czwartek, 10 września 2009

Weekendowa Cukiernia #12 - cz.1



Do tej edycji Weekendowej Cukiernii nie mogłam nie przystąpić. Po pierwsze dlatego, że to 12 wydanie, a ja lubię liczbę 12. No lubię i już. :D Nie, nie, żadne tam urodziny w tym dniu, czy inne takie. Po prostu „dwunastka' jest mi bliska z bliżej nieokreślonych powodów... :D Zatem po pierwsze mam już za sobą. A po drugie: gospodyni Ola zaproponowała moje smaki, więc z dużymi wyrzutami sumienia (no bo miałam OGRANICZYĆ słodkie :( ) postanowiłam mimo wszystko dać rodzinie i sobie trochę smacznej przyjemności. :)
Zanim jednak pochwalę się pierwszym deserem – chciałabym trochę ponarzekać... Nie na przepisy (hihi, już widzę jak Oli serce zamarło :D), ale na... kupne maliny... :( Naprawdę, nie wiem, czy tylko ja mam w tym roku takiego pecha, czy może innym też się to przydarza...? Maliny kupuję „na wygląd”, tzn. wybieram zawsze te, które najładniej i najświeżej wyglądają; sprawdzam też, czy od spodu kobiałka na pewno jest sucha (mokre od soku owocowego, mogą świadczyć o nie pierwszej już świeżości). No i cóż... Przychodzę do domu, dobieram się do pięknie wyglądających malin i okazuje się, że pod pierwszą, ewentualnie drugą warstwą – owoce wcale nie są już tak atrakcyjne. Pal licho, jeśli chodziłoby tylko o ich kształt (delikatne są, więc pod ciężarem mają prawo „przygasnąć”), ale one zwykle są pokryte pleśnią. :( Drażni mnie to okrutnie, bo zawsze przynajmniej połowa ląduje w koszu. :(
Tak było i tym razem, gdy maliny kupiłam specjalnie do sernika na zimno. Moja złość i rozdrażnienie sięgnęło zenitu. Obiecałam sobie, że koniec! Koniec wyrzucania pieniędzy w błoto! Lubię maliny, ale mówię kategoryczne NIE takiemu marnotrawstwu!
Do wnętrza sernika wylądowały zatem borówki amerykańskie, a z niewielkiej ilości ocalałych malin zrobiłam sos do polania deseru. Deser zmienił troszkę swoją kolorystykę, ale nadal smakował super. :) Troszkę może szkoda, że niezbyt mocno stężał. Ale prawdę mówiąc, czułam że tak będzie. :D
Do pokazania czeka jeszcze druga propozycja Oli, czyli czekoladowa rolada (oczywiście w moim wydaniu też bez malin), ale ponieważ zbrakło mi czasu, by sfotografować – więc poświęcę wkrótce jej osobny wpis. :)

Olu, dziękuję za wspólną kulinarną zabawę. :)


Sernik na zimno z białą czekoladą, owocami i ciasteczkami amaretti
cytuję za Olą z bloga Sweet Spoon – z moimi uwagami

Składniki:
300g białej czekolady
600g serka kremowego
284ml śmietany kremówki
50g cukru pudru
250g malin (mogą być mrożone, wtedy wcześniej trzeba je rozmrozić na bibułce) –
5 łyżek dżemu malinowego
85g ciasteczek amaretti
150g borówki amerykańskiej
50g wiśni(opcjonalnie)

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (rozpuszczałam z odrobiną słodkiej śmietanki, by uniknąć przypalenia czekolady) .
Keksówkę o pojemności 900g wyłożyć folią spożywczą.

W dużej misce zmiksować razem serek, śmietanę i cukier. Następnie stopniowo, cały czas miksując na małych obrotach wlewać ostudzoną czekoladę. Ucierać aż do połączenia się składników.
70g malin wymieszać z 2 łyżkami dżemu.
Do keksówki o pojemności 900g wlać połowę masy a następnie delikatnie rozłożyć na niej maliny wymieszane z dżemem. Przykryć resztą masy serowej. Na wierzchu równomiernie rozłożyć ciasteczka amaretii. Przykryć folią i wstawić do lodówki na min. 6 godzin, najlepiej na całą noc.

Odłożyć na bok ok 7 malin. Resztę podgrzać w garnuszku razem z pozostałym dżemem i wiśniami (jeśli używamy). Podgrzewać na małym ogniu, aż zmiękną. Używając blendera zmiksować owoce a następnie przetrzeć je przez sitko, aby pozbyć się pestek. Sos powinien być dość gęsty. Ostudzić.

Serniczek wyjać z lodówki, usunąć folię i ostrożnie przełożyć na talerz, tak aby ciasteczka znalazły się na spodzie. Pozostałe maliny ułożyć na wierzchu ciasta razem z borówkami. Ostudzony sos delikatnie wylać na owoce.
Podawać od razu.

29 komentarzy:

  1. Małgoś, poezja!!!

    Tylko to powiem i uciekam spać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gosiu-Weekendowa Cukiernia :) :) a serniczek przecudny jest!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, ależ Ty nocna dziewczyna jesteś... O tej porze jeszcze przy kompie... :D

    Gosiu, dzięki!!! Już poprawiłam. :D O Boziu... wiedziałam, że te ostatnie dni mnie zakręciły, ale żeby aż tak?:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Maliny już to do siebie mają, że szybko pleśnieją. Ja mam własne maliny z ogródka i jeśli nie wykorzystam ich od razu po zerwaniu, lub w ten sam dzień, to po nocy w lodówce też pod wierzchnią warstwą mam pleśń :/
    Inaczej sprawa się ma jeśli maliny już znają się w deserze lub cieście, wtedy pleśń tak szybko ich nie dopada.

    Serniczek śliczny jest, ja jednak w tej edycji WC zostanę przy roladzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. też trafiam na takie maliny:/

    a Twój sernik wygląda przepięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie tez niestety sie juz tak przytrafialo :( Rzecz jasna, drugi raz u tego samego sprzedawcy juz nie kupuje i staram sie mimo wszystko delikatnie podniesc te pierwsza-druga warstwe. Tylko na naszej zwyczajowej farmie nie mam takich problemow, wszedzie indziej niestety tak :/
    A Twoj sernik nawet z borowka pysznie wyglada! :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniały deser. Wygląda niesamowicie Małgosiu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Malgosiu sernik pierwsza klasa. Wyglada bosko!

    A z malinami to juz chyba tak bywa. Po wielu takich nieudanych zakupach w koncu znalazlam "swoich" sprzedawcow.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja się mogę tylko obejść smakiem, buuu ;(
    Ze zgryzoty pójdę sobie naparzyć czaju z sokiem malinowym ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Małgosiu, piękny sernik! Jejciu, jaki on musi być smaczny! :)))
    CO do malinek też tak mam, bardzo czesto, jesli nie zawsze. Wierzchnia warstwa jest piekna, a pod spodem pleśn :(

    Buziaczkuję na dobry dzień i slinię się na widok zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Malgosiu kochana:) masz racje, serce mi zamarlo! :P ale dobrze, ze tylko na chwile! Twoj serniczek wyglada wspaniale, moim zdaniem on nawet nie powinien byc tak bardzo stezaly tzn, sztywny jak normalny sernik na zimno, bo stracilby wtedy swoja delikatnosc i jedwabistosc:D borowki pasuja tu idealnie, dobrze, ze sosik zrobilas z mail:)
    Nie moge sie juz doczekac na rolade!

    pozdrawiam cieplo:*

    OdpowiedzUsuń
  12. kuchnia felka no ja tak samo mam z malinami, myślałam ze się wścieknę jak je zaczęłam przeglądać a tu taki zonk pleśniowy... masakra po prostu...
    za to sernik fantastyczny! tylko mnie cały czas dziwi ze Ci się zmieścił w keksowce... mój musiał mies miejsca w tortownicy 23cm a i tak wyszło na styk z galaretka...

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy nie pałałam do malin nich szczególną miłością, w ubiegłym roku nawet pół chyba nie zjadłam. W tym roku postanowiłam się przełamać i kupiłam pojemniczek. Specjalnie po nie pojechałam na giełdę, bo świeże... I co sie okazało? Ano, że świeże nie są. Nawet "zagłębiłam" się w pojemniczek, niby świeże, ale jednak...
    MOja niechęć do malin tylko się pogłębiła...

    OdpowiedzUsuń
  14. Może to zwykła nieuczciwość sprzedawców? To nagminne w przypadku wszystkich owoców w pojemniczkach. Wiedzą, że nikt nie będzie przekopywał się przez maliny aż do samego dna.
    A ja próbuję się przekonać do borówek. Deser wygląda pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj swietnie sie zaprezentowal deser!!!
    a ja mialam ochote na te 12 edycje ale grypa mi uniemozliwila. Choc w sumie mam jeszcze czas.

    OdpowiedzUsuń
  16. prześliczny proszę pani ,Pani ten serniczek
    A z malinami mam czasami tak samo niestety ,choć częściej udaje się mi kupić takie jak chce u dwóch sprzedawców ale oni tylko we wtorki i piątki są na rynku( targu)

    OdpowiedzUsuń
  17. Małgosiu, sernik wyglada super! Elegancki plasterek mimo jego miękkości! Ja ostatnio czasu mam jak na lekarstwo, a jeszcze wczoraj na zebraniu z rodzicami zgłosiłam sie do pomocy w przygotowaniach do ślubowania pierwszoklasistów! Sernik zatem sobie pooglądam po kolei na blogach
    Jak widzę w komentarzach, większość z nas ma takie przeżycia z malinami.

    OdpowiedzUsuń
  18. a wiesz, ze ja też lubię 12! choć nie powinnam, bo grudnia nie lubię ze względu na mróz
    a co do malin...dlatego nie kupuję ich ;) jem tylko wtedy jak mam możliwość samodzielnego zerwania prosto z krzaczka
    a maliny maja to do siebie ze szybko pleśnieją, babcia zrywala mi kiedyś na wieczór, a na drugi dzień te na dnie były białe ;(
    a serniczek pierwsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja tez nie lubie takigo malinowego marnotrawstwa. A serniczek przepiekny :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Co tu dużo mówić. Pięknie gotujesz i robisz świetne zdjęcia. A dzięki temu postowi mam straszną ochotę na sernik i maliny. Niesamowite, prawda? ;-) :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Widzę więc, że nie jestem osamotniona... i że Wy również macie podobne, niekoniecznie przyjemne doświadczenia z malinkami... :( Piszecie, że zmieniacie sprzedawców, ale ja nie widzę w tym rozwiązania... U mnie na targu, wszyscy sprzedawcy zaopatrują się w towar na tej samej giełdzie owocowo - warzywnej... U wszystkich maliny są identyczne. :( Ech... :(

    Dziękuję za wszystkie miłe słowa. :) A kto jeszcze nie brał udziału w Weekendowej Cukierni - niech biegnie i za serniczek się bierze, bo bardzo smakowity. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj wygląda po prostu bosko! Nie wątpię, że tak też smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Łoo ;)! W fajnej foremce to zrobiłaś, chyba od Ciebie odgapię :). Bo ja też będę w tej edycji uczestniczyć! Ha!
    No i w ogóle, to podoba mi się cały ten sernik, tak delikatnie wygląda, no i kolory ma takie pastelowe :)...

    OdpowiedzUsuń
  24. Przepiękny Małgoś.
    A ja w tym roku wyjątkowo miałam szczęście do malin. Do tej pory tez zawsze góra ładna a w środku spleśniałe, ale w tym roku ku mojemu zdziwieniu nie zdarzyło się to ani razu. Może za rok będzie tak na Wybrzeżu

    OdpowiedzUsuń
  25. zachwycające
    na Twoich zdjęciach zawsze ukrytych jest mnóstwo smaków

    borówki lubię bardziej od malin
    więc taka zamiana mi by pasowała (:

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziś znów zaryzykuję i kupię maliny, ale tydzień temu połowa wylądowała w koszu... A ciasto śliczne!

    OdpowiedzUsuń
  27. Małgosiu, oczy mi zaraz wyjdą z orbit tak mi się ten Twój sernik podoba. A przecież dopiero co, zupełnym zbiegiem okoliczności, zrobiłam sernik z biała czekoladą tyle że pieczony. :) Pozdrawiam Cie serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Malgosiu i dobrze, ze ta 12stka jest dla Ciebie szczegolna i ze deser zrobilas - obledny!
    Z mailnami proazka, zdarzylo mi sie to ze 2 razy, juz chyba od tamtego czsu nie kupowalam...
    Pozdrowienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Sernik cudny, jestem przekonana, że z borówkami też jest niezwykle smaczny.
    A ja mam chyba w tym roku wyjątkowe szczęście, myślałam, że to tak ogólnie, w sierpniu mało padało więc maliny były wyjątkowo suche i jeśli jakaś się zgniotła i spleśniała to co najwyżej jedna, dwie w koszyczku. Kupuję na targu u takiego pana, który przywozi ze swojego gospodarstwa.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony komentarz. :) Jestem winna Ci informację: blog jest moderowany, spamowi i pyskówkom mówimy stop. We wszystkich innych sprawach zapraszam. :)