Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Botwinka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Botwinka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2015

Na imię mi hummus. I trochę uzależniam. :)


Gdy robię hummus z myślą o sobie, to konsumpcję rozpoczynam dość prędko, w związku z czym istnieje pewna obawa, że do etapu „talerzowego” może nie dojść w ogóle.
Sprawy mają się tak...Najpierw podjadam ugotowane ziarna ciecierzycy. Ot tak, same, bez niczego. Bo lubię. :)
Potem, łyżką macham często i gęsto, w przerwach między miksowaniem. Och! Wiecie jak to jest...Sprawdzam smak pomiędzy jedną dodaną łyżką tahiny, a drugą; pomiędzy szczyptami soli, łyżkami soku z cytryny, a także między pierwszą i kolejną dolaną łyżką oliwy. Jak widać, nie próżnuję, a dopracowanie smaku jest najważniejsze. :D


piątek, 30 maja 2014

Tarta na różowo. Z botwiną i ziemniakami.


W zeszłym roku i jeszcze poprzednim, wprost do upadłego zajadałam się tartą, której wnętrze wypełniała botwinka ze szpinakiem (o taką - klik). To chyba moja ulubiona wiosenna tarta i powroty do niej za każdym razem są dla mnie miłym doznaniem smakowym.



piątek, 7 czerwca 2013

Proziaki faszerowane botwinką


Dzisiaj mam taki dzień, że nic nie muszę...
Rano nie musiałam się zrywać z łóżka. Więc wylegiwałam się do dziesiątej z nosem w książce.
Nie muszę się martwić o dzisiejszy obiad, bo przy obecnej ilości warzyw – obiad zrobi się prawie sam i prawie w pięć minut. ;-)
Nie muszę mieć złego humoru z powodu deszczu i zimna, bo za oknem piękne słońce i prawdziwie letnia temperatura. Z tegoż powodu tryskam radością i ciągnie mnie poza cztery katy.

czwartek, 9 maja 2013

Kaszotto z botwinką


Wiosenne gotowanie daje tę przyjemność, że w kuchni nie ma potrzeby spędzania zbyt wiele czasu. „Zielsko” robi się niemal samo, a nadwyżki czasowe zaoszczędzone w kuchni – przenoszę na inne przyjemności, które głównie poza domem się odbywają. Poza domem, bo wyznaję zasadę, że co wysiedziałam zimą – wiosną koniecznie trzeba wychodzić. :) Chodzę więc całymi kilometrami, tu i tam, choć finalnie moje drogi i tak zawsze w końcu prowadzą... na piękny o tej porze roku targ. :) 

sobota, 2 czerwca 2012

Dzień różowych kwiatków



Maja ubrała się dzisiaj od stóp do głów na różowo.
I tylko wstążki na głowie zażyczyła sobie... żywozielone. :)
Na targu przykleiła się do straganu z kwiatami...
"Czy nie rozumiesz mamo, że te kwiatuszki czekają właśnie na mnie...?"
No oczywiście! Przecież są różowe!  :D


A ja upiekłam dzisiaj mini tarty.
Nie zaskoczę Was niczym nowym... Farsz z botwinki i szpinaku.
To ta sama tarta (klik!), którą już kiedyś Wam pokazywałam, tylko forma podania tym razem jest inna.
Może też skusicie się, póki jeszcze botwinka jest dostępna? :)

A tymczasem udanego, sobotniego wieczoru Wam życzę! :)

piątek, 25 maja 2012

Botwinkowa zupełnie inaczej :)



Jeśli botwina ciągle jeszcze ma u Was wzięcie (u mnie ma :)), a pomysły przypadkiem się kurczą – to zdecydowanie polecam Wam genialną (!) zupę. Wprost prze-pysz-ną!
Przepisem (klik!) na nią, równo dwa miesiące temu, podzieliła się Beatka z bloga „Bea w kuchni”. Obiecałam jej wtedy (i przy okazji sobie), że gdy tylko i w nasz region zawita wiosenne zielsko – to przygotuję tę zupę, choćby nie wiem co! :) 


Pierwsze zakupione botwiny zostały inaczej zagospodarowane, ale o zupie Bey nie zapomniałam i dzisiaj bardzo, bardzo ją polecam!
Jeśli tylko lubicie smak kolendry i kuminu – to ta pożywna zupa powinna Was zachwycić.
Nas wprost zauroczyła! :)
Jest aromatyczna, (w mojej wersji) lekko pikantna i jak to z zielskiem bywa – niekoniecznie „wyględna”. :)
Co prawda, wprowadziłam do przepisu kilka swoich drobnych zmian – np. zrezygnowałam z dodatku cynamonu i cytryny, oraz w ogóle nie miksowałam zupy – więc z pewnością nie smakowała i nie wyglądała identycznie jak ta z oryginalnego przepisu (Ottolenghi „The Cookbook”).
Sami zadecydujcie, na którą wersję mielibyście ochotę. Ja zdecydowanie ugotuję ją jeszcze raz, by sprawdzić jak smakuje w wersji cynamonowo – cytrynowej. :)

Życzę Wam udanego, słonecznego weekendu!
Nie zapomnijcie o jutrzejszym Dniu Matki! :)
Ja wszystkim Mamom ślę mnóstwo uścisków. :*


A tym, którzy jeszcze się wahają, czy wziąć udział w trwającym na blogu konkursie - przypominam, że jutro jest ostatni dzień na zostawianie komentarzy konkursowych. Do wygrania jest zestaw „śniadaniowy” ufundowany przez sklep internetowy „Twój Lunchbox”.
Tutaj (klik) znajdziecie szczegóły. Zapraszam!


Zupa z botwinki i soczewicy

2 pęczki botwinki (wraz z buraczkami)
ok. 1 szkl. czerwonej soczewicy
2-3 łyżki oliwy
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
1 łyżeczka ziaren kolendry (ew. mielona)
1 łyżeczka nasion kuminu (ew. mielony)
ok. 1 litr bulionu (lub gorącej wody)
garść świeżych listków kolendry
1 maleńka papryczka pepperoncino
sól, pieprz do smaku

Botwinkę umyć, osuszyć. Liście i łodygi pokroić niezbyt drobno. Porządnie wyszorowane buraczki pokroić w niewielkie słupki.
Soczewicę przepłukać dużą ilością zimnej wody.
Cebulę drobno posiekać. Czosnek przecisnąć przez praskę lub drobno utrzeć.
Nasiona kolendry i kuminu utrzeć w moździerzu.
W większym garnku, na rozgrzanej oliwie – zeszklić cebulę. Dodać czosnek i utarty kumin z kolendrą, a następnie soczewicę – krótko przesmażyć. Dorzucić pokrojoną botwinę (z buraczkami) i mieszając – smażyć ok. 2 min. aż zielenina „zwiędnie”. Zalać bulionem (lub gorącą wodą). Gotować ok. 20 min. do momentu, aż soczewica będzie miękka. W międzyczasie doprawić do smaku solą. Pod koniec gotowania dorzucić listki świeżej kolendry i doprawić pieprzem. *
Smacznego!

* W przepisie z książki Ottolenghi „The Cookbook” - cytowanym przez Beę na Jej blogu – do zupy dodawany jest również cynamon. Zupa jest częściowo miksowana i podawana z cytryną. Ja tym razem z tych trzech rzeczy zrezygnowałam.

poniedziałek, 21 maja 2012

Ravioli z botwinką i szpinakiem


Przy okazji wczorajszej „zajawki” zdjęciowej – zadałam na FB pytanie / zagadkę, co Waszym zdaniem przygotowałam z duetu botwinka + szpinak? :)
Padły pojedyncze propozycje zupy i sałatki, ale większość głosów powtarzała się, stawiając na tartę. Dokładnie takie same preferencje odnotowałam w pracy. Tarta, tarta i tylko tarta! Zwłaszcza Pamelka nie miała w tym względzie żadnych wątpliwości. :)
Niektórzy z Was pamiętali doskonale ten zeszłoroczny wypiek (klik), który prezentowałam na blogu, a który ni mniej, ni więcej - krył w sobie pyszne nadzienie z dwóch wiosennych warzyw. Cieszę się, że tak zapadł Wam w pamięci. :)
A tymczasem... skucha... Przygotowałam coś zupełnie, zupełnie innego... :)


 Ale, ale... mieliście trochę racji. :)
Muszę się uczciwe przyznać, że nadzienie właśnie z tamtej tarty smakowało mi tak bardzo, że wykorzystałam je teraz praktycznie bez żadnych modyfikacji jako nadzienie do ravioli.
Ciasto do ravioli robię trochę inaczej, niż ciasto do naszych tradycyjnych pierogów.
Po pierwsze, używam semoliny (chociaż czasem zdarza mi się, że wykorzystuję naszą rodzimą mąkę krupczatkę).
A po drugie przygotowuję tylko na jajach. Nie dodaję ani wody, ani mleka, ani żadnego innego płynu. Takie ciasto w stanie surowym jest bardziej twarde, ale za to daje się gotować na „cudowne al'dente”, zupełnie tak jak domowy makaron jajeczny.
Pierożki z czerwonym nadzieniem – całkowicie warzywnym - zapewne nie są szczególnie popularne w naszej szerokości geograficznej. Niemniej polecam wszystkim fanom botwiny. Myślę, że to miła odmiana na talerzu. :)
Ja podawałam je skropione pikantną, aromatyzowaną papryczkami chili – oliwą, oraz świeżo skrojonymi płatkami parmezanu, listkami bazylii i uprażonymi orzeszkami piniowymi.
Pycha! :)

Ps. Czy u Was też słońce tak pięknie, pięknie! się uśmiechnęło? :)



 Ravioli z botwinką i szpinakiem 

Nadzienie: 
1 pęczek botwinki wraz z małymi buraczkami
1 pęczek szpinaku
3 ząbki czosnku
2 łyżki oliwy (do smażenia)
1 gałązka świeżego rozmarynu
sól, pieprz do smaku

Szpinak i botwinkę dokładnie umyć, osuszyć (np. papierowymi ręcznikami). Liście i łodygi botwinki pokroić dość drobno, a buraczki – w cienkie słupki. Szpinak w zależności od wielkości listków pokroić lub pozostawić w całości. Czosnek i listki rozmarynu drobniutko posiekać. Na głębokiej patelni rozgrzać 2 łyżki oliwy. Wrzucić botwinkę i mieszając od czasu do czasu - dusić kilka minut, aż buraczki i liście zmiękną. Dorzucić szpinak, posiekany czosnek i rozmaryn. Smażyć kolejne ok. 3 min. Doprawić do smaku solą i pieprzem (u mnie raczej pikantnie). Ostudzić.

Ciasto na ravioli: 
2 duże jajka
ok. 200 g semoliny (lub innej mąki, np. krupczatki)

Z jajek i semoliny zagnieść elastyczne ciasto makaronowe. Ciasto nie powinno być zbyt mokre i klejące. W zależności od wielkości użytych jajek – może okazać się konieczne dosypanie 1-2 łyżek mąki. Uformować z ciasta wałek (ok. 5 cm średnicy) i szczelnie zawinąć w folię spożywczą. Odłożyć na pół godziny, by ciasto „odpoczęło”.

Z ciasta makaronowego wykrawać kawałki ciasta – rozwałkowywać w dłuższe prostokąty. Pozostałe ciasto z powrotem zawijać w folię spożywczą, by nadmiernie nie wyschło.
Na jednym płacie układać porcje nadzienia (ok. 2 łyżeczki) i przykrywać drugim płatem. Wykrawać okrągłe pierożki.
 (Jeśli chcecie przyspieszyć sobie pracę – zamiast bardziej pracochłonnych okrągłych kształtów – wycinajcie radełkiem ravioli kwadratowe).
W dużym garnku zagotować sporą ilość osolonej wody. Partiami wrzucać ravioli, gotować krótko – po wypłynięciu na wierzch pierożków i ponownym zawrzeniu wody – są już gotowe.
Wybierać łyżką cedzakową. Odłożyć na talerz do odparowania.

Podawać skropione oliwą, z dodatkiem płatków parmezanu, świeżych listków bazylii i uprażonych na suchej patelni orzeszków piniowych.
Smacznego!

piątek, 27 maja 2011

Zielsko, a dobre! Czyli rzecz o tarcie z wiosennym wnętrzem.


Jeśli jest coś, co ostatnimi czasy smakowało nam tak bardzo, że słowa tego nie oddadzą – to z pewnością była tym czymś właśnie ta tarta.
Rafał po pierwszym kęsie ze zdumieniem wyraził swoją pochwałę:
„O rany! Samo zielsko, a taaakie dobre!”.
No cóż, zdecydowanie podzieliłam opinię mojego męża. Nadzienie z botwinki, szpinaku, czosnku i świeżego rozmarynu było przepyszne. Wprost G E N I A L N E !


Nawet zielone szparagi, które są moim corocznym wiosennym hitem, podawanym we wszelkich możliwych kombinacjach – zwyczajnie zostały przyćmione. Tarta bezkonkurencyjnie położyła wszystko inne co ostatnio jedliśmy na łopatki.
Mam pomysł na ponowne wykorzystanie tego nadzienia. Przymierzam się do botwinkowo – szpinakowych pierożków. Czuję, że to będzie kolejny nasz domowy hit. :)
Tymczasem zachęcam – komu zielsko nie straszne – wypróbujcie tartę w barwach czerwieni! :)



Tarta z botwinką i szpinakiem
okrągła forma wielkości ok. 25-26cm

Kruche ciasto:
150g mąki pszennej
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
75g zimnego masła – pokrojonego w małą kostkę
2 łyżki bardzo zimnej wody

Mąkę przesiać wraz z solą i cukrem na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać 1 łyżkę zimnej wody i zagnieść ciasto, aż będzie gładkie. Gdyby wciąż było zbyt suche – dodać drugą łyżkę wody.
Uformować kulę, spłaszczyć ją dość mocno, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.


Nadzienie:
1 pęczek botwinki wraz z buraczkami
1 pęczek szpinaku
3 ząbki czosnku
2 łyżki oliwy (do smażenia)
1 gałązka świeżego rozmarynu
sól, pieprz do smaku

100ml śmietanki 30%
2 duże jaja
ok. ½ łyżeczki soli
pieprz
duża garść parmezanu w cienkich płatkach


Rozgrzać piekarnik do 180 st.C. Przygotować formę żaroodporną do tarty o średnicy 25 -26cm. Wysmarować masłem, lub spryskać oliwą i oprószyć mąką. Nadmiar mąki strząsnąć.
Kruche ciasto rozwałkować dość cienko, tak by uzyskać średnicę o ok. 3-4 cm większą niż foremka. Wykleić dno formy i ścianki. Widelcem zrobić kilka nakłuć. Włożyć do piekarnika i podpiekać ok. 10-12 min. Spody mają się ściąć i bardzo delikatnie zezłocić. (Można zastosować metodę podpiekania „na biało” czyli pod ciężarem np. z ziaren fasoli czy grochu).
Wyjąć formę z piekarnika i pozostawić na kratce do lekkiego ostudzenia.
W tym czasie przygotować nadzienie.
Szpinak i botwinkę dokładnie umyć, osuszyć (np. papierowymi ręcznikami). Liście i łodygi botwinki pokroić dość drobno, a buraczki – w słupki. Szpinak w zależności od wielkości listków pokroić lub pozostawić w całości. Czosnek i listki rozmarynu drobniutko posiekać.
Na głębokiej patelni rozgrzać 2 łyżki oliwy. Wrzucić botwinkę i mieszając od czasu do czasu dusić kilka minut, aż buraczki i liście zmiękną. Dorzucić szpinak, posiekany czosnek i rozmaryn. Smażyć kolejne ok. 3 min. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Jajka rozkłócić w misce wraz ze śmietankę. Doprawić solą i pieprzem.
Na ostudzony spód tarty wyłożyć warzywa. Zalać masą jajeczną (można trochę nożem „wymieszać” masę z nadzieniem warzywnym). Na wierzchu ułożyć płatki parmezanu.
Piec ok. 30 min. Do momentu aż masa jajeczna się zetnie, a góra tarty ładnie się zezłoci.
Podawać na ciepło. Na zimno również pyszne.
Smacznego!