środa, 18 czerwca 2014

Różane opowiastki


Pierwsza porcja różanego wyrobu trafiła w moje ręce dokładnie pięć lat temu. I nie był to byle jaki wyrób, ale cudownie pachnące, świeżutko utarte płatki róży, zebrane na beskidzkiej ziemi. Prezent od Basi.
Niewielki słoiczek z różaną zawartością trzymałam w lodówce i pamiętam dokładnie - długo nie mogłam się zdecydować do czego ją wykorzystać. Każda opcja jaka przychodziła mi do głowy - wydawała się niewystarczająco atrakcyjna. No przecież taką królewską różę trzeba godnie potraktować!
W sumie to była wymówka, bo tak naprawdę chyba było mi żal tak po prostu ją zjeść i tym samym się z nią rozstać. Dużo fajniej było mieć słoiczek pod ręką i od czasu do czasu zanurzać w nim nos. A aromat jaki się unosił..., no cóż musicie go sobie wyobrazić... :) 
 


Potem, były konfitury sklepowe. I choć szukałam takich, na których etykiety nie straszyły długą listą na „E” i równie długą listą wypełniaczy – nie ma co się oszukiwać – daleko im było do tych beskidzkich, prawdziwych, podarowanych od serca.


 A w tym roku, w końcu pierwszy raz zrobiłam własną różaną konfiturę. I tylko nie wiem, czy tu błędu w nazewnictwie nie popełniam, bo konfiturę długo się smaży, a ja na zimno utarłam płatki z cukrem, żeby nie zabić wysoką temperaturą ich smaku i aromatu.
Zdobycie płatków róży - gdy mieszka się w centrum dużego miasta – nie jest takie proste... (zważywszy, że brak również zaprzyjaźnionego działkowicza ;-)). Obrywanie ulicznych krzaków wydaje się nieco ryzykownym i mało ekologicznym pomysłem. Na szczęście z pomocą przyszła mi najbliższa rodzina. Biorąc na klatę moje kulinarne fanaberie, weszła w pozamiejskie kolce, zaopatrując mnie tym samym w piękny kopczyk płatków (na zdjęciu widać tylko pierwszą partię, potem przybyło dużo więcej i w żywszych barwach).
Co do samego przepisu – cukru tutaj co niemiara (można by nawet rzec, że to cukier z różą, a nie odwrotnie), niestety jest konieczny, żeby należycie zakonserwować surowy różany produkt. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że tak przygotowana róża ma niezwykle intensywny smak i wystarczy łyżka, aby nadać smak innej konfiturze, kremowi czy innej masie do deserów – to już nie tak strasznie to wszystko wygląda, prawda? :)

Płatki dzikiej róży ucierane z cukrem


1 porcja płatków dzikiej róży
2 porcje cukru (czyli wagowo dwa razy więcej niż płatków róży)
szczypta kwasku cytrynowego (ilość dostosować do własnego smaku)

Płatki róży przebrać, oczyścić (np. z robaczków), poodcinać białe części u nasady (są gorzkie). Można ewentualnie przepłukać w wodzie i porządnie odsączyć na sicie (ja płukałam, a potem jeszcze bardzo delikatnie osuszałam papierowym ręcznikiem).
Przełożyć płatki do makutry *, zasypać cukrem i szczyptą kwasku cytrynowego – ucierać, aż płatki się rozpadną. Spróbować i wedle uznania (do smaku) dodawać jeszcze po troszkę kwasku cytrynowego (dalej ucierając).
Przełożyć do czystego, wysterylizowanego i suchego słoiczka. Przechowywać w zamkniętym słoiczku w lodówce.

* nie mam makutry i płatki z powodzeniem ucierałam partiami w marmurowym moździerzu

12 komentarzy:

  1. Super pomysł, uwielbiam konfiturę różaną, ale czy każde płatki róży się do tego nadają? Jak je wybierać?

    OdpowiedzUsuń
  2. Małgosiu oczarowały mnie te zdjęcia, są ... aż brak mi słów by je opisać. A do tego wszystkiego zapewne cudownie pachnąca i tak samo smakująca konfitura. Same wspaniałości.

    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż czuję zapach tych płatków róż :) Magia jakaś? !;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś potrzebowałam konfitury różanej do przepisu i rozglądałam się za nią w sklepach. Było mi naprawdę ciężko ją znaleźć, a kiedy znalazłam cena dobijała do 20 zł za słoiczek. Stwierdziłam jednak, że jest to niezbędny składnik, więc kupiłam. Byłam nią zachwycona bo okazało się, że to taka prawdziwa konfitura, zero konserwantów, niczego. Tylko płatki róży, cukier i chyba coś kwaśnego, ale już nie pamiętam- zupełnie jak u Ciebie. Będę musiała kiedyś zrobić taką, swoją, bo wygląda cudownie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia jak zwykle, i konfitura wyjątkowa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie zapomnę glinianej makutry, zbieranych płatków róży przez nas dzieci, cukru i kwasku cytrynowego, wtedy dodawanego do lemoniady :) i mocnych dłoni mojego taty , który starannie odrywał biały środek płatka i rozcierał wszystko razem.Podobno biała plamka dodawała lekkiej goryczy.I ten zapach ....Pacząc na Twoje zdjęcia wszystko wraca....dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastyczna różana sesja zdjęciowa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Malgos, ach to pierwsze zdjecie, powiem CI, ze w takiej scenerii milo poczytac o samej sobie :))) no troszke zartuje!
    Ciesze sie, ze udalo Ci sie zdobyc platki rozy, ciekawa jestem czy bedziesz robila co roku?
    Sciskam mocno!
    PS. Nie pamietam co zrobilas z tamta oza sprzed 5 lat, pamietasz?

    OdpowiedzUsuń
  9. Malgos, ach to pierwsze zdjecie bajka, powiem CI, ze w takiej scenerii milo poczytac o samej sobie :))) no troszke zartuje!
    Ciesze sie, ze udalo Ci sie zdobyc platki rozy, ciekawa jestem czy bedziesz robila co roku?
    Sciskam mocno!
    PS. Nie pamietam co zrobilas z tamta oza sprzed 5 lat, pamietasz?

    OdpowiedzUsuń
  10. bezpieczniej mówić - tarta róża zamiast konfitura, sprawdziłam, że nazywa się tak też w książce babcinej takiej sprzed wojny - otwierana raz na jakiś czas na moje zamówienie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zachwycające zdjęcia, aż się chce więcej i więcej:-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony komentarz. :) Jestem winna Ci informację: blog jest moderowany, spamowi i pyskówkom mówimy stop. We wszystkich innych sprawach zapraszam. :)