czwartek, 22 listopada 2007

Kulinarne sam na sam

Lubię od czasu do czasu zjeść obiad w samotności. I bynajmniej nie jest mi przykro z tego powodu. :)
Zdarzają się takie dni, że małżonek wraca do domu z pracy późnym wieczorem i z góry zapowiada, żebym nie czekała na niego z obiadem. Wykorzystuję takie chwile na przygotowanie sobie posiłku, na który raczej nie mam szans w pełnej obsadzie rodzinnej przy stole: dziecko kategorycznie odmawia spożycia, a mąż też potrafi pokręcić nosem, albo nawet zje, ale bez entuzjazmu. Zatem taki samotny dzień – to dla mnie szansa na coś, co tylko ja w naszym domu zajadam ze smakiem. Myślę, że i synek lubi takie chwile, bo wtedy łatwiej daję się namówić, na przygotowanie specjalnie dla niego mniej zdrowego posiłku typu frytki. ;-)




Tym razem przygotowałam dla siebie tagliatelle z krewetkami i awokado. Krewetki to poniekąd moje nowe odkrycie kulinarne. Wcześniej ich smak, ale chyba przede wszystki m wygląd, zupełnie mnie nie zachwycały. I nagle któregoś pięknego dnia wszystko się zmieniło. Okazało się, że krewetki są po prostu pyszne! W każdym razie, odkąd je na nowo odkryłam - szukam okazji do kolejnych degustacji. Zupełnie nie rozumiem dlaczego moja rodzina kręci nosem na takie pyszności! Przecież to rarytas dla podniebienia! Przynajmniej mojego. ;-)



Tagliatelle z krewetkami i awokado

Na 1 porcję:
Świeżo przygotowane tagliatelle

2 łyżki oliwy z oliwek
4 szt. krewetek królewskich (ja użyłam mrożonych, już oczyszczonych)
1 duży ząbek czosnku
sok z 1 limonki
sól, czarny pieprz do smaku
1 awokado – obrane, pokrojone w sporą kostkę
2 łyżki świeżo startych płatków parmezanu
2 łyżki posiekanej natki pietruszki


W garnku ze sporą ilością osolonej wody gotuję tagliatelle al dente.
W międzyczasie rozgrzewam oliwę na patelni. Wciskam ząbek czosnku i jednocześnie wrzucam krewetki. Przesmażam ze 2- 3 minuty, mieszając. Wlewam sok z limonki, doprawiam solą. Duszę jeszcze z jedną minutę, odparowując nieco sok. Na chwilę przed zdjęciem z gazu – wrzucam kawałki awokado. Przemieszam i wyłączam ogień.
W tym czasie odcedzam makaron i wrzucam na patelnię. Doprawiam czarnym pieprzem, posypuję parmezanem i natką pietruszki. Wszystko mieszam.
Mniammmm!



To nie koniec jednak rozpusty. Coś słodkiego by się zjadło. ;-)
Już dawno temu przymierzałam się do krajanki orzechowo- karmelowej Bajaderki, jednak wciąż i wciąż inne pyszności stawały na drodze. Ostatnio, podczas Orzechowego Weekendu, Caritka na swoim blogu przypomniała mi o tych bajaderkowych słodkościach. Wszystkie składniki były w domu, więc do dzieła!
Krajanka wyszła bardzo słodka i bardzo pyszna! Orzechy, karmel i czekolada, cóż może być pyszniejszego dla łasucha… ;-)





Krajanka orzechowo-karmelowa

Spód:
2 szklanki maki
1 szklanka brązowego cukru
140g masła
1 szklanka grubo posiekanych orzechów

Na wierzch:
3/4 szklanki brązowego cukru
3 łyżki słodkiej śmietanki
140g masła
1 szklanka posiekanej czekolady lub czekoladowych chipsów

Rozgrzać piekarnik do 180C. Mąkę, cukier i masło posiekać aż utworzą sie grudki (dobrze sie to robi w malakserze). Wysypać ciasto na blachę 33x23cm i lekko wcisnąć w dno formy. Piec około 15 minut aż ciasto lekko sie zrumieni.
Brązowy cukier, masło i śmietankę zagotować w małym rondelku, mieszać aż cukier sie rozpuści. Gotować 1 minutę mieszając od czasu do czasu. Zdjąć z palnika. Na podpieczone ciasto rozsypać posiekane orzechy, zalać karmelem i wstawić do piekarnika. Piec 15-20 minut, az ściemnieje i na powierzchni zaczną pokazywać się bąbelki.
Wyjąć z piekarnika i posypać czekolada - zostawić na kilka minut aby czekolada zmiękł, potem rozsmarować na całej powierzchni. Kroić na małe kwadraciki - bardzo słodkie!


środa, 14 listopada 2007

Chińskie pierożki

Jakiś czas temu zaczarowały mnie pierożki, którymi Ela pochwaliła się na „My best food". Niesamowicie podobał mi się ich nietuzinkowy (jak dla Europejczyka) kształt. Ostatecznie nie co dzień widuje się pierogi w kształcie sakiewek.
Od tamtej pory te pierożki – sakiewki chodziły za mną jak cień i tylko czekałam na sprzyjający czas, by samej wziąć się za klejenie.
W międzyczasie trochę pobuszowałam w necie, by czegoś więcej dowiedzieć się o tych małych chińskich przekąskach. Okazuje się, ze różnorodność form i nadzienia jest ogromna.
Zainspirowana pierożkami Eli – wzięłam się w końcu do klejenia.
A oto efekt (dodam: pyszny efekt):


Nadzienie:
25 dag mielonego mięsa z kurczaka
1 cukinia średniej wielkości
2 marchewki
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka curry
1 łyżka ciemnego sosu sojowego
1 łyżeczka sosu rybnego
½ łyżeczki oleju sezamowego
szczypta soli
szczypta pieprzu
1 łyżka oleju

Cukinię i marchewki zetrzeć na grubych oczkach tarki.
Mielone mięso z kurczaka podsmażyć na łyżce oleju, aż do ścięcia. Przyprawić curry, sosem sojowym i jeszcze chwilę przesmażyć. Wcisnąć 2 ząbki czosnku, dorzucić starte cukinie i marchewki. Dodać szczyptę soli (opcjonalnie, w razie potrzeby). Wszystko razem poddusić, aż do odparowania soku, który wypłynie z warzyw. Doprawić pieprzem, sosem rybnym i olejem sezamowym. Zostawić na ogniu jeszcze pół minuty, mieszając. Zdjąć z ognia i troszkę przestudzić.

Ciasto typu won ton:
2 szkl. mąki
ok. ¾ szkl. bardzo gorącej wody (lub tyle ile wchłonie mąka)

Ze składników zagnieść elastyczne ciasto (ja zagniatałam robotem kuchennym).
Z gotowego ciasta uformować wałek, zawinąć w folię spożywczą. Odkrawać po kawałku, rozwałkowywać cienkie placki. Wykrawać krążki , na środku każdego układać farsz. Sklejać sakiewki.

Na dużej patelni rozgrzać 2 łyżki oleju. Układać surowe pierożki (podstawą sakiewki do dna) i smażyć do zezłocenia. Wlać gorącej wody do ok. 1/3 wysokości pierożków. Dusić pod przykryciem kilka minut, aż ciasto się ugotuje.



Podałam z sosem słodko – pikantnym.

niedziela, 11 listopada 2007

Weekend pod znakiem Orzecha

Orzechowy Weekend 2007

Po pierwsze: kocham orzechy! Wszystkie: te swojskie, rodzime i te bardziej egzotyczne. Oczywiście największym sentymentem darzę włoskie i laskowe, których smak towarzyszy od dzieciństwa. Każdej jesieni robię orzechowe zapasy, które przydają się na zimowe chrupanie. ;-)
Po drugie: nie lubię łupać orzechów. ;-) Zawsze mam nagniotki na dłoniach. No cóż, kto powiedział, ze zawsze jest łatwo, miło i przyjemnie? ;-)
Wczoraj jednak udało mi się zagonić do tej pracy małżonka.
Na orzechowy weekend przygotowałam dwa dania, dość skromne i szybkie w wykonaniu: na obiad makaron z gorgonzolą i orzechami włoskimi, a na deser orzechowy, cudnie listujące rugalach.


Pennette z gorgonzolą i orzechami włoskimi




makaron pannettone (u mnie było 5 pełnych garści)
½ szkl. obranych orzechów włoskich
1 łyżka oliwy
10 dag dobrej wędzonki
1 opakowanie śmietany 12% (200ml)
10 dag gorgonzoli
kolorowy pieprz do smaku

Orzechy włoskie przez kilka minut prażymy na patelni, po czym siekamy dość drobno.
W dużym rondlu, w osolonej wodzie, gotujemy makaron al dente.
W tym czasie kroimy wędzonkę na paseczki. Podsmażamy ją odrobinę na patelni zwilżonej 1 łyżką oliwy. Dolewamy śmietanę i wkruszamy gorgonzolę. Trzymamy na niewielkim ogniu często mieszając, aż do lekkiego zgęstnienia sosu. Na minutę przed zdjęciem z ognia dosmaczamy pieprzem, oraz dodajemy krokant orzechowy.
Odcedzamy makaron i wrzucamy do gorącego sosu. Całość mieszamy.
Smacznego!


Rugelach orzechowe z syropem klonowym

Ciasto:
250g miękkiego masła
125g serka typu Philadelphia
5 łyżek miodu
2 ¾ szkl. mąki

Nadzienie:
1 ½ szkl. orzechów laskowych i włoskich
½ szkl. miękkich rodzynek sułtanek
3 łyżki syropu klonowego

Dodatkowo do smarowania:
2 łyżki syropu klonowego
Sok z ½ limonki


Mikserem ubijamy masło z serkiem. W trakcie ubijania dodajemy miód. Do masy dosypujemy mąkę i ugniatamy, aż ciasto uformuje się w jednolitą, elastyczną kulę.
Zawijamy ciasto w folię i chowamy do lodówki na 2-3 godziny.

Orzechy laskowe prażymy na patelni lub w piekarniku przez kilka minut, po czym usuwamy z nich skórkę (można porolować w foliowym woreczku, lub w zawiniętej czystej ściereczce).
Orzechy laskowe i włoskie posiekać niezbyt drobno w malakserze. Przełożyć do miseczki, połączyć z rodzynkami i 3 łyżkami syropu klonowego.

Rozgrzać piekarnik do 180 st.C.
Schłodzone ciasto podzielić na 4 części. Z każdej części rozwałkować okrąg o średnicy ok. 28cm. Posmarować z wierzchu odrobiną syropu klonowego, wymieszanego z sokiem z limonki. Okrąg podzielić na 8 trójkątów. Na każdy trójkąt nałożyć w pobliżu szerszej części po 1 łyżce nadzienia orzechowego. Zwijać rogaliki, począwszy od szerszego końca trójkąta – do węższego.
Układać rogaliki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Piec ok. 20 min. Wystudzić na kratce.


piątek, 9 listopada 2007

Canelloni z trzema serami

Canelloni, lazanie i makarony – to ten typ smakołyków, którymi ja i moja rodzina moglibyśmy się żywić nawet codziennie. Jesteśmy kluskożercy. :) Kochamy kluchy pod każdą postacią.
Dzisiaj pokazuję nasze absolutnie ulubione i odlotowe canelloni, którego pierwsze skrzypce grają sery. Całość jest pysznie ciągnąca i aromatyczna. W sam raz dla fanów makaronu i sera.
Danie nie jest skomplikowane, ale warto przygotować je wcześniej i pozostawić w lodówce, by dobrze przeszło smakami. Często przygotowuję je wieczorem dnia poprzedniego i zostawiam w lodówce na całą noc. Następnego dnia wyjmuję godzinę przed wstawieniem do piekarnika.



Canelloni z trzema serami

14 rurek canelloni
1 kulka mozzarelli
Ok. ½ szkl. startego parmezanu + ok. ¼ szkl. dodatkowo
250g ricotty
5 dużych suszonych pomidorów z zalewy oliwnej
1 łyżka kaparów z zalewy
2 łyżki oliwy (opcjonalnie)
1 suszone peperoncino
Sól, pieprz do smaku

Sos:
Ok. 500ml przecieru pomidorowego
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka octu balsamicznego
2 ząbki czosnku - wyciśnięte
Sól, pieprz do smaku

Wszystkie składniki sosu razem mieszamy i wstawiamy do lodówki na minimum godzinę (jednak im więcej czasu damy smakom na połączenie się – tym lepiej).

Kulkę mozzarelli kroimy w drobną kostkę. Zostawiamy na sitku do osączenia.
W misce łączymy osączoną mozzarellę, starty parmezan i ricottę. Dorzucamy pokrojone suszone pomidory, oraz posiekane kapary. Można odrobinkę rozrzedzić masę 2 łyżkami oliwy ( np. tej, którą zalane były suszone pomidory). Dosmaczamy solą, pieprzem, oraz drobniutko posiekanym peperoncino. Wszystko dokładnie mieszamy.
Rurki canelloni faszerujemy masą serową.
Na dnie naczynia żaroodpornego wylewamy kilka łyżek sosu pomidorowego, tak by równą warstwą zakryć dno naczynia. Wykładać gotowe rurki. Z wierzchu obficie polać sosem pomidorowym. Dobrze by sos dotarł do wszystkich zakamarków pomiędzy rurkami. Posypać z wierzchu dodatkowym parmezanem.
Wstawić do lodówki na ok. 2-3 godziny, by suche canelloni zmiękło pod wpływem wilgoci sosu pomidorowego.
Zapiekać w piekarniku przez ok. 15 minut w 180 st.C.

czwartek, 1 listopada 2007

Tajskie ostre curry wieprzowe z dynią


Formalnie Festiwal Dyni zakończony już wczoraj, ale u mnie kulinarna zabawa z dynią trwa dalej. Jak się okazuje, dynia daje zbyt wiele możliwości, by odstawić ją teraz na boczny tor. Wszak sezon dyniowy wciąż trwa, a ja tak naprawdę dopiero zaczynam dynię odkrywać. ;-)
Na dzisiaj wybrałam ostre, wręcz palące (jak na moje podniebienie) danie. W sam raz, by rozgrzać się w ten świąteczny dzień, gdy odrobinę zziębnięci wróciliśmy do domu. To mój debiut jeśli chodzi o kuchnię tajską, więc wystartowałam z prostą i szybką w wykonaniu potrawą, a inspirację znalazłam w „Kuchni Azjatyckiej” („The Essential Asian Cookbook”). Curry podałam z ryżem basmati.



Ostre curry wieprzowe z dynią

1 łyżka oleju
1 łyżka czerwonej pasty curry
50 dag chudego mięsa wieprzowego, w grubych paskach lub kawałkach
250 ml mleczka kokosowego
250 ml wody
35 dag dyni (ja dałam 50 dag) pokrojonej w kostkę
1 łyżka sosu rybnego
1 łyżeczka drobnego brązowego cukru
1 czerwone chili, w cienkich plasterkach
świeże listki bazylii

Rozgrzać olej w woku, lub rondlu. Dodać czerwona pastę curry i mieszając krótko przesmażyć. Dorzucić pokrojone na kawałki mięso wieprzowe, smażyć aż będzie złotobrązowe. Wlać wodę, chwilę pogotować. Dodać mleczko kokosowe, dynię. Zmniejszyć ogień i gotować ok. 20 minut na małym ogniu, aż mięso zmięknie. Jednocześnie dynia się częściowo rozpadnie i curry stanie się zawiesiste. Pod sam koniec gotowania doprawić sosem rybnym i brązowym cukrem. Posypać chili i świeżą bazylią.
Podawać ciepłe.
Smacznego!

poniedziałek, 29 października 2007

Fazzoletti di seta al pesto

...czyli "Jedwabne chusteczki z sosem pesto".



To było pierwsze danie, na którym dłużej zatrzymałam wzrok, gdy lotem błyskawicy przebiegłam stronice "Włoskiej wyprawy Jamiego" . Kontrast żółtych płatków makaronowych z zielonym pesto bazyliowym zelektryzował mnie. Oczywiście makaron z pesto przyrządzałam i jadłam wielokrotnie, ale fotka makaronowych "chusteczek" Jamiego sprawiła, że doznałam uczucia odkrycia kompletnej nowości...

Jednak, gdy przyszło do realizacji, przepis na "jedwabne chusteczki", jak to najczęściej bywa, stał się tylko inspiracją, a nie wiernym odtworzeniem.
Jamie proponuje wykrawanie z surowego ciasta makaronowego - sporej wielkości kwadraty. Ja zmniejszyłam je do prostokątów na jeden spory kęs, za to nadałam im ozdobne wykończenie.
Jamie utarł świeże pesto, które z pewnością bosko pachniało. Ja z braku wystarczającej ilości świeżej bazylii - użyłam niestety gotowca ze słoika. W związku z czym danie Jamiego prezentuje się o niebo lepiej!
Dodatkowo dołożyłam niewielkie kawałki przyrumienionej piersi z kurczaka.


A oto moja wersja :

Świeże ciasto makaronowe:
20 dag semoliny
2 jaja

Z mąki i jaj zagniatamy ciasto. Formujemy wałek średnicy ok. 5-6cm, dzielimy go na 4 równe kawałki (wystarczy symbolicznie zrobić rys na cieście) i zwijamy w folię spożywczą, by nie obsychało. Z wałka odkrawamy po jednej części, wałkujemy do grubości ok. 1 lub 2 mm (używam maszynki do makaronu) i wycinamy sporej wielkości kawałki (Jamie mówi o "wielkości podkładki pod kufel").
W dużym garnku gotoujemy sporą ilość osolonej wody, w której ugotujemy płatki makaronowe, pamiętając by były jędrne i sprężyste. ;-)


1 pierś z kurczaka, doprawiona ulubionymi przyprawami
ok. pół szklanki pesto bazyliowego
garść świeżego parmezanu (u mnie był grana padano)
odrobina oliwy
listki świeżej bazylii do przybrania

W międzyczasie, gdy gotujemy wodę na makaron - kroimy doprawioną pierś kurczaka na paseczki. Obsmażamy na głębokiej patelni na odrobinie oliwy. Zdejmujemy z ognia. Dodajemy pesto. Na patelnię wrzucamy odcedzone płatki makaronowe (może dolać odrobinę wody z makaronu, jeśli całość wydaje się zbyt sucha). Wszystko razem mieszamy. Serwujemy posypanym świeżo startym parmezanem i listkami bazylii.
Smacznego
!

piątek, 26 października 2007

Dyniowe pyszności na Festiwal Dyni


Świętowanie z dynią już od dwóch dni trwa, a ja dopiero dzisiaj znalazłam czas, by na dłużej w kuchni się zatrzymać. Ale za to jak się rozpędziłam, to miałam ochotę przerobić jakieś 10kg dyni, które do domu przytargałam kilka dni temu, z myślą o Dyniowym Festiwalu. Na szczęście włączył się rozsądek gospodyni domowej. ;-)
Dynia jak dotąd, kulinarnie kojarzyła mi się tylko ze słodkościami. I tylko w słodkiej oprawie ją przyrządzałam. A tymczasem okazuje się, że dynia wytrawna jest przepyszna! Ileż traciłam do tej pory! Największa zachętą, by popróbować dyni na słono, był dla mnie blog Eli i Jej przepyszne zdjęcia. Co prawda, przygotowałam sobie wcześniej przepisy na dania z dyni, ale odłożyłam je na później. Potrawy prezentowane przez Elę, przemawiają do mnie szczególnie i musiałam, po prostu musiałam! zacząć właśnie od nich.

Dzisiejsza przygoda z dynią zaczęła się od potage z dyni. Cudowna, gęsta, kremowa, o pięknym kolorze. Lubimy zupy - krem, a smak tej przeszedł najśmielsze nasze oczekiwania. Jedynym odstępstwem jakie popełnilam - to odrobina cuminu, którego szczyptę, a może dwie, dodałam.


Potem był makaron z dynią, wędzonką i brokułami (przepis Eli) i to był strzał w dziesiątkę! Nawet mój przedszkolak - niejadek zjadł ze smakiem całą swoją porcję.
Mogę śmiało powiedzieć, że ten zapiekany makaron stanie się hitem w moim domu. :)Do swojej zapiekanki użyłam makaronu rigatoni.


Na koniec upiekłam ciasteczka dyniowe z płatkami owsianymi z przepisu Bajaderki.


Cytuję:

1 szklanka przecieru z dyni
½ kostki masła, w temperaturze pokojowej
¾ szklanki brązowego cukru
¾ szklanki cukru
1 duże jajko
1 łyżeczka zmielonego cynamonu
½ łyzeczki zmielonej gałki muszkatałowej
1 ¼ szklanki mąki
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
¼ łyżeczki sody oczyszczonej
¾ szklanki płatków owsianych
1 szklanka posiekanych orzechów
1 szklanka rodzynków

Rozgrzać piekarnik do 190 st.C. Masło rozetrzeć na gładką masę, dodać oba rodzaje cukru i utrzeć aż masa będzie lekka i puszysta. Dodać dynię, jajko, cynamon i gałkę, dobrze ubić. Dodać mąkę, sól, proszek i sodę - dobrze wymieszać. Na końcu wsypać płatki owsiane, orzechy i rodzynki. Układać małe kopczyki na blasze i piec okolo 12-15 minut. Wystudzić na drucianej siateczce.

Z moich uwag: lepiej zrezygnować z jednej części cukru (np. białego), bowiem ciasteczka wychodzą niesamowicie słodkie.

wtorek, 23 października 2007

Aromatyczne pierożki z sosem rozmarynowym



Od czasu do czasu, zwykle przy okazji dłuższych zakupów, odwiedzam bar wegetariański. Greenway. :) Zachodzę tam raczej z niejakiego sentymentu jaki żywię do tej konkretnej marki, niż z powodu deklarowania wegetarianizmu jako takiego. Wegetarianką nie jestem, ale podniebienia moje i mojej rodziny, zdecydowanie przedkładają warzywa nad kotlet schabowy. ;-) W tymże Greenway'u jedno danie smakuje mi szczególnie. Pieczone pierożki (z nadzieniem pieczarkowo - cukiniowym) z białym sosem o smaku rozmarynu. Nazywają się "aromatyczne" i rzeczywiście takie są.
Pomyślałam, że warto pokusić się o samodzielne wykonanie podobnych. Z myśli przeszłam do czynu i takim sposobem zrobiłam pierożki, które, co tutaj ukrywać (nieskromność precz!) są jeszcze pyszniejsze, niż kupne.I warzyw w nich więcej i witamin więcej. Samo zdrowie. :)


Aromatyczne pierożki z sosem rozmarynowym

Ciasto drożdżowe:
25 dag mąki
125 g masła
1 jajo
ok. 115 ml mleka
½ łyżeczki drożdży instant (używam dr Oetkera)
1 łyżeczka soli
½ łyżeczki cukru

dodatkowo:
1 jajko do smarowania surowych pierożków

W garnuszku rozpuścić masło, dolać mleko. Gdy lekko przestygnie - wbić jajko i wszystko razem rozbełtać. Mąkę wymieszać z drożdżami, cukrem i solą. Przy pomocy robota, lub ręcznie w większej misce - połączyć wszystkie składniki. Wyrobić gładkie, eleastyczne ciasto. W razie potrzeby podsypać mocniej mąką, lub dolać mleka i dalej wyrabiać, aż ciasto przestanie kleić się do dłoni.
Przykryć miskę z ciastem folią spożywczą i odstawić do wyrośnięcia. Powinno podwoić swoją objętość.

Farsz:
1 cukinia średniej wielkości
1 bakłażan
30 dag pieczarek
1 mała czerwona papryka
2 szalotki
2 ząbki czosnku
sól, pieprz do smaku
szczypta suszonego oregano (świeże pewnie byłoby smaczniejsze)
2-3 łyżki dobrego oleju lub oliwy (ja do smażenia używam olej z pestek winogron)

Bakłażany pokroić w plastry ok. 1cm grubości. Wrzucić na ½ godziny do miski wypełnionej wodą z solą, by pozbyć się goryczki. Wyjąć, osuszyć. Zgrillować, lub obsmażyć na patelni (najlepiej na beztłuszczowej).
Szalotki drobniutko posiekać. Obrać czosnek.
Obrane pieczarki, paprykę, cukinię i zgrillowane plastry bakłażana - pokroić w kosteczkę.
Na patelni rozgrzać oliwę, krótko zeszklić na niej szalotki i wyciśniety praską czosnek. Dorzucić pozostałe warzywa. Posolić do smaku. Dodać oregano. Kilka minut dusić, mieszając co chwilę, aż warzywa zmiękną (lub do odparowania wody, którą warzywa puszczą). Na koniec doprawić pieprzem.
Zostawić do ostudzenia.

Wyrośnięte ciasto wyłożyć na stolnicę. Podzielić na 4 części - wałkować prostokąty. Wykrawać z nich kwadraty ok. 10x10 cm, nakładać na środku kwadrata po 1 łyżce farszu. Składać w kopertę, sklejając palcami brzegi i rogi. Gotowego pierożka układać zlepieniem do dołu, na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, pozostawiając odstępy pomiędzy nimi.
Surowe pierożki smarować od góry rozbełtanym jajem.
Piec w piekarniku rozgrzanym do 160°C (termoobieg) aż do zezłocenia (ok. 15 minut).
Podawać polane sosem rozmarynowym.

Sos rozmarynowy:
1 kartonik śmietanki UHT 18% (200 ml)
1 gałązka drobniutko posiekanego świeżego rozmarynu
sól, pieprz do smaku

Na rozgrzaną patelnię wlać śmietankę. Doprawić rozmarynem, solą i pieprzem. Cały czas mieszając - doprowadzić do wrzenia. Pogotować kilka minut, do momentu gdy sos zacznie lekko gęstnieć. Polewać ciepłym.

Smacznego!


Wyszło mi 20 pierożków.

sobota, 20 października 2007

Muffiny kawowo - czekoladowe




Miewam takie momenty, gdy nagle, znienacka i zwykle w najmniej odpowiednim momencie - dopada mnie przeogromna ochota na coś słodkiego i pachnącego.
I najlepiej, żeby pasowało do filiżanki kawy (bez której notabene żyć nie potrafię). Oczywiście mogę zjeść kawałek dobrej czekolady, ale to nie to samo co świeże, domowe ciasto lub ciasteczko.
Najszybsze w wykonaniu są chyba muffinki. Pracy niewiele, a efekt mega - szybki i efektowny. Do tego nawet robota nie trzeba zaprzegać, bo wystarczy do wymieszania składników zwykła łyżka, lub trzepaczka. Im krócej i mniej dokładnie wymieszamy składniki - tym pulchniejsze i smaczniejsze muffinki wyjdą. Grudki w surowym cieście są mile widziane.
No i co ważne - muffinki przyjmują wszelkie dodatki. Można wrzucić cokolwiek i będzie dobrze.
Tym razem padło na czekoladę i kawę. Klasyczne połączenie. :)


Muffinki kawowe z gorzką czekoladą

Z podanych proporcji wychodzi mi 16 szt.

składniki suche:
2 szkl. mąki pszennej
¾ szkl. cukru
1½ łyżeczki proszku do pieczenia
½ sody oczyszczonej
¼ łyżeczki cynamonu
szczypta soli
1 tabliczka (100g) dobrej gorzkiej czekolady pokruszonej na kawałeczki
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

składniki mokre:
2 jajka
125 g masła
1 szkl. maślanki
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

posypka:
2 łyżeczki cukru
½ łyżeczki cynamonu

Rozgrzać piekarnik do temp. 180° C (termoobieg do temp. 160°C). Przygotować formę do muffinów, wyłożyć papilotkami lub wysmarować masłem.
W dużej misce wymieszać wszystkie składniki suche. W osobnym garnuszku rozpuścić masło, przestudzić. Dolać pozostałe mokre składniki - rozbełtać. Do miski ze składnikami suchymi - wlać mokre i razem wymieszać, ale krótko, tylko do momentu gdy z grubsza składniki się połączą.
Masę przekładać do foremek, do ok. ¾ wysokości.
Zmieszać cukier z cynamonem i posypać odrobinę po wierzchu muffinek.
Piec ok. 15 -20 minut (najlepiej sprawdzić patyczkiem - powinien byc suchy).
Smacznego!

wtorek, 16 października 2007

Chleba naszego powszedniego...

World Bread Day '07

...dzień dzisiaj mamy!

Bo czyż nie jest powszedni? Taki codzienny, najważniejszy...?
Był czas, gdy każdego dnia formowałam swoje domowe bochenki, na drożdżach i na zakwasie. W zależności jak w duszy grało. ;-) Na CinCin tyle przepisów było do wypróbowania, a co jeden to lepszy!
Nie ma nic smaczniejszego, niż pachnąca, ciepła jeszcze pajda świeżego chleba. Ileż silnej woli trzeba z siebie wydobyć, by nie oderwać kawałka buchającego gorącem, wyjętego prosto z pieca. A ten aromat! Słów nie starczy...;-)

I choć ostatnie obowiązki dnia codziennego zmusiły mnie do odwiedzania piekarni, to dzisiaj nie mogłam się nie przyłączyć do własnoręcznego zagniecenia ciasta chlebowego.
Wybrałam pieczywo, którym ostatnio zachwyciła na swym blogu Tatter. Baguettes na pate fermente.
Nie wyszły mi tak piękne, jak u Tatter. Trochę mniej wyrośnięte, dziurki pewnie zbyt duże, ale w smaku...cudo. :) Jak przyjemnie było poczuć u siebie w kuchni znów ten specyficzny zapach. A ma on w sobie ciekawą właściwość...poprawia humor. ;-)
Zatem do kuchni panie i panowie! Do kuchni! Do chleba!

Dzięki Tatter! :)

niedziela, 14 października 2007

Jesienne muffinki

Jesień jest pyszna, prawda?

Dla mnie nieodzownym symbolem tej pory roku są dynie. W sklepach, na targach - wszędzie się do mnie śmieją te pękate banie. Lubię je jeść, ale jeszcze bardziej lubię na nie po prostu patrzeć. Jest w nich coś wesołego, coś co sprawia, że łatwiej przyswaja się fakt odchodzącego lata.

Ale znakiem jesieni są także orzechy. Jeszcze świeże, jeszcze mokre, jeszcze o mniej aromatycznym smaku...jednak bez nich ani rusz! Czas szykować zapasy orzechowe, wszak to samo zdrowie.

Nie ma co zwlekać, trzeba korzystać z tych smakołyków, a są to niezwykle wdzięczne w kuchni przysmaki.

Dzisiaj przygotowałam ulubione przez moją rodzinę muffinki dyniowe z orzechami i rodzynkami. Na wskroś jesienne, aromatyczne, puszyste, wilgotne, przepyszne!


Muffiny dyniowe z rodzynkami



Przepis na te muffinki pochodzi od Bajaderki.
Cytuję:

1/2 kostki rozpuszczonego masła
3/4 szklanki puree z dyni
1/4 szklanki maślanki
2 jajka
3 łyżki melasy
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 szklanki mąki
1 1/2 lyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki zmielonego imbiru
1/4 łyżeczka zmielonych goździków
szczypta zmielonej gałki muszkatałowej
3/4 szklanki brązowego cukru
3/4 szklanki rodzynków
3/4 szklanki posiekanych orzechów (niekoniecznie)

Piekarnik rozgrzać do 200 st.C, foremki na muffiny posmarować masłem lub wyłozyć papierowymi wkładkami. Przesiać suche składniki do dużej miski, dodać brązowy cukier i dobrze wymieszać. Dodać rodzynki i orzechy. Lekko przestudzone masło wymieszać z puree dyniowym, maślanką, jajkami, melasą i ekstraktem waniliowym, wlać do miski z suchymi składnikami i lekko wymieszać tylko do momentu kiedy obie masy są połączone - nie dłuzej, bo muffiny beda gumiaste i twarde. Przełożyć masę do foremek (można je dodatkowo posypać mieszanką 2 łyżek cukru, 2 łyżek posiekanych orzechów i 1/4 łyżeczki cynamonu) i piec około 20-25 minut - najlepiej sprawdzić drewnianym patyczkiem, powinien być suchy. Podawać ciepłe lub w temperaturze pokojowej.





sobota, 13 października 2007

Całkiem zdrowe śmieciowe jedzenie ;-)

Kto nie lubi śmieciowego jedzenia od czasu do czasu? Zupełnie niezdrowe, ze składników niewiadomego pochodzenia, nieznanej świeżości, bez grama witamin, ale za to absolutnie przepyszne!
Dekadę temu, jako młoda żona młodego męża - chętnie zamieniałam domowy obiad na kupne byle co i byle gdzie. Co za frajda: nie trzeba gotować!
Dzisiaj, gdy najdzie nas ochota na śmieciowe jedzenie - zdecydowanie wybieram samodzielne wykonanie od początku do końca, przemycając co zdrowsze i smaczniejsze kąski. Raz z dodatkiem mięsa, innym razem w wersji wegetariańskiej. Zwyczajny przegląd lodówki. ;-)
Dzisiaj podałam całkiem zdrową tortillę, zieloną i pachnącą. Z białym mięsem kurczaka i pastą z awocado (coś w stylu guacamole). Było pysznie!


Suche tortille od niedawna przygotowuję samodzielnie. Odkąd wypróbowałam przepis Alforda, którym na CinCin podzieliła się Malgosimi - kupne krążki przestały być w kręgu moich zainteresowań. Są niesłychanie szybkie i proste w wykonaniu:

3 szkl. mąki
1 łyzeczka soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
115 g smalcu
1 szkl. ciepłej wody

Makę wymieszać z solą i proszkiem do pieczenia. Dorzucić smalec pokrojony na małe kawałki - zmiksować w malakserze lub robocie. Dolać wodę i raz jeszcze wszystko razem zmiksować. Powstanie miękkie, elastyczne ciasto. Zawinąć w folię i wstawić do lodówki na min. 1 godzinę.

Ja robiłam z polowy porcji i wyszło mi 5 tortilli o średnicy ok. 30 cm.
W międzyczasie przygotowuję składniki nadzienia:

np. pierś z kurczaka upieczoną, zgrillowaną lub po prostu usmażoną na patelni
garść oliwek zielonych
kawałek fety pokrojony w kostkę lub cieniutkie plasterki
plasterki ogórka konserwowego
spora garść swieżych listków rukoli i bazylii
oraz sos

U mnie dzisiaj za sos robiła pasta z avocado:
1 dojrzałe awocado - rozgniecione widelcem
sok z połowy limonki
1 rozgnieciony ząbek czosnku
3 suszone pomidory z zalewy oliwnej - pokrojone drobno
2 łyżki oliwy z oliwek (lub tej z suszonych pomidorów)
sól, pieprz, odrobina płatków chili - do smaku

Wszystkie składniki połączyć i zostawić na ok. 1/2 godziny by smaki sie połączyły.

Z ciasta wałkować bardzo cieniutkie krążki (można odrobinę podsypać mąką). Smażyć dość krótko z obu stron, na mocno rozgrzanej patelni (bez użycia dodatkowego tłuszczu), aż pojawią się jasnobrazowe bąble. Kłaść jeden na drugi i owijać czysta ściereczką, by nie stwardniały.
Czas na nadziewanie: każdy krążek smarować pastą z awocado, kłaść pozostałe składniki i zwijać w rulon.
Smacznego!