niedziela, 25 września 2016

Jesienne nostalgie wiszą w powietrzu. I placek ze śliwkami.


Czyli jesień?
Nie kocham jej tak, jak wiosny. Nie czekam z utęsknieniem. Nie wyglądam i nie poganiam. Wolałabym odsunąć ten moment. Ale skoro musiała przyjść i taka wrzosowa próbuje się rozgościć, to niech już będzie. Niech zaskoczy ciepłym słońcem, drobną przędzą unoszącą się w powietrzu i złotem nad głowami. Niech pozwoli się lubić, zachwyci poranną mgłą albo wieczornym spektaklem na niebie. Niech sprawi, by kasztan pojawił się na mojej drodze. Niech zaszeleści, zawieje i zawiruje. Niech będzie pięknie.
I niech jesienne nostalgie zawisną w powietrzu. :)


wtorek, 20 września 2016

Pizza z pesto. Kwiecista.


W życie codzienne wkradają się rytuały. Jedne zwyczajne. Drugie niezwykłe, które z czasem może i powszednieją. A inne smakowite i choćby nie wiem ile już trwały – za nic nie chcą się znudzić. Zostają z nami na długo. Kto wie, może nawet na zawsze? Czasem z wygody, czasem z sentymentu, a niekiedy przez „zasiedzenie”. Jestem pewna, że i Ty masz takie w swoim bagażu doświadczeń?
My mamy naszą niedzielną pizzę. Nie w sobotę, nie w poniedziałek, ani w żaden inny dzień tygodnia. Domowa pizza najlepiej smakuje w niedzielę. :)
Tak, przyznaję, czasem próbuję bojkotować i stanowczo odmawiam rytuałowi, który jakoś tak niepostrzeżenie i nie wiadomo kiedy wkradł się w nasze życie, wypierając klasyczne "niedzielne obiadki". Ale to na nic. ;-) Bo prawda jest taka, że niedzielne wypiekanie pizzy po prostu sprawia nam przyjemność.

czwartek, 8 września 2016

Malujemy witraże. Makaronowe. :)


Makaron wyrabiany ręcznie, domowym sposobem towarzyszy mi od dzieciństwa, a ponieważ jestem sentymentalna, to powiem, że najlepszy wychodzi spod rąk mojej mamy. Do rosołu tnie na cieniutkie niteczki, w fasolowej fajnie sprawdzają się szerokie, dość mięsiste wstążki. Do innych przeznaczeń – jak popadnie albo jak w duszy zagra. :) Makaron mamy jest inny od mojego, trochę jaśniejszy, bardziej miękki. Domyślam się, że jego skład kryje swoje tajemnice. Ugotowany świetnie się przechowuje i nawet po kilku dniach spędzonych w lodówce, wciąż jest tak samo smaczny jak ten od razu po ugotowaniu.
Ja sama – jeśli idzie o ciasto makaronowe - od lat stawiam na czystą klasykę rodem z Włoch: semolina + jaja. I żadnych innych dodatków. To połączenie daje „pastę”, żółciutką niemal jak kanarek. Uwielbiam w nim to, że jest jędrny i maksymalnie sprężysty. Gotuję al dente i tylko w takich ilościach, ile potrzebujemy na jeden raz.


czwartek, 18 sierpnia 2016

Cherry pie. Z migdałami.


Być może to już ostatnia okazja na kupienie świeżych wiśni. Z trójmiejskich targów jeszcze nie zniknęły, ale wystarczy przejść się między straganami, by nabrać pewności, że czas świetności mają za sobą. Może jutro, a może za tydzień na dobre przeminą z tegorocznym latem. Szczęśliwcy Ci, którzy w pełni sezonu postanowili zachować trochę lata i zamrozili kilka woreczków albo zamknęli w słoiczkach wiśniowy skarb. :)


piątek, 12 sierpnia 2016

Hello kabaczek!


Dzisiejsza notka będzie krótka jak sen nocy letniej. Być może najkrótsza w historii bloga. I trochę jak depesza, bo zostawiam telegraficzną wiadomość. ;-)

To już czas. Stop. Przynieś do domu kabaczka. Stop. Ugotuj w pomidorach z aromatycznymi dodatkami. Stop. Zjedz w towarzystwie ryżowo – kokosowych naleśników. Stop. Smacznego! Stop.


piątek, 5 sierpnia 2016

Racuchy. Z ricottą i jagodowym sosem.


Prawdę mówiąc, jest to jedna z tych łatwych, szybkich i przyjemnych potraw, o które warto się pokusić o każdej porze roku, a już szczególnie teraz, w okresie letnim, gdy z przyjemnością możemy wybierać i przebierać w pysznych, świeżych owocach.
Te pyszności sprawdzą się o każdej porze dnia: na śniadanie i na kolację, a my – wierzcie lub nie – zjadamy je nawet w ramach lekkiego obiadu.

 

wtorek, 2 sierpnia 2016

Taka frittata!


Czy tylko mnie wydaje się, że lato tego roku biegnie jak szalone...?
Mam wrażenie, że zaledwie wczoraj ruszałam na urlop w toskańskie okoliczności przyrody, tymczasem nie wiedzieć kiedy minęły 3 tygodnie, jak na nowo musiałam przyzwyczajać się do tej zwykłej, najzwyklejszej codzienności i obowiązków. Półmetek wakacji mamy za sobą, a ja po prostu nie wiem w jaki sposób tak szybko przeminęło?
Gdyby tak zwalniacz czasu był do kupienia – byłabym pierwsza w kolejce. :) Wcisnęłabym dłuuugie „stop!” na czas kanikuły - tak bardzo długie, że w końcu nawet ja zatęskniłabym za jesienią (ale już nie za zimą ;-)).


piątek, 15 lipca 2016

Pomidory i arbuzy, czyli jak smakuje lipiec w odcieniach czerwieni


Targ w lipcu wygląda bajecznie. Ilość barw, zapachów i smaków zachwyca, a przechadzanie się między straganami, mnie osobiście, po prostu przynosi wielką przyjemność. Czasem chciałoby się zabrać do domu wszystkiego po trochu, bo to taka przypadłość letniej pory, że absolutnie wszystko co świeże kusi. ;-)
Chciałabym tym razem zwrócić szczególną uwagę na nieco owocowej czerwieni.
Jakiś czas temu przyszło mi pracować nad sesjami foto do lipcowych wydań magazynów. Na kulinarno – fotograficzny warsztat trafiły do mnie dwa tematy: jeden dotyczył arbuzów, drugi – pomidorów. Oba pyszne, oba ciekawe.