Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orzechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orzechy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 sierpnia 2017

Czekoladowy torcik musowy na piernikowym spodzie


Gdy sierpień macha na pożegnanie, a dzieci już za chwilę odświętnie pomaszerują do szkoły – to jest ten moment, gdy zamykam za sobą drzwi z letnim rozdziałem życia. I choćby ciepłe promienie zamierzały rozpieszczać, a złote niteczki dryfowały w powietrzu – niczego nie zmienią, bo w mojej głowie już teraz rodzi się jesień…
Myślami krążę przy powidłach śliwkowych, szarlotce, dyniowej zupie i pieczonych warzywach. I chociaż żal mi letniego szaleństwa i wakacyjnych radości - to bardzo lubię wczesnojesienne barwy, smaki i zapachy. :)

wtorek, 21 marca 2017

Masło fistaszkowe


Masło orzechowe nie jest może produktem naszej pierwszej potrzeby kulinarnej, ale lubimy je na tyle mocno, że staram się zawsze mieć mały słoiczek pod ręką, na wypadek gdyby akurat naszła nas ochota na małe fistaszkowe co nieco.
Przyznaję, kupowałam gotowca przez całe długie lata. Bo tak łatwiej i szybciej. Zresztą z wygody wmawiałam sobie, że „przecież masło to masło, smakuje jak smakuje”. W teorii i owszem ale w praktyce różnie bywało. Zwykle sprawdzała się zasada, że, im krótsza lista składników na etykiecie, tym smakowało lepiej, ale też i cena windowała wtedy mocno w górę.

sobota, 5 listopada 2016

Chleb zmieniający życie


Do tego wypieku dojrzewałam dość długo. Gdy usłyszałam o nim po raz pierwszy wydał mi się jakiś taki… bo ja wiem? chyba nie dla mnie? Żadnych alergii, żadnych nietolerancji. Może za zdrowa jestem na taki super food...? Chleb bez mąki? Czy to w ogóle można nazwać chlebem?
Jego autorką jest Sarah Britton, autorka popularnego bloga „roślinnego” „My New Roots”. Sława jej „the life-changing loaf of bread” obiegła cały świat i to chyba nawet kilkukrotnie.

wtorek, 9 lutego 2016

Pleśniak z jabłkami i orzechami włoskimi


Pleśniak to jedno z tych ciast, do którego żywię niemały sentyment. Piekła go babcia i mama, oczywiście od czasu do czasu wracam do niego i ja. W archiwum bloga znajdują się już dwie receptury na ten popularny wypiek: wersja letnia i zimowa. Do pierwszej używam świeżych owoców czarnej porzeczki, druga bazuje tylko na porzeczkowej konfiturze. Zarówno porzeczkowe, jak i z dodatkiem agrestu – to klasyczne pleśniaki.


wtorek, 19 stycznia 2016

Batonik na zdrowie. :)


Jak internet długi i szeroki - gdzie nie spojrzę - z wszech stron atakują mnie alternatywne słodkości. Bez cukru, bez mąki, bez jajek. Nie wierzę..., czy to w ogóle może smakować...?
Ze sporą rezerwą podchodziłam do „batonikowego” tematu. Być może trend na wege – batoniki przeminie, dokładnie tak, jak przeminęła zeszłoroczna moda na owsiankę... Notabene, w temacie owsianki byłam wyjątkowo twarda i do dzisiaj nie zjadłam ani łyżeczki. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że i tym razem dziarsko ominę ten cały boom. Do czasu, gdy gotowy wyrób przypadkiem trafił w moje ręce. Był słodziutki, pożywny i naprawdę smaczny. Prawdziwa energetyczna bomba i to bez wyrzutów sumienia. :) Idealny dla aktywnych, dla ćwiczących, biegających. Idealny dla zabieganych, bo pracy przy nich tyle co nic. Więcej czekania.
Cóż, złapałam bakcyla. I Wam też polecam. :)

wtorek, 27 października 2015

Słodko – słone grzanki. Figa, gruszka i ser kozi.


Za oknem kolorowo, jesiennie, a przed moim obiektywem w ostatnich tygodniach wkradło się trochę zimowego mroku (barrrrdzo ciemnego), na przemian z białymi, iskrzącymi, świątecznymi klimatami. Na chwilę sypnęło cukrowym śniegiem, zaświeciły gwiazdki, zapachniało korzennymi aromatami.
To właśnie ten czas, gdy magazyny już bardzo intensywnie pracują nad grudniowym wydaniem. Do świąt blisko dwa miesiące, a ja trochę czuję się jakbym świąteczną gorączkę miała już za sobą. :)
Za jakiś czas chętnie pokażę Wam efekty obecnej pracy, tymczasem na powrót z przyjemnością wracam do barw i smaków jesiennych.

czwartek, 22 października 2015

Czas na jesień. Jabłka i orzechy.


Tak to się plecie... Wiosną zwykle wracam ze spacerów z zielonymi gałązkami. Latem nie potrafię się oprzeć polnym kwiatom, a teraz, gdy za oknem sypnęło złotem - zachwyca mnie każdy opadający z drzewa liść. Nawet jeśli nie tęsknię za chłodem i krótszymi dniami, to lubię te wszystkie odcienie żółci, czerwieni, brązów i fioletów, którymi obdarza nas teraz natura. W domu więc zrobiło się kolorowo od bukietów liści, jarzębiny, dzikiego winogrona, ozdobnych dyń i dużej ilości owoców. To najprzyjemniejsza strona tej pory roku... :)


czwartek, 8 października 2015

Żegnając się z jeżynami


Zaledwie dwutygodniowa przerwa na blogu, a mam wrażenie jakby minęła cała wieczność. Ojjj! Ileż się u mnie działo. :D Chciałabym napisać, że zrobiłam sobie jesienny urlop, ale nie..., nic z tego. Tak miło nie było. ;-) Szczęśliwie nie byłam też chora, więc nie mogę powiedzieć, że było niemiło. Sprawa ma się tak: dopadł mnie r e m o n t. Niby wcale nie taki wielki, ale wystarczająco uprzykrzył kilka dni w życiorysie. Kuchnia w tym czasie trochę zarosła kurzem, a nasze życie kulinarne w sporej mierze przeniosło się na miasto. Żeby jeszcze w fajnych knajpach, ale nieee..., nawet tutaj nie ma się czym popisać. :D Zagryzaliśmy czym popadło, między wizytą w jednym markecie budowlanym, a kolejnym. A wizyt było niemało. ;-)


czwartek, 23 lipca 2015

Duet z przypadku. :) Czerwone porzeczki i orzechy laskowe.


Dwa ostatnie tygodnie to była prawdziwa gonitwa. Z czasem, z terminami, z zamykaniem projektów. Ostatnie zdjęcia, przepisy, kropki na końcu zdania. :) Tyle tego było, że gdy nadchodziła północ, albo i później - od nadmiaru emocji i zmęczenia ciężko było zasypiać.
Z poczuciem dobrze spełnionych obowiązków, dotrzymanych terminów i mam nadzieję – nie najgorszych zdjęć – czas powoli pakować bagaże i w końcu uciekać z wielkiego miasta w kierunku natury. Z północy na południe. Znad morza (a uściślając nie morza, tylko Zatoki) – w góry moje ukochane i najpiękniejsze. :)
Znacie to uczucie ekscytacji, gdy zbliża się długo wyczekiwany moment, prawda? :) Właśnie tego doświadczam i znów pewnie nie będę mogła spać, bo w głowie natłok myśli. A wszystkie oscylują wokół pięknych tatrzańskich panoram, tras i szlaków, które chciałabym zrealizować. I żeby tylko pogoda dopisała! :)


środa, 25 marca 2015

Czekoladowe ciasto gryczane


Lubicie smak palonej kaszy gryczanej? Jeśli odpowiedź brzmi TAK, to jest duża szansa, że ten wypiek podbije Wasze serce. :)
Przepis na ciasto wyszperałam na stronach książki „Cukiernia Lidla”, w której zebrano
słodkie propozycje Pawła Małeckiego.
Uczciwie przyznaję, że gdy idzie o desery czekoladowe – od razu tracę głowę. W zasadzie nie muszę ich nawet jeść, wystarczy, że mogę się na nie gapić. Czekolada mnie po prostu hipnotyzuje. :)
Na ciasto z wnętrzem gryczano – czekoladowym gapiłam się dłuuugo i intensywnie. No cóż, nie wystarczyło, zostałam przegadana... Jakie szczęście, że kaszę gryczaną gotuje się szybko. :)


wtorek, 25 listopada 2014

Pleśniak z orzechami włoskimi


Jak dobrze, że już się kończy... Najgorszy miesiąc roku. Wiem, że z listopadem nigdy, przenigdy się nie zaprzyjaźnię. Choćby nie wiem co. To miesiąc, w którym głównie śpię. A jak nie śpię, to narzekam. Utyskuję na brak światła, ciężkie poranki i zakopaną wenę.
Taka późnojesienna przypadłość. Słabo, nie? ;-) Robię wszystko co w mojej mocy, by pożegnać ją wraz z ostatnim dniem listopadowej szarugi.



poniedziałek, 10 listopada 2014

Rogale z białym makiem na 11 listopada


Gdybym mieszkała w Poznaniu (lub najbliższych okolicach), z pewnością 11 listopada zajadałabym się najprawdziwszymii rogalami świętomarcińskimi.
Ale nie mieszkam, dlatego zaraz po przebytej barwnej Paradzie Niepodległości, wstępuję do cukierni po rogaliki „Marcjanki”...
Aaa! Marcjanki?!



piątek, 12 września 2014

Drożdżówka z COŚ (Cynamon, Orzechy, Śliwka).


Gdy człowieka bierze gigantyczna ochota na drożdżówkę, ma zasadniczo trzy możliwości do wyboru. Po pierwsze primo: udać się do cukierni i drogą kupna przytargać do domu co tam akurat mają na stanie (niekoniecznie to, na co mamy ochotę).
Po drugie: nawiedzić przyjaciółkę, która nieopacznie pochwaliła się, że właśnie wyjęła pachnące drożdżowe z piekarnika (i to w sumie jest bardzo niegłupia opcja :D).


piątek, 23 maja 2014

Małe przyjemności. Sałatka na zielono.



Żar, który w ostatnich dniach wylał się z nieba, sprawił, że w kuchni spędzam nieco mniej czasu. I wcale nie narzekam, kucharzenie mam przez cały rok, a na upragnione gorąco cały rok czekam! W odróżnieniu od większości moich znajomych, wolę trzydziestostopniowe upały, niż trzystopniowe mrozy. :)



Weekend zamierzam spędzić lajtowo i jak najwięcej poza domem. Koniecznie w ruchu, bo po ostatnich rodzinnych, sutych uroczystościach czuję się z lekka zasiedziała. :D
Jeść mogę nawet w biegu. O choćby taką sałatkę, jak na dołączonych zdjęciach. Garść szparagów, trochę cukinii, świeża bazylia, orzeszki piniowe i pyszny dressing. :)
Wy też sobie taką sprawcie! :)
Acha! i trzymamy kciuki, żeby załamania pogody nie było! 

sobota, 9 listopada 2013

Keks dyniowy i trochę listopadowych przemyśleń


Może i listopad nie jest wdzięcznym miesiącem. Ani do życia, ani do pracy, a już na pewno nie pomaga w naturalnym zachowaniu pogody ducha, gdy za oknem wiecznie ponuro. Tęsknię za słońcem i błękitnym niebem. Ale z wszystkich sił staram się nie poddawać tej sennej atmosferze i szarej monotonii. Przy zdrowych zmysłach utrzymuje mnie myśl, że taki stan rzeczy nie będzie przecież trwał wiecznie. Opieram się niesprzyjającej aurze i skupiam myśli, na tym, co sprawia mi przyjemność. Zdecydowanie pomaga mi w tym praca. Bo im więcej pracy, tym mniej czasu na rozmyślania i narzekania. :)  

piątek, 11 października 2013

Kierunek: Wielkopolska. Oraz jesienne ciasto z jabłkami.


Biegam dzisiaj od samego rana. Jakby mnie kto nie wanilią, a pieprzem podładował. Od sklepu do sklepu, na targu ze dwa razy, w kuchni skaczę między kilkoma garnkami naraz. To taka wprawka przed dniem jutrzejszym, bo jutro...wyruszam w drogę. Zostawiam rodzinę z pełną lodówką, jakbym co najmniej na tydzień wyjeżdżała. :D

czwartek, 13 czerwca 2013

Białe szparagi + pesto = zupa bardzo pyszna



Gdyby mi pod przysięgą kazano składać zeznania, które bardziej lubię i częściej kupuję : białe czy zielone – to zgodnie z prawdą przyszłoby mi się przyznać, że jak szparagi to zielone!
Dlaczego? A bo charakterne są. A przy tym mniej upierdliwe w obróbce i obierać ich nie trzeba. Noszę też wewnętrzne przekonanie, że zielone warzywa więcej dobrego ze sobą niosą, ale to już taka moja osobista 'nieuleczalna przypadłość” i nie obrażam się jak się kto ze mną nie zgadza. :) Ot, lubię zielsko i tyle. :)

piątek, 12 kwietnia 2013

Sałatka z kuskusem zamiast czekolady


Podobno dzisiaj jest Dzień Czekolady... Zapewne politycznie poprawne by było, by na - bądź co bądź – kulinarnym blogu pojawił się przepis z czekoladą w roli głównej. Niestety! Nie u mnie. :) I owszem, dwie kostki mlecznej nawet zjadłam w ciągu dnia, ale to by było na tyle.
Mnie myślami i czynami coraz bliżej do lekkich sałatek – nawet jeśli wiosna ciągle gra nam na nosach... A'propos wiosny – dzisiaj odnotowałam na termometrze 11 st.C. I byłoby całkiem miło, gdyby nie brak słońca i niemal nieustający deszcz...

środa, 31 października 2012

I znów tarta. Dyniowa z orzechami.


Ostatnio zajmują mnie różne nowe projekty. Dużo fotografuję (w sensie więcej, niż zwykle, bo dużo było przecież zawsze :)), biegam w poszukiwaniach nowych naczyń i akcesoriów, a do domu znoszę tak dziwne gadżety, że R. już tylko z politowaniem patrzy na moje dziwactwa. „Masz pomysł, gdzie to upchać?” :) Za bardzo nie mam, ale niezmienne odpowiadam: „ Spokojna twoja rozczochrana!”. Potem zaczynam myszkowanie: tu ścisnę, tam przestawię, coś innego zlikwiduję i... szafa znowu gra. :) 

piątek, 26 października 2012

Jak jesień to dynia. A jak dynia – to ciasto dyniowe.


Raczej niechętnie myślę o zbliżającym się listopadzie. Nic tego nie zmieni, nie lubię go i już. Jak zawsze będzie: szaro, buro i ponuro, sennie i apatycznie. Nie moje klimaty. Na szczęście pracy jest dużo, a nawet jeszcze więcej – może pozwoli ona zapomnieć o zbliżającej się brzydszej odsłonie jesieni.