poniedziałek, 29 czerwca 2015

A Ty wiesz jak smakuje napój bogów? :)


Wiele razy, nie tylko w obecnym sezonie ale i poprzednich, zastanawiałam się: o co tyle zamieszania? O co tyle krzyku z tym czarnym bzem, że wszyscy jak jeden mąż, hurtem zbierają kwiaty u progu lata? Zielsko jak zielsko, owszem całkiem ładnie pachnie (chociaż na dłuższą metę trochę zbyt dusząco), ale... bez przesady...
No to teraz już wiem. Jeśli wierzyć mitom, że bogowie na Olimpie raczyli się ambrozją i nektarem – to dzisiaj myślę, że właśnie tak musiały smakować te boskie pokarmy. Jak syrop z kwiatów czarnego bzu o cudownym, miodowym smaku i aromacie. Posmakujesz raz i nie chcesz przestać. :)


środa, 24 czerwca 2015

Tarta serowo – truskawkowa, antidotum na starzenie :D


Niespełna miesiąc temu, u progu czerwca, z utęsknieniem czekałam na czas wakacyjny. Czekałam na świadectwa moich pociech, długie spacery, weekendowe wypady nad kaszubskie jeziora i rodzinne grillowanie. W końcu, czekałam na wytęskniony i upragniony wyjazd w Tatry.
Czekanie ma swój ogromny urok, bo zwykle zapowiada coś sympatycznego...
Cóż..., tegoroczny czerwiec minął mi w okamgnieniu. I chociaż starałam się łapać jak najwięcej miłych (w tym też smacznych) chwil, to odnoszę wrażenie, że zbyt wiele bezpowrotnie umknęło.


czwartek, 18 czerwca 2015

Słodko – słona przekąska truskawkowa


Zdarza Ci się miewać produktowe nadwyżki?
Mnie tak, od czasu do czasu... Pod wpływem impulsu, kupię na targu tego i owego więcej, niż nakazuje zdrowy rozsądek, a potem czekają te dobra na moje zmiłowanie.
Ten niechlubny proceder nie dotyczy jednak truskawek. Moja miłość do nich jest tak wielka, że choćby się waliło i paliło, i choćbym nie wiem jak dużo przyniosła ich do domu, nie pozwolę się zmarnować nawet jednej. :) Podjadamy je przez cały dzień, a ilość wypijanych koktajli (czy, jak kto woli - modnych ostatnio „smoothie”) w ciągu całego sezonu liczyć mogę spokojnie w dziesiątkach litrów.
Czerwone, truskawkowe szaleństwo to zdecydowanie najmilszy akcent u progu lata i wakacji. I chociaż jako niepoprawny łasuch najczęściej sięgam po owoce na słodko, to czasem skuszę się również na wersję wytrawną.

niedziela, 14 czerwca 2015

Łosoś teriyaki ze szparagami


Jest kilka takich składników, które zajmują ważne miejsce w moich kulinarnych poczynaniach. Jednym z nich jest sos sojowy. Uważam go za genialną przyprawę i często po prostu zastępuje mi sól. Ale sos sojowy to dopiero początek, bo od niego (a w zasadzie na jego bazie) wywodzą się inne, równie świetne sosy, a wśród nich chyba mój ulubiony – teriyaki.
Po raz pierwszy zetknęłam się z nim już jakiś dłuższy czas temu w restauracji sushi. Od tamtej pory często gości w moim domu i dbam o to, by choćby najmniejsza buteleczka zawsze znajdowała się w lodówce. Co prawda sos teriyaki podobno w bardzo łatwy sposób można wykonać samemu w domowych warunkach. Wystarczy połączyć sos sojowy z mirin (lub sake) i miodem (lub cukrem trzcinowym) i podgotować, by płyn się zredukował i nieco zgęstniał. Uczciwie przyznaję, sama na produkcję się jeszcze nie porwałam i idąc na skróty – kupuję gotowy


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Zielone szparagi kontra niebieskie migdały


Przełom wiosny i lata to chyba najcudowniejszy okres, jeśli za główne kryterium oceny brać wybór soczystych warzyw na straganach. Idzie człowiek przez targ i gdzie nie spojrzy tam zielono. Chciałoby się brać wszystko! Wszystko zielone!
Mogę nie mieć czasu na przesiadywanie w kuchni, mogę być zmęczona po ciężkim dniu pracy, teoretycznie mogłabym nawet nie umieć gotować... Ale słowo daję, gdy wracam z targu z ulubioną zieleniną, buzia śmieje się od ucha do ucha, bo wiem, że gotowanie w takich okolicznościach jest nie tylko proste. Przede wszystkim jest przyjemne. :)


sobota, 6 czerwca 2015

Krótka wędrówka po pieczywach świata.


Na zakwasie, drożdżach, a bywa, że również nietypowo: na sodzie czy proszku do pieczenia. Najczęściej wytrawny, jak chleb powszedni, ale czasem w wersji deserowej dla zaspokojenia słodkiej przyjemności. Jak kula ziemska długa i szeroka – trudno wyobrazić sobie dzień bez kawałka pieczywa - od zwykłego podpłomyka, przez delikatne bagietki, po porządne, razowe pieczywo.
Kto choć raz spróbował swoich sił w domowym wypieku – ten wie, ile przyjemności sprawia roznoszący się zapach gorącego pieczywa i jego czysty smak, bez polepszaczy i konserwantów.


czwartek, 4 czerwca 2015

Są truskawki – jest zabawa! :) Pancakes z sosem owocowym.


Mój najulubieńszy z najulubieńszych owoców? Truskawki! Odkąd tylko sięgam pamięcią.
Z dzieciństwa pamiętam swój ulubiony deser (ale chyba też jedyny, nie licząc placka z z owocami): miseczka truskawek, zawsze polane kwaśną śmietaną i posypane cukrem. Miałam swój rytuał, zanim trafiły do swego miejsca przeznaczenia (mojej paszczy :D) – wpierw mocno traktowałam je widelcem. Dopiero wtedy, gdy owoce porządnie puściły sok, a ten wymieszał się ze śmietaną wyjadałam do ostatniej łyżeczki. Bez soku nie chciały smakować tak samo. :)


piątek, 29 maja 2015

Zupa z białych warzyw i zielona kropka nad „i”.


Nie wydaje się Wam, że w maju powinno paść pytanie: zielone czy białe? Przynajmniej jeśli chodzi o szparagi? :)
Ja w zasadzie wolę zielone. Z kilku powodów. Po pierwsze, bo zielone, a jak zielone to bardziej radosne i wiosenne. Po drugie, bo kryją w sobie więcej charakteru i smaku. A po trzecie, są naprawdę mało kłopotliwe i w kilka chwil gotowe do spożycia.
Najbardziej lubię krótko blanszowane, w prostej sałatce (oczywiście zielonej), albo w risotto, suto podlanym białym winem. A podane z płynnym żółtkiem? Czysta poezja smaku, prawda? :)
Ale gdy mam ochotę na lekką, wiosenną zupę, to zdecydowanie wybieram białe. Są tak delikatne, że łatwo chłoną inne, wyrazistsze smaki.

wtorek, 26 maja 2015

Hello wrap razy trzy. :)


Gdy pojawia się propozycja przygotowania materiału o tematyce, który jest mi kulinarnie bliski – nie waham się ani chwili. Perspektywa przyjemnej pracy, a zaraz potem jeszcze przyjemniejszej konsumpcji to największa zachęta. :)
Dzisiaj, wraz z zaprzyjaźnionym portalem Hello Zdrowie, chciałam Was zaprosić na wrapa. A nawet na trzy wrapy, z których każdy wprost tryska smakiem.


sobota, 23 maja 2015

Cud – miód i maliny :)


Od czasu do czasu pojawiam się na blogu bez żadnego przepisu. A jak pojawiam się bez przepisu, to znaczy, że w zanadrzu mam garść zdjęć i zaproszenie do innego smacznego miejsca. Nie inaczej jest teraz. :)
Jakiś czas temu miałam okazję pracować nad sesją, której głównym bohaterem była soczysta malina. Przewodnia myśl jaka przyświecała sesji: pastelowo, głównie różowo! :)


Jeśli kochacie maliny (ja tak!), to zapraszam do lektury świeżego, czerwcowego wydania Kuchnia. Magazyn dla smakoszy. Na Czytelników czeka garść malinowych inspiracji na słodko i wytrawnie. Ja szczególnie nie mogłam się oderwać od malinowej charlotty, oraz tacos z wieprzowiną i dżemem malinowym. Ale do wyboru jest więcej pyszności. Mam nadzieję, że również znajdziecie w propozycjach Redakcji swoje ulubione smaki. :)
Tutaj (klik) można obejrzeć zabawny przegląd czerwcowego numeru. 

A korzystając z okazji...


Może niektórzy z Was pamiętają jeszcze zeszłoroczną, sierpniową okładkę Kuchni?
Otóż właśnie ona została nagrodzona, zajmując III miejsce w konkursie Grand Front na najlepsze okładki prasowe 2014 roku (w kategorii Czasopisma Hobbystyczne).
Jak wyczytałam na stronie grandfront.pl w tej kategorii brało udział 110 prac konkursowych.
Rozpiera mnie wielka radość i ekscytacja, ponieważ okładkowe zdjęcie wyszło spod mojej ręki i obiektywu. :)
I miejsce zajął magazyn Smak, a drugie magazyn Kukbuk. Gratulacje dla zwycięzców! :)

poniedziałek, 18 maja 2015

Na imię mi hummus. I trochę uzależniam. :)


Gdy robię hummus z myślą o sobie, to konsumpcję rozpoczynam dość prędko, w związku z czym istnieje pewna obawa, że do etapu „talerzowego” może nie dojść w ogóle.
Sprawy mają się tak...Najpierw podjadam ugotowane ziarna ciecierzycy. Ot tak, same, bez niczego. Bo lubię. :)
Potem, łyżką macham często i gęsto, w przerwach między miksowaniem. Och! Wiecie jak to jest...Sprawdzam smak pomiędzy jedną dodaną łyżką tahiny, a drugą; pomiędzy szczyptami soli, łyżkami soku z cytryny, a także między pierwszą i kolejną dolaną łyżką oliwy. Jak widać, nie próżnuję, a dopracowanie smaku jest najważniejsze. :D


środa, 13 maja 2015

Zielone szparagi i makaron. Zapiekane.


Gorąco! Ufff, jak gorąco! Nawet nie tyle za oknem (chociaż i tam nie najgorzej), ale w pracy, w domu, wszędzie! Błogosławię długie już dni, bo to daje mi szansę na to, by nie zwariować w pędzie, w którym od kilku dni trwam.
Ratuję się zwiększoną dawką kawy, trochę łasuchuję, dwoję się i troję.
Ostatnio pracowałam nad bardzo smaczną sesją. Szczegółów jeszcze nie mogę zdradzać, ale już samo wspomnienie sprawia, że robię się taaaka głodna. :)