piątek, 31 sierpnia 2012

A dzisiaj...


...o północy zamykam konkurs, w którym nagrodami są patelnie do grillowania i prasy do mięsa z kolekcji Tchibo "Steak, burger & CO."
Kto z Was ma jeszcze ochotę na wzięcie udziału w zabawie - zapraszam! :)
Wszelkie szczegóły znajdziecie TUTAJ (klik).
Tymczasem ja zabieram się za przyrządzanie wegetariańskich  burgerów. Składnik specjalny:   adżika - wywodząca się z kuchni kaukaskiej. Bardzo pikantna. :)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Kurczak pieczony w całości – bardzo aromatyczny



Teoretycznie ciągle mamy lato, a ja z grillowania „pod chmurką”, płynnie i raczej niespodziewanie przeszłam w eksploatację domowego piekarnika, i to bez szkody dla ciała. Nie wiem jak u Was, ale na mojej północy upały jak nagle się pojawiły, tak i znienacka się ulotniły.
Nie przyjmuję do wiadomości, że już wkrótce o lecie i wakacjach będziemy mówić w czasie przeszłym... :(


Mogę ponarzekać na aurę, ale nie zmienia to faktu, że rozgrzewanie piekarnika zwyczajnie jest już coraz bardziej mile widziane.
Kurczaka upiekłam w całości. Wcześniej z ciekawości przejrzałam kulinarne książki w poszukiwaniu nowej inspiracji. Wielkiego zaskoczenia nie było - szefowie kuchni, jak jeden mąż polecają nadziewanie kurczaka cytryną i ziołami. Nawet przeglądając archiwalne numery „Delicious” ta wersja najbardziej rzucała się w oczy, wypierając na plan dalszy kurczaka w marynacie sojowej, czy innej wersji barbecue.
No to nadziałam. I tą cytryną, i czosnkiem i sporą ilością rozmarynu. A na dokładkę dorzuciłam jeszcze trochę tymianku, bo go uwielbiam. :) I... pięknie w domu zapachniało... Naprawdę. :)

Do przygotowania kurczaka wykorzystałam specjalną ceramiczną formę dostępną obecnie w ofercie Tchibo – przyznaję, bardzo wygodną w użyciu. Ale jeśli takiej nie macie, to i  butelka po piwie się sprawdzi.
Brak butelki po piwie też nie jest przeszkodą (ja na ten przykład nie mam :D).  Wyciągnijcie zwykłe  naczynie żaroodporne, tylko wtedy nie zapomnijcie co jakiś czas przewracać kurczaka, żeby równomiernie się upiekł i zezłocił.


A na koniec krótkie przypomnienie.
Jak wiecie, na blogu trwa obecnie konkurs, w którym można wygrać przydasie z jesiennej kolekcji kuchennej Tchibo. Jej hasło przewodnie to „Steak, burger &CO”.
Jeśli lubicie grillować (nie tylko na łonie natury) – to nagrody w postaci patelni do grillowania i prasy do mięsa powinny się Wam spodobać. Po szczegóły konkursowe odsyłam Was do poprzedniego wpisu na blogu, a na skróty wystarczy, że klikniecie TUTAJ.


Kurczak pieczony w całości z rozmarynem, tymiankiem i cytryną

1 kurczak w całości (mój miał ok. 1,5 kg – oczyszczony)
1 cytryna
½ główki czosnku (przeciętej w poprzek)
2-3 gałązki świeżego rozmarynu
kilka gałązek świeżego tymianku
sól, pieprz
oliwa lub olej do pieczenia

Nagrzać piekarnik do temp. 220 st.C.
Kurczaka umyć i osuszyć. Natrzeć na zewnątrz i od środka solą, i pieprzem.
Cytrynę wyszorować, przekroić na pół. Do wnętrza kurczak włożyć przeciętą główkę czosnku (w całości, nie obierać z łupinki)), połówkę przygotowanej cytryny, oraz rozmaryn. Ułożyć kurczaka w naczyniu żaroodpornym (ja nadziałam kurczaka na specjalnie wyprofilowane naczynie ceramiczne), skropić oliwą lub olejem i posypać świeżymi listkami tymianku. Drugą połówkę cytryny pokroić w grubsze plasterki i włożyć pod skrzydełka kurczaka, lub ułożyć na dnie naczynia.
Włożyć naczynie z kurczakiem do nagrzanego piekarnika i pozostawić w tej temperaturze przez ok. 15 min.
W międzyczasie przygotować kolejne składniki – patrz poniżej.


Oraz dodatkowo:
malutkie ziemniaczki (u mnie ok. ½ kg) – jeśli większe to pokrojone
1 gałązka rozmarynu
kilka ząbków czosnku (można przeciąć na pół, pozostawić w łupince)
½ cytryny
1 łyżka oliwy lub oleju
sól

Ziemniaczki porządnie wyszorować (nie obierać ze skórki), osuszyć i wraz z czosnkiem wrzucić do miski. Skropić oliwą i sokiem z cytryny, posolić i posypać drobno posiekanym rozmarynem. Całość wymieszać.
Wyjąć naczynie z kurczakiem, polać je od góry tłuszczem/ sokiem, który zdążył się wytopić, a następnie ułożyć na dnie przygotowane ziemniaczki. Wstawić ponownie do piekarnika i od razu zredukować temperaturę do 200 st.C.
Piec przez kolejne ok. 45 -50 min.* aż skórka zrumieni się na złoty kolor (z naciętego nożem udka powinien wypływać przezroczysty płyn - tak radzi sprawdzić poziom upieczenia Gordon Ramsay), a ziemniaczki będą miękkie.
Podawać gorące.
Smacznego!

* długość pieczenia może się wydłużyć, jeśli waga kurczaka będzie większa.



niedziela, 26 sierpnia 2012

Pachniało...


...ale o tym na blogu jutro... :)
Zapraszam! :)

czwartek, 23 sierpnia 2012

Steak, burger & CO. Konkurs z nagrodami od Tchibo!


Kilka dni temu spędziłam rodzinny dzień nad jednym z kaszubskich jezior. Dzieci przez pół dnia siedziały w lodowatej wodzie („Mamo! Jeszcze trochę! woda naprawdę jest ciepła!”) , pies z nadmiaru swobody i powierzchni oszalał, a pan mąż obsługiwał całe towarzystwo – donosząc kolejne kawałki grillowanych kąsków. Ja bezkarnie odpoczywałam. :)  
No i jadłam oczywiście, ale to w końcu rozumie się samo przez się, prawda?. :)
Uraczyłabym Was jakimś smacznym zdjęciem z tego wypadu, ale co zupełnie do mnie niepodobne – nie postarałam się o ani jedno ujęcie kulinarne... Doprawdy, sama tego nie rozumiem... :D
Bez zdjęcia być jednak nie może... Pozwalam więc sobie na małą powtórkę z naszego innego grillowania. Było równie miło, choć już w zupełnie innych okolicznościach przyrody. :) 



A teraz konkrety. :)
Proponuję konkurs. Łatwy i przyjemny.
Nagrody dla Was przygotował sklep Tchibo, a związane są z jego najnowszą kulinarną ofertą, sygnowaną hasłem „Steak, burger & CO” (klik).
Oferta skierowana jest głównie do miłośników dań mięsnych, ale i bezmięsni co nieco dla siebie znajdą.



Do wygrania są trzy zestawy pochodzące z w/w oferty Tchibo, składające się z:
patelni do grillowania z litego aluminium (klik), oraz prasy do mięsa (klik) - zobacz zdjęcie poniżej.



Oto zadanie dla Was:
Proszę, tutaj na blogu, pod konkursową notką pozostawić komentarz krótko (a nawet króciuteńko) opisujący Wasze najsmaczniejsze grillowanie tego lata
Uwaga! Wegetariańskie grillowanie również miło widziane. :) Możecie pisać o jedzeniu, albo o ciekawych okolicznościach, jakie jemu towarzyszyły, albo o innych miłych sprawach, które wiązały się z tym konkretnym biesiadowaniem.

Nagrody powędrują do trzech osób, które moim subiektywnym zdaniem, pozostawią najciekawsze lub najsmaczniejsze opisy.

Komentarze pozostawiać możecie do 31 sierpnia (do północy). 
Bardzo proszę o pozostawienie wraz z komentarzem - swojego imienia lub nicka (żebym wiedziała kogo prosić po odbiór nagrody :)).


Ważne: Wysyłki realizowane będą przez Sponsora nagród.
W związku z powyższym - osoby biorące udział w konkursie wyrażają zgodę na przekazanie Sponsorowi danych adresowych do wysyłki nagrody.


Piszcie, piszcie, piszcie, a ja będę czytać, czytać, czytać... :)

wtorek, 21 sierpnia 2012

Migawki z kuchennej szafki - cz.3


Niedawno pokazywałam Wam ( tutaj - klik) moje ostatnie łowy na targu staroci Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku.
Dzisiaj kolejna porcja nabytych za niewielkie pieniądze gadżetów, które z pewnością posłużą mi i w kuchni, i kulinarnej fotografii. :)
Zieloną deseczkę, widoczną na zdjęciach (zdaje się, że to pokrywka od starej beczki) również wyszperałam na Jarmarku. Korniki chyba miały z niej kiedyś niezłą pożywkę, ale dzięki temu teraz prezentuje się jeszcze ciekawiej. :)


piątek, 17 sierpnia 2012

Kurki, boczek i tymianek. Tarta.



Mija drugi dzień, jak wróciliśmy do domu z urlopowych wojaży.
Zwykle długo się rozkręcam, nim na nowo wpadnę w miarę normalny rytm dnia.
Tym razem, bez oddechu – niemal od razu spadły na mnie zwykłe obowiązki.
Wpadłam w wir koniecznych, choć niekoniecznie przyjemnych zakupów (szkoła się zbliża!) i zdążyłam już nawet popełnić ciasto z owocami.
Lubię, gdy mam urlop od domowego kucharzenia.
Ale tak naprawdę już po kilku dniach brakuje mi krzątaniny po kuchni i ulubionych przydasi pod ręką. To śmieszne, ale naprawdę za nimi tęskniłam...


Pewnie za kilka dni pojawi się na blogu fotograficzny skrót z naszego urlopu.
A zanim to nastąpi – wracam do wczorajszej zapowiedzi:
„Mam kurki. I nie zawaham się ich użyć.”
Co powiecie na tartę z kurkami? :)

Użyłam do niej ulubionego kruchego ciasta (bez jajek), a nadzienie jest nader nieskomplikowane.
Polecam. :)


Mini tarty z kurkami, boczkiem i tymiankiem
proporcje na 4 foremki o średnicy 12cm

Kruche ciasto:
200g mąki pszennej (polecam krupczatkę)
100g zimnego masła (prosto z lodówki)
2 łyżeczki cukru
ok. ½ łyżeczki soli
1-2 łyżki bardzo zimnej wody

Mąkę i masło wrzucić do malaksera (lub do robota kuchennego, lub wyłożyć na stolnicę). Miksować (lub posiekać nożem), aż do pojawienia się małych grudek. Dodać cukier i sól – znów króciutko zmiksować. Dodając po 1 łyżce zimnej wody – zagnieść szybko ciasto (powinna powstać zwarta kula).
Uformować z ciasta wałek o grubości ok. 4-5cm. Zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez ok. 30 min.

Farsz:
1 duża cebula
ok. 500g kurek
ok. 200g boczku wędzonego
2 łyżki oleju do smażenia
kilka gałązek świeżego tymianku
sól, pieprz do smaku

Oraz mikstura:
ok. 3 łyżki śmietany 18%
1 rozkłócone jajko
ok. 1/3 szkl. świeżo utartego parmezanu
sól, pieprz do smaku

Cebulę drobno pokroić. Kurki oczyścić (jeśli potrzeba umyć pod bieżącą wodą i osuszyć) – większe sztuki pokroić, mniejsze grzybki zostawić w całości. Boczek pokroić w kostkę.
Na głębszej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulę i lekko zeszklić (na małym ogniu). Dodać kurki i tymianek – krótko przesmażyć, a następnie dorzucić pokrojony boczek. Smażyć na wolnym ogniu ok. 10 min. (cały sos powinien wyparować) W międzyczasie posolić do smaku. Na koniec doprawić do smaku pieprzem.

Piekarnik rozgrzać do temp. 180st.C. Foremki wysmarować masłem lub skropić olejem.
Schłodzone kruche ciasto podzielić na 4 równe krążki. Każdy z nich rozwałkować bardzo cienko, tak by odpowiadał średnicy foremki, wraz z zapasem na wyłożenie ścianek (czyli ok. 15cm średnicy). Foremki wyłożyć ciastem. Kruche spody upiec „na biało” przez ok. 15-20 min. (można w tym celu ułożyć na wierzchu większe okręgi papieru do pieczenia i wsypać np. suszoną fasolę; po podpieczeniu spodów zdejmujemy papier wraz z obciążeniem).
Wszystkie składniki mikstury wlać do kubeczka i dokładnie wymieszać.
Na podpieczone spody rozłożyć nadzienie grzybowe, oraz zalać każdy z nich ¼ częścią przygotowanej mikstury jajeczno – śmietanowej.
Ponownie włożyć foremki do piekarnika i zapiekać ok. 30-35 min., aż masa się zetnie.
Podawać gorące.
Smacznego!


czwartek, 16 sierpnia 2012

Mam kurki...

... i nie zawaham się uch użyć. :D


sobota, 11 sierpnia 2012

Czarna porzeczka dobra na nudę


Przede mną kubek z gorącą kawą i chrupiący wafelek wypełniony masą toffi.
Sweter w granatowe paski, bo bez niego w domu zimno i nieprzyjemnie.
Za oknem przezroczysty welon płaczu.
I białe, białe niebo...
Dzieci w taki bury dzień nie potrafią znaleźć sobie miejsca.
Pustkę nudy zapełniam domowym  kisielem.
Nie ma lepszego nad przygotowany z czarnej porzeczki.
Prawdziwy, owocowy i jak to porzeczka - wyrazisty w smaku.
Z charakterem. :)
Przepis na niego zna chyba każda mama.
Ja sposób wykonania podpatrzyłam u swojej przyjaciółki jeszcze w (odległych o całe lata świetlne)  czasach studenckich.
Miał nam dodać energii po zarwanej (jak to u studentów bywa) nocy. :)
Trudno powiedzieć, czy spełnił to zadanie, ale jednego jestem pewna: właśnie wtedy znienawidziłam kisiele proszkowe. :)
Ten, który pokazują zdjęcia - robiłam jakiś czas temu, gdy dostępne były jeszcze świeże owoce porzeczki. Teraz można wykorzystać owoce zamrożone, albo sok owocowy (ale domowy, zawiesisty, gęsty - nie rozcieńczone z kartoników pseudo soki).

Zapewniam, że smakuje nieporównywalnie lepiej od proszkowych zamienników.



Domowy kisiel z czarnej porzeczki
na ok. 4 porcje

ok. 500g owoców czarnej porzeczki
ok.  1/2 szkl. zimnej wody
cukier do smaku (u mnie. ok. 1/3 szkl., ale należy próbować i dostosować ilość do własnego smaku)

Wszystkie składniki włożyć do garnka i (od czasu do czasu mieszając) gotować ok. 10 min. na niezbyt dużym ogniu, do momentu, aż owoce częściowo się rozpadną.
Zdjąć z ognia i lekko zmiksować blenderem (nie musi być dokładnie, większe kawałki owoców są mile widziane).
Jeśli sos owocowy będzie bardzo gęsty - rozrzedzić dodatkową porcją wrzącej wody.

Oraz:
ok. 1/3 szkl. zimnej wody
ok. 4 łyżki mąki ziemniaczanej lub mazeiny (skrobia kukurydziana)

Sos owocowy postawić ponownie na ogniu i doprowadzić do wrzenia.
W międzyczasie w kubeczku wymieszać bardzo dokładnie skrobię w zimnej wodzie (tak, aby nie było żadnych grudek). Skrobia bardzo szybko osiada na dnie, więc przed wlaniem do owocowego soku - ponownie przemieszać.
Wlewać do wrzącego soku, jednocześnie go energicznie mieszając - aż do doprowadzenia do ponownego wrzenia.
Uwaga! Wodę ze skrobią wlewać partiami. Ilość mącznej zawiesiny jest orientacyjna i może się zdarzyć, że tylko część będzie wykorzystana - w zależności od tego, czy wolimy kisiel bardziej czy mniej gęsty.
Jeśli sos owocowy początkowo został zbyt mocno rozcieńczony - może się okazać, że zawiesiny mącznej będzie zbyt mało. W takim wypadku należy jej dorobić i ponownie dolewać do gotującego się kisielu, aż do uzyskania odpowiadającej nam konsystencji.
Można dodatkowo dosłodzić do smaku.
Smacznego!


piątek, 3 sierpnia 2012

Zamykam...


To był ciężki tydzień.
Bardzo długi, a wydawało się, że i tak zbyt krótki.
W pośpiechu.
Z bólem kręgosłupa i nieustającym bólem głowy.
Z szybkimi przekąskami, zamiast obiadów.
Albo pizzą z dostawą do domu.
Dzisiejszy dzień zamykam z ulgą.
Liczę na dobry i spokojny sen.
Trochę mi się należy.
Jutro będzie dla mnie świeciło słońce, nawet jeśli pogoda nie dopisze. :)



Nie mam siły na wielkie kucharzenie.
Ale coś dobrego i tak się znajdzie. :)
Po przepis odsyłam Was tutaj (klik!).

Dobrego weekendu Wam życzę! :)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Dużo, dużo owoców – pyszna, pyszna tarta :)


Zgodnie z pozostawioną niedawno obietnicą – powracam dzisiaj do książki „A piece of cake” autorstwa Leili Lindholm. Tym razem już nie z teorią, a praktyką. :)
Przyznaję uczciwie, wahałam się w kwestii wyboru wypieku – przepisy zawarte w książce – są proste i zachęcające, ale jednocześnie trudno znaleźć jakieś zupełnie nieznane perełki. Postawiłam zatem podstawowe kryterium – cokolwiek, ale niech będzie mocno owocowo. W końcu kiedy, jak nie teraz? . :)
Tarta nazwana u Leili „berry royal” wydała się być idealna. Dużo owoców zatopionych w pieczonej miksturze na kruchym spodzie... :)


Problem pojawił się podczas pracy... Ja po prostu nie umiem bezkrytycznie podchodzić do przepisów. :D Nawet jeśli jest idealny – zwykle coś od siebie dodaję, albo przeciwnie – odejmuję. :D
Tutaj zaistniało i jedno i drugie. Z czego najważniejszy jest fakt, że podwoiłam w stosunku do oryginalnego przepisu ilość owoców, a zmniejszyłam ilość mikstury, zmieniając jednocześnie trochę jej skład. Być może, zmian bym nie wprowadziła, gdyby udało mi się ze stuprocentową pewnością ustalić polski odpowiednik nabiału zwanego „cheese curd”. Pomysły były różne, niestety wykluczające się. Pozbyłam się kłopotu – usuwając z przepisu tajemniczy składnik. W końcu śmietanka z jajkami, jak wiadomo pysznie się ścina i bez twarożków. Pomniejsze zmiany przemilczę, zwłaszcza, że i tak ujęłam je w zmodyfikowanym przepisie. :)

Tarta oczywiście zniknęła w okamgnieniu i zdecydowanie okazała się godna uwagi wszystkich domowych łasuchów. :)
Wam również polecam. :)



Tarta z owocami jagodowymi
inspirowane przepisem na berry royale wg „A piece of cake” Leili Lindholm - z moimi zmianami

Kruche ciasto:
240g mąki (u mnie krupczatka)
150g bardzo zimnego masła
30g cukru
szczypta soli
1 duże jajko
ok. ½ łyżki zimnej wody

Mąkę przesiać na stolnicę lub do misy robota, dodać zimne masło pokrojone w kostkę. Rozcierać, aż utworzą się małe grudki. Dodać cukier i szczyptę soli – wymieszać, a następnie wbić całe jajko i wodę. Zagnieść szybko ciasto. Gdyby ciasto nadal było zbyt grudkowate i nie zbiło się w kulę – można dodać jeszcze odrobinę wody.
Kulę ciasta spłaszczyć, zawinąć w folię spożywczą i pozostawić na ok. 30 min. w lodówce do schłodzenia.

Śmietanowa mikstura:
3 jajka
ok. 60g cukru
200g śmietany 36% (używam Piątnicy w kubeczku – jest b. gęsta)

Jaja ubić z cukrem. Wmieszać śmietanę.

Oraz:
ok. 60g mielonych migdałów
ok. 40g jasnego cukru trzcinowego
ok. 300g owoców jagodowych (u mnie mieszanka czarnej i czerwonej porzeczki, jagód leśnych, malin)

Nagrzać piekarnik do temp. 180st. C (grzałki góra – dół).
Przygotować dużą formę do tarty (28-30cm) – posmarować masłem. Ciasto rozwałkować do średnicy ok. 5cm większej niż średnica formy. Wyłożyć formę ciastem (również ścianki boczne). Odciąć wystające ponad rant naddatki ciasta. Nakłuć w kilku miejscach widelcem. Podpiekać spód ok. 20 min.
Wyjąć z piekarnika i lekko przestudzić (kilka minut). Mielone migdały wymieszać z cukrem trzcinowym. Mieszanką wysypać równomiernie spód kruchego ciasta. Nałożyć umyte i osuszone owoce i zalać śmietanowo – jajeczną miksturą. Od razu wstawić do piekarnika. Zapiekać kolejne ok. 45min., aż masa jajeczna się zetnie. Ostudzić przed podaniem.
Smacznego!



czwartek, 26 lipca 2012

„A piece of cake”


Pomimo tytułu, nie proponuję Wam kawałka ciasta. :)
Dzisiaj będzie kilka słów o książce...
I pomimo ostatnich bardzo głośnych spraw w temacie plagiatu (klik) pewnej książki (który niestety dotknął i mojego bloga) – bynajmniej nie o tym będę pisała.
Karmienie się złymi emocjami nie wychodzi na dobre kulinariom, więc niech przykre sprawy toczą się poza  kuchnią...


O czym zatem...? :)
O „A piece of cake” Leila'i Lindholm.
Prawdopodobnie nigdy nie zwróciłabym na nią uwagi, gdyby nie jej recenzja na blogu Pauliny. :) Nie będę ukrywać, że w słowach Pauli najbardziej zaintrygowała mnie opinia, że zdjęcia w książce są... cukierkowe. :) Bardzo! Ale to bardzo byłam ich ciekawa. :)

To już kilka tygodni, jak książka trafiła na mój regał, a tyle czasu, to wystarczająco długo, by przestudiować ją strona po stronie nawet kilka razy...
Oglądałam, studiowałam, oglądałam... i mimo początkowego zawodu: gdzie te cukierki? - doszłam szybko do wniosku, że jest... fajnie. :)
Książka jest naprawdę starannie wydana, dokładnie tak jak lubię: twarda oprawa, matowy, gruby papier, i szycie (nie lubię klejonych książek, prędzej czy później zaczynają się rozpadać). 

A zdjęcia? Ich autorem jest WolfgangKleinschmidt. Są kolorowe, radosne, ale... nie..., chyba jednak nie cukierkowe... :) Jak dla mnie utrzymane w sielskim klimacie. Najbardziej podobają mi się szerokie kadry, z ogrodem, domem i dziećmi w tle. Są swobodne i pełne energii. 

Przepisy autorka podzieliła na kilka grup, w tym np. ciasteczka, tarty i flany, babeczki i muffiny, ciasta mniej lub bardziej tradycyjne, bułeczki. Znalazło się również miejsce na wypieki bez pieczenia, sosy, kremy i marmolady i nawet pieczywo.
Przekrój przez słodkości w książce jest dość szeroki, tak więc każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego.
I choć są drobiazgi, które mniej mi się podobają (np. zdecydowanie wolę, gdy przepis podany jest od początku do końca, bez odwołań, typu ciasto podstawowe weź ze strony X, a polewę ze strony Y) – to w ogólnym rozrachunku książka jest całkiem łakomym kąskiem. :)


Jak powszechnie wiadomo, wszystkie Pszczoły, a już na pewno  5-letnie Pszczółki kochają wszelkie babeczki za ich cudną babeczkowatość :D Nie było rady!  na zdjęciach widać pierwszy popełniony wypiek z przepisu Leili.
Jak najbardziej wyszły, smakowały, ale przepisu nie będzie. Wybaczcie! Mam wrażenie, że większość muffinów, które tutaj zamieszczałam i tak smakuje, i wygląda podobnie, więc wystarczy tego dobrego. :D
Ale obiecuję, że już wkrótce pojawi się na blogu inny wypiek inspirowany przepisem z książki „A piece of cake”. :)

wtorek, 17 lipca 2012

Migawki z kuchennej szafki - cz.2


Tym razem może nie z szafki, a z parapetu, gdzie zalegają sobie moje kuchenne deski. Jedna z nich jest bardzo, bardzo stara (podobno ma ponad sto lat), ma zgoła niekuchenną historię  i nigdy nie poczuła noża... Jest piękna i służy mi tylko do zdjęć.  :)