poniedziałek, 24 grudnia 2012
niedziela, 23 grudnia 2012
Z ostatnich chwil...
Bakalie
już mocno pijane od rumu. Zasilą porządną dawką smaku i koloru –
pękate keksy.
Prażone
orzechy na spółkę z domową pastą marcepanową wkrótce zamienią
się w mój ulubiony świąteczny wypiek – pyszną, kruchą
krajankę.
Nie
zabraknie piernika, chociaż jeszcze nie zdecydowałam: przekładany
powidłami, czy z dodatkiem orzechów...
I sernik
też będzie. Pewnie ten ze śliwką, bo jest absolutnie doskonały. No i pięknie pachnie pomarańczą...
czwartek, 20 grudnia 2012
Debiut w Kuchni
...ale
nie tej domowej, bo ta przecież dawno oswojona... ;-)
Magazyn„Kuchnia” obchodzi swoje 18-te urodziny i pięknieje w oczach.
Miałam tą ogromną przyjemność (dziękuję Kuchnio!) przygotować
kawałeczek materiału zdjęciowego do styczniowego wydania
magazynu. To była brrrr... bardzo zimna sesja zdjęciowa, tak jak
zimny zwykle bywa styczeń. Ale tak w ogóle było...gorąco, bardzo
słodko i smacznie. :)
środa, 19 grudnia 2012
W trzech punktach
W
żołnierskim skrócie dzisiaj, a dokładnie w trzech punktach:
Po
pierwsze: chutney. U mnie żurawinowy, chyba najpopularniejszy (choć
wcale nie jedyny) w okresie świątecznym. Może nawet większą
ochotę miałabym na taki ze świeżych fig, ale zapasy wyszły, a
sezon na figi przeminął z wiatrem... :) Będzie więc żurawinowy –
też pyszny. Lubię go do pasztetów, pieczonych mięs i sera.
Po
drugie: słowo do pewnych Pań z pewnego sklepu mięsnego...
Drogie
Panie! Jak wykonać zrazy z wołowego sera szwajcarskiego? Szczerze
proponuję usunąć usługę sklepu krojenia mięsa, by ulżyć klientowi.
Aaaa! Że niby, jak krojenie za darmo, to bez reklamacji? Klient –
świnia, zje wszystko?
Pewnie racja! ;/
Po
trzecie: jutro biegnę do kiosku po nowy numer Kuchni! :)
niedziela, 16 grudnia 2012
Zima, zima! Sypnęło cukrem! :)
Donoszę,
że jestem, żyję i mam się nawet całkiem dobrze, choć zmęczenie
daje się we znaki. Wiem, że mało mnie ostatnio na blogu, ale...
najprościej mówiąc: nie wyrabiam. :)
W ostatnim czasie napiekłam mnóstwo pierniczków i oddałam się
malowaniu precyzyjnemu (pokazywałam na FB, ale chyba i na blogu
przydałaby się choćby krótka notka
„dokumentalna”...
- muszę nadrobić). Byłam w kinie na najbardziej nieambitnym
filmie, ale za to z przyjemną muzyką. Odbyłam kilka fajnych spotkań,
ale te najważniejsze ciągle jeszcze czekają (tylko kiedy gdy doba
za krótka?). W kilkugodzinnej akcji przekopałam się przez pokój
dzieci, wynosząc na śmietnik ze trzy wielkie wory „skarbów”, a
kolejnym zasiliłam przedszkolną zbiórkę makulatury. To
przerażające, ale wygląda na to, że człowiek ma tendencje do
„obrastania” od małego. Zapewne, my dorośli trochę im w tym
pomagamy...
Miałam
bliskie spotkanie ze św. Mikołajem, który nigdy o mnie nie
zapomina, chociaż taka trochę stara już jestem. :) Mikołaju,
kocham Cię! :)
Znów
zasiliłam kuchenne szafki, więc może pojawią
się znane już Wam
„migawki”? :) Ale
to dopiero gdy znajdę trochę wolnego czasu. I gdy słońce raczy w
końcu zaszczycić swoją choćby krótką obecnością. Obecna
ponurość nie pomaga w fotografowaniu...
sobota, 15 grudnia 2012
Trochę jakby zimowo...
Prawda stara jak świat: czas przedświąteczny ma swoje prawa i domowych słodkości zabraknąć nie może. Dzisiaj tylko zapowiedź prostych, pachnących ciasteczek. Na więcej zdjęć (i przepis) zapraszam jutro. Co prawda nie będzie wykwintnie, ale czy musi? :)
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Biała – surowa i... wrzosy na początku grudnia
Trudno
mi uwierzyć, że mamy grudzień... Listopad przeciekł mi między
palcami. Przemknął i to dosłownie, niemal niezauważenie. A ja,
chyba po raz pierwszy odkąd prowadzę bloga – wprost nie do wiary!
- ani razu nie zakrzyczałam: „ jak ja nie lubię listopada!”.
Czyżby
coś się zmieniło w tej kwestii? Bynajmniej... nic, a nic. Zmieniło
się jedynie to, że zabrakło mi czasu na rozczulanie i chlipanie w
rękaw.
P
r a c a ! D u ż o p r a c y ! To najlepsze (jak się okazało)
lekarstwo na listopadowe niemoce... :)
Mniej
mnie na blogu, ale w zamian będzie można spotkać mnie tu i ówdzie,
w innych smacznych miejscach. :)
poniedziałek, 26 listopada 2012
Trufle z bailey's
Historia
tych trufli liczy sobie już 9 miesięcy. Wtedy właśnie Agnieszka z
bloga Bayaderka (klik) zachwyciła mnie swoimi małymi słodkościami.
I choć
domowe trufle, same w sobie, to dla mnie nie nowina, jednak sposób
ich podania czytelnikom bloga – spowodował, że wracałam do zdjęć
Agnieszki wciąż i wciąż. Nie zliczę ile razy obiecywałam sobie,
że „już, już robię! I żadne inne, tylko właśnie te!”. :)
Niektóre
rzeczy i sprawy, potrzebują u mnie dużo czasu, by nabrały mocy
urzędowej.
Tak było
w tym przypadku. Ale nie odpuściłam im. :D
Moje
trufelki w końcu dojrzały. :)
niedziela, 25 listopada 2012
czwartek, 22 listopada 2012
Ulubiona szarlotka. Moja ulubiona.
Nie tak
łatwo złapać oddech, gdy praca wydaje się nie mieć końca. Ale
gdy już wpada wolna chwila – to koniecznie! koniecznie trzeba ją
wykorzystać na babskie spotkanie. :)
Domowa
szarlotka, imbryczek z herbatą i potrzeba wygadania się. To dobry
sposób, by blisko trzy godziny przeleciały w pięć sekund, a dwie
równe Babki wyrzuciły z siebie z milion słów. :)
poniedziałek, 12 listopada 2012
Gdzie jestem, gdy mnie nie ma...
Dzisiaj niestety nie będzie nowego
przepisu. Ostatnio niemal każdą wolną chwilę poświęcam na
pracę. Owszem, dużo gotuję i dużo fotografuję, chociaż wszystko
toczy się gdzieś „obok” bloga. Mam nadzieję, że za jakiś
czas będę mogła uchylić rąbka tajemnicy, bo trochę się dzieje.
:)
Na razie proszę Was o wyrozumiałość o to,
że w ostatnich dniach mniej mnie tutaj i mniej zaglądam na
zaprzyjaźnione blogi.
poniedziałek, 5 listopada 2012
Migawki z kuchennej szafki - cz.6
Dawno nie było na blogu szperania po kuchennych szafkach. Czas temu zaradzić.Dzisiaj więc trochę szlachetnego żelastwa. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















