Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapiekanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapiekanki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2015

Kwiaty cukinii faszerowane trzema serami


Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce na toskańskiej ziemi. I wyglądało jak... porażenie prądem. Jeden kęs i bum! Zachwyt i fajerwerki! :)
Od tamtej pory minęło blisko dziesięć lat, a ja do dzisiaj największym sentymentem darzę jadalne kwiaty w postaci, którą wtedy poznałam. To już tradycja: gdy w moje ręce trafiają żółciutkie kwiaty cukinii – w pierwszej kolejności zanurzam je w tempurze (albo cieście naleśnikowym) i głęboko smażę. Można chrupać bez końca, takie to pyszne, choć o diecie niestety należy zapomnieć. ;-)
Kolejne pęczki zjadamy już w nieco bardziej urozmaiconej formie. Bo jadalne kwiaty dają wiele możliwości.


środa, 13 maja 2015

Zielone szparagi i makaron. Zapiekane.


Gorąco! Ufff, jak gorąco! Nawet nie tyle za oknem (chociaż i tam nie najgorzej), ale w pracy, w domu, wszędzie! Błogosławię długie już dni, bo to daje mi szansę na to, by nie zwariować w pędzie, w którym od kilku dni trwam.
Ratuję się zwiększoną dawką kawy, trochę łasuchuję, dwoję się i troję.
Ostatnio pracowałam nad bardzo smaczną sesją. Szczegółów jeszcze nie mogę zdradzać, ale już samo wspomnienie sprawia, że robię się taaaka głodna. :)


niedziela, 27 października 2013

Powrót do korzeni. Zapiekanka makaronowa z dynią.


Współpraca z magazynami kulinarnymi ma to do siebie, że kulinarnie zawsze jest się trochę do przodu w stosunku do rzeczywistego kalendarza. Wczesną wiosną szuka się truskawek i rabarbaru do sesji zdjęciowej, a jesienią przed obiektywem gości zima... Cykl wydawniczy rządzi się swoimi prawami (tak jest i już), powodując czasem ból głowy, ale jednocześnie wyzwalając zastrzyk adrenaliny - zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi zdobycie przed właściwym sezonem ważnego składnika... 

piątek, 25 października 2013

Światowy Dzień Makaronu (World Pasta Day)


Jak kula ziemska długa i szeroka, dzisiaj wszyscy jedzą "pastę" pod każdą możliwą postacią.
I ja też jem - w postaci zapiekanki makaronowej z moją ukochaną dynią. :)

sobota, 17 grudnia 2011

A w Lublinie dobrze karmią...


Ziemia lubelska przywitała mnie (a ściślej mówiąc „nas”) mleczno-szarym niebem, bardzo piękną, choć mocno zaniedbaną architekturą, oraz przepyszną kuchnią. I choć w żadnej mierze nie był to pobyt turystyczny, a na miejscu czekało nas sporo pracy – to tych kilka mniej „formalnych” chwil spędzonych w sercu Starego Miasta – okazały się nadzwyczaj pyszne.


To była moja pierwsza wizyta w tych okolicach i teraz już wiem, czym schaboszczak „po lubelsku” różni się od tego, którego podaje się w moich okolicach; jak pyszna może być zasmażana kapusta z grzybami; jakie wnętrze kryje krokiet podawany z barszczykiem; jak pięknie może prezentować się zwykła golonka i po raz kolejny upewniłam się, że wprost uwielbiam dobrze i uczciwie przyrządzone pielmieni. Placki ziemniaczane z wołowym gulaszem, choć do specjałów tych okolic nie należą – też były bardzo, bardzo dobre!
Lokalnej „Perły” nie spróbowałam, ale tylko dlatego, że piwa nie lubię, nie pijam i nie umiem się nim zachwycać, choćby było najlepsze na świecie. :)


A tymczasem święta mocno za pasem, a ja klimatu świątecznego nijak w tym roku nie czuję. Może anty-zimowa aura mi nie pomaga, a może zwykłe zabieganie.
Nasze ulubione pierogi z nadzieniem ziemniaczanym, oraz wigilijne paszteciki do barszczyku – i owszem, szczęśliwie już gotowe - ale to by było na tyle w kwestii przygotowań... W szał wypieków, zwłaszcza tych słodkich, wpadnę zapewne już w najbliższych dniach.
Na razie, króluje całkiem zwykłe menu.



Kawałki kurczaka pieczone z ziemniakami i brukselką

3-4 kawałki kurczaka o soczystym mięsie (u mnie udźce)
kilka ziemniaków
ok. 500g brukselki
ok. 100 g boczku wędzonego, pokrojonego w kostkę
oliwa do smażenia i pieczenia
garść świeżych listków rozmarynu – drobno posiekane
sól, pieprz

Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C (grzałki góra- dół). Przygotować większe naczynie żaroodporne - skropić oliwą.
W międzyczasie przygotowujemy
Ziemniaki obrać, umyć i osuszyć (można też przygotować wersję z łupinkami – wtedy szorujemy szczoteczką porządnie całe ziemniaki, potem kroimy).
Pokroić na grubsze kawałki (np. w ćwiartki). Wrzucić do miski, oprószyć solą, posiekanym rozmarynem i skropić 2 łyżkami oliwy. Wymieszać.
Kawałki kurczaka umyć, osuszyć. Oprószyć solą i pieprzem. Na patelni rozgrzać olej i bardzo krótko, ale za to na większym ogniu - obsmażać kurczaka z obu stron.
Na dnie formy żaroodpornej układamy obsmażone kawałki kurczaka, na wierzchu rozkładamy otoczone w oliwie i rozmarynie ziemniaki.
Pieczemy ok. 30 min.
W międzyczasie przygotowujemy brukselkę. Wrzucić umytą do osolonego wrzątku i blanszować (po ponownym zagotowaniu się wody – gotować jeszcze ok. 1 -2 min. i odcedzić warzywa. Zostawić do odparowania.
Wyjmujemy z piekarnika naczynie żaroodporne. Warto przemieszać ziemniaki, a mięso przerzucić z dna na wierzch. Dokładamy brukselkę i pokrojony boczek. Dopiekamy jeszcze ok. 10 min.
Podawać gorące.
Smacznego!

niedziela, 20 listopada 2011

Karczochy w muszlach


Wpadły mi w ręce karczochy. Trzeba dodać, że pierwszy raz w formie „świeżej”. Co prawda określenie „świeży” w tym przypadku wydaje się być bardzo nie na miejscu. Zmęczenie ich dochodziło chyba do granic możliwości (co widać na zdjęciach). Ale to pierwszy raz, gdy ot tak, po prostu dostępne były w sprzedaży. Kupiłam, nie mając pojęcia czy w ogóle będą jadalne. Wspomnienie jednak smaku rozpływających się w ustach karczochów – wzięło górę.
Rozprawiłam się z nimi, choć nie wiem, czy to one nie rozprawiły się bardziej ze mną. :D Obieranie ich było dość koszmarne, a palce u rąk zabarwiły się na mało atrakcyjny kolor (do zapamiętania: rękawiczki kuchenne niezbędne!).
Przy tych konkretnych okazach nie było mowy o wykorzystaniu miąższu zawartego w płatkach. Zadowoliłam się sercami, które nota bene najbardziej mi smakowały, gdy miałam okazję zajadać się we Włoszech.
Liczę na to, że będzie jeszcze okazja przygotować je w całości. Tymczasem moje bidule skończyły swój żywot w farszu, którym nadziałam makaronowe muszle.
I też było smacznie, choć karczochy ewidentnie pierwszych skrzypiec tu nie zagrały. :D



Zapiekane conchiglioni, nadziewane mięsem mielonym i sercami karczochów
(proporcje na 25 muszli)

3 serca karczochów
cytryna

500g mięsa mielonego (u mnie indycze)
1 łyżka oliwy do smażenia
1 łyżeczka świeżo utartych ziarenek kolendry
1 b. duży ząbek czosnku - utarty
sól, pieprz - do smaku
1 lub 2 kulki mozzarelli

Sos:
1 puszka (400g) pulpy pomidorowej (używam Mutti – jest pyszna!)
ok. 1 łyżeczka octu balsamicznego
2-3 łyżeczki oliwy
1 ząbek czosnku – utarty
szczypta suszonego tymianku
sól, pieprz do smaku

Wszystkie składniki sosu pomidorowego wymieszać w naczyniu i pozostawić do „przegryzienia”.
Sprawić karczochy, wycinając z nich serca. Skropić cytryną lub zanurzyć w roztworze wody i soku cytrynowego, aby karczochy nie ściemniały. Zagotować lekko osoloną wodę z sokiem z cytryny. Obgotować serca karczochów (wystarczy, że będą al dente).
Wyjąć z wody, ostudzić, a następnie pokroić w niedużą kostkę.
Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić mielone mięso, lekko przesmażyć. Doprawić utartą kolendrą, a następnie dodać czosnek. Smażyć, mieszając, aż mięso się zetnie. Wlać połowę przygotowanego sosu pomidorowego, dodać pokrojone serca karczochów i jeszcze dusić na niewielkim ogniu kilka minut, aż mięso wyraźnie zmięknie. W razie potrzeby doprawić do smaku solą i pieprzem. Farsz zdjąć z ognia i lekko przestudzić.
W międzyczasie w dużej ilości osolonej wody ugotować al dente muszle makaronowe (conchiglioni). Odcedzić z wody i opryskać oliwą, aby się do siebie nie sklejały. Poczekać aż odparują.
Rozgrzać piekarnik do temp. 180st.C. Przygotować 4 mniejsze naczynka, lub jedną dużą żaroodporną formę. Na dnie naczyń rozprowadzić połowę pozostałego sosu pomidorowego.
Muszle nadziewać farszem i układać w naczyniach. Z wierzchu posmarować resztą sosu. Rozkładać porwane kawałki mozzarelli.
Zapiekać w piekarniku ok. 20min. Podawać gorące.
Smacznego!

środa, 15 czerwca 2011

Tarta z łososiem, szparagami i koperkiem


Liczę dni. Ściślej mówiąc: odliczam. Dlaczego tak się niemiłosiernie wloką???
Odpowiadam więc sama sobie: szalona! co za bzdury, wcale się nie wloką! Przeciwnie, lecą jak szalone, nawet szybciej, niż bym tego sobie życzyła. Wciąż i wciąż czekają odkładane sprawy i spotkania (bo ciągle „coś”); letnia sukienka jeszcze wisi w sklepie zamiast na wieszaku w mojej szafie; synek ledwo co rozpoczął kolejny rok szkolny, a już lada dzień go kończy; córeczka zrobiła się samodzielna nie wiadomo kiedy; mężowi w międzyczasie wybiła równa „dziesiątka”, a mnie przybyła kolejna zmarszczka. :)
W takich właśnie okolicznościach narzekam na czas. Nie ma co ukrywać, powód jest tylko jeden: urlop. :) Wyczekany, wytęskniony, zaplanowany... Żeby już był! Najchętniej już! Teraz! W tej chwili!
Mojego zniecierpliwienia nie polepsza sytuacja w pracy. Wszyscy albo dopiero co z wczesnego urlopu wrócili, albo właśnie spacerują po plażach greckich wysp... A ja czekam... i czekam..., i czekam... Uchhhhhh....


Tyle dobrego w tym czekaniu, że sezon truskawkowy w pełni, jest więc smaczny czynnik zastępczy i umilający czas. Taki trochę na otarcie łez. I szparagi, których na mojej północy ciągle jeszcze nie brakuje na straganach. Nie przeszkadza mi, że zjadłam już w tym sezonie pokaźną liczbę pęczków. W końcu to smakołyk, a zdrowych smakołyków żal sobie odmawiać.
Zatem czekam dalej, podjadam coś smacznego...odliczając dni.




Tarta z łososiem, szparagami i koperkiem
lekko inspirowane przepisem w „Delicious” nr 5/2011
(kwadratowa blaszka 20x20 cm; 3- 4 porcje lub 2 dla bardzo głodnych)

Kruche ciasto:
160g mąki pszennej
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
80g zimnego masła – pokrojonego w małą kostkę
2 łyżki bardzo zimnej wody

Mąkę przesiać wraz z solą i cukrem na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać 1 łyżkę zimnej wody i zagnieść ciasto, aż będzie gładkie. Gdyby wciąż było zbyt suche – dodać drugą łyżkę wody.
Uformować kulę, spłaszczyć ją dość mocno, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.

Nadzienie:
ok. 150 g świeżego łososia bez skóry
½ pęczka zielonych szparag (najlepiej grubszych)
ok. 8-10 pomidorków koktajlowych
100ml śmietanki 30 lub 36%
2 jaja
150g mozzarelli
dużą garść posiekanego koperku
sól, pieprz do smaku

Mozzarellę pokroić na kawałki. Najlepiej przygotować ją przynajmniej 2-3 godziny wcześniej i pozostawić na sicie, by dobrze odsączona została z płynu.
Łososia umyć, osuszyć i pokroić w grubą kostkę (ok. 2x2cm).
Umytym i osuszonym szparagom odkroić główki, a łodyżki pokroić na ok. 2cm kawałki. Pomidorki podzielić na połówki.
Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia, lub wysmarować masłem i oprószyć delikatnie mąką,
Schłodzone kruche ciasto rozwałkować do wielkości foremki, dodając zapas po ok. 1,5 - 2cm z każdej strony (u mnie był to kwadrat 24x24cm). Spód podpiec przez ok. 10 min. W temp. 180st.C. Wyjąć z piekarnika i lekko ostudzić.
Na przygotowany spód ułożyć kolejno pasy nadzienia: szparagi -łosoś – szparagi – pomidorki – łosś - szparagi , etc, lub w dowolnie innej kombinacji.
Śmietankę rozkłócić wraz z jajami, doprawić ok. 1/3 łyżeczką soli i pieprzem, oraz wmieszać posiekany koperek. Masą jajeczną zalać warzywa na tracie. Na wierzchu ułożyć kawałki mozzarelli.
Piec ok. 30 min. w piekarniku nagrzanym do 180st. C. pod przykryciem z folii ALU. Po tym czasie zdjąć folię i przez kolejne ok. 10 min. jeszcze podpiekać, pozwalając by ser się lekko zarumienił.
Podawać ciepłe. Na zimno też całkiem nieźle smakuje.
Smacznego!

sobota, 26 lutego 2011

O! dynia na straganie!


Na moim ulubionym śródmiejskim targu można kupić zasadniczo wszystko i zawsze.
Truskawki w środku zimy? Nie ma sprawy!
Czereśnie wielkości orzecha włoskiego w środku lutego? Proszę bardzo!
Mandarynki latem? Też bez przeszkód!
Wymieniać można długo.


Ale dynia o tej porze roku, to prawdziwe wydarzenie...
Dynia na „moich” straganach pojawia się na początku październiku i znika jak za dotknięciem czarodziejską różdżką – zaraz po 1 listopada. Czasem zastanawiam się co sprzedawcy robią z tymi wszystkimi wielkimi baniami, które do dnia Wszystkich Świętych się nie sprzedały...? Gdzie je wywożą? Czy wyrzucają po prostu na śmietnik? I co im szkodzi zostawić je na dłużej? Zwłaszcza, że dynia tak dobrze się przechowuje nawet przez kilka miesięcy...


Tak więc, gdy kilka dni temu przypadkiem wypatrzyłam na straganie dynię (nie wierząc własnym oczom!) rzuciłam się na nią pełna entuzjazmu. :)
Nie przygotowałam z niej niczego odlotowego, niezwykłego i ekskluzywnego...
Po prostu upiekłam z ziemniakami. Dzięki dodanym ziołom potrawa pięknie pachniała i wspaniale smakowała.



Ziołowa zapiekanka dyniowo – ziemniaczana

ok 700g dyni (waga przed obraniem)
ok. 600g ziemniaków (waga przed obraniem)
gałązka małych pomidorków (np. Odmiany Cherry, truskawkowych, etc.)
1-2 łyżki oliwy
ok. ½ łyżeczki tymianku suszonego
ok. ½ łyżeczki rozmarynu suszonego
sól, pieprz

Obrane ziemniaki włożyć do garnka z osoloną wodą. Doprowadzić do wrzenia, po czym od razu zdjąć z ognia i odcedzić (nie gotować, chodzi tylko o wstępne obgotowanie ziemniaków). Ostudzić. *
Dynię wydrążyć z gniazda nasiennego, obrać ze skórki. Przestudzone ziemniaki i dynię pokroić w talarki o gr. ok. 5mm.
Warzywa wrzucić do większej miski, Skropić 1-2 łyżkami oliwy, dodać zioła, sól i pieprz – wymieszać, tak by dynia i ziemniaki oblepiły się oliwą i przyprawami.
Warzywa wyłożyć do naczynia żaroodpornego. Piec w piekarniku nagrzanym do temp. 220 st.C (grzałki góra – dół) przez ok. 20-30 min. aż warzywa się zarumienią.

* Surowe ziemniaki potrzebują więcej czasu na upieczenie, niż surowa dynia. Wstępne obgotowanie ziemniaków pozwala ten czas skrócić. Trzeba jednak uważać, by nie gotować ziemniaków zbyt długo, bo zbyt miękkie będą się kruszyły i stracimy możliwość pokrojenia ich w talarki.

czwartek, 11 czerwca 2009

Ravioli zapiekane w pomidorach.

Słowa... Dźwięczne jak ulubiona muzyka, które spowodowały, że serce matki wypełnione zostało radością aż po sam brzeg. :) Duma rozpiera i tylko patrzeć czy nie eksploduje. :) Bycie matką jest piękne, nawet gdy czasem chmury przynoszą deszcz. Przecież i tak po nich zaświeci słońce... Moje właśnie świeci z wielką mocą, a ja jestem taka dumna, taka dumna... :)



Jako wzrokowiec, odczuwam pewien przywilej (być może tylko urojony ;-))... Gdy wpadnie mi w oko w kulinarnej książce lub czasopiśmie ciekawie wyglądająca potrawa – to czuję się ze wszech miar zwolniona z obowiązku czytania do niego przepisu. :)
Ze zdjęciem zamkniętym pod powieką, idę do kuchni, kręcę się po niej, wyciągam, siekam, miksuję, w końcu mieszam w parującym garnku. :) Dawniej, nie raz i nie dwa, moje próby ponosiły klęskę. ;-) Ale z biegiem lat i doświadczenia – takie wpadki zdarzają się coraz rzadziej. Na stół trafiają talerze z potrawą niekoniecznie identyczną, jak ta, która przykuła wzrok na zdjęciu. Bo zdjęcie jest tylko inspiracją, impulsem do własnej kulinarnej inwencji twórczej.
I chyba to w kulinariach lubię najbardziej... poszukiwania, eksperymenty, oraz niekończące się morze możliwości. :)

Moja dzisiejsza propozycja obiadowa – zrodziła się w głowie podczas przeglądania czerwcowego numeru miesięcznika “Sól i pieprz” (ten sam, w którym Kasia z bloga Pokrojone doprawione - miała przyjemność zagościć). Wzrok spoczął na zdjęciu, a w tytule obok przeczytałam “ravioli z serem i pomidorami”. To mi wystarczyło. Liczył się sam pomysł – reszta poszła z górki. :)
Polecam z całego serca! Jest pyszne! Przy najbliższej okazji przygotuję taką formę ravioli dla moich gości. :)


Ravioli serowe zapiekane w pomidorach

Sos pomidorowy:
400g dobrej jakości pulpy pomidorowej
2 drobno utarte ząbki czosnku
duża garść posiekanych listków bazylii
2 łyżki oliwy extra vergine
½ łyżeczki octu balsamicznego
sól, pieprz do smaku

W miseczce mieszamy wszystkie składniki. Odstawiamy do lodówki na min. 1-2 godziny.

Ciasto:
2 jajka
ok. 200g semoliny (lub innej mąki, np. krupczatki)

Z jajek i semoliny zagnieść elastyczne ciasto makaronowe. Ciasto nie powinno być zbyt mokre i klejące. W zależności od wielkości użytych jajek – może okazać się konieczne dosypanie 1-2 łyżek mąki.
Uformować z ciasta wałek (ok. 5 cm średnicy) i szczelnie zawinąć w folię spożywczą. Odłożyć na pół godzinki, by ciasto 'odpoczęło'.

Farsz:
1,5 op. ricotty
1 kulka mozzarelli – pokrojona na drobne kawałki
1 ząbek czosnku
4-5 suszonych pomidorów z zalewy oliwnej (lub jeśli w stanie suchym – to rozmiękczonych przez zanurzenie na kilka minut we wrzątku) – pokrojone w drobną kosteczkę
sól, pieprz do smaku
duża garść posiekanych listków bazylii

Wszystkie składniki włożyć do miski I dobrze wymieszać.

dodatkowo:
1 kulka mozzarelli lub innego łatwo topliwego sera – pokrojona w cienkie plastry lub kostkę



Z ciasta makaronowego wykrawać kawałki ciasta – rozwałkowywać w dłuższe prostokąty (szer. ok. 10-12 cm). Pozostałe ciasto z powrotem zawijać w folię spożywczą, by nadmiernie nie wyschło. Wzdłuż jednej z dłuższych krawędzi układać po czubatej łyżeczce farszu, zachowując między nimi niewielkie odstępy. Przykryć farsz “czystą” częścią płata ciasta (patrz na zdjęcie powyżej), a następnie przy pomocy karbowanego radełka – wykrawać niewielkie, kwadratowe pierożki.
W dużym garnku zagotować sporą ilość osolonej wody. Partiami wrzucać ravioli, gotować krótko – po wypłynięciu na wierzch pierożków i ponownym zawrzeniu wody – są już gotowe. Wybierać łyżką cedzakową. Odłożyć na talerz do odparowania.

Piekarnik rozgrzać do temp. 200 st.C.
Na dno naczynia żaroodpornego (jedno większe, lub kilka mniejszych na indywidualne porcje) włożyć warstwę sosu pomidorowego (niedużo, tyle tylko by pokryła dno). Układać pierożki, przekładając pozostałym sosem (chodzi o to, by każdy pierożek w miarę możliwości był otulony sosem). Na wierzchu rozłożyć kawałki dodatkowej mozzarelli.
Zapiekać do czasu, gdy wierzchni ser się rozpuści i lekko zezłoci. Podawać ciepłe.
Smacznego!

niedziela, 26 kwietnia 2009

Briami



Słońce na niebie i wiatr we włosach. :) Lekki, wiosenny powiew smagający twarze. Na liczniku ok.12 - 15km/godz. To niewiele, ale po co więcej, wszak nie na maraton się wybraliśmy, a na rodzinną przejażdżkę. Najpierw głowa rodziny z Mają „na pokładzie”. :) Potem starsza latorośl na własnej maszynie. :) Kolumnę zamyka ta, co zawsze musi mieć baczenie na każdy ruch i ostatnie słowo w każdej sytuacji. :)
Wtem rozbrzmiewa głośny śpiew Mai. :) Nie wiem, jakie myśli mieszkają w tej małej główce? Ale chyba niezadowolone dziecko – nie śpiewa? :)
A wokół zielono, zielono...
Właśnie taka była wczorajsza sobota.
Do domu wróciliśmy szczęśliwi, zmęczeni i głodni. :)
Do stołu proszę! Grecką zapiekankę podano! Podano briami!



Briami
wg przepisu Bajaderki

5 średnich cukinii, pokrojonych na 1/2 cm plasterki *
4 duże obrane ziemniaki, pokrojone na 1/2 cm plasterki
5 ząbków czosnku (lub więcej) pokrojonych na cieniutkie plasterki
2 średnie pomidory, pokrojone na ćwiartki
15 dag parmezanu, pokrojonego w kostkę
1/3 szklanki oliwki
4 łyżki wody
2 czubate łyżki świeżego oregano, posiekanego
1 i ½ łyżki świeżej mięty, posiekanej
1 łyżka świeżej kolendry lub zielonej pietruszki (posiekanej)
sol i pieprz, do smaku

Rozgrzać piekarnik do 220 st.C. Wszystkie warzywa wsypać do dużego, żaroodpornego płaskiego naczynia. Wlać wodę, oliwkę i posypać ziołami, i dość mocno dosmaczyć solą i pieprzem. Dobrze wszystko razem wymieszać i piec około 1,5 godziny lub dłużej **, mieszając od czasu do czasu, aby wszystkie warzywa ładnie się przyrumieniły. Grecy podają tę zapiekankę z plastrem zimnego sera feta i chrupiącą bagietka. Wino jak najbardziej wskazane!


* proporcje wszystkich użytych w tym przepisie składników potraktowałam dość swobodnie
** miałam młode ziemniaki, więc czas pieczenia mocno się skrócił (u mnie trwało to ok. 40 min.)

Podałam z sałatką ze świeżych listków szpinaku i roszponki, z pomidorkami koktajlowymi. Całość posypałam pokruszoną grecką fetą.

foodelek: przepisy tygodnia

niedziela, 31 sierpnia 2008

Kumin i zapiekanka z grillowanych warzyw

Z kuminem zapoznałam się dokładnie rok temu. Wtedy nie miałam jeszcze bladego pojęcia o tym, jak fantastyczna jest to przyprawa, jak szerokie ma zastosowanie i jak cudny aromat roztacza wokół potrawy.
Kumin, albo kmin rzymski (Cuminum cyminum) – niezastąpiona w kuchni arabskiej, meksykańskiej, hinduskiej, a nawet chińskiej. Ale i wielu innych się pojawia, wspomnę chociażby o Hiszpanii, czy Chile. Wyglądem przypomina znany na polskich stołach kminek zwyczajny, ale to zupełnie dwa różne nasiona. Dwa różne smaki. Dwa różne aromaty.
Kmin rzymski to jeden z ważniejszych składników przyprawy curry. A starożytni Egipcjanie, Grecy i Rzymianie ponoć (tak wyczytałam) używali go jak pieprzu, ze względu na jego dość ostry smak.


Ci, którzy śledzą moje wpisy, zapewne zauważyli, że kumin pojawia się w nich regularnie. Sypię go może nie tyle hojną ręką (w sensie ilości), co po prostu często. Dodaję go właściwie wszędzie tam, gdzie tylko to możliwe. A tak się składa, że wiele potraw i składników lubi towarzystwo kuminu. :) Pieczone ziemniaki z kuminem – to moja miłość nie do zdarcia. Dynia i kmin, czy to w postaci pieczonej, puree dodanego do makaronu, czy zupy – tworzą świetny mariaż. Mięso potraktowane tą przyprawą, nabiera zupełnie innego smaku. Dlatego chętnie przyrządzam gulasze, wszelkie enchilade i zapiekanki (choćby jak ta ostatnia z tortilli), czy mięsne nadzienia do pierożków i faszerowania wszelakiego. Soczewica (vide hinduska zupa Dal), marchewka (zupa krem z marchewki i soczewicy) ciecierzyca podana na sto sposobów, czerwone ziarna fasoli, pomidory – wszystkie kochają kumin.
A już najbardziej nie wyobrażam sobie bez kuminu bakłażana. Jestem przekonana, że tych dwoje zostało specjalnie dla siebie stworzonych! Marokański dżem z bakłażanów – powoduje, że nie mogę przestać jeść. A stanowi dla mnie bazę do tysiąca i jednej potrawy. :)
Moja fascynacja tą przyprawą trwa. Mam wrażenie, że spektrum jej zastosowania jest tak szerokie, że ile przykładów bym nie wymieniła – i tak nie widać będzie końca jej możliwości.

Wczoraj zajadaliśmy się potrawą przepyszną. Jej bazą były trzy najpyszniejsze warzywa świata (dla mnie tymi warzywami numer jeden to cukinia (!), pomidor i bakłażan) plus mozzarella. Oczywiście najważniejszym dodatkiem, jak nie trudno się domyśleć był kumin. :) Mozzarella dostała podwójne zadanie: ta w środku potrawy – miała się pięknie rozpuścić i ciąąągnąć najdalej jak się da, a ta na zewnątrz – trochę się przypiec i utworzyć chrupiącą skorupkę. Mnie skorupka wyszła średniej jakości, ale to za sprawą strajkującego obecnie piekarnika.
Banalną w swej prostocie resztę – poznacie w przepisie. Zapraszam. :)




Zapiekane grillowane warzywa z mozzarellą

Porcja dla 2 -3 osób średnio głodnych

2 bakłażany, raczej cienkie, nie pękate
4 średnie cukinie

1 puszka (400 g) dobrej jakości pulpy pomidorowej
2-3 ząbki czosnku (ja daję duuużo)
2 łyżeczki sproszkowanego kuminu (a najlepiej świeżo utartego)
szczypta chilli
sól, pieprz do smaku
1 łyżka oliwy + dodatkowo 1 łyżeczka

2 kulki mozzarelli – pokrojone w cieniutkie plastry

Bakłażana pokroić w plastry grubości ok. 1cm. Posolić z obu stron i zostawić na pół godziny, do puszczenia soku. Osuszyć papierowym ręcznikiem. Zgrillować lub usmażyć na patelni spryskanej oliwą.

Cukinię pokroić w plastry i również zgrillować.

W głębokiej patelni, albo garnku lekko zeszklić na 1 łyżce oliwy czosnek (w żadnym razie nie dopuścić by się zarumienił). Po chwili wrzucić utarty kumin i mieszając przesmażyć kilkanaście sekund. Wlać pulpę pomidorową. Doprawić do smaku solą, pieprzem i chilli. Dusić kilka minut, aż woda z pomidorów wyparuje, a sos lekko zgęstnieje.

Rozgrzać piekarnik do 180 st.C.
Przygotować naczynie żaroodporne (najlepiej okrągłe).
Na dno wylać 1 łyżeczkę oliwy i dodać odrobinę sosu pomidorowego – tylko tyle żeby całość lekko pokryła dno naczynia.
Układać warstwy:
Plastry bakłażana – sos pomidorowy – plastry cukinii – plastry mozarrelli.
W zależności od wielkości naczynia układać kolejne warstwy, aż do wykończenia składników. Warstwami kończącymi powinny być sos pomidorowy i mozzarella na wierzchu.
W zależności od indywidualnych preferencji zapiekać dłużej do uzyskania chrupiącej skorupki serowej, lub tylko kilka minut, jeśli mozzarella z góry ma być również miękka i ciągnąca.
Smacznego!

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Zapiekanka z czerstwych tortilli



Gdy tortillowe placki zbyt długo zalegają mi w lodówce – oczywiście tracą na swej elastyczności. Stają się suche i łamliwe. Do rolowania już się nie nadają, ale mam sposób na wykorzystanie tych sucharków. Przyrządzam przepyszną zapiekankę: połamane suche tortille przekładam sosem, którego najważniejszym składnikiem są pomidory (poza sezonem najlepsza będzie dobrej jakości puszkowana pulpa z włoskich pomidorów), oraz dodatki, które za każdym razem możemy dobrać według upodobania. Ja w najróżniejszych kombinacjach wykorzystuję najczęściej: czerwoną fasolkę (zwykle z puszki), bakłażana, cukinię, kolorową paprykę, awokado, brokuła, mielone mięso drobiowe, wieprzowe lub wołowe i co mi tam jeszcze w ręce wpadnie.
Na wierzchu zapiekanki obowiązkowo musi być kawałek mozzarelli lub cheddara (ale i każdy inny miękki ser się nada), bo nic tak nie cieszy oko, jak piękna, złocista, chrupiąca skorupka. ;-) Zapiekanka ma wielkie powodzenie w moim domu, a męska część rodziny domaga się jej częściej, niż jestem w stanie uzbierać wysuszonych tortilli. W takim wypadku, oczywiście zastępuję je po prostu świeżymi. :)




Zapiekanka z czerstwych tortilli

Sos:

1 puszka pulpy pomidorowej lub ok. 1 kg świeżych pomidorów (jeśli mięsiste, mało wodniste – to 60-70 dag powinno wystarczyć)
2-3 ząbki czosnku, drobno rozstarte
Garść ulubionych świeżych ziół (u mnie oregano, tymianek, majeranek), drobno posiekanych (jeśli zamieniamy na zioła suszone, to wystarczą niewielkie szczypty)
1-2 łyżeczki oliwy z oliwek extra vergine
Sól, pieprz do smaku

Pulpę pomidorową wylać do miseczki. Jeśli używamy świeżych pomidorów – sparzyć wrzątkiem, obierać ze skórki, wyciąć gniazda nasienne i pokroić w niewielką kostkę. Połączyć pomidory ze startym czosnkiem, oliwą z oliwek, solą, pieprzem, oraz posiekanymi ziołami. Zafoliować miseczkę i wstawić do lodówki na min. 1 godzinę, żeby smaki się połączyły (ja zazwyczaj sos przygotowuję w wieczór poprzedzający; aromaty mają całą noc na uwolnienie).

Nadzienie:

Ok. 30 dag drobiowego mięsa mielonego
1 średniej wielkości główka cebuli
1 puszka czerwonej fasolki, odcedzona i przepłukana pod bieżącą wodą
1 nieduża czerwona papryka
1 łyżeczka utartego kuminu
1 łyżeczka utartej kolendry
1 łyżeczka wędzonej słodkiej papryki w proszku
Sól, pieprz do smaku
2-3 łyżki oliwy do smażenia

Kilka suchych tortilli (pszennych lub kukurydzianych) – połamanych na kawałki
1 kulka mozzarelli, posiekana i dobrze odsączona na sitku

Cebulę pokroić w drobną kosteczkę. Wrzucić na głęboką patelnię na oliwę. Mieszając, smażyć, aż się lekko zeszkli. Wsypać przyprawy: kumin, kolendrę i wędzoną paprykę – przemieszać. Dodać surowe, mielone mięso. Smażyć, aż mięso się dobrze zetnie. Wlać przygotowany wcześniej sos pomidorowy. Dodać pokrojoną w kostkę świeżą paprykę, oraz czerwoną fasolkę. Dusić kilka minut, do momentu, gdy mięso będzie miękkie, a sos odparuje i zgęstnieje. Jeśli jest taka potrzeba – doprawić jeszcze solą i pieprzem.

Przygotować żaroodporne naczynie. Wylać dno odrobiną oliwy. Wyłożyć jedną warstwę tortilli, a następnie nadzienia. Czynność powtarzać, aż do wyczerpania składników. Ostatnią warstwą (przed serem) powinno być nadzienie. Na wierzch wyłożyć mozzarellę. Odstawić na min. ½ godziny (w temp. pokojowej), by czerstwe tortille nasiąkły sosem.
Zapiekać w piekarniku rozgrzanym do 180st.C, aż ser się rozpuści i ładnie zapiecze.
Smacznego!

piątek, 30 maja 2008

Makaron zapiekany ze szparagami




Przez ostatnie kilkanaście dni, najczęstszym warzywem, które pojawiało się na naszym stole – były… szparagi. :) W sumie nic dziwnego, zważywszy na szparagowy sezon. ;-)
Szparagi w zupie (żeby to raz!), risotto ze szparagami, makarony ze szparagami, szparagi w cieście francuskim, sałaty i sałatki z dodatkiem szparag, szparagi saute… Szparagowy zawrót głowy. :) I jeśli o mnie chodzi, jeszcze nie czuję znudzenia. Ostatecznie kolejny sezon – dopiero za rok, więc zdążę jeszcze za nimi zatęsknić.
Danie, które chciałam zaprezentować dzisiaj, wyszperałam na CinCin. Przyznaję, że mnie samej powoli zaczyna brakować pomysłów i szparagowych inwencji… ;-)
Ta makaronowa zapiekanka, to fajny, szybki niezwykle sposób na treściwy, pyszny obiad. Taki jak lubię. :)


Makaron zapiekany ze szparagami
Inspirowany przepisem Marghe


300g makaronu penne
pęczek szparagów
kilka plastrów boczku (użyłam ½ opakowania boczku z Morlin)
1 op. (180g) śmietany do zup i sosów
1/3 szkl. parmezanu świeżo utartego
gałka muszkatołowa, sól, pieprz do smaku
1 kulka mozzarelli

Rozgrzać piekarnik do temp. 200 st.C
Makaron ugotować al dente. Odstawić do odparowania.
Szparagi ugotować na parze (lub w wodzie). Oddzielić główki szparagów od łodyg.
Pokroić boczek w niewielkie paseczki. Lekko przesmażyć na patelni.
Łodygi zmiksować wraz ze śmietaną w dużej misce. Dodać boczek i utarty parmezan. Doprawić do smaku gałką, pieprzem i w razie potrzeby solą.
Dorzucić ugotowany makaron, oraz główki szparagów (lub zostawić do wyłożenia na wierzchu) - wszystko dokładnie wymieszać.
Przełożyć całość do żaroodpornego naczynia. Posypać z wierzchu kawałkami mozzarelli. Zapiekać ok. 10-15 min. (aż ser się rozpuści). Podawać gorące.


sobota, 5 kwietnia 2008

Enchilada z ciecierzycą i bakłażanem



Lubicie enchiladę? Ja bardzo. :) Zwykle jadam w wersji mięsnej, z dodatkiem czerwonej fasoli i brokuła. I najchętniej na ostro. Koniecznie z serem na wierzchu. Lubię tą serową, zapieczoną, chrupiącą skorupkę.
Myliłby się kto, sądząc, że to tradycyjne meksykańskie danie, nie będzie smaczne w wersji wegetariańskiej.
Jarskie nadzienie może być równie pyszne, a możliwości smakowych mamy pewnie przeogromne ilości. Co kto lubi, do wyboru, do koloru.
Moja dzisiejsza enchilada skręca co nieco z klimatów meksykańskich, w stronę kuchni orientalnej, głównie za sprawą typowych dla niej przypraw: garam masali, kurkumy, kuminu.
Korzystając z okazji, że w ten weekend wraz z blogowiczami i forumowiczami, bawimy się w kulinarne wychwalanie ciecierzycy – uznałam, że to dobry pretekst, by wszystkie te smaki razem połączyć. Całość świetnie się komponuje, wybornie smakuje, a do tego uwalniane są taaakie aromaty, że samopoczucie wzrasta do granic możliwości. :)




Enchilada z ciecierzycą i bakłażanem

Nadzienie:
2 niewielkie bakłażany (ok. 500g)
150g suchej ciecierzycy (ew. puszkę gotowej)
2 ząbki czosnku
¼ łyżeczki suszonych płatków chili
¼ łyżeczki ziaren kuminu
½ łyżeczki kurkumy
½ łyżeczki garam masala
sól
1/3 puszki pulpy pomidorowej (ok. 130g)
2 łyżki oliwy do smażenia

Sos:
2/3 puszki pulpy pomidorowej (ok. 270g)
1 ząbek czosnku
1 łyżka oliwy
sól, pieprz do smaku

Oraz:
4 placki tortilli pszennych
ser łatwo się rozpuszczający (np. cheddar)

Dzień wcześniej namaczamy w wodzie suchą ciecierzycę.
Następnego dnia gotujemy ciecierzycę do miękkości. Odcedzamy, pozostawiamy do ostygnięcia.

Również poprzedniego dnia możemy przyrządzić sos:
W naczyniu łączymy pulpę pomidorową, z 1 łyżką oliwy, wyciśniętym ząbkiem czosnku. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Odstawiamy do lodówki.

Nadzienie:
Przygotowujemy mieszankę przypraw: ucieramy w moździerzu suszone płatki chili, oraz ziarenka kuminu. Dorzucamy kurkumę i garam masala.

Umyte i osuszone bakłażany, kroimy na plastry grubości ok. 1cm. Solimy i odstawiamy na 15 min, by puściły goryczkę. Opłukujemy pod bieżącą wodą, osączamy papierowym ręcznikiem. Plastry kroimy w ćwiartki.
Na rozgrzaną oliwę wrzucamy bakłażana. Podsmażamy, mieszając. Gdy bakłażan zmięknie, wciskamy 2 ząbki czosnku. Wsypujemy przygotowane przyprawy. Smażymy, często mieszając, aż przyprawy uwolnią aromat. Dodajemy 1/3 puszki pulpy pomidorowej i doprawiamy do smaku solą. Dusimy wszystko jeszcze 3-4 minuty.

Dno prostokątnego naczynia żaroodpornego smarujemy odrobiną oliwy, lub rozsmarowujemy 1-2 łyżkami sosu pomidorowego.
Na każdy placek tortilli wykładamy ¼ nadzienia. Zwijamy w rulon i układamy w formie do zapiekania. Na wierzch wylewamy sos i posypujemy startym serem. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 st. C i zapiekamy ok. 20 min. Podajemy na gorąco.
Smacznego!

piątek, 9 listopada 2007

Canelloni z trzema serami

Canelloni, lazanie i makarony – to ten typ smakołyków, którymi ja i moja rodzina moglibyśmy się żywić nawet codziennie. Jesteśmy kluskożercy. :) Kochamy kluchy pod każdą postacią.
Dzisiaj pokazuję nasze absolutnie ulubione i odlotowe canelloni, którego pierwsze skrzypce grają sery. Całość jest pysznie ciągnąca i aromatyczna. W sam raz dla fanów makaronu i sera.
Danie nie jest skomplikowane, ale warto przygotować je wcześniej i pozostawić w lodówce, by dobrze przeszło smakami. Często przygotowuję je wieczorem dnia poprzedniego i zostawiam w lodówce na całą noc. Następnego dnia wyjmuję godzinę przed wstawieniem do piekarnika.



Canelloni z trzema serami

14 rurek canelloni
1 kulka mozzarelli
Ok. ½ szkl. startego parmezanu + ok. ¼ szkl. dodatkowo
250g ricotty
5 dużych suszonych pomidorów z zalewy oliwnej
1 łyżka kaparów z zalewy
2 łyżki oliwy (opcjonalnie)
1 suszone peperoncino
Sól, pieprz do smaku

Sos:
Ok. 500ml przecieru pomidorowego
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka octu balsamicznego
2 ząbki czosnku - wyciśnięte
Sól, pieprz do smaku

Wszystkie składniki sosu razem mieszamy i wstawiamy do lodówki na minimum godzinę (jednak im więcej czasu damy smakom na połączenie się – tym lepiej).

Kulkę mozzarelli kroimy w drobną kostkę. Zostawiamy na sitku do osączenia.
W misce łączymy osączoną mozzarellę, starty parmezan i ricottę. Dorzucamy pokrojone suszone pomidory, oraz posiekane kapary. Można odrobinkę rozrzedzić masę 2 łyżkami oliwy ( np. tej, którą zalane były suszone pomidory). Dosmaczamy solą, pieprzem, oraz drobniutko posiekanym peperoncino. Wszystko dokładnie mieszamy.
Rurki canelloni faszerujemy masą serową.
Na dnie naczynia żaroodpornego wylewamy kilka łyżek sosu pomidorowego, tak by równą warstwą zakryć dno naczynia. Wykładać gotowe rurki. Z wierzchu obficie polać sosem pomidorowym. Dobrze by sos dotarł do wszystkich zakamarków pomiędzy rurkami. Posypać z wierzchu dodatkowym parmezanem.
Wstawić do lodówki na ok. 2-3 godziny, by suche canelloni zmiękło pod wpływem wilgoci sosu pomidorowego.
Zapiekać w piekarniku przez ok. 15 minut w 180 st.C.