Tę sesję fotograficzną zapamiętam na długo. Temat do realizacji wydawał się super przyjemny: banan, przebój lutego. Zanim przystąpiłam do pracy, nawet przez myśl mi nie przeszło, z jak kłopotliwym owocem przyjdzie mi pracować. I tak szczerze mówiąc, w ogóle nie chodzi o banana w kuchni. Bo tam szło gładko, jak po maśle. ;-) W końcu jego miąższ jest i smaczny, i wdzięczny, i wcale nie trudny w obróbce. Na talerze więc szybko trafiały kolejne smakowite kąski.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Banany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Banany. Pokaż wszystkie posty
środa, 8 lutego 2017
Przebój lutego: banan (Kuchnia 2/2017)
Tę sesję fotograficzną zapamiętam na długo. Temat do realizacji wydawał się super przyjemny: banan, przebój lutego. Zanim przystąpiłam do pracy, nawet przez myśl mi nie przeszło, z jak kłopotliwym owocem przyjdzie mi pracować. I tak szczerze mówiąc, w ogóle nie chodzi o banana w kuchni. Bo tam szło gładko, jak po maśle. ;-) W końcu jego miąższ jest i smaczny, i wdzięczny, i wcale nie trudny w obróbce. Na talerze więc szybko trafiały kolejne smakowite kąski.
czwartek, 4 grudnia 2014
Czekolada. Banany. Masło orzechowe.
Dziwiło mnie dawniej połączenie bananów i masła orzechowego. Gdy oglądałam seriale, w których amerykańska młodzież objadała się tostowym chlebem suto potraktowanym „peanutbutter” i obłożonym kawałkami bananów – mocno się krzywiłam.
Działo się tak do czasu, gdy kilka lat wstecz, postanowiłam zaryzykować i pełna obaw sprawdzić o co tyle hałasu... Pamiętam dokładnie, smażyłam nasze ulubione naleśniki z masłem orzechowym. Jednego z nich, na próbę zasiliłam bananem. Królikiem doświadczalnym w kwestii konsumpcji byłam ja sama. Ten moment, gdy smaki na języku mi się połączyły był objawieniem! Prawdziwe odkrycie! I choć kanapek, jak z amerykańskiego filmu – nie jadam, to już nie boję się tego „dziwacznego” połączenia.
niedziela, 24 sierpnia 2014
Niespodzianka i wyzwanie koktajl
Nie przepadam za niespodziankami. Tymi oczywiście, które mnie dotyczą i które mają trafić w moje ręce. Taki ze mnie dziwak. :)
Owszem, moment zaskoczenia jest przyjemny, ale pod warunkiem, że wcześniej nikt się nie wygada, że jakikolwiek upominek jest dla mnie szykowany... Gdy małżonek mój osobisty i całkiem prywatny, oznajmia mi, że za jakiś czas dostanę COŚ fajnego (na co rzekomo choruję / czekam od dawna / uwielbiam / tudzież o istnieniu tego czegoś nie mam pojęcia, ale na pewno mi się przyda) – dostaję szału! Staję się jak harpia, jak pantera, jak modliszka... I kąśliwa jak komarzyca. :D Skręca mnie z ciekawości tak bardzo, że robię się upierdliwa, namolna i wiercę przysłowiową dziurę w brzuchu tak długo, aż delikwent - mąż wymięknie i dla swojego świętego spokoju zaspokoi moją ciekawość.
Achhhh! W tym momencie spływa na mnie błogi spokój i już z radością włączam opcję kombinowania jak to będzie miło taki fajny, jawny prezent dostać...
Straszne, prawda? :D
*********************
Haha! no dobrze, przyznaję - odrobinkę podkoloryzowałam. ;-) Jak każdy, lubię niespodzianki, a jeszcze bardziej uwielbiam, gdy sama je sobie wybieram. :D
Tyle prywaty.
sobota, 8 maja 2010
Rozważania znad smacznych stronic. Banana bread.

Dobra dusza o rajskim imieniu :) zaopatrzyła mnie ostatnio w anglojęzyczne magazyny kulinarne. Prawdę powiedziawszy chętnie wzięłabym miesięczny urlop w pracy, by oddać się uciechom kucharzenia. Z przyjemnościom przerobiłabym wszystko od deski do deski, strona po stronie, bo każde danie krzyczy do mnie z pięknych zdjęć: „ widzisz jakie jestem smaczne?!”. :D Dość powiedzieć, że niemal co wieczór przeglądam czasopisma i planuję co i kiedy przyrządzę. Ekhmmm..., w planowaniu „na wyrost” jestem bardzo dobra. Rewelacyjna wręcz! :D Niestety gorzej z realizacją tychże planów. :D Gdy przychodzi co do czego, zamiast pieczonego kurczaka z fasolką ze strony 44 – przyrządzam szybką sałatę z dodatkiem warzyw i grzankami. Przecudnej urody lazania z krewetkami, łososiem i szpinakiem – zostaje zamieniona na zwykły makaron z serem pleśniowym... Mogłabym wymieniać dalej (a lista jest długa...) ale zaniecham, z nadzieją, że wszystkie te pyszności, które skrupulatnie zaznaczyłam samoprzylepnymi, żółtymi karteczkami (rety, uwielbiam je! zaznaczam namiętnie gdzie tylko się da! :D) znajdą swój czas. :) Tak jak dzisiejsze ciasto bananowe.
Banana bread oczywiście odkrywcze nie jest. To chyba jedno z bardziej popularnych ciast. Ja sama piekłam już niejedno z różnych receptur. Tym razem ponownie zaistniały wielce sprzyjające warunki. Były w domu banany mocno już dochodzące, był przepis, była ochota... :)
Jak zwykle przepis potraktowałam jako bazę, zmieniając co nieco: głównie zmniejszyłam ilość cukru, oraz zamieniłam przepisową czekoladę na suszone daktyle (to śladem Ewy, która właśnie takim daktylowym banana bread niedawno wirtualnie częstowała).
Teraz ja Was częstuję i zachęcam do upieczenia. :) To jedno z tych ciast, które nawet po kilku dniach wciąż jest wilgotne i ciągle tak samo dobrze smakuje.
Ps. Ewo, wielki buziak dla Ciebie! :*

Ciasto bananowe z daktylami i orzechami laskowymi
inspirowane przepisem na Banana bread - „Delicious” march 2010
150g masła w temp. pokojowej
300g mąki
150g cukru muscovado
2 duże jaja lekko rozkłócone – najlepiej w temp. pokojowej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
150 ml mleka
3 mocno dojrzałe banany
100g suszonych daktyli – pokrojonych na kawałeczki
50g orzechów laskowych – lekko podprażonych na suchej patelni i pozbawionych łupinek
odrobina masła i mąki do przygotowania foremki
Piekarnik nagrzać do temp. 180st.C. Kwadratową foremkę 25x25cm (lub keksówkę o pojemności 1,2l) – wysmarować masłem i osypać lekko mąką.
Do osobnej miski przesiać mąkę, szczyptę soli i sodę oczyszczoną.
Masło utrzeć z cukrem mikserem aż masa stanie się jasna i puszysta. Wlewać stopniowo jajka, ciągle ubijając.
Stopniowo dodawać po trochę mąki i mleka (na przemian, aż do wykończenia składników).
Mocno dojrzałe banany rozgnieść dokładnie widelcem. Wraz z daktylami i orzechami wrzucić do surowego ciasta i delikatnie wymieszać.
Wylać ciasto do foremki. Piec ok. 45 min. (lub ok. 1 godz. jeśli pieczemy w keksówce). Patyczek wetknięty w środek ciasta powinien być suchy. W razie, gdyby wierzch ciasta zbyt szybko się brązowił – przykryć wierzch folią aluminiową.
Gorące ciasto studzić przez 15 min. w foremce. Następnie wyjąć i pozostawić do całkowitego wystygnięcia.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




