Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bakalie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bakalie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lutego 2016

Perskie ciasto z chałwą


Wiesz jak to jest... Wydaje Ci się, że masz silną wolę, że jak powiesz „nie”, to znaczy nie, jak „stop” - to tkwisz na stop, choćby nie wiem co... A jak powiesz sobie: „nie widziałam, nie piekę, nie zjem ani kawałka... ” - wymazujesz z pamięci i już nigdy nie wracasz do tematu...?
Teoretycznie właśnie tak powinno to działać, ale w praktyce teorie się nie sprawdzają. Nie w moim wypadku. Kto wie, może w Twoim też nie, jeśli lubisz mocno słodkie? Chociaż to już na szczęście nie moje zmartwienie... W końcu każdy sam odpowiada za swoje grzeszki, prawda? ;-)
Chodziłam wokół tego przepisu jak kwoka. Zaglądałam, myślałam, odrzucałam, wracałam, próbowałam sobie obrzydzić, próbowałam liczyć kalorie (milion! a może i dwa :D), zarzekałam się, że nie, nie i nie... Zestawiałam za i przeciw. Potem znów wracałam, tylko żeby zerknąć, choćby przez chwilkę.
I doskonale wiedziałam dokąd ta cała przepychanka z samą sobą prowadzi. To była tylko kwestia czasu. :)


piątek, 27 grudnia 2013

Trufelki kokosowo – migdałowe (poświątecznie)


To były chyba pierwsze takie moje święta, które praktycznie przespałam. A jak już nie spałam, to nic, a nic nie robiłam. Komputer też omijałam (wystarczająco dużo mam go na co dzień).
Potrzebowałam tego lenistwa, aby choć odrobinę naładować baterie, które ostatnimi czasy już bardzo mocno alarmowały, że rezerwa jest na wyczerpaniu. Przede mną jeszcze kilka takich fajnych, spokojnych dni. A zaraz potem pewnie znów zatęsknię za swoją pracą i zwykłymi obowiązkami. :)


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Florentynki. Do chrupania.


Nie da się ukryć, ze wszystkim jestem do tyłu.
A najbardziej z przygotowaniami do świąt. Chałupa prezentuje się jak po przejściu niedawnego huraganu Ksawery. Pierogi nie ulepione. Paszteciki nie upieczone. Żadne mięso się nie marynuje. Piernika też jeszcze nie ma. Ani keksa. Ani makowca. Ani nic.
I co gorsza, trudno mi sobie wyobrazić, kiedy to wszystko, i więcej, po prostu „się zrobi” na 5 minut przed świętami...

Ale są też pozytywy... :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Keks polski wg Pierre Hermé


O ile z łatwością potrafię zrezygnować z przygotowania świątecznych makowców (w moim przypadku to nadzwyczaj proste :D makowce bowiem co roku piecze moja osobista Mama, a wcześniej robiła to Babcia :D), o tyle keksom nie odpuszczam nigdy. Mam do nich prawdziwą słabość.
Mam swoją ulubioną recepturę, którą już kiedyś pokazywałam na blogu. Jest to keks angielski autorstwa Pierre Hermé 'a.
Dzisiaj kolejny przepis tego słynnego francuskiego cukiernika. Przepis, tak jak i poprzednio, pochodzi z jego książki „Desery”.
Keks polski jest również bardzo smaczny i zdecydowanie bardziej nadaje się dla dzieci, ponieważ w odróżnieniu od tego pierwszego – nie zawiera ani kropli alkoholu. :)


Keks polski
inspirowane przepisem z książki „Desery” Pierre Hermé

300g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
200 g masła w temp. pokojowej
200g cukru pudru
2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
5 jajek (oddzielnie żółtka i białka)
mała szczypta soli (mój dodatek)
400g mieszanki bakalii (np. orzechy włoskie i laskowe, migdały, suszone figi, śliwki, rodzynki, kandyzowana skórka pomarańczowe, etc.)

dodatkowo:
odrobina mąki do obtoczenia bakalii
masło do posmarowania formy

Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C. Dwie nieduże foremki keksowe (lub jedną o długości 28cm) posmarować masłem, lub wyłożyć papierem do pieczenia i natłuścić papier.
Bakalie grubo posiekać i obtoczyć w mące.
Do osobnej miski przesiać mąkę i proszek do pieczenia.
W drugiej misce masło utrzeć z cukrem pudrem i cukrem waniliowym – na puszystą masę. Cały czas ucierając – dodawać po jednym żółtku, a potem dosypując po kilka łyżek mąki.
Do białek dodać szczyptę soli i ubić je na sztywną pianę. Dodać do ciasta i bardzo delikatnie wymieszać (najlepiej ręcznie, żeby piana zbyt mocno nie opadła - np. silikonową szpatułką). Dodać bakalie i raz jeszcze ręcznie przemieszać.
Ciasto przełożyć do przygotowanych keksówek i wyrównać szpatułką powierzchnię. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok. 1 godz. Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić czy patyczek wetknięty w środek ciasta wychodzi suchy. Jeśli ciasto zbyt szybko się rumieni, a środek nie jest dopieczony należy przykryć je folią aluminiową i dopiekać.
Upieczone keksy studzić na kratce.
Smacznego!

niedziela, 17 kwietnia 2011

Trzysta i 4


Wiem, wiem. Trochę mnie nie było. Tutaj. Bo gdzie indziej duuużo mnie i intensywnie.
Nigdzie nie zaginęłam.
Nie wyjechałam.
I nawet nie zapomniałam.
Tak zwyczajnie, czas nie guma. Choć nie powiem, szkoda.
Bo robiłam tyyyle rzeczy.
Przemierzyłam tyyyle kilometrów na nogach. Bynajmniej nie turystycznie.
A w międzyczasie przeczytałam kilka setek stron. Jak zawsze z przyjemnością,
Bo co jak co, ale dzień bez książki, to tak jak dzień bez aparatu – stracony.


Ostatnie dwa, ba! nawet trzy tygodnie minęły...sama nie wiem kiedy.
Pstryk! I jeden tydzień za mną.
Pstryk! I i kolejny już tylko wspomnieniem.
Pstryk! A na blogu trzysta wpisów.
Równiusieńko.
Już?! No już. Nazbierało się.
Też nie wiem kiedy.
Pstryk! I moja Pszczółka 4 latka skończyła.
Już???! No już. Latka lecą.
Tortu nie było. Ale były słodkie buziaki. I prezenty. I świeczki w cieście zastępczym. Z jagodami z zeszłorocznych jeszcze zapasów.


A keks, to już taka przymiarka przedświąteczna.
Bardzo maślana. Lekko cytrynowa. I nie przesadnie słodka.
Nie omieszkam upiec kolejnego już za kilka dni.




Keks drożdżowy

ok. 1 szkl. bakalii namoczonych w rumie (owoce kandyzowane, rodzynki, kandyzowane skórki cytrusowe)
Bakalie namoczyć przynajmniej wieczór wcześniej.
Przed dodaniem do ciasta dobrze odsączyć z alkoholu.

Zaczyn:
½ szkl. letniego mleka
½ szkl. mąki
2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki drożdży instant

Ciasto:
cały zaczyn
4 szkl. mąki
½ szkl. letniego mleka
6 łyżek cukru
szczypta soli
skórka otarta z 1 cytryny
½ łyżeczki mielonego kardamonu
4 jaja rozkłócone
300g masła w temperaturze pokojowej

Zaczyn:
Połączyć w naczyniu wszystkie składniki zaczynu. Wymieszać łyżką do uzyskania w miarę gładkiej konsystencji. Zostawić do czasu, aż zaczyn podwoi soją objętość.

Ciasto:
Do przesianej mąki dodać zaczyn, mleko, jaja, cukier, sól, kardamon i otartą skórkę z cytryny – wyrabiać ciasto do momentu aż będzie w miarę dobrze odchodziło od ścianek naczynia (lub dłoni). Dodać masło i wyrabiać ponownie przez ok. 10 min. Ciasto będzie teraz dość mocno kleiste i bardzo miękkie. Na koniec wmieszać odsączone bakalie.
Przykryć ciasto folią spożywczą i pozostawić do wyrośnięcia na ok. 2 godziny. Wyrośnięte ciasto przełożyć do dwóch keksówek (długości ok. 23cm)) i pozostawić pod przykryciem do kolejnego wyrośnięcia na ok. 1 godzinę.
Piec ok. 1 godziny w piekarniku rozgrzanym do 180 st.C. Gdyby ciasto od góry zbyt mocno się rumieniło – przykryć z wierzchu folią ALU.
Wystudzić na kratce.
Smacznego!

piątek, 17 grudnia 2010

Ciasteczka z nadzieniem mincemeat


Zaraz po upieczeniu, gdy były jeszcze lekko ciepłe – nie bardzo mi posmakowały. Wydawały mi się „za bardzo”. Za bardzo słodkie. Za bardzo bakaliowe. Za bardzo korzenne. Ale gdy spróbowałam je następnego dnia, trudno mi było nie wyciągnąć ręki po kolejną babeczkę. Ze zdziwieniem odkryłam, że ten świąteczny, angielski przysmak jest jak nasz rodzimy bigos. :D Najlepszy, gdy się „przegryzie”. :)


W sieci krąży całe mnóstwo przepisów na nadzienie mincemeat. Różnią się proporcjami, zestawem bakalii i przypraw. Mnie zaciekawiła receptura, która obok bakalii – przewiduje dodatek jabłka. W oryginale użyto odmiany Bramley, która w PL chyba nie jest znana. W każdym razie takiej jak dotąd nie spotkałam na targach, ani w sklepach. Wujek google dostarczył mi informacji, że ta odmiana jest nieco podobna do naszej antonówki. Ja użyłam jednak do wykonania nadzienia twardego i kwaskowego jabłka odmiany Ligol.
Dokonałam jeszcze jednej zmiany , wykorzystałam bowiem tradycyjne kruche ciasto na bazie masła. Gdy tymczasem w przepisach oryginalnych bardzo często przewija się ciasto kruche z dodatkiem smalcu.
Patrząc na długą listę składników w przepisie można by pomyśleć, że to skomplikowane i bardzo czasochłonne ciasteczka. Tak jednak nie jest. Tym bardziej, że nadzienie można przyrządzić dużo wcześniej i przechowywać zapasteryzowane w słoiczkach, albo bez pasteryzacji przez kilka dni w lodówce.



Nadzienie bakaliowe „Mincemeat”
inspirowane przepisem z Delicious

1 duże jabłko – użyłam twardego i kwaśnego Ligola (w oryginale mowa jest o angielskiej odmianie jabłek Bramley)
200 g rodzynek (pomieszałam sułtanki i królewskie)
75g suszonej porzeczki
75g suszonej żurawiny
50g kandyzowanej skórki z pomarańczy
50g kandyzowanej skórki z cytryny
ok. 50g orzechów (dałam laskowe)
100 ml rumu (lub brandy)
zest * + sok z 2 pomarańczy
zest + sok z 1 cytryny
2 łyżeczki przyprawy korzennej
½ łyżeczki utartego świeżo goździka
½ łyżeczki imbiru w proszku
½ łyżeczki utłuczonego kwiatu z muszkatałowca (ew. gałki muszkatałowej)
175g cukru brązowego (użyłam muscovado)

* zest = cieniutko zdjęta skórka z cytrusów

Jabłko obrać i zetrzeć na grubych oczkach tarki. Wszystkie składniki, oprócz cukru umieścić w większym garnku i gotować (mieszając od czasu do czasu) na małym ogniu ok. 30 min. lub do czasu, gdy cały płyn wyparuje. Uważać, by nie przywarło do garnka.
Zdjąć z ognia i od razu wsypać cukier. Wymieszać. Gorące włożyć do wysterylizowanych słoiczków. Zapasteryzować (preferuję metodę piekarnikową). Tak przygotowane można przechowywać w chłodnym miejscu ok. 6 m-cy.

Ciasteczka z mincemeat
(ok. 24 szt.)

Na nadzienie:
ok. 24 łyżki nadzienia „mincemeat”

Ciasto kruche:
250 g przesianej mąki
125g masła
125 g cukru pudru
1 żółtko
ok. 1-2 łyżeczki bardzo zimnej wody

Dodatkowo:
1-2 łyżki rozpuszczonego masła do smarowania foremek
mąka do oprószenia

Mąkę przesiać na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać przesiany cukier puder – wymieszać, a następnie wbić żółtko jajka. Zagniatać, niezbyt długo, aż będzie gładkie. W razie gdyby ciasto było zbyt suche i nie chciało się zbić w kulę – dodać odrobinę zimnej wody.
Z ciasta uformować wałek o średnicy ok. 5 - 6cm, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.

Piekarnik rozgrzać do 190 st. C. Przygotować foremkę do „mince pies” (jest podobna do foremki mufinkowej, tyle, że wgłębienia są sporo płytsze). Jeśli takiej nie macie – proponuję użyć zamiennie dowolnych foremek do babeczek (tartaletek).
Wgłębienia foremek wysmarować rozpuszczonym masłem i oprószyć mąką.

Schłodzone ciasto kroić na plasterki ( u mnie grubości ok. 7-8 mm). Każdy plasterek rozwałkować dość cienko do wielkości odpowiadającej średnicy foremek. Wyłożyć foremki ciastem. Do każdego wgłębienia wkładać ok. 1 łyżki nadzienia „mincemeat”. Na wierzch układać kolejny cieniutki plasterek ciasta. Można też zamiast plasterka wycinać świąteczne gwiazdki. Górę ciasta lekko docisnąć placami, tak by brzegi skleiły się z ciastem dolnym.
Piec ok. 20min. aż ciasto się lekko zezłoci.
Ostudzone ciasteczka oprószyć cukrem pudrem.
Smacznego!

czwartek, 11 lutego 2010

Zamiast pączków... ;-)


Być może poprawnie politycznie by było, by w Tłusty Czwartek na blogu pojawiły się pączki lub chrusty (vel faworki), ale o poprawności będzie przy innej okazji. Bo jeśli chodzi o Tłusty Czwartek – to ja, moi drodzy, nie smażę ani jednych, ani drugich. Wyobrażam sobie całą wielką miskę zapełnioną po brzegi pączkami, które zjadamy jeden po drugim, aż dosięgamy dna... Milion kalorii i ból brzucha. :D To tylko wizja, ale dość realna. :D Prawda jest taka, że pączki wprost uwielbiam i właśnie z tego powodu zdecydowanie wybieram pączka z cukierni (może mniej smaczny, niż domowy), bo kupuję jednego! :D Ok... w tym roku były dwa, jeden w pracy i drugi w domu... ;-)
A Wy? Ciekawa jestem ile „tłustości” dzisiaj zaliczyliście? :-D Było rozsądnie, czy rozpustnie? :)


Tak więc nie będzie dzisiaj przepisów na moje ulubione faworki, ani na ulubione pączki, bo po prostu takich nie posiadam (obawiam się jednak, że ciągle wszystko przede mną ;-). Zamiast tego, chciałam polecić pyszne ciasto, o dość mocnej imbirowej nucie smakowej. Przepis na wilgotną imbirową babkę znalazłam na blogu Liski. I powiadam Wam: szczypało w język i znikało z talerzy w oka mgnieniu. :)


Wilgotna babka imbirowa z bakaliami
cytuję za Liską z bloga White Plate

125 g masła
100 g drobnego cukru (najlepiej brązowego)
2 jajka
1/4 szkl płynnego miodu, melasy lub syropu klonowego
230 g mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
3 łyżeczki imbiru w proszku
1 łyżeczka cynamonu
3/4 szklanki mleka
30 g imbiru kandyzowanego (opcjonalnie, ale warto!) - do kupienia w delikatesach i sklepach z herbatą

300 g bakalii (skórka cytrynowa, skórka pomarańczowa, suszone żurawiny, rodzynki, śliwki, etc)
1 łyżka alkoholu


Przygotowanie:

Bakalie wsypujemy do miski i zalewamy gorącą wodą z alkoholem. Odstawiamy na czas przygotowania ciasta.

W misce ucieramy masło z cukrem. Dodajemy po 1 jajku, następnie miód/syrop klonowy.

W drugiej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cynamon, imbir.

Do utartego masła dodajemy na przemian suche składniki i mleko. Miksujemy.

Bakalie odsączamy na sicie. Pozwalamy im lekko przeschnąć.

Formę do babki o średnicy 25 cm smarujemy dokładnie masłem i wysypujemy mąką.

Do masy dodajemy bakalie (opcjonalnie można je przesypać 1 łyżką mąki) i imbir kandyzowany. Dokładnie mieszamy łyżką. Wlewamy do formy.
Piekarnik nagrzewamy do 180 st C. Wstawiamy babkę i pieczemy 50 minut.
Po upieczeniu należy zostawic babkę w formie na ok. 10-15 minut i dopiero wtedy wyjąż na talerz.
Posypujemy cukrem pudrem lub lukrujemy.

niedziela, 6 grudnia 2009

Gwiazdki, bombki i bakalie.



Tego roku, dużo szybciej niż zazwyczaj - zaczęły mnie interesować świąteczne gadżety. Zwykle łańcuchy, bombki i inne świecidełka wyjmowałam nie prędzej, niż tydzień przed Wigilią. Tym razem jakoś wszystko przeżywam inaczej. Oczywiście, jak przy niejednej sprawie ostatnio, upatruję przyczyn tych zmian w moim maksymalnie okrojonym przez pracę - czasie wolnym. Każdy dzień jest do granic możliwości wykorzystany. Każda minuta jest na wagę złota i żadnej nie chcę stracić. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę jak bardzo (bardzo!) ten czas wcześniej trwoniłam. Boję się, że święta „wpadną” pomiędzy moim jednym, a drugim wyjściem do pracy, a ja nie zdążę się nimi nacieszyć. Więc szukam pretekstów, by już teraz choć trochę przybliżyć świąteczny nastrój. Dzisiaj ciasto z serii „Christmas cake”. Taki trochę inny keks, bo brązowy, nie biały. Z ogromną ilością bakalii. Prawdziwie świąteczny. :)

A zanim podam przepis, chciałam jeszcze słówko, a może i dwa na inne tematy. :)
Ostatnimi czasy otrzymałam od Was przemiłe wyróżnienia. :) To i zaszczyt dla mnie, i przyjemność ogromna. :) Niniejszym chciałam raz jeszcze serdecznie przekazać podziękowania:
Robertowi
Grace K.Jewelry
Agaw
Mirabelce
Goś
Enchocolatte
Dziękuję kochani! :**

I na koniec, pozwolicie, że się pochwalę, że Pieprz czy Wanilia zagościła kulinarnie na łamach magazynu „Czas wina” (w numerze grudzień 2009 / styczeń 2010). :)



Bakaliowe ciasto miodowe z szafranem
inspirowane przepisem na Honey saffron Christmas cake z BBC Good Food

225g masła w temperaturze pokojowej
2 łyżki brandy (lub koniaku)
szczypta szafranu (ok. ¼ łyżeczki)
225g brązowego cukru trzcinowego
4 jajka – w temperaturze pokojowej
225g mąki pszennej
szczypta soli
50g mielonych migdałów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
300 g zwykłych rodzynek
300 g rodzynek sułtanek
100g suszonej żurawiny (w oryginale kandyzowane wiśnie)
85g dowolnej mieszanki kandyzowanych lub suszonych owoców (np. ananasy, papaje, morele, etc.)
50g migdałów bez skórki
50g orzechów laskowych
50g orzechów włoskich

Oba rodzaje rodzynek zalać wrzątkiem i pozostawić na kilka minut, by zmiękły. Następnie odcedzić i dobrze osączyć z wody.
Orzechy laskowe wrzucić na rozgrzaną teflonową patelnię i prażyć na średnim ogniu kilka minut, często mieszając, aż skórka zacznie przybierać ciemną barwę i będzie pękać. Uwaga! Nie przypalić orzechów! Wyłożyć z patelni gorące orzechy na czystą ściereczkę, lub papierowy ręcznik i energicznie pocierać. Skórka będzie dość łatwo odchodzić od orzecha. Wybrać orzechy i odłożyć na bok.
Orzechy włoskie, laskowe i migdały grubo posiekać.
Rozgrzać piekarnik do temp. 160st.C. Kwadratową foremkę 25x25cm wyłożyć papierem do pieczenia (tak by zakryć dno i boki foremki).
W małym garnuszku podgrzać mocno 2 łyżki brendy. Zdjąć z ognia, dodać szczyptę szafranu i pozostawić przez kilka minut do zaparzenia.
Przesiać do miski mąkę z proszkiem do pieczenia i szczyptą soli. Wmieszać mielone migdały.
W dużej misie utrzeć masło z cukrem na gładką masę. Cały czas ucierając – dodawać po jednym jajku, a następnie przygotowaną mąkę. Dobrze wymieszać. Dorzucić wszystkie przygotowane bakalie, oraz ostudzone brandy z szafranem – ponownie wymieszać.
Wyłożyć masę do foremki, wyrównać wierzch szpatułką. Piecz w 160 st.C przez ok. 1 ½ godz. Następnie nakryć od góry luźno foremkę aluminiową folią (stroną błyszczącą do dołu). Jednocześnie obniżyć temperaturę do 140 st.C. i piec przez ok. 1 godzinę. Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest wewnątrz suche.
Wystudzone ciasto zawinąć w folię spożywczą.
Smacznego!