poniedziałek, 30 listopada 2009

Kremowy deser z kawą Douwe Egberts



O swojej miłości do kaw pisałam już wielokrotnie. Zwykle w kontekście stricte kulinarnym, gdy prezentowałam ciasto lub deser z jej dodatkiem. Dzisiaj będzie podobnie; choć nieee...może jednak inaczej, bo na przykładzie konkretnej marki. Jakiś czas temu zostałam poproszona o wypróbowanie nowej na polskim rynku kawy. Gdyby szło o kostki rosołowe, czy inne zupki w proszku – właściwie nie byłoby tematu. Ale kawa to mój mały nałóg (szczęśliwie chyba jedyny, nie licząc nałogu fotograficznego... Hmm... czy pasja może być nałogiem?).

Douwe Egberts. Nie będę rozpisywać się o tradycjach tejże marki na świecie, czy powielać reklamowych informacji, które każdy zainteresowany znajdzie na stronie producenta, czy wielu innych portalach. Ja zajmę stanowisko czysto konsumenckie, od strony subiektywnych doznań. Szczersze tym bardziej, że nieopłacone.
A zatem:
Po pierwsze: pozytywne pierwsze wrażenie wzrokowe. Ładne, eleganckie opakowania – to rzecz, która dla mnie – estetki – ma niemałe znaczenie. Lubię otaczać się ładnymi przedmiotami, także w kuchni. Idealnie więc, jeśli na sklepowej półce mogę odnaleźć dobrą jakościowo zawartość w pięknym opakowaniu. Zarówno szklany słoiczek z kawą rozpuszczalną, jak i sztywne pudełeczko z kawą mieloną wyglądają po prostu zachęcająco. Do tego dochodzi jeszcze zaleta praktyczna, dotycząca głównie opakowania kawy mielonej, które to zostało zaopatrzone w bardzo wygodne, zamykane wieczko. Każdy kto narzeka na otwarte opakowania z wietrzejącą kawą – doceni to proste, acz pomysłowe rozwiązanie.
Po drugie: smak... No cóż, obie wersje: Gold i Black, bazujące na ziarnach Arabica – to po prostu moje smaki, takie jak lubię. W żadnej z wersji – nie wyczułam choćby najmniejszej kwaśnej nuty, która w mojej ocenie dyskwalifikuje kawę już w przedbiegach. Black jest mocna, wyrazista w smaku. Gold – delikatna, ale aromatyczna (to moja wersja późnopopołudniowa). Nie umiem powiedzieć, która lepsza. Dla mnie obie równie dobre.
I po trzecie: dopatrzyłam się pewnej „wady”. Otóż tak się składa, że mam niezwykle dobrze rozwinięty zmysł powonienia (doprawdy, czasem to w życiu przeszkadza, zwłaszcza, gdy w nocy zrywam się na równe nogi, bo wyczuwam np. zapach z oddalonego pożaru). I tenże mój nos wyczuł różnicę w zapachu świeżo otwartych kaw: rozpuszczalnej i mielonej. Może ktoś inny w ogóle nie zwróciłby na to uwagi (w sensie – nie wyczuł, bo różnica jest dość subtelna), ale dla mnie kawa rozpuszczalna pachnie mniej aromatycznie, niż jej mielona koleżanka. A ponieważ aromat kawy jest dla mnie równie ważny jak jej smak, więc osobiście biorę to za pewną małą niedoskonałość.

A teraz wracając do kawy w ujęciu kulinarnym, o którym była mowa w pierwszych zdaniach... Otóż przygotowałam niewielki kawowy deser. Może pomyślicie, że to co widać na zdjęciach – to dwukolorowa pitna kawa. Ale nie. :) Tego się nie pije, a przynajmniej nie w całości. :) Dolna warstwa to coś jakby galaretka..., albo bardziej kawowa panna cotta. Część górna – to bardzo słodki, schłodzony, kawowy syrop. Uwaga! Deser tylko dla osób kochających smak mocnej kawy! :)




Kremowy deser kawowy
wg przepisu z BBC Good Food
proporcje na 4 szklaneczki / pucharki

4 listki żelatyny
285 - 300 ml śmietanki kremówki (użyłam 36%)
1 łyżka drobnego cukru
4 ziarenka kardamonu – wyłuskane ze skorupki
300 ml zaparzonej gorącej mocnej kawy (u mnie rozpuszczalna Douwe Egberts Gold)

Namoczyć żelatynę w zimnej wodzie. Śmietankę, cukier, oraz kardamon włożyć do garnuszka i podgrzać na ogniu (ale nie zagotować). Zdjąć z ognia.
Rozmiękłą żelatynę dobrze odcisnąć z wody i włożyć do bardzo ciepłej śmietanki – mieszać do rozpuszczenia żelatyny. Wlać gorącą kawę – wymieszać. Rozlać przez sitko masę do czterech szklanek. Chłodzić min. 4 godziny (a najlepiej przez całą noc).

Kawowy syrop (baaardzo słodki):
200 ml zaparzonej czarnej kawy (u mnie rozpuszczalna Douwe Egberts Black)
200g drobnego cukru
2 łyżki Kahlua (zamieniłam na Baileys'a)

W garnuszku gotować przez kilka minut na małym ogniu zaparzoną kawę wraz z cukrem, aż ten się rozpuści, a płyn odrobinę zgęstnieje. Zdjąć z ognia i wmieszać Kahluę. Dobrze schłodzić.
Bezpośrednio przed podaniem kawowego deseru – wylać syrop na ściętą kremową masę.
Smacznego!

52 komentarze:

  1. Malgosiu!!!
    Jako kawoszka zabieram się za ten deser przy najbliższej okazji!!
    No po prostu pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Małgoś, jako sprowadzona na jedyną dobrą kawową drogę - śmiem twierdzić, że to tutaj zapewne smakowałoby mi niebiańsko. Czy da się to zapakować i wysłać pocztą? ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Malgosiu, ten przepis jest wprost dla mnie stworzony! uwielbiam takie polaczenia. Mniam:) juz czuje ten smak. Zdecydowanie do wyprobowania.

    Pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha, Małgoś, ale się złożyło... Ja też kawowo działam. Dla innej marki :P

    Doskonale rozumiem, co masz na myśli pisząc o dylematach reklamowych... Kawa, jakieś fajne przyprawy (u Anoushki) - tak. Kostki rosołowe, zupki w proszku, etc.-nie.

    Pięknie Ci wyszedł deser!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kawę pijam dużo częściej niż herbatę, taki deser jest wprost stworzony dla mnie!
    Musze wypróbować tą kawę jak sie na nią natknę w sklepie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Malgosiu pieknie sie prezentuje Twoj deser. I juz sobie wyobrazam ten kawowy smak.
    Taka kawe sama bym potestowala :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Prezentacja jak zwykle na szóstkę, także uwielbiam kawę, którą za chwilę wypiję, tylko brak u mnie takiego smacznego deseru.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach, alez cudowny deser! :)
    Piękne zdjęcia :)
    Aromat kawy czuje aż tutaj. Wspaniały :))
    Pozdrawiam Cie serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Malgosiu, powalilas mnie na kolana tym deserkiem :) Wyglada oblednie. Poprosze jedna porcyjke :))

    OdpowiedzUsuń
  10. filiżanka dobrej kawy, tabliczka wybornej czekolady i co najm,niej godzina z aparatem fotograficznym to trzy przyjemności których nie mogę sobie odmówić, inaczej dzień traci swój koloryt. po Twojej rekomendacji kawę z pewnością przetestuję a i deser także!
    pozdrawiam,
    E.

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie testujemy kawę Douwe Egberts z narzeczonym. Niewątpliwie po tych nieszczęsnych typowo marketowych odmianach kaw wrażenie jest pozytywne. Jednak poprzednio zakupiliśmy kawy z Nescafe Collection: Alta Ricę i Intense. Przy nich Douwe Egberts jest jakiś płaski w smaku...
    Ale deser zrobimy na pewno, nie ma nic lepszego niż dobry deser kawowy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Małgosiu,
    dawno z takim zaciekawieniem nie czytałam tylu ładnych słów o kawie.
    o kawie, którą uwielbiam. i nie mam tu wcale na myśli pokazanej przez Ciebie marki, ale czuję się w pełni zachęcona, aby i ją spróbowac.
    a ten deser to musi byc poezja. dla nas kawoholiczek :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. To ja się piszę na ten deserek :) Poproszę od razu dwie porcje, z dobrą latte i wiele więcej mi nie potrzeba :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Kawowo na blogach, dobrze bo jesień bardziej jest kawowa niż np. lato...dobra kawa to coś więcej niż napój, to moja miłość!
    Deser bardzo elegancko wygląda, a i pyszny musi być. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wiem czy pasja moze byc nałogiem... ale to wszystko jedno ;), bo jeśli zdjęcia robione z pasją i robione nałogowo są tak piękne, to cóż za różnica?
    W temacie kawy, cóż DE to nie moja bajka niestety... może gdyby była ziarnista do samodzielnego mielenia... Natomiast deser to marzenie :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. hmm, kawowy deser - wygląda ślicznie i przepysznie :) w sam raz na dzisiejsze pochmurne popołudnie - piszę ja znad filiżanki kawy.

    Śliczna ta serwetka - pewnie sama dziergałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wygląda bosko i pewnie tak samo smakuje...

    OdpowiedzUsuń
  18. Piękne kawowe zdjęcia,
    a mieszając w wyobraźni deserowe składniki tworzy się bardzo aromatyczna całość...
    do wypróbowania :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Goś, zatem smacznego życzę! :) To prawdziwa kawowa torpeda! I naprawdę bardzo słodka za sprawą syropu... :)

    Oczko, nie da się niestety. :D Doszłoby zapewne do Ciebie w stanie płynnym. :D

    Olu, jeśli i Tobie się podoba, to tym bardziej mi miło, że wyszperałam ten przepis. :)

    Aniu, żebyś wiedziała, że te dylematy istnieją. I powiem Ci, że tacy jedni od znanej firmy "kostkowej" też mnie atakowali, ale tutaj twarde mam stanowisko. Zresztą takich firm (lub produktów) jest więcej, dla których u mnie miejsca być nie może.

    Kasiuc, myślę, że spróbować warto.


    Leloop, to o czym piszesz jest dla mnie absolutnie jasne. :) Zapachu świeżo mielonych ziaren - nie przebije absolutnie nic innego. :) Ja może nie napisałam tego jasno i klarownie, raczej w domyśle, ale chodziło mi o to, że np. rozpuszczalna kawa którą piłam do tej pory najczęściej - w momencie otwarcia wydaje dużo intensywniejszy zapach, niż testowana. :)
    A wiesz, co do kłopotów żołądkowych... Ja niestety przechodziłam przez podobne (nie piszę takie same, bo nie wiem czy takie same były) i dopiero jak z wielkim (naprawdę wielkim) bólem serca zrezygnowałam z kawy mielonej, na rzecz rozpuszczalnej - skończyły się moje nieprzyjemne boleści. Teraz mogę wypić nawet kilka dziennie (choć z rozsądku nie przekraczam dwóch), a poprzednio już po jednej zwijałam się w kłębek. :(

    Karolko, dziękuję za miłe słowa. :) Mnie deser też się podobał. :) I wizualnie, i smakowo. :)

    Sonieczko, ach, i u mnie już tylko wspomnienie zostało. :)

    Majanko, doszedł do Ciebie? :D To dlatego, że pisałam zamówienie na odpowiednie wiatry. :D Buziaki! :)

    Majko, wstawaj z tych kolan! :) Na kolanach mniej smakuje! :)

    Enchocolatte, to niemożliwe... :) tabliczka czekolady dziennie? :) Coś mi tutaj czarujesz... :**

    Usagi, jeśli lubisz konsystencję panna cotty - to zapewne i ten deser Ci posmakuje. :)

    Asiejko, no proszę... a jak tak prostych słów użyłam, że aż bałam się czy nie za prostych... :)

    Tili, to przyjeżdżaj do Gd.! :)

    Kass, a tak! właśnie tak jak piszesz! :) Kawa to więcej niż napój! A dobra kawa na początek dnia - to zapowiedź dnia przyjemnego. :)

    Mafilko, hihi, ależ mi to ładnie wszystko skomponowałaś! :) A co do kaw... to jasne, każdemu według potrzeb, smaku, gustu. :) Pozdrawiam. :)

    Beth, ach, i u mnie dzisiaj tak ponuro, niemal depresyjnie. :( Niech ta zima w końcu przyjdzie i śniegiem sypnie, może od razu jakoś przyjemniej się zrobi za oknem.
    A serwetka... pamiątka po Babci. :)

    Grace, bardzo mi miło, że boskie odczucia rozsiewa tak skromny deser. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Chlip, chlip!;( spodziewałam się, że mi to powiesz... ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Oczko! Nie płacz Stara! :D Zapakuj się razem z Tili w coś jeżdżącego i fruuu do Gd.! :D
    Ps. Wybacz tą Starą, jakoś mi tak się wyrwało, ale prawdę mówiąc wolałabym być tak stara jak Ty, niż ja obecnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Zapamiętam ten Gd, póki co duchowo i fizycznie przygotowuje się do wyjazdu do W :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Małgorzato, to w sam raz coś dla mnie, gdyż ja wprost uwielbiam mocną kawę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Małgosiu , to taki dopieszczony deser , wytworny

    OdpowiedzUsuń
  25. Taki deserek to cos dla mnie. Małgosiu czytasz w moich myslach bo dzisiaj wlasnie myslałam o czymś takim ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Małgosiu, lubimy nie tylko te same potrawy i smaki, ale mamy też ten sam "problem" z nosem... Wiem o czym piszesz ;) Ja niekiedy nie mogę przebywać w jakimś miejscu bo mi tam źle pachnie, w czasie gdy towarzyszące mi osoby nie wyczuwają kompletnie niczego... Ostatnio w czasie przerwy na kawę mówię do kolegów, że pali się papier. Oczywiście wszyscy pociągnęli nosem i niczego nie wyczuwszy popukali się znacząco palcem w czoło ;) Ponieważ się upierałam, to koleżanka poszła sprawdzić do swojego biura oddalonego o jakieś dwa korytarze od naszej biurowej kafejki. Po chwili wróciła z krzykiem, że jej się kartki na biurku zapaliły od świeczki...

    Jeżeli chodzi o kawę, to ja uznaję tylko jedną, taką w ładnych kolorowych opakowaniach ;)
    Deser fajny bardzo, w sam raz dla mojego męża, który jest niepoprawnym kawoszem ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  27. "Deser tylko dla osób kochających smak mocnej kawy!"- czyli, niestety (!) nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  28. Małgosiu wszyscy juz pieknie wszystko napisali. Ja powiem tylko, że chętnie bym się poczęstowała.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ależ aromatycznie i elegancko brąziście :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Wspaniały. Wygląda niesamowicie, ale musi smakować. :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Wygląda super elegancko :) taki deser można podać nawet na balu wszystkich prezydentów świata :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Małgosia jak w końcu opublikuję swój kawowy deser to padniesz :)
    Jest baaardzo podobny do Twojego hihih :) Nawet nie pamiętam keidy go robiłam – wieki temu!
    Wiesz ja też nie jestem z tych co lubią z bloga robić kiermasz ale myślę że na testowanie kawy i taki maleńki wpis i ja bym sie skusiła :) Niestety podobnie jak Leloop kawę pozostało mi tylko wąchać... mój brzuch w zimie i na jesieni robi dosłownie się mi sprzeciwia ;/

    Śliczne nastrojowe zdjęcia, aż poczułam zapach kawy!
    Oczywiście tej mielonej :)

    :*

    OdpowiedzUsuń
  33. O i ja zastrzyglam uszami jak przeczytalam, ze o kawie mowa, bo i ja kocham kawe i kazda diete kalde niestety bo pije kawe a nie zawsze sa dozwolone!
    Tak wiec kawet musze znalezc, o ktorej piszesz, a gdzies ja widzialam, no i taki deser moze w swieta zrobie, bo wlasnie na diecie jestem :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Malgosiu- obledne zdjecia,kawa pachnie wyraznie z tych fotek!!,wspanialy deserek-genialny po prostu!!!!
    Buzka**

    OdpowiedzUsuń
  35. Amatoreczko, czyli mogłybyśmy razem usiąść przy mocnej kawie. :)

    Margot, nie wiem czy wytwworny. ;-) To prosty deser. ;-)

    Emmo, a zrobiłaś to co Ci po głowie chodziło? :)

    Anoushko, no to przybij piątkę! :) Wierzę absolutnie w każde słowo, które napisałaś. Prawdę mówić, nie wiem czy taki "nos" to skarb, czy przekleństwo. ;-) Dla mojego męża - raczej przekleństwo. :D

    Trudno Agato. :) Nie każdy musi być kawoszem. :)

    Kabamaiga, a proszę, proszę... częstuj się. :)

    Ally, ano właśnie, bo ja brązy kocham. :)

    Krokodylu, smakuje kawowo. :)

    Irene, Thank You for Your visit. :)

    Mirabelko, wow! to mnie zakasowałaś! :D Ja tam myślę, że prezydentom podają coś bardziej odjazdowego. :D

    Pola, dawaj ten deser! :D
    Wiesz, i ja miałam spore obawy. Wiele wcześniejszych propozycji odrzuciłam. A były różne: i kulinarne, i z zupełnie z innej beczki. No ale kawa... :) Kawa to czysta przyjemność... :)

    Robercie, już widziałam. :) Dziękuję pięknie! :)

    Wildrose, Tobie to nic tylko zazdrościć mogę... :) Ty na co dzień masz takie kawy, tam gdzie mieszkasz, że słów brakuje... :)

    Gosiu, dziękuję! dziękuję! za każde słowo! :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Zapraszam po odbiór wyróżnienia. :-)
    http://ringsofdreams.blogspot.com/2009/12/niespodzianka-wyroznienia.html

    OdpowiedzUsuń
  37. Witaj, mam dla Ciebie malutki prezent na Mikołajki - zapraszam po odbiór nagrody Best Blog Award na mojego bloga - http://agawphotography.blogspot.com/2009/12/wyroznienie-nagroda-best-blog-award.html
    Pozdrawiam ciepło ! Aga

    OdpowiedzUsuń
  38. A dlaczego nie ma w sklepach kawy ziarnistej tej firmy? Mamy ekspres na ziarnistą a miałam okazję spróbować kawy rozpuszczalnej i bardzo miło mnie zaskoczyła. Może jak napiszesz, że ma być ziarnista to wprowadzą, bardzo chętnie bym spróbowała :)
    Deserek śliczny, taki elegancki!

    OdpowiedzUsuń
  39. wyglada bosssssko! :-)
    a ja raczylam sie ostatnio wlasnie kawowa panna cotta :-)
    p.s. o tak, pasja moze byc nalogiem, ale w pozytywny sposob! :-)

    OdpowiedzUsuń
  40. Fajny przepis :) Więcej przepisów mają na stronie swojej konkursowej www.dlawtajemniczonych.pl w księdze Douwe Egberts, niektóre cąłkiem fajne

    OdpowiedzUsuń
  41. Jestem nałogową kawiarą. Kawę mogę pić o każdej porze dnia i nocy i zasnąć potem niewinnym snem niemowlęcia. Wszystko, co kawowe, jest dla mnie cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  42. A ja mam pytanie, bo kompletnie mnie zaskoczyły te listki żelatyny. Ile to jest mniej więcej takiej żelatyny w proszku?
    Czy ktoś wie, gdzie w Polsce można kupić żelatynę w listkach i jakiej firmy?

    Próbowałam szukać w Internecie, ale okazuje się, że taka żelatyna w listkach ma różne wielkości, więc i waga się zmienia :(

    Składniki stoją, TŻ się ślini, a ja przeżywam dylematy żelatynowe :D

    OdpowiedzUsuń
  43. Usagi, nie wiem. :( Tej w proszku nie używam w ogóle. A żelatynę w listkach można kupić np. na allegro.
    Z tego co kojarzę wszystkie żelatyny są chyba jednakowo pakowane - po 12 listków w opakowaniu = 20g. Ja mniej więcej używam tak, że 1 listek idzie na 100 ml wody (ale to nie jest sztywna reguła, bo często nawet i na 150 ml). Może to Ci pozwoli jakoś przeliczyć na tę sypką? Przykro mi, że nie potrafię bardziej pomóc, ale nawet nie mam w domu sypkiej żeby sprawdzić jakie tam są proporcje.

    OdpowiedzUsuń
  44. Zrobiłam ;) Dodałam dwie łyżeczki żelatyny w proszku i było ok.
    Deserek wyszedł pyszny, choć nie przewidziałam, że syrop jest aż tak słooooooodki.
    Następnym razem będę robiła w znacznie mniejszych szklaneczkach.

    Mniam, mniam :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Markowa kawa w deserze smakuje wyśmienicie. Pycha! A kawę można sobie zamówic za darmo - rozdają darmowe próbki: Douwe Egberts.

    OdpowiedzUsuń
  46. a może prima waniliowa? http://anzistyle.blogspot.com/2014/03/marcowy-ulubieniec-kawowy.html :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  47. wygląda przepysznie...uwielbiam kawowe desery

    OdpowiedzUsuń
  48. wygląda cudownie!!! kocham kawę i kocham kawowe desery! dziękuję za wspaniałą i przepyszną inspirację

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony komentarz. :) Jestem winna Ci informację: blog jest moderowany, spamowi i pyskówkom mówimy stop. We wszystkich innych sprawach zapraszam. :)