Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bakłażan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bakłażan. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2015

Mango z bakłażanem. I soba.


Po raz kolejny wracam na bloga z przepisem podpatrzonym u jednego z moich kulinarnych ulubieńców. O Yottamie Ottolenghi wspominałam już kilka razy, za każdym razem w najwyższym stopniu zachwycona smakiem potraw jego pomysłu.
Tym razem moje zainteresowanie skupiło się na przepisie pochodzącym z książki „Plenty”.
Jestem wielbicielką makaronów, zatem uwagę przykuł pomysł na kluchy.
Bardzo lubimy gryczaną sobę i stosunkowo często wykorzystuję ją do przygotowania obiadu. Jednak nie wiem czy sama wpadłabym na szalony pomysł podania makaronu z mango... Tymczasem u Yottama dzieją się rzeczy ciekawe, bo na jednym talerzu z sobą ląduje nie tylko mango, ale jeszcze bakłażan i sezam, a całość potraktowana zostaje dressingiem na bazie octu winnego, cukru i przypraw, a potem odstawiona do „przegryzienia” smaków. W efekcie końcowym mamy do czynienia z makaronem na zimno, więc można by potrawę sprowadzić do rodzaju sałatki.

środa, 23 września 2015

Bakłażany wg Yotama O. (OOO! jakie cudowne!)


Ilekroć zaglądam do książek Yotama Ottolenghi (a niestety mam tylko dwie pozycje), zwyczajnie nie mogę się od nich odkleić. I wyjątkowo jak na mnie - nie chodzi o to, że tak bardzo zatracam się w fotografii, bo te akurat w książkach Ottolenghi'ego są dość proste i oszczędne, zarówno w ilościach (bo tylko część przepisów jest zilustrowana), jak i w stylizacjach potraw. Bohaterem książkowych stronic nie stają się gadżety, ale potrawa. Albo wybrany składnik.
Normalnie pewnie kręciłabym trochę nosem, bo większość kulinarnych książek zbieram – o ironio! - wcale nie dla przepisów, ale dla fotografii właśnie. :)


niedziela, 28 września 2014

Lista awaryjna


Mam taką swoją prywatną listę awaryjnych potraw. Nie jest ani szczególnie długa, ani nad wyraz urozmaicona. W życie wcielam wtedy, gdy mam totalną pustkę w głowie, tudzież ilość czasu spędzonego w kuchni muszę (czasem chcę) skrócić do minimum.
Wspólny mianownik, jak łatwo się domyśleć, opiera się na prostocie i ekspresowym wykonaniu.
W większości przypadków lista obejmuje po prostu makarony na różne sposoby. Pewnie dlatego, że zwyczajnie mają u nas duże branie. Ale od czasu do czasu wyciągam z niej też inne, równie proste perełki. Takie jak ta.
Przygotowuję ją w woku, ale i bez niego można sobie poradzić. Wystarczy głębsza patelnia. Koniecznie zawczasu przygotujcie wszystkie składniki, tak aby mieć je pod ręką. Wtedy idzie jeszcze szybciej. :)



niedziela, 6 października 2013

Bliskie i dalekie. I gulasz z bakłażana.


W każdy poniedziałek i czwartek, na wylocie Długich Ogrodów, otwiera się rynek. Taki zwykły, najzwyklejszy, ze straganami pod chmurką i handlarzami rzeczy nowych (zwykle tandetnych), i używanych też. Czasem przechodzę między ich stoiskami, wyłożonymi wprost na kawałku folii na betonowej posadzce, ale wśród wyprzedawanych rzeczy darmo szukać oldskulowych perełek. :) 

sobota, 5 października 2013

Klej i nożyczki, kontra nóż kuchenny


Mimo soboty i wewnętrznej, pierwotnej chęci nic-nie-robienia, postanowiłam pójść pod prąd własnemu lenistwu i narzuciłam sobie na dzisiaj wzmożoną aktywność w kuchni.
Zważywszy na to, że w ostatnich dniach – lekko kontuzjowana – zaległam przy biurku: tnąc, klejąc, wydzierając i przycinając - wydaje się, że oderwanie się od tychże „ając” będzie jednak miłą odmianą.
Nie ma się co oszukiwać, to w kuchni, z nożem w jednej dłoni  i aparatem w drugiej (a nie nożyczkami i klejem) - najlepiej się czuję. ;-)
Zabieram się zaraz za czekający na mnie warzywno - owocowy kram i mam nadzieję, że coś pysznego z tego wyjdzie. 
 
Udanego i smacznego weekendu Wam życzę i niech słońca za oknem nie zabraknie! :)
A wkrótce na blogu pojawią się bakłażany w roli głównej. :)

niedziela, 18 września 2011

Crostini. Z bakłażanem i pomidorami.


Włosi podaliby je z całą pewnością jako przystawkę bezpośrednio przed głównym posiłkiem. I zapewne znalazł by się na nim jakiś pyszny pasztecik. Swoją drogą, każda moja wizyta we włoskich restauracjach przynosiła niewiarygodne zdumienie: gdzie oni mieszczą tak rozbudowane wieczorne posiłki? Jak później zasnąć bez uczucia przejedzenia...?


A u mnie ani przed obiadem, ani z żadnym „Pâté”. Ale tak po prostu, z tym co miałam pod ręką sezonowego – przygotowane jako przegryzka w ciągu dnia.
Moja Babcia dawnymi czasy smażyła kromki zwykłego chleba oliwskiego i nacierała je mocno czosnkiem. Jako dziecko ogromnie je lubiłam, mimo, że było to jedzenie raczej kryzysowe.
Crostini z bakłażanem, pomidorem i oliwą extra vergine wydają się być luksusowe w stosunku do grzanek sprzed lat. Kto wtedy w Polsce słyszał o oberżynie...
Pyszne, chrupiące i bardzo aromatyczne. A surowy czosnek w tej chwili jak najbardziej na czasie, gdy przeziębienia atakują ze wszech stron.
Ja właśnie toczę nierówną walkę z niechcianą zarazą...
Pozdrawiam!



Crostini z bakłażanem i pomidorami

1 nieduży bakłażan (najlepiej „chudy”, nie pękaty)
3-4 pomidory (mogą być kolorowe)
ok. 1 łyżki poszatkowanej drobno natki pietruszki
ok. 1 łyżeczka świeżych listków tymianku
ok. 1 łyżka oliwy (nadającej się do smażenia)
sól (u mnie Maldon), pieprz do smaku
bagietka
ząbek czosnku
oliwa extra vergine – do skropienia

Umytego i osuszonego bakłażana pokroić w plastry gr. ok. 5 mm, a następnie w kosteczkę. Jeśli nasza oberżyna jest jednak bardziej pękata, a środku ma sporo pestek, to wcześniej plastry bakłażana – lekko posolić i zostawić na ok. 15-20 min. W tym czasie bakłażan puści sok (wraz z goryczką). Osuszyć papierowym ręcznikiem i dopiero wtedy pokroić w kostkę.
Pomidory umyć, osuszyć. Pokroić w kostkę, odrzucając środkowe gniazdo z pestkami.
Na patelni rozgrzać bardzo mocno oliwę do smażenia. Wrzucić bakłażana i smażyć na małym ogniu, często mieszając ok. 4-5 min., aż bakłażan się zeszkli i zmięknie (bakłażan bardzo mocno pije tłuszcz; można oczywiście smażyć na większej ilości oliwy, ale i tak wszystko wchłonie, a my będziemy mieć tłustą oberżynę).
Na pół minuty przed końcem smażenia – dodać ok. ¾ przygotowanych pomidorów, tymianek oraz natkę pietruszki. Posolić do smaku. Wszystko krótką chwilkę razem przesmażyć i zdjąć z ognia.
Bagietki pokroić na kromeczki. Można lekko zwilżyć oliwą (choć niekoniecznie) i z obu stron zezłocić na patelni grillowej.
Ciepłe grzanki natrzeć czosnkiem. Na każdą grzankę ułożyć po czubatej łyżce warzyw. Wierzch ozdobić dodatkowo pozostałymi, świeżymi pomidorami. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Skropić oliwą extra vergine.
Smacznego!

środa, 24 czerwca 2009

Marokański dżem z bakłażanów i tortilla z grillowanymi warzywami.


Dzisiaj chciałam przypomnieć przepis, który zapewne znany jest bywalcom kulinarnego CinCin. Mowa oczywiście o tytułowym marokańskim dżemie z bakłażanów, przepisem na który podzieliła się na CC Malgosimi. Nazwa dżem wydawać by się mogła nieco myląca i kojarzyć się może ze słodkim przetworem. Tymczasem marokański dżem z bakłażanów – to rodzaj bardzo gęstego sosu, czy relishu.
Robiłam go w ciągu ostatnich lat po wielokroć i wciąż wracam do przepisu tak często jak to tylko możliwe (czyli głównie wtedy, gdy czas bakłażanów powoduje ich wysyp na naszych straganach). Bakłażany są pyszne same w sobie (ja je uwielbiam), a ponieważ istnieją połączenia idealne, więc dla mnie takim połączeniem jest bakłażan + kumin, lub bakłażan + pomidory. Dżem z bakłażanów – to połączenie wszystkich trzech wymienionych składników.
Zastosowanie tego przetworu jest bardzo szerokie i właściwie zależy od inwencji własnej. Można go użyć na zimno jako smarowidło na kanapkę, jako sos do pizzy, sos do makaronów wszelakich, zapiekanek, składnik nadzienia pity czy nawet naleśników, etc.
Ja uwielbiam go wprost z makaronem, najlepiej ze spaghetti!
A dzisiaj proponuję rozsmarować grubszą warstwę na tortilli i zawinąć wraz z grillowanymi warzywami (u mnie cukinia i bakłażan), świeżym pomidorem, oraz piersią z kurczaka (z której notabene można z powodzeniem zrezygnować jeśli wersja ma być wegetariańska).
Spróbujcie przygotować ten dżem, nie pożałujecie! Na pewno i Wy znajdziecie dla niego smaczne zastosowania. W wersji niewekowanej można przez tydzień przechowywać w lodówce.


Marokański dżem z bakłażana
inspirowane przepisem Malgosimi (w oryginale przepis Pauli Wolfert)

2 bakłażany
3 ząbki czosnku
1 puszka pomidorów bardzo dobrej jakości
duża szczypta utartego kuminu (daję 1 łyżeczkę)
1 łyżeczka słodkiej papryki (zamieniam na paprykę wędzoną)
szczypta suszonej chili
sól do smaku
3 łyżki soku z cytryny

oliwa

Bakłażana pokroić w 1-cm plastry. Oprószyć solą, lub zamoczyć w 1 l wody połączonej z 2 łyżkami soli. Pozostawić na na ok. 30 min.
Bakłażana osuszyć papierowym ręcznikiem. Usmażyć go partiami na małej ilości oliwy (uwaga! bakłażan silnie chłonie tłuszcz) lub zgrillować go (preferuję tę metodę, a grilluję na patelni grillowej). Lekko przestudzić i pokroić w kostkę (wielkość nie ma istotnego znaczenia).
Na głębszej patelni rozgrzać 2-3 łyżki oliwy. Wrzucić pokrojonego bakłażana, bardzo krótko przesmażyć, a po chwili dołożyć kumin, sproszkowaną paprykę i chili. Smażyć ok 1 min. by przyprawy wydobyły aromat. Dołożyć przeciśnięte ząbki czosnku, oraz pomidory. Doprawić do smaku solą. Poddusić. Zdjąć z ognia. Zmiksować na gładko. Dosmaczyć sokiem z cytryny.
Odstawić na jeden dzień do lodówki. Podawać na zimno lub ciepło.
Tydzień można przechowywać w lodówce.

Smacznego!