czwartek, 25 lutego 2016

Kolorowa fasolowa na skórce.


Nauczyłam się nie wyrzucać skórek od parmezanu. Brzmi może śmiesznie, ale okazuje się, że w suchej skórce jest mnóstwo smaku, którego zwykle nie wykorzystujemy. Kiedyś przeczytałam, że między innymi w parmezanie zamknięty jest piąty smak. Ten nie do końca uchwytny, bardzo delikatny, który trudno opisać słowami. Ani słodki, ani słony, ani gorzki, ani kwaśny - umami.
Od tamtej pory kolekcjonuję parmezanowe skórki. Rzecz jasna nie po to, żeby je podjadać. Wrzucam je do gotujących się potraw, by oddały trochę swojego ukrytego dobra. Ten sposób szczególnie dobrze się sprawdza zwłaszcza w tych przypadkach, gdy gotujemy bez mięsa (wszelkie warzywne wywary, niektóre zupy).


niedziela, 21 lutego 2016

Perskie ciasto z chałwą


Wiesz jak to jest... Wydaje Ci się, że masz silną wolę, że jak powiesz „nie”, to znaczy nie, jak „stop” - to tkwisz na stop, choćby nie wiem co... A jak powiesz sobie: „nie widziałam, nie piekę, nie zjem ani kawałka... ” - wymazujesz z pamięci i już nigdy nie wracasz do tematu...?
Teoretycznie właśnie tak powinno to działać, ale w praktyce teorie się nie sprawdzają. Nie w moim wypadku. Kto wie, może w Twoim też nie, jeśli lubisz mocno słodkie? Chociaż to już na szczęście nie moje zmartwienie... W końcu każdy sam odpowiada za swoje grzeszki, prawda? ;-)
Chodziłam wokół tego przepisu jak kwoka. Zaglądałam, myślałam, odrzucałam, wracałam, próbowałam sobie obrzydzić, próbowałam liczyć kalorie (milion! a może i dwa :D), zarzekałam się, że nie, nie i nie... Zestawiałam za i przeciw. Potem znów wracałam, tylko żeby zerknąć, choćby przez chwilkę.
I doskonale wiedziałam dokąd ta cała przepychanka z samą sobą prowadzi. To była tylko kwestia czasu. :)


niedziela, 14 lutego 2016

Towarzyska pasta. Hummus z pieczoną marchwią i harrisą.


Pamiętacie może, jak kilka miesięcy temu podzieliłam się pomysłem na hummus z dodatkiem pesto bazyliowym i młodymi listkami botwinki? Rozgadałam się wtedy, że czuję się uzależniona od tego smaku. :D Ojjj, jasne, że to takie tam gadanie, bo uzależniona czuję się od wszystkiego co smaczne i co sprawia, że chciałabym jeść jak najczęściej. W końcu uczucie uzależnienia od jedzenia wydaje się być zwykłym odruchem każdej osoby kochającej jeść.
Ale wracając do meritum – mój małżonek gada, że hummus jest „jedzeniem towarzyskim”. Sama nie wiem co przez to rozumie, chyba po prostu wygrzebywanie z jednej miski – zbliża ludzi. :)


wtorek, 9 lutego 2016

Pleśniak z jabłkami i orzechami włoskimi


Pleśniak to jedno z tych ciast, do którego żywię niemały sentyment. Piekła go babcia i mama, oczywiście od czasu do czasu wracam do niego i ja. W archiwum bloga znajdują się już dwie receptury na ten popularny wypiek: wersja letnia i zimowa. Do pierwszej używam świeżych owoców czarnej porzeczki, druga bazuje tylko na porzeczkowej konfiturze. Zarówno porzeczkowe, jak i z dodatkiem agrestu – to klasyczne pleśniaki.


sobota, 6 lutego 2016

Kiszone polskie smaki (MSŻ 2/2016)


Do wiosny niby coraz bliżej, ale jednak... ciągle daleko. Wydaje się, że w dobie importowanych warzyw łatwo jest przetrwać zimowy okres. Można i tak, ale przecież to nie jedyny sposób. W każdym razie nie jedyny godny wzmożonej uwagi. Warto pamiętać o rodzimych dobrach, a już szczególnie o kiszonych warzywach. One nie tylko świetnie urozmaicają zimowe menu, ale też przynoszą potrzebny zastrzyk witamin i minerałów, wzmacniając naszą odporność.


wtorek, 19 stycznia 2016

Batonik na zdrowie. :)


Jak internet długi i szeroki - gdzie nie spojrzę - z wszech stron atakują mnie alternatywne słodkości. Bez cukru, bez mąki, bez jajek. Nie wierzę..., czy to w ogóle może smakować...?
Ze sporą rezerwą podchodziłam do „batonikowego” tematu. Być może trend na wege – batoniki przeminie, dokładnie tak, jak przeminęła zeszłoroczna moda na owsiankę... Notabene, w temacie owsianki byłam wyjątkowo twarda i do dzisiaj nie zjadłam ani łyżeczki. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że i tym razem dziarsko ominę ten cały boom. Do czasu, gdy gotowy wyrób przypadkiem trafił w moje ręce. Był słodziutki, pożywny i naprawdę smaczny. Prawdziwa energetyczna bomba i to bez wyrzutów sumienia. :) Idealny dla aktywnych, dla ćwiczących, biegających. Idealny dla zabieganych, bo pracy przy nich tyle co nic. Więcej czekania.
Cóż, złapałam bakcyla. I Wam też polecam. :)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Gyoza z pieczoną kaczką


Niemal równo rok temu, pierożkami (KLIK – tutaj przepis) o lekko azjatyckiej nucie smakowej zamykałam rok. Najwyraźniej taka już moja dość przypadkowa, świecka tradycja, a może po prostu historia lubi się powtarzać? Bo oto nastał rok kolejny, a ja znów zaczynam podobnymi klimatami.
W zasadzie nowy przepis miał zadebiutować na blogu w Nowy Rok, ale cóż... nie wyszło...
W tym miejscu słówko wyjaśnienia, głównie dla stałych Czytelników, którzy zauważyli moją ostatnią obniżoną aktywność blogową – jestem, żyję, gotuję. I marzę o wakacjach, nie inaczej. :D Jest pracowicie, tyle, że efekty niemal całej mojej aktywności kulinarno – fotograficznej trafiają „w świat”. Ale, ale! Jeszcze tylko trochę! Zaraz potem nabiorę oddechu i mam nadzieję wrócić z impetem. :)

środa, 30 grudnia 2015

Migawki 2015


Lata temu układałam w głowie noworoczne postanowienia. Wydawało mi się, że takie deklaracje w jakiś sposób ułatwią mi realizowanie różnych życiowych celi. Potem mijał rok, a podsumowania wpędzały mnie w frustrację, bo oto zamiast schudnąć - przytyłam, nie pojechałam w upragnione miejsce, nie udało mi się wywiązać z tego i tamtego. To wszystko sprawiało, że szczerze nie lubiłam tej chwili pożegnania Starego Roku i witania Nowego.
Z wiekiem nauczyłam się, że słowa rzucane w biegu (na 5 minut przed północą) są bez sensu, bo nie znajdują pokrycia w czynach. Są tylko mglistym wyobrażeniem czegoś, co w istocie wcale chyba nie jest najważniejsze w życiu...
Odkąd zarzuciłam robienie postanowień i skupiłam się na tu i teraz, okazało się, że bez tzw. „presji wyniku” żyje się przyjemniej i lżej (zwłaszcza na sercu). Co ciekawe, bilans na koniec roku zazwyczaj jest zaskakujący i prezentuje się o niebo lepiej, niż miało to miejsce w czasach z postanowieniami.
W takich chwilach jak obecna, gdy zamykam minione 365 dni, z przyjemnością uświadamiam sobie, że to był rok, który przyniósł mi wiele małych radości. Domowych, zawodowych i blogowych. :)

czwartek, 24 grudnia 2015

czwartek, 3 grudnia 2015

Wystrzałowe śledzie


Rybka, która lubi pływać? Śledź! Wypływa na wierzch w okresie przedświątecznym i aż do końca karnawału pojawia się, a to w oleju, a to w śmietanie, zasilając wszelkie domowe i niedomowe imprezy.
Przygotowanie śledzi jest banalnie proste, a najwięcej czasu zabiera moczenie ich w świeżej wodzie. To dość ważny etap i nie warto go nadmiernie skracać, bo filety śledziowe pochodzące z solanki są dość mocno słone. Jeśli lubisz wyraziste, słone smaki, powinny wystarczyć 2-3 godziny „odsalania”, jeśli wolisz łagodniejsze – wydłuż jeszcze trochę czas moczenia filetów. W każdym przypadku należy przynajmniej 2-3 razy wymienić wodę na świeżą. Potem odsączamy porządnie z wody i pozostaje już tylko określić na jakie dodatki smakowe mamy ochotę. Możliwości w zasadzie są przeogromne, warto eksperymentować i próbować nie tylko tradycyjnych zestawów.


poniedziałek, 23 listopada 2015

Śliwka suszona. Kuchnia. Magazyn dla smakoszy 12/2015.


Gdy pracuję nad sesją zdjęciową do rubryki „Przebój (miesiąca)” dla magazynu "Kuchnia", zwykle projektowi przyświeca jedno podstawowe założenie: minimalizm. Wszystkie „odciągacze” wzroku powinny zniknąć. Stylizacje są najprostsze z najprostszych, bez wielu naczyń i gadżetów. Bo tutaj celem jest bohater miesiąca.
A w najświeższym wydaniu główna rola przypadła - ot wcale nie takiej ładnej, nie bardzo kolorowej i nieszczególnie fotogenicznej – suszonej śliwce.

poniedziałek, 16 listopada 2015

„Warzywo” Dominiki Wójciak - recenzja


Kilka dni temu w moje ręce trafiło „Warzywo. 100 sposobów na jarzynę ” autorstwa Dominiki Wójciak (wydawnictwo Pascal). To druga książka w dorobku autorki. Pierwsza znalazła się na półkach księgarń zaraz po wygranej przez Dominikę trzeciej edycji Master Chefa.
Nowa książka (tym razem nie powiązana z konwencją programu telewizyjnego) wprowadza Czytelnika w wirujący od barw i smaków warzywny ogród wyłożony na talerzu. Autorka zaprasza na smaczną podróż po swojej kuchni, udowadniając, że rośliny są niezwykle inspirującym produktem. Szczypta kreatywnego podejścia sprawia, że nie muszą być tylko dodatkiem do mięsa, ale zasługują na stanie się najważniejszym bohaterem potrawy.
Sama Dominika pisze o sobie we wstępie, że nie jest ideologiczną wegetarianką, jeśli wybiera warzywa, to dlatego, że bardzo je lubi jeść. To podejście jest mi bardzo bliskie. Tym bardziej wydaje mi się, że „Warzywo” skierowane jest do wszystkich, nie tylko wegetarian. Jestem przekonana, że niejeden wielbiciel mięsa znajdzie w książce propozycje potraw, których zapragnie na swoim stole.