piątek, 2 grudnia 2016

Cynamonowe zawijańce wg Clausa Meyera („Wszystkie smaki Skandynawii”)


W ostatniej, ciepłej jeszcze notce blogowej, opowiadałam o nowościach książkowych z mojej domowej biblioteczki. Każda z nich w zasadzie prezentowała odmienny gatunek, ale łączył je wspólny mianownik: we wszystkich przewijał się motyw skandynawski. Dla tych, którzy przeoczyli - TUTAJ (klik) polecam lekturę. Może się przyda przy wyborach mikołajkowych lub świątecznych prezentów? 😘

Obiecałam szybki powrót z konkretnym przepisem Clausa Meyera z jego pięknej książki „Wszystkie smaki Skandynawii”.   Z pewnością rozczaruję tych, którzy mieli nadzieję na jakąś wytrawną propozycję. Cóż, jestem łasuchem, więc moje myśli o tej porze roku coraz częściej krążą wokół słodkości… 😊


środa, 30 listopada 2016

„Nordicana” i „Wszystkie smaki Skandynawii”, czyli rzecz o nowych książkach w mojej biblioteczce


Czy nie będzie wielką przesadą, jeśli użyję stwierdzenia, że oczy świata z iskrą zainteresowania skierowane są w kierunku europejskich krajów Północy? Dość powiedzieć, że gdzie nie zajrzeć – widać inspiracje płynące ze skandynawskiej kultury i stylu życia. Blogi, portale internetowe, magazyny, popularne aplikacje zdjęciowe – zewsząd przebija fascynacja wszystkim co skandynawskie. Już nie chodzi o pojedyncze aspekty, ale prawdziwe nordyckie poruszenie na wielu polach: w architekturze, wzornictwie, sztuce, literaturze, modzie, a nawet w kulinariach.

Osobiście nie miałam okazji podróżować po Skandynawii, a moja ciekawość o niej mieści się w przyziemnych granicach, takich na wyciągnięcie ręki: począwszy od zakochania w jasnych, prostych wnętrzach, przez popularną literaturę kryminalną i fascynację piękną ceramiką, po klopsiki szwedzkie. Oczywiście, jak wielu marzę o doświadczeniu piękna norweskich fiordów, zorzy polarnej i rowerowej wycieczce po uliczkach Kopenhagi. :)
Na realizację marzeń zapewne jeszcze długo poczekam, a tymczasem na mojej półce pojawiły się nowe książki przybliżające skandynawską tematykę. Wszystkie wydane przez Grupę Wydawniczą Foksal (Buchmann).

Edycja: Ponieważ mój osobisty małżonek twierdzi, że dokonałam wielkiego niedomówienia przy okazji wyliczania osobistych uczuć względem skandynawskiego designu - zatem czuję się zobowiązana naprawić to małe niedopatrzenie. Tak, nasza miłość sięga dalej, bo oprócz klopsików, kochamy jeszcze szwedzką motoryzację. A na imię jej Saab-ina.  😍

czwartek, 24 listopada 2016

Szał ciał i pudding zamiast pączków


Jakby to zgrabnie ująć i nie skłamać… Może tak najprościej, że nie jestem łasa na spożywcze nowinki i wcale nie tak łatwo poddaję się żywieniowym modom. 😊 W praktyce wygląda to tak, że gdy świat szaleje na punkcie „super-duper-wypasionego-niezbędnego-do-życia” składnika, przebijając się w coraz to wymyślniejszych zastosowaniach - ja długo omijam temat szerokim łukiem. Podpatruję i czekam na reakcję – zabije czy nie zabije?  😁 A tak już zupełnie całkiem serio, czekam, aż pierwszy, drugi i nawet trzeci szał minie. No nie lubię tłumu i już. Ani w życiu, ani w kuchni, ani nigdzie.  😉

sobota, 5 listopada 2016

Chleb zmieniający życie


Do tego wypieku dojrzewałam dość długo. Gdy usłyszałam o nim po raz pierwszy wydał mi się jakiś taki… bo ja wiem? chyba nie dla mnie? Żadnych alergii, żadnych nietolerancji. Może za zdrowa jestem na taki super food...? Chleb bez mąki? Czy to w ogóle można nazwać chlebem?
Jego autorką jest Sarah Britton, autorka popularnego bloga „roślinnego” „My New Roots”. Sława jej „the life-changing loaf of bread” obiegła cały świat i to chyba nawet kilkukrotnie.


niedziela, 30 października 2016

Na szarlotkę zawsze jest dobry czas.



Lepiej nie pytać mnie czy może przypadkiem mam ochotę na szarlotkę. Bo to jedyne ciasto, na które mam ochotę ZAWSZE. Po prostu zawsze. Czy to lato, czy zima (jesień i wiosna też). Zdrowa, czy chora. Zapracowana, czy nie. W domu, czy na wakacjach. Okoliczności czasu, przyrody i wszelkie inne są zupełnie bez znaczenia. Bo szarlotki i jabłeczniki wszelkiej maści to moje słodkie uzależnienie.
Na blogu zagościło już kilka wariantów jabłkowego szaleństwa. Znalazły się tu i szybkie, najprostsze szarlotki kruszonkowe, i cudownie kruche o dość wyczuwalnej nucie karmelowej, i w pikantnym keksie, i w tartach, i ciastach ucieranych, a nawet w przerobionym przeze mnie „Pleśniaku”. Czego tam nie ma przy tych jabłkach: i orzechy, i i imbir, a nawet borówki i rozmaryn.


wtorek, 25 października 2016

Energetyczna fasolowa z dynią i jarmużem



Tej jesieni postawiłam na aktywność ruchową. Brzmi jakbym dotąd tylko leżała, zatem stop…i jeszcze raz... :)
Tej jesieni postawiłam na zwiększoną ilość ruchu. Do dotychczasowej, wcale nie małej aktywności fizycznej, dołożyłam kolejne „co nieco”: sporo fitnessu na trampolinach i trochę zumby. Nowe wyzwania zabierają mi niemało czasu, ale też i przynoszą mnóstwo radości. Pot się leje przez całe 60 intensywnych minut, 5 dni w tygodniu.


niedziela, 25 września 2016

Jesienne nostalgie wiszą w powietrzu. I placek ze śliwkami.


Czyli jesień?
Nie kocham jej tak, jak wiosny. Nie czekam z utęsknieniem. Nie wyglądam i nie poganiam. Wolałabym odsunąć ten moment. Ale skoro musiała przyjść i taka wrzosowa próbuje się rozgościć, to niech już będzie. Niech zaskoczy ciepłym słońcem, drobną przędzą unoszącą się w powietrzu i złotem nad głowami. Niech pozwoli się lubić, zachwyci poranną mgłą albo wieczornym spektaklem na niebie. Niech sprawi, by kasztan pojawił się na mojej drodze. Niech zaszeleści, zawieje i zawiruje. Niech będzie pięknie.
I niech jesienne nostalgie zawisną w powietrzu. :)


wtorek, 20 września 2016

Pizza z pesto. Kwiecista.


W życie codzienne wkradają się rytuały. Jedne zwyczajne. Drugie niezwykłe, które z czasem może i powszednieją. A inne smakowite i choćby nie wiem ile już trwały – za nic nie chcą się znudzić. Zostają z nami na długo. Kto wie, może nawet na zawsze? Czasem z wygody, czasem z sentymentu, a niekiedy przez „zasiedzenie”. Jestem pewna, że i Ty masz takie w swoim bagażu doświadczeń?
My mamy naszą niedzielną pizzę. Nie w sobotę, nie w poniedziałek, ani w żaden inny dzień tygodnia. Domowa pizza najlepiej smakuje w niedzielę. :)
Tak, przyznaję, czasem próbuję bojkotować i stanowczo odmawiam rytuałowi, który jakoś tak niepostrzeżenie i nie wiadomo kiedy wkradł się w nasze życie, wypierając klasyczne "niedzielne obiadki". Ale to na nic. ;-) Bo prawda jest taka, że niedzielne wypiekanie pizzy po prostu sprawia nam przyjemność.