Jakby to zgrabnie ująć i nie skłamać… Może tak najprościej, że nie jestem łasa na spożywcze nowinki i wcale nie tak łatwo poddaję się żywieniowym modom. 😊 W praktyce wygląda to tak, że gdy świat szaleje na punkcie „super-duper-wypasionego-niezbędnego-do-życia” składnika, przebijając się w coraz to wymyślniejszych zastosowaniach - ja długo omijam temat szerokim łukiem. Podpatruję i czekam na reakcję – zabije czy nie zabije? 😁 A tak już zupełnie całkiem serio, czekam, aż pierwszy, drugi i nawet trzeci szał minie. No nie lubię tłumu i już. Ani w życiu, ani w kuchni, ani nigdzie. 😉
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Granat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Granat. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 24 listopada 2016
Szał ciał i pudding zamiast pączków
Jakby to zgrabnie ująć i nie skłamać… Może tak najprościej, że nie jestem łasa na spożywcze nowinki i wcale nie tak łatwo poddaję się żywieniowym modom. 😊 W praktyce wygląda to tak, że gdy świat szaleje na punkcie „super-duper-wypasionego-niezbędnego-do-życia” składnika, przebijając się w coraz to wymyślniejszych zastosowaniach - ja długo omijam temat szerokim łukiem. Podpatruję i czekam na reakcję – zabije czy nie zabije? 😁 A tak już zupełnie całkiem serio, czekam, aż pierwszy, drugi i nawet trzeci szał minie. No nie lubię tłumu i już. Ani w życiu, ani w kuchni, ani nigdzie. 😉
niedziela, 14 lutego 2016
Towarzyska pasta. Hummus z pieczoną marchwią i harrisą.
Pamiętacie może, jak kilka miesięcy temu podzieliłam się pomysłem na hummus z dodatkiem pesto bazyliowym i młodymi listkami botwinki? Rozgadałam się wtedy, że czuję się uzależniona od tego smaku. :D Ojjj, jasne, że to takie tam gadanie, bo uzależniona czuję się od wszystkiego co smaczne i co sprawia, że chciałabym jeść jak najczęściej. W końcu uczucie uzależnienia od jedzenia wydaje się być zwykłym odruchem każdej osoby kochającej jeść.
Ale wracając do meritum – mój małżonek gada, że hummus jest „jedzeniem towarzyskim”. Sama nie wiem co przez to rozumie, chyba po prostu wygrzebywanie z jednej miski – zbliża ludzi. :)
czwartek, 3 grudnia 2015
Wystrzałowe śledzie
Rybka, która lubi pływać? Śledź! Wypływa na wierzch w okresie przedświątecznym i aż do końca karnawału pojawia się, a to w oleju, a to w śmietanie, zasilając wszelkie domowe i niedomowe imprezy.
Przygotowanie śledzi jest banalnie proste, a najwięcej czasu zabiera moczenie ich w świeżej wodzie. To dość ważny etap i nie warto go nadmiernie skracać, bo filety śledziowe pochodzące z solanki są dość mocno słone. Jeśli lubisz wyraziste, słone smaki, powinny wystarczyć 2-3 godziny „odsalania”, jeśli wolisz łagodniejsze – wydłuż jeszcze trochę czas moczenia filetów. W każdym przypadku należy przynajmniej 2-3 razy wymienić wodę na świeżą. Potem odsączamy porządnie z wody i pozostaje już tylko określić na jakie dodatki smakowe mamy ochotę. Możliwości w zasadzie są przeogromne, warto eksperymentować i próbować nie tylko tradycyjnych zestawów.
środa, 23 września 2015
Bakłażany wg Yotama O. (OOO! jakie cudowne!)
Ilekroć zaglądam do książek Yotama Ottolenghi (a niestety mam tylko dwie pozycje), zwyczajnie nie mogę się od nich odkleić. I wyjątkowo jak na mnie - nie chodzi o to, że tak bardzo zatracam się w fotografii, bo te akurat w książkach Ottolenghi'ego są dość proste i oszczędne, zarówno w ilościach (bo tylko część przepisów jest zilustrowana), jak i w stylizacjach potraw. Bohaterem książkowych stronic nie stają się gadżety, ale potrawa. Albo wybrany składnik.
Normalnie pewnie kręciłabym trochę nosem, bo większość kulinarnych książek zbieram – o ironio! - wcale nie dla przepisów, ale dla fotografii właśnie. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






