Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabarbar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabarbar. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Połączenia doskonałe, czyli boski sos owocowy do deserów.


Gdy na przełomie wiosny i lata na straganie spotykają się truskawki i rabarbar, to dla mnie znak, że czas na przygotowanie owocowego sosu. Nie przygotowuję go w dużych ilościach, ot tylko tyle, by jeść na bieżąco. Bo taki świeżutki, delikatny i lekki, bez ogromnej ilości cukru jest po prostu przepyszny. Tak pyszny, że ma się ochotę jeść łyżkami.

poniedziałek, 16 maja 2016

Drożdżowe z kokosem i rabarbarem


Smak mojego dzieciństwa to smak ciasta drożdżowego. Takiego zwykłego, najprostszego. I najlepszego, bo zapach gorącej drożdżówki rozchodzącej się po domu pamiętam do dzisiaj. Zawsze z tradycyjną kruszonką, słodką, chrupiącą, pyszną...
Drożdżowe ciasta należały do obu babć, to one zanurzały swoje dłonie w ciężkie ciasto i długo, cierpliwie wyrabiały. Tak długo, że czasem wydawało mi się, że wyrabianie nie ma końca.

czwartek, 4 czerwca 2015

Są truskawki – jest zabawa! :) Pancakes z sosem owocowym.


Mój najulubieńszy z najulubieńszych owoców? Truskawki! Odkąd tylko sięgam pamięcią.
Z dzieciństwa pamiętam swój ulubiony deser (ale chyba też jedyny, nie licząc placka z z owocami): miseczka truskawek, zawsze polane kwaśną śmietaną i posypane cukrem. Miałam swój rytuał, zanim trafiły do swego miejsca przeznaczenia (mojej paszczy :D) – wpierw mocno traktowałam je widelcem. Dopiero wtedy, gdy owoce porządnie puściły sok, a ten wymieszał się ze śmietaną wyjadałam do ostatniej łyżeczki. Bez soku nie chciały smakować tak samo. :)


niedziela, 1 czerwca 2014

W pierwszym dniu czerwca


Pizza na obiad, lody na deser i drożdżowy placek z truskawkami i rabarbarem w międzyczasie. Wyrośnięte dzieci (takie jak ja) też lubią świętować. :D
Miłego dnia Kochani! :)

Ps. Przepis na placek drożdżowy tutaj (klik).

wtorek, 20 maja 2014

Coś słodkiego, coś owocowego, coś ostrego. Deser podano!


Uwielbiam ten moment, gdy w końcu zapada decyzja, a nad „i” ostatecznie postawiona zostaje kropka. Dotąd rozsypana układanka puzzli, w końcu układa się w jedną, zapiętą całość: miejsc, noclegów, rezerwacji i na koniec potwierdzeń.
Chciałoby się powiedzieć: ufff! mamy to za sobą!
Teraz pozostaje tylko czekać i cieszyć się myślą, że od zasłużonego urlopu dzieli już coraz mniej. Chociaż jak wiadomo, w takich wypadkach czas oczekiwania dłuży się niemiłosiernie...

piątek, 2 maja 2014

Tarta migdałowo – imbirowa z rabarbarem


Z niejakim wstydem wspominam fakt, że zaledwie kilka lat wstecz na sam widok rabarbaru robiłam kwaśną minę. Nigdy - licząc od lat najmłodszych – nie pałałam do niego czułością. Zupełnie nie pojmowałam szału chrupania surowego, zanurzanego w cukrze, a już zdecydowanie wprost nienawidziłam kompotu z pływającymi kwaśnymi nitkami... Ciasta z rabarbarem też przez długie, długie lata nie doczekały się mojej aprobaty.
A potem dość nieoczekiwanie lody zostały przełamane. Od kilku sezonów z niecierpliwością wypatruję czerwonych łodyg. Z zapałem wkładam do piekarnika kolejne wypieki, próbuję różnych kombinacji, a kwaśną minę zastąpił słodki uśmiech. :)
Tak! Pokochałam rabarbar! :) 

środa, 19 czerwca 2013

W klimacie różu i czerwieni. Drożdżówka.

 
Mam takie okresy, że z niejasnych dla mnie samej powodów - przyczepię się do czegoś jak rzep do psiego ogona i gotuję lub piekę wciąż, i wciąż to samo. Do upadłego. :) Zupełnie jak teraz.
Aż dziw bierze, że po siódmym, czy może już ósmym (straciłam rachubę) – ciągle tym samym wypieku – jeszcze możemy na niego patrzeć... Ba! Ciągle możemy go jeść. :) 

czwartek, 16 maja 2013

Tarta z rabarbarem i kruszonką



Dzisiejszy dzień zapisuję pod hasłem „kłód pod nogami”. Czego się nie dotknęłam – koncertowo spaprałam. W końcu nie każdy dzień jest różowy jak rabarbar... Zwykle szukam pozytywów, choćby najmniejszych, ale w tej chwili już tylko czekam, aby dzień się po prostu skończył, by już nic więcej do tego wora nieszczęść nie wpadło. Mam nadzieję, że jutro nie pociągnę złej passy... ;-) Będę pilnować, aby rano to prawa noga jako pierwsza się wysunęła na światło dzienne. :) 

środa, 15 maja 2013

Rabarbar!


I w moje strony w końcu dotarł rabarbar! Ogromnie się cieszę, bo te czerwone, kwaskowe łodygi cieszą się u mnie sporym powodzeniem. :)
Te ze zdjęcia zużyłam do prostej tarty. Przepis już jutro. :)

Tymczasem miłego wieczoru!

czwartek, 2 maja 2013

Nie planuję majówki, ale upiekłam placek z rabarbarem :)



Ostatnimi czasy cały mój wolny czas wygląda jednakowo: gotuję – fotografuję, gotuję – fotografuję. I jem. :D I zapewne nadmiar tego ostatniego – groziłby koniecznością wymiany całej letniej garderoby, gdyby nie to, że potrawy, które w mojej kuchni powstawały, szczęśliwie były lekkie, wiosenne i bazujące na nowalijkach.
Efekty będzie można zobaczyć już za niecały miesiąc w dwóch magazynach.
A już teraz, tym którzy lubią i zaglądają do magazynu „Moje Smaki Życia” - polecam rubrykę sezonową. Znajdziecie tam kilka moich propozycji na wykorzystanie szparagów.



sobota, 9 czerwca 2012

Placek z owocami i Euro 2012



Gdańsk oszalał. Nie ma miejsca, które nie byłoby w taki czy inny sposób przystrojone. Na ulicach kibice w ilościach, jakich w swoim życiu nie widziałam. Przebrani w narodowe barwy - śpiewają i tańczą dosłownie wszędzie.
W moich okolicach jest ich szczególnie dużo. Jedna z większych grup młodych Hiszpanów okupiła cały ogródek restauracyjny i gromko śpiewali „Poooolskaaa! Biało – czerwoni!”. To naprawdę była wzruszająca scena... :)


W domu też szaleństwo. To-tal-ne. :) Nawet Pszczółka – nie wiem kiedy, jak i gdzie – przeszła pełną indoktrynację sportową i kibicuje, krzycząc wniebogłosy. :)
I tylko w mojej kuchni w miarę bez zmian. Piekę, gotuję, zajadam się truskawkami i czekam na lato. A wcześniej – wypatruję jakie niespodzianki przyniesie nam Euro 2012... :) 



Ciasto, które dzisiaj pokazuję – jest z tych miękkich, puszystych i wilgotnych. Takich, co to znikają szybciej, niż bym sobie życzyła. Na szczęście, pracy przy nim mało, więc można pokusić się o powtórki. :)


Placek jogurtowy z rabarbarem i truskawkami

5 jaj
300g cukru
200ml oleju
220g jogurtu (gęsty, np. typu greckiego)
500g mąki
2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
skórka otarta z dużej cytryny
ok. 300g rabarbaru
ok. 500g truskawek

oraz cukier puder po oprószenia ciasta

Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C. Dużą blaszkę (35x25cm) wyłożyć papierem do pieczenia (lub zamiennie wysmarować masłem i oprószyć mąką).
Owoce umyć i osuszyć.
Rabarbar pokroić na niewielkie kawałki. Truskawki – jeśli są duże, przekroić na połówki. Jeśli są małe – pozostawić w całości.
Mąkę przesiać do miski wraz z proszkiem do pieczenia i solą.

W osobnej dużej misie utrzeć jaja z cukrem. Dodawać kolejno olej roślinny, jogurt i drobno otartą skórkę z cytryny.
Ciągle ucierając – dodawać po trochę mąki.
Wyłożyć ciasto na przygotowaną blaszkę, Na wierzchu rozłożyć rabarbar i truskawki – lekko wciskając w ciasto.
Piec ok. 50 min. Patyczek włożony w środek ciasta powinien być suchy.
Ostudzone ciasto oprószyć cukrem pudrem.
Smacznego!

wtorek, 7 czerwca 2011

Placek jogurtowy z rabarbarem


Zupełnie nie pamiętam kiedy ostatni raz przygotowałam ciasto z kremem... Musiało minąć naprawdę wiele czasu, skoro nie potrafię odgrzebać w pamięci tego faktu. Kremy lubię, owszem, ale nie jakoś namiętnie. Jeśli już się decyduję – to wolę deser z dodatkiem kremu (na przykład taki letni i bardzo pyszny, mniammmm... - klik). Ciasta z kolei to ja najchętniej przygotowuję i zjadam, takie zwykłe, ucierane, albo kruche. Proste.


A że wciąż jeszcze sezon na rabarbar trwa (już niedługo!) - to placek z rabarbarem upiec się musiał. Nie sam. Trochę mu pomogłam. :) Połowę zjadła rodzina, a połowę zaniosłam do pracy. Zjedzone zostało do ostatniego okruszka, więc myślę, że taki znów najgorszy nie był. :D
Od siebie tylko dodam, że to całkiem fajny, puszysty placek. I owoce można w nim zmieniać do woli. Truskawki też będą super. :)



Jogurtowy placek z rabarbarem

5 jaj
400g cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
200 ml oleju roślinnego (u mnie z pestek winogron)
220g jogurtu naturalnego (dałam gęsty, typu „grecki”)
500g mąki
2,5 łyżeczki proszku do pieczenia

oraz
ok. 500 g rabarbaru
2 łyżki cukru brązowego
ok. 50g płatków migdałowych

cukier puder do posypania wierzchu

Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C. Dużą blaszkę (35x25cm) wyłożyć papierem do pieczenia, lub wysmarować masłem i oprószyć mąką.
Rabarbar umyć, osuszyć, pokroić na kawałki ok. 1-1,5 cm grubości. Posypać 2 łyżkami cukru – wymieszać.
Mąkę przesiać do oddzielnej miski wraz z proszkiem do pieczenia.
Oddzielić żółtka jaj od białek. Białka ubić na sztywną pianę.
Żółtka utrzeć z cukrem. Dodawać kolejno olej roślinny, jogurt, oraz ekstrakt waniliowy.
Ciągle ucierając – dodawać po trochę mąki.
Na koniec włożyć całą pianę i bardzo delikatnie wymieszać masę (najlepiej ręcznie łopatką silikonową).
Wyłożyć ciasto na przygotowaną blaszkę, Na wierzchu rozłożyć rabarbar. Posypać migdałami w płatkach.
Piec ok. 45 - 50 min. Gdyby ciasto zbyt szybko się rumieniło – przykryć z wierzch folią ALU.
Patyczek włożony w środek ciasta powinien być suchy.
Ostudzone ciasto oprószyć cukrem pudrem.

wtorek, 8 czerwca 2010

Kiepski dzień od samego rana. Oraz migdałowe frangipane z truskawkami i rabarbarem.


Nie ma to jak dobrze zacząć dzień... Dzisiejszy rozpoczęłam wręcz fenomenalnie. W pierwszej kolejności tylko zmarzłam okrutnie w drodze do pracy. Po wczorajszym upale, który pokonywałam w grubym swetrze – dzisiaj dałam się zwieść porannemu słońcu i dla odmiany odziałam się zupełnie na letniaka. Chłodny poranny wiatr przeszył mnie do szpiku kości, że aż zęby dzwoniły.


Potem było już tylko gorzej. Czekała mnie inwentaryzacyjna praca „w terenie”, podczas której koncertowo wlazłam (nie weszłam, nie wpadłam..., zwyczajnie wlazłam jak ostatnia oferma) po same kostki do paskudnej, burej kałuży. Buty, skarpety, stopy, a nawet nogawki spodni – mokre i brudne! Nieprzyjemnie... A przede mną jeszcze kilka godzin pracy, w tym wizyta w urzędzie... Ponieważ nieszczęścia chodzą parami, a w moim beznadziejnym przypadku nawet trójkami – nie wiedzieć kiedy (bo jakoś nie zarejestrowałam tego faktu, widać za bardzo byłam zajęta mokrymi butami) - „uszkodziłam” palec u ręki, który do tej pory daje o sobie znać dziwnym bólem.
Mam nadzieję, że na dzisiaj wyczerpałam już limit przygód wszelakich. Szczęśliwie dzień chyli się ku końcowi, więc z ulgą zaraz schowam nos pod kołdrę, licząc, że tam już nic mnie nie dopadnie. :D


Sądzę, że nikt mnie nie podejrzewa o to, że w takim dniu, jak dzisiejszy – byłabym zdolna szaleć w kuchni. :D Obawiam się, że nic dobrego by z tego nie wyszło. Katastrofa murowana. Przezornie więc na żadne kulinarne realizacje sobie nie pozwoliłam. :D
Ale mam do pokazania Wam smaczny deser, który wykonałam w ostatni weekend i choć ze względu na sporą ilość masła był dość tłusty – znikł w oka mgnieniu.
Te tarteletki, które widzicie na zdjęciach kryją w sobie mnóstwo mielonych migdałów, oraz obecne sezonowe owoce, czyli rabarbar i truskawki.
Inspirację znalazłam na jednym z moich ulubionych blogów anglojęzycznych Cannelle et vanille. Skorzystałam z przepisu autorki, choć minimalnie go zmieniłam (np. pominęłam mielone orzechy na rzecz samych migdałów). Może i Was zachęcę do wypróbowania? Nie jest skomplikowany..., nieźle wygląda..., jeszcze lepiej smakuje... :)



Tarteletki migdałowe z truskawkami i rabarbarem
wg przepisu na frangipane z bloga Cannelle et vanille (z moimi zmianami)
(proporcje na 7 foremek do mini tart o średnicy 11cm)

200g masła w temperaturze pokojowej
150g cukru (w oryginale 200g)
2 jajka w temperaturze pokojowej
30g mąki
200g drobno mielonych migdałów

ok. 250 g różowego rabarbaru – pokrojonego w kostkę
kilkanaście truskawek

Piekarnik rozgrzać do temperatury 190 st.C. Foremki do mini tart wysmarować masłem i obsypać lekko mąką.
Masło utrzeć „do białości” z cukrem. Cały czas ucierając wlewać po jednym jajku. Dodać mąkę , a następnie mielone migdały. Gdy masa będzie spójna i puszysta – dorzucić kawałeczki rabarbaru. Wymieszać.
Nałożyć ciasto do foremek. Na wierzchu porozkładać połówki truskawek, wciskając je odrobinę w ciasto.
Piec ok. 40 min. (patyczek wetknięty w środek ciasta powinien być suchy).
Smacznego!

piątek, 28 maja 2010

W gościnie u Bey. Rabarbar.


Ilekroć twierdzę, że coś mi niezbyt, albo nawet zupełnie nie smakuje – nagłym przypadkiem – okazuje się, o dziwo..., że TO nie jest takie złe. Ba! Czasem nawet przekonuję się, że jest bardzo dobre! Te odkrycia utwierdzają mnie niezmiennie w przekonaniu, że wraz z wiekiem – zmieniają się moje upodobania kulinarne. Przyznaję, że cieszy mnie to zjawisko, bo oznacza, że mam szansę „pobawić się” nowymi smakami, dotąd tak bardzo przeze mnie niedocenianymi.


Tak się składa, że lubię przebywać w kuchni Bey. Najchętniej chciałabym dosłownie, osobiście, ale muszę poprzestać na wirtualnej gościnie. Beata posiada, moim zdaniem, niebywały dar przekonywania. Jeśli twierdzi, że coś jest pyszne – to ja nie potrafię Jej nie wierzyć. :D Było tak już nie raz. Zdarzyło się i teraz.
Za rabarbarem nie przepadałam odkąd tylko pamiętam. Zawsze był dla mnie za kwaśny, za cierpki, za włóknisty, za... dziwny i nie mój. :) No nie mój smak i już. ;-)

Tymczasem Bea wystawia na światło dzienne ciasto... pięęękne w swej prostocie. Kuszące. Bardzo kuszące. I niestety z rabarbarem. :D Pomyślałam sobie: co tam, upiekę dla męża, przecież sama nie muszę jeść. Ostatecznie zdarzało mi się już tak robić wcześniej.
Upiekłam, spróbowałam mały kęs i chyba wpadłam po uszy. Bo nie skończyło się na małym kęsie. Jadłam i jadłam, i nie mogłam się nadziwić, że smak rabarbaru jest tak bardzo inny, niż go pamiętam. Nie wiem, czy miałabym odwagę spróbować surowego, ale upieczony naprawdę nie jest zły! :) Mam w planach kolejny rabarbarowy wypiek. Przepis już czeka. A tymczasem zachęcam i namawiam wszystkich na ciasto podwójnie rabarbarowe wg przepisu Bey.


Wszystkim życzę miłego weekendu i jak najwięcej słońca! Ja za nim tęsknię bardzo, bardzo!



Ciasto podwójnie rabarbarowe
cytuję za Beą z bloga Bea w Kuchni

na tortownicę o średnicy 20-22 cm

na‘sos’rabarbarowy:
ok.150grabarbaru
20 g cukru
otarta skórka z 1 pomarańczy
Rabarbar umyć, osuszyć, pokroić, przełożyć do rondelka, dodać cukier i gotować na wolnym ogniu do miękkości; następnie zmiksować i przełożyć na sito do ewentualnego odsączenia, musi bowiem być dosyć gęsty (‘sos’ możemy przygotować np. dzień wcześniej i umieścić go na noc w lodówce).

*‘sos’ rabarbarowy powinien być naprawdę dobrze odsączony, by nie zrobił się zakalec; możemy ewentualnie wymieszać go wcześniej z odrobiną ciasta lub dodać nieco więcej mąki, jeśli ciasto wydaje nam się zbyt ‘luźne’; jeśli zaś nasz ‘sos’ jest dosyć wolgotny, możemy dodać nieco mniej pokrojonego rabarbaru na wierzch

na kruszonkę :
50 g zimnego masła
50 g cukru
35 g mąki
35 g drobno zmielonych migdałów

Wszystkie składniki dokładnie ‘posiekać’ lub rozetrzeć palcami aż powstanie kruszonka. Pozostawić w chłodnym miejscu.

na ciasto :
ok. 250 g rabarbaru
130 g mąki
70 g drobno zmielonych migdałów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
60 g miękkiego masła
135 g cukru
2 jajka
3 łyżki kwaśnej śmietany
otarta skórka z 1 cytryny
½ strartego ‘ziarenka’ tonki (możemy zastąpić wanilią lub cukrem waniliowym)
+ 3 łyżki ‘sosu’ rabarbarowego

Piekarnik rozgrzać do 180°.
Rabarbar umyć, osuszyć i pokroić.
Mąkę wymieszać z migdałami i proszkiem. Masło utrzeć z cukrem, następnie dodawać po jednym jajku i dalej miksować, aż masa będzie jednolita. Dodać otartą skórkę z cytryny, stratą tonkę oraz połowę mąki, dobrze wymieszać, a następnie – ciągle miksując – dodać śmietanę oraz resztę mąki. Przelać ciasto do natłuszczonej i lekko wysypanej mąką tortownicy. Na wierzch nałożyć 3 łyżki ‘sosu’ rabarbarowego i lekko wmieszać je w ciasto (jak przy pieczeniu zebry np.). Następnie posypać ciasto pokrojonym rabarbarem i posypać kruszonką. Piec ok. 55 minut (lub do suchego patyczka). Pozostawić na kilka-kilkanaście minut w ciepłym piekarniku, a następnie wystudzić na kratce.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Nowe zabawki i keks imbirowy z rabarbarem na Dzień Dziecka :)

Prezenty dla dzieci... Wyczekane, bo przecież prezent na Dzień Dziecka, to nie to samo co zabawka od mamy i taty bez okazji. Na tę pierwszoczerwcową się czeka cały długi rok, tamte pojawiają się znienacka...
Uśmiech dziecka... Ten najszczerszy, najpiękniejszy, najważniejszy dla matki...
Wczoraj mój syn wyznał, że nigdy nas nie opuści. “Mamuś, mnie z Wami jest tak dobrze. Zostanę z Wami na zawsze.” Ech...za 10 lat zapewne już takich słów nie usłyszę. ;-) Więc cieszę się tym co dziś i teraz. Nawet gdy chandra dopadnie (już mija, już jest lepiej :)) – to uśmiech dzieci, małe rączki, które obejmą za szyję, słodki całus – przynoszą tyle radości. Tych gestów miłości nie zastąpi nic innego.


W temacie dzisiajszego święta, to przecież wiadomo... mężczyźni też dzieci. Duże, ale dzieci. :) Więc i prezent się należy. A w prezencie ciasto. Owszem skromnie, ale w dobie kryzysu i drobiazgi cieszą. :) A poza tym – to ciasto było pieczone naprawdę z myślą o dużym chłopcu. :) Bo to ciasto z rabarbarem..., a ja rabarbaru nie jadam (o czym zdążyłam już chyba wszem i wobec obwieścić). A duży chłopiec podobno rabarbar uwielbia (podobno, bo dowiedziałam się o tym skromnym fakcie dopiero w 11-tym roku bycia żoną).
Na ten mój absolutnie pierwszy rabarbarowy raz – wybrałam ciasto z przepisu Liski na imbirowy keks. Przepis wydał mi się bezpieczny, slusznie (jak się okazało) mając nadzieję, że rabarbar nie będzie tu grał pierwszych skrzypiec. I nie grał. Raczej współgrał. Tak, tak, przemogłam swoją rabarbarową niechęć i skosztowałam kawałek ciasta. I wiecie co... bardzo dobre! Naprawdę! :)


Wracając do zabawek... Ja też jestem dzieckiem. Dużym dzieckiem. I mam swoje zabawki. Zabawki, które cicho i niepostrzeżenie przerodziły się w hobby i pasję. :)
Chciałam się pochwalić (bo naprawdę jestem z tego dumna), że dzisiejsze zdjęcia wykonałam analogowymi obiektywami. To moje absolutnie pierwsze kroki w fotografii analogowej. Radziecki (!) Helios i Jupiter – to moje nowe zabawki bez tych wszystkich bajerów, które oferuje nowoczesna myśl techniczna. :) Żadnych zoomów, autofokusów, światłomierzy, programów auto (no dobrze, i tak auto nie używam ;-)) i innych bajerów. Zabawa na 102! A ja bawię się jak dziecko, biegam z aparatem i uwieczniam wszytko co wpadnie mi w oko. To mój Dzień Dziecka. :)



Imbirowy keks z rabarbarem
cytuję za Liską z bloga White Plate

300 g mąki pszennej
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka imbiru
szczypta soli

125 g masła
125 g cukru trzcinowego
125 g złocistego syropu (golden syrup, syropu klonowego lub miodu)
125 g melasy

2 jajka
50 ml mleka

300 g rabarbaru, obranego i pokrojonego w cienkie plasterki plus tyle cukru, by obtoczyć w nim rabarbar (2-3 łyżki)
50 g kandyzowanego imbiru w cukrze, drobno pokrojonego


Mąkę wymieszać z sodą, imbirem i solą.
W garnuszku roztopić masło, melasę, cukier i syrop. Lekko przestudzić, wlać do mąki i dokładnie wymieszać.
Jajka rozbełtać w miseczce, dodać do masy razem z mlekiem. Wymieszać. Następnie wmieszać rabarbar i imbir kandyzowany.

Piekarnik nagrzać do 160 st C.
Formę keksową o wymiarach 25x12 cm wysmarować masłem i wysypać mąką. Wlać ciasto. Wstawić do piekarnika i piec 1,5 h.

Ostudzić w formie.
Smacznego!