Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pitne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pitne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

Niespodzianka i wyzwanie koktajl


Nie przepadam za niespodziankami. Tymi oczywiście, które mnie dotyczą i które mają trafić w moje ręce. Taki ze mnie dziwak. :)
Owszem, moment zaskoczenia jest przyjemny, ale pod warunkiem, że wcześniej nikt się nie wygada, że jakikolwiek upominek jest dla mnie szykowany... Gdy małżonek mój osobisty i całkiem prywatny, oznajmia mi, że za jakiś czas dostanę COŚ fajnego (na co rzekomo choruję / czekam od dawna / uwielbiam / tudzież o istnieniu tego czegoś nie mam pojęcia, ale na pewno mi się przyda) – dostaję szału! Staję się jak harpia, jak pantera, jak modliszka... I kąśliwa jak komarzyca. :D Skręca mnie z ciekawości tak bardzo, że robię się upierdliwa, namolna i wiercę przysłowiową dziurę w brzuchu tak długo, aż delikwent - mąż wymięknie i dla swojego świętego spokoju zaspokoi moją ciekawość.
Achhhh! W tym momencie spływa na mnie błogi spokój i już z radością włączam opcję kombinowania jak to będzie miło taki fajny, jawny prezent dostać...
Straszne, prawda? :D 

*********************
Haha! no dobrze, przyznaję - odrobinkę podkoloryzowałam. ;-) Jak każdy, lubię niespodzianki, a jeszcze bardziej uwielbiam, gdy sama je sobie wybieram. :D
Tyle prywaty.
 


wtorek, 3 stycznia 2012

Z Aniołami w tle...


Po kuchni rozchodzą się dźwięki z filmowego „City of Angels”.
Może już zbyt stare, może dawno niemodne...
Nic na to nie poradzę, że mnie nieustannie wzruszają.
Tym mocniej, im więcej doświadczeń za sobą zostawiam.


Odgrzebuję w pamięci chwile i gesty, te zupełnie odległe i te całkiem świeże, które wcale nie odchodzą w zapomnienie wraz z kolejnym Nowym Rokiem.
Niektóre są tak stare, że w całości pokryły się kurzem.

Przerzucam pożółkłe kartki rozpadających się książek i przypadkiem odnalezionych zapisków sprzed 20 laty i z uśmiechem wspominam niedawne spotkanie przy kubku herbaty z rumem.


Zbieram garściami pąki dobrych emocji i związuję w pęczek.
Wystawię do słońca i poczekam, aż rozkwitną kwiaty.
A Anioły trzepoczą skrzydłami... :)


Korzenno - cytrusowa herbata z czerwonym winem (lub rumem)

W dzbanuszku (ewentualnie bezpośrednio w kubeczku) zaparzyć ulubioną herbatę (np. czarną), dodając 2-3 goździki, kawałek kory cynamonowej i/ lub 1 gwiazdkę anyżu. Pozostawić pod przykryciem do naciągnięcia naparu.
Dodać kilka cząstek wyszorowanej cytryny i pomarańczy. Wlać odrobinę czerwonego wina. Dosłodzić miodem, jeśli preferujemy herbatę słodką.
Smacznego!

niedziela, 27 lipca 2008

Uff - jak gorąco!

„Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie. (…)”






Fala upału, jaka nawiedziła moje strony, już daje się we znaki. Dopiero kilka dni naprawdę gorących, a ja już czuję się jak ta tuwimowska lokomotywa. ;-) Ledwo sapię i ledwo zipię, a słońce bezlitośnie daje o sobie znać. Pomyśleć, że kilka dni temu narzekałam w rozmowie z mężem, że cóż to za lato byle jakie i deszczowe… Wygląda na to, że matka natura usłyszała moje utyskiwania i postanowiła dać mi nauczkę.

W taki dzień jak dzisiaj najchętniej robiłabym… NIC… Wielkie NIC. I tylko piła, piła, piła… Najlepiej zwykłą, czystą wodę. Ewentualnie z plasterkiem cytryny. Nie mogę jednak pominąć kawy. Kawa to ten napój, bez którego nie wyobrażam sobie dnia. I nie ma znaczenia, czy jest to dzień zimny, deszczowy, letni, czy upalny. Nie piję jej dużo. Zwykle jedną, maksymalnie dwie filiżanki. Ale jest obowiązkowa każdego dnia, zwłaszcza ta poranna, która pozwala mi otworzyć zaspane oczy.
Teraz, gdy gorąco rozleniwia każdy centymetr mojego ciała – z przyjemnością wypijam zimną, pyszną, kremową cafe frappe.
Pozwolicie, że nie będzie dzisiaj przepisu? Dzisiaj jest mój dzień lenistwa. ;-)


sobota, 10 maja 2008

Koktajl. Mango z ananasem.



Czy wiecie, że mango i ananas to te szczególne owoce, które są niemal niezbędne dla dbających o figurę, albo odchudzających się? Zawierają zbawienne enzymy ułatwiające trawienie i pobudzają spalanie tłuszczu. O ilości witamin nie będę wspominać. Mówimy oczywiście o świeżych owocach. A do tego są tak smaczne! I uniwersalne, bo świetnie się odnajdują zarówno we wszelakich deserach, jak i daniach wytrawnych.

Nie miałam dzisiaj zbyt wiele czasu na kulinarne szaleństwa, a chciało mi bardzo się coś słodkiego, coś dobrego i oczywiście najlepiej zdrowego. :) Jeden rzut oka do zapasów owocowych i decyzja podjęta. Koktajl. 5 minut pracy, kilka wciśnięć włącznika blendera i pyszny deser gotowy.
Mój koktajl wyszedł dość gęsty, treściwy, z powodzeniem można było wyjadać go łyżką. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by dodać więcej mleczka kokosowego, lub kostek lodu, by przygotować bardziej pitny napój.

Pysznie było. :)



Koktajl z mango i ananasa

1 mango
½ średniej wielkości świeżego ananasa
250 ml mleczka kokosowego
sok z 1 limonki
ok. 1-2 łyżki naturalnego miodu


Ananasa i mango obieramy, kroimy w kawałki (wielkość dowolna, wszystko i tak zostanie zmiksowane). Owoce wrzucamy do blendera. Dodajemy zimne mleczko kokosowe, świeżo wyciśnięty sok z limonki i miód.
Całość miksujemy na gładko.
I tyle. :) Smacznego!