niedziela, 12 lipca 2009

Tarteletki. Mascarpone i letnie owoce.



Lubię prace manualne.
W szkole podstawowej uszyłam dla młodszej siostry spodnie. Jednorazowe. Wyszła w nich na podwórko. Wróciła bez spodni... :D
W szkole podstawowej wyszywałam obrusy. Obowiązkowo wzorem kaszubskim. :D Niedawno wszystkie wyrzuciłam. Nigdy nie rozścieliłam ich na stole...
Farby, pędzle, biała ściana w młodzieńczym pokoju. Po kilku godzinach wyłonił się koń z rozwianą grzywą.
Druty, szydełko... oczko za oczkiem. Ileż ja swetrów i ażurowych bluzeczek nadziergałam jako młoda dziewczyna... Z jednym z nich wiążą mnie szczególne wspomnienia...
Na studiach budowałam makiety. Całe plansze warstwic, na nich domy, drogi, drzewa. Wszystko ręcznie cięte, mierzone, pasowane, sklejane...
Na studiach rzeźbiłam w glinie. Spod zatopionych w materiale palcach – wyłaniało się popiersie człowieka...
Setki zarysowanych tuszem kalek. Drapanych żyletkami, gdy wkradł się błąd, lub weszła planowana zmiana.
Potem nadeszły komputery. Zabrakło miejsca na manualne uniesienia. Klik klik klik. Klik klik klik. Klik.


Dzisiaj prace manualne odnajduję w kuchni. Trudno się tym znudzić. Zbyt wiele inspiracji, zbyt wiele chęci. Nie bez znaczenia jest fakt, ze lubię jeść. Również wzrokiem. :) Tu nie ma miejsca na pośpiech. Odliczam, ważę, ucieram. Bawię się kolorem i formą. A potem będzie nagroda. Uśmiechnięte buzie zadowolonych dzieci. I męża.
Mnie też smakuje. :) Choć nie wiem, czy sam akt tworzenia nie był przyjemniejszy... :) To nic. Stworzę coś nowego. :)



Tarteletki z kremem z mascarpone i letnimi owocami

Kruche ciasto:
250 g przesianej mąki
125g masła
125 g cukru pudru
1 jajko

Mąkę przesiać na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać przesiany cukier puder – wymieszać, a następnie wbić całe jajko. Zagniatać, niezbyt długo, aż będzie gładkie.
Uformować wałek o średnicy ok. 5 - 6cm, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.

Piekarnik rozgrzać do 200 st. C. Przygotować foremki do tartaletek – wysmarować rozpuszczonym masłem lub olejem roślinnym, oprószyć lekko mąką.

Schłodzone ciasto pokroić na plasterki ( u mnie grubości ok. 1 cm). Każdy plasterek rozwałkować dość cienko do wielkości odpowiadającej średnicy foremek. Wyłożyć foremki ciastem. Piec ok. 15 min. (do lekkiego zarumienienia). Gotowe spody delikatnie wyjmować z foremek po ostudzeniu.


Krem:
inspirowany przepisem na torcik capuccino

2 żółtka
85 g drobnego cukru do wypieków
250 g sera mascarpone
2 listki żelatyny
250 ml śmietany kremówki
1 łyżka amaretto (albo innego alkoholu smakowego, np. cytrynowego)

Żółtka ubić z cukrem na parze. Zdjąć miskę z parującego garnka.
2 listki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie. Gdy zmięknie - rozpuścić w odrobinie gorącej wody (ok. 2 łyżki). Lekko przestudzić i wmieszać do masy jajecznej.
Teraz delikatnie wmieszać mascarpone (najlepiej ręcznie, np. rózgą cukierniczą).
Śmietanę ubić na sztywny krem i wraz z amaretto - wymieszać z masą mascarpone.


Owoce:

ok. 1 szkl. jagód
ok. 1-1,5 szkl. malin
3-4 morele
lub inne dowolne owoce (porzeczki, jeżyny, nektarynki, etc.)

Każdy kruchy spód wypełnić ok.1 łyżką kremu. Dekorować świeżymi owocami.
Rozkoszować się smakiem lata od razu. :) Pozostałe tarteletki przechowywać w lodówce (jednak jak najkrócej).
Smacznego!

32 komentarze:

Bea 12 lipca 2009 23:59  

Jak juz pisalam wieeele razy, zazdroszcze zdolnosci manualnych i artystycznych. Moje prace niestety sie do pokazywania za bardzo nie nadawaly. Ale mnie zzera slomiany zapal niestety i rozpiera energia : skonczyc jak najszybciej, by moc robic juz cos innego. A to niestety nie idzie w parze z zadowalajacymi wynikami ;)

Tarteletki przesliczne; masz ladne foremki na nie :)

Pozdrawiam!

aga-aa 13 lipca 2009 00:59  

też uwielbiam prace manualne, robię kolczyki, kartki, uwielbiam mazać pastelami (malować nie potrafię, pewne braki w zdolnościach), a w kuchni rzadko bawię się manualnie, za szybko chcę jeść by pozwolić sobie na zabawe ;)

atina 13 lipca 2009 06:02  

Zazdroszczę zdolności manualnych i artystycznych. ja takowych niestety nie posiadam:) Chętnie porwałabym Ci takie ciasteczko;)

Anna-apsik1 13 lipca 2009 07:09  

Gosia, śliczne tartaletki. Czasem śmieję się czytając opisy Twoich wyczynów i zastanawiam się czy kiedyś nie mijałyśmy się na szerokich schodach budynku głównego PG. A o szyciu, dzierganiu czy wyszywaniu nie zapomnisz, do tego się wraca w jakieś deszczowe dni lub w przypływie dołka wykonany haft czy kolejny wełniany warkocz doda energii.

Anoushka 13 lipca 2009 08:49  

Przechodziłam okres dziergania na drutach. Podobno całkiem nieźle mi to szło. Problem w tym, że moim pięknym swetrom zawsze czegoś brakowało... najczęściej był to rękaw, czasami nawet dwa :) Cierpliwość nigdy nie była moja mocną stroną :D

Babeczki piękne! Jak malowane :)

zawszepolka 13 lipca 2009 08:51  

Malgosiu jestes niemozliwa :))) Z tym klejeniem makiet to swietnie dogadalabys sie z mym Polowkiem :)) A z kolei z szyciem to ze mna :) Ja sobie uszylam tony toreb i jedna spodnice :) Nawet na zajecia na uczelni w niej poszlam :D:D Taka miniowka byla w kratke, a ja caly dzien balam sie, ze mi sie rozwali. Nawet mam ja gdzies w domu u Mamy :) Ach no i szalik dluuugi wdziergany na drutach:) Przywolalas moje najmilsze wspomnienia :))))))
PS
Umiem szyc na maszynie Lucznik, wiec ta nasza wymiana to moze sie Tobie oplacic :D

mietowka22 13 lipca 2009 08:55  

ale piękna, mi to by brakło cierpliwości :) ale takie babeczki to moja mama robiła jak byłam mała, miała cierpliwość i do mnie i do dekorowanie wypieków :)

margot 13 lipca 2009 09:06  

ja z szycia jestem cienka tzn umiem przyszyć palec ,tak tak kiedyś to zrobiłam ze swoim :P na wylot
Na drutach i szydełku umiem dziergać,podobno całkiem fajnie, ale nie przepadam za tym wole chleb upiec
Wyszywać też potrafię ale nie wyszywałam 20 lat jakoś mnie nie ciągnie:P
A babeczki cudne Małgosiu i to mi przypomniało ,że takiemu jednemu wiszę właśnie zrobienie babeczek
Hm ,dług ma już 2 miesiące czasu chyba trzeba go spłacić ?

Agata 13 lipca 2009 09:20  

Absolutnie Fantastyczne!:) Piękne, malutkie, letnie i doskonałe!

viridianka 13 lipca 2009 09:41  

ja rowniez uwielbiam 'tworzenie' w kuchni, szczegolnie takie malutkie ciasteczka babeczki czy wlasnie tartaletki:) aha i tak samo czesto samo przygotowanie jest przyjemniejsze dla mnie niz samo jedzenie, chociaz dla mojej rodzinki oczywiscie jest odwrotnie wiec o zajadanie moich wypiekow nie musze sie martwic:)) uwielbiam takie tartaletki, tez u mnie byly troskzu podobne, dodatkowo miedzy kremem a ciastem byla warstewka czekolady:))

Ewa 13 lipca 2009 10:16  

Ech, piekne! Musze zakupic foremki do tartaletek bo nie mam.
Moje zdolnosci manualne?- brak. Jakichkolwiek.
Na dzien matki w podstawowce szylismy serduszka- igielniki dla mam. Moje serduszko mama wykanczala :D Wszelkie wyszywanki, dlubanki, sklejanki tez... pamietam sklejanie bryl na matematyce... porazka, szkoda wspominac.

Super jest to pierwsze zdjecie :D

Liska 13 lipca 2009 10:26  

Ja też w 'młodości' lubiłam dziergać, malować, wyszywać. Nadal lubię, tylko trochę brakuje dziś na to czasu. Apogeum haftowania przypadło u mnie na czas ciąży, kiedy potrafiłam pół nocy przesiedzieć nad wyszywankami. Tylko do lepienia i ozdabiania tortów mam dwie lewe ręce ;D
Ale klimat na zdjęciach! Pięknie :)

Mafilka 13 lipca 2009 10:34  

Nigdy nie udało mi się skończyć żadnego swetra na drutach, choć zaczynałam kilka. To samo z dzierganymi szydełkiem serwetkami... Nie umiem, mam dwie lewe i nic tego nie zmieni - pora to zrozumieć ;)
Małgosiu, Twoje tarteletki mnie zachwyciły... Są piękne! :-))

emma001 13 lipca 2009 11:32  

Musze koniecznie kupić rękaw cukierniczy. Małgosiu twoje wypieki sa nie tylko z pewnoscia pyszne ale także przepiękne. Chciałabym żeby moje wypieki tak cudnie wygladały

cookie monster 13 lipca 2009 12:00  

Kocham prace ręczne, ale brakuje mi cierpliwości i szybko się zniechęcam, kiedy coś idzie mi nie tak. Dlatego też wiele prac nigdy nie zostało dokończonych.
Na szczęście kilkoma stworzonymi przez siebie dziełkami mogłam się pochwalić - piórnik zrobiony na szydełku, szydełkowa torebka i dżinsowa torebka, wiele par kolczyków i korali, puzderka, ozdoby do pokoju oraz przerabiane ubrania.

kass 13 lipca 2009 12:10  

Takie sugestywne że ślinka cieknie od patrzenia jak nie przyrównując u mojej akity...

Komarka 13 lipca 2009 12:48  

Małgosiu, mamy ze sobą wiele wspólnego :) Ja też od zawsze kocham prace manualane. Prawie wszyscy moi znajomi zostali obdarowani przeze mnie pastelowym lub ołówkowym portetem swoim albo swojego idola ;D Haftowanie serwetek (uwielbiałam krzyżyki ;)), lepienie, malowanie, ozdabianie. Pamiętam jak strasznie brakowało mi codziennych zajęć manulanych po szkole pół-plastycznej, kiedy na studiach była już tylko teoria.. A teraz, jak piszesz, już tylko kuchnia, komputer i obiektyw aparatu, chociaż tych innych technik trochę żal ;) A babeczki apetyczne i bardzo malownicze ;)

kasiac 13 lipca 2009 21:13  

Małgosiu, u mnie z pracami manualnymi, to jest tak: wyszywam krzyżykami i robie na drutach. Teraz już dużo, dużo mniej, ale kiedyś nałogowo. I też drapałam kalkę żyletką, ale powiększone ciekawsze fragmenty zawsze robiłam w ołówku i kolorowałam kredkami:)
Nie rzeźbiłam i nie wykonywałam makiet, ale za to murowałam i budowałam pergole :)
Babeczki wyglądają pięknie z tym lekkim kremem i kolorowymi owocami:) Jesteś mistrzynią prac manualnych!

qoopka 14 lipca 2009 00:38  

tez to mam...ale to chyba wszyscy architekci.... :) pozdrawiam
tartaletki super na bank wyprobuje :)

olalala 14 lipca 2009 11:37  

Szczerze mówiąc, wcale nie musiałabym jeść tego, co piekę! Samo tworzenie jest już tak przyjemne, że reszta schodzi na dalszy plan ;)...
A prace manualne też uwielbiam. Problem w tym, że one nie uwielbiają mnie i zdolności nie mam ;)...
Tartaletki boskie! I piękne zdjęcia.

Małgosia.dz 14 lipca 2009 16:46  

Ach, widzę, że tyleż mamy tu hafciarek, krawcowych i malarek, co niezrzeszonych w żadnym klubie manualnie uzdolnionych. :)
Z tymi zdolnościami kulinarnymi, to trochę naciągnęłam. :D Wszak wszystkie jak jeden mąż osiągamy w kuchni same najwyższe noty. :)

adda73 14 lipca 2009 17:51  

Małgosiu takie ładne te Twoje tarteletki, że aż szkoda je jeść :) Cudowne zdjęcia, jak zwykle :)

Olciaky 14 lipca 2009 21:59  

Zapraszam do zabawy:)
http://waniliowachmurka.blox.pl/2009/07/Wywolana-do-tablicy.html

Patrycja 14 lipca 2009 23:14  

Do szycia mam dwie lewe ręce (wiem, będąc w podstawówce uszyłam sobie bluzkę, rozpaść się nie rozpadła, ale mnie nie powaliła na kolana;), a kiedyś miałam sporo pomysłów na ubrania, cóż;)
Za to na drutach i szydełku szło mi lepiej, ale to stare dzieje.
Śliczne tartaletki, takie zgrabne i filigranowe:)

Ania 15 lipca 2009 10:49  

A ja zawsze chciałam szyć! Skończyło się na całkiem miłych ubrankach dla Barbie (np. strój syrenki uszyłam mojemu maszkaronowi ;).

ALe nie będę gadać o szyciu, kiedy tu takie cudeńka się pojawiają...

shinju 15 lipca 2009 22:27  

Piękne. Chciałoby się spróbować :)

ewena 15 lipca 2009 23:37  

Śliczne te babeczki Małgosiu! Kiedyś lubiłam wszelkie prace ręczne, na drutach wydziergałam kilometry "rzędów", ale teraz sobie już tego nie wyobrażam...

An-na 16 lipca 2009 13:19  

Piękne zdjęcia i świetny pomysł na babeczki z owocami :)
Ja też chyba jednak wolałabym je piec niż jeść, a rodzina wzdychałaby z zachwytu...

abbra 17 lipca 2009 19:15  

Babeczki cudne - zawartość : 100 % czystego , prawdziwego lata - aż się buźka do nich śmieje :D

zemfiroczka 17 lipca 2009 22:56  

Trzecie od lewej takie ... księzycowe - zdjęcie w sensie ;) Fajowskie ;)

Beata Lipov 19 lipca 2009 15:03  

Małgosiu, witam się po raz pierwszy na Twoim blogu. Pięknie Ci wyszły tartaletki, naprawdę urocze. Zapraszam do siebie i pozdrawiam serdecznie.

majana 23 lipca 2009 20:39  

Małgoś prawdziwa artystka z Ciebie!:) Ja nigdy nie miałam takich zdolności, zazdroszczę.
A babeczki bym zjadła i to nie jedną ;))
Buźka :***

  © Blogger template 'Morning Drink' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP