Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciecierzyca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciecierzyca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lutego 2017

Hummus wściekle różowy. Z klopsikami.


Za każdym razem, gdy szykuję w domu hummus, wydaje mi się, że lepszej wersji już nie będzie. Że ta i tylko ta, na wieki wieków, koniec i kropka. Ale szybko okazuje się, że to tyko chwilowe myślenie. Bo gdy zabieram się za przygotowanie kolejnej porcji, chęć dorzucenia jakiś nowych dodatków smakowych jest nie do pokonania. I czyż tak nie jest fajniej? Niby ta sama pasta, ale jednak inna. Inna barwa, inny smak, inny hummus, więc i o nudę trudno. ;-)
Do listy moich hummusowych faworytów dochodzi wersja wściekle różowa.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Zupa na chłodne dni. Z ciecierzycą, pieczarkami i makaronem.


Czasem bywa tak, że trudno zadowolić naraz wszystkich członków rodziny. Syn błaga o pieczarki, w zasadzie w jakiejkolwiek postaci, ale najlepiej gdyby były smażone. Mąż co raz dopytuje o swoją ulubioną zupę z ciecierzycą, której już tak dawno nie robiłam (notabene chodzi o zawiesistą zupę Jamiego Olivera z „Mojej włoskiej wyprawy”). A Pszczółka jak zwykle nie prosi o nic. Ona najchętniej nie jadłaby nic. No może naleśniki, ewentualnie makaron. Najchętniej bez dodatków. A mnie to już czasem wszystko jedno, byle tylko nie trzeba było dla każdego osobno gotować. Bo i tak się zdarzało.

niedziela, 14 lutego 2016

Towarzyska pasta. Hummus z pieczoną marchwią i harrisą.


Pamiętacie może, jak kilka miesięcy temu podzieliłam się pomysłem na hummus z dodatkiem pesto bazyliowym i młodymi listkami botwinki? Rozgadałam się wtedy, że czuję się uzależniona od tego smaku. :D Ojjj, jasne, że to takie tam gadanie, bo uzależniona czuję się od wszystkiego co smaczne i co sprawia, że chciałabym jeść jak najczęściej. W końcu uczucie uzależnienia od jedzenia wydaje się być zwykłym odruchem każdej osoby kochającej jeść.
Ale wracając do meritum – mój małżonek gada, że hummus jest „jedzeniem towarzyskim”. Sama nie wiem co przez to rozumie, chyba po prostu wygrzebywanie z jednej miski – zbliża ludzi. :)


czwartek, 12 listopada 2015

Jej Pomarańczowość Dynia!


Trudno wyobrazić sobie jesień bez dyni, prawda? Dla mnie, od wielu, wielu sezonów - to jej nieodzowny symbol, który cieszy oko na każdym kroku. Tak pięknie i zachęcająco prezentują się wystawy mojego miasta, zapraszające dyniowym uśmiechem do środka sklepów, kawiarni czy restauracji. Nie zawsze mam potrzebę wejścia do środka, ale często przystaję na krótką chwilę, aby nasycić się miłym dla oka widokiem jesiennej kompozycji.
Na moich domowych parapetach również pysznią się kolorowe, malutkie ozdobne sztuki. Dzięki nim w domu zrobiło się jakby cieplej, a w duszy powiewa nostalgia... :)

poniedziałek, 18 maja 2015

Na imię mi hummus. I trochę uzależniam. :)


Gdy robię hummus z myślą o sobie, to konsumpcję rozpoczynam dość prędko, w związku z czym istnieje pewna obawa, że do etapu „talerzowego” może nie dojść w ogóle.
Sprawy mają się tak...Najpierw podjadam ugotowane ziarna ciecierzycy. Ot tak, same, bez niczego. Bo lubię. :)
Potem, łyżką macham często i gęsto, w przerwach między miksowaniem. Och! Wiecie jak to jest...Sprawdzam smak pomiędzy jedną dodaną łyżką tahiny, a drugą; pomiędzy szczyptami soli, łyżkami soku z cytryny, a także między pierwszą i kolejną dolaną łyżką oliwy. Jak widać, nie próżnuję, a dopracowanie smaku jest najważniejsze. :D


piątek, 10 stycznia 2014

Jarmuż, ciecierzyca i bataty – na zdrowie!


Jeśli jest jakaś wiodąca i główna myśl, którą chciałabym dzisiaj sprzedać – to niewątpliwie zamknie się w słowach „zdrowe też może być smaczne”. I na tym w zasadzie mogłabym zakończyć wprowadzenie do przepisu, bo zawiera dokładnie wszystko co trzeba. :)



Jarmuż jest modny, jarmuż jest smaczny, o jarmużu ostatnimi czasy sporo się mówi – zwłaszcza o jego walorach zdrowotnych (wspomnę tylko o dużej zawartości łatwo przyswajalnego wapnia, co dla mnie osobiście ma ogromne znaczenie).
Trochę szkoda, że mało dba się o to, aby pojawiał się w naszych sklepach, straganach  i naszej kuchni. Takie zapomniane (piękne) warzywo...

wtorek, 5 lutego 2013

Precz z chorobami! I zupa z ciecierzycy



Mam wrażenie, że ostatnio nie robię nic innego, jak tylko użalam się nad sobą. Co prawda, powody są poważne - w końcu zdrowie, to największa wartość. Na szczęście, mądrzy ludzie każdego dnia uświadamiają mnie, że do końca świata daleko. Nie jest łatwo, głowa płata figle, ale po dłuższym wahaniu – zdecydowałam się: nie dam się tak łatwo! :)
Dziwnie tak wracać po długiej przerwie z nowym wpisem na blogu, i przychodzić z pustą ręką... Nie mam świeżutkich zdjęć i nowych przepisów z wczoraj...
Ktoś na FB napisał mi kilka dni temu „Wrzuć chociaż przepis na jajecznicę, ale zacznij” (dzięki Violu U. za motywację :)). Tylko, że ja nawet tej jajecznicy obecnie nie mam... :(
Pomyślałam więc, że zacznę od czegoś, co może przynajmniej część z Was - już widziała. Ta część, która odkryła nowy miesięcznik „Moje Smaki Życia”. Tak się złożyło, że powierzono mi w nim
rubrykę sezonową. Proponuję tylko sprawdzone i smaczne przepisy. Możecie być też pewni, że w środku zimy nie znajdziecie tam truskawek czy szparagów.
W najnowszym numerze, królują warzywa korzeniowe (polecam! zdrowe i pyszne). A ja dzisiaj podzielę się przepisem z archiwalnego już numeru Moich Smaków Życia (1/2013), gdy główną rolę grały strączkowe.
Gęsta zupa z dodatkiem ciecierzycy - to jedna z naszych ulubionych zup. Bardzo sycąca. Idealna na zimowy czas.
Przepis poniżej.

czwartek, 27 września 2012

Jak on nie lubi batatów!


Wiesz, chyba nie lubię batatów... Wolę dynię... Po raz kolejny i kolejny słyszę od męża.
Ooo, naprawdę? Jaka szkoda...
Po czym znów kupuję słodkie ziemniaki, przyprawiam i podaję z kalafiorem, i ciecierzycą, a podaję anonsując... dynię.
Kochanie, jaka pyszna ta dynia z kalafiorem! Nie to co bataty...
Małe kłamstewka w kuchni? Owszem, zdarzają mi się. Ale czy to komu szkodzi? :)
Ponoć cel uświęca środki. :)

Jeśli lubicie szybkie, rozgrzewające potrawy, to zapraszam dzisiaj na jednogarnkowiec typu balti. Tym razem w wersji wegetariańskiej.



 
Balti z batatów, kalafiora i ciecierzycy

1 kalafior (niezbyt duży)
1 duży batat
ciecierzyca z zalewy (puszka 400g), lub ok. 2/3 szkl. suszonej (namoczonej na noc, a następnie ugotowanej)
1 cebulka
ok. 1-2 łyżki oliwy / oleju do smażenia
1 puszka dobrej jakości pulpy pomidorowej (400g)
1 łyżeczka zmielonego / utartego kuminu
½ łyżeczki zmielonej / utartej kolendry
kawałek świeżego imbiru (ok. 2-3cm)
ok. 1 łyżeczka zmielonej papryczki chilli (albo do smaku)
1 łyżeczka cukru muscovado
ok. ¾ szkl. gorącej wody
sól do smaku
garść świeżej kolendry (lub natki pietruszki)

Kalafiora umyć, podzielić na różyczki. Batata obrać ze skórki, umyć, pokroić w grubą kostkę (ok. 1,5x1,5cm). Cebulkę obrać i pokroić w małą kosteczkę. Imbir obrać, drobno utrzeć.
W garnku, lub głębokiej patelni delikatnie zeszklić na oleju posiekaną cebulę. Dodać sypkie przyprawy: kumin, kolendrę i papryczkę chilli, a także utarty imbir – krótką chwilkę przesmażyć wraz z cebulą. Dorzucić łyżeczkę muscovado i cały czas mieszając, jeszcze chwileczkę smażyć, aż cukier się całkowicie rozpuści. Wrzucić pokrojone bataty i kalafior – przemieszać, aby otoczyły się oliwą i przyprawami. Smażyć ok. 1 min. na niewielkim ogniu. Zalać gorącą wodą i zagotować. Gotować ok. 10 min. Dodać pulpę pomidorową i ugotowaną wcześniej (lub z puszki, przepłukaną pod bieżącą wodą) ciecierzycę. Gotować kolejnych ok. 10 min. aż warzywa zmiękną (nie należy ich rozgotować). W międzyczasie doprawić do smaku solą.
Przed samym podaniem wmieszać garść posiekanych listków kolendry.
Podawać np. z chlebkiem naan (ja nie miałam, podałam więc ze zwykłą bagietką).
Smacznego!


wtorek, 18 stycznia 2011

Małe zmiany. I fasola nie-po-bretońsku.


Zwyczajnie, po kobiecemu nosiło mnie. :D Na zmiany. Nie żadne wielkie, ale takie maleńkie, kosmetyczne, prawie niezauważalne. :)
Na twarzy maseczka odświeżająca i masaż relaksujący sprawnymi dłońmi kosmetyczki. W domu w zanadrzu minimalne rewolucje wnętrzarskie. W kuchennych zakamarkach trochę nowych gadżetów. A na blogu nowa szata. :) Małe, a cieszy.
Mam nadzieję, że i Wam, wszystkim tu zaglądającym, spodoba się nowy, trochę prostszy i jaśniejszy w barwach wizerunek Pieprzu czy Wanilii. :)


Od czasu do czasu przychodzą takie okresy, że wprost błogosławię duże gary pełne pulpetów, gęstego lecza, zawiesistej zupy, fasolki po bretońsku i tym podobnych. Wiem, bywa nudno, gdy trzeci raz z rzędu zasiada się do tych samych smaków. No trudno. Idzie to przeżyć. Rekompensatą jest myśl, że kolejny gar z podobną zawartością zjawi się zapewne nie szybciej niż za kilka miesięcy. :)


Tym razem było inaczej. Przygotowanie potrawy typu „jednogarkowiec” nie było krzykiem rozpaczy zapracowanej matki i żony. :)
Na szczęście nie tym razem. :)
Pamiętacie niedawny wpis o fasolce adzuki z soczewicą? Zapowiedziałam już wtedy, że do fasolowych wkrótce powrócę. Słowo się rzekło. Oto dalszy ciąg moich kuchennych porządków i wietrzenia szafek. :)


Tym razem dokopałam się do popularnej wielce fasoli Jaś i mojej ukochanej ciecierzycy. Jeszcze jeden rzut oka do lodówki i decyzja podjęta: fasolka-nie-po bretońsku. :) W wolnym przekładzie oznacza to białą kiełbasę w pomidorach, z fasolą i ciecierzycą. Bez boczku, bez cebuli, i podwędzanych wędlin, które zwykle do tradycyjnej fasolki lądują.
Nie skończyło się na wielkim garze, ale na takim zwykłym, rodzinnym garnku. :)


Biała kiełbasa w pomidorach, z fasolą Jaś i ciecierzycą

5-6 białych kiełbasek wieprzowych (chodzi o surową kiełbasę)
ok. 150g suchej fasoli Jaś
ok. 150g suchej ciecierzycy (ew. 1 puszkę ciecierzycy z zalewy)
2 listki laurowe
½ łyżeczki suszonego majeranku
½ łyżeczki suszonego tymianku
szczypta cząbru (ok. 1/3 łyżeczki)
5-6 kuleczek ziaren kolendry
ok. 700 ml dobrej jakości passaty pomidorowej
sól, pieprz do smaku
szczypta sproszkowanej chilii (do smaku)

Fasolę i ciecierzycę (suchą) zalać zimną wodą i zostawić na noc do napęcznienia.
Następnego dnia wodę z namaczania odcedzić i wlać ok. 700 ml wody świeżej. Zagotować. Włożyć listki laurowe i wsypać roztarte w dłoniach suszone przyprawy. Gotować na niewielkim ogniu pod przykryciem, do czasu gdy fasola i ciecierzyca zmiękną. W międzyczasie (gdy wody jest jeszcze sporo) włożyć do garnka surowe kiełbaski i parzyć, aż nie będą surowe.
Gotowe kiełbaski wyjąć z garnka. Gdy przestygną – zdjąć z nich skórę, a mięso pokroić na dość duże kawałki.
Do garnka z dość miękką fasolką wlać passatę pomidorową. Zagotować. Doprawić do smaku solą, pieprzem i chilli. Gotować bez przykrycia jeszcze ok. 10 minut. Włożyć kawałki kiełbasek i pozostawić na ogniu na kolejne 5 min.
Podawać gorące z pieczywem.
Smacznego!

sobota, 3 lipca 2010

Miętowe strączkowe, gdy lato cieszy. :)



Fajne rzeczy się dzieją. :) No fajne i już! :) Po pierwsze: jest lato! Lato! Lato! :) Ciepło i słońce, sandałki i spódniczki, czerwieniące się maki i motyle. Po drugie: looody! Duuużo lodów! Lody na każdą okazję i bez okazji też. :D Po trzecie: w pracy uwijamy się jak mrówki, plecy bolą, ale nic to! bo wygrany konkurs dodał skrzydeł, szampan się polał, a nam wszystkim wyrosły skrzydła i mamy chrapkę na kolejne nagrody. :D



Po czwarte: zbliża się urlop. :) Dużymi krokami. Siedmiomilowymi. I oczami wyobraźni już widzę się w pięknych okolicznościach przyrody... :D Mam zamiar... cieszyć się wspólnymi chwilami z rodziną i... nie rozstawać się z aparatem. :D



Po piąte: stragany się pięknie zielenią i czerwienią, i choćby nie wiem jak bardzo zmęczona z pracy wracam – nie potrafię sobie odmówić przyjemności, by w drodze powrotnej wstąpić na zakupy. Kilogram truskawek dziennie – to standard. Czereśnie też prawie codziennie lądują w torbie. Miejsce też znajduje się dla młodej marchewki, którą namiętnie chrupię, zwłaszcza w pracy. :) I fasolka szparagowa – moja miłość!
Czasem bób lub groszek się do mnie uśmiechnie, a ja do niego. :)

Echhh..., jak ja lubię lato!



Sałatka ze strączkowych z miętą
ok. 3 porcje

ok. 300g bobu
kilka garści strączków groszku cukrowego (miałam 300g)
1 puszka ciecierzycy – odcedzona z płynu
ok. 70-100g boczku wędzonego, cieniutko krojonego
1 czerwona cebula – pokrojona w piórka lub kosteczkę
kilka sztuk pomidorków koktajlowych
sól, pieprz do smaku
sok z ½ cytryny
duża garść poszatkowanych liści mięty
2-3 duże garście świeżej rukoli

Bób ugotować w osolonej wodzie (lub na parze) do indywidualnie lubianej miękkości. Odcedzić, lekko ostudzić i obrać ze skórki. Groszek wyłuskać ze strączków.
Na patelni podsmażyć cienko pokrojony boczek (jeśli jest mało tłusty – lekko spryskać patelnię oliwą). Dorzucić pokrojoną cebulę i dusić kilka minut, aż ta się zeszkli i zmięknie. W razie potrzeby, można podlać odrobiną wody i poczekać aż wyparuje.
Wrzucić na patelnię bób, ciecierzycę, groszek cukrowy, pokrojone na połówki pomidorki koktajlowe. Doprawić do smaku solą, pieprzem, sokiem z cytryny, oraz dodać poszatkowaną miętę. Całość wymieszać i od razu zdjąć z ognia.
Podawać na ciepło z rukolą i pieczywem.
Smacznego!

niedziela, 24 stycznia 2010

Kulinarna intuicja. Smakowanie to podstawa...


Mam w swojej kulinarnej biblioteczce książki, na których można polegać jak na Zawiszy. Który przepis by nie wybrać – można mieć pewność, że wszystko doskonale się uda. Najczęściej te „pewniaki” sygnowane są „dobrym” w kulinarnym świecie nazwiskiem. Wspomnę choćby tylko o Piere Herme, Michelu Roux czy Gordonie Ramsayu.


Ale mam też sporo książek, które kupiłam ze względu na mocno smaczne i sugestywne zdjęcia, a które to fotki zwykle nie idą w parze z jakością przepisów. Bynajmniej nie uważam tych pozycji za zupełnie bezwartościowe. Wręcz przeciwnie, oglądam je często, gęsto i bardzo chętnie, zwykle już w łóżku, bardzo późnym wieczorem. :) „Oglądam” to dobre stwierdzenie, wolę je oglądać niż czytać. Lektura bowiem czasem przyprawia mnie o ból serca. :/
O ile ratowanie ciast nie jest wcale takie proste, bo jak wiadomo w słodkich wypiekach ważne są dobre proporcje użytych składników – o tyle przy przepisach na dania wytrawne jest naprawdę prosto. Wystarczy zdać się na własną intuicję. Smakowanie podczas gotowania – to podstawa.


Tak więc po wielokroć, moja uwaga skupia się na magnetyzującym zdjęciu w książce, a potem po prostu „tworzę”. Tak jak mi tam w duszy gra.:) Dlatego nie boję się kupować książek kulinarnych „no name”. Często można w nich spotkać naprawdę fajne inspiracje. Wystarczy minimalna szczypta doświadczenia...
Dzisiejszy przepis pochodzi właśnie z jednej z takich pozycji. Chociaż! akurat prezentowane danie, tym razem nie potrzebowało z mojej strony gigantycznych zmian. Nie licząc faktu, że pominęłam w przepisie dodatek groszku cukrowego i cukinii – tylko nieznacznie zmodyfikowałam sposób wykonania. I już. :)



Kurczak po marokańsku z kuskusem
inspirowane przepisem w „Szybko, zdrowo, smacznie...” wyd. Reader's Digest

2 piersi z kurczaka (ok. 400g)
2 łyżki oliwy z oliwek lub oleju z pestek winogron
1 średniej wielkości cebula
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka świeżo utartego kuminu
1 łyżeczka świeżo utartych ziaren kolendry
1 laska cynamonu
ok. 200 ml bulionu (drobiowego lub warzywnego)
1 puszka ciecierzycy
1 puszka (400g) pulpy pomidorowej (krojone pomidory)
sól, pieprz do smaku
garść posiekanych liści kolendry (u mnie z chwilowego braku kolendry - zamiennie nać pietruszki)
opcjonalnie kilka kropel soku z cytryny

Piersi z kurczaka umyć, osuszyć, pokroić w grubą kostkę. Cebulę drobno poszatkować, czosnek drobno utrzeć.
Na patelni o grubszym dnie, lub w garnku rozgrzać 1 łyżkę oliwy. Wrzucić kawałki kurczaka i mieszając smażyć, aż mięso zetnie się z wszystkich stron. Dolać drugą łyżkę oliwy i dorzucić poszatkowaną cebulę. Smażyć 2-3 min. aż się zeszkli. Dodać czosnek, utarty kumin i kolendrę, i smażyć jeszcze ok. ½ min. Zalać bulionem, wrzucić laskę cynamonu, oraz odsączoną i przepłukaną pod bieżącą wodą ciecierzycę – dusić całość kilka minut do momentu, aż płyn przynajmniej do połowy (albo więcej) wyparuje. Dołożyć pomidorową pulpę, w razie potrzeby doprawić do smaku solą i pieprzem. Dusić kilka minut, aż sos się zredukuje i zagęści. Wyjąć laskę cynamonu. Na chwilę przed końcem duszenia wrzucić posiekaną kolendrę (pozostawić odrobinę do ozdobienia).

Podawać gorące z przygotowanym w międzyczasie kuskusem. Posypać z wierzchu pozostałą świeżą kolendrą. Kto lubi – można pokropić sokiem z cytryny.
Smacznego!

wtorek, 1 września 2009

Ten najważniejszy dzień w życiu...


Żołądek ściśnięty na supełek. Drżące ręce i mała łza w oku. Tak reagują na pierwszy dzień w szkole... tylko matki... Nie, nie... nie pomyliłam się. :) Nie wiem czy wszystkie mamy, ale ja... i owszem. :)
Mój syn miał dzisiaj swój wielki dzień. Pierwszy w życiu dzień już nie przedszkolny, ale dzień prawdziwego ucznia. Jeszcze bez tornistra (chociaż słowo daję, chciał go pakować i zabrać ze sobą), ale pierwszy raz szkolny próg został radośnie przekroczony. :) Biała koszula i granatowe spodnie symbolicznie otwierają nowy etap życia.
Najważniejszy dzień w życiu... Czy aby na pewno? Uświadamiam sobie, że moje małe dziecko już nie jest takie małe i odtąd ważne dni staną się częścią nowego etapu w jego życiu. Żegnaj beztrosko i zabawo! Witaj szkoło! :)

A ja w ten ważny, sentymentalny dla wszystkich dzień (nie tylko dla pierwszoklasistów) – poczęstuję Was dzisiaj czymś prostym..., czymś bardzo smacznym..., czymś mocno aromatycznym, czymś pięknie wyglądającym na talerzu... :) Do kolekcji pasowałoby jeszcze dodać, że czymś, co przygotowuje się w okamgnieniu. :) Noo, okamgnienie to może nie jest, aczkolwiek niewiele więcej. Przygotowanie dzisiejszej sałatki trwa tyle, co upieczenie w piekarniku pomidorków koktajlowych. Całą resztę przygotowuje się w międzyczasie.
Zapraszam. :)


Sałatka z ciecierzycy, pieczonych pomidorków, rukoli i chrupiących chipsów bekonowych
na 2 porcje

2 spore garście pomidorków koktajlowych (ok. 200 -250g) – użyłam odmiany truskawkowej
1-2 łyżki oliwy z oliwek
kilka gałązek świeżego tymianku
duża szczypta gruboziarnistej soli morskiej – użyłam Maldon

1-2 łyżki oliwy z oliwek
1 średniej wielkości czerwona cebula – pokrojona w cieniutkie półplasterki.
2 łyżki octu z wina sherry
1 puszka ciecierzycy (400g) – opłukaną i osączoną na sicie
1 łyżka miodu
ew. sól i pieprz do smaku
kilka plasterków bardzo cieniutko pokrojonego wędzonego boczku (bezmięśni niech pominą)
2 duże garście rukoli

Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C. Przygotować dużą blachę (lub większą formę do pieczenia), wyłożyć ją papierem do pieczenia.
Pomidorki koktajlowe poprzekrawać na pół – wrzucić do miski. Wlać oliwę z oliwek, dołożyć listki świeżego tymianku i sól morską. Wszystko delikatnie wymieszać, tak by oliwa, zioła i sól otoczyły każdego pomidorka.
Całość rozłożyć równomiernie na przygotowaną blachę (najlepiej pojedynczą warstwą).
Piec ok. 20-25 min. aż pomidorki lekko się skurczą i przypieką.

W czasie gdy pomidorki się pieczą – przygotować pozostałe składniki sałatki.
Na patelni beztłuszczowej podsmażyć plasterki bekonu - powinny wyjść cieniutkie i chrupiące. Gorące zdjąć z patelni i osączyć z nadmiaru wytopionego tłuszczu na ręczniku papierowym.

Na drugiej patelni rozgrzać 1-2 łyżki oliwy, zeszklić na niej pokrojoną w piórka czerwoną cebulę. Dodać ocet z wina sherry i odsączoną ciecierzycę. Chwilę poddusić, aż sos się zredukuje do połowy. Dodać miód i ewentualnie sól, i pieprz do smaku – dusić jeszcze na wolnym ogniu ok. 1 min.

Na dwóch talerzach rozłożyć po połowie: ciecierzycy wraz z sosem, rukoli, pieczonych pomidorków i chrupiącego bekonu. Wszystko bardzo delikatnie wymieszać.
Można dodatkowo polać aromatyczną oliwą z pierwszego tłoczenia na zimno i dorzucić dla aromatu kilka listków świeżej bazylii.
Podawać na ciepło lub zimno.
Smacznego!

sobota, 11 października 2008

Aloo tikka

Ziemniaczany Tydzień część II 3-12.X.2008

Choć to już ostatnie chwile "Ziemniaczanego Tygodnia cz. II" prowadzonego przez Olgę Smile (z blogu Smaku Imprezy) - postanowiłam choć tym jednym wpisem (i przepisem :)) dołączyć do wspólnej zabawy.

Aloo czyli ziemniaki. Aloo tikka – indyjska przekąska w postaci smażonych kotlecików z ziemniaków, serwowanych zwykle z sosem.
Do bazowych ziemniaków wedle uznania można dodać warzywa (np. zielony groszek czy groch). Kotleciki są baaardzo aromatyczne, bowiem w kuchni indyjskiej – nie szczędzi się na przyprawach. Pachną zatem i kuminem, i kolendrą, i garam masala. Ja lubię ogniście, więc dorzuciłam jeszcze odrobinę posiekanej papryczki chilli. :)
Przygotowuje się je mega szybko. Do tego konsystencja masy pozwala na łatwe formowanie, a potem bezproblemowe smażenie (co ważne, nie rozpadają się).
Podałam je w formie obiadowej, z miętowo – limonkowym brązowym ryżem i sałatką buraczkową. Było pysznie. :)





Aloo tikka

ok. 500 g ugotowanych ziemniaków
1 łyżeczka mielonego kuminu
1 łyżeczka garam masala
½ łyżeczki utartych ziaren kolendry
świeża papryczka chilii (ilość wg własnych możliwości smakowych)
½ puszki ciecierzycy (ok. 200 g)
1 żółtko
4 łyżki mąki z ciecierzycy
sok z 1 limonki
garść posiekanej świeżej mięty
sól do smaku

dodatkowo 1 jajko
dodatkowa mąka z ciecierzycy do obtaczania kotlecików
ghee do smażenia (zastąpiłam olejem z pestek winogron)


Ziemniaki ugotować w osolonej wodzie. Ostudzić i przepuścić przez praskę lub potraktować tłuczkiem do ziemniaków.
Na patelni rozpuścić 2 łyżki ghee. Wsypać przyprawy: kumin, garam masala i mieloną kolendrę. Mieszając smażyć ok. ½ min. Następnie dodać odcedzoną i przepłukaną ciecierzycę, oraz drobno posiekaną papryczkę chilli. Smażyć ok. 2 min. Zdjąć z ognia, chwilę przestudzić, przełożyć do większej miski. Przy pomocy blendera zmiksować ciecierzycę (niekoniecznie bardzo gładko, grubsze kawałki mile widziane). Dołożyć ziemniaki, żółtko jaja, sok z limonki i mąkę z ciecierzycy, świeżą miętę – łyżką lub łopatką zagnieść ciasto. W razie potrzeby – doprawić do smaku solą.
Z masy formować niewielkie kulki, lekko spłaszczyć w dłoniach. Każdy kotlecik zanurzać w rozbełtanym jajku, a następnie obtaczać z wszystkich stron w mące z ciecierzycy (nadmiar strząsnąć).
Na dużej patelni rozgrzać ghee. Smażyć kotleciki z obu stron, aż do zarumienienia. Osączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku.
Smacznego!