Podglądając szeroki świat kulinariów, zwłaszcza tych restauracyjnych – odnoszę wrażenie, że ten chipsami został wybrukowany... Wystarczy zajrzeć do popularnych na szklanym ekranie programów, by nabrać przekonania, że bez chipsa żaden talerz obyć się nie może. Moda taka, czy głębsze w tym przesłanie – sama nie wiem... :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryż. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 30 marca 2015
Risotto z chipsami warzywnymi i pistacjami
Podglądając szeroki świat kulinariów, zwłaszcza tych restauracyjnych – odnoszę wrażenie, że ten chipsami został wybrukowany... Wystarczy zajrzeć do popularnych na szklanym ekranie programów, by nabrać przekonania, że bez chipsa żaden talerz obyć się nie może. Moda taka, czy głębsze w tym przesłanie – sama nie wiem... :D
piątek, 20 lutego 2015
Brzydkie, a dobre, czyli szukając pomysłu na dynię
Na moim „zimnym” parapecie leżakuje kilka dyni. To część zapasów, które poczyniłam jesienią. Dynia jest wdzięcznym owocem, bo w sprzyjających warunkach może przeczekać nawet kilka miesięcy. To poniekąd wartość dodana i lubię z niej korzystać. Gdy w środku zimy najdzie mnie znienacka ochota na „coś dyniowego” - cieszę się, że mam ją pod ręką.
piątek, 9 maja 2014
O maju. I risotto ze szparagami, i pesto pistacjowym.
Maj to ten z najpiękniejszych dla mnie miesięcy, w którym chciałabym na chwilę włączyć „klatkę stop”, a zaraz potem rozciągnąć maksymalnie czasoprzestrzeń. Tak mocno, aby ten trwał przynajmniej 3 miesiące (a nie stoi nic na przeszkodzie, by jeszcze dłużej) i bym zdążyła zrobić to wszystko, na co zwykle nie starcza mi czasu.
„To wszystko” nie oznacza wiele..., same proste sprawy: niekończące się spacery, których ścieżka prowadziłaby od jednego ukwieconego drzewa do drugiego, śmiganie rowerem z jednego końca miasta na drugi, podkradanie ulotnych chwil obiektywem, targanie do domu kolejnych bukietów bzu i konwalii, kolejnych pęczków szparag i botwinki, i napawanie się myślą, że w końcu do syta najem się majowymi warzywami...
piątek, 10 stycznia 2014
Jarmuż, ciecierzyca i bataty – na zdrowie!
Jeśli jest jakaś wiodąca i główna myśl, którą chciałabym dzisiaj sprzedać – to niewątpliwie zamknie się w słowach „zdrowe też może być smaczne”. I na tym w zasadzie mogłabym zakończyć wprowadzenie do przepisu, bo zawiera dokładnie wszystko co trzeba. :)
Jarmuż jest modny, jarmuż jest smaczny, o jarmużu ostatnimi czasy sporo się mówi – zwłaszcza o jego walorach zdrowotnych (wspomnę tylko o dużej zawartości łatwo przyswajalnego wapnia, co dla mnie osobiście ma ogromne znaczenie).
Trochę szkoda, że mało dba się o to, aby pojawiał się w naszych sklepach, straganach i naszej kuchni. Takie zapomniane (piękne) warzywo...
niedziela, 16 września 2012
Wylądowało UFO, czyli bliskie spotkania trzeciego stopnia :)
Jeśli w kuchni można mówić o
miłości od pierwszego wejrzenia – to tak - to była taka miłość.
Zabujałam się w jednej chwili. :)
Jeśli w kulinariach można mówić o
inspiracji – to tak – zainspirowało mnie konkretne (klik) zdjęcie Eweliny.
Zobaczyłam i wpadłam jak śliwka w
kompot. :)
Jeśli nie wiecie czy patisony są
smaczne – to tak – są pyszne, podobne smakiem do cukinii.
Za to wyglądem biją je na głowę. :)
Jeśli wahacie się czy nadziewać –
to TAK! Nadziewać czym prędzej i czymkolwiek! :)
Ja wykorzystałam zbożowe risotto (na
bazie ryżu, pszenicy i kaszy jęczmiennej perłowej) z kurkami.
Całkiem podobne do tego, które kiedyś prezentowałam na blogu(klik).
Pięknie się teraz prezentowało podane w patisonie.
Biegnijcie na targ po te wesołe owoce
o wyglądzie statku kosmicznego z filmów S-F i nadziejcie tym, co lubicie
najbardziej.
Może spróbujcie sposobu Eweliny(klik)? A może spróbujecie farszu podobnego do mojego?
I zakochajcie się od pierwszego kęsa.
:) Tego Wam życzę. :)
Polecam!
Patisony nadziewane risottem z
trzech zbóż i kurek
2 patisony zielone lub żółte (u mnie
zielone)
½ szkl. mieszanki 3 zbóż: ryż, pszenica, kasza jęczmienna perłowa (użyłam gotową mieszankę ziaren Gallo)
ok. 100g świeżych kurek
1 mała cebulka
ok. 50 ml białego wina wytrawnego
ok. 250 ml wrzącego bulionu (u mnie warzywny) – do risotta
½ szkl. mieszanki 3 zbóż: ryż, pszenica, kasza jęczmienna perłowa (użyłam gotową mieszankę ziaren Gallo)
ok. 100g świeżych kurek
1 mała cebulka
ok. 50 ml białego wina wytrawnego
ok. 250 ml wrzącego bulionu (u mnie warzywny) – do risotta
+ ok. 250 ml gorącego bulionu – do
duszenia patisonów
kilka gałązek świeżego tymianku
2 łyżki oleju roślinnego do smażenia
pieprz do smaku
garść poszatkowanej drobno natki pietruszki
Patisony umyć i osuszyć. Odciąć nożem wierzch z ogonkiem. Łyżeczką wydrążyć miąższ, uważając, by nie przebić ścianek (dobrze sprawdza się łyżeczka do wycinania kulek z owoców).
2 łyżki oleju roślinnego do smażenia
pieprz do smaku
garść poszatkowanej drobno natki pietruszki
Patisony umyć i osuszyć. Odciąć nożem wierzch z ogonkiem. Łyżeczką wydrążyć miąższ, uważając, by nie przebić ścianek (dobrze sprawdza się łyżeczka do wycinania kulek z owoców).
Czysty miąższ (niegąbczasty i bez
pestek) pokroić w kostkę. (Mnie trafiły się patisony, który
miał mało dobrego miąższu – większość była gąbczasta i nie
nadawała się do użytku).
Kurki oczyścić. Jeśli są bardzo zabrudzone – przepłukać pod bieżącą wodą i osuszyć papierowym ręcznikiem. Pokroić dowolnie (malutkie grzybki można pozostawić w całości).
Cebulę drobno posiekać.
W głębokiej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Dodać kurki i miąższ patisonów - smażyć 2-3 minuty na niewielkim ogniu. Wrzucić mieszankę ziaren - chwilę przesmażyć. Zalać białym winem, dodać listki tymianku – dusić, aż do wyparowania płynu. Wlać chochelkę wrzącego bulionu (garnuszek z bulionem najlepiej trzymać na maleńkim ogniu, tak by bulion cały czas był bardzo gorący). Gotować, często mieszając, aż do wyparowania płynu. Bulion dolewać partiami (po 1 chochelce). Doprawić do smaku pieprzem. Zdjąć z ognia gdy ziarna będą al dente – a ostatnia porcja płynu jeszcze nie zdążyła całkowicie się zredukować.. Wmieszać natkę pietruszki.
Nadziać risottem oba patisony. Do
patelni o dużej średnicy (powinna pomieścić oba patisony) wlać
drugą porcję gorącego bulionu (ok. 250ml). Umieścić w niej
patisony i i dusić pod przykryciem na niewielkim ogniu przez ok. 20
min. Co kilka minut można polewać je bulionem, w którym się
znajdują. Patisony powinny być miękkie, ale nadal jeszcze lekko
chrupiące.
Smacznego!
niedziela, 15 lipca 2012
Arancini
Nie są może szczególnie trudne do
wykonania, ale potrzeba trochę czasu i pewnej wprawy. O ile tego
pierwszego udaje mi się uszczknąć, o tyle z tym drugim –
zdecydowanie gorzej. :)
Arancini to ryżowe kulki, nadziewane
na wiele sposobów i smażone w tłuszczu.
Ich ojczyzną podobno jest Sycylia. A
ja dla odmiany jadłam je w Rzymie.
Podejrzewam, że traktowane są nieco
po macoszemu, bo nie natrafiłam na nie w żadnej z restauracji, za
to i owszem, można było je spotkać w lokalach specjalizujących
się sprzedażą „przegryzek na wynos”.
Idealnie kuliste, chrupiące na
zewnątrz, mięciutkie wewnątrz i wypełnione pysznym farszem. Taki
jest ideał. :)
Niestety! Moim z wyglądu do ideału
bardzo daleko. Rzekłabym, że prezentują się marnie jak kotlety mielone.
:D
Dlatego proponuję przeczytać listę
składników, następnie zamknąć oczy (żeby fotoprezentacja
zbytnio nie drażniła) i wyobrazić sobie jak arancini mogą miło
smakować... :)
Do przygotowania ich specjalnie
przyrządziłam risotto (ale z powodzeniem można wykorzystać jego
nadwyżki, jeśli pozostały nam po obiedzie). A do nadzienia
wykorzystałam młodą cukinię, wraz z kwiatami i mozzarellę.
Arancini z młodą cukinią i
mozzarellą
Risotto:
1 cebulka
1,5 szkl. ryżu (canaroli lub arborio)
2-3 łyżki oliwy do smażenia
ok. 100 -150ml białego, wytrawnego
wina
ok. 30g suszonych pomidorów
ok. 750ml bardzo gorącego bulionu
ok. ½ szkl. świeżo utartego
parmezanu
pieprz do smaku
Oraz:
ok. 150g malutkich cukinii (u mnie wraz
z kwiatami)
1 kulka mozzarelli
garść orzeszków piniowych
1 jajko - rozkłócone
ok. 1 szkl. bułki tartej
olej do głębokiego smażenia
Przygotować risotto:
Jeśli korzystamy z suszonych pomidorów
z zalewy oliwnej wystarczy pokroić je w cienkie paseczki. Jeśli
pomidory są ususzone i widać na nich ziarenka soli – wpierw zalać
je wrzątkiem i pozostawić do namoczenia na ok. 5 min. Potem
odcedzić i drobniutko pokroić.
Cukinię (i kwiaty) pokroić w
drobniutką kostkę. Mozzarellę również rozdrobnić. Orzeszki
piniowe podprażyć na suchej patelni.
W głębokiej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Wrzucić ryż - chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Wlać chochelkę wrzącego bulionu (garnuszek z bulionem najlepiej trzymać na maleńkim ogniu, tak by bulion cały czas był bardzo gorący). Gotować, często mieszając, aż do wyparowania płynu. Wrzucić pokrojone suszone pomidory. Bulion dolewać partiami (po 1 chochelce) do momentu, aż ziarna zupełnie zmiękną. Odparować cały nadmiar płynu. Doprawić do smaku pieprzem. Zdjąć z ognia i wsypać parmezan – wszystko dokładnie wymieszać (ryż powinien być raczej kleisty).
W głębokiej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Wrzucić ryż - chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Wlać chochelkę wrzącego bulionu (garnuszek z bulionem najlepiej trzymać na maleńkim ogniu, tak by bulion cały czas był bardzo gorący). Gotować, często mieszając, aż do wyparowania płynu. Wrzucić pokrojone suszone pomidory. Bulion dolewać partiami (po 1 chochelce) do momentu, aż ziarna zupełnie zmiękną. Odparować cały nadmiar płynu. Doprawić do smaku pieprzem. Zdjąć z ognia i wsypać parmezan – wszystko dokładnie wymieszać (ryż powinien być raczej kleisty).
Następnie:
Całość lekko przestudzić. Wmieszać
rozkłócone jajko.
Nakładać na dłoń czubatą łyżkę
ryżu – do środka kłaść niewielkie ilości cukinii, mozzarelli
i pinioli. Na wierzch nakładać drugą łyżkę ryżu i formować
dłońmi kulę.
Kulki panierować w jajku i w bułce
tartej (należy robić to bardzo delikatnie, bo kulki łatwo się
rozpadają).
Olej rozgrzać w garnku lub wysokiej
patelni. Kulki smażyć w głębokim tłuszczu, aż do uzyskania
złocistego koloru.
Gotowe odłożyć na chwilkę na
papierowe ręczniki, w celu odsączenia z tłuszczu.
Smacznego!
czwartek, 14 czerwca 2012
„Złość piękności szkodzi!” w cyklu „Blogerki gotują”
Jeśli macie ochotę na trochę
blogersko – kuchennych zwierzeń – to dzisiaj jest ku temu
okazja. :)
W letnim numerze magazynu „Czas Wina”
[nr 3(67)/2012)] – skierowanego nie tylko do winnych znawców -
pojawił się mój tekst (i zdjęcia :)) w cyklu „Blogerki gotują”, wraz z
propozycją smacznego co nieco i koniecznie przy kieliszku dobrego
wina.
W druku pojawiła się wersja nieco
skrócona, a na blogu miejsca jest wiele, więc zapraszam na całość.
Miłej lektury. :)
„Złość piękności szkodzi!”
- woła irytująco spokojny małżonek.
„Mamo! Wyluzuj!” - dodaje syn, wbijając kolejny gwóźdź do
trumny. Złośliwość rzeczy martwych przekracza wszelkie granice.
Czas przemyka między palcami. W pracy się pali i wali. Setka
ważnych spraw przylepiła się do mnie, jak ten rzep psiego ogona.
Świat staje na głowie, a ja razem z nim, próbując ogarnąć całe
morze chaosu.
Normalna kobieta w takiej sytuacji
trzaska drzwiami, sieje burzę, po czym ucieka na zakupy, z których
wraca z kolejną torebką, nową parą butów, kiecką (a najlepiej
dwiema czy trzema) i stosem kosmetyków. Nie zapominając po drodze o
odświeżeniu koloru na głowie, tudzież opuszcza salon fryzjerski z
zupełnie nową koafiurą.
Mnie, kulinarną blogerkę, zaliczyć
można do grupy normalnych... inaczej. Owszem - trzaskam drzwiami;
owszem – rzucam gromy i czym prędzej szukam pocieszenia w
zakupach. Ale o ironio! Do domu targam... skorupy... Gary, garnuszki,
talerze, miseczki i inne kubki. Wystarcza choćby jedna nowa łyżka,
a życie na nowo wraca na właściwe tory, a synowskie „wyluzuj”
- staje się ciałem.
Małżonek przezornie nie komentuje
faktu, że szafki i szuflady kuchenne nie chcą się domykać. Za to
z ulgą zachęca: „ Kochanie, może kieliszek wina, za zdrowie
nowego gara?”. Propozycja ma rzecz jasne ukryte drugie dno, bo jak
wino – to i któreś z ulubionych dań z pewnością wjedzie na
stół. Co jak co, ale pełni szczęścia rodzinnej nie osiąga się
na głodniaka.
W sprawach kulinarii - wyznaję
zasadę: im mniej – tym więcej. Minimum składników –
koniecznie najlepszej jakości! - a maksimum smaku do uzyskania.
Proponuję więc domowym sposobem
przygotowane pappardelle (czyli szerokie wstążki) z dodatkiem
krewetek tygrysich. Całość w lekkim, niezwykle aromatycznym sosie
cytrynowo – czosnkowym. Koniecznie z dodatkiem świeżej, zielonej
natki. Pachnie intensywnie już od pierwszej chwili wrzucenia
składników na patelnię. Królewskie jadło na wszystkie okazje –
aż się w głowie kręci. Pytanie, czy od aromatu potrawy, czy może
za sprawą białego, wytrawnego wina musującego Cava Gran Cuvee,
który znika z kielicha równie szybko co krewetki?
Nic na to nie poradzę, że mam
prawdziwą słabość do jedzenia, które można „od środka
zasilić” zdrowym chlustem porządnego wina. Niejeden posądzi mnie
o pewne niezdrowe skłonności, a tymczasem chodzi po prostu o
niewinne wzbogacenie smaku potrawy winnym bukietem aromatów.
Gdy pada więc propozycja „otwórzmy
wino”, - ja czym prędzej wyciągam z szafki carnaroli lub arborio
do przyrządzenia risotto. Tym razem przygotowuję z suszonymi
pomidorami, a podlewam odrobiną Sauvignon Blanc. Nie mogę się
powstrzymać i upijam pół kieliszka zanim risotto trafi na stół.
Pasują do siebie znakomicie, a wskaźnik mojego humoru szybko pnie
się w górę.
I tak oto - proste posiłki znikają z
talerzy, a wino z kieliszków.
On – mąż blogerki, dokonując w
myślach rachunku strat i zysków, dochodzi do wniosku: „Ufff!
Tylko jedna mała skorupa, a kryzys humorów na jakiś czas
zażegnany...”.
Ona – blogerka, przełykając kolejny
kęs knuje przyszłościowo: „Te czerwone garnuszki chyba też by
się jeszcze przydały...”
Domowe pappardelle z cytrynowo –
czosnkowymi krewetkami
12-16 szt. krewetek tygrysich (po 6-8
szt./1 osobę)
1 łyżka oliwy do smażenia
2 ząbki czosnku
sok z 1 dużej cytryny
kilka gałązek świeżego tymianku
sól, pieprz do smaku
garść natki pietruszki
Domowy makaron:
(na 2 niewielkie porcje)
1 duże jajko
ok. 100g mąki semoliny (ewentualnie
krupczatki)
Z jajek i semoliny zagnieść
elastyczne ciasto makaronowe. Ciasto nie powinno być zbyt mokre i
klejące. W zależności od wielkości użytych jajek – może
okazać się konieczne dosypanie 1-2 łyżek mąki. Uformować z
ciasta wałek i zawinąć w folię spożywczą. Pozostawić na 10-15
minut ( powinno „odpocząć” przed wałkowaniem).
Podzielić ciasto na 2 lub 3 części i każdą po kolei dość cienko wałkować (ok. 0,5 – 0,6 mm). Kroić radełkiem lub nożem na wstążki szer. 1 – 1,5cm.
Podzielić ciasto na 2 lub 3 części i każdą po kolei dość cienko wałkować (ok. 0,5 – 0,6 mm). Kroić radełkiem lub nożem na wstążki szer. 1 – 1,5cm.
Nastawić garnek z dużą ilością
osolonej wody do zagotowania.
Krewetki sprawić (świeże obrać ze
skorupek i oczyścić). Przygotować sok z cytryny, czosnek obrać i
przecisnąć przez praskę. Posiekać natkę pietruszki. Przygotować
patelnię z oliwą.
Do wrzącej wody wrzucić makaron.
Ugotować al dente (przy świeżym makaronie to szybki proces - od
ponownego zawrzenia wody – wystarczy ok. 1 min. gotowania).
Od razu po wrzuceniu makaronu do wody –
rozgrzać patelnię z oliwą. Wrzucić krewetki i króciutko
obsmażyć. Dodać przeciśnięty czosnek, a chwilę potem wlać sok
z cytryny i dodać świeży tymianek. Smażyć ok. 2 minuty na
niezbyt dużym ogniu, aż sok nieco wyparuje. Doprawić do smaku solą
i pieprzem. Zdjąć z ognia. W tym czasie makaron powinien być już
gotowy – odcedzić z wody i wrzucić na patelnię. Wymieszać, tak
by makaron pokrył się sosem. Posypać natką pietruszki. Podawać
gorące.
Risotto z suszonymi pomidorami i
bazylią
(2-3 porcje)
2 łyżki oliwy
2-3 szalotki
1 szkl. ryżu carnaroli lub arborio
ok. 100 ml białego wina
ok. 0,5-0,7 l gorącego bulionu warzywnego
kilka (6-8 szt.) suszonych pomidorów z oliwnej zalewy
sok z 1 limonki
4 łyżki świeżo utartego parmezanu
świeżo mielony pieprz
garść listków bazylii
4 łyżki świeżo utartego parmezanu
świeżo mielony pieprz
garść listków bazylii
oliwa extra vergine do skropienia
potrawy
Szalotkę drobno posiekać, suszone pomidory pokroić w paseczki.
Gorący bulion ustawić na maleńkim ogniu, tak by cały czas utrzymywał temperaturę.
Do garnka lub głębokiej patelni wlać oliwę i zanim zdąży się rozgrzać wrzucić szalotki. Podsmażać, mieszając, aż do lekkiego zeszklenia. Dołożyć ryż. Smażyć ok. 2 minuty. Zalać białym winem. Dusić do momentu, gdy płyn odparuje. Teraz partiami dolewać bulion: najpierw jedną chochelkę, gdy wyparuje kolejną partię płynu. Dodać suszone pomidory. Gdy ryż mocniej napęcznieje - płynu dolewać po 2 łyżki, tak długo, aż ziarenka dostatecznie zmiękną.
Gotowe risotto zdjąć z ognia. Doprawić pieprzem. Dodać starty parmezan – wymieszać, a następnie skropić sokiem z cytryny. Znów wymieszać. W razie potrzeby doprawić do smaku solą.
Podawać gorące z dodatkiem listków bazylii i skropione odrobiną oliwy.
Szalotkę drobno posiekać, suszone pomidory pokroić w paseczki.
Gorący bulion ustawić na maleńkim ogniu, tak by cały czas utrzymywał temperaturę.
Do garnka lub głębokiej patelni wlać oliwę i zanim zdąży się rozgrzać wrzucić szalotki. Podsmażać, mieszając, aż do lekkiego zeszklenia. Dołożyć ryż. Smażyć ok. 2 minuty. Zalać białym winem. Dusić do momentu, gdy płyn odparuje. Teraz partiami dolewać bulion: najpierw jedną chochelkę, gdy wyparuje kolejną partię płynu. Dodać suszone pomidory. Gdy ryż mocniej napęcznieje - płynu dolewać po 2 łyżki, tak długo, aż ziarenka dostatecznie zmiękną.
Gotowe risotto zdjąć z ognia. Doprawić pieprzem. Dodać starty parmezan – wymieszać, a następnie skropić sokiem z cytryny. Znów wymieszać. W razie potrzeby doprawić do smaku solą.
Podawać gorące z dodatkiem listków bazylii i skropione odrobiną oliwy.
wtorek, 13 września 2011
3 zboża. Risotto z kurkami i suszonymi pomidorami
A u mnie znów ryżowo, choć w takim trochę niecodziennym towarzystwie. Kupiłam bardzo fajną zbożową mieszankę, w skład której wchodzą: ryż, pszenica i kasza jęczmienna perłowa. Chwilę podumałam co z tym kulinarnym fantem poczynić. Najpierw był pomysł na kolejną sałatkę (i pewnie jeszcze będzie, choć akurat nie tym razem). Jednak pomysł sałatkowy został wyparty przez wielką ochotę na risotto grzybowe.
Risotto z kurkami tego lata jadaliśmy nadzwyczaj często. Jakoś tak się nam składało z leśnymi owocami. Ale ograniczałam się do tradycyjnego przygotowania na canaroli lub arborio.
Ryzyk – fizyk! - pomyślałam – Wyjdzie, albo nie wyjdzie.
I prawdę mówiąc, byliśmy zachwyceni!
Mieszanka zbożowa idealnie sprawdziła się w roli. Co ważne, ziarenka równomiernie się gotowały, tak więc nic w zębach nie trzeszczało zbyt mocno, ani nic nie było zbyt rozgotowane. A do tego ciekawy, zróżnicowany smak i odrobinę więcej zdrowia na talerzu.
Prima sort!
Risotto z 3 zbóż z kurkami i suszonymi pomidorami
na 2 spore porcje
1 szkl. mieszanki 3 zbóż: ryż, pszenica, kasza jęczmienna perłowa (kupiłam gotową mieszankę ziaren Gallo)
ok. 150g świeżych kurek
1 cebula
1-2 ząbki czosnku, drobno utartego
kilka suszonych pomidorów z zalewy oliwnej, lub suchych (u mnie 5 połówek)
ok. 100 ml białego wina wytrawnego
ok. 500-700 ml wrzącego bulionu (u mnie warzywny )
2 łyżki oleju roślinnego do smażenia
pieprz do smaku
duża garść poszatkowanej drobno natki pietruszki
garść płatków parmezanu (lub pecorino)
2 łyżeczki oliwy extra vergine
Kurki oczyścić. Jeśli są bardzo zabrudzone – przepłukać pod bieżącą wodą i osuszyć papierowym ręcznikiem. Pokroić dowolnie (malutkie grzybki można pozostawić w całości).
Cebulę drobno posiekać.
Jeśli korzystamy z suszonych pomidorów z zalewy oliwnej wystarczy pokroić je w cienkie paseczki. Jeśli pomidory są ususzone i widać na nich ziarenka soli – wpierw zalać je wrzątkiem i pozostawić do namoczenia na ok. 5 min. Potem odcedzić i pokroić.
W głębokiej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Dodać kurki i smażyć kilka minut na niewielkim ogniu. Potem dodać czosnek, a następnie wrzucić mieszankę ziaren - chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Wlać chochelkę wrzącego bulionu (garnuszek z bulionem najlepiej trzymać na maleńkim ogniu, tak by bulion cały czas był bardzo gorący). Gotować, często mieszając, aż do wyparowania płynu. Wrzucić pokrojone suszone pomidory. Bulion dolewać partiami (po 1 chochelce) do momentu, aż ziarna zmiękną. Doprawić do smaku pieprzem. Zdjąć z ognia. Wmieszać natkę pietruszki. Nałożyć porcje na talerze. Skropić każdą 1 łyżeczką oliwy i posypać świeżo utartymi płatkami parmezanu (lub pecorino). Od razu podawać.
Smacznego!
piątek, 12 listopada 2010
Sałatka dla niejadka
Nie dla każdego. Nie mam co do tego żadnych złudzeń. Bo wiadomo jak jest z niejadkami. Tego nie, tamtego nie, a tamtego jeszcze długo długo nie... Ile trzeba się natrudzić, by niejadka nakłonić do zjedzenia czegoś sensownego (umówmy się, że frytek nie nazywamy sensownym jedzeniem) – wie tylko ten, kto ma własne dzieci.
Nie będę zanudzać o tym ile przeszłam ze swoimi dziećmi. Wolę przejść od razu do konkluzji, że zrobiliśmy i wciąż robimy ogromne postępy (wspominałam o tym niedawno).
Trudno opisać, jak bardzo cieszy, gdy dzieci jedzą ze smakiem.
Najbardziej smakują te dania, w przygotowaniu których niejadki mogą czynnie uczestniczyć.
Czasem wystarczy tylko mała pomoc w mieszaniu łyżką, a sałatka przybiera na atrakcji i smaku. :)
Sałatka ryżowa z tuńczykiem, o cytrynowej nucie
proporcje zasadniczo dowolne
dziki ryż – ugotowany na sypko (u mnie 1,5 szkl.)
tuńczyk w sosie własnym -odsączony
garść czarnych oliwek – pokrojone w plasterki
kilka kaparów
mała czerwona papryka (albo pomidor pozbawiony pestek) – pokrojony w kosteczkę
duuuuża garść posiekanej natki pietruszki
sok z cytryny
sól, pieprz do smaku
Wymieszać. Doprawić do smaku cytryną, solą i pieprzem. Najlepiej odstawić na kilka godzin, by smaki „przeszły”. Choć w wypadku niejadka, który wykazuje choć cień zainteresowania kolorową sałatką – lepiej kuć żelazo póki gorące i nie czekać ani chwili. :D
piątek, 21 maja 2010
Zielone reminiscencje i risotto ze szparagami i miętą.
Kilka ostatnich dni spędziliśmy na na Dolnym Śląsku. Wrocław przywitał nas silnym wiatrem, zachmurzonym niebem i deszczem. Można by powiedzieć, że nic nowego. Wszak mamy maj w tym roku – jaki mamy... Dla mnie jednak deszczowy wizerunek Wrocławia – to prawdziwa nowość. Bowiem to miasto zawsze, od wielu lat, witało nas przepiękną pogodą i wysokimi temperaturami. Jednak nie tym razem.
Żałuję, że nie było okazji, by pospacerować po Starówce, ale za to, pomimo bardzo niesprzyjającej aury – nie mogłam się oprzeć przyjemności pobuszowania w ogrodzie naszych Gospodarzy. :) A tam, zielono, kwitnąco, pachnąco konwalią i bzem... Z ziół królowała mięta. Obłędnie aromatyczna! Z ogromną przyjemnością z jej świeżych listków parzyłam herbatkę... Ależ smakowała!

Risotto ze szparagami to już danie niemal sztandarowe w moim domu. Ląduje na stole co sezon, choć staram się, by za każdym razem smakowało trochę inaczej. Tym razem oprócz szparagów – znalazły się w nim suszone pomidory i mięta. Mój syn, który raczej omija szerokim łukiem dania z ryżem (boleję nad tym wielce) – zjadł całą porcję i ani razu nie zamarudził. :) W jego wypadku – to naprawdę wyczyn, a dla mnie sygnał: było dobre. :)
W kwestii szparagów – wciąż nie powiedziałam ostatniego słowa... :) A muszę Wam powiedzieć, że prawie codziennie goszczą na naszych talerzach. Czysta przyjemność... :)
Risotto z zielonymi szparagami, suszonymi pomidorami i świeżą miętą
(proporcje na 2 osoby)
pęczek zielonych szaragów2 łyżki oliwy
1 szalotka drobno posiekana
1 szkl. ryżu carnaroli lub arborio
100 ml białego wina
0,5 l bulionu warzywnego
kilka (5-6 szt.) suszonych pomidorów z oliwnej zalewy
4 łyżki startego parmezanu
świeżo mielony pieprz
sól (opcjonalnie, do smaku)
garść poszatkowanych listków świeżej mięty
sok z 1/2 cytryny
Przygotować bulion warzywny (powinien być gorący).
Szparagi umyć, osuszyć, odłamać zdrewniałe końcówki. Odkroić główki i odłożyć osobno; łodyżki pokroić w 2-3cm kawałki.
Do garnka lub głębokiej patelni wlać oliwę i zanim zdąży się rozgrzać wsypać poszatkowane szalotki. Podsmażać, mieszając, do lekkiego zeszklenia. Po chwili wrzucić ryż. Smażyć 2-3 minuty, aż ryż się zeszkli. Zalać białym winem. Dusić do momentu, gdy płyn odparuje. Teraz partiami dolewać bulion: najpierw pół szklanki, gdy wyparuje znów pół szklanki i jednocześnie dodać pokrojone łodyżki szparagów. Potem płynu dolewamy po 1-2 łyżki, tak długo, aż ryż dostatecznie zmięknie. Na 2-3 minuty przed końcem duszenia – dorzucić główki szparagów (one bardzo szybko miękną).
Gotowe risotto zdjąć z ognia. Doprawić pieprzem. Dodać starty parmezan – wymieszać, a następnie posiekaną miętę i skropić sokiem z cytryny. Znów wymieszać. W razie potrzeby doprawić do smaku solą.
Podawać gorące.
Smacznego!
piątek, 27 listopada 2009
Pilaw na arabską nutę
Niewiele mam teraz okazji, by w samo południe przejść uliczkami mojego miasta. Niespiesznie, jak do niedawna, po prostu przed siebie, trzymając za rączkę Maję, lub kierując się w kierunku ulubionego warzywnego targu. Wystawiając twarz do słońca, lub wciskając pod kaptur gdy deszcz siąpi.Zamiast tego, każdego ranka oglądam świat przez okno stukającej miarowo kolei miejskiej. Blisko 40 min. mam na poranne analizowanie szybko zmieniających się widoków. O! Nowy biurowiec! I budynek mieszkalny, którego wcześniej nie widziałam! To dziwne, że z perspektywy jadącego auta tak mało zauważałam. Przez okno kolei widać jakby więcej... Czasem zamykam oczy (zwłaszcza, gdy deszcz pada) i słucham jak szeleszczą gazety współpodróżujących. Dzisiaj młody mężczyzna siedzący po mojej prawej stronie jadł drożdżówkę, głośno „grając” kawałkiem papierowej torebki. W rzędzie dalej siedziała dziewczyna z bardzo grubymi szkłami w ładnych oprawkach. Wyglądała na nieśmiałą. Młoda kobieta z naprzeciwka czytała książkę obłożoną w białą, kartonową okładkę. Zwykle chętnie podglądam, co kto czyta, ale tym razem moją uwagę przykuły jej niesamowicie długie tipsy, przypiłowane na kształt migdała ostro zakończonego. Krzywię się w myślach do siebie, bo jak z takimi paznokciami szybko operować nożem? :) Nieee, ona zapewne do kuchni nieczęsto zagląda. :)
I tak minuta za minutą. Dojeżdżam do celu. Praca czeka. W drodze powrotnej będę czytała własną książkę. Albo pomyślę, co zrobić na obiad i do których sklepów zajrzeć. Mój nowy zwykły dzień.

Pilaw z kurczaka, z morelami, żurawiną i zielonym groszkiem
inspirowane przepisem w „Kuchnia arabska” wydawn. Rzeczpospolita
2-3 porcje
1 pierś z kurczaka
1 nieduża cebula, drobno posiekana
3 łyżki oliwy lub ghee
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka mielonego kuminu
1 łyżeczka utartych ziaren kolendry
¼ łyżeczka kurkumy
ok. 70g suszonych moreli – pokrojonych w plasterki
1 szkl. brązowego ryżu basmati
ok. 2 szkl. bulionu warzywnego lub drobiowego
garść suszonej żurawiny
1/3 szkl. mrożonego zielonego groszku
sól, pieprz do smaku
garść uprażonych na suchej patelni orzeszków piniowych
garść posiekanych liści kolendry (ew. natki pietruszki)
Pierś z kurczaka umyć, osuszyć, pokroić w większą kostkę. W garnku lub głębszej patelni rozgrzać oliwę – smażyć kawałki kurczaka, aż się zetną z wszystkich stron. Dodać poszatkowaną cebulę – smażyć średnim ogniu ok. 1-2 min.. Dodać kumin, kolendrę i kurkumę – smażyć krótką chwilę. Wrzucić ryż – mieszając smażyć, aż ryż lekko się zeszkli. Zalać bulionem i dusić pod przykryciem, aż ryż będzie prawie miękki. W razie potrzeby podlać dodatkowym bulionem lub wodą. Dodać morele, żurawinę i mrożony groszek (może być prosto z zamrażalnika). Znów dusić pod przykryciem, aż cały płyn wyparuje. Zdjąć z ognia, posypać listkami kolendry i orzeszkami piniowymi.
Smacznego!
niedziela, 2 sierpnia 2009
Risotto z kurkami i tymiankiem i nadmorskie refleksje

Nieodmiennie zastanawia mnie cóż takiego ciągnie turystów z całego kraju (świat pominę :D) nad polskie morze...? A nad Zatokę Gdańską szczególnie?
Hmmm? Słońce, które podobno niezdrowe dla naszej skóry? Brudny (niestety!) piasek, pełen powtykanych papierosów i kapsli od piwa? Jeszcze brudniejsza woda? I sinice, które w niej zakwitają? Dzikie tłumy, koc przy kocu, że przejść trudno? Ryby, które powinny być najpierwszej świeżości, a (o ironio!) nie są?
Powiecie pewnie: uuuu! Wisielczy humor!
A nie! Nie wisielczy! :) Humor całkiem wakacyjny. :)
I tak dumam, i dumam, i odpowiedź nasuwa mi się, że szewc bez butów chodzi. :) Znaczy w przenośni. :) Bo chyba to, co mamy na wyciągnięcie ręki i tak bliskie – zupełnie nieatrakcyjne się wydaje...

Dzisiaj byłam z rodziną nad morzem. Pierwszy raz tego lata. Nie wiem czy nie ostatni... Mam dość piasku na cały kolejny rok. :) Ten schemat powtarza się co roku... Bo...na plaży jest tak nuuudno...
A mnie znów góry się marzą! Piękne, wysokie i groźne! Szlaki te już dawno oswojone i te zupełnie jeszcze nie znane...
Swoją drogą, ciekawe, czy zwyczajny góral uprawia górską turystykę... ? :) A może tak jak ja narzeka, że brudno, nudno i zwyczajnie...
Risotto z kurkami i tymiankiem(proporcje na 2 osoby)
spora garść świeżych kurek
1 łyżka oliwy dobrej jakości
1 cebula drobno posiekana
1 szkl. ryżu carnaroli lub arborio
ok. 100 ml białego wina wytrawnego
ok. 500 ml bulionu warzywnego
kilka łodyżek świeżego tymianku
pieprz do smaku
garść świeżo utartego parmezanu
Kurki oczyścić z piasku. Jeśli bardzo są zabrudzone – przepłukać pod bieżącą wodą (zrobić to dość energicznie, by nie zdążyły wchłonąć wody) i osuszyć papierowym ręcznikiem.
W głębokiej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić posiekaną cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Dodać ryż, chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Wlać chochelkę bulionu i dodać oczyszczone kurki, i listki świeżego tymianku. Gotować, często mieszając, aż do wyparowania płynu. Bulion dolewać partiami do momentu, aż ryż zmięknie. Doprawić do smaku pieprzem. Zdjąć z ognia. Posypać świeżo utartym parmezanem. Od razu podawać.
Smacznego!
sobota, 7 lutego 2009
Risotto z łososiem i koperkiem
Pomyliłby się kto sądząc, że risotto nie będzie smaczne z rybą. Będzie, będzie! I to jak! Do wylizania talerzy i to do czysta. ;-) A łosoś moim zdaniem, z ryb dostępnych w PL – najlepszy do tego dania. Tylko nie można zapomnieć o ważnych dodatkach: sok z limonki (lub cytryny) i świeży koperek są obowiązkowe. Dodatki z charrrakterem. :)
A potem to już tylko palce lizać. ;-) Ups!

Risotto z łososiem i koperkiem
(proporcje na 2 osoby)
kawałek świeżego łososia (ok. 30 dag)
sól, pieprz
sok z 1 limonki
Kawałek łososia oczyścić, osuszyć, usunąć ości i skórę.
Mięso posolić, oprószyć pieprzem i skropić sokiem z cytryny. Pozostawić na ok. 10 -15 min. do macerowania.
Ugotować na parze (ok. 15 min.). Rozdrobnić.
W czasie gdy ryba się gotuje, przygotowujemy składniki do risotto:
1 łyżka oliwy dobrej jakości
1 mała cebulka drobno posiekana
1 szkl. ryżu arborio
ok. 100 ml białego wina wytrawnego
ok. 500 ml bulionu warzywnego
sok z 1 limonki
pieprz do smaku
2-3 łyżki posiekanego koperku
W głębokiej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić posiekaną cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Dodać ryż, chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Partiami dolewać bulion, po jednej chochelce. Mieszać. Płynu dolewamy do momentu, aż ryż zmięknie. Wcisnąć sok z 1 limonki, doprawić pieprzem i na koniec wmieszać posiekany świeży koperek. Zdjąć z ognia. W zależności od upodobania: rozdrobnione mięso łososia wrzucić do patelni i wymieszać z risotto, lub najpierw ryż wyłożyć na talerze i udekorować rybą.
Można dodatkowo skropić z wierzchu sokiem z limonki.
Smacznego!
A potem to już tylko palce lizać. ;-) Ups!

Risotto z łososiem i koperkiem
(proporcje na 2 osoby)
kawałek świeżego łososia (ok. 30 dag)
sól, pieprz
sok z 1 limonki
Kawałek łososia oczyścić, osuszyć, usunąć ości i skórę.
Mięso posolić, oprószyć pieprzem i skropić sokiem z cytryny. Pozostawić na ok. 10 -15 min. do macerowania.
Ugotować na parze (ok. 15 min.). Rozdrobnić.
W czasie gdy ryba się gotuje, przygotowujemy składniki do risotto:
1 łyżka oliwy dobrej jakości
1 mała cebulka drobno posiekana
1 szkl. ryżu arborio
ok. 100 ml białego wina wytrawnego
ok. 500 ml bulionu warzywnego
sok z 1 limonki
pieprz do smaku
2-3 łyżki posiekanego koperku
W głębokiej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić posiekaną cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Dodać ryż, chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Partiami dolewać bulion, po jednej chochelce. Mieszać. Płynu dolewamy do momentu, aż ryż zmięknie. Wcisnąć sok z 1 limonki, doprawić pieprzem i na koniec wmieszać posiekany świeży koperek. Zdjąć z ognia. W zależności od upodobania: rozdrobnione mięso łososia wrzucić do patelni i wymieszać z risotto, lub najpierw ryż wyłożyć na talerze i udekorować rybą.
Można dodatkowo skropić z wierzchu sokiem z limonki.
Smacznego!
piątek, 14 listopada 2008
Khitcherie
Tak naprawdę ten aromatyczny ryż, który dzisiaj przygotowałam to pewna własna wariacja na temat indyjskiego khitcherie (kitchouri). W oryginale orzechowe w smaku basmati połączone jest z tur dal, czyli jak zdołałam (z niejakim trudem) ustalić – prawdopodobnie z odmianą soczewicy. Niestety moje śledztwo dotyczące tur dal nie do końca uznaję za udane, bowiem rozrzut informacji jaki znalazłam był stanowczo za duży... Wg różnych źródeł tur dal to łuskany żółty groch, albo fasolka o żółtawym kolorze, albo groch „gołębi” i na koniec odmiana soczewicy właśnie... Jeśli potraficie mi pomóc w rozszyfrowaniu tej zagadki – będę wdzięczna. :) Ostatecznie do mojej wersji khitcherie dodałam ulubioną przeze mnie ciecierzycę, którą dzień wcześniej namoczyłam w zimnej wodzie, a potem ugotowałam. Danie jest niezwykle aromatyczne, za sprawą tradycyjnych hinduskich przypraw. A dodatek słodkich rodzynek i orzechów nerkowca, oraz cymnamon – stanowią zaskakujący kontrast dla wydawałoby się wytrawnej całości. Duet pikantnego i słodkiego - palce lizać!
I choć orzechy tutaj nie stanowią głównego składnika, przepis chętnie zabłyśnie w ramach Orzechowego Tygodnia. :)
Khitcherie
inspirowane przepisem z „Podróże kulinarne. Kuchnia Indyjska.” wyd. Rzeczpospolita
½ szkl. ugotowanej ciecierzycy (może być z puszki)
2-3 łyżki sklarowanego masła
1 mała cebula drobno posiekana
1 duży ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
½ – 1 łyżeczki świeżej zielonej papryczki chilli – drobno posiekanej
1 łyżeczka świeżego imbiru drobno utartego
¼ łyżeczki kurkumy w proszku
½ łyżeczki sproszkowanego kuminu
½ łyżeczki garam masala
1 łyżeczka soli
1 laska cynamonu
½ szkl. ryżu basmati – porządnie przepłukanego pod bieżącą wodą
1/3 szkl. rodzynek
1 szkl. gorącej wody
1 łyżka soku z limonki
1/3 szkl. orzechów nerkowych uprażonych na patelni
W garnku lub głębokiej patelni rozgrzać sklarowane masło i zeszklić poszatkowaną cebulę. Dorzucić czosnek, świeży imbir i papryczkę – zamieszać, a po chwili przyprawy: kurkumę, kumin i garam masalę. Smażyć ok. 20 – 30 sek. aby przyprawy uwolniły aromat. Dołożyć ryż, ciecierzycę oraz rodzynki i laskę cynamonu. Zalać wodą - wymieszać. Doprowadzić do wrzenia. Mieszając od czasu do czasu – gotować na wolnym ogniu pod przykryciem, aż ryż będzie miękki. Zdjąć z ognia, usunąć laskę cynamonu. Skropić sokiem z limonki. Przed podaniem posypać nerkowcami.
Smacznego!
sobota, 25 października 2008
Risotto z dynią curry i zielonym groszkiem
Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią – dzisiaj risotto. Powiem Wam, że risotto, to moje jedno z ulubionych awaryjnych obiadów. Gdy brakuje czasu, gdy brak pomysłu, albo po prostu nie mam ochoty na dłuższe pobyty w kuchni – risotto ratuje mój honor kobiety gotującej. ;-) Pilnuję tego, by w zapasach zawsze mieć dobrej jakości arborio i parmezan. Bo choćby nawet lodówka była pusta (szczęśliwie się to nie zdarza), to z tych dwóch składników wyczaruję ryżową pyszność. Oczywiście do dzisiejszego risotto jak najbardziej się przygotowałam. Przepis i dynia specjalnie czekały na tę okazję. To było coś nowego, takiego risotta jeszcze nie jadłam. Pieczona, mocno aromatyczna dynia, potraktowana orientalnymi przyprawami – fajnie „podkręciła” tradycyjnie przygotowane risotto. Polecam z całego serca dynię Hokkaido, świetnie tutaj pasuje. A risotto oczywiście pyszne!

Risotto z dynią curry i zielonym groszkiem
inspirowane (ze zmianami) przepisem z The Australian Women's Weekly
porcja na 2 osoby
ok. 300 g dyni pokrojonej w grubą kostkę (polecam odmianę Hokkaido)
½ łyżeczki garam masala
¼ łyżeczki zmiażdżonych ziarenek kardamonu
2 łyżeczki curry (dałam 1 łyżeczkę łagodnego + 1 łyżeczkę ostrego)
1 łyżka oliwy
Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C.
Do miski wsypać wszystkie przyprawy i oliwę. Wymieszać. Dynię – wydrążoną, obraną ze skórki i pokrojoną w sporą kostkę – wrzucić do miski z przyprawami. Obtoczyć dokładnie, tak by kawałki dyni pokryły się miksturą. Rozłożyć na blasze na papierze do pieczenia pojedynczą warstwą. Piec ok. 15 minut, aż dynie stanie się miękka.
2 łyżki masła
1 niewielka cebulka lub 2 szalotki
1 szkl. ryżu arborio (uprzednio dobrze opłukanego pod bieżącą wodą)
ok. 100 ml białego wytrawnego wina
ok. 400 ml gorącego wywaru warzywnego lub drobiowego
ok. ¼ szkl. zielonego groszku (może być mrożony)
Cebulkę obrać, drobno posiekać. W garnku rozgrzać masło. Smażyć cebulkę, aż się zeszkli. Wrzucić arborio – mieszając chwilę smażyć. Wlać do garnka białe wino. Gdy płyn zostanie wchłonięty przez ryż, dolewać stopniowo po jednej chochelce wywaru, za każdym razem czekając, aż cały zostanie wchłonięty. Gdy ryż będzie już niemal miękki – wraz z ostatnią chochelką wywaru - wrzucić zielony groszek. Na chwilę przed zdjęciem z ognia – dodać upieczoną dynię. Wymieszać. Podawać natychmiast.
Smacznego!
niedziela, 25 maja 2008
Jarsko faszerowana papryka
Pamiętam z dzieciństwa, jeśli papryka faszerowana – to zawsze mięsem. Tak się jadało w domu rodzinnym. Mięso – chleb powszedni… To już zamierzchłe czasy, bo odkąd jestem gospodynią w swoim domu, w zdecydowanej większości, stawiam na możliwie bogaty wachlarz warzywnych dań.
Dla mnie świeża papryka jest pyszna sama w sobie, dlatego szkoda mi zabijać jej smak dodatkiem mięsa (bądź co bądź o wyrazistym smaku). Wolę gdy farsz jest w miarę neutralny i najlepiej składał się z minimalnej ilości składników. W prostocie widzę sukces. :)
Dzisiaj przyrządziłam bardzo prościutką i oszczędną formę papryki faszerowanej: tylko dobry ryż, trochę pieczarek, świeże zioła i cebula z czosnkiem dla lekkiego „podkręcenia” smaku. Całość bardzo dobrze skomponowała się z lekką sałatką, równie prostą jak danie główne: kiszony ogórek ze sporą ilością posiekanej drobno natki pietruszki, otulone w pierzynce z minimalnej ilości majonezu.
Wiecie… pyszne było…, naprawdę… :)
Papryka faszerowana
Sałatka z ogórka kiszonego:
3 średniej wielkości ogórki kiszone, obrane ze skórki, pokrojone w kostkę, odsączone na sicie
spora garść drobno posiekanej natki pietruszki
1 łyżka majonezu
Wszystkie składniki wymieszać, najlepiej przed samym podaniem.
Faszerowane papryki:
½ szkl. ryżu (np. basmati)
2 niezbyt małe, czerwone papryki
1 łyżka oliwy
1 średniej wielkości cebula - posiekana
1 ząbek czosnku
30 dag pieczarek – obranych i pokrojonych w kostkę
garść świeżego oregano i tymianku – drobno posiekanych
sól, pieprz do smaku
Ryż ugotować na sypko. Odstawić.
Papryki umyć, przeciąć wzdłuż na pół, pozbawić gniazd nasiennych.
W głębokiej patelni lub garnku, zeszklić na oliwie posiekaną cebulę. Dodać wyciśnięty ząbek czosnku, a po chwili dorzucić pokrojone pieczarki. Odrobinę posolić (pozwoli to szybciej pieczarkom puścić sok). Dusić kilka minut, mieszając, do wyparowania soku. Gdy sos z pieczarek będzie znacznie zredukowany – dodać świeże zioła. Na koniec wrzucić ugotowny wcześniej ryż. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Wszystko dokładnie wymieszać. Zdjąć z ognia.
Każdą połówkę papryki napełnić przygotowanym farszem.
Żaroodporne naczynie (może być blacha z piekarnika) spryskać lekko oliwą, lub wyłożyć papierem do pieczenia. Ułożyć papryki.
Zapiekać w piekarniku rozgrzanym do 200 st.C. Czas zapiekania zależy od tego jakiej twardości / miękkości paprykę chcemy uzyskać. Ja lubię bardziej jędrną i chrupką, wewnątrz właściwie jeszcze surową – do tego wystarcza ok. 10 min pieczenia.
Polecam!
poniedziałek, 5 maja 2008
Risotto ze szparagami

Maj.
Nie ma w całym roku piękniejszego miesiąca. Chyba żaden inny miesiąc w roku nie jest tak zielony i radosny. Pachnący konwalią. Młode listki na drzewach i piękne kasztanowce...
Pamiętam maj sprzed 16-ty laty. :) Było upalnie, kasztanowce zdążyły zakwitnąć, a ja byłam przerażona. Zupełnie niepotrzebnie. Matura nie jest taka straszna. ;-)
Maj jest mój. Majowa jestem. :) W maju odliczam każdy swój kolejny rok.
A Maja to moja córeczka. Najpiękniejsze imię świata. :) Nie przypadkowo właśnie takie wybrałam...
Maj – to oczywiście szparagi. Wytworne i eleganckie. Dumnie dzierżą główki do góry. Do słońca. Majowe delicje. Już można je kupić na targu. Nie ma się co ociągać, bo tak szybko kończy się sezon szparagowy. Nacieszmy się szparagami póki czas!
A ja…, majowo mi…:)

Risotto z zielonymi szparagami
(proporcje na 2 osoby)
pęczek zielonych szaragów
2 łyżki oliwy
1 szalotka drobno posiekana
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
1 szkl. ryżu arborio
100 ml białego wina
0,5 l bulionu warzywnego
4 łyżki startego parmezanu
świeżo mielony pieprz
sól (do smaku)
Przygotować bulion warzywny.
Szparagi obrać; odkroić główki i odłożyć osobno; łodyżki pokroić w 3cm kawałki.
Ugotować na parze (główki miękną szybciej, więc dokładamy je do dopiero pod koniec parowania).
Do garnka lub głębokiej patelni wlać oliwę i zanim zdąży się rozgrzać wsypać poszatkowane szalotki. Podsmażać, mieszając, do lekkiego zeszklenia. Dołożyć przeciśnięty czosnek. Po chwili wrzucić ryż. Smażyć 2-3 minuty, aż ryż się zeszkli. Zalać białym winem. Dusić do momentu, gdy płyn odparuje. Teraz partiami dolewać bulion: najpierw pół szklanki, gdy wyparuje znów pół szklanki; potem płynu dolewamy po 1-2 łyżki, tak długo, aż ryż zmięknie. Doprawiamy pieprzem i jeśli jest jeszcze taka potrzeba – solą. Odstawiamy z ognia. Wrzucamy starty parmezan i łodyżki szparagów. Mieszamy. Wkładamy porcje ryżu do naczyń, z wierzchu układamy główki szparagów.
Podajemy gorące.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















