Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Figi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Figi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 października 2015

Słodko – słone grzanki. Figa, gruszka i ser kozi.


Za oknem kolorowo, jesiennie, a przed moim obiektywem w ostatnich tygodniach wkradło się trochę zimowego mroku (barrrrdzo ciemnego), na przemian z białymi, iskrzącymi, świątecznymi klimatami. Na chwilę sypnęło cukrowym śniegiem, zaświeciły gwiazdki, zapachniało korzennymi aromatami.
To właśnie ten czas, gdy magazyny już bardzo intensywnie pracują nad grudniowym wydaniem. Do świąt blisko dwa miesiące, a ja trochę czuję się jakbym świąteczną gorączkę miała już za sobą. :)
Za jakiś czas chętnie pokażę Wam efekty obecnej pracy, tymczasem na powrót z przyjemnością wracam do barw i smaków jesiennych.

wtorek, 21 października 2014

Fig ciąg dalszy. Słodka tarta.



Gdybym miała w trzech krótkich słowach opisać panujący u mnie obecnie stan ducha, umysłu i ciała, to zamknęłabym je w najkrótszych: „praca, praca, praca”. Wrze i paruje, a pachnie, hmmm... - świętami. :)
Prędko? Owszem, jeśli myśleć rzeczywistymi, realnymi kategoriami. Ale w świecie wydawniczym, czas płynie trochę inaczej. Szybciej. I z konieczności wybiega do przodu.
Ma to swoje plusy, no choćby podwójne kulinarne świętowanie. :)

W międzyczasie, między jedną, a drugą świąteczną sesją – wracam na ziemię i buszuję w jesiennych darach. Ponownie wracam do fig.
 


niedziela, 12 października 2014

Figi z imbirem. Na słodko.


Jeśli lubicie figi – to właśnie teraz jest dobra pora, by się trochę obkupić. Złotówka za całkiem ładną sztukę. Na moje oko, taniej już nie będzie, więc kto żyw biegnie na targ. :)
I tylko radzę - dla własnego dobra, nie zestawiajmy tej złotówki z ceną kilograma jabłek, bo ból głowy i zębów murowany...



piątek, 27 września 2013

Marzenia, tudzież mrzonki z figami w roli głównej


Poranne pobudki z dnia na dzień coraz bardziej mnie bolą. Na krótką chwilę otwieram oczy (chociaż tak naprawdę zwykle starcza mi siły tylko na podniesienie jednej powieki), a zaraz potem niekontrolowanie zapadam znów w drzemkę. Bez dużej porcji gorącej kawy trudno mi rozpocząć dzień. Podana przez męża prosto do łóżka, to zdecydowanie najprzyjemniejszy akcent zaczynającego się dnia. 

piątek, 21 września 2012

Tarta jesienna z figami



Rankiem z ledwością otwieram oczy. Rześkie, chłodne powietrze, wpadające przez okno – nie przyspiesza momentu opuszczenia ciepłej pościeli.
R. budzi dzieci, a zaraz potem wpada do kuchni i trzaska drzwiami lodówki. Ja w tym czasie podkradam jeszcze 5 minut snu. Ciiiiszej..., proszę.., ciiiiszej...
A potem gorąca kawa, którą R. parzy dla mnie w błękitnym imbryczku. Za każdym razem, gdy unosi się z niego aromat świeżo zmielonych ziaren – powracam myślą do słonecznej Toskanii... Jakże tam piękna musi być jesień! 


Pszczółka codziennie znosi do domu kasztany. Duże i małe. Wiecie, że już spadają?
Dzisiaj po raz pierwszy schyliłam się po żółty liść. Chwilę się zawahałam, a zaraz potem wylądował w torbie z zakupami...
A na targu fioletowo, jak tylko o tej porze roku to możliwe.
I wrzosy, które zawsze zachwycają, i śliwki, i bakłażany. I czas fig też nastał.
Upiekłam więc wczesnojesienne ciasto, zapominając trochę jakby niechcący, że R. wyjeżdża.
A teraz mam dużą foremkę pełną słodkości i chyba przyjdzie mi z nią zasiąść przy jakimś smacznym, jesiennym filmie. Chyba, że goście wpadną niespodziewani...:)


Dzisiaj proponuję tartę na kruchym spodzie, z nadzieniem z mielonych migdałów, nutą pomarańczy i gorzką czekoladą. A do tego jeszcze jesienne figi. :)
To bardzo, bardzo smaczne ciasto, ale uwaga! naprawdę dość tłuste!
Przepis na tartę pochodzi z książki, którą Wam jakiś czas temu recenzowałam: „A piece of cake”autorstwa Leili Lindholm (klik). To kolejny udany przepis z tej kulinarnej pozycji. :) Oczywiście, swoim zwyczajem wprowadziłam drobne zmiany, ale nazwałabym je raczej zmianami kosmetycznymi (np. zmniejszyłam ilość masła i cukru w migdałowej masie).
Polecam! :)

Wczoraj niektórzy z Czytelników bloga mieli nadzieję, że zaskoczę Was figami w wytrawnym wydaniu...
No cóż, nie tym razem... Plan był zdecydowanie słodki. :)
Ale tym wszystkim, którzy bardzo potrzebują inspiracji na figę niesłodką – odsyłam do archiwalnych wpisów na blogu, wśród których znajdziecie np. przepis na zapiekane figi z serkiem kozim, tymiankiem i orzeszkami piniowymi (klik), albo przepis na tartę z figami i gorgonzolą (klik).

Tymczasem weekend rozgościł się na dobre, więc życzę Wam wszystkim przyjemnie spędzonych najbliższych dni! :)


Tarta migdałowa z figami, z dodatkiem czekolady i pomarańczy
przepis z książki „A piece of cake” Leila Lindholm – z moimi zmianami
proporcje na dużą formę do tarty (moja ma średnicę dna ok. 25cm)

Spód z ciasta kruchego:
240g mąki (u mnie krupczatka)
150g bardzo zimnego masła
30g cukru
szczypta soli
1 duże jajko - rozkłócone
ok. ½ łyżki zimnej wody

Mąkę przesiać na stolnicę lub do misy robota, dodać zimne masło pokrojone w kostkę. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać cukier i szczyptę soli – wymieszać, a następnie wlać rozkłócone jajko i wodę. Zagnieść szybko ciasto. Gdyby ciasto nadal było zbyt grudkowate i nie zbiło się w kulę – można dodać jeszcze odrobinę wody.
Kulę ciasta spłaszczyć, zawinąć w folię spożywczą i pozostawić na ok. 30 min. w lodówce do schłodzenia.

Wypełnienie:
4 -5 dużych fig (lub 8-10 małych) – pokrojone w dwunastki lub ósemki
250g masła w temp. pokojowej
200g cukru
3 duże jajka w temp. pokojowej
drobno utarta skórka z 1 pomarańczy
65g mąki (przesianej)
300g zmielonych migdałów *
100g gorzkiej czekolady dobrej jakości – pokrojonej w kostkę
dodatkowo łyżka rozpuszczonego masła i odrobina mąki – do przygotowania foremki

* Migdały dzień wcześniej zblanszowałam, usunęłam skórki i suszyłam przez całą noc. Następnego dnia zmieliłam na drobniutko w blenderze. Można ułatwić sobie pracę, kupując z dobrego źródła mielone migdały.

Piekarnik rozgrzać do temp. 180st.C (u mnie grzałki góra – dół). Przygotować dużą formę do tarty – wysmarować wnętrze rozpuszczonym masłem i oprószyć równomiernie mąką. Nadmiar mąki usunąć.
Schłodzone kruche ciasto rozwałkować do średnicy ok. 4-5cm większej niż średnica formy. Wyłożyć formę ciastem (również ścianki boczne). Odciąć wystające ponad rant naddatki ciasta. Nakłuć w kilku miejscach widelcem. Podpiekać spód ok. 15 min.

W międzyczasie przygotować wypełnienie tarty.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Cały czas mieszając dodawać po jednym jajku, a następnie skórkę z pomarańczy, mąkę i mielone migdały. Na koniec wmieszać kawałki czekolady.

Masę migdałową wyłożyć do formy na podpieczony spód – wyrównać szpatułką. Kawałki fig rozłożyć na wierzchu, delikatnie wciskając je w masę.
Piec ok. 55 – 60 min. aż masa się zetnie. Patyczek włożony w środek ciasta powinien być suchy.
Wystudzić przed podaniem.
Smacznego!


wtorek, 18 października 2011

Figa z makiem!


Po raz pierwszy od bardzo dawna pomalowałam paznokcie. Zważywszy na częstotliwość z jaką to robię (raczej bliska zero) – intensywny wrzosowy kolor wydaje się być nadzwyczaj odważny.
Co tam! Miałam potrzebę uzewnętrznienia różnych swoich radości.
Ale jak są radości, to i cień podstępny musi się pojawić.
Dzisiaj mam ochotę zmyć kolor, a uśmiech schować głęboko do kieszeni.
Najchętniej oddałabym też cały pakiet należący do zawodu architekta: stres, nieustające bóle kręgosłupa, zapalenia spojówek i sto spraw zawiązanych węzłem gordyjskim.
Mam ochotę zaszyć się w samotności, ewentualnie wręcz odwrotnie – przydzwonić gdzieś z całej siły.
Zaciskam więc zęby i krzyczę: figa z makiem! Chcę przespać złość i jutro znów cieszyć się drobiazgami. Nawet gdyby miały to być tylko pomalowane paznokcie.


Ciacho nie jest dzisiejsze. Gdybym teraz je piekła niechybnie wyszedłby zakalec. Na szczęście placek z figami trafił na dużo lepszy moment i nie przelałam na niego złych emocji. ;-)


Placek drożdżowy z figami
na foremkę 20x20cm

2 jaja
100g cukru
150ml letniego mleka
300g mąki
skórka z cytryny - drobno starta
1 ½ łyżeczki drożdży instant
szczypta soli
100g masła – rozpuszczonego i ostudzonego
listki świeżego tymianku (ok. ½ łyżeczki)
4-5 dojrzałych fig
2-3 łyżki kryształków cukru (niekoniecznie)

Jaja ubić z cukrem. Dodać przesianą mąkę, szczyptę soli, drożdże oraz lekko podgrzane mleko (co najwyżej letnie, w żadnym wypadku gorące!). Wyrabiać ciasto kilka minut robotem lub ręcznie, aż będzie dość gładkie. Dodać rozpuszczone i ostudzone masło, oraz drobno utartą skórkę cytryny i listki tymianku i ponownie wyrabiać, aż ciasto „wchłonie” masło. Ciasto będzie dość mokre i klejące – nie należy dodawać więcej mąki.
Żyć ciasto do miski, przykryć ściereczką lub folią spożywczą i pozostawić do pierwszego rośnięcia na ok. 1 - 1,5 godz. (czas w zależności od tego jak szybko ciasto będzie rosło – powinno podwoić swoją objętość).
Przygotować foremkę 20x20cm, wysmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia.
Ciasto przełożyć do foremki i palcami rozciągnąć w miarę równomiernie.
Figi umyć, osuszyć i pokroić na ósemki. Porozkładać na cieście w kilku rzędach. Posypać grubym cukrem.
Pozostawić do ponownego rośnięcia na ok. 1 godz.
Rozgrzać piekarnik do temp. 180st.C. Piec placek przez 45-50min. Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić, czy patyczek włożony w środek ciasta jest suchy. W razie potrzeby pozostawić w piekarniku na kilka dodatkowych minut.
Smacznego!

wtorek, 4 października 2011

O okruchach dnia codziennego...


Chciałam napisać o ciepłym wietrze, który przyjemnie rozwiewa mi włosy, gdy idę ulicą.
O tym, że już powoli liście szeleszczą pod nogami.
Że ich jesienna czerwień jest piękniejsza niż wiosenna zieleń.
O tym, że jak co roku kasztany mnie rozczulają swoją piękną barwą i teksturą.
O tym, że coś zgubiłam i coś znalazłam.
O tym, że poranki bywają dla niektórych twórcze i w drodze do pracy, w „nie-zaciszu” kolejki miejskiej, ktoś namalował mi portret.
O tym, że moja Pszczółka nie chce polubić swojego przedszkola.
I o tym, że po raz pierwszy w moim życiu figi na straganach są tańsze niż gałka lodów...


Poniższa propozycja zapiekanych fig - nie będzie każdemu smakowała. Polecam tylko tym osobom, którzy lubią zestawienie słodkich owoców z wytrawnymi dodatkami.



Zapiekane figi z serkiem kozim, tymiankiem i orzeszkami piniowymi

4 figi
4 czubate łyżeczki miękkiego serka koziego (użyłam smakowego, z dodatkiem ziół i czosnku)
gałązka świeżego tymianku
4 łyżeczki orzeszków piniowych
kilka cieniutkich plasterków szynki długo dojrzewającej
kilka listków świeżej bazylii
ocet balsamiczny do skropienia

Orzeszki piniowe lekko podprażyć na suchej patelni.
Serek kozi wymieszać z listkami tymianku i ok. 2 łyżeczki orzeszków piniowych.
Figi umyć, osuszyć i odciąć ogonki. Nożem wykonać nacięcie na krzyż (po tej stronie, gdzie był ogonek). Naciętą figę lekko ścisnąć palcami po stronie przeciwnej do nacięcia (u nasady), dzięki czemu figa lekko się otworzy.
Do wnętrza każdej figi włożyć po czubatej łyżeczce serka. Przygotowane owoce ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, lub w naczyniu do zapiekania.
Zapiekać w piekarniku rozgrzanym do temp. 180 st.C przez ok. 10-12 min.
Podawać ciepłe z dodatkiem plasterka szynki i listkami bazylii. Posypać pozostałymi orzeszkami piniowymi. Skropić octem balsamicznym.
Smacznego!

czwartek, 30 września 2010

Co nowego? Dzisiaj tarta. :)


To już niemal norma, że koleżanki z pracy co kilka dni pytają: „Gosia, masz już coś nowego na blogu?”. Po czym słychać „klik, klik, klik” i zaraz na wszystkich monitorach wyświetla się ten sam widok. :D
„Gooosia, znów nic nie ma?!”.
Ano nie ma. Bo nie ma czasu.
„Gooosia, a kiedy będą zdjęcia z wakacji?”.
Ano nie będzie, bo nie ma czasu. :D
Chwilę po tym rozlega się narzekanie Doris: „O raaany, ale jestem głodna...!” Naturalnie rozmowa w mgnieniu oka schodzi na temat jedzenia: co kto ma dzisiaj na śniadanie (pudełek śniadaniowych u nas w kuchni pod dostatkiem stoi, do wyboru – do koloru :D), co będzie dzisiaj na obiad, co Pamelcia przygotowała na ostatnią pidżama party dla swoich przyjaciółek, co dobrego mama Doris przywiozła w słoikach, czy Dexter znów podjadł batonika Kasi i czy ktoś dzisiaj biegnie do „Justynki” po drożdżówki, albo do „Aldka” po bagietkę czosnkową. :D
Notabene, gdyby tak przeprowadzić u nas w pracowni obserwacje powiązane ze statystykami, niechybnie by się okazało, że nasz zespół albo je, albo rozmawia o jedzeniu. :D
Taki nasz narodowy, pracowy sport... :)


Dzisiaj obiecałam koleżankom kolejny prosty pomysł na tartę. Zatem voila!
Szybka, bo na kupnym, gotowym cieście francuskim. Ciekawa w smaku, bo łączy słony smak sera pleśniowego i prosciutto ze słodkimi świeżymi figami. A do tego po prostu atrakcyjna wizualnie. :)



Tarta z figami, prosciutto i gorgonzolą
4 porcje

1 op. ciasta francuskiego (ok. 300g)
4 świeże fioletowe figi
100g łagodnej gorgonzoli, albo innego miękkiego sera pleśniowego
8 dużych plasterków cieniutko pokrojonej szynki parmeńskiej
kilka gałązek świeżego tymianku

Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C.
Ciasto francuskie podzielić na 4 prostokąty. Na każdej porcji wykonać nożem niezbyt głębokie nacięcie (aby nie przeciąć ciasta na wylot) wzdłuż wszystkich boków – powstanie rodzaj rantu. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Gorgonzolę pokruszyć i rozsypać na przygotowanym cieście francuskim. Szynkę parmeńską pokroić na wstążki i fantazyjnie porozkładać na prostokątach ciasta. Figi pokroić na plasterki grubości ok. 2-3mm i poukładać na szynce. Przybrać świeżym tymiankiem.
Piec ok. 20 min. W tym czasie brzegi ciasta urosną i lekko się zezłocą.
Podawać na ciepło.
Smacznego!

niedziela, 4 października 2009

Tarta z figami i gorgonzolą



Od dwóch dni walczę z paskudnym bólem gardła. :( Chodzę nadęta, zmęczona, nie w sosie i w dość kiepskim nastroju. Wszystko przez to paskudne gardło. To zadziwiające, jak ból potrafi w jednej chwili odebrać radość z wszystkich, nawet tych najbardziej ulubionych rzeczy. Funkcjonuję w miarę normalnie, robię wszystko to co zazwyczaj. Ostatecznie nie jestem obłożnie chora, ale wszystkie zmysły nastawione są na odbieranie nieprzyjemnych bodźców. Bombarduję organizm chemią, stosuję płukanki z najgorszego chyba w smaku specyfiku – i nic. Wielkie nic. Jak bolało, tak boli.
Wybaczcie, że Was tu raczę tak śmiertelnie nudnym tematem, ale słowo daję... na nic innego nie mam siły. Mam ochotę po prostu się pożalić. Może ktoś pożałuje i pogłaszcze mnie po główce? :D


A ja w zamian, za to pogłaskanie, nakarmię was wirtualnie smakołykiem, który przygotowałam w ostatni piątek, dosłownie na przysłowiowe pięć minut przed tym, jak ból zaatakował. I całe szczęście, bo czułabym niepowetowaną stratę, gdybym musiała oddać swoją porcję mężowi i obejść się smakiem. :-)
A wszystko zaczęło się od tego, że małżonek zrobił mi niespodziankę i kupił kilogram fioletowych, dojrzałych fig. Radość dla mnie tym większa, że nie tak prosto w moim mieście kupić figi! A jak już spotkam (od wielkiego dzwonu!) w co lepiej zaopatrzonym sklepie – to ceny są zwyczajnie koszmarne (no bo czy 5 pln /1 sztukę to nie koszmarna cena?). Tak więc figi trafiły do kuchni, a ja w pierwszej kolejności zrobiłam z nich kolejny (po śliwkowym, którym pochwaliłam się ostatnio) – chutney. Po raz kolejny z nieocenionego przepisu od Bey. :)

Kilka fig, które mi pozostały – wykorzystałam do fajnej tarty (rety, jaka była pyszna!), a właściwie, jak to u mnie ostatnio – do tart w wersji mini. :)
W pamięci miałam niedawny wpis Karolci o figowych tartach (bardzo, bardzo mi się podobały!) i właśnie to stało się głównym bodzćem do własnych kulinarnych działań. :)
Karolci, dziękuję za inspirację, a Was zapraszam do stołu. :)



Mini – tarty z gorgonzolą, figami, boczkiem i orzeszkami piniowymi

Kruche ciasto:
150g mąki (użyłam krupczatki, ale może być zwykła pszenna)
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
75g zimnego masła – pokrojonego w małą kostkę
1-2 łyżki bardzo zimnej wody (zuzyłam 2 łyżki)

Mąkę przesiać wraz z solą i cukrem na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać 1 łyżkę zimnej wody i zagnieść ciasto, aż będzie gładkie. Gdyby wciąż było zbyt suche – dodać drugą łyżęk wody.
Uformować kulę, spłaszczyć ją dość mocno, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.

Nadzienie:
3 dojrzałe, fioletowe figi
kilka plasterków wędzonego boczku bardzo cieniutko krojonego (ilość taka, by wypełnić pojedynczą warstwą dno foremek (lub jednej dużej)
ok. 80-100 g gorgonzoli (użyłam łagodnej)
2 jaja
6 czubatych łyżek śmietanki 36%
ok. ¼ łyżeczki soli i pieprz (szczypta)
ok. 2-3 łyżki orzeszków piniowych

Rozgrzać piekarnik do 180 st.C. Przygotować kilka małych foremek do tart (u mnie wyszło 6 o średnicy 11cm) lub jedną większą o średnicy 25 -26cm.
Kruche ciasto rozwałkować dość cienko, na grubość 1,5 -2 mm. Wykleić foremki. Delikatnie ponakłuwać ciasto widelcem. Włożyć do piekarnika i podpiekać ok. 10-12 min. Spody mają się ściąć i bardzo delikatnie zezłocić. (Można zastosować metodę podpiekania pod ciężarem np. z ziaren fasoli, choć nie jest to absolutnie konieczne).
Wyjąć foremki z piekarnika i pozostawić na kratce do lekkiego ostudzenia.
W tym czasie przygotować nadzienie.
Figi delikatnie umyć pod bieżącą wodą, dokładnie osuszyć papierowym ręcznikiem. Poprzekrawać w ósemki.
Plastry cieniutko krojonego boczku podsmażyć na suchej patelni (chodzi o to, by wytopić nadmiar tłuszczu, a sam boczek by stał się lekko chrupiący). Wyłożyć boczek na dno kruchych spodów. Następnie ponakładać małe kawałeczki gorgonzoli.
W miseczce rozkłócić 2 jajka. Wymieszać ze śmietanką, solą i pieprzem.
Jajeczną masę wylać równomiernie do wszystkich przygotowanych tart. Na wierzchu każdej z nich rozłożyć po 4 kawałki fig. Posypać orzeszkami piniowymi.
Wstawić do piekarnika i piec ok. 30min., aż masa się zetnie i ładnie zezłoci.
Podawać na ciepło. (Na zimno tez pyszne, próbowałam. :)).
Smacznego! :)

sobota, 20 czerwca 2009

Bułki z figami. Weekendowa Piekarnia #36.



Jeśli jest jeszcze ktoś, kto się waha nad udziałem w tej edycji Weekendowej Piekarni – to ja gorąco namawiam: biegnijcie do kuchni, wyjmijcie z szafek tych kilka prostych ingrediencji i połączcie składniki! Gdy weźmiecie do ust pierwszy kęs ciepłej jeszcze bułeczki – rozpłyniecie się ze szczęścia! :)
Zwariowałam? Nie, nie! A właściwie tak! :) Oszalałam na punkcie bułek z figami, z przepisu, które w tym tygodniu wyszperał dla nas Mich z Aromatycznego bloga. :)
Nie skłamię jeśli powiem, że to jedne z ciekawszych bułek, jakie nie tylko piekłam osobiście – ale i jadłam w ogóle. :) Mają bardzo, bardzo nietuzinkowy smak! Niby wytrawne, ale jednak trochę słodkie. Do tego pesteczki fig tak fajnie trzeszczą między zębami. :)
Ach, spróbujcie! Bo warto! Warto! warto!
Bułeczki są tak pyszne, że trudno się od nich oderwać. ;-) Pochłonęliśmy ich znacznie więcej, niż zwyczajowo jadamy na raz. ;-) Małżonek zachwycony, ja w niebowzięta. Ach, ach! raj na ziemi! :)
Jedliśmy te cudne wypieki z kozim serem (pyszną odmianą z dodatkiem wina). A żeby podkreślić słodycz bułeczek – na ser nakładaliśmy dodatkowo konfiturę z fig. Niebo w gębie! :)
I tylko szkoda, że bułeczek tak niewiele było. Na jutrzejsze śniadanie udało mi się schować zaledwie 3 niewielkie sztuki. Co dowodzi niezbicie, że muszę zakasać rękawy i wziąć się za wypiek kolejnej porcji. :)

Michu, dzięki za rewelacyjny przepis! :)



Bułki z figami
cytuję za Michem z bloga “Aromatyczny”

składniki na 12 sztuk

10 dag suszonych fig
1 2/5 szklanki wody
3 dag drożdży
2 szklanki mąki żytniej
1 szklanka mąki pszennej
łyżeczka soli
jajko do posmarowania
ewentualnie mak lub sezam do posypania





Posiekać drobno figi, zagotować z wodą. Odstawić do ostudzenia (37 stopni C).
Odlać 2/5 szklanki ostudzonej wody z fig, wlać do miski. Rozetrzeć w niej drożdże, zostawić na 10 minut. Wymieszać w misce oba rodzaje mąki z solą, wlać rozmieszane z wodą drożdże i wodę z figami. Dobrze wyrobić i zostawić na 15 minut. Wyłożyć ciasto na posypana mąką stolnicę, wyrobić trochę, uformować wałek i podzielić na 12 części. Formować okrągłe bułeczki. Układać na posmarowanej blasze. Zostawić na 45 minut do wyrośnięcia. Nagrzać piecyk do temperatury 200 stopni C. Posmarować bułki jajkiem, posypać makiem i piec około 22-25 minut.