piątek, 7 kwietnia 2017

Domowy zakwas na żurek


Jeśli w Twojej szafce kuchennej zalega przypadkiem mąka żytnia i nie masz za bardzo na nią pomysłu – podpowiadam: przygotuj zakwas na żurek! Będzie jak znalazł na zbliżające się święta wielkanocne, a Tobie odpadnie szukanie po sklepach jadalnego gotowca. ;-)
Co do niego, różnie bywa.  Często trafia się tak mocno i nieprzyjemnie kwaśny (jakby zawierał ocet spirytusowy), że nie wiadomo co z takim robić... Szkoda zachodu, własny pewniejszy.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Słodkie inspiracje wielkanocne (MSŻ 4/2017)


Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami, a ja właściwie od dłuższego czasu czuję się trochę tak jakbym była już „po”. Przynajmniej w ich słodkim wymiarze. ;-) Bo to już tak się plecie, że niektórzy świętują na długo przed świętami. ;-) Tak więc, gdy większość z Was sięgała po kolejnego pączka, faworka lub inną karnawałową słodkość – ja stylizowałam i fotografowałam, a potem nie bez dzikiej przyjemności podjadałam - baby, mazurki, paschy i serniki. A sporo tego było i ilość kalorii przyjęłam na swe barki całkiem niemałą. ;-)

piątek, 31 marca 2017

Kopytka (i gnocchi) idealne.


Z kopytkami jest tak: wszyscy uwielbiamy je jeść i jednocześnie znakomita większość z nas nie lubi robić ich samodzielnie. Dlaczego? A bo za pracochłonne, a bo za trudne, a bo się rozgotują, a bo wyjdą twarde jak podeszwa... A przede wszystkim: a bo tylko Babcia robiła najlepsze. ;-)

wtorek, 21 marca 2017

Masło fistaszkowe


Masło orzechowe nie jest może produktem naszej pierwszej potrzeby kulinarnej, ale lubimy je na tyle mocno, że staram się zawsze mieć mały słoiczek pod ręką, na wypadek gdyby akurat naszła nas ochota na małe fistaszkowe co nieco.
Przyznaję, kupowałam gotowca przez całe długie lata. Bo tak łatwiej i szybciej. Zresztą z wygody wmawiałam sobie, że „przecież masło to masło, smakuje jak smakuje”. W teorii i owszem ale w praktyce różnie bywało. Zwykle sprawdzała się zasada, że, im krótsza lista składników na etykiecie, tym smakowało lepiej, ale też i cena windowała wtedy mocno w górę.

czwartek, 23 lutego 2017

Oponki serowe - ekspresowe.


W rankingu na najpyszniejsze „tłustoczwartkowe” obowiązkowe małe co nieco, zdecydowanie wygrywają u mnie wypasione pączki warszawskie. Jednak zanim Jego Wysokość Pan Pączek Warszawski (klik – przepis) w końcu legnie na stole i zaszczyci nas swoim dostojnym smakiem – nie da się ukryć – trzeba poświęcić mu wpierw większą ilość czasu i uwagi.
Oponki serowe nie są tak wymagające. Prawdę mówiąc, na spółę z serowymi pączusiami, mogłyby startować w konkursach na czas. To prawdziwi sprinterzy. :)

poniedziałek, 13 lutego 2017

Hummus wściekle różowy. Z klopsikami.


Za każdym razem, gdy szykuję w domu hummus, wydaje mi się, że lepszej wersji już nie będzie. Że ta i tylko ta, na wieki wieków, koniec i kropka. Ale szybko okazuje się, że to tyko chwilowe myślenie. Bo gdy zabieram się za przygotowanie kolejnej porcji, chęć dorzucenia jakiś nowych dodatków smakowych jest nie do pokonania. I czyż tak nie jest fajniej? Niby ta sama pasta, ale jednak inna. Inna barwa, inny smak, inny hummus, więc i o nudę trudno. ;-)
Do listy moich hummusowych faworytów dochodzi wersja wściekle różowa.

środa, 8 lutego 2017

Przebój lutego: banan (Kuchnia 2/2017)


Tę sesję fotograficzną zapamiętam na długo. Temat do realizacji wydawał się super przyjemny: banan, przebój lutego. Zanim przystąpiłam do pracy, nawet przez myśl mi nie przeszło, z jak kłopotliwym owocem przyjdzie mi pracować. I tak szczerze mówiąc, w ogóle nie chodzi o banana w kuchni. Bo tam szło gładko, jak po maśle. ;-) W końcu jego miąższ jest i smaczny, i wdzięczny, i wcale nie trudny w obróbce. Na talerze więc szybko trafiały kolejne smakowite kąski.

środa, 25 stycznia 2017

Ciasteczka „Jeżyki”, z masłem orzechowym i sosem karmelowym



W latach osiemdziesiątych bez Jeżyków nie mogła się odbyć żadna szkolna impreza. Zawsze znalazła się jakaś chętna mama, która zasiliła bufet małoletnich nastolatków w jakiś prosty, domowy smakołyk.
Na spółkę z innymi hitami, Jeżyki znikały jeden po drugim w paszczach rozbawionej prawie-młodzieży. W tym mojej. Ostatnia sztuka przypadała szczęśliwcowi, który wykazał się największym sprytem, ewentualnie siłą.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

„Kuchnia Grecka” George Calombaris


 Wyobraź sobie, że bierzesz do ręki książkę kulinarną, której tytuł wydaje się z góry przesądzać o zawartości. Czy otwierając zatem „Kuchnię grecką” spodziewasz się ujrzeć inną, niż tradycyjną zawartość talerzy Hellady?
Ja w każdym razie pozwoliłam się zwieść temu co oczywiste. Może to i lepiej, bo dzięki temu potem, wiedziona ogromną ciekawością, przeczytałam książkę od deski do deski, zastanawiając się z każdą kolejną stroną i z każdym kolejnym przepisem - ile jeszcze razy autor spróbuje mnie zaskoczyć . :)

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Zupa na chłodne dni. Z ciecierzycą, pieczarkami i makaronem.


Czasem bywa tak, że trudno zadowolić naraz wszystkich członków rodziny. Syn błaga o pieczarki, w zasadzie w jakiejkolwiek postaci, ale najlepiej gdyby były smażone. Mąż co raz dopytuje o swoją ulubioną zupę z ciecierzycą, której już tak dawno nie robiłam (notabene chodzi o zawiesistą zupę Jamiego Olivera z „Mojej włoskiej wyprawy”). A Pszczółka jak zwykle nie prosi o nic. Ona najchętniej nie jadłaby nic. No może naleśniki, ewentualnie makaron. Najchętniej bez dodatków. A mnie to już czasem wszystko jedno, byle tylko nie trzeba było dla każdego osobno gotować. Bo i tak się zdarzało.

niedziela, 8 stycznia 2017

Gorący kociołek na zimne dni (MSŻ 1/2017)


Gdy dwa miesiące temu pracowałam nad tym materiałem myśl o zaspach śnieżnych i mrozach wydawała się jakaś taka nierealna... Był nie najgorszy listopad i o dziwo! nawet słońce raczyło od czasu do czasu wyjrzeć przez chmury, umilając mi gotowanie i fotografowanie.
Przyzwyczajona do dość łagodnego klimatu na moim Pomorzu, zdążyłam zapomnieć, że z zimą nigdy nic nie wiadomo i jak zechce pogrozić swoim mroźnym palcem – to po prostu to zrobi, nie pytając o zgodę. 😉

sobota, 31 grudnia 2016

Migawki 2016


Mam wrażenie, że zaledwie przed chwilą żegnałam stary rok. Pamiętam dokładnie o czym pisałam w ostatniej grudniowej notce 12 miesięcy temu. Chwilę potem przywitałam 2016 i ten – takie mam wrażenie – ani nie przepłynął, ani nie przeszedł, ani nawet nie przetruchtał. On zdecydowanie przebiegł. I to w całości sprintem.