Lepiej nie pytać mnie czy może przypadkiem mam ochotę na szarlotkę. Bo to jedyne ciasto, na które mam ochotę ZAWSZE. Po prostu zawsze. Czy to lato, czy zima (jesień i wiosna też). Zdrowa, czy chora. Zapracowana, czy nie. W domu, czy na wakacjach. Okoliczności czasu, przyrody i wszelkie inne są zupełnie bez znaczenia. Bo szarlotki i jabłeczniki wszelkiej maści to moje słodkie uzależnienie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 października 2016
Na szarlotkę zawsze jest dobry czas.
Lepiej nie pytać mnie czy może przypadkiem mam ochotę na szarlotkę. Bo to jedyne ciasto, na które mam ochotę ZAWSZE. Po prostu zawsze. Czy to lato, czy zima (jesień i wiosna też). Zdrowa, czy chora. Zapracowana, czy nie. W domu, czy na wakacjach. Okoliczności czasu, przyrody i wszelkie inne są zupełnie bez znaczenia. Bo szarlotki i jabłeczniki wszelkiej maści to moje słodkie uzależnienie.
wtorek, 9 lutego 2016
Pleśniak z jabłkami i orzechami włoskimi
Pleśniak to jedno z tych ciast, do którego żywię niemały sentyment. Piekła go babcia i mama, oczywiście od czasu do czasu wracam do niego i ja. W archiwum bloga znajdują się już dwie receptury na ten popularny wypiek: wersja letnia i zimowa. Do pierwszej używam świeżych owoców czarnej porzeczki, druga bazuje tylko na porzeczkowej konfiturze. Zarówno porzeczkowe, jak i z dodatkiem agrestu – to klasyczne pleśniaki.
czwartek, 22 października 2015
Czas na jesień. Jabłka i orzechy.
Tak to się plecie... Wiosną zwykle wracam ze spacerów z zielonymi gałązkami. Latem nie potrafię się oprzeć polnym kwiatom, a teraz, gdy za oknem sypnęło złotem - zachwyca mnie każdy opadający z drzewa liść. Nawet jeśli nie tęsknię za chłodem i krótszymi dniami, to lubię te wszystkie odcienie żółci, czerwieni, brązów i fioletów, którymi obdarza nas teraz natura. W domu więc zrobiło się kolorowo od bukietów liści, jarzębiny, dzikiego winogrona, ozdobnych dyń i dużej ilości owoców. To najprzyjemniejsza strona tej pory roku... :)
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Hasło na styczeń: słońca i szarlotki!
Trudno mi się polubić z tegoroczną zimą. Taką zimą, co to straszy szarością i zapłakanym, brudnym niebem. Ciężkie poranki. Ponure dni. Mam wrażenie, że zapadam w głęboki sen. Chciałabym spać, spać, spać...
Moja babcia zwykła mówić: „nie ma słońca, nie ma życia”. I trochę tak się właśnie czuję, jakby życie na chwilę zatrzymało swój bieg.
Nie mogę wysiedzieć w czterech ścianach. Za ponuro, za ciasno. Przemierzam miasto w tę i z powrotem. Nie potrzebuję konkretnego celu. Byle złapać odrobinę światła, choćby kilka promieni słońca. A potem jeszcze tylko spora dawka fitnessu. Codziennie. Ta przynosi dodatkowy mały zastrzyk energii. Nie starcza na długo, ale ziarnko do ziarnka... uzbiera się, by dotrwać do końca dnia.
Skreślam dni w kalendarzu. Byle do marca. Dam radę.
piątek, 19 września 2014
Z jeżynami na skraju lata
Jeszcze chwila, a jak co roku zacznę narzekać. Że zimno, że ciemno, że słońca za mało, że światło nie takie jak lubię. Że poranne pobudki trudniejsze. I że z dnia na dzień coraz mniej pysznych i soczystych owoców na straganach. I że boczki rosną od tłustszego jedzenia. ;-)
Ale to wszystko – oby jak najpóźniej. Bo na razie cud- miód – i jeżyny! :) Pogoda na mojej północy iście letnia, aż rwie się człowiek, by jak najwięcej czasu spędzić aktywnie. I gdyby nie praca, terminy i wrodzone poczucie obowiązku - żadna siła nie utrzymałaby mnie w czterech ścianach. Dzielę więc promienie na te, które łapię na nosie i te łapane obiektywem. Póki są!
piątek, 11 października 2013
Kierunek: Wielkopolska. Oraz jesienne ciasto z jabłkami.
Biegam dzisiaj od samego rana. Jakby mnie kto nie wanilią, a pieprzem podładował. Od sklepu do sklepu, na targu ze dwa razy, w kuchni skaczę między kilkoma garnkami naraz. To taka wprawka przed dniem jutrzejszym, bo jutro...wyruszam w drogę. Zostawiam rodzinę z pełną lodówką, jakbym co najmniej na tydzień wyjeżdżała. :D
środa, 4 września 2013
Wrześniowe rozterki. I trochę inna szarlotka.
Był taki czas, dość zamierzchły co prawda, kiedy już pod koniec lipca z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam września. Jakże mi się dłużyły te wakacje!
Zrywałam się wczesnym rankiem i przysiadałam na naszym specyficznym, szerokim parapecie kuchennym. W kuchni krzątała się Babcia, a w tle codziennie, niezmiennie płynęło „Lato z radiem”. Wyciągałam wszystkie swoje zeszyty, zeszyciki, bruliony, brulioniki, kredki „z misiem” i pachnące chińskie gumki, i do znudzenia wciąż, i wciąż przeglądałam, układałam, ozdabiałam... Zapełniałam czas, byle już nadszedł i był. :)
czwartek, 22 listopada 2012
Ulubiona szarlotka. Moja ulubiona.
Nie tak
łatwo złapać oddech, gdy praca wydaje się nie mieć końca. Ale
gdy już wpada wolna chwila – to koniecznie! koniecznie trzeba ją
wykorzystać na babskie spotkanie. :)
Domowa
szarlotka, imbryczek z herbatą i potrzeba wygadania się. To dobry
sposób, by blisko trzy godziny przeleciały w pięć sekund, a dwie
równe Babki wyrzuciły z siebie z milion słów. :)
czwartek, 13 października 2011
Jabłka w kropki i keks imbirowy
Niezbyt doskonałe, jeśli porównywać do wypolerowanych Granny Smith, czy Ligola.
Nie tak krągłe i bez imponujących rozmiarów.
Nie grzeszą pięknem.
Te czerwone nakrapiane jak biedronki.
A mimo wszystko czarują jak potrafią najlepiej...
Pachną ogrodem.
Nieskoszoną jesienną trawą.
I poranną mgłą.
Pachną koszem wiklinowym, albo spadającym liściem.
Słodkie. I kwaskowe jednocześnie.
Najlepsze.
Moje dziecię pojechało na harce do kolegi. Za miasto. Wróciło do domu obdarowane dużą torbą owoców. Cała kuchnia napełniła się winnym zapachem. Dużo jabłek po prostu schrupaliśmy. Trochę jeszcze zostało. A w międzyczasie piekę na bieżąco ciasta.
Znikają szybko. Zwłaszcza to, imbirowe – znalazło wielkie uznanie. Lekko pikantne, puszyste, niezbyt suche. Z dodatkiem jabłek i orzechów nerkowca. Trochę jak piernik. Ale tylko trochę. :)
Polecam, bo pyszne!
Keks imbirowy z jabłkami i orzechami nerkowca
inspirowany przepisem w Delicious nr 10/2011 z moimi zmianami
150g masła w temperaturze pokojowej
70g brązowego cukru trzcinowego
2 jaja
70g syropu złocistego (golden syroup)
150ml mleka
250g mąki
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru w proszku
1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
ok.80g orzechów nerkowca (w oryginale proponowano pekany)
3-4 duże jabłka (u mnie 8 mniejszych)
1 łyżka syropu imbirowego
2 łyżeczki brązowego cukru trzcinowego
Jabłka obrać, wydrążyć z gniazd nasiennych i pokroić w ósemki.
Przygotować dużą foremkę keksową (u mnie 30x11cm) – wysmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia.
Piekarnik rozgrzać do temp. 180st.C.
Mąkę przesiać wraz z cynamonem, imbirem w proszku i proszkiem do pieczenia do osobnej miski.
Masło utrzeć z 70g cukru trzcinowego. Wlać kolejno po jednym jajku i syrop złocisty.
Cały czas mieszając – dodawać partiami po kilka łyżek mąki i mleka, aż do wyczerpania składników.
Wyłożyć ciasto do foremki. Ósemki jabłek powtykać pionowo dość głęboko w ciasto. Z wierzchu posypać orzechami nerkowca, a następnie skropić syropem imbirowym i posypać równomiernie 2 łyżeczkami cukru trzcinowego.
Piec przez ok. 1 godzinę w temp. 180st.C (grzałki góra – dół).
Patyczek wetknięty w środek ciasta powinien być suchy. Ostudzić.
Smacznego!
środa, 12 stycznia 2011
Crème brûlée (z dodatkiem syropu klonowego) na tarcie jabłkowej
Niewątpliwie desery takie jak ten mogłabym jeść o każdej porze i w ilościach co najmniej nieprzyzwoitych. Nie zważając na kalorie, na zdrowy rozsądek, ani nawet postanowienia, że słodycze „przycinamy”. :)
Sprawcą mojego łakomstwa jest baaardzo przeze mnie lubiany crème brûlée. Ba! Uwielbiany!
Aż trudno uwierzyć, że zwykłe jajka i zwykła śmietanka, doprawione aromatycznie (zwykle ziarenkami wanilii), upieczone, schłodzone, a na koniec posypane cukrem trzcinowym i potraktowane ogniem - dają tak fantastyczny efekt smakowy. To jest typowy przykład i potwierdzenie reguły, że proste = genialne.
Oczywiście zachęcam do własnego, domowego przygotowania tego prostego, klasycznego kremu (przepis tutaj - klik). Ale równie mocno polecam wszelakie wariacje na temat. Kiedyś pokazywałam gruszki zatopione w crème brûlée (klik – przepis), naprawdę bardzo pyszne.
A dzisiaj proponuję mini – tarty (ale z powodzeniem można zrobić jedną większą) na kruchym spodzie z plasterkami jabłek, przykryte pierzynką z crème brûlée. Dla odmiany, zamiast tradycyjnego dodatku ziarenek wanilii, do kremu dodałam syrop klonowy. Dzięki niemu krem zyskał trochę inny, bardziej orzechowy smak.
Taka wersja posmakowała mi tak bardzo, że w najbliższym czasie zamierzam przygotować tradycyjny, „czysty” crème brûlée (bez żadnych owoców, spodów, etc.) ale właśnie z syropem klonowym, zamiast wanilii. Już nie mogę się doczekać. :)
Tarty jabłkowe pod pierzynką z crème brûlée (z dodatkiem syropu klonowego)
na ok. 10 mini tart o średnicy 11cm
Kruche ciasto:
250 g przesianej mąki
125g zimnego masła
100g cukru pudru
1 żółtko
ok. 1-2 łyżeczki bardzo zimnej wody
Dodatkowo:
1-2 łyżki rozpuszczonego masła do smarowania foremek
mąka do oprószenia
Mąkę przesiać na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać przesiany cukier puder – wymieszać, a następnie wbić żółtko jajka i łyżkę zimnej wody. Zagniatać, niezbyt długo, aż ciasto będzie gładkie. W razie gdyby ciasto było zbyt suche i nie chciało się zbić w kulę – dodać drugą łyżkę wody.
Z ciasta uformować wałek, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.
Piekarnik rozgrzać do 180 st. C. Przygotować foremki do mini tart (moje mają średnicę 11cm).
Foremki wysmarować rozpuszczonym masłem i oprószyć mąką.
Schłodzone ciasto pokroić na 10 plasterków mniej więcej równej grubości. Każdy plasterek rozwałkować dość cienko do wielkości odpowiadającej średnicy foremek, z wywinięciem na rant . Wyłożyć foremki ciastem. Piec „na biało” (np. przy użyciu suchej fasoli) przez ok. 15 min.
Wyjąć z piekarnika i poczekać aż wystygną (pozostawić w foremkach).
Crème brûlée:
500 ml śmietanki kremówki (dałam 36%)
5 żółtek z dużych jaj
4 łyżki drobnego cukru (użyłam białego)
4 łyżki (60ml) syropu klonowego
oraz
2-3 jabłka, obrane i pokrojone w niezbyt grube plasterki
10 łyżeczek brązowego cukru trzcinowego
Śmietankę wlać do rondelka. Rondelek postawić na ogień i mieszając od czasu do czasu – zagotować i od razu zdjąć z ognia. Odstawić śmietankę do lekkiego ostudzenia.
W misce wymieszać żółtka z 4 łyżkami drobnego cukru – nie ubijać! tylko delikatnie połączyć, tak by masa nie została napowietrzona.
Do masy jajecznej, cały czas ostrożnie mieszając - dodawać stopniowo ciepłej śmietanki – najpierw po jednej łyżce, a potem aż do wyczerpania płynu. Na koniec wmieszać syrop klonowy.
Na podpieczone wcześniej kruche ciasto ułożyć po kilka plasterków jabłek. Wlać do każdej masę śmietanową.
Piec w piekarniku (180st.C) przez ok. 30 min. aż masa się zetnie (dotknięta palcem powinna być sprężysta, nieco „budyniowa”). Wyjąć z piekarnika i ostudzić.
Schłodzić w lodówce.
Bezpośrednio przed podaniem – każdą porcję posypać cieniutką warstwą 1 łyżeczką brązowego cukru i skarmelizować przy pomocy palnika.
Smacznego!
sobota, 26 września 2009
Mini - tarty na Dzień Jabłka

Dwa lata temu w Dniu Jabłka - wpisem „jabłkowym” - rozpoczął swój żywot ten blog.Dzisiaj z wielką radością, już po raz trzeci, przyłączam się do wspólnej zabawy, pod opieką gospodyni Tatter. :)
Muszę Wam powiedzieć, że jabłka najchętniej zjadam po prostu na surowo. Każdego dnia. Z niewielką przerwą na przełomie wiosny i lata, kiedy to stare jabłka już nie są tak smaczne, a nowych jeszcze nie ma.
Miłość do tego owoca szczęśliwie udało mi się zaszczepić mojej córeczce, która nawet kilka razy dziennie potrafi przynieść w swojej małej rączce jabłuszko: „mamo, umyj”. :) Ale jest też porażka... Syn nieczęsto sięga po nie rękę. :( Włożone do szkolnego pudełka śniadaniowego – niejednokrotnie wraca z powrotem do domu. :( Znacznie lepiej ma się sprawa z jabłkowymi wypiekami. Szarlotki i wszelakie jabłeczniki – choć już bez witaminowej bomby – zjadane są chętnie.
Zresztą, dobrego jabłecznika – sama nie potrafię sobie odmówić. :) To ciasto – magnes. :D Pamiętam doskonale moje obie ciąże, podczas których codzienny kawałek szarlotki był tak samo nieodzowny, jak pogłaskanie brzucha. :D
Z okazji dzisiejszego Dnia Jabłka chciałam zaproponować mini – tarty z owocami zapieczonymi pod pyszną śmietanową pierzynką (z aromatyczną nutką waniliową). Pomysł na ten deser – zrodził się kilka dni temu, gdy zajadałam się przepyszną tartą z gruszkami, z przepisu Ani Truskawkowej. Ponieważ ciasto od pierwszego kawałka podbiło moje serducho – pomyślałam sobie, że warto wykorzystać przepis i spróbować zrobić podobną tartę z jabłkami zamiast gruszek. Przy okazji wprowadziłam małe zmiany: kruche ciasto wykonałam ze swojego ulubionego przepisu (wg Pierre Herme'a), do powiększonej ilości masy śmietanowej dodałam ziarenka wanilii, zrezygnowałam z dodatku czekolady, a dużą foremkę do tarty – zamieniłam na kilka mniejszych.
Jabłkowe tarty wyszły równie pyszne. :) Wam polecam obie wersje. :) A Truskawkowej Ani dziękuję za inspiracje. :)

Mini – tarty z jabłkami pod śmietanową pierzynką
Kruche ciasto:
250 g przesianej mąki
125g masła
125 g cukru pudru
1 jajko
Mąkę przesiać na stolnicę lub do misy robota, dodać masło pokrojone na małe kawałki. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać przesiany cukier puder – wymieszać, a następnie wbić całe jajko. Zagniatać, niezbyt długo, aż będzie gładkie.
Uformować kulę, spłaszczyć ją dość mocno, zawinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki na min. ½ godziny.
Piekarnik rozgrzać do 200 st. C. Przygotować foremki do mini tart – wysmarować masłem lub olejem roślinnym, oprószyć lekko mąką.
Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość ok. 2-3 mm. Wykrawać okręgi wielkości odpowiadającej średnicy foremek + wysokość rantu. Wyłożyć foremki ciastem (mnie wyszło 8 foremek o średnicy 11cm). Podpiec ok. 10-15 min. Lekko złociste wyjąć z piekarnika i trochę ostudzić.
Dodatkowo:4 jabłka
3 jajka
ok. 250 ml śmietany kremówki (użyłam 36%)
3 łyżki cukru*
1 laska wanilii*
2-3 łyżki brązowego cukru trzcinowego
* można zamiennie użyć kupny cukier z dodatkiem prawdziwej wanilii
Rozkłócić jajka. Dodać cukier śmietanę i ziarenka z laski wanilii. Dobrze wymieszać.
Jabłka obrać, pozbawić gniazd nasiennych, podzielić na plasterki gr. ok. 3mm. Układać plasterki (na zakładkę) na ostudzonych spodach.
Masę śmietanową rozlać do wszystkich foremek. Brązowym cukrem oprószyć lekko wystające spod masy części jabłek.
Zapiekać kolejne ok. 30 min. (masa śmietanowa powinna się ściąć).
Smacznego!
niedziela, 30 sierpnia 2009
Jabłecznik francuski. Weekendowa Cukiernia #11

Ojjj, dużo czasu zabrało mi zebranie się w sobie, by upiec ciasto zaproponowane w ramach Weekendowej Cukierni przez Mafilkę. Najpierw na przeszkodzie stanął wjazd wakacyjny, a po powrocie ciągle odkładałam „na jutro”... Plan uczestnictwa w Cukierni był założony, ale chęci uległy rozleniwieniu... :D Jakoś bardziej po drodze mi były słońce i wiatr we włosach, niż rozgrzany piekarnik. :D
Ale jest! Na ostatni dzwonek upiekłam, wpasowując się w ramach wyznaczonego terminu. :)
Cóż tu napisać o samym cieście... Najbardziej ciśnie mi się na usta (właściwie klawiaturę): dlaczego takie małe???
Wczoraj upieczone, dzisiaj na talerzu pozostała jeszcze jedna mała porcja. Znaczną część pochłonęły dzieci, wciąż wołając: mamo! jeszcze!!! :D
Niewiele brakowało, a dla mnie prawdopodobnie zostałaby tylko przyjemność fotografowania i okruszki na talerzu... :) Właściwie w tej sytuacji zbędnym się wydaje pisanie, że ciasto jest bardzo smaczne. Jednak dla porządku powiem to głośno: mniam! mniam! taaakie dobre! :D
Początkowo byłam pełna obaw, co do polewy jajeczno – śmietanowej, którą wg przepisu należy „okrasić” ciasto. Rozważałam nawet opcję rezygnacji z tejże, ale poszłam po rozum do głowy i na zasadzie w miarę bliskiego skojarzenia polewy z pieczonymi deserami typu creme brulee - postanowiłam zaryzykować. I dobrze! Nie pomylę się wiele twierdząc, że najważniejszy smak jabłecznika francuskiego – to właśnie zapieczona polewa o waniliowym smaku! Jest po prostu pyszna! :)
A! i dla pamięci... cukru w cieście mogłoby być mniej. :)
Polecam ciasto i dziękuję Mafilce za przepis prosty, a smaczny. :)

Jabłecznik francuski
wg przepisu Mafilki z bloga "Zaczynam kucharzenie"
Ciasto:
75 g miękkiego masła
150 g cukru *
1 łyżka cukru waniliowego
szczypta soli
2 jajka
100 g mąki pszennej tortowej
50 g mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
ok 3-5 średnich sztuk jabłek pokrojonych w 'szesnastki'
Masa jajeczno - śmietanowa:
50 g cukru
1 łyżka cukru waniliowego
2 jajka
150 g crème fraîche lub gęstej śmietany (np. Zott 18%)
Tortownicę o średnicy 24 cm delikatnie wysmarować masłem, piekarnik nagrzać do 170 stopni C. (z termoobiegiem).W misce utrzeć masło ze 100 gramami cukru i 1 łyżką cukru waniliowego, dosypać wymieszane mąki z proszkiem do pieczenia i wbić 2 jaja. Ucierać aż masa będzie puszysta. Wyłożyć do tortownicy, wygładzić powierzchnię. Obrane i pokrojone w szesnastki jabłka wyłożyć na ciasto i lekko docisnąć. Piec 35 minut na środkowej półce piekarnika.
Śmietanę rozmieszać z pozostałym cukrem i cukrem waniliowym oraz jajami i wylać na podpieczone ciasto z jabłkami. Piec dalej jeszcze ok 25-30 minut. Po wyjęciu z piekarnika można oprószyć cukrem pudrem.
* moim zdaniem 100g by wystarczyło
Subskrybuj:
Posty (Atom)













