środa, 25 marca 2015

Czekoladowe ciasto gryczane


Lubicie smak palonej kaszy gryczanej? Jeśli odpowiedź brzmi TAK, to jest duża szansa, że ten wypiek podbije Wasze serce. :)
Przepis na ciasto wyszperałam na stronach książki „Cukiernia Lidla”, w której zebrano
słodkie propozycje Pawła Małeckiego.
Uczciwie przyznaję, że gdy idzie o desery czekoladowe – od razu tracę głowę. W zasadzie nie muszę ich nawet jeść, wystarczy, że mogę się na nie gapić. Czekolada mnie po prostu hipnotyzuje. :)
Na ciasto z wnętrzem gryczano – czekoladowym gapiłam się dłuuugo i intensywnie. No cóż, nie wystarczyło, zostałam przegadana... Jakie szczęście, że kaszę gryczaną gotuje się szybko. :)


czwartek, 19 marca 2015

Konkurs z Wedlem – rozwiązanie

 Moi drodzy, słodki, okołoświąteczny konkurs za nami.
Pięknie dziękuję za chęć wspólnej zabawy, za pomysły i każde przesłane zdjęcie Waszych słodkości zainspirowanych słodyczami E.Wedla.
Organizowanie konkursów dla Czytelników bloga to czysta przyjemność!
Jak zawsze, ogromnie żałuję, że ilość nagród jest ograniczona. Najchętniej nagrodziłabym wszystkich... :)
Tymczasem, nie trzymam już Was dłużej w niepewności. W imieniu swoim i E.Wedla , będącego fundatorem nagród – gratuluję zwycięzcom!

wtorek, 17 marca 2015

Fasolowa, w której łyżka prawie dęba staje.


Porządkowanie szafek kuchennych u progu wiosny to u mnie stała tradycja. Zwykle okazuje się, że suche zapasy, nie wiedzieć czemu, znów „nie wyszły”. Mogłabym to próbować zrzucić na niesprzyjającą zimową aurę, ale tak naprawdę pewnie po prostu zbyt dużo nagromadziłam... Niniejszym rozpoczynam sezon czystek i topienia w garnkach nadwyżek wszelakich.
Na początek rozprawiam się ze strączkowymi (uch! tych mam naprawdę sporo i niejeden pomysł, oraz niejeden garnek jeszcze będzie potrzebny). :)

środa, 11 marca 2015

Czekoladowy torcik musowy z niespodzianką.


Czy podobnie jak ja, uważacie, że gorzka czekolada jest sexy? :) Dla mnie jej gorzkość, to taka „inna” słodycz, do której się dorasta. Lubię zjeść mleczną kosteczkę, ale gdy idzie o porządny deser, to stawiam na intensywne doznania. :)
Jeśli zjedzenie kawałeczka czekolady sprawia, że na twarzy pojawia się przynajmniej uśmiech, to wyobraźcie sobie, jakie uczucie wywołuje torcik tak bardzo, bardzo czekoladowy, że bardziej się już chyba nie da...


piątek, 6 marca 2015

Konkurs z Wedlem

Małymi krokami zbliżamy się do świąt wielkanocnych, więc co powiecie na to, aby przy miłej zabawie spróbować wczuć się trochę już w ich klimat? :)
Wspólnie z marką E.Wedel przygotowałam dla Was łatwy konkurs, w którym do wygrania są super zestawy (widoczne na zdjęciu poniżej).
Mam nadzieję, że dacie się wciągnąć w trochę słodkiego kucharzenia i odrobinę fotografowania? :)

Zadanie konkursowe poznacie za chwilę, a zanim to nastąpi, dodam jeszcze, że w poszukiwaniu smacznych inspiracji warto zajrzeć na http://www.wedel.pl/, na którym Maestro Czekolady Janusz Profus podpowiada jak kreatywnie można wykorzystać wedlowskie słodkości. Kolejnych inspiracji i pysznych pomysłów dostarczą Wam nowe odcinki programu „Słodko i wytrawnie” (http://www.slodkoiwytrawnie.tvp.pl/), emitowane na TVP2.

Gotowi? Zatem do dzieła! :)
Zapraszam do uważnej lektury regulaminu, zawierającego zasady i warunki konkursu.


środa, 4 marca 2015

Zupa dyniowo – marchwiowa. W kuchni Mami Fatale.


Droga Mamo i szanowny Tato!
Jeśli jesteś rodzicem pociechy, która jeszcze nie wyrosła z animowanych opowieści, lubi się utożsamiać z pozytywnymi bohaterami, albo po prostu podglądać ich na szklanym ekranie i dobrze się przy tym bawić, i uczyć zarazem – to dzisiejszy wpis jest skierowany właśnie do Ciebie...

Podejrzewam, że wielu z Was miała już okazję poznać tę nietuzinkową postać animowanej serii... Lecz jeśli przypadkiem jeszcze o niej nie słyszeliście – pozwólcie, że Wam przedstawię - oto Mami Fatale. :)
Mami, to przesympatyczna, starsza Pani, która uciekła od miastowego zgiełku i poświęciła się pasji... gotowania (czyż niejeden z nas też tak by nie chciał? ;-)).
Świat Mami Fatale jest trochę zwariowany, niezwykle kolorowy i nie ma w nim miejsca na nudę. Jest za to miejsce na  przygodę, na przyjaźń i czas mile spędzony w kuchni.
A jeśli już mowa o kuchni, to cytując autorów:
„Mami Fatale” w sposób nienachalny promuje zasady zdrowego żywienia pośród najmłodszych widzów. Intryga zawiązana wokół tematyki wybranego dania zwykle przenosi bohaterów ku nieoczekiwanym, zabawnym przygodom, a w zakończeniu wszyscy zasiadają do wspólnego posiłku.”
Kilka miesięcy temu, zostałam zaproszona do współpracy przez studio animacji Grupa Smacznego, autorów serii  „Mami Fatale”. Dzięki temu zaproszeniu wiem, jak niesamowitą kucharką jest Mami. Wiem też, że warto się z nią zaprzyjaźnić, podpatrywać w kuchni i korzystać z jej pysznych inspiracji. :)

czwartek, 26 lutego 2015

Coś nowego, coś starego. Makaroniki na osłodę. :)


Jeśli po wejściu na bloga pojawiło się zdziwienie i myśl: „ups! Chyba pomyliłam (pomyliłem) adresy” - to spokojnie! Jesteś w dobrym miejscu! :)
Pod tym adresem ciągle pomieszkuje sobie Pieprz czy Wanilia, tylko w ostatnich dniach pojawiło się odrobinę wizualnych zmian. Na razie głównie kosmetycznych: troszkę więcej bieli, nowy nagłówek, kilka zaniedbanych i brakujących dotąd ikonek, kierujących bezpośrednio na kanały społecznościowe, na których również można mnie (lub moje fotografie) spotkać.
To, co na chwilę obecną napawa mnie szczególną radością – to nowe logo bloga, zaprojektowane przez TataStudio z Gdańska. :)


piątek, 20 lutego 2015

Brzydkie, a dobre, czyli szukając pomysłu na dynię


Na moim „zimnym” parapecie leżakuje kilka dyni. To część zapasów, które poczyniłam jesienią. Dynia jest wdzięcznym owocem, bo w sprzyjających warunkach może przeczekać nawet kilka miesięcy. To poniekąd wartość dodana i lubię z niej korzystać. Gdy w środku zimy najdzie mnie znienacka ochota na „coś dyniowego” - cieszę się, że mam ją pod ręką.


czwartek, 12 lutego 2015

Jego Wysokość Pan Pączek Warszawski


Dzisiaj już nie będę nikogo namawiać na smażenie pączków. Tłusto-czwartkowy wieczór raczej skłania do składania broni, niż startowania. Chociaż wyjątków zapewne nie brakuje. :)
To tytułem wstępu.
W kwestii rozwinięcia powiem jednak, że bez receptury się nie obejdzie. Przyda się na przyszłość, w końcu Tłusty Czwartek już za rok. ;-) Odpowiednio wcześnie przypomnę, że na blogu czeka świetny przepis dla fanów domowych słodkości.
A musicie wiedzieć, że prezentowane na zdjęciach pączki warszawskie są znakomite i raczej trudno takie znaleźć w pierwszej lepszej cukierni. :)
Przepis wyszperałam w „W staropolskiej kuchni” (autorstwa: Maria Lemnis Henryk Vitry – pod którymi to pseudonimami kryła się osoba Tadeusza Żakieja).


poniedziałek, 9 lutego 2015

Sałatka poezja. Z sezamową nutą.


O tym, jak wdzięcznym owocem jest awokado, pisałam ostatnim razem, dlatego dzisiaj oszczędzę ponownych kwiecistych opisów. :)
Dość powiedzieć, że odkąd niedawno weszłam w posiadanie kilku dorodnych sztuk przepysznej (delikatnie orzechowej) odmiany Haas – staram się jak najlepiej je spożytkować. Najlepiej oznacza, jak najmniej przetworzyć.
Raz przyrządzam wspomniane już guacamole. Inne ot tak, po prostu kładę w plasterkach na kanapkę, okraszone jedynie maleńką szczyptą soli i dodatkową kapką oliwy (najchętniej tej, w której przetrzymuję suszone pomidory) lub dobrej jakości olejem rzepakowym (koniecznie tłoczonym na zimno).


środa, 4 lutego 2015

Trzy oblicza guacamole


Awokado (zwane smaczliwką) to taki owoc, który nierzadko wywołuje skrajne emocje – albo się je kocha, albo nienawidzi.
Trudno powiedzieć czy przyczyną tego stanu jest jego zielony kolor (nie czarujmy się, wiele z nas ma „alergię” na zielone w kuchni ;-)), czy może ta jego nietypowa - jak na owoc - maślana, tłusta, bardzo delikatna w smaku konsystencja. Niektórzy twierdzą nawet, że awokado smakuje niczym, albo co gorsza – smakuje jak mydło...
Często deklaracja o miłości lub nienawiści zapada od razu już po pierwszej próbie konsumpcji. I o ile przychylna opinia zostaje w człowieku zwykle na całe życie (lepiej być nie może!), o tyle nieprzychylną niełatwo potem w sobie zmienić.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Do ostatniej skórki...


Rzecz miała miejsce dokładnie rok temu. Wtedy właśnie po raz pierwszy zdecydowałam się na kupno cytrusów sycylijskich. Nie mam tu na myśli zakupów w pobliskim hipermarkecie, czy lokalnym warzywniaku ale takich, co to jadą wprost z włoskiej farmy, aż pod drzwi domu. Tudzież, jak w moim przypadku – pod drzwi zaprzyjaźnionej osoby, która wpierw zbiera zamówienia, dokonuje zbiorczych zakupów, a potem rozdziela.