Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maliny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 sierpnia 2017

Czekoladowy torcik musowy na piernikowym spodzie


Gdy sierpień macha na pożegnanie, a dzieci już za chwilę odświętnie pomaszerują do szkoły – to jest ten moment, gdy zamykam za sobą drzwi z letnim rozdziałem życia. I choćby ciepłe promienie zamierzały rozpieszczać, a złote niteczki dryfowały w powietrzu – niczego nie zmienią, bo w mojej głowie już teraz rodzi się jesień…
Myślami krążę przy powidłach śliwkowych, szarlotce, dyniowej zupie i pieczonych warzywach. I chociaż żal mi letniego szaleństwa i wakacyjnych radości - to bardzo lubię wczesnojesienne barwy, smaki i zapachy. :)

niedziela, 1 maja 2016

Sernik cytrynowy z malinami


Zabawnym wydaje mi się fakt, że ja, średnia fanka serników (zdecydowanie wolę konsumować szarlotkę :)) - właśnie to ciasto przygotowuję najczęściej. W tej kwestii uchodzę wśród rodziny (o ironio!) za mistrza nad mistrzami i żadne spotkanie bez sernika obejść się nie może. Bez szarlotki za to – i owszem... ;-)
Ciasto znika zawsze w mgnieniu oka, a ja cieszę się, że stosunkowo małym wysiłkiem sprawiłam najbliższym przyjemność. :D

sobota, 23 maja 2015

Cud – miód i maliny :)


Od czasu do czasu pojawiam się na blogu bez żadnego przepisu. A jak pojawiam się bez przepisu, to znaczy, że w zanadrzu mam garść zdjęć i zaproszenie do innego smacznego miejsca. Nie inaczej jest teraz. :)
Jakiś czas temu miałam okazję pracować nad sesją, której głównym bohaterem była soczysta malina. Przewodnia myśl jaka przyświecała sesji: pastelowo, głównie różowo! :)


Jeśli kochacie maliny (ja tak!), to zapraszam do lektury świeżego, czerwcowego wydania Kuchnia. Magazyn dla smakoszy. Na Czytelników czeka garść malinowych inspiracji na słodko i wytrawnie. Ja szczególnie nie mogłam się oderwać od malinowej charlotty, oraz tacos z wieprzowiną i dżemem malinowym. Ale do wyboru jest więcej pyszności. Mam nadzieję, że również znajdziecie w propozycjach Redakcji swoje ulubione smaki. :)
Tutaj (klik) można obejrzeć zabawny przegląd czerwcowego numeru. 

A korzystając z okazji...


Może niektórzy z Was pamiętają jeszcze zeszłoroczną, sierpniową okładkę Kuchni?
Otóż właśnie ona została nagrodzona, zajmując III miejsce w konkursie Grand Front na najlepsze okładki prasowe 2014 roku (w kategorii Czasopisma Hobbystyczne).
Jak wyczytałam na stronie grandfront.pl w tej kategorii brało udział 110 prac konkursowych.
Rozpiera mnie wielka radość i ekscytacja, ponieważ okładkowe zdjęcie wyszło spod mojej ręki i obiektywu. :)
I miejsce zajął magazyn Smak, a drugie magazyn Kukbuk. Gratulacje dla zwycięzców! :)

wtorek, 15 lipca 2014

W kaszubskich klimatach. Jagody z lasu. I placek.


Zwykłe codzienne obowiązki (nie ma się nad czym rozwodzić) i nie takie zwykłe sesje fotograficzne (lubię!). Dzień za dniem biegnie szybko. Normalne lato w mieście.
Przez ostatnie dni mało wyściubiałam nos poza mury. Ale tydzień wcześniej fajnie się działo. :)


Siostra moja, jest jak wiatr, w pięć minut podejmuje decyzje, zbiera ekipę i wyrusza za miasto. „Siostra! Zbierajcie dzieciaki, bierzcie koc i za godzinę spotykamy się nad jeziorem! Aha! Będzie grillowanie!”.
I już jej nie ma. :) 

środa, 29 maja 2013

Bye-bye maj... (wraz z sernikiem z malinami i maracują)



Gdy przychodzi m ó j maj, lubię myśleć, że wiosna nigdy się nie skończy. Że czas po prostu się zatrzyma i już zawsze będzie tak jak wczoraj, i przedwczoraj. 



piątek, 3 sierpnia 2012

Zamykam...


To był ciężki tydzień.
Bardzo długi, a wydawało się, że i tak zbyt krótki.
W pośpiechu.
Z bólem kręgosłupa i nieustającym bólem głowy.
Z szybkimi przekąskami, zamiast obiadów.
Albo pizzą z dostawą do domu.
Dzisiejszy dzień zamykam z ulgą.
Liczę na dobry i spokojny sen.
Trochę mi się należy.
Jutro będzie dla mnie świeciło słońce, nawet jeśli pogoda nie dopisze. :)



Nie mam siły na wielkie kucharzenie.
Ale coś dobrego i tak się znajdzie. :)
Po przepis odsyłam Was tutaj (klik!).

Dobrego weekendu Wam życzę! :)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Dużo, dużo owoców – pyszna, pyszna tarta :)


Zgodnie z pozostawioną niedawno obietnicą – powracam dzisiaj do książki „A piece of cake” autorstwa Leili Lindholm. Tym razem już nie z teorią, a praktyką. :)
Przyznaję uczciwie, wahałam się w kwestii wyboru wypieku – przepisy zawarte w książce – są proste i zachęcające, ale jednocześnie trudno znaleźć jakieś zupełnie nieznane perełki. Postawiłam zatem podstawowe kryterium – cokolwiek, ale niech będzie mocno owocowo. W końcu kiedy, jak nie teraz? . :)
Tarta nazwana u Leili „berry royal” wydała się być idealna. Dużo owoców zatopionych w pieczonej miksturze na kruchym spodzie... :)


Problem pojawił się podczas pracy... Ja po prostu nie umiem bezkrytycznie podchodzić do przepisów. :D Nawet jeśli jest idealny – zwykle coś od siebie dodaję, albo przeciwnie – odejmuję. :D
Tutaj zaistniało i jedno i drugie. Z czego najważniejszy jest fakt, że podwoiłam w stosunku do oryginalnego przepisu ilość owoców, a zmniejszyłam ilość mikstury, zmieniając jednocześnie trochę jej skład. Być może, zmian bym nie wprowadziła, gdyby udało mi się ze stuprocentową pewnością ustalić polski odpowiednik nabiału zwanego „cheese curd”. Pomysły były różne, niestety wykluczające się. Pozbyłam się kłopotu – usuwając z przepisu tajemniczy składnik. W końcu śmietanka z jajkami, jak wiadomo pysznie się ścina i bez twarożków. Pomniejsze zmiany przemilczę, zwłaszcza, że i tak ujęłam je w zmodyfikowanym przepisie. :)

Tarta oczywiście zniknęła w okamgnieniu i zdecydowanie okazała się godna uwagi wszystkich domowych łasuchów. :)
Wam również polecam. :)



Tarta z owocami jagodowymi
inspirowane przepisem na berry royale wg „A piece of cake” Leili Lindholm - z moimi zmianami

Kruche ciasto:
240g mąki (u mnie krupczatka)
150g bardzo zimnego masła
30g cukru
szczypta soli
1 duże jajko
ok. ½ łyżki zimnej wody

Mąkę przesiać na stolnicę lub do misy robota, dodać zimne masło pokrojone w kostkę. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać cukier i szczyptę soli – wymieszać, a następnie wbić całe jajko i wodę. Zagnieść szybko ciasto. Gdyby ciasto nadal było zbyt grudkowate i nie zbiło się w kulę – można dodać jeszcze odrobinę wody.
Kulę ciasta spłaszczyć, zawinąć w folię spożywczą i pozostawić na ok. 30 min. w lodówce do schłodzenia.

Śmietanowa mikstura:
3 jajka
ok. 60g cukru
200g śmietany 36% (używam Piątnicy w kubeczku – jest b. gęsta)

Jaja ubić z cukrem. Wmieszać śmietanę.

Oraz:
ok. 60g mielonych migdałów
ok. 40g jasnego cukru trzcinowego
ok. 300g owoców jagodowych (u mnie mieszanka czarnej i czerwonej porzeczki, jagód leśnych, malin)

Nagrzać piekarnik do temp. 180st. C (grzałki góra – dół).
Przygotować dużą formę do tarty (28-30cm) – posmarować masłem. Ciasto rozwałkować do średnicy ok. 5cm większej niż średnica formy. Wyłożyć formę ciastem (również ścianki boczne). Odciąć wystające ponad rant naddatki ciasta. Nakłuć w kilku miejscach widelcem. Podpiekać spód ok. 20 min.
Wyjąć z piekarnika i lekko przestudzić (kilka minut). Mielone migdały wymieszać z cukrem trzcinowym. Mieszanką wysypać równomiernie spód kruchego ciasta. Nałożyć umyte i osuszone owoce i zalać śmietanowo – jajeczną miksturą. Od razu wstawić do piekarnika. Zapiekać kolejne ok. 45min., aż masa jajeczna się zetnie. Ostudzić przed podaniem.
Smacznego!



poniedziałek, 9 lipca 2012

Lubię... lato :)


Jak łatwo przyzwyczaić się do myśli, że lato po prostu jest.
Przyniosło swoje dary i rozpieszcza...


Lato uzależnia.
Od smaków.
Od barw.
I słońca na wypłowiałym niebie.
I ciepłych, dużych kropli deszczu.
Spoglądam w twarze przechodniów i widzę radosne uśmiechy.
Na targu tłoczno codziennie.
Przychodzę tu każdego popołudnia.
Pachnie! Owocowo!
Stąd trudno wyjść bez kolejnych kilogramów soczystej przyjemności.
Chłonę zachłannie. Na teraz, na później, na cały rok.



Piekę dużo owocowych ciast.
Zwłaszcza drożdżowe mają u nas wielką popularność.
Ale i na lekki, ciepły deser z pieczonych pod kruszonką owoców dobrze się skusić.
Zwłaszcza jeśli znów się przesadziło z zakupami na owocowym rynku. :)



Letnie owoce pod kruszonką (crumble)
na 4 porcje

Kruszonka:
25g płatków owsianych (górskich)
1 łyżka mąki
40g jasnego cukru trzcinowego
40g zimnego masła

Płatki, mąkę i cukier wymieszać. Dodać kawałeczki zimnego masła. Dość szybko zagnieść kruszonkę. Schłodzić w lodówce (ok. 30 min.).

Letnie owoce, np.:
małe truskawki
maliny
czereśnie
brzoskwinie lub nektarynki (pokrojone na kawałki)
jagody (ok. 1 łyżki / 1 ramekin)

W naczynkach rozłożyć po kilka sztuk umytych i osuszonych owoców. Na wierzchu posypać schłodzoną kruszonką.
Zapiekać w piekarniku rozgrzanym do 180st.C przez ok. 15 min.
Podawać gorące. Pysznie smakują z gałką lodów waniliowych.
Smacznego!

piątek, 26 sierpnia 2011

Jak dobrze, że już piątek wieczorem...


Nie tak znów często mówię głośno, że cieszę się z nadejścia weekendu. Zwykle gęba mi się śmieje równie szeroko w poranne poniedziałki, co i w pozostałe dni tygodnia. Tak samo dobrze mi w pracy, jak i w domu z rodziną. Ale mijający właśnie tydzień pracy był dla mnie szczególnie stresujący i z ulgą zamknęłam za drzwiami pracowni wszystkie ważne i niecierpiące zwłoki sprawy.


Myśl o dwóch dniach odpoczynku trzyma mnie na nogach. Mam zamiar robić tylko to co sprawia mi przyjemność. Pójdę na długi spacer, zabiorę aparat i nie poświęcę ani jednej chwili sprawom, które wprawiają mnie w zły nastrój.
Baterie zaczynam ładować już dzisiaj. W poniedziałek znów będę jak nowo narodzona.
Wszystkim tu zaglądającym życzę miłego odpoczynku, dużo słońca i ani jednej kropli deszczu! :)


Babeczki jogurtowe z malinami i białą czekoladą
12 babeczek z formy mufinkowej

2 jaja
150g cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
150g jogurtu greckiego
200 ml oleju roślinnego
200g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczka sody oczyszczonej
100g białej czekolady
ok. ½ pojemniczka malin (po 3-4 szt. na 1 babeczkę)

Piekarnik (grzałki góra – dół) rozgrzać do temp. 180 st.C. Foremkę muffinkową wyłożyć papierowymi papilotkami.
Mąkę przesiać do oddzielnej miski wraz z proszkiem do pieczenia i sodą oczyszczoną.
Czekoladę połamać lub posiekać nożem na niewielką kostkę.
Oddzielić żółtka jaj od białek. Białka ubić na sztywną pianę.
Żółtka utrzeć z cukrem. Dodawać kolejno olej roślinny, jogurt, oraz ekstrakt waniliowy.
Nie przerywając ucierania – dodawać po trochę mąki i czekoladę.
Na koniec włożyć całą pianę i bardzo delikatnie wymieszać masę.
Wlewać ciasto do ok. 2/3 wysokości foremek. Do każdej babeczki powtykać po 3-4 maliny.
Piec ok. 25 - 30 min. Patyczek włożony w środek babeczki powinien być suchy.
Pozostawić przez kilka minut (do odparowania) w foremce, a potem wyjąć babeczki i w samych papilotkach dostudzać na kratce.
Smacznego!

piątek, 27 sierpnia 2010

W strugach deszczu...

... wracałam dzisiaj z pracy.


Niebo się rozpłakało jak rozzłoszczone dziecko. Zapewne na przekór, by piątek nie wydał mi się zbyt przyjemny.
W domu gorąca zupa (zresztą wczorajsza) naprawiła to, co aura popsuła. :) Potem była kawa. Bez ciasta, bo ciasta przecież żadnego nie upiekłam.
Nawet ten fajny krem z mascarpone jest już dawno tylko letnim wspomnieniem i co najwyżej oblizać się mogę. :)
Chce mi się słodkiego... Rafał czyta mi w myślach. Przywiózł lody. Dooobre kupił. Lody na szarugę... (szkoda, że nie mam ciepłej szarlotki). :)
Zaczynam weekend.


A wracając jeszcze na moment do kremu...
Pomysł na ten krem zaczerpnęłam stąd. To bardzo szybka w wykonaniu i bezpieczna wersja, bo nie zawiera jaj. Zamiast nich, do mascarpone dodaje się skondensowane mleko słodzone. Wg autorki przepisu można eksperymentować z przepisem bazowym, wzbogacając go dodatkiem kawy lub kakao.
Ponieważ moja wersja miała zostać połączona z owocami – dołożyłam sporo drobniutko utartej skórki cytrynowej i odrobinę jej soku. Cytryna dobrze przełamuje słodycz kremu.
Polecam.

A przy okazji, przypominam inny pyszny krem / deser na bazie mascarpone – z dodatkiem białej czekolady, wg pomysłu Bey.
Oba kremy są równie pyszne.



Krem z mascarpone, z owocami
inspirowane przepisem Linn
(na ok. 5-6 porcji)

500g mascarpone
ok. 2/3 puszki zagęszczonego mleka skondensowanego (a właściwie ilość uzależniona od indywidualnych preferencji słodko – smakowych; użyłam mleko z Gostynia: 1 puszka = 533g)
oraz dodatkowo:
drobno otarta skórka z 2 cytryn
ok. 1 łyżka soku z cytryny

pojemniczek malin
250g borówki amerykańskiej

Wszystkie składniki, oprócz owoców, włożyć do miski i wymieszać. (Mieszałam ręcznie, silikonową szpatułką, ale można to również zrobić mikserem).
Przygotować pucharki lub szklaneczki. Napełniać warstwami krem i owoce.
Owinąć pucharki folią spożywczą i schować do lodówki na min. 2-3 godziny do schłodzenia (a najlepiej na całą noc).
Smacznego!

sobota, 12 września 2009

Weekendowa Cukiernia #12 - cz.2



A oto i czas na moją prezentację drugiego słodkiego wypieku w trwającej 12 edycji Weekendowej Cukierni. Ola zaproponowała zabawę w rolowanie. :) Rolować lubię, więc z przyjemnością zabrałam się do pracy (której notabene za wiele nie ma).
Rolady zazwyczaj są dość widowiskowe i atrakcyjnie prezentują się na stole, więc to idealne ciasta na przyjmowanie gości. Ta, czekoladowa z pysznym wnętrzem z aksamitnego mascarpone – dodatkowo jest baaardzo smaczna. :) W moim wydaniu, jak już wcześniej wspominałam – zamiast malin okraszających krem - pojawiły się piegi z borówek amerykańskich. :) Owocowe piegi... brzmi przyjemnie, prawda? :)
Z uwag dotyczących samego wykonania: w moim przypadku przepisowe 12 minut pobytu ciasta w piekarniku – okazało się ciut za długie. Sądzę, że 10 min. byłoby wystarczające. Te dwie dodatkowe minutki poskutkowały tym, że ciasto odrobinę wyszło za suche i niestety pękało podczas rolowania. Nie widać tego na zdjęciach, bo polewa z czekolady świetnie wszystko zamaskowała. :)
A ciasto pycha! Polecam! :)


Rolada czekoladowa z nadzieniem z serka mascarpone i malinami
cytuję za Olą z bloga Sweet Spoon

Składniki:
4 jajka
100 g drobnego cukru
100 g mąki
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżki kakao
50 g gorzkiej czekolady, startej
cukier waniliowy - 16 g

Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania wsypywać partiami cukier, ciągle ubijając. Partiami wlewać żółtka i nadal ubijać. Do masy przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia, kakao na końcu wsypać startą czekoladę. Delikatnie wymieszać, tak żeby piana nie opadła.
Bawełnianą ściereczkę delikatnie posypać cukrem waniliowym. Płaską formę o wymiarach 28x35cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wlać masę, wyrównać. Piec około 12 - 15 minut w temperaturze 180ºC. (nie dlużej, bo rolada pęknie podczas zwijania). Natychmiast po upieczeniu ciasto przełożyć na ściereczkę papierem do góry. Zerwać powoli papier, a roladę z ręczniczkiem zwinąć, wzdłuż dłuższego boku. Pozostawić do całkowitego ostudzenia. Ważne jest żeby wszystko robić, kiedy rolada jest jeszcze gorąca. Nie czekamy aż ostygnie!

Składniki na krem:
250 g serka mascarpone
50ml śmietany 18%
2 łyżki cukru pudru (ilość cukru możemy zmniejszyć w zależności od upodobań)
Składniki zmiksować.

Dodatkowo:
250g malin lub wiśni (dałam borówkę amerykańską, a maliny do ozdoby)

Składniki na polewę:
100 g gorzkiej lub mlecznej czekolady
30 g masła (dałam śmietankę 36%)

Masło rozpuścić z czekoladą na najmniejszym ogniu, mieszając.


Ostudzoną roladę rozwinąć, usunąć ręczniczek. Natychmiast posmarować nadzieniem z serka mascarpone, ułożyć maliny i z powrotem zawinąć. Włożyć na kilka godzin do lodówki. Przed podaniem polać polewą.

czwartek, 10 września 2009

Weekendowa Cukiernia #12 - cz.1



Do tej edycji Weekendowej Cukiernii nie mogłam nie przystąpić. Po pierwsze dlatego, że to 12 wydanie, a ja lubię liczbę 12. No lubię i już. :D Nie, nie, żadne tam urodziny w tym dniu, czy inne takie. Po prostu „dwunastka' jest mi bliska z bliżej nieokreślonych powodów... :D Zatem po pierwsze mam już za sobą. A po drugie: gospodyni Ola zaproponowała moje smaki, więc z dużymi wyrzutami sumienia (no bo miałam OGRANICZYĆ słodkie :( ) postanowiłam mimo wszystko dać rodzinie i sobie trochę smacznej przyjemności. :)
Zanim jednak pochwalę się pierwszym deserem – chciałabym trochę ponarzekać... Nie na przepisy (hihi, już widzę jak Oli serce zamarło :D), ale na... kupne maliny... :( Naprawdę, nie wiem, czy tylko ja mam w tym roku takiego pecha, czy może innym też się to przydarza...? Maliny kupuję „na wygląd”, tzn. wybieram zawsze te, które najładniej i najświeżej wyglądają; sprawdzam też, czy od spodu kobiałka na pewno jest sucha (mokre od soku owocowego, mogą świadczyć o nie pierwszej już świeżości). No i cóż... Przychodzę do domu, dobieram się do pięknie wyglądających malin i okazuje się, że pod pierwszą, ewentualnie drugą warstwą – owoce wcale nie są już tak atrakcyjne. Pal licho, jeśli chodziłoby tylko o ich kształt (delikatne są, więc pod ciężarem mają prawo „przygasnąć”), ale one zwykle są pokryte pleśnią. :( Drażni mnie to okrutnie, bo zawsze przynajmniej połowa ląduje w koszu. :(
Tak było i tym razem, gdy maliny kupiłam specjalnie do sernika na zimno. Moja złość i rozdrażnienie sięgnęło zenitu. Obiecałam sobie, że koniec! Koniec wyrzucania pieniędzy w błoto! Lubię maliny, ale mówię kategoryczne NIE takiemu marnotrawstwu!
Do wnętrza sernika wylądowały zatem borówki amerykańskie, a z niewielkiej ilości ocalałych malin zrobiłam sos do polania deseru. Deser zmienił troszkę swoją kolorystykę, ale nadal smakował super. :) Troszkę może szkoda, że niezbyt mocno stężał. Ale prawdę mówiąc, czułam że tak będzie. :D
Do pokazania czeka jeszcze druga propozycja Oli, czyli czekoladowa rolada (oczywiście w moim wydaniu też bez malin), ale ponieważ zbrakło mi czasu, by sfotografować – więc poświęcę wkrótce jej osobny wpis. :)

Olu, dziękuję za wspólną kulinarną zabawę. :)


Sernik na zimno z białą czekoladą, owocami i ciasteczkami amaretti
cytuję za Olą z bloga Sweet Spoon – z moimi uwagami

Składniki:
300g białej czekolady
600g serka kremowego
284ml śmietany kremówki
50g cukru pudru
250g malin (mogą być mrożone, wtedy wcześniej trzeba je rozmrozić na bibułce) –
5 łyżek dżemu malinowego
85g ciasteczek amaretti
150g borówki amerykańskiej
50g wiśni(opcjonalnie)

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (rozpuszczałam z odrobiną słodkiej śmietanki, by uniknąć przypalenia czekolady) .
Keksówkę o pojemności 900g wyłożyć folią spożywczą.

W dużej misce zmiksować razem serek, śmietanę i cukier. Następnie stopniowo, cały czas miksując na małych obrotach wlewać ostudzoną czekoladę. Ucierać aż do połączenia się składników.
70g malin wymieszać z 2 łyżkami dżemu.
Do keksówki o pojemności 900g wlać połowę masy a następnie delikatnie rozłożyć na niej maliny wymieszane z dżemem. Przykryć resztą masy serowej. Na wierzchu równomiernie rozłożyć ciasteczka amaretii. Przykryć folią i wstawić do lodówki na min. 6 godzin, najlepiej na całą noc.

Odłożyć na bok ok 7 malin. Resztę podgrzać w garnuszku razem z pozostałym dżemem i wiśniami (jeśli używamy). Podgrzewać na małym ogniu, aż zmiękną. Używając blendera zmiksować owoce a następnie przetrzeć je przez sitko, aby pozbyć się pestek. Sos powinien być dość gęsty. Ostudzić.

Serniczek wyjać z lodówki, usunąć folię i ostrożnie przełożyć na talerz, tak aby ciasteczka znalazły się na spodzie. Pozostałe maliny ułożyć na wierzchu ciasta razem z borówkami. Ostudzony sos delikatnie wylać na owoce.
Podawać od razu.

piątek, 24 lipca 2009

Podwieczorek u Bey :)


Spakowałam walizkę. Tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Kupiłam bilet samolotowy na najbliższy rejs i wkrótce, przeniosłam się do górskiego kantonu Szwajcarii, by późnym popołudniem zasiąść do jadalnego stołu Bey. :) Biały obrus, czerwone serwety, błyszczące naczynia wielkości zastawy dziecięcej... :) Bea, serwowała deser. TEN deser! Piękny i pyszny pod każdym względem. :) Spoglądając na Jej uśmiechniętą twarz – zanurzyłam srebrną łyżeczkę w naczyniu... Ona wiedziała, że będzie mi smakować...:)



Czy jest ktoś wśród czytających kto pozazdrościł mi wizyty u Bey? :D
Oooo, widzę las rąk. :) No ba! Sama bym sobie zazdrościła, gdyby tylko to była prawda... :D
A tymczasem...

Nieee, nie spakowałam walizki, nie wsiadłam w samolot i nie przeniosłam się w te nie tak znowu odległe tereny... W sumie szkoda, pewnie tak bym o wiele bardziej wolała. :)
Jednak deser jest prawdziwy. :) Przecież Bea naprawdę kilka dni temu poczęstowała wirtualnie taką dawką słodyczy, do tego obłędnie się prezentującej, że mnie nie pozostało nic innego, jak skorzystać z dołączonego przepisu i czym prędzej własny deser stworzyłam. :)
Wiecie jak smakował...? Jak ambrozja... :) Jeśli tylko napój mitycznych bogów mógł mieć bardziej stałą konsystencję – to zdecydowanie mógł właśnie tak smakować. :) Słodkie (za sprawą białej czekolady), kremowe mascarpone i orzeźwiające warstwy owocowego musu... Palce lizać. :)

Mam nadzieję, że Bea nie urwie mi głowy za to, że pozwoliłam sobie część owocową zestalić nieco (ale tylko odrobinę), dodając do nich żelatynę. Moje owoce po zmiksowaniu i przetarciu przez gęste sito – zyskały mocno lejącą konsystencję. A to psuło mi zamysł stworzenia warstwowego deseru. Ja bowiem, oprczócz warstwy musu malinowego, dodałam jeszcze drugą – mus jagodowy.
Po oryginał – zapraszam na blog Bey. Tutaj znajdziecie przepis zmodyfikowany o w/w dodatki.
Zapraszam. :)




Deser z mascarpone, białą czekoladą i owocowym musem
wg przepisu Bey z bloga Bea w Kuchni

Musy owocowe:
1 szkl. zmiksowanych i przetartych przez gęste sitko świeżych malin
1 szkl. zmiksowanych świeżych jagód
3 listki żelatyny
* ewentualnie cukier do smaku, jeśli owoce są zbyt kwaśne

Żelatynę w listkach namoczyć w zimnej wodzie. Po kilku minutach dobrze odcisnąć z niej wodę. Włożyć do małej miseczki i rozpuścić w ok. 1,5 łyżki wrzącej wody. Połowę rozpuszczonej żelatyny wlać do zmiksowanych malin – energicznie wymieszać. Drugą połowę dodać do zmiksowanych jagód – wymieszać. Odstawić.

Krem:
200 g białej czekolady + 2 łyżki słodkiej śmietanki
250 g mascarpone
180 g bardzo gęstej słodkiej śmietanki (polecam Piątnicę 36%) - w oryginale creme fraiche
otarta skórka z cytryny (lub pomarańczy)
1 łyżka amaretto

Czekoladę wraz z dwoma łyżkami słodkiej śmietanki - rozpuścić w kąpieli wodnej. Mascarpone wymieszać z gęstą śmietanką kremową. Dodać lekko przestudzoną czekoladę i nieco otartej skórki z cytryny i ponownie dobrze wymieszać. Rozłożyć masę do indywidualnych naczynek. Na wierzch rozlać równomiernie mus jagodowy. Wstawić do lodówki na min. 1 godzinę (lub do czasu, gdy mus lekko się zetnie). Na zimny deser wylać przygotowany mus malinowy. Ponownie wstawić do lodówki, porządnie schłodzić.
Podawać udekorowane świeżymi owocami.
Smacznego!

niedziela, 12 lipca 2009

Tarteletki. Mascarpone i letnie owoce.



Lubię prace manualne.
W szkole podstawowej uszyłam dla młodszej siostry spodnie. Jednorazowe. Wyszła w nich na podwórko. Wróciła bez spodni... :D
W szkole podstawowej wyszywałam obrusy. Obowiązkowo wzorem kaszubskim. :D Niedawno wszystkie wyrzuciłam. Nigdy nie rozścieliłam ich na stole...
Farby, pędzle, biała ściana w młodzieńczym pokoju. Po kilku godzinach wyłonił się koń z rozwianą grzywą.
Druty, szydełko... oczko za oczkiem. Ileż ja swetrów i ażurowych bluzeczek nadziergałam jako młoda dziewczyna... Z jednym z nich wiążą mnie szczególne wspomnienia...
Na studiach budowałam makiety. Całe plansze warstwic, na nich domy, drogi, drzewa. Wszystko ręcznie cięte, mierzone, pasowane, sklejane...
Na studiach rzeźbiłam w glinie. Spod zatopionych w materiale palcach – wyłaniało się popiersie człowieka...
Setki zarysowanych tuszem kalek. Drapanych żyletkami, gdy wkradł się błąd, lub weszła planowana zmiana.
Potem nadeszły komputery. Zabrakło miejsca na manualne uniesienia. Klik klik klik. Klik klik klik. Klik.




Dzisiaj prace manualne odnajduję w kuchni. Trudno się tym znudzić. Zbyt wiele inspiracji, zbyt wiele chęci. Nie bez znaczenia jest fakt, ze lubię jeść. Również wzrokiem. :) Tu nie ma miejsca na pośpiech. Odliczam, ważę, ucieram. Bawię się kolorem i formą. A potem będzie nagroda. Uśmiechnięte buzie zadowolonych dzieci. I męża.
Mnie też smakuje. :) Choć nie wiem, czy sam akt tworzenia nie był przyjemniejszy... :) To nic. Stworzę coś nowego. :)



Tarteletki z kremem z mascarpone i letnimi owocami

Kruche ciasto:
250 g przesianej mąki
125g masła
125 g cukru pudru
1 jajko

Mąkę przesiać na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać przesiany cukier puder – wymieszać, a następnie wbić całe jajko. Zagniatać, niezbyt długo, aż będzie gładkie.
Uformować wałek o średnicy ok. 5 - 6cm, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.

Piekarnik rozgrzać do 200 st. C. Przygotować foremki do tartaletek – wysmarować rozpuszczonym masłem lub olejem roślinnym, oprószyć lekko mąką.

Schłodzone ciasto pokroić na plasterki ( u mnie grubości ok. 1 cm). Każdy plasterek rozwałkować dość cienko do wielkości odpowiadającej średnicy foremek. Wyłożyć foremki ciastem. Piec ok. 15 min. (do lekkiego zarumienienia). Gotowe spody delikatnie wyjmować z foremek po ostudzeniu.


Krem:
inspirowany przepisem na torcik capuccino

2 żółtka
85 g drobnego cukru do wypieków
250 g sera mascarpone
2 listki żelatyny
250 ml śmietany kremówki
1 łyżka amaretto (albo innego alkoholu smakowego, np. cytrynowego)

Żółtka ubić z cukrem na parze. Zdjąć miskę z parującego garnka.
2 listki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie. Gdy zmięknie - rozpuścić w odrobinie gorącej wody (ok. 2 łyżki). Lekko przestudzić i wmieszać do masy jajecznej.
Teraz delikatnie wmieszać mascarpone (najlepiej ręcznie, np. rózgą cukierniczą).
Śmietanę ubić na sztywny krem i wraz z amaretto - wymieszać z masą mascarpone.


Owoce:

ok. 1 szkl. jagód
ok. 1-1,5 szkl. malin
3-4 morele
lub inne dowolne owoce (porzeczki, jeżyny, nektarynki, etc.)

Każdy kruchy spód wypełnić ok.1 łyżką kremu. Dekorować świeżymi owocami.
Rozkoszować się smakiem lata od razu. :) Pozostałe tarteletki przechowywać w lodówce (jednak jak najkrócej).
Smacznego!