajmniej nie turystycznie.&lt;br /&gt;A w międzyczasie przeczytałam kilka setek stron. Jak zawsze z przyjemnością,&lt;br /&gt;Bo co jak co, ale dzień bez książki, to tak jak dzień bez aparatu – stracony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-u5KreDmbIFU/TasqKwO63dI/AAAAAAAAC_4/DWWzFjmmlAU/s1600/keks%2Bdrozdzowy_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-u5KreDmbIFU/TasqKwO63dI/AAAAAAAAC_4/DWWzFjmmlAU/keks%2Bdrozdzowy_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596613326172511698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie dwa, ba! nawet trzy tygodnie minęły...sama nie wiem kiedy.&lt;br /&gt;Pstryk! I jeden tydzień za mną.&lt;br /&gt;Pstryk! I i kolejny już tylko wspomnieniem.&lt;br /&gt;Pstryk! A na blogu trzysta wpisów.&lt;br /&gt;Równiusieńko.&lt;br /&gt;Już?! No już. Nazbierało się.&lt;br /&gt;Też nie wiem kiedy.&lt;br /&gt;Pstryk! I moja Pszczółka 4 latka skończyła.&lt;br /&gt;Już???! No już. Latka lecą.&lt;br /&gt;Tortu nie było. Ale były słodkie buziaki. I prezenty. I świeczki w cieście zastępczym. Z jagodami z zeszłorocznych jeszcze zapasów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-RVxBZQbWQ9Y/Tasp_cRoenI/AAAAAAAAC_o/CHqzPvVQQek/s1600/keks%2Bdrozdzowy_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 682px; height: 512px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-RVxBZQbWQ9Y/Tasp_cRoenI/AAAAAAAAC_o/CHqzPvVQQek/keks%2Bdrozdzowy_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596613131836619378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A  keks, to już taka przymiarka przedświąteczna.&lt;br /&gt;Bardzo maślana. Lekko cytrynowa. I nie przesadnie słodka.&lt;br /&gt;Nie omieszkam upiec kolejnego już za kilka dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-ZDXnDN8nhRg/Tasp3W_rJQI/AAAAAAAAC_g/IcVRcvPiNAc/s1600/keks%2Bdrozdzowy_4.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZDXnDN8nhRg/Tasp3W_rJQI/AAAAAAAAC_g/IcVRcvPiNAc/keks%2Bdrozdzowy_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596612992980165890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Keks drożdżowy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok. 1 szkl. bakalii namoczonych w rumie (owoce kandyzowane, rodzynki, kandyzowane skórki cytrusowe)&lt;br /&gt;Bakalie namoczyć przynajmniej wieczór wcześniej.&lt;br /&gt;Przed dodaniem do ciasta dobrze odsączyć z alkoholu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zaczyn:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;½ szkl. letniego mleka&lt;br /&gt;½ szkl. mąki&lt;br /&gt;2 łyżeczki cukru&lt;br /&gt;2 łyżeczki drożdży instant&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ciasto:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;cały zaczyn&lt;br /&gt;4 szkl. mąki&lt;br /&gt;½ szkl. letniego mleka&lt;br /&gt;6 łyżek cukru&lt;br /&gt;szczypta soli&lt;br /&gt;skórka otarta z 1 cytryny&lt;br /&gt;½ łyżeczki mielonego kardamonu&lt;br /&gt;4 jaja rozkłócone&lt;br /&gt;300g masła w temperaturze pokojowej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-TPO2pqbsyfs/TasrK0x2u_I/AAAAAAAADAI/hhNkC84RX90/s1600/keks%2Bdrozdzowy_2.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-TPO2pqbsyfs/TasrK0x2u_I/AAAAAAAADAI/hhNkC84RX90/s400/keks%2Bdrozdzowy_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596614426904411122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Zaczyn:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Połączyć w naczyniu  wszystkie składniki zaczynu. Wymieszać łyżką do uzyskania w miarę gładkiej konsystencji. Zostawić do czasu, aż zaczyn podwoi soją objętość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ciasto:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Do przesianej mąki dodać zaczyn, mleko, jaja, cukier, sól, kardamon i otartą skórkę z cytryny – wyrabiać ciasto do momentu aż będzie w miarę dobrze odchodziło od ścianek naczynia (lub dłoni). Dodać masło i wyrabiać ponownie przez ok. 10 min. Ciasto będzie teraz dość mocno kleiste i bardzo miękkie. Na koniec wmieszać odsączone bakalie.&lt;br /&gt;Przykryć ciasto folią spożywczą i pozostawić do wyrośnięcia na ok. 2 godziny. Wyrośnięte ciasto przełożyć do dwóch keksówek (długości ok. 23cm)) i pozostawić pod przykryciem do kolejnego wyrośnięcia na ok. 1 godzinę.&lt;br /&gt;Piec ok. 1 godziny w piekarniku rozgrzanym do 180 st.C. Gdyby ciasto od góry zbyt mocno się rumieniło – przykryć z wierzchu folią ALU.&lt;br /&gt;Wystudzić na kratce.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-216896240035540464?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/216896240035540464/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=216896240035540464&amp;isPopup=true' title='Komentarze (41)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/216896240035540464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/216896240035540464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/04/trzysta-i-4.html' title='Trzysta i 4'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-HtDFZDnG9IA/TasqOnfZZbI/AAAAAAAADAA/dFxfEDNMthw/s72-c/keks%2Bdrozdzowy_5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>41</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-4176104292220399033</id><published>2011-04-03T08:56:00.012+02:00</published><updated>2011-09-28T16:56:14.867+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cukinia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Warzywa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe co nieco'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wytrawne wypieki'/><title type='text'>Tondo di Piacenza</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-oDMKsJCgADg/TZga0PGJOiI/AAAAAAAAC_Y/PG3Va3KrrA0/s1600/cukinia%2Bfaszerowana%2Bkuskusem_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-oDMKsJCgADg/TZga0PGJOiI/AAAAAAAAC_Y/PG3Va3KrrA0/cukinia%2Bfaszerowana%2Bkuskusem_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591248422088292898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zupełnym przypadkiem trafiłam w sklepie na okrągłe cukinie. U nas nie są one tak popularne jak te podłużne.  A wielka szkoda, bo poza tym, że po prostu uroczo się prezentują – są idealne do faszerowania. Nie miałam żadnych dylematów typu" "brać czy nie brać?”... Oczywiście, że brać! Kto wie, kiedy znów taka okazja się nadarzy...&lt;br /&gt;Wujek Google podpowiedział mi, że to wczesnowiosenna odmiana cukinii, zwanej &lt;a href="http://ogrodniczy.eu/product/id/3600,cukinia-tondo-di-piacenza"&gt;Tondo di Piacenza&lt;/a&gt;. Brzmi bardzo włosko, prawda? :) Prawdę mówiąc, podczas mojej niedawnej wizyty w tym kraju – z ogromną zazdrością spoglądałam na stragany, na których grzecznie leżały sobie dokładnie takie same, pękate, zielone  owoce. Nie powiem ile kosztowało mnie wysiłku, by zdusić w sobie przemożną chęć spakowania kilku sztuk do bagażu.  Na szczęście (choć nie wiem, czy raczej jednak nie nieszczęście) straszakiem były niemałe opłaty za nadbagaż. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-inhvEBDWkWs/TZgauMI260I/AAAAAAAAC_Q/85jXeHNrUb8/s1600/cukinia%2Bfaszerowana%2Bkuskusem_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-inhvEBDWkWs/TZgauMI260I/AAAAAAAAC_Q/85jXeHNrUb8/cukinia%2Bfaszerowana%2Bkuskusem_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591248318215154498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Farsz przygotowałam dość prosty, na bazie: kuskusu, ziół, odrobiny tuńczyka i &lt;a href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/03/pomidory-suszone-na-soncu.html"&gt;suszonych pomidorów&lt;/a&gt; (&lt;a href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/03/pomidory-suszone-na-soncu.html"&gt;&lt;klik&gt;&lt;/klik&gt;&lt;/a&gt;niedawno je przygotowywałam, są już gotowe do jedzenia i smakują bossssko).  Dopełnienie smaku przyniosło trochę świeżo wyciśniętego soku z cytryny i odrobina oliwy. Oczywiście użyłam oliwę, która przykrywa wspomniane wyżej suszone pomidorki. Jej smak i aromat przywołuje najlepsze wrażenia smakowe. :)&lt;br /&gt;A całość..., no cóż,... delicious... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-D52kP8M_mOY/TZgao7SWoLI/AAAAAAAAC_I/qklWYVlMHOw/s1600/cukinia%2Bfaszerowana%2Bkuskusem_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-D52kP8M_mOY/TZgao7SWoLI/AAAAAAAAC_I/qklWYVlMHOw/cukinia%2Bfaszerowana%2Bkuskusem_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591248227792232626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cukinie faszerowane kuskusem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-vBEAnLVwjl4/TZgahqBfs8I/AAAAAAAAC_A/NXmCoUviTo4/s1600/cukinia%2Bfaszerowana%2Bkuskusem_4.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 266px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-vBEAnLVwjl4/TZgahqBfs8I/AAAAAAAAC_A/NXmCoUviTo4/s400/cukinia%2Bfaszerowana%2Bkuskusem_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591248102899037122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; 3 okrągłe cukinie&lt;br /&gt;¼ szkl. kuskusu (suchego, przed zalaniem wrzątkiem)&lt;br /&gt;½ świeżej papryki (u mnie czerwona)&lt;br /&gt;tuńczyk w sosie własnym (op. 80g)&lt;br /&gt;duża garść natki pietruszki&lt;br /&gt;garść świeżych liści bazylii&lt;br /&gt;kilka kaparów&lt;br /&gt;3-4 szt. suszonych pomidorów z zalewy oliwnej&lt;br /&gt;sól, pieprz&lt;br /&gt;sok z cytryny (ilość do smaku)&lt;br /&gt;1-2 łyżki oliwy extra vergine (u mnie aromatyczna oliwa, którą zalewałam suszone pomidory)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuskus przyrządzić na sypko wg instrukcji na opakowaniu.&lt;br /&gt;Tuńczyka odsączyć. Paprykę i suszone pomidory pokroić w drobną kosteczkę. Natkę pietruszki posiekać. Listki bazylii porwać (lub pokroić). Wszystkie składniki włożyć do miski i dokładnie wymieszać. Doprawić do smaku solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Na koniec wmieszać oliwę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cukinie umyć i osuszyć.  Od strony z łodyżką odciąć „wieczko” (nie wyrzucać). Wydrążyć otwór w cukinii (używałam do tego specjalnej łyżki, służącej do wycinania kulek z owoców), pozostawiając jednak przy ściankach odrobinę miąższu (ok. 5-6 mm) i uważając by nie uszkodzić skórki. *&lt;br /&gt;Faszerować przygotowanym farszem. Dno żaroodpornego naczynia lekko zwilżyć oliwą i poustawiać cukinie. Zapiekać ok. 30 min. W piekarniku nagrzanym do temp. 180 st.C.&lt;br /&gt;Podawać ciepłe.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;* miąższ z cukinii można wykorzystać i pokrojony dodać do farszu. Ja jednak z tego zrezygnowałam, bo ten z moich cukinii miał zbyt dużo pestek. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-4176104292220399033?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/4176104292220399033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=4176104292220399033&amp;isPopup=true' title='Komentarze (35)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4176104292220399033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/4176104292220399033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/04/tondo-di-piacenza.html' title='Tondo di Piacenza'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-oDMKsJCgADg/TZga0PGJOiI/AAAAAAAAC_Y/PG3Va3KrrA0/s72-c/cukinia%2Bfaszerowana%2Bkuskusem_3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>35</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5585276745717779432</id><published>2011-03-27T20:03:00.009+02:00</published><updated>2011-09-28T17:01:28.803+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ser pleśniowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ricotta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Przekąski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe co nieco'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wytrawne wypieki'/><title type='text'>Gdzie ona? Gdzie???</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-91MHUcHEaA8/TY98bR7NnfI/AAAAAAAAC-4/1mQtsgSj5MI/s1600/mini%2Btarty%2Bz%2Bricotta%2Bi%2Bserkiem%2Bplesniowym_1"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-91MHUcHEaA8/TY98bR7NnfI/AAAAAAAAC-4/1mQtsgSj5MI/mini%2Btarty%2Bz%2Bricotta%2Bi%2Bserkiem%2Bplesniowym_1" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5588822470700146162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Znów padał śnieg. Co prawda z deszczem, ale śnieg to śnieg. Wiatr targał włosy. A w ręce było mi tak zimno... Rękawiczki zostały w domu. Czapka też. &lt;br /&gt;Nie wiem, czy wiosna kpi sobie tylko ze mnie? Czy data 21 marzec już zupełnie nic nie znaczy...? ;-) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-0C1XjD0yWkU/TY98WI5pdGI/AAAAAAAAC-w/gocyO0v-6no/s1600/mini%2Btarty%2Bz%2Bricotta%2Bi%2Bserkiem%2Bplesniowym_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 465px; height: 700px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-0C1XjD0yWkU/TY98WI5pdGI/AAAAAAAAC-w/gocyO0v-6no/mini%2Btarty%2Bz%2Bricotta%2Bi%2Bserkiem%2Bplesniowym_2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5588822382378316898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szukam  pąków na drzewach. Nie znajduję. Szukam pierwszych źdźbeł soczyście zielonej trawy. Nie znajduję. Nasłuchuję „marcujących” kotów. Nie słyszę. Nawet ptaki rano nie śpiewają zbyt ochoczo. &lt;br /&gt;Słońce od czasu do czasu przyświeca, ale brakuje mu jeszcze tej ciepłej radości.&lt;br /&gt;A ja bym chciała już jak w piosence... „Wiosna! Cieplejszy wieje wiatr!” Chciałabym zrzucić zimową kurtkę i wyprowadzić mój kwiecisty rower. :) &lt;br /&gt;Wiosno! Czy to tak wiele???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Z1qg-PkgMdI/TY98QUXUyNI/AAAAAAAAC-o/TLicztWfAX4/s1600/mini%2Btarty%2Bz%2Bricotta%2Bi%2Bserkiem%2Bplesniowym_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Z1qg-PkgMdI/TY98QUXUyNI/AAAAAAAAC-o/TLicztWfAX4/mini%2Btarty%2Bz%2Bricotta%2Bi%2Bserkiem%2Bplesniowym_3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5588822282376366290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Za to w kuchni przeprowadzam rewolucje. Właśnie na przekór wszystkiemu – już wiosenne.  Albo prawie wiosennie. Z nadzieją, że lada chwila eksploduje cała nowalijkowa gama, którą będę zachłannie czerpać garściami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-EwLdS9rlm-o/TY98KY0HuzI/AAAAAAAAC-g/Esywk4MO9iA/s1600/mini%2Btarty%2Bz%2Bricotta%2Bi%2Bserkiem%2Bplesniowym_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-EwLdS9rlm-o/TY98KY0HuzI/AAAAAAAAC-g/Esywk4MO9iA/mini%2Btarty%2Bz%2Bricotta%2Bi%2Bserkiem%2Bplesniowym_4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5588822180491672370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mini tarty z ricottą i serem pleśniowym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(6 szt.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;250g ciasta francuskiego (użyłam gotowego, wybieram to robione na maśle, jest zdecydowanie smaczniejsze!)&lt;br /&gt;250g ricotty&lt;br /&gt;100g sera pleśniowego (wybrałam ser o złocistej barwie)&lt;br /&gt;2 jaja&lt;br /&gt;100g boczku  pokrojonych w cieniuteńkie, wąskie plasterki&lt;br /&gt;garść orzechów laskowych&lt;br /&gt;kilka gałązek świeżego tymianku&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;szczypta papryczki z Espelette &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orzechy laskowe pozbawić łusek. W tym celu uprażyć je na suchej patelni (uważać by nie przypalić), a następnie jeszcze ciepłe rozcierać przez czystą ściereczkę. Obrane orzechy z grubsza posiekać.&lt;br /&gt;Pokrojone wstążki boczku przesmażyć na  patelni. Odsączyć na papierowym ręczniku z wytopionego tłuszczu.&lt;br /&gt;Do większej miski wbić jaja – rozkłócić. Dodać ricottę, świeże listki tymianku, sól, pieprz i papryczkę z Espelette – do smaku. Wszystko dokładnie wymieszać. &lt;br /&gt;Ciasto francuskie podzielić na 6 części wielkością i kształtem odpowiadających foremkom (u mnie były to prostokątne foremki  o wymiarach 10x6x4,5cm). Dno i boki każdej foremki wyłożyć papierem do pieczenia. Następnie wyłożyć ciastem. Do środka nakładać masę serową. Na wierzchu pokruszyć serem pleśniowym i orzechami.&lt;br /&gt;Piec w piekarniku nagrzanym do 180 st.C przez ok. 20 min, aż ser się zarumieni, a masa zetnie.&lt;br /&gt;Podawać ciepłe.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5585276745717779432?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5585276745717779432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5585276745717779432&amp;isPopup=true' title='Komentarze (29)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5585276745717779432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5585276745717779432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/03/gdzie-ona-gdzie.html' title='Gdzie ona? Gdzie???'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-91MHUcHEaA8/TY98bR7NnfI/AAAAAAAAC-4/1mQtsgSj5MI/s72-c/mini%2Btarty%2Bz%2Bricotta%2Bi%2Bserkiem%2Bplesniowym_1' height='72' width='72'/><thr:total>29</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-1707255318789016867</id><published>2011-03-20T19:15:00.007+01:00</published><updated>2011-09-28T17:03:01.634+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Spiżarnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pomidory suszone'/><title type='text'>Pomidory suszone na słońcu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-TN19XKRaaOk/TYZEwqAAYrI/AAAAAAAAC-Y/PnAyGePomLU/s1600/suszone%2Bpomidory%2Bw%2Boliwie_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-TN19XKRaaOk/TYZEwqAAYrI/AAAAAAAAC-Y/PnAyGePomLU/suszone%2Bpomidory%2Bw%2Boliwie_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5586227990498402994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To jeden z tych oczywistych i niekwestionowanych (jak dla mnie rzecz jasna) przysmaków, które nie omieszkałam przywieźć ze sobą z niedawnej podróży.&lt;br /&gt;Nie potrafię wyobrazić sobie włoskiego targu, na którym zabrakłoby pomidorów. Pomidorów suszonych na słońcu. Nie przymierzając, to jakby pójść na polski rynek i nie uświadczyć ziemniaków. :D No przecież są zawsze!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Dj9Nvsh7e9g/TYZEqv2CZsI/AAAAAAAAC-Q/QWkXn5L7LWM/s1600/suszone%2Bpomidory%2Bw%2Boliwie_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Dj9Nvsh7e9g/TYZEqv2CZsI/AAAAAAAAC-Q/QWkXn5L7LWM/suszone%2Bpomidory%2Bw%2Boliwie_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5586227888987989698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak więc mogłam wybierać i przebierać. Wybrałam sycylijskie. Najpiękniejsze. Mocno czerwone. Bardzo pachnące. Suszone, ale nie suche.&lt;br /&gt;A w domu wyjęłam najlepszą oliwę z  oliwek jaką mam i zalałam nią pomidory. Za kilka, może kilkanaście dni będą mięciutkie i idealne do jedzenia. Najlepsze do sałaty. I na kanapkę. I do makaronów. I ryżu. I wszędzie gdzie się da. Pomidorowa delicja. Prosto z Włoch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-FjKkaEgWMk4/TYZEk2CsGzI/AAAAAAAAC-I/xN2wQJ6UcEc/s1600/suszone%2Bpomidory%2Bw%2Boliwie_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-FjKkaEgWMk4/TYZEk2CsGzI/AAAAAAAAC-I/xN2wQJ6UcEc/suszone%2Bpomidory%2Bw%2Boliwie_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5586227787572452146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Suszone pomidory w zalewie oliwnej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;suszone na słońcu pomidory&lt;br /&gt;odrobina octu winnego&lt;br /&gt;oliwa z oliwek extra vergine&lt;br /&gt;ulubione suszone przyprawy (np. tymianek, oregano, bazylia, etc.)*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* użyłam gotowej mieszanki przypraw, którą również przywiozłam z Włoch  (zawiera ona najbardziej popularne suszone zioła i przyprawy, m.in. oregano, bazylię, natkę pietruszki, papryczki peperoncino)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotować gorący roztwór wodny z octem winnym w ilości takiej, by zakryły w całości suszone pomidory (proporcje  octu do zagotowanej, gorącej wody mniej więcej jak 1:10).&lt;br /&gt;Pomidory włożyć do miski i zalać roztworem. Pozostawić na ok. 30 min, aby pomidory zmiękły. Odcedzić. Pomidory rozłożyć pojedynczą warstwą na papierowych ręcznikach. Na wierzch ułożyć kolejną warstwę ręczników. Delikatnie uciskać dłońmi, aby papier wchłonął wilgoć. Proces „odwilgacania” można powtórzyć.&lt;br /&gt;Przygotować wysterylizowane słoiczki. Na dno wlać warstwę oliwy. Wyłożyć  pierwszą warstwę pomidorów (powinna być pojedyncza). Oprószyć ziołami. Ponownie zalać oliwą. Powtarzać warstwy: pomidory, przyprawy, oliwa. Aż do wyczerpania wszystkich pomidorów.&lt;br /&gt;Ostatnią warstwą powinna być oliwa i  w całości zakrywać pomidory (ze względu na właściwości konserwujące oliwy).&lt;br /&gt;Na koniec można bardzo delikatnie  postukać słoiczkiem, tak by oliwa rozeszła się równomiernie i wypełniła wszystkie ewentualne pęcherzyki powietrza.&lt;br /&gt;Zamknąć słoiczek czystym wieczkiem. Przechowywać w suchym, ciemnym miejscu nawet przez kilka miesięcy. **&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;** nie jestem fanką przetrzymywania pomidorów w zalewie w lodówce, ponieważ oliwa w niższych temperaturach tężeje. Zdecydowanie wolę pomidory przechowywane w temperaturze pokojowej, jednak wtedy należy bardzo dbać o to, by pomidory zawsze były przykryte  oliwą (w razie potrzeby poziom oliwy uzupełniać). Jeśli oliwy będzie zbyt mało, pomidory mogą spleśnieć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-1707255318789016867?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/1707255318789016867/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=1707255318789016867&amp;isPopup=true' title='Komentarze (36)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/1707255318789016867'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/1707255318789016867'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/03/pomidory-suszone-na-soncu.html' title='Pomidory suszone na słońcu'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-TN19XKRaaOk/TYZEwqAAYrI/AAAAAAAAC-Y/PnAyGePomLU/s72-c/suszone%2Bpomidory%2Bw%2Boliwie_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>36</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-758445239377026862</id><published>2011-03-16T20:44:00.007+01:00</published><updated>2011-09-28T17:03:38.238+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sałatki i Sałaty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Warzywa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Przekąski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małe co nieco'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Buraki'/><title type='text'>A może buraczka?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-_3ZFwoPEZDo/TYETjGes6xI/AAAAAAAAC-A/1PVY3nfR4RE/s1600/salatka%2Bburaczki%2Bz%2Bfeta%2Bi%2Bmieta_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_3ZFwoPEZDo/TYETjGes6xI/AAAAAAAAC-A/1PVY3nfR4RE/salatka%2Bburaczki%2Bz%2Bfeta%2Bi%2Bmieta_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5584766506671860498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W ramach przegryzki? Zamiast ciasteczka?&lt;br /&gt;A chętnie! Chętnie! Czemuż by nie? A w jakiej postaci?&lt;br /&gt;No jak to w jakiej? Najlepszej! Pieczonej!&lt;br /&gt;Pieczonej? Ze skórką? To będzie dobre?&lt;br /&gt;Też mi pytanie... Słodki buraczek, chrupiąca skórka... to jakie ma być?&lt;br /&gt;Niech będzie... Zaryzykuję...&lt;br /&gt;Iiiii...?&lt;br /&gt;O woooow!&lt;br /&gt;A nie mówiłam? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-bTipfU1-K3E/TYETeqeG69I/AAAAAAAAC94/_-eZbtGgXn0/s1600/salatka%2Bburaczki%2Bz%2Bfeta%2Bi%2Bmieta_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-bTipfU1-K3E/TYETeqeG69I/AAAAAAAAC94/_-eZbtGgXn0/salatka%2Bburaczki%2Bz%2Bfeta%2Bi%2Bmieta_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5584766430433700818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeśli idzie o buraki – to zjem wszystkie. I pod każdą postacią. Bo zwyczajnie uwielbiam. Mogą być gotowane, zasmażane, marynowane, tarte, siekane. Nawet sok z buraków jestem w stanie wypić.&lt;br /&gt;Ale tylko ich pieczenie wydobywa w pełni ten głęboki, słodki smak. Delicja. Po prostu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-uUldjzRHXqw/TYETap1c57I/AAAAAAAAC9w/aISKMR2rYC4/s1600/salatka%2Bburaczki%2Bz%2Bfeta%2Bi%2Bmieta_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-uUldjzRHXqw/TYETap1c57I/AAAAAAAAC9w/aISKMR2rYC4/salatka%2Bburaczki%2Bz%2Bfeta%2Bi%2Bmieta_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5584766361543698354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sałatka z pieczonych buraczków, fety, mięty i orzechów nerkowców&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;(na 2 porcje)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kilka sztuk (5-6) małych buraczków&lt;br /&gt;2 łyżeczki octu balsamicznego&lt;br /&gt;kawałek fety&lt;br /&gt;garść orzechów nerkowców, uprażonych lekko na suchej patelni&lt;br /&gt;garść świeżych listków mięty&lt;br /&gt;sól gruboziarnista (u mnie fleur de sel)&lt;br /&gt;odrobina oliwy extra vergine z pierwszego tłoczenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buraczki porządnie wyszorować pod bieżącą wodą. Osuszyć papierowym ręcznikiem. Jeśli buraczki są malutkie to pozostawić w całości, jeśli nieco większe – przekroić na pół (nie obierać ze skórki). Pozawijać buraczki w folię aluminiową i włożyć do nagrzanego do 200 st.C piekarnika. Piec ok. 1 godziny, aż buraczki zmiękną.&lt;br /&gt;Upieczone buraczki przestudzić, pokroić w dość cieniutkie plasterki. Rozłożyć na 2 talerzach. Każdą porcję skropić 1 łyżeczką octu balsamicznego. Na wierzchu pokruszyć kawałek fety. Dodać trochę listków mięty i orzechów nerkowca. Posolić solą gruboziarnistą i odrobinę skropić oliwą.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-758445239377026862?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/758445239377026862/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=758445239377026862&amp;isPopup=true' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/758445239377026862'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/758445239377026862'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/03/moze-buraczka.html' title='A może buraczka?'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-_3ZFwoPEZDo/TYETjGes6xI/AAAAAAAAC-A/1PVY3nfR4RE/s72-c/salatka%2Bburaczki%2Bz%2Bfeta%2Bi%2Bmieta_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-6650426810699195009</id><published>2011-03-12T10:33:00.020+01:00</published><updated>2011-03-13T09:39:12.676+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Migawki z Rzymu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-dDGfiMA7ayE/TXs_SD3YtCI/AAAAAAAAC9Y/jLhpiCWMoI0/s1600/Rzym_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 451px; height: 700px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-dDGfiMA7ayE/TXs_SD3YtCI/AAAAAAAAC9Y/jLhpiCWMoI0/Rzym_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583125742563669026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tylko 2 godziny i 10 minut  spędzone w samolocie i oto zamieniliśmy mroźny (wtedy jeszcze) Gdańsk, na wczesnowiosenny (już) Rzym. &lt;br /&gt;Jaka szkoda, że Wieczne Miasto rozpłakało się na nasz widok :D  i nie przestawało płakać przez wszystkie  dni, aż do naszego wyjazdu.&lt;br /&gt;Miasto przemierzaliśmy więc wzdłuż i wszerz we wiosennym deszczu i przy sinym niebie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-a6vjZuJER80/TXs_H9O8QAI/AAAAAAAAC9Q/ytgKa3uadqU/s1600/Rzym_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 700px; height: 419px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-a6vjZuJER80/TXs_H9O8QAI/AAAAAAAAC9Q/ytgKa3uadqU/Rzym_2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583125568984727554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przewodniki turystyczne wytyczają trasy „absolutnie konieczne do zrealizowania”, największe zabytki, najpiękniejsze place, miejsca których nie powinno się przegapić. Byliśmy i tam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-dd-YrPf8zGc/TXs_DgrZ9TI/AAAAAAAAC9I/POIb0XYD6fQ/s1600/Rzym_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 356px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-dd-YrPf8zGc/TXs_DgrZ9TI/AAAAAAAAC9I/POIb0XYD6fQ/Rzym_3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583125492600010034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale mnie  największą przyjemność sprawiały momenty, gdy mimo niesprzyjającej aury i naddawanych kilometrów - z tych tras schodziliśmy w boczne, ciasne uliczki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-YIELngdl4hA/TXs-9xIImZI/AAAAAAAAC9A/J5mnHz6eayk/s1600/Rzym_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-YIELngdl4hA/TXs-9xIImZI/AAAAAAAAC9A/J5mnHz6eayk/Rzym_4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583125393936259474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Stare, obdrapane budynki z elewacjami w barwach ochry lub piaskowca. &lt;br /&gt;Krzywo zamocowane drewniane okiennice. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-O7vpAOPiJaI/TXs-5ndNEcI/AAAAAAAAC84/itBIpDMbk8I/s1600/Rzym_5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-O7vpAOPiJaI/TXs-5ndNEcI/AAAAAAAAC84/itBIpDMbk8I/Rzym_5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583125322620801474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Urocze kwieciste portfenetry.  &lt;br /&gt;Donice z zielenią przy drzwiach wejściowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-tRrclYJO1js/TXs-y1Ka9dI/AAAAAAAAC8w/dKrf4NxpVXw/s1600/Rzym_6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-tRrclYJO1js/TXs-y1Ka9dI/AAAAAAAAC8w/dKrf4NxpVXw/Rzym_6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583125206041032146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Często pnącza (o tej porze roku zupełnie nietrakcyjne) wijące się po ścianach budynków. &lt;br /&gt;Ogrody na  tarasach, z uginającymi się od owoców drzewkami cytrusowymi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-LB8HLx1QFsM/TXs-uMt6jaI/AAAAAAAAC8o/UalshsHXiU8/s1600/Rzym_7.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 365px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-LB8HLx1QFsM/TXs-uMt6jaI/AAAAAAAAC8o/UalshsHXiU8/Rzym_7.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583125126464572834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rowery niemal na każdym kroku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-r-SRXQIaZ7w/TXs-poLNbiI/AAAAAAAAC8g/rW1frDaFv5o/s1600/Rzym_8.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-r-SRXQIaZ7w/TXs-poLNbiI/AAAAAAAAC8g/rW1frDaFv5o/Rzym_8.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583125047935856162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I restauracje... Bardzo często widowiskowe w swym zewnętrznym wizerunku. &lt;br /&gt;Widowiskowe wcale nie oznacza jednak luksusowe. Wręcz przeciwnie, włoskie trattorie i osterie zapraszają do środka prostymi, rustykalnymi ekspozycjami: świeże, sezonowe warzywa, sznury czosnku lub papryczek,  skrzynie z winami, rozsypane makarony. A nawet ( i bardzo żałuję, że nie sfotografowałam!) wystawione na widok przechodniów - lodówki z owocami morza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-4e8gij-axw4/TXs-iV33rzI/AAAAAAAAC8Y/wa8cxOlxrtk/s1600/Rzym_9.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 465px; height: 700px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-4e8gij-axw4/TXs-iV33rzI/AAAAAAAAC8Y/wa8cxOlxrtk/Rzym_9.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583124922763816754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szerokim łukiem omijaliśmy restauracje z „menu turistico”, często usytuowane przy głównych placach i ulicach. &lt;br /&gt;Za to w ukrytych w zaułkach trattoriach można było popróbować naprawdę świetną włoską  kuchnię. Wszystko oparte na najświeższych składnikach i przyrządzane na bieżąco. &lt;br /&gt;Uknułam taką własną teorię, że jakość podawanego jedzenia jest odwrotnie proporcjonalna do jakości wystroju wnętrza. :) Im prostsze, pozbawione nowoczesnego stylu  wnętrze lokalu – tym smaczniej można zjeść.  Kręcący się między stolikami właściciel trattorii, zagadujący gości, albo skupiony na przyrządzaniu przystawek na oczach gości – jest nieodłącznym „elementem” włoskiej biesiady.  &lt;br /&gt;Nie wiem czy miesiąc czasu by wystarczył, by popróbować wszystkich wspaniałości, na które miałabym ochotę. Niemniej mieliśmy okazję skosztować tego i owego:  gęstych, zawiesistych zup fasolowych, wspaniale przyrządzonej  wołowiny z rukolą, absolutnie fantastycznych! eskalopkek cielęcych (scallopine) w winnym sosie, bardzo delikatnych 'gnocchi di patate' z sosem z gorgonzolli i szałwi, rozpływających się w ustach karczochów, oczywiście pizze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Tq3DUt2223E/TXs-bYBWnfI/AAAAAAAAC8Q/opPEQ718A9Q/s1600/Rzym_10.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Tq3DUt2223E/TXs-bYBWnfI/AAAAAAAAC8Q/opPEQ718A9Q/Rzym_10.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583124803081379314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie zabrakło też przegryzek w postaci włoskich wspaniałych wędlin, panini z porchettą (czyli bułki nadziane pieczoną, soczystą wieprzową szynką), czy ryżowych arancini.&lt;br /&gt;Niezliczone 'pasticcerie' zapraszały na  wszelkiej maści słodkości (na czele z croissantami),   włoskie espresso, cappuccino i szatańsko mocną czekoladę podawaną w naparstku. :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-RbOxbQpWZyw/TXs-VbFkYZI/AAAAAAAAC8I/z-AgrtibXxA/s1600/Rzym_11.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-RbOxbQpWZyw/TXs-VbFkYZI/AAAAAAAAC8I/z-AgrtibXxA/Rzym_11.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583124700825149842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A na koniec, mój ulubiony punkt programu, którego nigdy, ale to przenigdy nie pomijam podczas wszelkich podróży. Targ. :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-TPS3ztQfOh8/TXs-RcCI11I/AAAAAAAAC8A/v8fpoxH4yRk/s1600/Rzym_12.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-TPS3ztQfOh8/TXs-RcCI11I/AAAAAAAAC8A/v8fpoxH4yRk/Rzym_12.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583124632359720786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To miejsce, które chłonę wszystkimi zmysłami. Najwspanialsza wizytówka kulinarna. Pokaż mi swój targ, a powiem ci jak jesz. :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-XsomgJ9ur0Q/TXs-LUf_LYI/AAAAAAAAC74/jEErgUxmQfY/s1600/Rzym_13.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-XsomgJ9ur0Q/TXs-LUf_LYI/AAAAAAAAC74/jEErgUxmQfY/Rzym_13.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583124527258217858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Miałam wrażenie, że na targach, które odwiedziłam nie brakowało niczego. Świeżuteńkie, sezonowe warzywa i owoce. Przeogromna ilość zieleniny. Pachnące przyprawy. Oliwy. Fasole wszelkich odmian. Suszone pomidory. Sery. Oraz cała różnorodność najświeższych owoców morza. &lt;br /&gt;Jednym słowem raj na ziemi.  :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/--MoF5gn_qDo/TXs-DQ1lfOI/AAAAAAAAC7w/3ScixkPIxD8/s1600/Rzym_14.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--MoF5gn_qDo/TXs-DQ1lfOI/AAAAAAAAC7w/3ScixkPIxD8/Rzym_14.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583124388836113634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafiłam nie uszczknąć trochę tych dobroci i jak zwykle upychałam zapełnione woreczki do bagażu... :) &lt;br /&gt;Pewnie za jakiś czas, co nieco z tych przywiezionych z podróży ingrediencji pojawi się również na blogu. :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ORwqkN2hlzc/TXs9-1Ge7tI/AAAAAAAAC7o/qNb7CngSooI/s1600/Rzym_15.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ORwqkN2hlzc/TXs9-1Ge7tI/AAAAAAAAC7o/qNb7CngSooI/Rzym_15.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583124312671317714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-6650426810699195009?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/6650426810699195009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=6650426810699195009&amp;isPopup=true' title='Komentarze (37)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6650426810699195009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/6650426810699195009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/03/migawki-z-rzymu.html' title='Migawki z Rzymu'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dDGfiMA7ayE/TXs_SD3YtCI/AAAAAAAAC9Y/jLhpiCWMoI0/s72-c/Rzym_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>37</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-5434804740786196781</id><published>2011-03-07T19:07:00.015+01:00</published><updated>2011-03-09T20:00:18.461+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>„Jestem...” - rozwiązanie konkursu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-fVoM1di7NGo/TXUi4uJJVrI/AAAAAAAAC7A/IFNBri1x8dw/s1600/D3100%2BSZEFEM%2BKUCHNI%2B2.jpeg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 294px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-fVoM1di7NGo/TXUi4uJJVrI/AAAAAAAAC7A/IFNBri1x8dw/s400/D3100%2BSZEFEM%2BKUCHNI%2B2.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581405671050008242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; A zatem doczekaliśmy się rozwiązania konkursu! :)&lt;br /&gt;Powiem Wam w sekrecie, że wybranie 5-ciu zdjęć z kilkudziesięciu nadesłanych – to wcale nie taka łatwa sprawa...&lt;br /&gt;Przykro mi, że nie mogłam nagrodzić wszystkich. Niemniej, dziękuję gorąco wszystkim, którzy swoje zdjęcia nadesłali. Fajnie, że przyłączyliście się do zabawy. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniżej prezentuję nagrodzone prace, które firma &lt;a href="http://nikon.pl/pl_PL/"&gt;&lt;span&gt;Nikon&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; opatrzyła Waszymi opisami.&lt;br /&gt;Gratuluję pomysłów i ciekawych zdjęć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwycięzców proszę o podanie mi drogą mailową  Waszych adresów, na które zostaną wysłane książki „Każdy może gotować” Jamie Oliver'a.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam serdecznie! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-0L0m9zxJoYY/TXUicjemXMI/AAAAAAAAC64/__BcQGz7Zbw/s1600/1_Jestem_Gitarzystk%25C4%2585.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 601px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-0L0m9zxJoYY/TXUicjemXMI/AAAAAAAAC64/__BcQGz7Zbw/1_Jestem_Gitarzystk%25C4%2585.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581405187150863554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Jestem Gitarzystką. Klasyczną z pazurkiem.&lt;br /&gt;Klasyka-czekolada.&lt;br /&gt;Pazurek-chilli."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– autor: Paulina z bloga &lt;a href="http://lendryggen.blogspot.com/"&gt;Lendryggen&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-iJbdwhIYgpQ/TXUiY_SHlBI/AAAAAAAAC6w/WHs2rfRNnNg/s1600/2_Jestem_afrodyzjakiem.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 598px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-iJbdwhIYgpQ/TXUiY_SHlBI/AAAAAAAAC6w/WHs2rfRNnNg/2_Jestem_afrodyzjakiem.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581405125895230482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Przesyłam zdjęcie kremu ze szparagów z kardamonem, imbirem i rozmarynem, podanego z grillowanymi krewetkami, który aż krzyczy:&lt;br /&gt;JESTEM AFRODYZJAKIEM"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– autor: Natalia z bloga &lt;a href="http://czympachnieuzakow.blox.pl/html"&gt;Kuchenna szkoła przetrwania&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-2nNfhUUNVYQ/TXUiU5FgF-I/AAAAAAAAC6o/3Bx_5FysSMg/s1600/3_Jestem_sob%25C4%2585.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 598px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-2nNfhUUNVYQ/TXUiU5FgF-I/AAAAAAAAC6o/3Bx_5FysSMg/3_Jestem_sob%25C4%2585.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581405055512221666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jestem sobą.&lt;br /&gt;Zdjęcie, choć przypuszczam, że zorientowałaś się, przedstawia makaron. Makaron soba. Skojarzenie przyszło mi do głowy błyskawicznie. Szczególnie, że to prawda. Nie staram się udawać nikogo, pokazuję siebie taką, jaką jestem. Jestem po prostu – sobą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– autor: Oliwa z bloga &lt;a href="http://cynamonioliwka.blogspot.com/"&gt;Cynamon i oliwka&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-P0JdU9GgZLY/TXUiPjV1NuI/AAAAAAAAC6g/8IwvoSWzqsc/s1600/4_Jestem_s%25C5%2582odko_kwa%25C5%259Bna.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 600px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-P0JdU9GgZLY/TXUiPjV1NuI/AAAAAAAAC6g/8IwvoSWzqsc/4_Jestem_s%25C5%2582odko_kwa%25C5%259Bna.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581404963775788770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jestem słodko – kwaśna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– autor: Kini z bloga &lt;a href="http://www.yummy-lifestyle.blogspot.com/"&gt;yummy.lifestyle&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-rO6_9OiM7JU/TXUiAqtkgTI/AAAAAAAAC6Y/okGN8FPZP_0/s1600/5_Jestem_zadziorna.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 507px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-rO6_9OiM7JU/TXUiAqtkgTI/AAAAAAAAC6Y/okGN8FPZP_0/5_Jestem_zadziorna.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581404708056367410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jestem zadziorna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– autor: Paula z bloga &lt;a href="http://justmydelicious.blogspot.com/"&gt;Just My Delicious&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-5434804740786196781?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/5434804740786196781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=5434804740786196781&amp;isPopup=true' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5434804740786196781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/5434804740786196781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/03/jestem-rozwiazanie-konkursu.html' title='„Jestem...” - rozwiązanie konkursu'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-fVoM1di7NGo/TXUi4uJJVrI/AAAAAAAAC7A/IFNBri1x8dw/s72-c/D3100%2BSZEFEM%2BKUCHNI%2B2.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-1710380208042224814</id><published>2011-03-05T18:05:00.004+01:00</published><updated>2011-03-05T18:14:24.522+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Jestem... już w domu :)</title><content type='html'>Przez kilka ostatnich dni byłam tu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-kuzYZlg3fUg/TXJuFdeQwKI/AAAAAAAAC6I/S_d62Pj2Y8A/s1600/wyjazd%2Bmarcowy.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 428px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-kuzYZlg3fUg/TXJuFdeQwKI/AAAAAAAAC6I/S_d62Pj2Y8A/wyjazd%2Bmarcowy.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580643928355422370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Podejrzewam, że bez trudu rozpoznajecie miejsce? :)&lt;br /&gt;Więcej zdjęć z podróży mam nadzieję pokazać wkrótce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tymczasem już tylko kilka godzin zostało do zamknięcia &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;konkursu fotograficznego „Jestem...”&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, z nagrodami w postaci książek Jamie Oliver'a. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;To ostatnia szansa na dosłanie swoich zdjęć! :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Warunki konkursu dostępne są &lt;/span&gt;&lt;a style="font-weight: bold; font-style: italic;" href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/02/jestem-czyli-kulinarny-konkurs.html"&gt;tutaj (klik)&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. Zapraszam!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-1710380208042224814?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/1710380208042224814/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=1710380208042224814&amp;isPopup=true' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/1710380208042224814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/1710380208042224814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/03/jestem-juz-w-domu.html' title='Jestem... już w domu :)'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-kuzYZlg3fUg/TXJuFdeQwKI/AAAAAAAAC6I/S_d62Pj2Y8A/s72-c/wyjazd%2Bmarcowy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3882432595860144720</id><published>2011-02-26T10:25:00.008+01:00</published><updated>2011-09-28T17:05:50.248+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wegetariańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ziemniaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zapiekanki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pomidory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dynia'/><title type='text'>O! dynia na straganie!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-XF5yRSwBrHU/TWjHrDnw_hI/AAAAAAAAC54/GXBjKVXtmes/s1600/dynia%2Bpieczona%2Bz%2Bziemniakami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-XF5yRSwBrHU/TWjHrDnw_hI/AAAAAAAAC54/GXBjKVXtmes/dynia%2Bpieczona%2Bz%2Bziemniakami_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5577927681018756626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na moim ulubionym śródmiejskim targu można kupić zasadniczo wszystko i zawsze. &lt;br /&gt;Truskawki w środku zimy? Nie ma sprawy!&lt;br /&gt;Czereśnie wielkości orzecha włoskiego w środku lutego? Proszę bardzo! &lt;br /&gt;Mandarynki latem? Też bez przeszkód!&lt;br /&gt;Wymieniać można długo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-npWxNsbQ_Y4/TWjHnqtsoaI/AAAAAAAAC5w/mKs4j0yWzV4/s1600/dynia%2Bpieczona%2Bz%2Bziemniakami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-npWxNsbQ_Y4/TWjHnqtsoaI/AAAAAAAAC5w/mKs4j0yWzV4/dynia%2Bpieczona%2Bz%2Bziemniakami_2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5577927622793142690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale dynia o tej porze roku, to prawdziwe wydarzenie... &lt;br /&gt;Dynia na „moich” straganach pojawia się na początku  październiku i znika jak za dotknięciem  czarodziejską różdżką –  zaraz po 1 listopada. Czasem zastanawiam się co sprzedawcy robią z tymi wszystkimi wielkimi baniami, które do dnia Wszystkich Świętych się nie sprzedały...? Gdzie je wywożą? Czy wyrzucają po prostu na śmietnik? I co im szkodzi zostawić je na dłużej? Zwłaszcza, że dynia tak dobrze się przechowuje nawet przez kilka miesięcy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-gbG8u7fHxnw/TWjHhkqDvkI/AAAAAAAAC5o/QD01MGXCoc0/s1600/dynia%2Bpieczona%2Bz%2Bziemniakami_4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-gbG8u7fHxnw/TWjHhkqDvkI/AAAAAAAAC5o/QD01MGXCoc0/dynia%2Bpieczona%2Bz%2Bziemniakami_4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5577927518088052290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak więc, gdy kilka dni temu przypadkiem wypatrzyłam na straganie dynię (nie wierząc własnym oczom!) rzuciłam się na nią pełna entuzjazmu. :) &lt;br /&gt;Nie przygotowałam z niej niczego odlotowego, niezwykłego i ekskluzywnego... &lt;br /&gt;Po prostu upiekłam z ziemniakami. Dzięki dodanym ziołom potrawa pięknie pachniała i wspaniale smakowała. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-lw7sWPl7wkw/TWjHZTz6b-I/AAAAAAAAC5g/LBCayh7KolE/s1600/dynia%2Bpieczona%2Bz%2Bziemniakami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-lw7sWPl7wkw/TWjHZTz6b-I/AAAAAAAAC5g/LBCayh7KolE/dynia%2Bpieczona%2Bz%2Bziemniakami_3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5577927376127029218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ziołowa zapiekanka dyniowo – ziemniaczana &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok 700g dyni (waga przed obraniem)&lt;br /&gt;ok. 600g ziemniaków (waga przed obraniem)&lt;br /&gt;gałązka małych pomidorków (np. Odmiany Cherry, truskawkowych, etc.)&lt;br /&gt;1-2 łyżki oliwy&lt;br /&gt;ok. ½ łyżeczki tymianku suszonego &lt;br /&gt;ok. ½ łyżeczki rozmarynu suszonego &lt;br /&gt;sól, pieprz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrane ziemniaki włożyć do garnka z osoloną wodą. Doprowadzić do wrzenia, po czym od razu zdjąć z ognia i odcedzić (nie gotować, chodzi tylko o wstępne obgotowanie ziemniaków). Ostudzić. *&lt;br /&gt;Dynię wydrążyć z gniazda nasiennego, obrać ze skórki. Przestudzone ziemniaki i dynię  pokroić w talarki o gr. ok. 5mm. &lt;br /&gt;Warzywa wrzucić do większej miski, Skropić 1-2 łyżkami oliwy, dodać zioła, sól i pieprz – wymieszać, tak by dynia i ziemniaki oblepiły się oliwą i przyprawami. &lt;br /&gt;Warzywa wyłożyć do naczynia żaroodpornego. Piec w piekarniku nagrzanym do temp. 220 st.C (grzałki góra – dół) przez ok. 20-30 min. aż warzywa się zarumienią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Surowe ziemniaki potrzebują więcej czasu na upieczenie, niż surowa dynia. Wstępne obgotowanie ziemniaków  pozwala ten czas skrócić.  Trzeba jednak uważać, by nie gotować ziemniaków zbyt długo, bo zbyt miękkie będą się kruszyły i stracimy możliwość pokrojenia ich w talarki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3882432595860144720?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3882432595860144720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=3882432595860144720&amp;isPopup=true' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3882432595860144720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/3882432595860144720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/02/o-dynia-na-straganie.html' title='O! dynia na straganie!'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-XF5yRSwBrHU/TWjHrDnw_hI/AAAAAAAAC54/GXBjKVXtmes/s72-c/dynia%2Bpieczona%2Bz%2Bziemniakami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-8208897669153843616</id><published>2011-02-20T17:44:00.013+01:00</published><updated>2011-09-28T17:06:28.054+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czekolada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ciasta'/><title type='text'>Czekoladowa alchemia...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-RXiF2THQtzE/TWFFic9QzwI/AAAAAAAAC5Q/s2VkPSVPDeY/s1600/ciasto%2Bczeko-pomarancz.%2Bz%2Brodzynkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-RXiF2THQtzE/TWFFic9QzwI/AAAAAAAAC5Q/s2VkPSVPDeY/ciasto%2Bczeko-pomarancz.%2Bz%2Brodzynkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575814271852400386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; „ (...) Ja używam tylko najlepszej. Bloki couverture są trochę większe niż cegła. Guy dostarcza mi po skrzynce każdego z trzech rodzajów: ciemnej, mlecznej i białej. Tę surową czekoladę trzeba zahartować, żeby była krystaliczna, twarda, krucha na powierzchni i z dobrym połyskiem. Niektórzy cukiernicy kupują czekoladę już zahartowaną, ale ja lubię robić to sama. Nieskończenie fascynujące jest ożywianie tych surowych martwych bloków couverture i ucieranie ich ręcznie – nigdy nie używam elektrycznych mikserów – w dużych glinianych misach, a potem roztapianie, mieszanie i mierzenie temperatury, dopóki nie będzie akurat taka, żebym mogła przejść do następnego etapu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Jest jakaś alchemia w zamienianiu zasadniczej czekolady w to złoto mądrego głupca, w czarowaniu amatorskim, którym nawet moja matka może by się rozkoszowała. Kiedy pracuję, uwalniam się od wszelkich myśli, oddycham głęboko. Okna są otwarte i byłoby zimno, gdyby nie upał  z pieców, z miedzianych patelni, oparów topniejącej couverture. Połączone wonie czekolady, wanilii, rozgrzanej miedzi i cynamonu odurzają, wspaniale sugestywne; jest w tym surowy ostry zapach ziemi południowoamerykańskiej, gorąca żywiczna wonność lasów deszczowych. (...) Gorzki eliksir życia.” &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(„Czekolada” Joanne Harris)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-n9TelaJq9r4/TWFFeYh9bJI/AAAAAAAAC5I/iWlDIc3tgis/s1600/ciasto%2Bczeko-pomarancz.%2Bz%2Brodzynkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 682px; height: 512px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-n9TelaJq9r4/TWFFeYh9bJI/AAAAAAAAC5I/iWlDIc3tgis/ciasto%2Bczeko-pomarancz.%2Bz%2Brodzynkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575814201944665234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To jedna z tych książek, do której wracam wciąż i wciąż, mając nadzieję, że znów odkryję jakiś szczegół, który wcześniej niepostrzeżenie umknął. Jakiś niewielki detal, z pozoru niewinny, a który w istocie zawiera klucz do tajemnicy.&lt;br /&gt;Niemniej chętnie powracam do filmowej adaptacji „Czekolady”. Wyczekuję momentu, gdy mężowi szykuje się wyjazd „z noclegiem”, a wtedy otulona ciepłą pościelą – po raz kolejny przeżywam historię pięknej Vianne... Chyba nie zdziwi nikogo, że moje ulubione sceny, to te z kuchennego zaplecza La Praline. Widok płynnej kuwertury jest niemal hipnotyzujący, a ekspozycja czekoladowych słodkości powoduje za każdym razem ten sam poryw głodu... Trudno powstrzymać się, by nie  opróżnić wszystkich domowych zapasów...&lt;br /&gt;Marzę o tym, by kiedyś znaleźć się w miejscu, w którym skrywane są tajniki czekoladowej alchemii...I odkrywać je jeden po drugim...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-kvpppTLv144/TWFFapP27rI/AAAAAAAAC5A/iVyP7BxgwXU/s1600/ciasto%2Bczeko-pomarancz.%2Bz%2Brodzynkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 682px; height: 512px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-kvpppTLv144/TWFFapP27rI/AAAAAAAAC5A/iVyP7BxgwXU/ciasto%2Bczeko-pomarancz.%2Bz%2Brodzynkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575814137712668338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-M0oxM8uMJ9c/TWFITz4xhJI/AAAAAAAAC5Y/-bYDHPJhCeA/s1600/czekoladowy2011_4.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 132px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-M0oxM8uMJ9c/TWFITz4xhJI/AAAAAAAAC5Y/-bYDHPJhCeA/s200/czekoladowy2011_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575817318844433554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Z okazji tegorocznego &lt;a style="font-weight: bold;" href="http://atinabc.blox.pl/2011/01/Zaproszenie-na-Czekoladowy-Weekend.html"&gt;Czekoladowego Weekendu&lt;/a&gt; (pod gospodarską pieczą &lt;a href="http://atinabc.blox.pl/2011/01/Zaproszenie-na-Czekoladowy-Weekend.html"&gt;Atiny&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.beawkuchni.com/2011/01/czekoladowy-weekend-2011.html"&gt;Bey&lt;/a&gt;), przygotowałam bardzo czekoladowe ciasto, przełamane smakiem pomarańczy. Wilgotne, pachnące i zawierające bardzo małą ilość mąki. Zamiast niej, spoiwem są mielone migdały. Przepis na nie już dawno wypatrzyłam na blogu &lt;a href="http://forthebodyandsoulpl.blogspot.com/2009/10/ciasto-czekoladowo-pomaranczowe-z.html"&gt;For the body and soul&lt;/a&gt;, a teraz była dobra okazja ku temu, by z receptury skorzystać. W niewielkim stopniu zmodyfikowałam przepis i w takiej formie tutaj go podaję. Na pierwotny przepis zapraszam na &lt;a href="http://forthebodyandsoulpl.blogspot.com/2009/10/ciasto-czekoladowo-pomaranczowe-z.html"&gt;blog Karoliny&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-dTDi4gw1bsQ/TWFFWSJGeTI/AAAAAAAAC44/N5tU25-vTl4/s1600/ciasto%2Bczeko-pomarancz.%2Bz%2Brodzynkami_4.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 682px; height: 512px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-dTDi4gw1bsQ/TWFFWSJGeTI/AAAAAAAAC44/N5tU25-vTl4/ciasto%2Bczeko-pomarancz.%2Bz%2Brodzynkami_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575814062790834482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ciasto czekoladowo – pomarańczowe z rodzynkami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;inspirowane przepisem z bloga &lt;a href="http://forthebodyandsoulpl.blogspot.com/2009/10/ciasto-czekoladowo-pomaranczowe-z.html"&gt;For the body and soul&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na tortownicę o średnicy 21 cm:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1/3 szkl. rodzynek&lt;br /&gt;1/3 szkl. kandyzowanej skórki pomarańczowej&lt;br /&gt;1/3 szkl. (80 ml) whisky lub dowolnego alkoholu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;(użyłam rum)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;160 g mielonych migdałów&lt;br /&gt;50 g mąki&lt;br /&gt;300 g czekolady o 70% zawartości kakao&lt;br /&gt;skórka starta z jednej pomarańczy&lt;br /&gt;210 g miękkiego masła&lt;br /&gt;165 g drobnego cukru&lt;br /&gt;5 jajek (jajka powinny mieć temperaturę pokojową)&lt;br /&gt;2 łyżki cointreu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;(niekoniecznie)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;POLEWA:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;175 ml śmietanki (użyłam 30%)&lt;br /&gt;200 g czekolady o 70 % zawartości kakao&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rodzynki i kandyzowaną skórkę pomarańczy namoczyć w alkoholu (najlepiej na noc).&lt;br /&gt;Tortownicę o średnicy 21 cm lekko natłuścić, spód wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;br /&gt;Piekarnik rozgrzać do temperatury 180°C.&lt;br /&gt;Czekoladę połamać na kawałki, rozpuścić w kąpieli wodnej (ustawiamy naczynie z połamaną na kostki czekoladą nad garnkiem z gorącą wodą. Pozostawiamy do czasu, aż czekolada się rozpuści. Dno naczynia z czekoladą nie powinno dotykać wrzącej wody). Wymieszać ze startą skórką pomarańczową.&lt;br /&gt;Masło ubić z cukrem i szczyptą soli na puszystą masę. Stopniowo dodawać po jednym jajku za każdym razem masę dokładnie ubijając do połączenia się składników (masa może lekko się zważyć, ale jest to normalne, składniki połącza się ponownie po dodaniu migdałów i mąki).&lt;br /&gt;Do masy stopniowo dodawać rozpuszczoną, przestudzoną czekoladę.&lt;br /&gt;Wmieszać odcedzone z alkoholu bakalie. Wsypać mąkę i migdały, oraz cointreu - wymieszać do połączenia się składników (masy nie należy mieszać zbyt długo).&lt;br /&gt;Masę nałożyć do przygotowanej tortownicy. Piec 1 godzinę lub do czasu, aż patyczek wkłuty do środka nie będzie mokry. Gdyby ciasto zaczęło pękać, przykryć folią aluminiową.*&lt;br /&gt;Upieczone ciasto pozostawić w formie przez 10 minut do przestygnięcia, następnie wyjąć z formy.&lt;br /&gt;Przygotować polewę. Połamaną na kostki czekoladę umieścić w żaroodpornej misce.&lt;br /&gt;Śmietankę podgrzać w garnuszku. Tuż przed tym jak zacznie wrzeć, zdjąć z ognia i zalać nią czekoladę. Mieszać do czasu, aż czekolada się rozpuści.&lt;br /&gt;Polewę wylać na ciasto. Przed podaniem pozostawić przez min. 1 godzinę w temperaturze pokojowej ( nie w lodówce!!!) do zastygnięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;* Polecam nie piec ciasta do zupełnego „suchości patyczka”. Ciasta tego typu smakują lepiej gdy są lekko wilgotne (nie mokre!), niż nadmiernie w piekarniku przesuszone.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-8208897669153843616?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/8208897669153843616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=8208897669153843616&amp;isPopup=true' title='Komentarze (38)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/8208897669153843616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/8208897669153843616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/02/czekoladowa-alchemia.html' title='Czekoladowa alchemia...'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-RXiF2THQtzE/TWFFic9QzwI/AAAAAAAAC5Q/s2VkPSVPDeY/s72-c/ciasto%2Bczeko-pomarancz.%2Bz%2Brodzynkami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>38</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-7385832170257183565</id><published>2011-02-17T21:49:00.007+01:00</published><updated>2011-09-28T17:07:28.473+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mandarynki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Desery'/><title type='text'>Zimny deser w mroźny dzień</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-LpJM9vrlx-s/TV2KIJytNaI/AAAAAAAAC4w/HePQrrkG0Pk/s1600/panna%2Bcotta%2Bz%2Bmandarynkami_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-LpJM9vrlx-s/TV2KIJytNaI/AAAAAAAAC4w/HePQrrkG0Pk/panna%2Bcotta%2Bz%2Bmandarynkami_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5574763786426725794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spoglądam z niepokojem  przez szybę okna w wieczorne niebo. Chodniki pokryły się białym puchem. Znowu.&lt;br /&gt;Nie tego oczekiwałam. Choć taki stan rzeczy nie powinien przecież dziwić w środku zimy.&lt;br /&gt;Dzisiaj i wczoraj, i przedwczoraj... wracając z pracy, rozcierałam piekące od mrozu policzki. Dłonie ukryte w (podobno) ciepłych rękawiczkach – piekły niemiłosiernie. Nie tak miało być.&lt;br /&gt;Aura znów sobie zakpiła, rzucając zapowiedź wiosennej bryzy, a zaraz potem brutalnie się wycofując.&lt;br /&gt;Okryłam się kocem i marzę... O uliczkach skąpanych w słońcu, o tryskającej fontannie, o pąkach na drzewach, o lekkiej sukience, o złoto – brązowym rowerze z koszykiem na przodzie...&lt;br /&gt;Z tych marzeń przesłodziłam herbatę. Owocową.&lt;br /&gt;Wolałabym kawałek ciepłej szarlotki. Zamiast niej jest zimna panna cotta. Cytrusowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-s5n2E0FR7h8/TV2KDod65AI/AAAAAAAAC4o/nw_YPlAkJV8/s1600/panna%2Bcotta%2Bz%2Bmandarynkami_2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-s5n2E0FR7h8/TV2KDod65AI/AAAAAAAAC4o/nw_YPlAkJV8/panna%2Bcotta%2Bz%2Bmandarynkami_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5574763708761695234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że u Was cieplej. Zwłaszcza w kuchni.  Bo w ciepłej kuchni łatwiej rodzą się smaczne idee. :)&lt;br /&gt;A ja liczę na Wasze pomysły. :) Pamiętacie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(102, 51, 102);"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Konkurs fotograficzno – kulinarny&lt;/span&gt; trwa, a nagrody w postaci książek „Każdy może gotować” czekają na zwycięzców.  One bardzo chcą znaleźć  nowych właścicieli, tym bardziej, że kryją w sobie autograf Jamie Olivier'a . :) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(102, 51, 102);"&gt;O zasadach konkursu przeczytacie &lt;/span&gt;&lt;a style="font-weight: bold; font-style: italic; color: rgb(102, 51, 102);" href="http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/02/jestem-czyli-kulinarny-konkurs.html"&gt;tutaj (klik)&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(102, 51, 102);"&gt;.&lt;br /&gt;Przypominam tylko, że termin nadsyłania zdjęć mija &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;5 marca&lt;/span&gt; równo o północy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serdecznie namawiam na wspólną zabawę! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-6V26ywFlKCw/TV2J9vWqDTI/AAAAAAAAC4g/rQeak-7ilNc/s1600/panna%2Bcotta%2Bz%2Bmandarynkami_3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 680px; height: 452px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-6V26ywFlKCw/TV2J9vWqDTI/AAAAAAAAC4g/rQeak-7ilNc/panna%2Bcotta%2Bz%2Bmandarynkami_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5574763607531064626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Panna cotta z mandarynkami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(6 niewielkich porcji)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;500ml śmietanki (u mnie 36%)&lt;br /&gt;skórka z 1 cytryny&lt;br /&gt;3 łyżki cukru pudru&lt;br /&gt;4 listki żelatyny&lt;br /&gt;1 łyżka wrzątku&lt;br /&gt;2 łyżki cointreau&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Listki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie.&lt;br /&gt;Śmietankę wlać do garnuszka, dodać drobno utartą skórkę z cytryny, cukier puder i postawić na niezbyt dużym ogniu. Doprowadzić do wrzenia i od razu zdjąć z ognia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Namoczoną żelatynę dobrze odcisnąć z wody. Zalać 1 łyżką wrzątku i energicznie mieszając – rozpuścić. Dodać cointreau. Wlać całość do śmietany i wymieszać. Ostudzić. Rozlać do naczynek.  Wstawić do lodówki do całkowitego zastygnięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Oraz:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;kilka sztuk świeżych mandarynek „wyfiletowanych” z wewnętrznych skórek (ewentualnie mandarynki ze słodkiej zalewy dostępne w sklepach)&lt;br /&gt;sok z 1 cytryny&lt;br /&gt;sok z 1 pomarańczy&lt;br /&gt;2 listki żelatyny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Listki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie.&lt;br /&gt;Do garnuszka wycisnąć sok z cytryny z sokiem z sokiem z pomarańczy. Zagotować.&lt;br /&gt;Żelatynę odcisnąć z wody, wrzucić do gorącego soku – wymieszać. Ostudzić.&lt;br /&gt;Na zastygniętą masę śmietanową ułożyć po kilka kawałków przygotowanych mandarynek. Zalać sokiem z cytrusów. Schłodzić w lodówce.&lt;br /&gt;Aby deser nie ”łapał” zapachów z lodówki – każde naczynko z panna cottą przykryć szczelnie  przezroczystą folią spożywczą. &lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-7385832170257183565?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/7385832170257183565/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5036371838619656396&amp;postID=7385832170257183565&amp;isPopup=true' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7385832170257183565'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5036371838619656396/posts/default/7385832170257183565'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/2011/02/zimny-deser-w-mrozny-dzien.html' title='Zimny deser w mroźny dzień'/><author><name>Małgosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17418763715814906944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_pFEF2wSzFes/SzEgOoYgUPI/AAAAAAAACTE/GsoeGTKEkpo/S220/Malgosia+2009.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-LpJM9vrlx-s/TV2KIJytNaI/AAAAAAAAC4w/HePQrrkG0Pk/s72-c/panna%2Bcotta%2Bz%2Bmandarynkami_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5036371838619656396.post-3666350718863723455</id><published>2011-02-13T21:00:00.008+01:00</published><updated>2011-09-28T17:11:29.645+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gorący kociołek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mięso wołowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mięsa'/><title type='text'>7 rzeczy, których o mnie nie wiecie, a na stole popularny Boeuf Strogonow</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-mAeQDIHbvI0/TVg4eyuKIqI/AAAAAAAAC4Q/201Jl96nn_U/s1600/Boeuf%2BStrogonow_1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-mAeQDIHbvI0/TVg4eyuKIqI/AAAAAAAAC4Q/201Jl96nn_U/Boeuf%2BStrogonow_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573266640533594786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dostałam takiego maila:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Zapraszam Cię do blogowej zabawy w „7 rzeczy...”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sorki, ale to z sympatii.”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z sympatii chciałabym pokroić Gutka na plasterki. :D I szczerze żałuję, że nie mieszkam bliżej, bo mogłabym zamysł wprowadzić w czyn. :D&lt;br /&gt;Tak naprawdę zawsze wszelkie tego typu zabawy omijam szerokim łukiem i chyba bodaj nigdy jeszcze nie dałam się w nie wciągnąć... :)&lt;br /&gt;Ale niech już będzie, ten jeden raz uchylę rąbka tajemnicy.  Z sympatii. :)&lt;br /&gt;Może nie wszystko będzie śmieszne, ale prawdopodobnie (a może nie... :D)  prawdziwe.&lt;br /&gt;No lecę, chciałabym mieć to już za sobą. :D Zaczynam od lat najwcześniejszych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Jako dziecko nie cierpiałam majonezu, sałaty i żółtego sera.  Za to nie miałam żadnego problemu ze zjedzeniem talerza flaczków i porządnej golonki. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2) Przez wiele lat sportowo grałam w szachy. Należałam do klubu, uczestniczyłam w treningach, jeździłam na mecze i turnieje, zgrupowania, etc.&lt;br /&gt;Wiem co powszechnie mówi się o szachistach. :) Dzisiaj już mnie to nie wzrusza, ale wtedy byłam gotowa oczy wydrapać każdemu, kto odważył się powiedzieć na głos frazes „refleks szachisty”. :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3) Jako początkująca studentka zapragnęłam stać się blondynką. Kupiłam więc stosowną farbę, samodzielnie nałożyłam na włosy, odczekałam, spłukałam...   I okazało się, że na głowie mam marchewkę. Tak pomarańczową jak to tylko możliwe. :D Już nigdy więcej nie oszczędzałam na fryzjerze. ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4) Jestem typową kobietą. Choć w szafie sporo, mój małżonek często słyszy  jak marudzę „nie mam co na siebie włożyć...”. A najlepszym sposobem na chandrę, złe samopoczucie, czy inny czarny dzień są oczywiście zakupy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5) Mam dziwną przypadłość: nigdy nic nie gubię. A czasem tak bym chciała! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6) Mam też inną przypadłość: nie noszę tipsów, nie korzystam  (z  niewielkimi wyjątkami) z solarium, nie wstrzykuję sobie botoksu, nie odsysam tłuszczu, nawet pełnego makijażu nie robię na co dzień, a tylko przy ważnych okazjach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7) A kto wie, może powinnam łapać się już tych wszystkich metod, bo w tym roku, o czym zapewne nie wiecie stuknie mi 38 wiosen. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle tajemnic na mój temat. &lt;br /&gt;Do ujawnienia swoich typuję &lt;a href="http://www.pokrojonedoprawione.sos.pl/"&gt;Kasię z bloga „Pokrojone i doprawione"&lt;/a&gt;. :) &lt;br /&gt;Kulinarnie natomiast zapraszam dzisiaj na popularnego „Strogonowa”, czyli  rodzaj  gulaszu wołowego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-GGG1Lzk6HmM/TVg4bFggEfI/AAAAAAAAC4I/4TjzfFc1Zx8/s1600/Boeuf%2BStrogonow2.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 465px; height: 700px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-GGG1Lzk6HmM/TVg4bFggEfI/AAAAAAAAC4I/4TjzfFc1Zx8/Boeuf%2BStrogonow2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573266576857108978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Boeuf Strogonow&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok. 700g polędwicy wołowej&lt;br /&gt;oliwa do smażenia&lt;br /&gt;1 cebula&lt;br /&gt;ok. 500ml bulionu (ew. wody)&lt;br /&gt;2-3 listki laurowe&lt;br /&gt;szczypta suszonego tymianku&lt;br /&gt;szczypta suszonego cząbru&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ok. 300g pieczarek&lt;br /&gt;1 czerwona papryka&lt;br /&gt;ok. 200g ogórków kiszonych&lt;br /&gt;ok. 400ml passaty pomidorowej&lt;br /&gt;sól, pieprz, słodka papryka – do smaku&lt;br /&gt;1-2 łyżki musztardy (lubię taką z ziarenkami gorczycy)&lt;br /&gt;ok. 125 ml (pół małego pojemniczka) kwaśnej śmietany (u mnie 18%)&lt;br /&gt;1-2 łyżki mąki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mięso pokroić w paseczki lub kostkę. Podsmażyć na patelni  w odrobinie oliwy. Mięso przełożyć do większego garnka, a na patelnię wrzucić  posiekaną cebulę i zeszklić. Przełożyć do mięsa. Całość zalać bulionem, włożyć listki laurowe, tymianek i cząber. Gotować do czasu aż wołowina nieco zmięknie (ale nie na tyle, by się rozpadała).&lt;br /&gt;W międzyczasie obrać pieczarki. Wszystkie warzywa (pieczarki, papryka i ogórki) pokroić. Wrzucić do garnka z mięsem. Wlać passatę pomidorową. Zagotować. Doprawić do smaku solą, pieprzem, słodką papryką i musztardą. Gotować jeszcze ok. 20-30 min., do momentu, gdy mięso stanie się zupełnie miękkie.&lt;br /&gt;Śmietanę wlać do kubeczka. Powoli (by się nie zważyło) dodawać trochę sosu z mięsa, energicznie mieszając. Dosypać mąkę, połączyć tak by nie zostały grudki, a następnie całość wlać do garnka z mięsem (najlepiej przez drobne sitko). Wymieszać. Zagotować.&lt;br /&gt;Podawać ciepłe.&lt;br /&gt;Smacznego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5036371838619656396-3666350718863723455?l=pieprzczywanilia.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pieprzczywanilia.blogspot.com/feeds/3666350718863723455/comments/default' title='Kom
