W weekend wjechało mi do domu 40 kg pomidorów. To o połowę mniej, niż w latach poprzednich. Żal mi ogromnie, ale jakoś wirusy tej jesieni szczególnie mnie sobie upodobały i skutecznie odebrały ochotę na większe prace kulinarne. Postawiłam więc na półśrodek. Mniej pomidorów, mniej pracy, mniej zmęczenia.
Co z tych pomidorów? Cel jak co roku ten sam: prawdziwy, zdrowy przecier, który zamykam w słoiki i pasteryzuję. Bez dodatków. Tylko „czyste” pomidory. Potem całą zimę i wiosnę wykorzystuję do sosów, gęstych zup, czy innych „jednogarnkowców”.
Trudno, ten sezon nie będzie tak obfity w zasoby domowe. Plus jest taki, że tym razem przepracowanie mi nie grozi. A trzeba przyznać, że monotonnej pracy przy przerabianiu jest sporo. Na szczęście moja czerwona maszyna – najgorszą część wykonuje za mnie. Nie mogę więc narzekać... :)
Tym sposobem jest jeszcze czas na jakiś dobry wypiek. Poprawiacz humoru.
Te małe naczynka na zdjęciach - zawierają frangipane z mielonych orzechów laskowych z gruszką w środku. Zamiast orzechów można użyć mielone migdały. Zresztą, każda wersja dobra. :)
Frangipane orzechowe z gruszkami
(na 6 foremek o średnicy 11cm)
100g masła w temperaturze pokojowej
100g cukru trzcinowego
1 b. duże jajko w temperaturze pokojowej (jeśli małe to 2 szt.)
20g mąki
100g mielonych orzechów laskowych
3 gruszki – obrane, przekrojone na pół i wydrążone z gniazd nasiennych
ok. 3 łyżeczki cukru trzcinowego (opcjonalnie, można pominąć)
Piekarnik rozgrzać do temperatury 190 st.C. Foremki do mini tart wysmarować masłem i obsypać lekko mąką.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodać jajko. A w następnej kolejności – cały czas ucierając – mąkę i mielone orzechy.
Foremki wypełnić mniej więcej do połowy wysokości ciastem. Do każdej foremki włożyć w środek połówkę gruszki (można ją lekko ponacinać) i wcisnąć głębiej.
Piec ok. 20 min. (patyczek wetknięty w środek ciasta powinien być suchy).
Ostudzić.
Opcjonalnie: przed podaniem można posypać gotowe frangipane ½ łyżeczką cukru trzinowego i skarmelizować przy pomocy ręcznego palnika kuchennego. Ten etap można z powodzeniem pominąć.
Smacznego!
Hm, nigdy nie robiłam frangipane z orzechami laskowymi! Zawsze stawiałam na migdały, ale Twój deser wygląda tak zachęcająco, że chyba nieco urozmaicę swój frangipanowy repertuar ;)
OdpowiedzUsuńWygląda tak pięknie, że najchętniej już bym piekła, no i świetne zdjęcia!
OdpowiedzUsuńJa chcę jedną ja ja!! Małgosiu baaardzo mi się podobają kolory na Twoich zdjęciach. Takie... żywe!
OdpowiedzUsuńCudne.
Uwielbiam wypieki bez lub z maleńką ilością mąki.
Uściski!
nie moge wyjsc z podziwu... chyba musze poprosic o jedna foremke...
OdpowiedzUsuńp.s trzymaj sie cieplo i zdrowo!!! Jedz duzo czosnku... dziala antybakteryjnie, tylko wszyscy jedza go wtedy gdy juz zachoruja... a to blad, bo najlepiej dziala profilaktycznie... nie pamietam kiedy ostatnio bylam chora :)
To totalnie niesprawiedliwe, że tych zdjęć nie da się zmaterializować! I zjeść!
OdpowiedzUsuńPozdrówka :))
piękne pierwsze zdjęcie
OdpowiedzUsuńAle mi Małgosia narobiłas smaka! Muszę koniecznie wypróbowac ale u nas koniecznie z migdałami, bo Natan uczulony na orzechy, a moje uczulenie objawiło się niedawno po zjedzeniu ukochanym M&Msów :(
OdpowiedzUsuńGosia,Gosia jak to się mówi przeziębienie czy grypę trzeba "wypocić" Chyba wzięłaś to zbyt dosłownie do siebie i wypacałaś przy pomidorach. Dobrze, że deser nie ma pomidorów w sobie, wygląda tak smakowicie. Masz niesamowite zdolności fotograficzne.
OdpowiedzUsuńChętnie bym je zrobiła, tylko obecnie nie mam w czym piec i muszę dorobić się jakichkolwiek form do pieczenia;)).
OdpowiedzUsuńCudne Małgosiu! Z gruszeczką w środku mniam:)
OdpowiedzUsuńA pomidorów zazdroszczę, dla mnie 40kg to juz cała masa! Nie dałabym rady tego przerobić.
Ściskam:*
Fuchsia, myślę, że warto. :) Choćby po to, by przekonać się, która wersja bardziej nam smakuje. :)
OdpowiedzUsuńKarolino, dziękuję. :)
Poleczko, te kolory są na przekór temu co widać obecnie u mnie przez okno... A w weekend jeszcze przezierało słońce. Teraz wydaje się tylko wspomnieniem. :(
Dario, no właśnie czosnku to u nas strasznie dużo przez cały rok schodzi... :) Ale fakt, w daniach wszelakich, więc już przetworzony, nie surowy... :)
Auroro, to ogromnie niesprawiedliwe, że nie da się zmaterializować wszystkich zdjęć na wszystkich blogach. Ja tam wiecznie jestem przez nie głodna. :D
Doroto20, dziękuję... :)
Pauli, z migdałami jeszcze lepsze. :)
Anno, co tam za wypacanie przy 40 kg. :D Przy 80 to ja się dopiero napociłam w zeszłe lata. :D
Ula, zatem udanych zakupów życzę. :)
Majanko, jakieś 5 lat temu, gdy nie miałam jeszcze mojej cudnej maszyny "do wszystkiego", to i dla mnie 40 kg było górą bez dna. Teraz takie przerabianie to niemal przyjemność. :D Oczywiście wolałabym żebym w ogóle wszystko zrobiło się samo, ale aż tak dobrze to jednak nie ma. :D Za to zimą tak przyjemnie się otwiera słoiczki. :D
Wygląda genialnie! I te gruszki....
OdpowiedzUsuń:) ..i tak nie próżnujesz!!!! Pozdrawiam.A.
OdpowiedzUsuńChciałabym wpaść do ciebie na kawkę i popróbować troszkę tych cudnych smakołyków, jakie przyrządzasz! ;)
OdpowiedzUsuńDla mnie i 40 kg pomidorów, to byłoby nadzwyczajne przeżycie a smakołyk bajka...gruszkowa bajka :)
OdpowiedzUsuńpieknie,kolorowo i do tego pysznie:)
OdpowiedzUsuńcoz mozna chciec wiecej...
40 kg?! 80?! chcesz żeby Pudliszki poszły z torbami?
OdpowiedzUsuńPodziwiam! ...te słodkości też!
:)
Super zdjęcia. Naprawdę rewelacja! :)
OdpowiedzUsuńTaki frangipan musi być pyszny.
zapraszam do mnie: www.natchniona.pl
Weronika
40 kg?!? I to jest tylko polowa tego co zwykle?!? Podziwiam! Tym bardziej, ze ja przy wizycie wirusow raczej bym tylko dogorywala na kanapie ;)
OdpowiedzUsuńFrangipane z gruszkami chetnie sie poczestuje, bo u mnie ostatnio wypiekowa posucha :D Musze sie zmobilizowac i to niebawem zmienic... ;)
Pozdrawiam!