Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twaróg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twaróg. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lutego 2017

Oponki serowe - ekspresowe.


W rankingu na najpyszniejsze „tłustoczwartkowe” obowiązkowe małe co nieco, zdecydowanie wygrywają u mnie wypasione pączki warszawskie. Jednak zanim Jego Wysokość Pan Pączek Warszawski (klik – przepis) w końcu legnie na stole i zaszczyci nas swoim dostojnym smakiem – nie da się ukryć – trzeba poświęcić mu wpierw większą ilość czasu i uwagi.
Oponki serowe nie są tak wymagające. Prawdę mówiąc, na spółę z serowymi pączusiami, mogłyby startować w konkursach na czas. To prawdziwi sprinterzy. :)

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Sernik trójwarstwowy, co przyspiesza bicie serca :)


Nieczęsto jadam bardzo słodkie ciasta. Jeszcze rzadziej przygotowuję takie w domu. A już niemal zupełnie omijam szerokim łukiem ciężkie torty, czy ciasta oparte na półproduktach. Wolę sięgnąć po kawałek domowej szarlotki, albo drożdżowego placka. Cóż..., lubię takie zwykłe, staroświeckie, „babcine” wypieki.
Nie popadam jednak w skrajności i mały grzeszek od czasu do czasu nie spędza mi sen z powiek.
Bywają takie okazje, gdy przymykam oko na miliony pustych kalorii i sama jestem sprawczynią owego grzeszku...

czwartek, 17 września 2015

Kruszonka kontra pozostała reszta świata. Serowiec z jeżynami.


Historia ciasta, z którym dzisiaj tutaj przychodzę zaczęła się od kruszonki. :)
Nie od kupionych owoców, twarogu, czy czego tam jeszcze... W zasadzie to dość nietypowa kolejność, trochę jakby wypiek powstał od końca.
A wszystko przez to, że zachciało mi się fajnej kruszonki. Tak po prostu. A w zasadzie nie po prostu, ale szaleńczo. Tak szaleńczo, jak wielkie jest moje uwielbienie do tej niepozornej, sypiącej się, często zbyt słodkiej części ciasta.


piątek, 14 sierpnia 2015

Najpiękniejszy fioletowy uśmiech :)


Zaledwie kilka dni minęło, odkąd przemierzałam długie, dłuuugie kilometry tatrzańskich szlaków. Kto lubi nieśpieszne górskie wędrówki, ten wie jak sprawy się mają. Zanim człowiek wdrapie się na te odległe, upragnione szczyty – nie ma lekko, trzeba się nogami porządnie napracować. Dziesięć kroków pod górę. Przystanek. Ponownie kilka kroków wyżej. I znów krótka przerwa. Wędruje się tak najpierw przez las, potem kosodrzewinę, a na prawo i lewo, jak okiem sięgnąć - całe morze jagód. :)


środa, 24 czerwca 2015

Tarta serowo – truskawkowa, antidotum na starzenie :D


Niespełna miesiąc temu, u progu czerwca, z utęsknieniem czekałam na czas wakacyjny. Czekałam na świadectwa moich pociech, długie spacery, weekendowe wypady nad kaszubskie jeziora i rodzinne grillowanie. W końcu, czekałam na wytęskniony i upragniony wyjazd w Tatry.
Czekanie ma swój ogromny urok, bo zwykle zapowiada coś sympatycznego...
Cóż..., tegoroczny czerwiec minął mi w okamgnieniu. I chociaż starałam się łapać jak najwięcej miłych (w tym też smacznych) chwil, to odnoszę wrażenie, że zbyt wiele bezpowrotnie umknęło.


wtorek, 1 lipca 2014

S jak Sernik. T jak Truskawki. U jak Ukochane. W jak Wakacje.


Bez wątpienia z rozpoczęcia wakacji najbardziej cieszą się dzieci. Moje wprost szaleją ze szczęścia. :D Pszczółce miła jest myśl, że po wakacjach stanie się prawdziwą uczennicą (a nie tam zerówkowiczem, jak dotąd). ;-) Syn natomiast nie posiada się z radości, że oto wyczekiwana wolność nadeszła (!), twierdząc przy tym, że po tak ciężkim roku - żadna siła na niebie i ziemi nie zmusi go do wysiłku umysłowego przez najbliższe dwa miesiące...
My też się cieszymy, bo jednak lato to lato! Dłuższe leniuchowanie, spontanicznie organizowane grillowanie za miastem, duuużo spacerów (a ja łazik jestem, nogi ciągle mnie gdzieś niosą :)), że o zbliżającym się urlopie nie wspomnę. Do tego cała ta cudowna mnogość sezonowych owoców i zieleninki, którą dogadzamy sobie każdego dnia.
Jednym słowem radość na całego! :) 
 


czwartek, 24 kwietnia 2014

Sernik pistacjowy wśród wiosennych pąków :)


Przed świętami opowiadałam historię pasty pistacjowej (mojej własnej). Już wiecie, że można zrobić ją samodzielnie w domu. Wystarczy garść dobrej jakości niesolonych pistacji.
A dzisiaj chwalę się wymarzonym i długo wyczekanym ciastem z jego dodatkiem – wypatrzonym u Elizy na White Plate (klik).


poniedziałek, 3 lutego 2014

Kokosowe ciasteczka - serniczki w cieście krucho-serowym


Zwykle zaczyna się niewinnie. Jedna wizyta w cukierni i dwa malutkie kawałki „tylko na spróbowanie”, potem druga i trzecia... I wkrótce masz ochotę wstępować najchętniej codziennie i kupować cały kilogram. Najlepiej tylko dla siebie... Na szczęście to tylko niezrealizowany scenariusz, chociaż pewnie mógłby się tak skończyć. Ale nie skończy, bo odkąd zaczęłam regularnie ćwiczyć i uskuteczniać na ciele „skalpele” (nie mówię o chirurgii plastycznej, ale o fitnessie :)), staram się troszkę rozsądniej myśleć o tym co i w jakich ilościach zjadam (chociaż moja niedawna wizyta w Domu Sushi przeczy wszelkim napisanym wyżej słowom. Pocieszam się tylko, że sushi nie jest słodkie. :D).

środa, 29 maja 2013

Bye-bye maj... (wraz z sernikiem z malinami i maracują)



Gdy przychodzi m ó j maj, lubię myśleć, że wiosna nigdy się nie skończy. Że czas po prostu się zatrzyma i już zawsze będzie tak jak wczoraj, i przedwczoraj. 



środa, 3 kwietnia 2013

Powrót do przeszłości – Chatka Puchatka


Był taki czas, że gdy Chatka Puchatka pojawiała się na stole w moim rodzinnym domu – tylko jedno wtedy było pewne: oto nadszedł czas świąteczny. Wtedy niełatwo było nawet o zwykłe składniki - po cukier czy kakao trzeba było swoje wystać... Masło zastępowane było margaryną, jak w większości przepisów na domowe słodkości, które wtedy „chodziły po ludziach”. „Chatka” była luksusowa. „Chatka” była na specjalne okazje...
Nie to co dzisiaj... :)

czwartek, 28 lutego 2013

Sernikowa kostka 'Oreo' przyszpilona na czerwono :)

 

Przez ostatnich kilka miesięcy, niemal każdą wolną chwilę spędzam na eksploracji Pinteresta. Im bardziej zapuszczam się w głąb, tym bardziej dochodzę do wniosku, że to studnia bez dna. Ilość inspiracji, czy to kulinarnych, czy przede wszystkim fotograficznych jest niezmierzona. Przyczepiam wirtualną, czerwoną pinezką po kilka, kilkanaście fotek dziennie, a moje tablice rosną i rosną. Samej jest mi ciężko się zorientować, czy przypadkiem nie powielam przypięć (no cóż, oczywiście robię to po wielokroć!) . :)
Czasem mam wrażenie, że Pinterest, to nic innego jak wirtualny odpowiednik mojego realnego gadżeciarstwa. Lubię mieć, nawet jeśli wcale nie muszę mieć.
Z drugiej strony, przeglądanie tych wszystkich pięknych, zapisanych „ku pamięci” fotografii – to jedna z fajniejszych chwil w ciągu dnia... Taka wisienka na torcie.  Do niektórych prac wracam by podziwiać (i szukać inspiracji), do innych w poszukiwaniu ciekawego przepisu. :)

Jeśli macie ochotę podejrzeć moją tablicę, a w niej to co mnie inspiruje – serdecznie zapraszam TUTAJ (klik). :)

niedziela, 22 stycznia 2012

Film o niczym

To najsmutniejsza zima ostatnimi laty jaką pamiętam... Nie, nie jestem fanką mrozów i śnieżnych zasp, w których brodzi się aż po pas. Ale jakoś ten wszechobecny smutek szarych ulic i jeszcze bardziej szarego nieba udziela mi się negatywnie. Poranne otwarcie powiek graniczy z cudem. Kawa z ledwością podnosi na nogi. Ciężko wykrzesać energię potrzebną na cały dzień pracy i obowiązków. Sprawy toczą się gdzieś obok, jakbym oglądała zamglony film ze mną w roli głównej... I nie jest to dobry film. Nie cieszy, nie wciąga, nie intryguje. Film o niczym.
Jest słońce – jest życie. Te słowa często mawiała moja Babcia.
Tęsknię za światłem, za zielenią, za świergotem ptaków... Za wiosną. Za radością życia, którą ona niesie... Tęsknię...


Drożdżowe ślimaczki z twarożkiem

Ciasto drożdżowe:
600g (4 szkl.) mąki
2 i ¼ łyżeczki suchych drożdży
1 szklanka mleka
100 g cukru
120 g masła
2 duże jajka - rozkłócone
¼ łyżeczki soli
1 łyżeczka cynamonu

Nadzienie:
500g twarożku 3-krotnie mielonego (użyłam Delfiko)
skórka otarta z 1 cytryny
ok. ¾ szkl. cukru pudru (ilość dostosować do smaku)
2 żółtka
ok. ¾ szkl. rodzynek

Dodatkowo:
3 łyżki cukru
ok. ½ łyżeczki cynamonu



Mleko lekko podgrzać, masło rozpuścić. Drożdże zmieszać z łyżeczką cukru, łyżką mąki i zalać 1/4 szklanki mleka. Wymieszać i zostawić na 5-10 minut. Rozczyn dodać do pozostałych składników ciasta i wyrobić miękkie, elastyczne ciasto - zostawić do wyrośnięcia na ok. 1-1,5 godz. (ciasto powinno w tym czasie podwoić swoją objętość).

W międzyczasie przygotować nadzienie:
Jeśli rodzynki są mocno wysuszone – moczyć przez kilka minut we wrzątku. Odcedzić z wody i porządnie osączyć na sicie.
Żółtka utrzeć z cukrem pudrem. Dodać twarożek i drobniutko utartą skórkę z cytryny. Wszystkie składniki dobrze połączyć. Na koniec wmieszać rodzynki.

Przygotować 2 duże blachy, wyłożyć papierem do pieczenia.
Wyrośnięte ciasto podzielić na 3 równe części – z każdej wałkować prostokąt gr. ok. 5mm (prostokąt powinien być zdecydowanie podłużny). Wzdłuż dłuższego boku prostokąta wyłożyć 1/3 nadzienia i rozsmarować w kierunku środka ciasta. Zwinąć jak roladę, począwszy od dłuższego boku z nadzieniem – w kierunku krawędzi bez nadzienia. Pokroić ciasto delikatnie (aby się nie spłaszczyły) w plastry ok. 2 cm grubości i układać w na blasze. Można układać je blisko siebie, by w trakcie rośnięcia się połączyły (powstaną miękkie bułeczki „odrywane”) lub z większymi odstępami, by upiekły się z chrupkimi brzegami.
Posmarować z wierzchu roztopionym masłem. Oprószyć cukrem zmieszanym z cynamonem.
Piec około 10 minut w temperaturze 200 st.C. Studzić na kratce.
Smacznego!