niedziela, 23 października 2011

Już pachnie dynia...



A jak ją podam? O tym wkrótce. :)

piątek, 21 października 2011

Risotto z kaszy w dyniowym kolorze. Festiwal Dyniowy 2011



Jeśli na coś szczególnie niecierpliwie czekam każdej jesieni – to zdecydowanie jest to dynia. Najsympatyczniejszy owoc o tej porze roku.
Przez cały rok, zwracam szczególną uwagę na każdy napotkany przepis z jej udziałem. Mam tyle ich naszperanych, że już sama się gubię. Książki i czasopisma upstrzone żółtymi post-it przypominają „tutaj warto ponownie zajrzeć”. I jest ich bardzo, bardzo, baaardzo dużo...
Czasem podpatrzone w magazynie danie po prostu zapada w pamięć. Jak to, które przygotowałam na dzisiaj.
Nie odnalazłam oryginalnego przepisu, ale z całą pewnością był to któryś z archiwalnych numerów „Delicious”. Gotowałam więc intuicyjnie, dobierając składniki i proporcje dość swobodnie.


Jest to moja pierwsza w tym roku propozycja, ze specjalną dedykacją na Festiwal Dyniowy. :)
Gospodyni Beatce, przesyłam mnóstwo uścisków za to, że w tym roku po raz czwarty postanowiła namówić nas na dyniowe szaleństwo. :)



Kasza jęczmienna a'la risotto z pieczoną dynią i papryką
(podpatrzone w którymś archiwalnym numerze „Delicious”)
na 3 duże porcje (lub 4 mniejsze)

ok. 0,5 – 0,7kg dyni (u mnie połowa niewielkiej dyni „hokkaido”)
1 duża czerwona papryka
kilka gałązek świeżego tymianku
sól
oliwa do skropienia

1 czubata szkl. kaszy jęczmiennej (użyłam pęczaku)
1 średniej wielkości cebula
2-3 łyżki oliwy do smażenia
ok. 100ml wina białego dobrej jakości
ok. 0,5 – 0,7l bulionu warzywnego (najlepiej wrzącego)
2-3 gałązki świeżego tymianku
pieprz do smaku
garść świeżych ziół (u mnie natka pietruszki i bazylia)
garść płatków parmezanu (u mnie mocno dojrzałe pecorino)

Blachę z piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia.
Dynię wydrążyć z pestek, obrać ze skórki i pokroić w grubą kostkę (ok. 1,5x1,5cm). Paprykę umyć, osuszyć. Pokroić na pół i wydrążyć z gniazda nasiennego. Wyłożyć na przygotowaną blachę, skropić oliwą, posolić, popieprzyć i posypać listkami tymianku. Całość przemieszać, tak by oliwa dość równomiernie otoczyła warzywa.
Piec w piekarniku nagrzanym do temp. ok. 190-200 st.C ok. 20 min. (dynia wyraźnie zmięknie, a skórka na papryce pomarszczy się i sczernieje).
W międzyczasie drobno posiekać cebulę.
Gotowe warzywa wyjąć z piekarnika. Z papryki usunąć skórkę, a następnie pokroić w paseczki. Odstawić na bok.
W głębokiej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Wrzucić kaszę jęczmienną - chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Wlać chochelkę wrzącego bulionu,(garnuszek z bulionem najlepiej trzymać na maleńkim ogniu, tak by bulion cały czas był bardzo gorący). Dodać listki tymianku i gotować, od czasu do czasu mieszając, aż do wyparowania płynu. Bulion dolewać partiami (po 1 chochelce) do momentu, aż kasza zmięknie (jednak nie polecam jej zbyt mocno rozgotowywać). Gdy kasza będzie już prawie gotowa (mnie zajęlo gotowanie ok. 20min.) – wmieszać przygotowaną wcześniej dynię i paprykę. Doprawić do smaku pieprzem. Zdjąć z ognia. Wmieszać poszatkowaną natkę pietruszki z bazylią. Nałożyć porcje na talerze. Posypać świeżo utartymi płatkami parmezanu (lub pecorino). Od razu podawać.
Smacznego!

wtorek, 18 października 2011

Figa z makiem!


Po raz pierwszy od bardzo dawna pomalowałam paznokcie. Zważywszy na częstotliwość z jaką to robię (raczej bliska zero) – intensywny wrzosowy kolor wydaje się być nadzwyczaj odważny.
Co tam! Miałam potrzebę uzewnętrznienia różnych swoich radości.
Ale jak są radości, to i cień podstępny musi się pojawić.
Dzisiaj mam ochotę zmyć kolor, a uśmiech schować głęboko do kieszeni.
Najchętniej oddałabym też cały pakiet należący do zawodu architekta: stres, nieustające bóle kręgosłupa, zapalenia spojówek i sto spraw zawiązanych węzłem gordyjskim.
Mam ochotę zaszyć się w samotności, ewentualnie wręcz odwrotnie – przydzwonić gdzieś z całej siły.
Zaciskam więc zęby i krzyczę: figa z makiem! Chcę przespać złość i jutro znów cieszyć się drobiazgami. Nawet gdyby miały to być tylko pomalowane paznokcie.


Ciacho nie jest dzisiejsze. Gdybym teraz je piekła niechybnie wyszedłby zakalec. Na szczęście placek z figami trafił na dużo lepszy moment i nie przelałam na niego złych emocji. ;-)


Placek drożdżowy z figami
na foremkę 20x20cm

2 jaja
100g cukru
150ml letniego mleka
300g mąki
skórka z cytryny - drobno starta
1 ½ łyżeczki drożdży instant
szczypta soli
100g masła – rozpuszczonego i ostudzonego
listki świeżego tymianku (ok. ½ łyżeczki)
4-5 dojrzałych fig
2-3 łyżki kryształków cukru (niekoniecznie)

Jaja ubić z cukrem. Dodać przesianą mąkę, szczyptę soli, drożdże oraz lekko podgrzane mleko (co najwyżej letnie, w żadnym wypadku gorące!). Wyrabiać ciasto kilka minut robotem lub ręcznie, aż będzie dość gładkie. Dodać rozpuszczone i ostudzone masło, oraz drobno utartą skórkę cytryny i listki tymianku i ponownie wyrabiać, aż ciasto „wchłonie” masło. Ciasto będzie dość mokre i klejące – nie należy dodawać więcej mąki.
Żyć ciasto do miski, przykryć ściereczką lub folią spożywczą i pozostawić do pierwszego rośnięcia na ok. 1 - 1,5 godz. (czas w zależności od tego jak szybko ciasto będzie rosło – powinno podwoić swoją objętość).
Przygotować foremkę 20x20cm, wysmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia.
Ciasto przełożyć do foremki i palcami rozciągnąć w miarę równomiernie.
Figi umyć, osuszyć i pokroić na ósemki. Porozkładać na cieście w kilku rzędach. Posypać grubym cukrem.
Pozostawić do ponownego rośnięcia na ok. 1 godz.
Rozgrzać piekarnik do temp. 180st.C. Piec placek przez 45-50min. Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić, czy patyczek włożony w środek ciasta jest suchy. W razie potrzeby pozostawić w piekarniku na kilka dodatkowych minut.
Smacznego!

czwartek, 13 października 2011

Jabłka w kropki i keks imbirowy


Niezbyt doskonałe, jeśli porównywać do wypolerowanych Granny Smith, czy Ligola.
Nie tak krągłe i bez imponujących rozmiarów.
Nie grzeszą pięknem.
Te czerwone nakrapiane jak biedronki.
A mimo wszystko czarują jak potrafią najlepiej...


Pachną ogrodem.
Nieskoszoną jesienną trawą.
I poranną mgłą.
Pachną koszem wiklinowym, albo spadającym liściem.
Słodkie. I kwaskowe jednocześnie.
Najlepsze.


Moje dziecię pojechało na harce do kolegi. Za miasto. Wróciło do domu obdarowane dużą torbą owoców. Cała kuchnia napełniła się winnym zapachem. Dużo jabłek po prostu schrupaliśmy. Trochę jeszcze zostało. A w międzyczasie piekę na bieżąco ciasta.
Znikają szybko. Zwłaszcza to, imbirowe – znalazło wielkie uznanie. Lekko pikantne, puszyste, niezbyt suche. Z dodatkiem jabłek i orzechów nerkowca. Trochę jak piernik. Ale tylko trochę. :)
Polecam, bo pyszne!



Keks imbirowy z jabłkami i orzechami nerkowca
inspirowany przepisem w Delicious nr 10/2011 z moimi zmianami

150g masła w temperaturze pokojowej
70g brązowego cukru trzcinowego
2 jaja
70g syropu złocistego (golden syroup)
150ml mleka
250g mąki
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru w proszku
1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia

ok.80g orzechów nerkowca (w oryginale proponowano pekany)
3-4 duże jabłka (u mnie 8 mniejszych)
1 łyżka syropu imbirowego
2 łyżeczki brązowego cukru trzcinowego

Jabłka obrać, wydrążyć z gniazd nasiennych i pokroić w ósemki.
Przygotować dużą foremkę keksową (u mnie 30x11cm) – wysmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia.
Piekarnik rozgrzać do temp. 180st.C.
Mąkę przesiać wraz z cynamonem, imbirem w proszku i proszkiem do pieczenia do osobnej miski.
Masło utrzeć z 70g cukru trzcinowego. Wlać kolejno po jednym jajku i syrop złocisty.
Cały czas mieszając – dodawać partiami po kilka łyżek mąki i mleka, aż do wyczerpania składników.
Wyłożyć ciasto do foremki. Ósemki jabłek powtykać pionowo dość głęboko w ciasto. Z wierzchu posypać orzechami nerkowca, a następnie skropić syropem imbirowym i posypać równomiernie 2 łyżeczkami cukru trzcinowego.
Piec przez ok. 1 godzinę w temp. 180st.C (grzałki góra – dół).
Patyczek wetknięty w środek ciasta powinien być suchy. Ostudzić.
Smacznego!

środa, 12 października 2011

Mamo, przywiozłem jabłka!



Już wkrótce o tym, jak smakują jabłka prosto z drzewa... :)
A tymczasem dobrej nocy!

poniedziałek, 10 października 2011

Czerwony zalew, a na deser frangipane


W weekend wjechało mi do domu 40 kg pomidorów. To o połowę mniej, niż w latach poprzednich. Żal mi ogromnie, ale jakoś wirusy tej jesieni szczególnie mnie sobie upodobały i skutecznie odebrały ochotę na większe prace kulinarne. Postawiłam więc na półśrodek. Mniej pomidorów, mniej pracy, mniej zmęczenia.
Co z tych pomidorów? Cel jak co roku ten sam: prawdziwy, zdrowy przecier, który zamykam w słoiki i pasteryzuję. Bez dodatków. Tylko „czyste” pomidory. Potem całą zimę i wiosnę wykorzystuję do sosów, gęstych zup, czy innych „jednogarnkowców”.
Trudno, ten sezon nie będzie tak obfity w zasoby domowe. Plus jest taki, że tym razem przepracowanie mi nie grozi. A trzeba przyznać, że monotonnej pracy przy przerabianiu jest sporo. Na szczęście moja czerwona maszyna – najgorszą część wykonuje za mnie. Nie mogę więc narzekać... :)


Tym sposobem jest jeszcze czas na jakiś dobry wypiek. Poprawiacz humoru.
Te małe naczynka na zdjęciach - zawierają frangipane z mielonych orzechów laskowych z gruszką w środku. Zamiast orzechów można użyć mielone migdały. Zresztą, każda wersja dobra. :)



Frangipane orzechowe z gruszkami
(na 6 foremek o średnicy 11cm)

100g masła w temperaturze pokojowej
100g cukru trzcinowego
1 b. duże jajko w temperaturze pokojowej (jeśli małe to 2 szt.)
20g mąki
100g mielonych orzechów laskowych

3 gruszki – obrane, przekrojone na pół i wydrążone z gniazd nasiennych
ok. 3 łyżeczki cukru trzcinowego (opcjonalnie, można pominąć)

Piekarnik rozgrzać do temperatury 190 st.C. Foremki do mini tart wysmarować masłem i obsypać lekko mąką.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodać jajko. A w następnej kolejności – cały czas ucierając – mąkę i mielone orzechy.
Foremki wypełnić mniej więcej do połowy wysokości ciastem. Do każdej foremki włożyć w środek połówkę gruszki (można ją lekko ponacinać) i wcisnąć głębiej.
Piec ok. 20 min. (patyczek wetknięty w środek ciasta powinien być suchy).
Ostudzić.
Opcjonalnie: przed podaniem można posypać gotowe frangipane ½ łyżeczką cukru trzinowego i skarmelizować przy pomocy ręcznego palnika kuchennego. Ten etap można z powodzeniem pominąć.
Smacznego!

wtorek, 4 października 2011

O okruchach dnia codziennego...


Chciałam napisać o ciepłym wietrze, który przyjemnie rozwiewa mi włosy, gdy idę ulicą.
O tym, że już powoli liście szeleszczą pod nogami.
Że ich jesienna czerwień jest piękniejsza niż wiosenna zieleń.
O tym, że jak co roku kasztany mnie rozczulają swoją piękną barwą i teksturą.
O tym, że coś zgubiłam i coś znalazłam.
O tym, że poranki bywają dla niektórych twórcze i w drodze do pracy, w „nie-zaciszu” kolejki miejskiej, ktoś namalował mi portret.
O tym, że moja Pszczółka nie chce polubić swojego przedszkola.
I o tym, że po raz pierwszy w moim życiu figi na straganach są tańsze niż gałka lodów...


Poniższa propozycja zapiekanych fig - nie będzie każdemu smakowała. Polecam tylko tym osobom, którzy lubią zestawienie słodkich owoców z wytrawnymi dodatkami.



Zapiekane figi z serkiem kozim, tymiankiem i orzeszkami piniowymi

4 figi
4 czubate łyżeczki miękkiego serka koziego (użyłam smakowego, z dodatkiem ziół i czosnku)
gałązka świeżego tymianku
4 łyżeczki orzeszków piniowych
kilka cieniutkich plasterków szynki długo dojrzewającej
kilka listków świeżej bazylii
ocet balsamiczny do skropienia

Orzeszki piniowe lekko podprażyć na suchej patelni.
Serek kozi wymieszać z listkami tymianku i ok. 2 łyżeczki orzeszków piniowych.
Figi umyć, osuszyć i odciąć ogonki. Nożem wykonać nacięcie na krzyż (po tej stronie, gdzie był ogonek). Naciętą figę lekko ścisnąć palcami po stronie przeciwnej do nacięcia (u nasady), dzięki czemu figa lekko się otworzy.
Do wnętrza każdej figi włożyć po czubatej łyżeczce serka. Przygotowane owoce ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, lub w naczyniu do zapiekania.
Zapiekać w piekarniku rozgrzanym do temp. 180 st.C przez ok. 10-12 min.
Podawać ciepłe z dodatkiem plasterka szynki i listkami bazylii. Posypać pozostałymi orzeszkami piniowymi. Skropić octem balsamicznym.
Smacznego!

wtorek, 27 września 2011

Domowe pappardelle z sosem mięsnym i kurkami


Od czasu do czasu nawet mnie (zielskożercę, ale wcale nie wegetariankę) bierze ochota na kawałek mięsa. Im rzadziej je jem, tym bardziej mi smakuje. Gulasz pojawia się u mnie niezbyt często, ale gdy się już decyduję – to ciężko mi się powstrzymać i podjadam wprost z garnka, podczas gotowania. :)


Lubię, gdy sos jest dość gęsty, zawiesisty i smakuje, oraz pachnie czymś więcej niż tylko mięsem. Tymianek nadaje się idealnie. Kurki też.
Podałam z domowym makaronem, przygotowanym na bazie semoliny. Dzieci wołały o dokładkę. Ja też bym zawołała, gdyby nie zdrowy rozsądek. :)


Gulasz mięsny z kurkami i tymiankiem

kawałek mięsa wołowego lub wieprzowego (u mnie tym razem karkówka wieprzowa, ok. 700g)
ok. ½ szkl. mąki
ok. 2 + 3 łyżki oleju do smażenia (np. Z pestek winogron, słonecznikowy, etc.)
ok. 500ml bulionu (lub wody)
kilka gałązek świeżego tymianku lub ok. ½ łyżeczki suszonego
ok. 300g świeżych kurek
sól, pieprz do smaku

Kurki oczyścić i pokroić (mniejsze pozostawić w całości). Na patelni rozgrzać 2 łyżki oleju i przesmażyć lekko kurki (można dodatkowo wrzucić świeże listki z gałązki tymianku). Zdjąć patelnię z ognia.
Mąkę przesiać do większej miski.
Mięso umyć, osuszyć, pokroić w kostkę (niezbyt grubą, ok. 1x1cm). Wrzucić do przygotowanej miski (najlepiej partiami) i obtoczyć w mące. W międzyczasie rozgrzać olej w garnku o grubszym dnie. Włożyć mięso i przesmażyć do lekkiego zrumienienia. Wlać płyn, dodać tymianek i gotować do czasu gdy mięso będzie średnio miękkie (wołowina potrzebuje więcej czasu, niż wieprzowina). Włożyć do garnka przygotowane kurki (2-3 łyżki można pozostawić do ozdobienia potrawy) i doprawić do smaku solą. Gotować, aż mięso będzie miękkie. Pod koniec gotowania dosmczyć pieprzem.
Podawać ze świeżo ugotowanym makaronem pappardelle. *

* Naddatek gulaszu zjeść następnego dnia np. z kaszą gryczaną.


Pappardelle (porcja na 2-3 os.)

2 jajka
ok. 230g semoliny (lub innej mąki, np. krupczatki)

Z jajek i semoliny zagnieść elastyczne ciasto makaronowe. Ciasto nie powinno być zbyt mokre i klejące. W zależności od wielkości użytych jajek – może okazać się konieczne dosypanie 1-2 łyżek mąki. Zawinąć ciasto w folię spożywczą, uprzednio uformować w kulę lub wałek) i pozostawić na kilka minut (ciasto powinno „odpocząć” przed wałkowaniem).
Podzielić ciasto na 3 lub 4 części i po kolei dość cienko wałkować (u mnie ok. 0,5 – 0,6 mm). Kroić radełkiem lub nożem na wstążki szer. ok. 1 - 1,5cm.
Gotować al dente w dużej ilości osolonej wody. Podawać od razu po odcedzeniu z wody.

niedziela, 25 września 2011

Wrzosy, fiolety i śliwki


Jesień bez ciasta ze śliwkami – to nie jesień.
Dlatego obchodzę wszystkie stoiska na targu i wybieram to, na którym wśród dyni i bakłażanów pysznią się najpiękniejsze śliwki. A raczej śliweczki, bo do wypieków wybieram raczej nasze małe, poczciwe węgierki.


Biorę też inne odmiany, większe i mocno dojrzałe. Te do zjedzenia „od ręki”. I do pogryzania, gdy wieczorem będę przeglądać kulinarne magazyny (zawsze gdy to robię – łapie mnie wilczy głód. :) I do pracy na drugie śniadanie.
A ciasto... takie zwykłe. Jesienne. W moim ulubionym kolorze. Otaczam się fioletami i wrzosami, i wyglądam złotej, polskiej jesieni za oknem.


Ciasto ze śliwkami

180g masła w temp. pokojowej
3 jaja (w temp. pokojowej)
80g brązowego cukru trzcinowego
180g mąki
1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta utartych drobno goździków (ok. 4 goździki)
ok. 1/3 łyżeczki sproszkowanej gałki muszkatołowej
3 łyżki mielonych orzechów laskowych
1 + 1 łyżki brązowego cukru trzcinowego
350 - 400g śliwek (użyłam węgierek)

Piekarnik rozgrzać do temperatury 180st.C. Przygotować tortownicę o średnicy 20-22cm. Wysmarować masłem i oprószyć lekko mąką, lub wyłożyć papierem do pieczenia.
Śliwki umyć, osuszyć, przekroić wzdłuż na połówki i usunąć pestki.
Mąkę przesiać wraz z proszkiem do pieczenia, gałką muszkatołową i utartymi goździkami do osobnego naczynia.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Cały czas ucierając, wbijać po jednym jajku. Dodać przesianą mąkę z proszkiem i przyprawami – i wymieszać (nie ucierać już zbyt długo).
Przełożyć ciasto do foremki. Mielone orzechy pomieszać z 1 łyżką cukru trzcinowego i posypać równomiernie po wierzchu ciasta. Wyłożyć połówkami śliwek (skórką do dołu) i posypać kolejną łyżką cukru trzcinowego.
Piec ok. 45 min. Patyczek włożony w środek ciasta powinien być suchy.
Smacznego!

niedziela, 18 września 2011

Crostini. Z bakłażanem i pomidorami.


Włosi podaliby je z całą pewnością jako przystawkę bezpośrednio przed głównym posiłkiem. I zapewne znalazł by się na nim jakiś pyszny pasztecik. Swoją drogą, każda moja wizyta we włoskich restauracjach przynosiła niewiarygodne zdumienie: gdzie oni mieszczą tak rozbudowane wieczorne posiłki? Jak później zasnąć bez uczucia przejedzenia...?


A u mnie ani przed obiadem, ani z żadnym „Pâté”. Ale tak po prostu, z tym co miałam pod ręką sezonowego – przygotowane jako przegryzka w ciągu dnia.
Moja Babcia dawnymi czasy smażyła kromki zwykłego chleba oliwskiego i nacierała je mocno czosnkiem. Jako dziecko ogromnie je lubiłam, mimo, że było to jedzenie raczej kryzysowe.
Crostini z bakłażanem, pomidorem i oliwą extra vergine wydają się być luksusowe w stosunku do grzanek sprzed lat. Kto wtedy w Polsce słyszał o oberżynie...
Pyszne, chrupiące i bardzo aromatyczne. A surowy czosnek w tej chwili jak najbardziej na czasie, gdy przeziębienia atakują ze wszech stron.
Ja właśnie toczę nierówną walkę z niechcianą zarazą...
Pozdrawiam!



Crostini z bakłażanem i pomidorami

1 nieduży bakłażan (najlepiej „chudy”, nie pękaty)
3-4 pomidory (mogą być kolorowe)
ok. 1 łyżki poszatkowanej drobno natki pietruszki
ok. 1 łyżeczka świeżych listków tymianku
ok. 1 łyżka oliwy (nadającej się do smażenia)
sól (u mnie Maldon), pieprz do smaku
bagietka
ząbek czosnku
oliwa extra vergine – do skropienia

Umytego i osuszonego bakłażana pokroić w plastry gr. ok. 5 mm, a następnie w kosteczkę. Jeśli nasza oberżyna jest jednak bardziej pękata, a środku ma sporo pestek, to wcześniej plastry bakłażana – lekko posolić i zostawić na ok. 15-20 min. W tym czasie bakłażan puści sok (wraz z goryczką). Osuszyć papierowym ręcznikiem i dopiero wtedy pokroić w kostkę.
Pomidory umyć, osuszyć. Pokroić w kostkę, odrzucając środkowe gniazdo z pestkami.
Na patelni rozgrzać bardzo mocno oliwę do smażenia. Wrzucić bakłażana i smażyć na małym ogniu, często mieszając ok. 4-5 min., aż bakłażan się zeszkli i zmięknie (bakłażan bardzo mocno pije tłuszcz; można oczywiście smażyć na większej ilości oliwy, ale i tak wszystko wchłonie, a my będziemy mieć tłustą oberżynę).
Na pół minuty przed końcem smażenia – dodać ok. ¾ przygotowanych pomidorów, tymianek oraz natkę pietruszki. Posolić do smaku. Wszystko krótką chwilkę razem przesmażyć i zdjąć z ognia.
Bagietki pokroić na kromeczki. Można lekko zwilżyć oliwą (choć niekoniecznie) i z obu stron zezłocić na patelni grillowej.
Ciepłe grzanki natrzeć czosnkiem. Na każdą grzankę ułożyć po czubatej łyżce warzyw. Wierzch ozdobić dodatkowo pozostałymi, świeżymi pomidorami. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Skropić oliwą extra vergine.
Smacznego!

wtorek, 13 września 2011

3 zboża. Risotto z kurkami i suszonymi pomidorami




A u mnie znów ryżowo, choć w takim trochę niecodziennym towarzystwie. Kupiłam bardzo fajną zbożową mieszankę, w skład której wchodzą: ryż, pszenica i kasza jęczmienna perłowa. Chwilę podumałam co z tym kulinarnym fantem poczynić. Najpierw był pomysł na kolejną sałatkę (i pewnie jeszcze będzie, choć akurat nie tym razem). Jednak pomysł sałatkowy został wyparty przez wielką ochotę na risotto grzybowe.
Risotto z kurkami tego lata jadaliśmy nadzwyczaj często. Jakoś tak się nam składało z leśnymi owocami. Ale ograniczałam się do tradycyjnego przygotowania na canaroli lub arborio.



Ryzyk – fizyk! - pomyślałam – Wyjdzie, albo nie wyjdzie.
I prawdę mówiąc, byliśmy zachwyceni!
Mieszanka zbożowa idealnie sprawdziła się w roli. Co ważne, ziarenka równomiernie się gotowały, tak więc nic w zębach nie trzeszczało zbyt mocno, ani nic nie było zbyt rozgotowane. A do tego ciekawy, zróżnicowany smak i odrobinę więcej zdrowia na talerzu.
Prima sort!



Risotto z 3 zbóż z kurkami i suszonymi pomidorami
na 2 spore porcje

1 szkl. mieszanki 3 zbóż: ryż, pszenica, kasza jęczmienna perłowa (kupiłam gotową mieszankę ziaren Gallo)
ok. 150g świeżych kurek
1 cebula
1-2 ząbki czosnku, drobno utartego
kilka suszonych pomidorów z zalewy oliwnej, lub suchych (u mnie 5 połówek)
ok. 100 ml białego wina wytrawnego
ok. 500-700 ml wrzącego bulionu (u mnie warzywny )
2 łyżki oleju roślinnego do smażenia
pieprz do smaku
duża garść poszatkowanej drobno natki pietruszki
garść płatków parmezanu (lub pecorino)
2 łyżeczki oliwy extra vergine

Kurki oczyścić. Jeśli są bardzo zabrudzone – przepłukać pod bieżącą wodą i osuszyć papierowym ręcznikiem. Pokroić dowolnie (malutkie grzybki można pozostawić w całości).
Cebulę drobno posiekać.
Jeśli korzystamy z suszonych pomidorów z zalewy oliwnej wystarczy pokroić je w cienkie paseczki. Jeśli pomidory są ususzone i widać na nich ziarenka soli – wpierw zalać je wrzątkiem i pozostawić do namoczenia na ok. 5 min. Potem odcedzić i pokroić.
W głębokiej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulkę – smażyć do lekkiego zeszklenia. Dodać kurki i smażyć kilka minut na niewielkim ogniu. Potem dodać czosnek, a następnie wrzucić mieszankę ziaren - chwilę przesmażyć. Zalać białym winem – dusić, aż do wyparowania płynu. Wlać chochelkę wrzącego bulionu (garnuszek z bulionem najlepiej trzymać na maleńkim ogniu, tak by bulion cały czas był bardzo gorący). Gotować, często mieszając, aż do wyparowania płynu. Wrzucić pokrojone suszone pomidory. Bulion dolewać partiami (po 1 chochelce) do momentu, aż ziarna zmiękną. Doprawić do smaku pieprzem. Zdjąć z ognia. Wmieszać natkę pietruszki. Nałożyć porcje na talerze. Skropić każdą 1 łyżeczką oliwy i posypać świeżo utartymi płatkami parmezanu (lub pecorino). Od razu podawać.
Smacznego!

sobota, 10 września 2011

Gdy fasolka z łososiem w jednej wylądują misce...


Przytargałam do domu fasolkę szparagową. I choć to już ostatnie dni lata, to jeszcze całkiem niemało jej na straganach. Najbardziej lubię jeść ją klasycznie, mam ochotę powiedzieć, że „po polsku” - z dodatkiem świeżego masła lub jeszcze bardziej z okrasą z bułki tartej. Mmmm... Tak podawała fasolkę babcia, podawała mama i ja podaję dokładnie tak samo. W tej postaci potrafię zjeść naprawdę nieprzyzwoicie dużo... :)
Ale fasolka jest bardzo wdzięcznym warzywem i gdzie by ją nie wrzucić, z czym nie wymieszać – będzie dobrze. :)


Tym razem zainspirował mnie przepis w Delicious Magazine. Trochę go uprościłam, odejmując kilka składników i przystosowując tym samym do własnego gustu.
To proste danie, ale dzięki łososiowi dość syte. Osobiście bardzo mi smakowało. Rafałowi również. Dzieci jednak nie dały się namówić na spróbowanie. :D


Dziki ryż z łososiem, fasolką szparagową i dressingiem z wasabi
inspirowane przepisem w Delicious Magazine

1 saszetka (100g) mieszanki ryżu dzikiego i parabolicznego
duża garść (ok. 200g) fasolki szparagowej
kawałek fileta z łososia (bez skóry)
sok z 2 cytryn
ok. ½ łyżeczki pasty wasabi (lub do smaku)
garść świeżych liści mięty
sól, pieprz do smaku

Łososia umyć, osuszyć, posolić i skropić sokiem z 1 cytryny. Pozostawić na ok. 30 min.
Dziki ryż ugotować na sypko.
Fasolkę szparagową umyć, pokroić na kawałki ok. 2-3cm długości. Wrzucić do garnka z osolonym wrzątkiem i gotować bez przykrycia krótko (ok. 4-5 min.). Fasolka powinna być lekko twarda i wciąż zielona. Odcedzić z wrzątku i przepłukać zimną wodą. Pozostawić na sicie do ocieknięcia.
Łososia dowolnie: ugotować na parze, lub upiec w piekarniku lub zgrillować. Podzielić na małe kawałki.
Przygotować dressing: sok z cytryny wymieszać z pastą wasabi i pieprzem.
W naczyniu wymieszać razem ryż, fasolkę i kawałki łososia. Posypać listkami mięty i polać dressingiem.
Podawać na zimno.
Smacznego!